ROZDZIAŁ TRZECI
Quinn miała zaledwie kilka godzin na przygotowania do jej zadania specjalnego. Miała ochotę krzyczeć z całych sił a szefa zdzielić faxem lub drukarką – po prostu czymś ciężkim a zarazem dostępnym pod ręką.
Podczas rutynowej kontroli sprzętu, Quinn była tak pogrążoną w myślach i planowaniu jak rozegrać ów "rozrywkę", ze nie usłyszała nawet jak z boku podeszła do niej uśmiechnięta Molly z dwoma świeżymi kubkami kawy z pobliskiej kawiarni.
- Gratulacje mała - ton jakim to powiedziała nie był głośny ani nawet normalny, był poniżej średniego poziomu lecz fakt iż pojawił się nagle sprawił, że Quinn aż podskoczyła, luzując jeden z obiektywów aż za bardzo. Spojrzawszy na źródło owego zaskoczenia położyła dłoń na swej klatce piersiowej by uspokoić pędzące serce i spowolnić tętno do normalnego.
- Czy Ty chcesz, żebym zeszła na zawał? - z delikatną nutą pretensji zapytała Quinn. Pretensja nie była odnośnie jej szoku i zaskoczenia lecz odnośnie słowa "gratuluje". Z jej punktu widzenia ów słowo było nie na miejscu, gdyż ostatnie czego można by jej gratulować to ponowne i przymusowe spotkanie z "nią". Molly nie mogła się powstrzymać od chichotu z reakcji przyjaciółki. Po chwili jednak nie było jej już do śmiechu. Zauważyła bowiem diametralną zmianę na twarzy Quinn. Już dawno nie widziała, by przyjaciółka była tak blada z nieobecnym, błądzącym wzrokiem. Jeszcze bardziej się zmartwiła gdy zobaczyła jak jej zawsze opanowanej ze sprzętem przyjaciółce, nerwowo się trzęsą ręce. Widoczne było dla niej, jak ta męczy się by złożyć poluzowany wcześniej obiektyw i wciąż odnosi nieudane próby. Normalnie, zrobiła by to w czasie poniżej pieciu sekund z opaską na oczach i jedną ręką za plecami. Coś ewidentnie był nie tak.
- Wszystko w porządku? - głos Molly był wypełniony troską i obawą, że coś strasznego trapi przyjaciółkę. To zapewne był pierwszy raz podczas ich wieloletniej przyjaźnie, kiedy Quinn jest w takim stanie. Ta nie odpowiedziała na pytanie. Zamiast tego bardziej odwróciła twarz od Molly by coś ukryć a jej dłonie zaczęły jeszcze bardziej drżeć, co w mniemaniu Molly nie było już bardziej możliwe. Odstawiwszy więc pojemnik z gorącymi napojami, Molly rozglądnęła się czy aby na pewno są same w pracowni po czym położyła swe dłonie na znerwicowanych od Quinn następnie jeszcze spokojniej i ciszej powtórzyła pytanie. Ponownie nie otrzymała odpowiedzi lecz zmiana jaka nastąpiła w zachowaniu Quinn, zaskoczyła nawet ją samą. Już nie tylko dłonie się trzęsły lecz stopniowo również ramiona a z czasem jej całe ciało drżało a wodospady łez zalały je policzki. Dłonią próbowała zakryć usta a zaciskając mocno oczy powstrzymywać się od bardziej intensywnego płaczu. Molly natychmiast wzięła przyjaciółkę w ramiona i przytuliła tak mocno jakby od mocy uścisku zależało jej życie. Nie chciała jednak przesadzić i udusić jej. Płacz oraz publiczne obnażanie uczuć to ponownie było coś czego Molly jeszcze nie widziała u Quinn. Owszem była czasami smutna ale na tym koniec. Jedynie kilka łez przy cholernie wzruszającym filmie - takim na którym Molly zalana wodospadem łez, zużyła 10 paczek chusteczek higienicznych. Ten widok był dla niej nowością lecz z całego serca błagała tego u góry (lub tej bo nic nie udowodniono) żeby się już skończył dając ulgę bliskiej jej osobie oraz żeby był to jedyny raz kiedy jej praktycznie siostra, cierpi aż do tego stopnia. Molly była ciekawa co jest powodem lecz nie chciała naciskać. Tłumiąc swoją wścibskość, wolała dać się wypłakać przyjaciółce na jej ramieniu - tak jak to ona wielokrotnie czyniła na jej - i dodać jej przyjaznego komfortu oraz milczącego zapewnienia, że jest przy niej nawet w takiej chwili.
