ROZDZIAŁ SZÓSTY
Ogrom i luksus klubu "Sphinx", delikatnie przytłoczył młodą fotograf. Na szczęście miała ona u swego boku podporę. Ów podpora była krótkotrwała. Quinn była świadoma tego, że Santana po zakończeniu imprezy, zniknie z jej życia ... ponownie. Miała jednak nadzieję, że tym razem utrzymają ze sobą chociaż kontakt telefoniczny. Starała się jednak o tym nie myśleć. Postanowiła dla odmiany, żyć chwilą obecną. Idąc, przez długi korytarz w kierunku łazienek, Santana nachyliła się w stronę swej towarzyszki i wyszeptała - Pamietaj, że jestem Rosario ... Rosario Cruz. Jakby co to tak adresuj się w moim kierunku. W momencie gdy Quinn poczuła ciepły oddech przyjaciółki na swej szyji, przeszył ją dreszcz który automatycznie przypomniał jej o uczuciach jakie darzy ona "Rosario". Samą siebie zaskoczyła jej reakcja gdy półszeptem odpowiedziała - To może poprostu zagrajmy w gre, gdzie Ty jesteś Rosario a ja Emily... Emily Stark. Santana aż zachichotała słysząc znane jej sprzed lat nazwisko, które dość długo widniało na fałszywym dowodzie od Quinn. Każdy kto kiedykolwiek poznał Santanę, wiedział jak ona uwielbia wszelkiego rodzaju gry. A zwłaszcza takie, które pozwolą jej na otwarte flirtowanie z seksowną blondynką u jej boku. Musiała jednak pamiętać, by się nie rozpędzać za bardzo - nie chciała powtórki sprzed lat. Mimo, że fantazje na temat Quinn wciąż były jak najbardziej aktualne, musiały pozostać jedynie fantazjami.
Przed wejściem do toalet, Santana stanęła na chwilę zatrzymując przy tym Quinn.
- Zawżyjmy pakt. Jestem jak najbardziej za "Emily i Rosario" lecz obydwie wiemy do czego między "nimi" doszło gdy ostatnio sie spotkały i piły alkohol. Umówmy sie, że tym razem powiemy im "stop" zanim wpadną na głupi pomysł. Zgoda?
głupi pomysł?...
stop...
a co jeśli ja nie znam nawet znaczenia słowa "stop"?
... nie jeśli Ty jesteś obok... - pytała się w myślach Quinn
Mimo swych sprzecznych z rzeczywistością przemyśleń, Quinn musiała po raz kolejny okłamać Santanę. Przypomniała sobie już plan z jakim tu przyszła lecz nie była pewna czy będzie w stanie opuścić łóżko ze śpiacą w nim kobietą ... jej prawdziwą i pierwszą miłością. Przytaknęła więc głową na znak zgody oraz uścisnęła, wyciągniętą dłoń Santany. Ta wciąż wyczekiwała odpowiedzi więc Quinn szybko wybełkotała - Zgoda.
W toalecie aż roiło sie od kobiet. Niektóre stały wężykiem w kolejce by skorzystać z wc a część czyniła ostatnie poprawki przed lustrami. Widząc ich zaangazowanie, Quinn spytała Santanę o dręczące ją zagadnienie, oczekując szczerej odpowiedzi.
- Nie chcę nic mówić, ale w porównaniu z nimi, wygladam jakbym z magazynu wróciła. Jesteś pewna, że mój strój jest wystarczający jak na standard tego miejsca?
- Q...ehem Emily - poprawiła się Santana - Juz Ci wcześniej mówiłam, że wyglądasz fenomenalnie
- No tak ... do pracy a nie do klubu i to jeszcze jakiego!
Nadeszła kolej by albo Santana albo Quinn skorzystały z wolnej kabiny. Santana zareagowała szybko, gdyż widac było zmartwienie w oczach przyjaciółki. Pchnęła więc delikatnie Quinn, prowadząc ją jednocześnie do wolnej toalety. Po zaryglowaniu drzwi, spojrzała na blondynkę ... od góry do dołu. Ta odczuła to niczym skan na lotnisku, gdzie wiesz że nic nie masz a jednak boisz się, że coś znajdą. W tym momencie Quinn bała się, że jej cienki top i kamizelka, nie będa w stanie ukryć, jej stwardniałych od podniecenia sutków. Jeszcze chwila a pakt zostanie zerwany. Na szczęście Santana zaprzestała "skanować" a jej słowa - Mam pomysł. Może faktycznie wyglądasz zbyt grzecznie - zostały upieczętowane zaskakującymi czynami. Bez jakichkolwiek ogródek czy też ostrzeżenia, obiema rękoma chwyciła klapy kamizelki Quinn a następnie zsunęła ją po ramionach blondynki aż na sam dół. Zdjetą z zaskoczenia część garderoby, położyła na pobocznym sedesie. To jednak nie był koniec "zmian"
- Zdejmij bluzkę - Słysząc te słowa, Quinn błagała by stanik który miała na sobie, zakamuflował jej rosnące podniecenie, całą tą sytuacją. Zamykając oczy, skrzyżowała ręce tuż przy podstawie bluzki by jednym ruchem, przeciągnąć ją nad głową i odłożyć na wcześniej zdjętą kamizelkę.
Boże, daj mi siłę - modliła się Santana
Przez ułamek sekundy dostrzegła ponownie zdobienie na dolnej partii pleców Quinn, co było jedynie dekoracją istnego piękna jakie stało przed jej oczyma. Czerwona, koronkowa bielizna nie ułatwiała sprawy oraz utrzymania "paktu". Pytający wzrok Quinn zdawał sie mówić "I co teraz?". Santana przełknęła szybko ślinę, by odpowiadając nie zdradzić co tak naprawdę chodzi jej po głowie.
