ROZDZIAŁ DRUGI
14 stycznia 2011, piątek
- Mamo to ja Quinn, jesteś w domu?
- Jestem, jestem
Wcześniej uchylone drzwi wejściowe, zostały szerzej otwarte by Quinn mogła bezproblemowo wejść do mieszkania. To dość przytulne, małe mieszkanko w samym centrum miasta - należało od kilku lat do Janine. Mogła sobie pozwolić na ów lokalizacje, tylko i wyłącznie za sprawą otrzymanego spadku po zmarłej ciotce. Z otrzymanych pieniędzy opłacała jedynie rachunki a środki na życie czerpała z dorywczej pracy jako fryzjerka. Kilka lat wstecz, jej kariera rozwijała się w zupełnie innym kierunku. Jako vice-prezes jednego z oddziałów banku Barclays, nie czuła się jednak szczęśliwa. Stanęła wtedy przed prawdziwym dylematem życiowym. Mogła albo wrócić do Stanów i tam szukać pracy lub - skoro już wywróciła swoje oraz córki życie do góry nogami, niespełna pół roku wcześniej - pozostać w Wielkiej Brytanii. Pozytywna odpowiedź na aplikację Quinn do University of the Arts na wydział fotografii, zadecydowała o pozostaniu na wyspach. Mimo swojego wieku czyli 49 lat, Janine od poniedziałku do środy pracowała w salonie Marie's a weekendami, prywatnie przyjmowała klientki w swoim domu. Fryzjerstwo oraz podstawowe zabiegi kosmetyczne, uszczęśliwiały ją. Ukończywszy kursy oraz szkoląc swój fach, jej umiejętności dochodziły do perfekcji. Pozwoliło jej to na pobieranie wyższych opłat za swe usługi, jednocześnie zwiększając jej prestiż. Okazjonalnie czesała i malowała ona początkujące modelki, które później fotografowane przez równie uzdolnioną córkę, znajdowały się w najpopularniejszym magazynie mody "Vogue". Z otrzymanego spadku, Janine była w stanie opłacić studia ów jedynej córki i zabezpieczyć się finansowo na kilka dekad w przyszłość. Gdy proponowała Quinn inwestycję w jej wymarzone studio - jej uparta córka dosadnie dała jej do zrozumienia, że nie ma zamiaru być na utrzymaniu matki i nie pozwoli jej zaryzykować wielu tysięcy funtów na rzecz jej marzenia które nie do końca może wypalić. Gdyby tak sie stało i jej studio byłoby jedną wielką farsą, nie darowała by sobie tego do końca życia. Janine była dumna, że Quinn tak bardzo przypomina jej własną osobę w jej wieku. Dalej była pod wrażeniem jak szybko córka dorosła do odpowiedzialności - jak stała się silną, niezależną kobietą. Wolała by jednak żeby córka w końcu przejrzała na oczy i dostrzegła, że przez życie nie powinno się iść samemu.
Przy prawie każdej wizycie córki, starała się jej delikatnie sugerować zmianę jej trybu życia i złamanie jej własnych zasad. Jednakże każdorazowo gdy to robiła, czuła jak jej słowa uderzają o ceglany mur obronny córki. Powoli zaczęła tracić nadzieje lecz cotygodniowe wizyty sprawiały, że Janine miała jednak ziarnko nadziei, iż tym razem córka obwieści jej, że kogoś poznała. Kto wie, może nawet je sobie przedstawi.
Tak też było tego piątkowego południa, kiedy to Quinn odwiedziła ją ponownie, przynosząc zakupy z okolicznego supermarketu. To już był pewnego rodzaju rytuał. Co piątek, po pracy Quinn robiła tygodniowe zakupy w Tesco. Swoje pakunki zostawiała w aucie a resztę przynosiła mamie. Po rozpakowaniu reklamówek, piła kawę i zagryzając ciasteczka czekoladowe, opowiadała matce przebieg zeszłego tygodnia. Tym razem z racji dzisiejszej ceremonii i dnia wolnego, jej cotygodniowa wizyta odbyła się kilka godzin wcześniej. Kolejną zmianą "rytuału" było nie rozpakowanie zakupów a jedynie odłożenie toreb na blat stołu.
"- Mamo gdzie jesteś? Kupiłam Ci ten ser pleśniowy co tak lubisz. Masz szczęście, był dzisiaj w promocji ale musisz go zjeść do jutra. Jakby co to Ci pomogę, jak chcesz.". Z salonu było jednak słychać jedynie telewizor. Quinn lekko zmarszczyła brwi. Zmartwiona brakiem odpowiedzi ze strony matki, ruszyła szybszym krokiem w stronę ów pomieszczenia. Nie zdążyła nawet zdjąć butów ani kurtki.
Gdy juz prawie biegnąc, przekroczyła próg zauważyła jak jej matka siedzi na kanapie i uwarznie wpatruje się w spot reklamowy Brit Awards na Mtv.
No tak, nawet w domu śledzi mnie praca - pomyślała.
Dopiero po zakończeniu reklamy, Janine przyciszyła głos telewizora. Odwróciła się z uśmiechem do córki.
- Cześć kochanie - powiedziała Janine, otwierając ramiona i wyczekując uścisku córki. Quinn niczym zahipnotyzowana, na uśmiech matki również odpowiedziała uśmiechem. Podeszła by ją uściskać
- Cześć mamo. Kupiłam Ci kilka rzeczy. Słyszałaś co mówiłam z kuchni wcześniej? - zapytała już po rozluźnieniu matczynego uścisku .