Kiedy Quinn zaczęła ocierać resztki łez rękawem koszuli, Molly podała jej chusteczki by ta mogła się ogarnąć i wydmuchać, równie czerwony ja oczy, nos. Po chwili znalazła tyle oddechu i siły by przemówić do przyjaciółki. Jej głos nadal był delikatnie drżący
- Prze..przepraszam Cie za to i dzięki za chusteczkę. Nawet nie chce spoglądać w lustro
Molly popatrzała swym łagodnym, kojącym wzrokiem w napuchnięte od płaczu i podkrążone oczy przyjaciółki, odgarniając jednocześnie kilka kosmyków włosów za ucho Quinn.
- Nie martw się tym. Wyglądasz dobrze ... zważając na okoliczności
Jedyną reakcja jaką otrzymała był pół grymas. Obserwując uważniej wzrok Quinn, zauważyła ogromny smutek.
"Jakim cudem nie widziałam go wcześniej? Nie możliwe żeby w ciągu pieciu minut aż tak wypełnił jej oczy, zabierając te zawsze obecne iskierki którymi zalotnie wabiła do siebie kobiety w klubach i które aż rozświetlały jej twarz" - pomyślała Molly
- Zrób sobie przerwę Quinnie. Przyniosłam nam kawę. Siądziemy na spokojnie i pogadamy... jeśli chcesz oczywiście - ostrożnie zakończyła Molly. Nie chciała bowiem przytłoczyć lub spłoszyć przyjaciółki. Jej kruchy stan sugerował, by stąpać ostrożnie i za żadną cenę nie naciskać. Dobro Quinn było dla niej o wiele ważniejsze niż zaspokojenie jej własnej ciekawości. Zwłaszcza jeżeli to właśnie Quinn była przy jej boku i wspierała ją w tragicznych momentach jej życia.
Molly nie mogła wymarzyć sobie lepszej przyjaciółki, prawie siostry, po prostu bratniej duszy. Mimo, że nie wiedziała o niej zapewne nawet połowy. Było to spowodowane tym, że Quinn zawsze była skryta co do swoich uczuć i emocji. Zaledwie rok temu, po pijaku wyznała jej dotychczasową tajemnicę (lub raczej jedną z wielu). Tyczyła ona czasów licealnych kiedy to, po przespaniu się z chłopakiem przyjaciółki który był w drużynie futbolowej tak jak jej ówczesny chłopak Finn, odkryła że zaszła w ciąże. Puck zapewniał ją że "wszystko będzie ok". Ku jej zaskoczeniu wszyscy, oprócz ojca Quinn - mieszkał on wtedy razem z nimi w Lima - wspierali Quinn przez całą ciążę oraz byli z nią przy porodzie. Poprzez "oni" miała na myśli wszystkich członków Glee. Molly to zaskoczyło gdyż wcześniej nasłuchała się historyjek typu: jak męczyć looserów i frajerów i jak to każdemu z nich serwowała koktajlową kąpiel na korytarzach. Twierdziła bowiem, że Glee to klub dla frajerów i nieudaczników. Tak było zanim sama nie wstąpiła i nie poznała bardziej osoby, które tak często prześladowała i znęcała się nad nimi. Wielu uważało ją za "wroga numer jeden". To były czasy kiedy Quinn wahała się jeszcze co do swojej seksualności lecz za nic nie pozwoliła sobie tego pokazać. Szybko okrzyknięto ją też Królową Lodu, ponieważ zawsze kusiła przedstawicieli przeciwnej płci. Kusiła jednak tylko do momentu kiedy Ci już myśleli, że skradną jej cnotę. To właśnie wtedy zmieniała się w