ROZDZIAŁ PIĄTY
Kawiarnia "Studio Cafe", znajdowała się tuż obok recepcji, przy której wcześniej Quinn doznała ataku jąkania. Tym razem zupełnie inne emocje nią targały, podczas gdy razem z przebraną już Santaną, mijały ów miejsce. Ku zaskoczeniu Quinn, jej towarzyszka ubrała jedynie czarny, elastyczny golf bez rękawów, idealnie dopasowany i eksponujący jej umięśnione ciało. Dopiero gdy zdjęła szarą bluzę i powiesiła ją na krześle, Quinn dostrzegła artystyczne cięcia na bokach i plecach, eksponujące jej karmelową skórę. Pierwotnie zastanawiała się, jakim cudem tak mała przemiana zajęła jej aż kwadrans w przebieralni jednakże z chwilą gdy Santana stanęła w znacznie jaśniejszym oświetleniu, dostrzegła poprawiony makijaż. Oczy były sowicie podkreślone a usta nie miały wcześniejszej, krwiście czerwonej szminki lecz delikatny róż. Włosy miała wciąż rozpuszczone a w panującym w kawiarni świetle, jedwabiście się mieniły.
Santana spytała czego Quinn ma ochotę się napić lecz zaznaczyła, że niestety jedynie bezalkoholowe napoje są tutaj serwowane. Quinn zamówiła więc podwójną esspresso, z myślą o swych późniejszych planach. Te natomiast zdecydowanie były alkoholowe. Po kilku minutach, Santana wróciła z baru niosąc trzy filiżanki na tacy. Quinn zmarszczyła brwi w obawie, że ktoś do nich dołączy lecz widząc jej minę, Santana automatycznie odpowiedziała na jej nieme pytanie.
- Spokojnie mam Twoje espresso. Musisz jednak spróbować tego - wymawiając ostatnie zdanie, postawiła wszystkie naczynia na stole lecz przysunęła zdecydowanie wyższą filiżankę bliżej Quinn. Ta spojrzała na przezroczyste, wysokie naczynie. Zauważalne były cztery warstwy napoju. Na dnie niczym czekolada, brązowa gęsta ciecz, wyżej zielonkawy płyn a na nim jasnobrązowa polewa. Całość była otulona bitą śmietaną i posypana wiórkami czekolady. W naczyniu oprócz rurki, znajdowała się też laska cynamonu.
- Co to takiego? - Quinn ewidentnie nie spotkała się wcześniej z aż tak fikuśnym napojem
- Pistaciollada - odpowiedziała Santana, z szerokim uśmiechem na twarzy - Najlepsze co tutaj serwują i dość trudne do dostania w innych miejscach - kontynuowała dumnie
- Domyślam się, że to zielone coś to pistacje, a reszta? - Quinn ewidentnie była zainteresowana owym napojem. To spowodowało, iż Santana z jeszcze większym uśmiechem odpowiedziała
- Na dole jest gorzka czekolada, wyżej wspomniane już pistacje a to brązowe to masa karmelowa. Jest słodka ale nie do przesady. Poza tym w połączeniu z resztą składników oraz bitą śmietaną jest wprost idealnie zgrana.
- A cynamon? - Quinn czuła jakby wypytywała Santanę przed egzaminem "Skład i podział Pistaciollady"
- To jedynie dekoracja ale kto wie ... może znajdziesz dla niego inne zastosowanie
Quinn wiedziała dokładnie, że miało to podtekst seksualny. Nie tylko ton głosu Santany się zmienił na niższy i chrypliwy lecz również jej oczy stały się odrobinę ciemniejsze. Mimo, że w jej planie było wylądować w łóżku z ów prowokatorką, chciała jednak by było to na jej warunkach i z jej inicjatywy. Nie dała więc po sobie poznać efektu jaki miało na nią te zdanie. Czekała aż piłka będzie po jej stronie boiska.