- Tak wiem, ser pleśniowy z promocji do jutra. A Ty słyszałaś, że dzisiaj rozdanie nagród Brit 2011? - Quinn jedynie westchnęła. Inny komentarz czy odpowiedź, nie przychodził jej do głowy. Wciąż była zła na szefa za to zlecenie i równoczesne zniszczenie jej piątkowego wieczoru.
- A co Ty tutaj tak wcześnie robisz?
To pytanie sprawiło, że odpowiedź na nie może spowodować jedynie jeszcze większe nieszczęście. Janine jako fanka muzyki rozrywkowej i całych tych celebrytów, była ostatnia osobą która powinna wiedzieć o prawdziwym powodzie tak wczesnej wizyty. Z drugiej jednak strony, Quinn nie była w stanie kiedykolwiek okłamać matki więc mimo konsekwencji musiała powiedzieć prawdę.
- Mam dzisiaj wolne
Janine natychmiast spoważniała a jej twarz była wypełniona troską i zmartwieniem
- Czemu? Czyżbyś się gorzej dzisiaj czuła?
Chwile sekund zajęło Quinn zrozumienie pytania. Natychmiastowo jednak zaprzeczyła
- Nie, nie. Czuje się dobrze. Po prostu szef dał mi wolne w redakcji bo wieczorem mam zlecenie w centrum miasta... - Quinn musiała wziąć głębszy oddech zanim mogła kontynuować - Mamo proszę Cię, nie wariuj ale chodzi o te całe rozdanie nagród.
No i tak jak Quinn to przewidywała, troska z twarzy matki automatycznie znikła. W zamian jej oczy aż się zaświeciły i znacząco powiększyły z radości. Zakrywając dłońmi usta, Janine próbowała ukryć opadniętą szczękę z wrażenia i ekscytacji. Zanim jednak powiedziała cokolwiek, Quinn musiała ją uprzedzić.
- MAMO, tak ide na Brit Awards i NIE, nie mam dodatkowego biletu
Entuzjazm Janine jednak ani trochę nie przygasł
- Mam prośbę córeczko ...
Wymawiając te słowa ruszyła szybko w stronę komody, która podpierała telewizor i z jednej z szuflad wyciągnęła aparat szybkiego wywoływania zdjęć, Polaroid. Kurczowo ściskając ów przedmiot, zbliżyła się do córki i patrząc jej prosto w oczy, błagalnym głosem powiedziała:
- Zrobiłabyś dla mnie trzy zdjęcia gwiazd i wzięła ich autografy? Ja wiem, że będziesz zajęta pracą ale spraw starszej kobiecie, która praktycznie poza pracą nigdzie z domu nie wychodzi, prawdziwą radość. Znaczyło by to dla mnie bardzo wiele i byłabym Ci wdzięczna do końca życia. Proszę córeczko.
- Mamo... - westchnęła Quinn
- Obiecuję, że jak to zrobisz to nie będę Cię swatać ani nagabywać byś kogoś w końcu poznała
Quinn musiała się chwilkę zastanowić. Oferta była dość kusząca a nawet bardzo. Oznaczało to brak cotygodniowych przesłuchań i kazań. Żałowała jedynie, że Molly nie wysunęła podobnej propozycji
- Do końca życia?
- Oczywiście, że nie - Janine wzięła głębszy oddech - Do końca roku
No tak, oferta straciła znacznie na wartości ale biorąc pod uwagę, że jest połowa stycznia, mimo wszystko była dalej kusząca. Quinn musiała jeszcze jednak to kilkakrotnie przemyśleć przed podjęciem decyzji. Czego się jednak nie robi dla własnej matki.
- Zgoda
Chwilę później, jak już Janine przestała ściskać córkę i piszczeć z ekscytacji, udzieliła Quinn instruktarzu obsługi Polaroida. Chyba z całej tej euforii zapomniała, że Quinn jest fotografem. Zapisała też jej trzy nazwiska gwiazd, których zdjęcia by chciała: Rihanna, Lady Gaga, Rosario Cruz. Dość dziwna selekcja jak na prawie pięćdziesięcioletnią kobietę. Quinn jednak nie komentowała lecz przez chwilę zastanawiała sie gdzie słyszała to ostatnie nazwisko.
Rosario Cruz?
Dwa pierwsze były ewidentnie znane jako wielkoformatowe, światowe gwiazdy lecz Quinn była pewna, że to ostatnie zna na pewno z innego źródła niż media ... tylko skąd?
Zamknięte ulice, objazdy, korki i mnóstwo jednostek policyjnych świadczyło o tym, że dzisiejszego wieczoru w centrum Londynu, odbywa się wielkie wydarzenie medialne. Quinn nigdy nie była świadkiem aż takiego wydarzenia a nawet omijała ich transmisje w telewizji. Mimo, że od zawsze kochała muzykę i okazjonalnie taniec to jak na jej gust, zbyt dużą komercją były owiane tego typu widowiska. Dzisiaj nie miała jednak wyjścia. Poza tym, płacili jej za to więc czemu by nie.
Dotarcie na miejsce zajęło jej dobre 45 minut. Minęła po drodze dwa kluby do których regularnie chodziła właśnie w takie piątkowe wieczory jak ten. Widząc ich drzwi wejściowe, walczyła sama ze sobą by ich nie przekroczyć. Pocieszała się, że jutro sobie to odbije a nawet z nawiązką bo tym razem pójdzie na "polowanie". Ale to dopiero jutro. W tej chwili musiała sie skupić na pracy. Gdy już udało jej się minąć korowód czarnych limuzyn i po wylegitymowaniu się przy bramie, mogła w końcu ruszyć na parking dla prasy i telewizji.