sopel lodu. Wielu ale to naprawdę WIELU to frustrowało. Jedynie jej pierwszy chłopak Finn był naiwny i wytrzymał. "Naiwny" jak najbardziej jest tutaj na miejscu gdyż uwierzył, że to on jest ojcem dziecka mimo, ze nigdy z Quinn nie spał - uwierzył, że przez wspólną gorącą kąpiel w BIELIŹNIE, plemniki szybciej wędrują i jest wysokie ryzyko zapłodnienia. Mimo, ze Quinn miała go prawie na każde skinienie palca, w momencie gdy ten został zmuszony do wstąpienia do „New Directions", Quinn zaczęła obawiać się że ten spędza dużo czasu na osobistych ćwiczeniach wokalnych z jedną z najsilniejszych wokali Glee, Rachel Berry. Musiała go kontrolować a jednocześnie szpiegować dla swej trenerki z Cherios, Sue Sylvester - która pragnęła zniszczyć ten klub od wewnątrz. Dla towarzystwa Quinn wkręciła też swoje dwie najlepsze BFF czyli Brittney i Santanę. Z biegiem czasu więzi w klubie się zawężały: powstały dziwne przyjaźnie, romanse a zarówno Quinn jak i jej BFF nie uczęszczały z musu czy chęci kontroli lecz po prostu tam czuły się bardziej jak "w domu" niż gdziekolwiek indziej. Dlatego też to właśnie ta mała Glee rodzina pomogła Quinn z jej ciążą a Rachel, która początkowo była wrogiem Quinn, stała się jedną z jej najlepszych przyjaciółek. To właśnie ona pomogła jej z adopcją malutkiej Beth w ręce jej biologicznej matki, z którą kontakt odbudował się jak Rachel była już w połowie liceum. Dzięki temu, że Quinn i Rachel rozmawiają regularnie, czy to przez telefon czy też skype, Quinn wie że w każdej chwili może odwiedzić córkę. Sprawę znacznie ułatwia fakt iż Rachel i Shelby - biologiczna matka Rachel - mieszkają w jednym mieście i często się widują. Quinn średnio raz w miesiącu dostaje od Rachel maila z aktualnym zdjęciem małej Beth. Z obliczeń Molly wynika, że Quinn urodziła ją mając niespełna 16 lat więc na chwilę obecną, Beth ma już 10 lat a dokładniej w przyszłym miesiącu kończy 10-te urodziny. Z tej okazji, kupiła ona przyjaciółce bilet do Nowego Yorku by ta mogła odwiedzić córkę, w dzień jej urodzin. Dwustronny bilet jest jednak otwarty gdyż Molly nie zna aż tak dokładnej daty a poza tym nie wie kiedy ta zdecyduje się wykorzystać bonusowy urlop, za to zlecenie. Puki co postanowiła się wstrzymać z niespodzianką na bardziej "normalny" dzień.
Z toku jej przemyśleń, do teraźniejszości przywróciła ją wypowiedź Quinn oznajmiająca, że chętnie skorzysta lecz zasugerowała by poszły na tylni, górny taras. Chciała bowiem zapalić a poza tym jest ładna pogoda więc szkoda by było ją marnować w biurowej kantynie. Molly nie paliła i sama była przeciwna by jej bliscy palili. Nie zliczy nawet dziesiątek papierosów, które wyciągnęła z ust Quinn zanim ta zdążyła odpalić i zdeptała lub złamała na jej oczach. Dzisiaj jednak był wyjątek. Dzisiaj pozwoliła by ta wypaliła nawet całą paczkę, jeden za drugim, jeżeli to miałoby ukoić jej stargane nerwy.