- Na przykład jako ... łyżka
Oczy Santany aż się powiększyły ze zdziwienia. Nie sądziła, że ten strzał odbije się rykoszetem. Widząc jej reakcję, Quinn wzmocniła się w swym planie. Postanowiła jednak poczekac na dalszy rozwój wydarzeń.
Po kilku łykach pistaciollady, Quinn musiała zadać pierwsze pytanie, które miała nadzieję rozwinie całą rozmowę przerywając tą ciszę, która utrzymywała się już od kilku minut.
- Czy mogłabyś mi powiedzieć, dlaczego ja? Skąd wiedziałaś, że pracuję dla "Vogue" i dlaczego mnie poprosiłaś o sesję? Przecież jest tyle bardziej odpowiednich i doświadczonych osób.
Santana potrzebowała chwili by zastanowić się nad odpowiedzią.
tęskniłam za toba i chciałam Cie znowu zobaczyć
- Zauważyłam na twojej torbie logo magazynu, jak odchodziłaś przed galą. Poza tym wolałam mieć kogoś zaufanego na planie - odpowiedziała wymijająco i nie do końca, Santana
- Zaufanego? Przecież z tego co pamiętam to nigdy sobie nie ufałyśmy. Nawet nie widziałaś moich prac - Quinn z niedowierzaniem słuchała wypowiedzi przyjaciółki
- Mylisz się. Zanim zleciłam to wyżej, przeglądnęłam twoje prace i muszę powiedzieć, że jesteś naprawdę dobra Q. Gdzieś Ty chowała ten talent?
Nagły komplement z ust latynoski, zbił Quinn z tropu. Poczuła jak mały rumieniec próbuje przedrzeć się na zewnątrz lecz ogarnęła się na czas by uprzejmie podziękować i wyjaśnić poniekąd, jakim sposobem zajmuje się obecnie fotografią dla magazynu mody. Historię porzucenia Yale oraz przeprowadzki na inny kontynent, ograniczyła do minimum. Starała się nie za wiele uchylać swej przeszłości. Starała się przez to dać Santanie do zrozumienia iż gdyby ta łaskawie została do rana, pewnej walentynkowej nocy, zapewne byłaby na bierząco a może nawet byłyby to ich wspólne przeżycia. Reakcja celebrytki nie była jednak aż taka, jakiej się spodziewała lecz smutek w jej oczach był wystarczająco satysfakcjonujący.
Takt i dobre wychowanie wymagało by również zainteresować się historią rozmówcy. Wedle oczekiwań i na podstawie dotychczasowych doświadczeń, Santana używała jedynie szybkich, krótkich i zwięzłych zdań. Wydawałoby się jakby chciała jak najszybciej skończyć ten temat, omijając wiele faktów po drodze. Quinn to jednak nie przeszkadzało. To nie po to się spotkały, nie dlatego ta zgodziła się na to spotkanie. Historia niech zostanie historią. Ona chciała dowiedzieć się jedynie dlaczego obudziła się sama...
Zapadła kolejna cisza. Raczej nie tak odbywa się spotkanie po latach dwóch przyjaciółek. Gdyby chodziło o Mercedes albo nawet Rachel, cisza nawet nie miałaby okazji się pojawić. Tu jednak chodziło o dwie przyjaciółki, zranione własnymi czynami i poróżnione jednym nieporozumieniem. Quinn była już w połowie swego "drinka", gdy nagle ów ciszę przerwano. Santana przełknęła ślinę po czym nachyliła się w stronę siedzącej obok niej blondynki.
- Nie zrozum mnie źle, ale zaprosiłam Cię tu z innego powodu i wolałabym mieć już to z głowy...
Quinn nic nie odpowiedziała. Przytakując ruchem głowy spojrzała w oczy piosenkarki, po czym skierowała je w dół na blat stołu. Dało to Santanie znak żeby kontynuować swą wypowiedz.