Po zabraniu aparatów i kilku zapasowych kart pamięci, Quinn ruszyła w stronę czerwonego dywanu. Na szczęście zjawiła się na miejscu na czas gdyż tuz po załadowaniu nowej karty, na czerwonym dywanie zaczęły się pojawiać pierwsze gwiazdy.
Było faktem oczywistym, ze sama nie da rady sfotografować wszystkich celebrytów. Skupiła się więc na tych najważniejszych i dość precyzyjnie wyszukiwała odpowiednich ujęć do zrobienia dobrych zdjęć. Tłum zgromadzonych reporterów i fotoreporterów, nie ułatwiał jej sprawy. Udało jej się przebić przez tłum i znaleźć się tuż przy czerwonym dywanie. Dostrzegła w końcu czarnoskórą piosenkarkę z dość specyficzną różową fryzurą (co ułatwiło jej zlokalizowanie jej) i zaraz po zrobieniu kilku fotek, chwyciła torbę i wyciągnęła polaroida. Po pstryknięciu zdjęcia, musiała jednak odczekać aż zdjęcie się "wywoła" by poprosić Rihannę o autograf. Trwało to jednak zbyt długo. Gdy już odbitka była gotowa, ów gwiazdę obtoczyła masa reporterów blokując Quinn drogę. Kilka chwil później znikła gdzieś w arenie gdzie odbędzie się sama gala.
Szkoda, ale mimo braku autografu, mama powinna być zadowolona ze zdjęcia- pomyślała Quinn.
Zostały jej jeszcze dwie gwiazdy do "obskoczenia". Pierwsza z nich, Lady Gaga pojawiła się w tak widowiskowym stroju, że jedynie ślepiec nie zauważył jej z odległości 50 metrów. Pech chciał, że historia się powtórzyła i ponownie Quinn miała jedynie fotkę.
Niech to diabli! Cholerny Polaroid... ale do trzech razy sztuka
Lekko zrezygnowana całymi jej staraniami i prawie zerowymi rezultatami, Quinn była już gotowa wejść do areny by zająć swoje miejsce.
Do rozpoczęcia całej gali zostało zaledwie dwadzieścia minut. Chowając aparaty do torby, Quinn ruszyła w stronę wejścia dla prasy. Dzięki krzykom reporterów i ich nawoływaniom, zorientowała się iż niedaleko niej, znajduje się trzecia gwiazda z wymarzonej listy jej mamy. Nigdy nie słyszała nawet jednego utworu Rosario Cruz. Szczerze mówiąc, nie wiedziała nawet jak ona wygląda. Jednego była jednak pewna, że znała już skądś to nazwisko lecz równie dobrze mogła to być jakaś daleka krewna aktorki Penelope Cruz - o której: ktoś, kiedyś wspomniał w jakimś wywiadzie.
Po chwili jednak Quinn zrozumiała, iż nie mogła być w większym błędzie. W momencie gdy usłyszała jak ta odpowiada na pytanie jednego z reporterów, jej całe ciało zesztywniało. Po chwili, niczym porażona prądem, poczuła drganie serca - jedynie słysząc kilka sylab z ust ów "Rosario". Już wiedziała skąd zna to nazwisko i fakt ten ją przeraził.
To niemożliwe...
czyżby ...
Średniego wzrostu, latynoska z długimi, falowanymi włosami udzielała właśnie wywiadu do "The Sun". Quinn aż poczuła jak jej serce stanęło na chwilę a jej ciało uderzyła fala gorąca. Szybko się jednak otrząsnęła. Gdyby tak dłużej stała, wpatrzona w nią, mogłaby stracić okazje nawet na zrobienie symbolicznego zdjęcia. Mimo swojego przerażenia, zaskoczenia i radości, zmiksowanych razem oraz pocących sie juz dłoni, Quinn zdobyła się na odwagę by w ogóle ruszyć w kierunku celebrytki. Rosario była otoczona mnóstwem reporterów, co sugerowało jej prestiż i popularność. Mimo niedowierzaniu, w to co za chwilę się stanie, Quinn podpierała się myślą, że robi to dla swojej kochającej matki - która więcej niż powinna, poświęciła w swym życiu dla jej dobra. Chociaż tyle mogła dla niej zrobić. Myśląc o Janine, zorientowała się iż skoro ta poprosiła właśnie o jej fotkę to musiała wiedzieć prawdę. Nawet Quinn nie wierzyła AŻ w takie zbiegi okoliczności. Postanowiła zapamiętać by dla odmiany nie zapomnieć przesłuchać w tej sprawie Janine. Puki co, musiała się zbliżyć dość blisko by wykonać fotkę lecz obawa, że TE czekoladowe oczy przeszyją ją na wylot, wciąż nie odstępowała jej na krok, a nawet z każdą sekundą narastała. No i stało się nieuniknione. Rosario automatycznie rozpoznała Quinn, która stała już w pierwszym rzędzie wśród starszych, spoconych fotoreporterów. Jej blond włosy wyróżniały się wśród kapeluszy, tupecików lub czapeczek bejsbolowych. Rosario uśmiechnęła się jeszcze szerzej na widok znajomej twarzy a w jej oczach pojawiły się świetliki. Automatycznie zbliżyła się do barierek doprowadzając pozostałych reporterów do ekscytacji, że zdobędą fotki z tak bliska.
- Co Ty tutaj robisz Q? - zapytała artystka, delikatnie nachylając się do Quinn
- Pracuje. To raczej ja powinnam zadać to pytanie
- Długa historia. Powinnyśmy się spotkać po gali. Zostajesz prawda?
- Tak jak powiedziałam. Jestem w pracy ...