Był dopiero po 1 PM a słońce było tak gorące, że śniegi które jeszcze rano spoczywały na dachach i drzewach praktycznie nikły w oczach pokazując szarość londyńskiego budownictwa oraz szkielety i badyle, które pozostały po zimowym mroźnym okresie. Teraz, nie otulone już śnieżną pierzyną zdawały się aż spoglądać i piąć do góry by móc zakwitnąć na nowo dodając życia i zieleni tej szarawej, mglistej metropolii. Kobiety usiadły na drewnianej ławce, która oparta o ścianę, służyła zazwyczaj jako siedzisko dla regularnych palaczy lecz jedynie z wydziału grafiki, obróbki tekstu i zdjęć. Reszta personelu korzystała z parteru lub mniejszego tarasu lecz ulokowanego kilka pięter niżej i po drugiej stronie biurowca.
Molly podała jeszcze ciepłą kawę, siedzącej już przyjaciółce po czym usiadła obok niej i w milczeniu czekała aż ta będzie gotowa by porozmawiać o tym co ją tak trapi. Nie musiała czekać zbyt długo. Już po jednym łyku usłyszała odpowiedź na swoje pytanie sprzed prawie godziny.
- Tak więc Molly, odpowiadając na Twoje pytanie ... nie, nie wszystko jest w porządku. Powiedziałabym nawet, że jest BARDZO nie w porządku ... - Quinn zrobiła dłuższą pauzę w czasie której wzięła większego łyka kawy
- Ok. Tak więc co jest NIE w porządku? - Molly postanowiła delikatnie posunąć rozmowę, nie z własnej zachcianki, lecz nie chciała by tu tkwiły do wieczora zwłaszcza, że Quinn miała zlecenie na 6 PM przed którym musi sprawdzić sprzęt, zrobić zebranie ekipy i dotrzeć na miejsce na co potrzebuje czasu
- Chodzi o to zlecenie na dzisiaj. To "specjalne i ważne dla firmy zlecenie" - mówiąc to akcentowała wyraźnie wymawiając słowa a dłońmi gestykulowała symbol cudzy-słowa
- Nie cieszysz się? - Jak tylko Molly usłyszała te słowa na głos, natychmiastowo po ich wypowiedzeniu, ręką chwyciła się za głowę z własnej głupoty. Quinn spojrzała na nią i otwierając szeroko oczy widać było, że chce przekazać coś w stylu " a-jak-Ci-się-kurwa-wydaje?"
- Wybacz, tak wiem głupie pytanie. Chodziło mi o to dlaczego się nie cieszysz? Z tego co Linda opowiadała to świetna szansa plus dostaniesz dodatkowy tydzień urlopu i to już w przyszłym miesiącu gdzie cała reszta musi czekać aż do kwietnia
- Nie zrozum mnie źle. Akurat ten bonusowy urlop to jest JEDYNA rzecz która mnie przekonała. W przyszłym miesiącu Beth ma urodziny. Dziesiąte. To wielka sprawa i pragnę odwiedzić ją z prezentem i w ogóle. Poza tym stęskniłam się za Rachel i Kurtem, którzy też są w Nowym Yorku. Marzyłam tez by odwiedzić rodzinne strony na parę dni. Wierz mi akurat urlop to jedyne na czym mi zależy jeśli chodzi o te zlecenie. Cała reszta nie ma dla mnie kompletnego znaczenia.
Ton głosu Quinn był już spokojniejszy lecz ze smutku zaczął brzmieć dość poważnie i przeradzać się w lekką złość jakby przez ciało Quinn co pięć minut inna emocja przechodziła.