- Załóż kamizelkę. Zapnij ją ale pozostaw jeden guzik otwarty
- Bez bluzki!? Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? - spytała zszokowana Quinn
- Zaufaj mi - odpowiedziała spokojnie i kojąco Santana
rany, ja sama sobie nie ufam jeśli spędzimy tu kolejne pięć minut - pomyślała Santana
Quinn posłuchała instrukcji osoby znacznie lepiej obieganej w tym świecie niż ona. Gdy ponownie poddana została skanowi, uwaga Santany skupiła sie bardziej na spodniach. Czegoś brakowało...ale czego? Podczas gdy szukała natchnienia, obserwując zielone cargo Quinn, ta automatycznie odpowiedziała na proźbę która sie nigdy nie pojawiła
- Nawet o tym nie myśl. Spodnie zostają. Zrozumiano! - W celu zaakcentowania swej opinii, Quinn przybrała pozycję obronną, kładąc ręce na biodrach na znak protestu. Całość oczywiście miała odwrotny efekt i Santana buchła śmiechem - Spokojnie Em...nikt Ci nie karze ściągać spodni. No chyba, że sama bedziesz chciała...
- A co to ma niby znaczyć? - odpowiedziała Quinn. Ponownie chciała wyglądać groźnie lecz tym razem krzyżując ręce na piersi. Zapomniała jednak, że jej przeciwniczka "w walce" to mistrzyni ripost - Naprzykład jak sie będziesz przebierać w piżamę - Quinn nic nie odpowiedziała, jedynie przymrożonymi oczami oraz grymasem "Ja-Ci-dam-cwaniaro" wyczekiwała aż Santana wkońcu powie o co jej chodzi. Ta jednak nic nie mówiąc, sięgnęła do kieszeni bluzy, wyciągając wsówkę do włosów. Delikatnie zdezorientowana Quinn dalej obserwowała latynoskę. Tak zapatrzyła się w jej czekoladowe oczy, że dopiero gdy poczuła zimny metal na nodze oraz usłyszała specyficzny dzwięk, dotarło do niej iż Santana szarpie dziury w jej NOWYCH spodniach.
- Nie, nie, nie! ... co Ty wyprawiasz? - zaczęła panikować
Santana nic nie odpowiedziała. Dokończyła ostatnią, trzecią dziurę poczym schowała spinkę i unosząc zalotnie brwi, uderzyła zszokowaną Quinn swym popisowym uśmiechem. W sekunde, Quinn opuściła wszelka złość.
- No teraz to wyglądasz fenomenalnie, czadowo i trendy. Tłum Cie pokocha
Quinn spojrzała w dół na swoje spodnie. Musiała przyznać rację. Znacznie lepiej wyglądała. Dwie dziury na udach i jedna pod kolanem, dodawały jej pazura. Nie chciała jednak dać "autorce" zbyt dużej satysfakcji. Uśmiechnęła się jedynie, dziękując przy okazji. Nie mogła się jednak powstrzymać przed zkomentowaniem czynów Santany.
- Po pierwsze, to moje nowe spodnie a dzisiaj może drugi raz je ubrałam a po drugie, żeby mi to było OSTATNI raz kiedy rozdzierasz mi garderobę - niczym zimny prysznic, dotarło do niej jak dwuznacznie zabrzmiała jej ostatnia kwestia. Spodziewała się nadchodzącej riposty a zwłaszcza, że grają w "Rosario i Emily". Ku jej zaskoczeniu, takowa nie nadeszła. W zamian, Santana zaoferowała, że zaniesie bluzkę Quinn do auta skoro i tak będzie nim wracać. Zanim wyszła, odprowadziła blond towarzyszkę do głównego baru by ta zamówiła coś i w czasie jak jej nie będzie, rozglądneła się po klubie.
Ogromna sala główna aż emanowała energią i masą kolorów, które aż zachęcały do zabawy. Przeważający fiolet, przecinany zielonymi strumieniami lasera tworzył niesamowity efekt. Dodatkowe światła, rozlokowane jedynie w narożnikach, dzieki swej czerwonej poświacie, nadawały temu miejscu nieco ciepła oraz romantyzmu. Loże ulokowane przy ścianach, były poodgradzane ściankami ze szkła dymnego w celu uzyskania prywatności. Na samym środku był wydzielony parkiet a tuż za nim, na delikatnym wzniesieniu kilku stopni, wysegregowano strefę dla vip-ów. Było to dość śmieszne gdyż jedynie elita showbisnesu oraz ich znajomi byli klientelą tego klubu. Zastanawiało ją więc kim musi być vip wśród vipów - królową? prezydentem? cesarzem?. Gdzie niegdzie zamontowano małe podesty i wzniesienia. Na niektórych z nich widniały nawet stare, dobre, aluminiowe rury do tańczenia i innych wariacji. Ukradkiem schowane, pomiędzy czerwonymi zasłonami widać było schody prowadzące do góry. Mogły prowadzić albo do jeszcze bardziej vipowskiej strefy - naprzykład dla przyszłego króla Europy; lub tak jak w niejednym klubie go-go - do private roomów. Jedno było pewne, to istnie tajemne miejsce i nie dziwne, że "co stanie się w shinxie - zostaje w sphinxie"
Raul Perez, osobisty szofer Rosario Cruz, zaraz po podwiezieniu pracodawczyni i jej przyjaciółki, automatycznie pojechał do bazy by odstawić wóz, przebrać się i wrócić do domu. Gasząc silnik nie spodziewał się, że ów pracodawczyni ponownie do niego zadzwoni. Będąc zdrowym heterykiem, nie był obojetny na jej wdzięki więc mimo, że pragnął już być w domu, nie mógł odmówić pięknej latynosce gdy ta zadzwoniła z proźbą jakiej nie mógł odmówić. Rosario nie była jednak divą, za jaką ją co poniektórzy brali. Poprosiła go jedynie by ten w drodze do domu zajechał pod klub taksówką, by ona mogła mu wręczyć przedmiot, który odbierze następnego dnia. Dodała również, że pokryje koszty transportu z bazy do klubu oraz do jego domu Dodatkowo wynagrodzi go napiwkiem za jego czas, po godzinach pracy.