Quinn nie wiedziała czemu ale nie mogła powstrzymać swej oziębłości wobec Rosario. Wiedziała jedynie, że jej widok po tylu latach bez znaku życia i po zostawionej przez nią notatce, był dla Quinn niczym sól na otwarta ranę. Nie mogła sobie pozwolić na jakiekolwiek uprzejmości względem dziewczyny która przez lata nieświadomie ją zwodziła by w końcu wykorzystać, łamiąc Quinn serce na milion kawałków. Musiała się jednak otrząsnąć i wrócić do teraźniejszości, gdzie mniej juz uśmiechnięta gwiazda, patrzała jej prosto w oczy wyczekując dalszej wypowiedzi. Quinn przybrała profesjonalną postawę i zrobiła jej zdjęcie, uprzednio prosząc o uśmiech. Polaroidem zrobiła drugie a czekając na odbitkę - która wydawała się wywoływać wiecznie - czuła na sobie przeszywający wzrok Rosario. Starała się jednak unikać kontaktu wzrokowego gdy nie był on konieczny do wykonywania jej pracy. Na tym starała się skupiać.
Praca... To tylko praca... - powtarzała sobie Quinn
Dasz rade to nic takiego.
Jeszcze kilka sekund i po wszystkim.
Wezmę autograf i tyle mnie zobaczy! ...
Niech zakosztuje własnego lekarstwa...
Gdy odbitka była gotowa, przyszedł czas na sztuczny uśmiech i prośbę o autograf. Zapytana "Dla kogo zatytułować?", Quinn jedynie odpowiedziała imieniem matki, bez rozwijania jakiejkolwiek konwersacji. Nie chciała być tam dłużej niż powinna. Chciała wypchnąć sie przez tłum i ruszyć do domu. Wiedziała jednak, że jeszcze przed nią ceremonia wręczenia nagród, na której musi być. Myśl, że będzie daleko od Rosario a jedynie-ewentualnie w wypadku gdy ta wystąpi na scenie, ona będzie ją widzieć - była delikatnie kojąca. Teraz Quinn czuła się jak na torturach w gwatemalskim więzieniu. Spojrzenie i zapach perfum Rosario był zniewalający a każda sekunda spędzona tak blisko niej, była niczym zagłębianie się w głąb Trójkąta Bermudzkiego - z którego nie ma ucieczki.
Nagłym przebudzeniem było gdy artystka podała jej podpisane zdjęcie, muskając jej palce delikatnie swoimi. Kolejne porażenie prądem sprawiło, że Quinn szybko podziękowała i bez "sztucznego uśmiechu" z nieobecnym wzrokiem, zaczęła się przedzierać przez stojący za nią tłum. Mimo gwaru i hałasu, słyszała jak znajomy głos woła ją dwukrotnie po imieniu lecz nie mogła sobie pozwolić na słabość oraz pokazać osobie, która nawoływała - że mimo upływu lat i cierpienia jakie zaserwowała, Rosario wciąż miała moc nad jej osobą.
Szybkim krokiem ruszyła w stronę głównego wejścia dla prasy. Dopiero gdy zajęła zarezerwowane miejsce w środkowej części sali i usiadła, Quinn była w stanie złapać oddech i się uspokoić.
"Dam rade. Jestem silna. Dałam rade o niej zapomnieć i zepchnąć cokolwiek czułam i zapomnieć też tym. Dam rade. To nic takiego. Skupie się na pracy. Zrobię super fotki. Szef będzie zadowolony i da mi kilka dni wolnego ... o tak, Bóg mi świadkiem, że ich potrzebuje..." - motywowała się Quinn
WSPOMNIENIE
Q - Można było się domyśleć, że ślub w Walentynki to przepis na katastrofę. Miłość jest beznadziejna.
- Wybaczcie młode panie ale czy mogę zobaczyć dowód?
S - Mam 25 lat, nazwisko Rosario Cruz. Mogę być spokrewniona z Penelope, a Ty?
Q - Emily Stark, świeżo legalna
Q - Musze przyznać Rosario, wyglądasz zabójczo w tej sukni
S - ... Dzięki ...
Q - Popatrz na nich! Oni może mają miłość ale wiesz jakie jesteśmy a oni nie .. ?
S & Q - Idealne!
Q - Nigdy wcześniej nie tańczyłam wolnego z dziewczyną ... podoba mi się ...
Q - A wiec dlatego studentki eksperymentują
S - I dzięki Bogu za to
Q - Było fajnie i zawsze zastanawiałam się jakby to było przespać się z kobietą ale dla mnie chyba to było jednorazowe ...
S - Nie martw się ... nie pojawię się jutro u Ciebie z pierścionkiem
Q - I co dalej?
S - Możesz wyjść pierwsza, albo ... może to być dwurazowe ...
"Trzy i cztero-razowe zdecydowanie nie było w planach, BA dwa pierwsze też nie" - pomyślała Santana
Wiedziała, że po takim wysiłku fizycznym jaki został jej zaserwowany jeszcze godzinę temu - powinna leżeć jak dętka i spać jak niemowlę. Zupełnie jak, współuczestniczka ów maratonu. Ona jednak za nic nie mogła sie zmusić do spania. Patrząc na nagie ciało jej blond przyjaciółki, które tylko może w jednej trzeciej było okryte pościelą, nie mogła po pierwsze oderwać wzroku a po drugie myśli kłębiące się w jej głowie wybiegały kilometrami poza granicami "przyjaźni"
"Nie wierze... to chyba sen - ale strasznie realny ...
jaka ona jest piękna ... wiedziałam, że ma zgrabne ciało ale nie sądziłam, że aż TAK gorące ... zdecydowanie karalne powinno być, wyglądać tak dobrze! rany co ja gadam?! ... to Quinn na litość boską!