- No dobrze ale, ja mimo to dalej nie rozumiem dlaczego ... no wiesz ...- Molly naprawdę intensywnie szukała sposobu by subtelnie zadać to pytanie lecz zajęło jej to ewidentnie za dużo czasu, tak dużo że rozmówczyni domyśliła się końcówki i już zaczęła odpowiadać
- Chodzi o pewną osobę z mojej przeszłości, którą widziałam na tej ostatniej gali i która zleciła to właśnie durne zadanie. Nie ukrywając faktu, ja nie wiem czy jestem gotowa na jakikolwiek kontakt z tą osobą. Dałam to jej odczuć na gali więc jako zabawę lub formę tortur zostałam przymuszona spędzić w jej towarzystwie dobre cztery godziny... - Quinn musiała zrobić pauzę i napić się kilka łyków kawy bo miała wrażenie, że nawet myśląc o "Rosario" czy opowiadając o niej, w ustach ma pustynię z kilogramem suchych kapci. Nie mogła i nie chciała jednak w sobie już tego tłumić z dwóch powodów: a) z polecenia lekarza i terapeuty powinna uzewnętrzniać swoje lęki, obawy i problemy b) chciała podzielić się tym z przyjaciółką, której wyznała sytuację o Beth. Zrobiła to poniekąd chcąc sprawdzić lojalność Molly i mile się zaskoczyła, że w końcu ktoś komu powierzyła osobistą tajemnicę zatrzymał ją dla siebie. Teraz wiedziała, że może stuprocentowo ufać przyjaciółce a skoro ta znała już najbardziej wstrząsające fakty z jej życia czyli Beth i fakt, że jest lesbijką. Informacje te nie spowodowały odtrącenia z jej strony a nawet zbliżyły je do siebie. Quinn miała większą pewność siebie by odkryć kolejną kartę swej osobowości. Pragnęła przez to również uzyskać jakąś radę gdyż mimo, że się starała to jednak co dwie głowy to nie jedna. Mimo konsultacji z Jess, nie była pewna czy aby na pewno to była trafna rada a może po prostu nie to chciała usłyszeć. Postanowiła więc zasięgnąć "drugiej opinii" a poza tym jeżeli chodzi o pewną latynoskę o czekoladowych oczach, potrzebowała neutralnej opinii oraz rady a nie przyćmionej żalem, smutkiem, złamanym sercem i tęsknotą.
- Czyli chodzi o kobietę? - to raczej było stwierdzenie niż pytanie, lecz mimo to Quinn odebrała to w tonie pytającym
- Tak
Ta krótka i zwięzła odpowiedz tak wygłuszyła odgłosy otoczenia, że można było usłyszeć trzepot skrzydeł muchy w zwolnionym tempie. Podczas gdy Moly wyczekiwała niecierpliwie kontynuacji, Quinn kilkoma łykami opróżniła kubek po czym wyrzuciła do kosza tuż obok
- Mam prośbę Molly, skoczyłabyś do maszyny kupić kilka puszek Pepsi?
- Że co? - zapytała Molly jakby wybita z rytmu
"Chyba se jaja robisz żeby w takim momencie przerywać" - pomyślała Molly
- Proszę Cię. Jest coraz cieplej a coś zimnego i gazowanego by się przydało. Poza tym trochę nam jeszcze zejdzie a bez picia to my tu uschniemy
Molly leniwie wstała, wyrzucając również pusty kubek. Zanim jednak weszła do budynku "po zakupy" dopytała się ile dokładniej tych puszek i czy wziąć coś do jedzenia przy okazji.
Podczas jej nieobecności Quinn wyciągnęła z kieszeni telefon i wchodząc na galerie otwarła, dawno nie otwierany i zabezpieczony hasłem, folder. W czasie gdy telefon ładował zawartość folderu, co mu zajęło kilka minut
"Pewnie też nie ogarnia bo zdziwiony, że ten folder tu jeszcze jest" - pomyślała i zamknęła na chwilę oczy, biorąc głęboki wdech by po otwarciu ujrzeć zdjęcia których od 6 lat nawet nie miała odwagi otworzyć.