Kwadrans później, po przekazaniu części garderoby, Santana ruszyła spowrotem do klubu. Nie musiała długo szukać Quinn. Po pierwsze, ta siedziała dokładnie w tym samym miejscu a po drugie była najpiękniejszą kobietą w całym klubie. Wliczając w to nawet Rihanne, która znowu nie wyczuła granicy i ponownie zalana przytulała "aluminiowego przyjaciela".
Dzień jak codzień - pomyślała Santana
Tak jak Santana przewidziała, na około jej "przyjaciółki" stało juz stadko adoratorów - obydwu płci. Kiedy Santana podeszła bliżej zauważyła spora ilość kieliszków i szklanek z drinkami, które ewidentnie były podarkami w celu wyrwania świezej krwi. Rozbawiło to Santanę lecz czuła sie też poniekąd zazdrosna, gdyż to ona chciała adorować ów "świeżą krew".
Postanowiła zagrać zaborczą kartą i dać im dosadnie lecz delikatnie do zrozumienia iż "ta kobieta jest juz zajęta ... przez nią". Musiała jednak być ostrożna gdyż nie chciała jej przytłumić ani spłoszyć. Podeszła więc powoli za plecami Quinn. Nachylając się, prawą dłonią jedynie musnęła obejmująco ją w pasie dając delikatnego całusa w lewe ramię. Ignorując bliskość oraz zniewalający, miodowy zapach jej skóry i perfum, Santana nachyliła sie bliżej by wyszeptać dość głośno - Już jestem skarbie. Tęskniłaś? - Słowa te miały zostać usłyszane zarówno przez Quinn jak i pobliskie stadko adoratorów. Quinn zawsze umiała dostroić się do tempa, czy to na treningach Cherios czy też zajęciach w glee, więc nie było dla latynoski dziwne, że i tym razem zrobi to celująco. Quinn odwróciła delikatnie głowę w stronę nachylonej Santany. Sekundy minęły a ich twarze muskały się niczym poranna rosa na źdźbłach trawy. Wtulając swój policzek w policzek i rozgrzane usta Santany, Quinn równie "cicho" odpowiedziała - Nawet nie wiesz jak bardzo. Ni stąd ni zowąd, prawą dłoń otuliła nagle drugi z policzków Santany co spowodowało, że sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. Wkońcu Santana odważyła się by spojrzeć w te błyszczące szmaragdy. Starała się za wszelką cenę utrzymać dystans lecz zachowanie Quinn jej w tym wcale nie pomagało. Spoglądając w czekoladową odchłań jaką były dla niej oczy latynoski, wyszeptała - Mam nadzieję, że już mnie tak nie zostawisz ... błagam" - lecz tym razem, jej słowa nie były skierowane do wszystkich. Chciała, żeby jedynie jedna osoba ją usłyszała. Mówiąc je, wiedziała że z jej strony, wykraczało to znacznie poza granice "gry" jaką zgodziły się prowadzić. Teraz pozostało jej czekanie na ruch odbiorczyni tych słów. Jeżeli ją intuicja nie myliła to Santana lada chwilę, nachyli się by pocałować ją na znak, że jej nie zostawi. Ta jednak mimo, rosnącego napięcia i intensywnego wpatrywania się w oczy Quinn, nawet nie drgnęła.
stop...stop...stop... - krzyczała wewnętrznie Santana
Nawet gdy kciuk Quinn gładził jej policzek w zapewnieniu, że ta udziela pozwolenia - nie sprowokowało to latynoski na tyle by chociażby mrugnąć. Nagle gdzieś niedaleko, mimo chwili która wygłuszyła je od świata zewnętrznego, usłyszały coraz wyraźniejsze nawoływania.
- Rosie? Rosie, czy to Ty? - początkowe słowa jedynie wybudziły zarówno Santanę jak i Quinn z transu. Kiedy skierowały wzrok w kierunku nawołującej osoby. Obydwie aż zatkało. Jednakże z dwóch różnych powodów.
- O Boże to faktycznie Ty! - szczupła brunetka z długimi czarnymi włosami, stała już tuż obok. Jej uroda była powalająca. Quinn zastanawiała się czy wszystkie kobiety o południowo-amerykańskich korzeniach, są aż tak zniewalające czy tylko te, obracające sie w showbiznesie.
- Nikki hej. Kopa lat - Santana podeszła do celebrytki i uściskała ją jakby były conajmniej bliskimi znajomymi - Co Ty tutaj robisz?
- To chyba ja powinnam zadać to pytanie ... i kim jest Twoja znajoma?
Quinn nagle poczuła, że się rumieni. No tak mało tego, że przerwano jej dość istotny moment z Santaną to jeszcze zostanie przedstawiona ulubienicy brytyjskiej publiczności "X Factora". Santana wyczuła, zakłopotanie przyjaciółki więc użyła jej "pseudonimu" w razie gdyby ta nie życzyła sobie podania prawdziwych danych. Znając Quinn, właśnie w tej chwili modliła się by zapaść się pod ziemię.