Quinn Febrey - królowa cheerleaderek i balu maturalnego i mojego serca i ... wow stop, cofnij ... mego serca? to nowość ... no ok przyznaje, treningi Cherios stały sie bardziej interesujące gdy Quinn wstąpiła i przyznaje zachwiało to trochę moim skupieniem i równowagą no ale to wytłumaczalne, prawda? ...
ona jest piękna .. te zielone oczy... albo brązowe? nie, zdecydowanie zielone niczym szmaragdy... w sumie widziałam obydwa odcienie a nawet trzeci gdy szczytowała ... RANY Lopez opanuj się! ...zwariuje zaraz! ... albo ją obudzę i wycałuje od niej piątą dogrywkę albo prześcieradło pode mną tak zwilgnie a pokojówka pomyśli, że "miałam wypadek". Fakt, że nie mam na sobie nawet bielizny nie pomaga ... powinnam ja chociaż przykryć bardziej, może to ochłodzi mnie jakoś ale znowu jak ja dotknę chociaż na sekundę to nie wiem czy będę się w stanie powstrzymać ...
aggghhhh ...
niech mnie ktoś zabije! ...
skąd u Ciebie w ogóle te myśli?
Jesteś Santana Lopez na litość boską a to Quinn Febrey - twoja przyjaciółka, kapujesz! ... a.
Ta noc to był błąd, to nie powinno sie było stać! Rany, przecież wiedziała, że jestem singlem ... dlaczego przyszła ze mną na ten ślub i to w WALENTYNKI i piła alkohol chociaż wiedziała jak to na nią działa i jak ona na mnie... i jeszcze ta sukienka ...
nie nie nie to zdecydowanie nie powinno się wydarzyć ... " - prowadziła wewnętrzną walkę Santana
Delikatnym ruchem w spowolnionym tempie, Santana wstała z łóżka, nie chcąc budzić śpiącej przyjaciółki. Po cichu znalazła swoje części garderoby i niechlujnie lecz szybko i po cichu, je założyła. Z torebki wyciągnęła kartkę i napisała tyle, aby Quinn wiedziała, jak sytuacja wygląda lecz z nadzieją - iż mimo wszystko - do niej zadzwoni lub chociaż napisze sms-a informując, że wszystko między nimi ok. Po odłożeniu liściku na szafkę nocną, Santana walczyła ze sobą wewnętrznie by dać Quinn pożegnalnego buziaka lecz w końcu zdecydowała się nie będzie zbliżać w obawie, ze ta się obudzi lub ten kontakt przekona ja jednak by zastać. Na to jednak nie mogła sobie pozwolić.
Jej dwugodzinna, wewnętrzna kłótnia z samą sobą, dowiodła i utwierdziła ją w przekonaniu, że nie zniosła by odtrącenia. Poza tym, Quinn sama stwierdziła, że to nie dla niej i że ona jedynie eksperymentuje.
Zerkając po raz ostatni na śpiącą piękność, Santana wzięła głęboki wdech i bezszelestnie opuściła ich pokój hotelowy. W chwili gdy drzwi się zamknęły, po policzkach latynoski zaczęły spływać pojedyncze łzy. Wiedziała, że rani tym zarówno Quinn jak i siebie. Lecz nie mogła pozwolić na to by cierpiały bardziej, co by miało miejsce gdyby ta została. Z każdym krokiem w kierunku windy, Santana czuła jak jej serce pęka. Nie sądziła, że jej „przyjacielo-wróg" z liceum będzie tego powodem. Nie sądziła, że ktokolwiek wtargnie do jej serca po tym jak zostało poszarpane przez Britney i to wtedy gdy jej wiara w miłość podupadła. Nie sądziła, że w momencie gdy drzwi windy sie zamkną, jej twarz zaleje sie strugami łez a wycieńczenie fizyczne i psychiczne spowoduje, że ta z rozpaczy osunie się na ziemię by tam rozpaczać w samotności - ponownie, tak jak przez całe swoje dotychczasowe życie.
- Lepiej będzie Ci beze mnie Q. Wybacz... - wyszlochała
TERAŹNIEJSZOŚĆ
19 stycznia 2011, środa
Dzień jak co dzień w redakcji Vogue. Godzinę temu, Quinn oddała szefowi rezultaty jej piątkowej pracy. Teraz jedynie czekała na jego redakcję. Zazwyczaj to dość długo trwało więc postanowiła zająć się czym pożytecznym. Zalogowała się więc na Facebooka i omijając posty i wiadomości od Rachel, zaczęła grać w CityVille. Nie zdążyła nawet do końca odwiedzić wszystkich znajomych jak drzwi gabinetu Jamesa się otwarły "Febrey do mojego biura. Natychmiast!". Leniwe wzdychnięcie wydobyło sie z jej ust gdy powoli wstawała od stanowiska pracy. Poprawiła włosy by reprezentacyjnie wkroczyć do biura, ewidentnie zdenerwowanego szefa.
Ktoś tu chyba wstał dzisiaj lewa nogą. Miodzio - pomyślała.
Tradycyjnie w milczeniu, jedynie sygnalizując delikatnym ruchem głowy na powitanie, ruszyła na fotel stojący na przeciw biurka i z pewną siebie miną zasiadła by stawić czoła najgorszemu - jednakże nie sądziła, ze to co ją czeka będzie aż na poziomie horroru.
- Obejrzałem twoje odbitki zdjęć - burknął James bo dłuższej chwili wpatrywania sie w oczy Quinn, która nader wszystko starała się nie przerywać kontaktu wzrokowego z szefem, który ją czasami przerażał.