"Rany ...wow ... jak ja was dawno nie widziałam... może i gadam w myślach do zdjęć na telefonie ale naprawdę się stęskniłam. może i jestem wariatką ale...
Widząc stare fotografie, czuła się jakby wdrapała się na strych i w ostatnim pudle na dnie znalazła stare zakurzone zdjęcia. Nie mogła powstrzymać pojedynczej łzy która powoli spływała wzdłuż utorowanych wcześniej ścieżek. Nie śpieszyło jej się, jakby odporna na wiatr który zerwał się parę minut temu, powoli zmierzała swą wytyczoną ścieżką. Quinn czuła jak słona wilgoć ponownie pojawiła się na jej już suchym policzku lecz nie wytarła jej. Wiedziała, że tym razem to nie łza smutku i rozpaczy lecz szczęścia. A takie jej nie przeszkadzały. Przeglądając dziesiątki zdjęć, Quinn zatrzymała się w końcu na jednym - według niej najbardziej wyjątkowym. Miała na nim 12-13 lat. Dopiero co założyła po raz pierwszy w życiu, swój własny strój Cherios, który nie opuszczał jej aż do końca liceum - jedynie z drobnymi przerwami. Wtedy dla Quinn był to najszczęśliwszy dzień w życiu. Widziała to po swoim uśmiechu, który malował się od ucha do ucha - gdyby nie uszy to by zrobił pełne okrążenie. Sam fakt założenia uniformu nie był jedynym powodem tego wielkiego uśmiechu. Tuż obok niej siedział druga, nowo przyjęta cheerleaderka. W zbliżonym wieku lecz ze znacznie mniejszym uśmiechem na twarzy. Mimo to widać było jak jej czekoladowe oczy aż się śmieją i mają ochotę tańczyć. Jak zawsze, Quinn uważała, że oczy Santany to tak naprawdę forma ekspresji jej uczuć a uśmiechem jedynie nadrabia to co oczami już nie zdołała okazać. Tak, te same oczy których szukała na przedszkolnym podwórku - gdy nawet jeszcze jej imienia nie znała; te same pełne ciekawości i otwartości na nowe rzeczy podczas pierwszej klasy podstawówki - kiedy reszta rówieśników, łącznie z Quinn, było przerażone nową sytuacją; te same które podczas okresu dojrzewania, nawiedzały sny Quinn rozpoczynając jej pierwsze fantazje erotyczne. Nawet bez patrzenia na zdjęcia czy też bez niespodziewanego spotkania na Brit Awards, wystarczyło, że Quinn zamknęła oczy i jak żywe widziała te które skradły jej serce przeszywając jej dusze i ciało na wylot.
WSPOMNIENIE
SS - Mandy Walters, Santana Lopez...
wow. wiedziałam, że jej się uda... z taką kondycją trener Sylvester była by idiotką gdyby jej nie przyjęła ...
no dobra, skup się Fabray.
Skoro Santana się dostała to ja MUSZE się dostać...
już nawet nie chodzi tylko o to, że marze o tym ale nie mogę przepuścić takiej okazji. muszę się do niej zbliżyć ... ją poznać...
skup się bo może już Cie debilko wyczytała!
.
SS (kontynuując) - ...Kelly McIntosh, Susan Crisp, Brittany Pierce...
ooo to ta głupiutka Britt ... skoro ona się dostała no to ej! ...
ale z drugiej strony ruchy ma zabójcze a ciało typowe dla tancerki np w klubie ...
aaaaaa... rany! ...
skup się Q, to jeszcze nie koniec listy ...
SS (kontynuując) - ... Michelle Sommers oraz Diana Brooks
niemożliwe!...
to po prostu niemożliwe! ...
przecież robiłam wszystko jak trzeba a nawet więcej plus te dodatkowe treningi ... dieta
(jeśli w ogóle picie zmiksowanych warzyw z mięsem bez przypraw jako jedyny posiłek RAZ dziennie, można nazwać dietą)
... i na co to wszystko? ...