- Nawet nie wiem jak zacząć Q... - przez kilka sekund, Santana ewidentnie zastanawiała się nad tym, jak ma powiedzieć Quinn to, co od tylu lat już trenowała w myślach. Nie przewidziała jednak, że: siedząc obok niej, wdychając jej perfum i patrząc w jej oczy, jej uczucia ponownie się przebudzą by wymazać przygotowane wcześniej przemówienie.
Quinn podniosła wzrok znad stołu i spojrzała na Santanę. Widząc jej smutny i zagubiony wzrok, tym razem nie odczuła satysfakcji lecz smutek. Część złości jaką darzyła dotychczas względem latynoski, odszedł z niej. Nagle zrozumiała, że to co zrobiła nie było zimnokrwiste, jak wcześniej sadziła. Trud z jakim ta pragnęła w ogóle zacząć, dał Quinn nić nadziei, że ta również cierpiała.
Gdy Santana spojrzała na rozmówczynię, napotkała pytający i wyczekujący wzrok przyjaciółki. Tym razem Quinn nie speszyła się i nie odwróciła wzroku. Utrzymując kontakt wzrokowy, wyczekiwała dalszej sentencji jednocześnie zagłębiając się w te czekoladowe oczy. Było w nich teraz tyle ciepła, że Quinn czuła się bezsilna wobec ich temperatury. Z drugiej jednak strony, za nic nie chciała tracić z nimi kontaktu.
- Wiem, że to co zrobiłam, zostawiając Cię całkiem samą ... pewnie mnie za to nienawidzisz i wcale Cie nie winię ale wiedz, że ... nie mogłam zostać. Nawet nie wiesz jak chciałam. Bóg mi świadkiem, że wiele rzeczy spieprzyłam w moim życiu ale gdybym wiedziała, że przez ten głupi błąd ... że stracę ...
kobietę o której nie mogę przestać myśleć
- ... najlepszą przyjaciółkę... to prędzej bym ... przespała się z Kurtem niż wyszła z tego durnego pokoju. Quinn nawet nie wiesz ile razy próbowałam się zdobyć na odwagę, żeby zadzwonić ... napisać...
- Trzeba było - przerwała Quinn - Czekałam
- Wiem ale kiedy już się odważyłam to ... minęło za dużo czasu, lat ... Jedynie udało mi się zadzwonić do Twojego domu ale Twoja mama powiedziała, że Cię nie ma
Że co? Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Kilkakrotnie nie udało mi się Ciebie zastać aż w końcu zmieniłaś numer... Teraz wiem, że się przeprowadziłaś ale wtedy ... myślałam, że naprawdę mnie znienawidziłaś i nie chcesz mnie znać. Zrozum, byłam młoda i ...
Quinn nie wytrzymała pod wpływem nowej informacji
- Kiedy to było? - Pytanie to wybiło Santanę z rytmu
- Słucham?
- Kiedy gadałaś z moją mamą? Kiedy to było? - wypytywała nerwowo Quinn
- Jakiś miesiąc po ... Walentynkach - Słysząc tą szokującą nowinę, Quinn aż oparła się o krzesło. Przerywając dotychczasowy kontakt wzrokowy z ciepłymi basenami czekolady w oczach Santany, spuściła wzrok i tym razem nerwowo obserwowała już pustą filiżankę
Jakim cudem teraz się o tym dowiaduje?...
Przecież między nami nie ma tajemnic...
zawsze jej wszystko mówiłam ... no prawie zawsze ...
ale żeby o telefonach do mnie nic nie wspomnieć?
co tydzień dzwoniłam, co miesiąc jeździłam a ona ani razu nie wspomniała, że ktoś dzwonił...
Jak mogła? Plus wiedziała o karierze Santany... dlaczego to ukrywała?
Muszę z nią porozmawiać i to jak najszybciej.
Załatwię tu sprawę, upiję się z Molly a z rana czas na przesłuchanie mamusi!
Santana zmartwiła się długim milczeniem przyjaciółki
- Powiedz coś, proszę - błagalnym głosem próbowała wybudzić Quinn z jej myśli.