- I muszę powiedzieć ... - kontynuował nie zmieniając ani o ton swego głosu - Są znakomite a nawet bym powiedział, że to jedne z najlepszych Twoich dotychczasowych prac.
Quinn za bardzo nie wiedziała jak zareagować. Dopiero jak jego twarz zaczęła się ewidentnie pogodzić i łagodnieć, była w stanie uprzejmie podziękować za uznanie.
- Ale to nie wszystko ...
oczywiście, że nie ... No dawaj!
Przyjmę to na klatę jak trzeba.
Trzy, dwa, jeden...
- Otrzymałem telefon od Davis & Carlin Management z poufną informacją od ich wspólniczki i założycielki, Ashley Davies. Podobno niejaka ... Rosario Cruz...
kurwa
-...będzie miała dzisiaj sesję zdjęciową reklamującą jakiś perfum ... prawdopodobnie Hugo Boss i mimo, że plan sesji jest tajny i ściśle zamknięty dla prasy, poproszono by jako jedyne pismo i wyjątek to właśnie "Vogue" zrobił fotoreportaż z tej właśnie sesji ...
kurwa kurwa kurwa
- a co najzabawniejsze to nie poproszono o najlepszego lub nawet obojętnie którego fotografa lecz ... o Ciebie
kurwa do potęgi miliardowej!
- Co Ty na to Febray? Jesteś gotowa na specjalne zadanie o "nawet-nie-wiesz-jak kurewsko-ważnym-priorytecie"?
Chcę umrzeć!.
Jak?... Jak ona mnie znalazła? ...
Skąd wiedziała dla jakiej gazety pracuje? ...
Jak ona może mnie po tym wszystkim tak torturować? ...
Za mało się wycierpiałam? ... Ciągle jej mało? ...
Przecież nie wytnę sobie serca i nie ozdobie kokardą i nie dam w prezencie! - po pierwsze za bardzo drastyczne a po drugie wieki potrwa zanim znajdę wszystkie kawałki znajdę i poskładam! ...
Nie sądziłam, że jest taka okrutna... - załamywała się Quinn
Prowadząc wewnętrzną dyskusje, nieobecnym wzrokiem wpatrywała sie w swojego rozmówce który już od ponad minuty wyczekiwał jej odpowiedzi. Dopiero po kilkukrotnym nawoływaniu jej nazwiska, ta wybudziła sie z transu.
- Febray, wiec jak?
- Ehm... No to ... nie wiem. To znaczy zaszczycona jestem i w ogóle, że znają mnie i w ogóle... - z całych sił starała się składać słowa w jakieś sensowne zdania ... no tak ... starała się
- Słuchaj, dla mnie to też szok, zwłaszcza że twoja reputacja nie opiera sie na sesjach modelek czy innych celebrytów tylko bardziej w terenie. Zrozum, że to naprawdę wielka szansa zarówno dla mnie, magazynu jak i dla Ciebie. Pomyśl jakie rekomendacje z tego mogą wypłynąć! D&C to jedna z najbardziej prestiżowych firm marketingowych w Europie.
- Szefie wiem ale nie sądzisz, że ktoś inny mógłby zrobić o wiele lepszy materiał? Na przykład Linda jest wyśmienitą reporterką. Rogera to praktycznie wychowały modelki a na wybiegu miał kołyskę - wykręcała się Quinn
- Tak wiem. Do tekstu chcę byś wzięła Lindę lecz to Ty masz robić zdjęcia. Roger może pomóc przy oświetleniu i makijażu ale to Ciebie chce mieć za obiektywem bo to Ciebie D&C zlecił to zadanie. Dla przypomnienia, ten telefon był poufny, kapujesz?
- Rozumie, ale ...
- Żadne ale... W ramach mini bonusa za świetną robotę na Brit Awards oraz mam nadzieję jeszcze lepszą dla D&C jestem w stanie Ci zagwarantować dodatkowy tydzień urlopu i to w przyszłym miesiącu. Termin już sama wybierzesz
No i się zaczęło. Jeżeli James posuwał się do przekupstwa dodatkowym urlopem, oznaczało to że sprawa jest śmiertelnie poważna - nie zdawał sobie jednak sprawy, że ta sprawa "życia lub śmierci" oznaczała, że jego przodowy fotograf "złote dziecko" może nie przeżyć tego zadania. Quinn nie miała jednak wyjścia. Od tego zależała jej praca, kariera i reputacja. Bonus urlopowy też był kuszącą zachętą gdyż Quinn już od dawna planowała odwiedziny u starych przyjaciół a Bóg jej świadkiem, że właśnie teraz - jak nigdy dotąd, ich potrzebowała.
Biorąc głęboki wdech i odpychając, możliwe scenariusze przebiegu ów diabelskiej sesji, daleko w kąt ... zgodziła się. Po usłyszeniu pozytywnej odpowiedzi, twarz Jamesa była wyraźnie zrelaksowana, jakby ściągnięto mu wielki głaz z ramion. Nie pomyślał jednak, że ów głaz wyląduje na i tak już kruchych barkach Quinn.