- Nicole, to jest moja przyjaciółka sprzed lat, Emily Stark - Santana przedstawiła pseudonim blondynki jako prawdziwe dane lecz dopiero po chwili orientując się, że to był ewidentny błąd
- Naprawdę?! - ton Nicole sugerował Quinn, że ta dokładnie wie kim jest ów "Emily". Santana jedynie upewniła się w swoim błędzie.
kurwa
- Miło mi wkońcu Cię poznać...
jakie wkońcu? - zastanawiała sie Quinn
błagam, porzuć ten temat Nicole - błagała wewnętrznie Santana
- ...Tyle słyszałam o Tobie...
ona...o mnie? - Quinn dalej zadawała sobie pytania, na które za moment Santana obowiązkowo ma udzielić odpowiedzi
niech by Ci szlak Nik! - klnęła wewnętrznie Santana
- Jestem Nicole Scherzinger - przedstawiła się wkońcu. Sama Santana nie uważała tego za konieczne gdyż Quinn ewidentnie wiedziała kim ona jest.. - Mi równiez miło poznać - aż zbyt spokojnie, Quinn odpowiedziała, ściskając dłoń celebrytki.
Na szczęście, późniejsza rozmowa z daleka omijała temat "Emily". Kręciła się wokół aktualnych aktywności w życiu zawodowym obydwu celebrytek. Nicole oznajmiła, że wystąpi w kolejnej edycji "X Factor" jako jury a Santana zdradziła jej swą zbliżającą sie trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Słysząc zaproszenie w swym kierunku, Nicole obiecała że koniecznie wpadnie a nawet udzieli jej kilku lekcji tańca, którego sama ostatnio się nauczyła. Gdy temat kariery został wyczerpany, Nicole odniosła wrażenie iż przeszkodziła i nie chciała juz nadużywać cennego czasu "Rosario i Emily". Uprzejmie się pożegnała i ruszyła w stronę innych znajomych, których wypatrzyła.
Quinn upewniła się, że ta jest już poza zasięgiem wzroku by wkońcu zadać, nurtujące ją pytanie.
- Co to miało być, Rosie? - wiedziała, że mimo iż jest nikła szansa by były podsłuchiwane, obiecała zwracać się do Santany per jej "pseudonim artystyczny", przynajmniej dopóki są na terenie klubu. Santana wiedziała, że czeka ją ta rozmowa gdyż kochana Nikki nie potrafi trzymać języka za zębami.
- Tak wiem, zaprosiłam Cię tutaj a gadam ze znajomą i to jeszcze o karierze. Przepraszam. Naprawdę nie sądziłam, że ją tu spotkamy. Dobre pół roku jej nie widziałam i ... - Ta wymijająca lecz prawdziwa odpowiedź Santany, nie była jednak tą której Quinn oczekiwała. Widząc jak ta się mijająco rozkręca, musiała jej przerwać.
- Dobrze wiesz, że nie o to chodzi. Skąd ona zna "Emilly"? Co jej ...
Zanim jednak i ona mogła dokończyć, Santana chwyciła ją za rękę i zaczęła prowadzić na parkiet, Kiedy Santana zaczęła poruszać się w rytm znanej piosenki, Quinn stała w miejscu wyczekując odpowiedzi. Gdy skrzyrzowała ręce na piersi, Santana wiedziała, że tak łatwo sie nie wymiga. Teraz jednak, gdy z głośników leciała jedna z jej ulubionych piosenek - pragnęła jedynie zatańczyć do niej z najważniejszą w tym klubie osobą. Nie przerywając ruchu bioder zbliżyła się do uparcie stojącej Quinn. Kładąc dłonie na jej biodrach, nachyliła się do ucha by poniekąd poczuć ponownie ten miodowy zapach a poniekąd przekonać blondynkę do zabawy
- Uwielbiam tą piosenkę. Chodź zatańczymy ten kawałek a potem na spokojnie pogadamy w lorzy.
Quinn nie od razu była przekonana ale fakt, że też lubi ten utwór a ruchy bioder latynoski były hipnotyzujące i zaraźliwe, postanowiła poddać się rytmowi.
Zarówno Santana jak i Quinn, starały się trzymać dystans. Żadna z nich nie była pijana a jedynie podpita, więc z łatwością wykonywały każdy obrót oraz skąplikowany krok. Były momenty gdy jedna zbytnio się kręciła co powodowało, że wpadała bardziej inwazyjnie na partnerkę co z kolei kończyło się salwą śmiechu. Tak zaobsorbowane tańcem, nie poczuły jak wprawdzie tępo sie nie zmieniło, jednakże przetańczyły wspólnie, nie jeden lecz aż trzy kawałki. Dopiero przy czwartym, DJ zdecydował spowolnić rytm. Nie była to żadna ballada lecz wolniejszy, soulowy kawałek. Santana poczuła, że musi się napić czegokolwiek więc przepraszając, zaczęła iść w stronę baru. Po chwili jednak usłyszała - Tchórzysz? - z ust samotnie stojącej partnerki tańca. Nie odwracając się, spojrzała jedynie przez ramię na osobę, która miała czelność jej coś takiego zarzucić - Nie! Poprostu idę się napić, to wszystko. Santana nawet kroku nie zdążyła zrobić gdy ponownie usłyszała "oszczerstwa" w swym kierunku - Czyli tchórzysz używając lamerskiej wymówki?.
nikt nie będzie mnie wyzywał od tchórzy...
Santana Lopez to wiele ale napewno nie tchórz...
nawet Quinn Febrey czy też "Emily Stark" nie będzie mnie obrażać w taki sposób...
zaraz zobaczymy kto tak naprawdę jest tchórzem
Biorąc głęboki oddech, Santana odwróciła się by przymrużonymi oczyma wyszukać ów prowokatorkę, która w ciągu najbliżych dwóch minut pożałuje, że rzuciła jej - Santanie Lopez - wyzwanie.