Ta ocknąwszy się, ponownie siadła we wcześniejszej pozycji lecz tym razem położyła swą dłoń na dłoni Santany, która spoczywała na stole stanowiącym dla niej podporę. Pocieszająco, delikatnie ja ścisnęła. Mimo, że jej ciało przeszył dreszcz w skutek dotyku, którego tak była spragniona to jej umysł był skupiony wyłącznie na cierpiącej i żałującej przyjaciółce. Mimo, że daleko jej było do wybaczenia, mogła jednak teraz zrozumieć jej czyny - zwłaszcza, że to co powiedziała o telefonach okaże się być prawdą.
- Cieszę się, że w końcu wyjaśniłaś dlaczego tak zakończyłaś naszą znajomość. Prawda jest taka, że już dawno Ci wybaczyłam...
a więc Bóg istnieje
- ... czekałam jedynie na jakiś krok z Twojej strony. Skrzywdziłaś mnie niemiłosiernie ...
- Wiem Q ... nigdy sobie tego nie wybaczę - przerwała Santana
- Ale - kontynuowała z uśmiechem Quinn - nic nie jest w stanie zniszczyć "nieświętej trójcy". Może i minęły lata lecz ja wciąż traktuje Cie tak samo jak przed tymi cholernymi Walentynkami.
taaaaaaa jasne
Po tych słowach, Santana odetchnęła z ulgą a na jej ustach również pojawił się uśmiech. Quinn przytuliła latynoskę lecz w głowie układała już kolejne punkty planu na ten wieczór. Prawie wszystko co powiedziała dziś do swej "przyjaciółki" było fałszem. Musiała jednak trzymać fason by pomyślnie wykonać swoją misję.
Pozbywając się niezręcznej ciszy oraz zawartości filiżanek, Santana zaproponowała by uczcić to w odpowiedni sposób. Zasugerowała wypad do jednego z klubów i zarazem wypicie wszelkiego alkoholu jaki ów klub posiada. Quinn uradowała się na myśl o trunkach jakie ukoją jej nerwy. Mimo zewnętrznego spokoju i ciągłych uśmiechów, wewnątrz aż się w niej gotowało. Mimo, że przerażały ją myśli o tańczącej Santanie lub co gorsza, ich wspólnym tańcu - pocieszała się, że upojenie alkoholowe oraz klub to idealne warunki na egzekucję planu. Obawiała się jednak, że jej uczucia mogą przyćmić zamierzony cel. Musiała się więc najebać bo wtedy tylko jeden instynkt będzie nią kierował - zwierzęca rządzą.
Popularność "Rosario Cruz" uniemożliwiała im pójście do obojętnie którego klubu. Miała jednak swe plusy. Będąc dość znaną celebrytką, Santana miała otwarte drzwi do wszystkich prestiżowych klubów w centrum Londynu. Jej ulubionym zarazem ze względu na klimat jak i prywatność oraz wysoką ochronę, był klub "Sphinx". Quinn również była świadoma renomy jaką ów klub posiadał i szczerze mówiąc delikatnie ją to peszyło. Santana zapewniła ją jednak, że jest to jedno z tych miejsc gdzie nikt nie zadaje pytań i nawet jeśli zobaczy na przykład, pijaną Rihannę jak tańczy na rurze, nie wyniesie tej informacji poza ten klub. Klientelą bywali jedynie celebryci i ich znajomi. Żaden z nich nie "wkopywał" innych chociażby w obawie, że sam może oberwać w ten sam sposób. Najbardziej jednak ceniono to miejsce za to, że bez wścibskich fanów czy paparazzi, mogą pobawić się jak to na ludzi przystało. Uważano nawet, że "co stało się w Sphinxie - zostaje w Sphinxie".
W celu szybkiego dotarcia na miejsce, Santana zadzwoniła po swojego szofera, by zafundować zarazem sobie jak i przyjaciółce, podróż limuzyną. Było już po północy więc obydwóm, zależało na czasie. Nie wiedziały jednak, z jak skrajnie różnego powodu. Santana pragnęła jak najdłużej się wybawić gdyż wiedziała, że klub działa jedynie do 4AM z kolei Quinn, chciała w miarę szybko wprowadzić swój plan w życie i z zadowoloną miną zwycięzcy udać się do Molly.