Piątkowe rozdanie Brit Awards, zakończyło się w późnych godzinach nocnych. Uniemożliwiło to Quinn wizytę u Janine. Sobotę praktycznie przespała by w pełni sił ruszyć na "polowanie" do jej ulubionego klubu. Wspomnienie z jej wczorajszego spotkania, nie dawało jej spokoju. Mimo aż gotującej się wściekłości względem Rosario, nie mogła powstrzymać tez tych pozytywnych emocji jaki jej towarzyszyły. Nie sądziła, że aż tak stęskniła się za latynoską. Momentami żałowała, że była tak oziębła, że nie spojrzała w te czekoladowe kamyki w których tak kiedyś lubiła się zagubić. Najbardziej żałowała, że nie została po gali by chociaż raz jeszcze ją zobaczyć ... usłyszeć. Tych myśli również nie mogła się pozbyć. Cały ten miks sprzecznych emocji, sprawiał że nie była w stanie logicznie myśleć. Dochodziło do tego też to iż jej "mniejsza głowa" również miała swoje rozmyślania. Wystarczyło żeby Quinn zamknęła oczy a jej mózg automatycznie odbiegał do doznań jakich zaznała podczas pewnych Walentynek kilka lat temu. Nigdy nie sądziła, że orgazm może aż tak być odczuwalny, że przed oczami gwiazdy migotały a ciało staje się żyć własnym tokiem - niczym podłączone do prądu. Wcześniej miała do czynienia z "orgazmami" lecz aż dziwne, że tak skrajne odczucia (które nawet nie sięgają tym walentynkowym do pięt) mają tą samą nazwę!
Przecież to jak porównać zakalec do świeżo upieczonego sernika
... ciasto kontra ciasto...
Jedynym sposobem a na pewno skutecznym, była wizyta w "Xero", jednym z ulubionych klubów Quinn. Jak na złość, polowanie z premedytacją, nie szlo najlepiej. Wprawdzie duża ilość kobiet ciągła do siedzącej samotnie, przy barze Quinn ta wydawała sie być jeszcze bardziej odgrodzona i niedostępna dla świata. Wszystkie adoratorki wracały z "podkulonymi ogonami". Co niektóre trzymały w dłoniach drinki niesione dla Quinn. Ta jednak odmawiała każdorazowo. W końcu zwróciło to uwagę, pracującej za barem, Jess.
- Rany, jak jeszcze odmówisz kilku to będziesz musiała pomóc mi w rozdzielaniu bójek. Wiesz jakie są te szminkowe kociaki. - zaczęła przyjaciółka. Quinn spojrzała znad szklanki w której, od godziny męczyła resztkę drinka by spojrzeć na znajomą i uśmiechniętą twarz
- Hej Jess. Nie wiedziałam, że dzisiaj pracujesz ale dobrze się składa. Kiedy masz przerwę?
Krótkowłosa blondynka z wystylizowanym "spikiem" i sporymi odrostami, zastanawiała się nad odpowiedzią, nie odrywając wzroku od przyjaciółki. Chciała wyczytać z mimiki jej twarzy, jak poważna jest ów sprawa. Biorąc pod uwagę tuzin olanych przez nią lasek plus ten wzrok zbitego szczeniaka, zmobilizowała się żeby natychmiast zrobić sobie przerwę. Zapewne bedzie ona dłuższa niż się należy. Jako manager klubu, mogła sobie jednak na to pozwolić.
Po zrobieniu kolejnego drinka Quinn, razem udały się do miejsca gdzie nikt ani nic nie będzie im przeszkadzać - biura od Jess, strzeżonego przez dwóch bramkarzy. Początkowo Quinn chodziła, rozglądając się i podziwiając wystrój biura. Czuła, że nie usiedzi w miejscu. Jess dała jej chwilę na zebranie odwagi
- Chodzi o Santanę - wydusiła z siebie Quinn
Jessica jako jedyna wiedziała o całej sytuacji związanej z Santaną. Gdy się poznały, Quinn jeszcze cierpiała po tamtej nocy a rozmowa z dziewczyną przyjaciela, bardzo jej pomogła. Właśnie dlatego teraz przyszła do niej szukając kolejnej rady. Jess już miała dopytać o dalszy ciąg lecz Quinn ewidentnie się dopiero rozkręcała.
- Nie wiem czy kojarzysz piosenkarkę Rosario Cruz?
Cisza i wzrok jakim obrzuciła ją Quinn były niezwykle nerwowe. Jess przytaknęła na znak zgody
- Od ponad roku jest jedną z najpopularniejszych gwiazd. Nawet u nas puszczamy ze dwa jej utwory co noc
- I co o niej sądzisz? - robiąc dwa kroki, Quinn agresywniej ruszyła w kierunku barmanki. Jess aż otwarła szerzej oczy ze zdziwienia. Wyczekujący wzrok Quinn wzbudzał w niej presje by szybko odpowiadać na pytania. To z kolei powodowało iż zaczynała sie jąkać
- No ... no ... to znaczy ... jest ... ten no ...
- Piękna? Gorąca? Sexy? - delikatnie unosząc głos, zapytała coraz to bardziej podenerwowaną przyjaciółkę. Ta poza zdenerwowaniem, czuła dezorientacje co do znaczenia rozmowy jak i nastroju na ogół opanowanej Quinn. Wolała jednak postarać się by ta nagle nie "uwolniła Hulka"
- No tak. Gdybym lubiła te klimaty to poleciałabym na nią. Poza tym ma unikatowy głos, naprawdę ...
- Elektryzujący - uzupełniła jej wypowiedź Quinn. Tym razem jej głos był łagodny a nawet smutny. Quinn podeszła do biurka i wygodnie siadła na krześle, wciąż sącząc drinka. Jess była wdzięczna, że przyjaciółka już nie świruje ale nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek - poza nocą gdy się poznały, zobaczy tyle smutku i rozpaczy w oczach Quinn. Sprawa na pewno była poważna.
- Wybacz ale co jakaś celebrytka Cruz ma wspólnego z Santaną?