Quinn, kucając w iście arystokrackim półskłonie, wysunęła dłoń do Santany. Ta nie zastanawiając się długo, wzieła ją w swoją poczym gwałtownie przyciągła jej całe ciało by teraz pomiędzy nimi nie było nic poza materiałem ich ubrań. Zacieśniła uścisk, obejmując ją drugą ręką w pasie. Spoglądając w oczy prowokatorki, zauważyła nagłą zmianę odcienia - ze szmaragdów w bursztyn. Jedynie milimetry dzieliły ich twarze a nosy praktycznie się pocierały. Kilka sekund trwało zanim ruszyły w tango. Santana ani na sekundę nie odrywała wzroku od coraz to bardziej bursztynowych oczu Quinn. Na szczęście ta dała się prowadzić w tańcu, dając Santanie niezwykłą przewagę. Wkońcu to ona tańcem również zarabiała na życie. Nie wpominając już, że ukończyła kurs baletu na uczelni NYADA. Po dwukrotnym wygięciu w tył, Quinn postanowiła przejąć pałeczkę. Wyzwalając swą dłoń z uścisku latynoski, obydwiema uchwyciła jej twarz by po chwili obrucić się do niej plecami lecz wciąż utrzymując kontakt między ich ciałami. Gdy dłonie Santany spoczęły na, wirujących w BARDZO wyzywający sposób, biodrach blondynki - ta ujęła je swymi, zdejmując i przesuwając je w dół, wzdłuż swoich ud. Aby przywrócić bardziej wyprostowaną pozycję, zrobiła ten sam ruch jednak tym razem po wewnętrznej stronie. Zanim ręce Santany spoczęły z powrotem na biodrach blondynki - podczas swej wcześniejszej podróży, odwiedziły najgorętsze z możliwych miejsc na ciele partnerki. Trwało to jedynie chwilę, zaledwie kilka sekund lecz tyle wystarczyło, by Santana została uświadomiona o wulkanie, jaki tworzył się miedzy nogami pani fotograf. Gubiąc się we własnych myślach oraz zastanawiając się czy aby napewno ten taniec to jedynie "przyjacielski taniec", latynoska została kompletnie zaskoczona gdy jedna z dłoni "przyjaciółki" uchwyciła ponownie jej twarz. Quinn odchyliła delikatnie głowę w lewo by spojrzeć na reakcję i wyraz twarzy Santany. Ta jednak wszelkimi siłami, starała sie nie spoglądać w jej kierunku. W zamian, przesunęła dłońmi wzdłuż ciała blondynki a następnie delikatnie muskała ją wzdłuż ramion. Kiedy jej usta były bardzo niebezpiecznie blisko jej odkrytego karku, oczy napawały sie widokiem spod poluźnionej kamizelki a nozdrza wypełniła hipnutyzująca woń miodu i vanili - Santana zrozumiała, że nawet Hades z Lucyferem na zamarznietym piekle, nie będą jej w stanie powstrzymać przed złamaniem "paktu"
Nagle bańka pękła - czar prysł. Jeszcze zanim utwór się skończył, Quinn odwróciła się, dając tym zielone światło dla Santany a następnie patrząc jej głęboko w oczy i zagryzając dolną wargę zaczęła nachylać się do ewidentnego pocałunku. Santana aż ślinę ze zdenerwowania połknęła. Nie sądziła, że zaraz usłyszy - Rany padam z nóg. Ide do baru odpocząć i zdecydowanie się napić - po czym zostanie delikatnie odepchnięta i pozostawiona sama sobie, pośrodku zaludnionego parkietu oraz jeszcze większym mętlikiem w głowie niż zanim wsiadły do limuzyny.
Podczas gdy Quinn zaczęła opróżniać podarowane jej wcześniej drinki, Santana rozglądnęła sie po sali w poszukiwaniu wolnej loży. Bezskutecznie. Postanowiła więc dołączyć do drinkującej przyjaciółki. Będąc przy barze, musiała wypić trzy kieliszki by stopniem upojenia alkoholowego, dorównać towarzyszce. Pozatym, potrzebowła dodatkowej odwagi by stawić czoła nadchodzącym wydarzeniom i rozmowie jak i również, opanować rosnącą chęć spełnienia swych fantazji.
Teraz piłeczka była po stronie boiska Quinn i to ona dyktowała warunki. Dodało jej to pewności siebie a widząc zachowanie Quinn - chociażby podczas ich wcześniejszego tańca - sprawiło, iż Santana nigdy wcześniej AŻ tak jej nie pragnęła, jak właśnie teraz.
- Czy mogłabyś łaskawie wyjaśnić, co to do diaska było? - postanowiła zacząć Santana
Quinn wypiła duszkiem resztki wódki z colą, po czym odwróciła się by stanąć do niego bokiem lecz wciąż wspierając się na jednym łokciu. Uwielbiała pogrywać w tak niebezpiecznej gierce, w której zazwyczaj to Santana królowała. Tym razem to ona triumfowała i to ona miała kompletną kontrolę nad sytuacją. Dodawało jej to wewnętrznego powera. Nie było już miejsca na jakiekolwiek uczucia: miłość czy nienawiść. Jedynie instynkt i zwierzęca żądza, kierowała jej czynami.
W opowiedzi na pytanie, Quinn jedynie zrobiła zdezorientowana minę. Mimo, że wiedziała dokładnie, o co chodzi latynoskiej piękności, stojącej obok i emanującej seksapilem, chciała dalej ciagnąć tą erotyczną rozgrywkę. Santana wyraźnie irytowała się nagłą zmianą ról. Nigdy wcześniej nie była zwierzyną, nad którą myśliwy okrutnie znęca się, naginając jej granice wytrzymałości.
- Nie rób takiej zdziwionej miny. Bardzo dobrze wiesz o co mi chodzi!
- Może i wiem - zaczęła Quinn - O tym jednak dowiesz się dopiero gdy wreszcie powiesz mi, jakim cudem odniosłam wrażenie, że Nicole Scherzinger wie zadziwiająco wiele na mój temat.
Santana wiedziała, że ów temat powróci w najmniej oczekiwanym momencie. Zrobiła więc mentalna notatkę by jutro zadzwonić do "papugi" i powiedzieć jej co nieco.