Zachowanie Santany było nader "dziwne" w oczach Quinn. Zaczęło się od otwarcia jej drzwi z limuzyny i prowadząc za rękę, pomoc w ulokowaniu się w samochodzie. Tą szarmancką postawa była dość nienaturalna i zdecydowanie niepodobna do Santany - którą Quinn zapamiętała z liceum. Kiedy samochód ruszył już w wyznaczonym kierunku, Santana sięgnęła do wiaderka z lodem by chwilę później wyłonić z niego butelkę szampana "Crystal". Jego złota szata graficzna, aż krzyczała luksusem i bogactwem. Z tego co Quinn kiedyś wyczytała, był to ulubiony trunek gwiazd, gdyż jedynie one mogły pozwolić sobie na kupno butelki wartej £1200 (2000$). Oczami wyobraźni, była sobie w stanie wyobrazić jak Kurt lub Molly, piszczą z zachwytu jedynie na widok samej butelki. Jej jednak przypadł zaszczyt napicia się ów trunku. Szkoda jedynie, że okoliczności w jakich tego dokona nie są zbyt pozytywne - przynajmniej z jej strony. Santana, jak zaczarowana, zaczęła wypełniać dwie lampki by wkrótce znieść toast za odnowioną przyjaźń.
Symboliczny brzdęk uderzanych kieliszków, wypełnił limuzynę a osoby które go spowodowały, skupiły się na degustacji oraz konsumpcji ów wina musującego. W czasie gdy Quinn, ostatecznie dopracowywała swój plan, w głowie Santany, kłębiły się zupełnie inne myśli:
To Twój wieczór Quinn.
Dzisiaj potraktuję Cię jak prawdziwą księżniczkę ... którą zdecydowanie jesteś.
Wiem, że straciłyśmy tyle lat.
Gdyby nie moja głupota, kto wie ... może byś zobaczyła jak wiele dla mnie znaczyłaś
... wciąż znaczysz.
Może wtedy zdobyłabym się na odwagę ...
Teraz już za późno ... wiem.
Miałam swoja szanse i stchórzyłam.
Wprawdzie jesteśmy jedynie przyjaciółkami ...
ty jesteś hetero ... ja nie ...
Nawet nie śnię by oczekiwać czegokolwiek więcej.
Na tyle lat Cię utraciłam więc teraz, gdy już w końcu odnalazłam Cie,
przyjaźń w zupełności mi wystarcza.
Wolę mieć Cię jako przyjaciółkę ...
niż nie mieć wcale ...
- A jak tam sprawy sercowe Lopez? - Quinn postanowiła w końcu zacząć rozmowę. Skoro udawała przyjaciółkę, równie dobrze mogła zadawać bezpośrednie i wścibskie pytania (jak za dawnych lat)
- A spoko. W sumie ostatnio jestem samotnym strzelcem. Jakoś trudno o związek w tych czasach.
Quinn mogła się idealnie utożsamić z tą wypowiedzią
- Wiem dokładnie co masz na myśli. Nawet już nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w związku...
- Serio?! - Santana nie mogła ukryć zdziwienia - Wybacz ale w szkole to na palcach jednej dłoni byłam w stanie wyliczyć dni, kiedy byłaś singlem: Finn, Sam, Finn, profesor z Yale...
- Wiele się zmieniło od tamtego czasu... ja się zmieniłam...
- Wow, Quinn Fabray w końcu nie pozwoliła by jakiś facet ją określał! Alleluja!
- Nie drwij! - Mimo poważnego tonu oraz ostro wysuniętego palca w kierunku Santany, Quinn nie potrafiła ukryć rozbawienia ów tekstem, który niestety był prawdziwy.
Obydwie buchnęły śmiechem a po uspokojeniu się, Santana zaczęła nalewać kolejną lampkę. Przed nimi dobry kwadrans drogi plus korki. Musiały więc jakoś umilić sobie tą podróż.