Quinn nawe nie wiedziała jak to zacząć wyjaśniać. Wiedziała, że musi skoro chce otrzymać poradę
- To ... ta sama ... osoba - wyszeptała lecz chyba za cicho gdyż Jess nachyliła się, wyczekując by ta powtórzyła. Odkaszlnęła więc delikatnie by bardziej wyraźnie przemówić - Cruz to Santana, Santana to Rosario Cruz. To ta sama osoba, Jess – w końcu wykrztusiła to. Barmanka miała jeszcze szerzej otwarte oczy a dolna szczęka opadła jej z wyraźnego wrażenia. Quinn nie mogła czekać aż ta wyjdzie samowolnie z szoku i transu. Pstryknęła więc palcami kilkakrotnie przed jej oczami. Gdy to nie skutkowało, delikatnie pociągnęła ją za ramie, nawołując jej imię. Kolejnym krokiem miało być policzkowanie, lecz na swe szczęście, Jess obudziła się zanim Quinn zdążyła pomyśleć o wzięciu zamachu.
- Wow! Tyle lat się znamy a Ty mi teraz to mówisz? No wiesz? Myślałam, że jesteśmy jak siostry?! - barmanka próbowała rozluźnić atmosferę
- Naprawdę sądzisz, że o tym wiedziałam? Nawet nie wiem jak to możliwe. Ja pracuje w najbardziej znanym magazynie w którym aż roi się od aktorów, zespołów, piosenkarek. Nawet nie zliczę ile razy robiłam sesje Beyonce czy Maroon 5. Jakim cudem ani razu nie widziałam jej fotki? Przecież jestem fotografem na litość boską? Dodatkowo orientuje się na rynku bo a) praca tego wymaga i b) uwielbiam muzykę. Pytam więc kurwa jak? Wytłumacz mi to!
- Słuchaj Quinn. Znam Cię dobre kilka lat i znam Cię dość dobrze. Ty NIGDY nie byłaś typem laski co przegląda tabloidy w poszukiwaniu plotek show-biznesu czy wskazówek sercowych a TYM BARDZIEJ jakiegoś magazynu mody, na litość boską ja Cię nigdy nawet ze zwykłą gazetą nie widziałam!
- Ale ... - Quinn próbowała sie wtrącić lecz bezskutecznie
- Poza tym - Jess kontynuowała - fotki celebrytów to nie twoje pole ekspertyzy więc nie dziwne, że nie natrafiłaś na żadną z jej fotek. To tak jakbym ja miała być na bieżąco z nowinkami rolniczymi odnośnie warzyw i owoców TYLKO DLATEGO, że serwuje oliwki i limonki w drinkach
- Rozumiem. Ale kurwa radio, telewizja no i BA internet...
- W tv oglądasz wiadomości, programy przyrodnicze i filmy dvd. Radio dla Ciebie to słuchanie twojej playlisty z twoich mp3 a na necie to Facebook i gry. Słuchaj nie wiń się za to, że nie byłaś świadoma. Lepiej powiedz jak się dowiedziałaś i jak ma się to do twojej wizyty?
Quinn wiedziała, że Jess ma wiele racji w tym co mówi. Ona nie wini się za niewiedzę lecz za to, że tak wzięta z zaskoczenia nie mogła się nawet na to przygotować. Nawet jej własna matka wiedziała. Po porannej rozmowie, Quinn dalej nie mogła pojąc dlaczego ta to przed nią ukrywała tyle czasu. Tłumaczenie Janine "Myślałam, że wiesz bo w końcu pracujesz w gazecie", jeszcze bardziej ją zdenerwowało. Oczywiście Nie wiedziała i dała jej to odczuć. Trzaskając drzwiami wyszła z mieszkania. Nie miała siły ani nastroju by słuchać jej tłumaczeń a zdecydowanie nie chciała zagłębiać ją we wszystkie szczegóły. Dla jej matki to była jedynie "ta zwariowana latynoska przyjaciółka z temperamentem z którą Quinn chodziła na Cherios i Glee w liceum". Puki co niech tak zostanie. Narazie musiała jednak wyjaśnić piątkowe wydarzenia kobiecie, która z wyczekującym wyrazem twarzy, obserwowała ją z drugiego krzesła.
- W pracy zlecono mi fotoreportaż na Britt Awards. Oczywiście jako celebryt ona też tam była. Myślałam, że na zawał zejdę a ją to wzrokiem zabije. Oczywiście zachowywała się jakby nigdy nic. Mało gadałyśmy ale ona chciała się spotkać po gali. Nie poszłam. Wprawdzie nawet nie wiedziałam gdzie dokładnie mam być ale stchórzyłam a teraz zastanawiam się ... czy dobrze zrobiłam. Może gdybym została...
- To co? Rzuciłaby Ci się w ramiona przepraszając i błagając o wybaczenie? - Teraz to Jess podniosła głos. Nie mogła uwierzyć, że po wszystkim co Quinn przeszła, teraz siedzi tu i żałuje, że nie dała dalej sobą pomiatać? wodzić za nos?
- Nie wiem. Może? Może powiedziałaby dlaczego? Wytłumaczyłaby?
- Obudź się Quinn! Jestem w stanie powiedzieć Ci bo oj nasłuchałam się o niej plus znam tego typu i panny i kolesi... zaserwowałaby Ci powtórkę z rozrywki. Może i by przeprosiła ale w momencie jakby wyczuła, że wciąż ją kochasz bo na pewno tak jest a to widać; jakby to wyczuła, automatycznie zrobiła by to samo co w walentynki: szybki numerek i zwiała by bez śladu. Błagam Cie Quinn! Nie daj się i na pewno nie żałuj! Powinnaś się cieszyć, że uniknęłaś spotkania z diabłem ... - na zakończenie, Jess musiała jeszcze coś dodać – Tak na marginesie ...Od tej chwili w moim klubie nie poleci ani razu, ani jeden utwór tej samolubnej dziwki...