- To proste. Na jednej z imprez, upiłam się i niechcący wspomniałam o Tobie tzn o Emily. Od słowa do słowa, wyrzuciłam z siebie to co mnie bolało a pech chciał, że stało sie to w towarzystwie Nicole. Tak wogóle to było z cztery lata temu. Aż dziwne, że ta to jeszcze pamięta - Santana wzięła pauzę gdyż nagle zaschło jej w gardle - Zadowolona?
Quinn jedynie przytaknęła twierdząco głową. Santana postanowiła więc zmienić temat.
- Tak więc wracając do tematu tańca... - nie mogła jednak dokończyć gdyż Quinn zaczęła ewidentnie wypatrywać kogoś w tłumie gości
- Tak na marginesie, jakas laska ciągle nas obserwuje. Już wcześniej ją widziałam ale nic nie chciałam mówić. Może to paparazzi? - zapytała, wciąż zapatrzona w tłum
Santana prześledziła tłum i podążając za wzrokiem blondynki, dalej miała problem z lokalizacją ów kobiety. Quinn postanowiła udzielic jej wskazówki. Zaczęła więc szeptać - Nie odwracaj sie gwałtownie ale chodzi mi o tą pannę ubraną w skórzane spodnie i czerwoną tunikę. Trzymając się ów wskazówek, Santana dyskretnie spojrzała ponownie w kierunku tłumu lecz tym razem doszukiwała się konkretnej osoby.
kurwa ...
dlaczego na tyle dziesiatek klubów w samym Londynie, ta musiała akurat dzisiaj tu się pojawić? - zastanawiała się wewnętrznie Santana
Widząc reakcję brunetki, Quinn musiała wkońcu zapytać - Znasz ją?
- Niestety tak...to Ashley Tisdale ... moja ex - odpowiedziała, bez entuzjazmu Santana
- Znane nazwisko. Niech zgadnę, też celebrytka?
Milczenie Santany było dla Quinn wystarczającą odpowiedzią. Milczenie to zostało przerwane przez dzwięk komórki. Quinn rzuciła okiem na ekran ...
o cholera... Molly ...
Przepraszając przyjaciółkę, Quinn ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do toalet by w spokoju odebrać telefon.
02:48am ... niech by to ...
Q - Hej. Wybacz ale dzisiaj nie dam rady
M - No witam jaśnie panią. Tyle, że nie dasz rady to wiem ale mogłaś chociaż zadzwonić
Quinn oparła się o ścianę a ręką przeczesała zmiezwioną fryzurę
Q - Wybacz. Straciłam poczucie czasu. Naprawdę chciałam wpaść. Jest tyle do obgadania...
M (przerywając jej) - A pro po, jak tam?
Quinn głośno westchnęła. Sama nawet nie wiedziała jakiej udzielić przyjaciółce odpowiedzi. Dla Molly jednakże, westchnienie i cisza było wystarczającą odpowiedzią.
M - Słuchaj mała, uważaj na siebie dobra? Pamiętaj z kim masz do czynienia! Szalej, baw sie ale błagam nie rób nic czego będziesz żałować. Jak Cię jutro zobaczę ze łzami w oczach to wierz mi lub nie, ale nawet drzwi Ci nie otworze. Trzymaj się.
Po zakończeniu rozmowy,Quinn stała jeszcze w tym samym miejscu przez dwie minuty. Musiała przygotować się na rozmowę z Santaną. Słowa Molly, przypomniały jej jak bardzo została zraniona przez kobietę, która kilkoma słowami chciała naprawić to co zdaniem Quinn ... nie nadawało się nawet do demolki. Zaczęła nawet wątpić, czy jej dzisiejszy plan da jej więcej satysfakcji gdyż mogła sie zemścić czy wręcz przeciwnie, spowoduje jej ponowne cierpienie.
Po wzieciu kilku głębszych wdechów, ruszyła w stronę sali głównej. Zdecydowała, że puki co nie będzie nic planować a czas pokaże jaką decyzją zakończy ten wieczór. Ku jej zaskoczeniu, Santany nie było już przy barze. Toaleta też odpadała gdyż minęły by się w korytarzu.
czyżby już uciekła, zostawiając mnie samą ... ponownie...
Zanim jednak opuści klub, postanowiła jeszcze rzucić okiem na parkiet. Tam też zgubę znalazła. Automatycznie żałowała gdyż znalezisko jakie ujżała, wzbudziło w niej poziom wżenia. Oto Santana, która wcześniej praktycznie wpadała w jej ramiona - trzymała w swoich ów ex, której podobno tak nie chciała widzieć. Rytm muzyki był dość szybki lecz one poruszały się własnym, znacznie wolniejszym. Ich ruchy były spoiste, jakby zgrane i przećwiczone do perfekcji. Wyzywające pozy oraz bezwstydne błądzenie rąk - przyprawiało obserwującą Quinn o mdłości.
to zdecydowanie był błąd...
to był koniec ...
Po zebraniu telefonu i kluczy, Quinn zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu koszulki. Wprawdzie nie była ona zbyt gruba, musiała ją jednak znaleźć by chociaż z odrobiną godności opuścić to miejsce. Nagle oświeciło ją, gdzie ów nakrycie się znajduje.
jasny szlak...
Resztkami siły, ruszyła w stronę "wirującego seksu" i nie przejmując się, że przeszkadza czy też robi scenę, chwyciła Santanę za łokieć. Ta zupełnie sie tego nie spodziewała. Przyciągła ją delikatnie lecz stanowczo, do siebie. Czyn ten wzbudził w dziwce z którą Santana tańczyła, drobną irytacje - Oj, uważaj. Tu sie kurwa tańczy! Poczekaj na swoja kolej... - Zamknij się - Warknęła Quinn, niczym lwica broniąca młodych - Sprawa nie tyczy Ciebie więc wrzuć na luz. Zaraz Ci oddam Rosario.