Po kolejnym toaście oraz pierwszym przełkniętym łyku...
- A Ty jak tam? Jakiś stały facet? A może studencik? No chyba, że inny profesor … bez żony... - Quinn czuła, że ta wyliczanka może trwać wiecznie zwłaszcza, że Santana dopiero się rozkręcała. Szkoda tylko, że nie w tym kierunku
- Mój ostatni tak zwany "związek" z facetem to był ten z Yale o którym już wiesz - Słysząc to, Santana zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc przekaz przyjaciółki. Ta postanowiła kontynuować, mentalnie wyczuwając grom pytań kłębiący się w główce latynoski
- To nie oznacza jednak, że to był mój ostateczny związek kiedykolwiek. Miewałam jeszcze kilka krótkotrwałych. Rekordowy trwał miesiąc a tak poza tym jedynie weekendowe schadzki. Najwięcej jednak było "jednorazówek". Z czasem nawet nie wymieniałyśmy się ani imionami ani numerami telefonu.
Po tych słowach, Quinn żałowała, że niema aparatu przy sobie. Wiele rzeczy można kupić kartą kredytową, ale mina Santany była bezcenna.
- Czy mi się wydaje, bo chyba tak, czy Ty właśnie powiedziałaś, że ...
Widząc jak Santana męczy się by dokończyć pytanie, postanowiła jej wejść w słowo, mówiąc na głos to co aż cisnęło się na język, jej przyjaciółce.
- Jestem lesbijką? Tak
- A więc nawet nie Bi? - zapytała Santana
- Nie. Obecnie mam całkowite obrzydzenie do facetów. Poza tym "bi" to dla mnie osoba niezdecydowana. Przyznaje, byłam taka do czasu jak nie przespałam się z Markiem. Mieliśmy razem zajęcia chemii gdzie go bliżej poznałam. Już w trakcie stosunku wiedziałam, że to zdecydowanie nie dla mnie. To było zaraz po rozpoczęciu studiów na londyńskim uniwersytecie. Do teraz jesteśmy bliskimi przyjaciółmi a ja zdecydowanie wiem czego chce i żaden facet na pewno nie może mi tego dać - oznajmiła Quinn.
Sama zdziwiła się jej własną wylewnością i otwartością. Zaledwie dwie lampki szampana wystarczyły by poczuła się komfortowo w towarzystwie kogoś, komu jeszcze tydzień temu gotowa była kark skręcić. Santana dalej nie mogła uwierzyć w słowa, które usłyszała.
Dotarło do niej jak wiele straciła, trzymając w dłoni telefon i naciskając czerwoną słuchawkę. Zawsze odważna i bezwzględna, załamała się od stopnia tchórzostwa jakie ją ogarniało, każdorazowo gdy pragnęła zadzwonić do Quinn.
Sześć lat ... cholernych, długich i samotnych lat ...
Jak mogłam być taka głupia?
Wiedziałam, że mam racje... że to co czułam wtedy to i ona czuła:
... jak głośno jęczała z przyjemności jakie jej sprawiałam
... jak trzeba było ją uciszać żeby całego hotelu nie obudziła gdy szczytowała
... jak coraz wilgotniejsza była gdy dłońmi pieściłam jej całe ciało
wiedziałam, że dobrze czułam - że to nie moja wyobraźnia
dlaczego wyszłam?
bo co?
... nagle zaczęłam czuć?
... nagle nie był to jedynie pociąg seksualny?
... bo układ naszych ciał pasował niczym dwa idealne elementy układanki?
... rytm z jakim uprawiałyśmy akt trzeci był idealnie zsynchronizowany, jednostajny, powolny i subtelny?
... bo nie wierzę w miłość?
... bałam się zranienia? ...
W końcu to Quinn Fabray - lodowa królowa, łamacz serc
... ale to ja spieprzyłam sprawę...
to ja bojąc się o własne serce, złamałam jej ...