O tak jeszcze tego brakowało!
Przez dwa tygodnie wspólnych treningów może cztery razy wymieniłyśmy "cześć, która już godzina?, w ten weekend ma być ładna pogoda i na razie" a teraz widzę kątem oka jak patrzy na mnie z żalem jakbym jej szczeniaka gazetą zabiła...
jeju niech już przestanie! ...
przez całe szkolenie nigdy nie zaczęła sama rozmowy, po prostu kompletny brak zainteresowania a teraz?... jakbym tylko ja tu była, nikt poza mną ...
ten wzrok, rany te oczy!
nawet nie mogę spojrzeć w nie bo wiem, że się zarumienię ...
...tylko nie wiem czemu?
przecież to dziewczyna...
SS - Nie sądzicie frajerzy, że zostawię was bez opieki! W każdej armii nawet takich słabeuszy, ciamajd i lewonożnych kreatur jak WY musi by kapitan. Jest to osoba która zawziętością i oddaniem a mam nadzieje, że również przyszłą lojalnością i potencjałem, wyróżnia się z waszego stadka. Poza tym widzę w niej młodą Sue Sylvester i lepiej żeby się wzięła w garść jeżeli chce być KIMS w tym dupiastym świecie. Przed wami nowa kapitan i przewodnicząca Cherios ... Quinn Fabray
o Boże
Wszystkie członkini nowego składu Cherios zaczęły klaskać z uśmiechem na ustach, niektóre szczerym lecz większość zazdrość zżerała
nie wierze ... jeju ... udało mi się ...
I TO JAK! ...
może faktycznie to nowy początek i ten rok nie będzie taki zły?...
O NIE, co ona robi?! ...
nie nie nie ja się nie zgadzam! ...
ok spokojnie Q, pewnie idzie tu pogratulować Ci.
Skup się i nie myśl o jej oczach ani o żadnej innej części jej ciała ... to koleżanka ...
a...
na litość boską trzymaj fason Fabray i w żadnym wypadku nie rumień się!
S: Hej gratulacje tytułu
ale mi zaschło w gardle a do wody tak daleko
Q - Dzie ... Dziękiiiii
no tak uśmiechaj się dalej Santana a na pewno zaraz NIE zemdleje i wcale NIE będzie trzeba wzywać karetki ...
rany, dlaczego ja?!
S - Pamiętaj, że ten tytuł to zaszczyt. Połowa tych dziewczyn z miłą chęcią Cie zastąpi jak coś spaprasz
Q - Mhm...
wow ale Ty jesteś wygadana Fabray! ...
szlak by to trafił ...
S - Ale spokojnie. Jesteś tutaj najbardziej utalentowana i masz najlepszą ...fi-figure więc jak dla mnie jesteś idealna...
idealna?
i kto to mówi?! ...
nie no zdecydowanie można już wykręcać numer na karetkę ...
S - Mam na myśli, że jesteś idealna do tego tytułu
Po tych słowach, Santana przytuliła gratulacyjnie osłupiałą Quinn, której już dawno szczęka z nadmiaru wrażeń, opadła
truskawki ... poziomki...brzoskwinia ...
rany jakich ona kosmetyków używa? ...
są boskie ale przecież nie mogę jej teraz spytać...
jutro, poczekam do jutra ale
aaaaaaa ...
chyba mam zawał...nawet nie wiem czy to możliwe w moim wieku ale cholernie tak się czuje ...
truskawki,
te oczy...
jej ramiona ...
RIP
Po rozluźnieniu uścisku, Santana puściła delikatnie oczko Quinn po czym wróciła do grupy pozostawiając jeszcze bardziej osłupiałą Quinn, bez tchu w piersi
to oficjalne ...
mam przechlapane ...
TERAŹNIEJSZOŚĆ