- Spokojnie dziewczyny - Santana z nic nie chciała rozdzielać bójki, która aż wisiała w powietrzu. Uprzejmie przeprosiła Ashley i ruszyła w stronę oczekującej blondynki.
- Gdzie moja bluzka? - zapytała stanowczo Quinn
- Jakto gdzie? Przecież dawałam ją szoferowi. Ten pewnie zawiózł ja na bazę, czemu pytasz?
- Przekaż mu więc, że jutro odbierze ją znajomy. Ide do domu. Dobranoc
Quinn chciała zrobić krok w tył i z gracją odmaszerować do wyścia lecz nie przewidziała, że dłoń Santany zatrzyma ją w połowie kroku, chwytając za nadgarstek lewej ręki
- Dlaczego? Myślałam, że się dobrze bawisz...
- Tak było ale ...
Ruchem głowy wskazała kierunek gdzie stała dziwka Tisdale
- kontynuując - Ty ewidentnie bawisz się lepiej w jej towarzystwie. Nie chcę przeszkadzać a poza tym jest już późno. Było miło ale ...
Santana nie odpowiedziała lecz praktycznie ciągnąc za sobą przyjaciółkę, ruszyła w stronę toalet. O dziwo panowały tam pustki. Warunki były wręcz idealne by wkońcu pobyć same. Nie była to jednak wymarzona wizja żadej z nich.
- Co Ty wyprawisz Q?
Fakt iż Santana, użyła odnośnika do prawdziwego imienia Quinn, oznaczało poważny charakter rozmowy.
- O nic. Poprostu chcę iść do domu zamiast patrzeć jak migdalisz się z jakąś dziwką, nie tylko na moich oczach ale też całego zasranego klubu.
- Jakoś nie przeszkadzało Ci to, gdy to z Tobą robiłam DOKŁADNIE to samo
Quinn aż musiała wziąść głębszy oddech by nie wybuchnąć
- Po pierwsze, aż tak widowiskowe nie byłyśmy a po drugie ...
Santana wyczekiwała dalszej odpowiedzi lecz widząc jaki to stanowi problem dla Quinn, zbliżyła się co zdecydowanie nie pomogło lecz pozwoliło latynosce lepiej czytać z twarzy przyjaciółki
- Dobrze wiesz co mam na myśli - stwierdziła wkońcu Quinn, spuszczając wzrok
- Właśnie chodzi o to, że nie ... - Santana oddaliła się od przyjaciółki, by miec więcej miejsca na gestykulowanie i ekspresje myśli, które targały nią przez cały wieczór - Kiedyś, przyznaje, byłam w stanie czytać i zarazem przewidzieć Twoje zachowanie ale teraz? Dzisiaj? Jestem chyba najbardziej skołowana z całego mojego dotychczasowego życia. Rany Quinn, ja nie wiem czy miesiączka Cię męczy, czy co? ale rozdwojenie twojego zachowania a nawet roztrojenie jest tak cholernie irytujące i frustrujące, że musiałam wychlać sporo tych kieliszków, żeby wogóle Cię ogarnąć! Na litość Boską, najpierw jesteś wkurwiona, potem smutna by za chwilę być wesoła. Proponujesz durną gierke w "tchórza". Zbliżasz się do mnie, flirtujesz a za chwile sopel nie wiem, czy rajcuje Cie taka zagrywka nakręcania innych? Najpierw robisz mi wyrzuty, że wygadałam się komuś przed laty a pięć minut później praktycznie gwałcisz mnie na parkiecie. Dajesz zielone światło do działania ... ja robię krok i boom, juz jestem odepchnięta i skołowana. Ja nie wiem, jak to jest, że za każdym razem gdy napięcie między nami aż siega zenitu, co notabenę sama prowokujesz, to z chwilą gdy pozostają jedynie minisekundy, Ty niczym zimny prysznic odpychasz mnie by potem nagle przytulić. Teraz jeszcze ta scena zazdrości?! Jesteś gorsza niż baba w ciąży z syndromem napięcia przedmiesiączkowego! Może i nie powinnam akurat teraz i akurat tutaj tego wygarniać ale przysięgam, nie dałam rady już tego ogarniać! Nawet jak dla mnie to jest zdecydowanie za dużo. Czego Ty wogóle chcesz Q? Błagam określ się konkretnie bo niestety jak narazie jesteś dla mnie czarną magią,,,Quinn czy Ty wogóle wiesz, czego chcesz?
Po skończonej przemowie, Quinn podniosła wzrok z podłogi by spojrzeć roztrzęsionej przyjaciółce w oczy.
to zupełnie nie tak miało wyglądać ...
miałam ją jedynie wysłuchać, uwieść oraz wykorzystać pozostawiając ją samotnie w wielkim łożu bez jakiegokolwiek liściku z wyjaśnieniami ...
nie mogłam jednak przyćmić uczuć...
są zbyt silne, by jakakolwiek ilość alkoholu mogła je wytłumić ...
nie sądziłam, że bycie "zimną bezduczną suką" jest takie trudne a zwłaszcza gy pała się uczuciem do "zwierzyny" i w głębi serca nie pozwoli by tej włos z głowy spadł.
Tak skrajnie różne emocje, przeplatane żalem i złością za wydarzenia sprzed lat, spowodowały że nie Tylko Ty jesteś skołowana...
Jednego jednak zawsze byłam i będę pewna...
Wiem czego chcę ...
Jej błyszczące szmaragdy, nie lśniły jeszcze aż tak jasno - stwierdziła sama do siebie Santana. Nawet zbierające się w nich łzy nie były w stanie zakryć tego blasku. Wpatrując się w milczącą blondynkę, Santana miała wrażenie że za chwilę albo oberwie liścia albo Quinn wybiegnie, zalana łzami. Ta jednak zrobiła coś zupełnie innego. Odpowiedziała - Wiem...