A może nie?!
Może to wszystko było moja wyobraźnią
... może to faktycznie był eksperyment - jednorazowe uniesienie...
Może dobrze zrobiłam wychodząc ...
Limuzyna zatrzymała się w miejscu docelowym lecz Santana dalej była pogrążona w swych myślach. Quinn musiała interweniować. Pstryknęła więc kilkukrotnie palcami przed jej nieobecnym wzrokiem nawołując - San, jesteśmy na miejscu. Ziemia do Santany. Hallo. Ziemia do Rosario. Pobudka!. Brak reakcji. Quinn postanowiła więc zrobić coś czym wypełniona była ich licealna przyjaźń. Bez chwili wahania, wzięła uniosła prawą dłoń i z lekkim zamachem machnęła nią w kierunku policzka, otępiałej latynoski. Nie przewidziała jednak, że refleks Santany znacznie się polepszył. Chwyciła ona bowiem, jeszcze rozpędzoną dłoń za nadgarstek po czym rzuciła Quinn lodowe spojrzenie - Chyba nie mamy zamiaru ponownie tego przerabiać zwłaszcza, że mam niepodważalnie lepszą kondycję?. Quinn jedynie przygryzła wargi by ukryć swe rozbawienie sytuacją lecz widząc śmiejące się figlarnie, oczy Santany oraz pojawiający się na jej twarzy uśmiech, nie mogła się już powstrzymać więc uwolniła głośny śmiech, który jeszcze bardziej rozbawił Santanę.
Jakby sześcioletnia otchłań "bez kontaktu" nagle zanikła. Tak czuły się dwie przyjaciółki, które od niepamiętnych czasów, gościły w swoim życiu. Pięcioletnia Quinn uczyła swą koleżankę z grupy przedszkolnej, jak grać w gumę i klasy. Ta z kolei kilka lat później uczyła swą blond kumpele, zasad baseballu i gry w palanta - oraz różnic między nimi. To od 10-letniej Santany, Quinn najczęściej obrywała podczas gry w "Zbijanego". Nie pozostała jej jednak dłużną podczas lekcji pływania, żartobliwie podtapiając latynoskę. To jednak skończyło się tygodniowym zostawaniem po lekcjach. Santana nie mogła pozwolić by koleżanka cierpiała w samotności. Pomalowała więc pomnik patrona szkoły w różowe barwy, na znak protestu. Jeszcze tego samego dnia wylądowała w ławce obok Quinn. Mimo zakazu rozmów, dziewczęta znalazły sposób komunikowania się. Liściki krążyły między ich ławkami a praktycznie na oczach nieświadomej nauczycielki.
Rok później, do szkoły przyszła nowa uczennica - zgrabna i wysoka blondynka, Brittany Pierce. Stopniowo wspólne przerwy nawiedzała ów uczennica, naruszając ich dotychczasową harmonię. Przez wzgląd na przyjaźń z Santaną, Quinn zaczęła akceptować a nawet poniekąd lubić Brittany. Wspólnie startowały do Cherios i pomyślnie zdały wymyślne zadania, wymagającej Sue Sylvester. Zdjęcie jakie sobie zrobiły podczas pierwszego dnia w nowym uniformie - było zarazem ostatnim, gdzie tylko one: Quinn i Santana były jedynymi pozującymi. Miały wtedy dwanaście a może trzynaście lat. Przez kolejne lata, Quinn czuła jak traci powoli przyjaciółkę a względem Brittany, zaczęła czuć niechęć oraz zazdrość. To z nią Santana dzieliła prawie każdą wolną chwilę między lekcjami.
Wraz z dorastaniem, jej uczucia względem latynoski przeradzały się w zupełnie coś innego niż Biblia czy też ojciec, jej wpajali. Była zagubiona i zdezorientowana. Nie miała nawet nikogo by spytać o radę, by odnaleźć siebie. Nawet jej chłopak Finn był w tej kwestii beznadziejny. Postanowiła więc zapomnieć lecz im bardziej się starała, widząc przy tym coraz bliższą więź między Santaną a Britt, jej zdezorientowanie było jeszcze większe. Zaczęła podążać ciemną drogą. "Pierwszy raz" miała z chłopakiem Santany, Puckiem i z własnej głupoty oraz braku ostrożności, w wieku 16 lat zaszła w ciąże. Po porodzie, jeszcze wstrząśnięta koniecznością oddania córki do adopcji oraz rozpadem małżeństwa rodziców - z tego samego powodu, jej drogi z Santaną coraz bardziej się rozchodziły. Kontakt, który niegdyś miały zatarł się a zamiast tego powstały kłótnie, bójki, okazjonalne policzkowanie oraz ciągłe obgadywanie i zniewagi. Były one o tyle dotkliwsze, że każda ze stron znała swe wady i najskrytsze tajemnice. Wiedziały więc, który guziczek nacisnąć by tą drugą jak najbardziej zranić. Lały się strugi łez, nie zawsze zakończone przeprosinami.
Dopiero w miarę zwiększenia swej aktywności i zaangażowania w New Directions, kontakty między nimi zaczęły się powoli odbudowywać. Wciąż występowały zniewagi oraz policzkowanie lecz nie było to aż tak intensywne, jak wcześniej. Quinn nauczyła się też akceptować obecność Britt u boku Santany. Wspólnie założyły "nieświętą trójcę" i w trójkę, rządziły szkołą. Kiedy Quinn odczuła ulgę i radość z jej odnowionego kontaktu z jej latynoską przyjaciółką, jej ex wygadał w szkole o rzekomym romansie między Santaną i Britt. Początkowo nie dowierzając, Quinn obserwowała ich zachowanie gdy były same i to co zobaczyła - przeraziło ją niczym ujrzenie ducha. Karciła się za to, że nie ujawniła swych uczuć względem latynoski, kiedy miała okazje. Wiedziała, że teraz było za późno.
Rosnące uczucie między dwiema cheerleaderkami, nie było już tajemnicą. Nawet po ukończeniu szkoły przez Quinn i Santanę, ich związek kwitł. Dopiero po kilku miesiącach, nie wytrzymał długiego dystansu i Brittany zakończyła go, wiążąc się z Samem (również jej ex). Mimo kilku związków w Yale, Quinn wciąż wracała do rodzinnej Lima gdzie to poznała właścicielkę tych czekoladowych oczu. Każdorazowe jej wizyty w szkole jak i samym mieście, przywoływały wspomnienia. Wiedziała jednak, że aby ruszyć w przyszłość musi zerwać z przeszłością. Tak więc ponownie podjęła się złej drogi, wiążąc się z żonatym profesorem z jej uczelni. To oczywiście spotkało się z wielką dysaprobatą ze strony Santany, która również odwiedziła rodzinne miasto, podczas Dnia Dziękczynienia. Chore napięcie ponownie doprowadziło do obelg oraz tradycyjnego już, policzkowania.
Kilku miesięczna przerwa, dała Quinn czas do przemyśleń nad samą sobą i nad jej uczuciami. Gdy Pan Shue, zaprosił ją na ślub odbywający się w dzień Walentynek, Quinn uznała iż lepszego momentu na wyjaśnienie spraw z Santaną, nie znajdzie. Sprawy jednakże nie potoczyły się wedle jej myśli. Koniec, końców ... jakikolwiek kontakt wcześniej miały: przyjaźń, zazdrość, złość, przyjaźń, zazdrość ... w tą noc Walentynkową, został on całkowicie zerwany. Na sześć lat. Aż do teraz.
Turlając się ze śmiechu i prowadząc się wzajemnie do głównego wejścia klubu, Quinn spojrzała na jeszcze chichrająca się Santanę i za nic nie mogła sobie przypomnieć z jakim to zamiarem i planem, w ogóle tutaj przyszła. Wiedziała jedno: po raz pierwszy od dłuższego czasu ... była szczęśliwa.