Santana wiedziała, że resztę sentencji będzie musiała wydusić z blond piękności
- A więc czego? Czegóż to chce i pragnie Quinn Febrey...
Zanim ta mogła się rozpędzić do stopnia, że losowo wymienia różniste określenia, Quinn wypaliła niczym z procy napedzanej siłą rakietową.
- Ciebie...
Jak wcześniej latynoskę az nosiło by się wypowiedziećm tak teraz ... zaniemówiła. Quinn postanowiła ten moment wykorzystać więc kontynuowała
- Wszystkie te "niewinne" teksty jak i flirt oraz ... nasz wolny taniec, było po to aby pokazać Ci, uświadomić o tym, że ... pragnę Cię. Od chwili gdy dałaś mi pierwszy orgazm, poprzez kolejne aż do dzisiaj gdzie poprzez durną sesję, musiałam masturbować się w toalecie - pragnę Cię "Rosario Cruz". Widząc Cię z tą siksą, miałam ochotę odrąbać jej łapska za dotykanie tego, co wyobrażam sobie wieczorami, jak to JA pieszczę i dotykam...
Quinn nie miała pewności, czy którekolwiek z jej słów wogóle dotarło do Santany, gdyż ta dalej w milczeniu stała, opierając się o ściankę jednej z kabin. Niecierpliwość ogarniała Quinn gdy ta wciąż czekała na jakąkolwiek reakcję Santany.
Postanowiła ją wybudzic z transu. Tym razem bez nawoływania, pstrykania czy też policzkowania. Jedyny sposób jaki przychodził jej do głowy, skierował jej ciało bliżej osłupiałej celebrytki. Gdy stała tuż naprzeciw a odległość między nimi była znikoma, Quinn otuliła prawą dłonią jej policzek - brak reakcji.
Kiedy kciukiem lewej zaczęła muskać, delikatnie różane usta ... napierw dolną, później gówną by wkońcu przetoczyć delikatną linię przez środek obywdu ... poczuła jak te minimalnie się rozchyliły, uwalniając delikatny, ciepły podmuch powietrza. Czując, jak znikomy dymek oddechu przyjaciółki, muskając przedziera się między jej palcami, jej całe ciało przeszył dreszcz, stawiając na baczność każdy jeden włosek na jej ciele. Gdyby nie fakt iż jej sutki już od kilku godzin sterczały niczym antenki, w tej chwili z kopyta również przyjęły by istnie wojskową postawę. Mimo to, efekt nie ominął ich - sprawiając iż nabrzmiały jeszcze bardziej, utrudiając tym jakiekolwiek myślenie poza sposobami by ulżyć im w bólu.
Nagle na twarzy Santany pojawiła się oznaka "życia". Wciąż nie poruszając się, Santana mrugnęła kilka razy - zdawało by się pomyśleć, że w celu upewnienia się czy aby napewno to nie sen. Z każdym jej mrugnięciem, Quinn zauważyła jak baseny czekolady, które tak elektryzująco działają na jej wszystkie zmysły - z każdym mrugnięciem, pogłębiają się ciemniejąc stopniowo. Po chwili smoliste zwierciadła jej podniecenia, wpatrywały się jeszcze intensywniej w już bursztynowe oczy, Quinn. Lewy kciuk jej dłoni, poinownie znalazł się na wysokości twarzy latynoski z chęcią ponownej eksploracji, coraz to bardziej różowych - przez co trudniejszych do odmówienia - ust Santany. Tym razem latynoska poczuła skutki tak wypełnionej napięciem i oczekiwaniem, bliskości miedzy nią a seksowną blondynką - która pieściła jej ciało i zmysły, jedynie w fantazjach i mokrych snach. Poczuła jak zasycha jej w gardle a usta stają się wysuszone niczym winogron pozostawiony na słońcu. Zwilżyła więc je resztkami śliny, rozprowadzając ją delikatnie i równomiernie jezykiem. Napotkała jednak przeszkodę, która defakto wcale jej nie przeszkadzała. Kciuk Quinn delikatnie musnął wędrujący mięsień smakowy, który chwilę później ponownie pokazał się między soczystymi - niczym malina - ustami Santany. Tym razem, muśnięcie było bardziej zdecydowane. Spowodowało to, że kiedy Quinn przesunęła go w dół, ponownie kreśląc linię - większym naciskiem i bardzij zaborczym ruchem - bezwarunkowo naciągła dolną wargę. Ta z kolei sprężyście lecz w zwolnionym tępie, powróciła na swoje miejsce tuż po utracie kontaktu z prowodyrem. Wątpiąc by większe podniecenie mogło ogarnąć jej ciało, Santana mile się zaskoczyła, czując jak kciuk blondynki - niedocenianej w jej talentach d/s stosunków miedzyludzkich - pieścił jej delikatną skórę nad i wokół ust. Musiała wkońcu jakoś zareagować w bardziej zdecydowany sposób. Była już pewna, że to dzieje się naprawdę a wilgoć, jaka powstała w jej czarnych obcisłych jeansach, była tego fizycznym dowodem.
Wskazującymi palcami, obydwu rąk, chwyciła szefki znajdujące się poniżej linii bioder w zcustomanizowanych spodniach Quinn. Zacieśniając na nich palce w kształt haków, przyciągnęła ów właścicielkę jeszcze bliżej. Teraz nawet między ich biodrami był kontakt cielecny - gdyby nie warstwy odzieży. Swą lewą nogę, przesunąwszy delikatnie w bok, idealnie dopasowała do przestrzeni między nogami Quinn. Ta nie stawiała jakichkolwiek oprów a nawet gotowa była współpracować. Poprzez udo owej nogi, Santana nagle odczuła ponownie wulkan jaki powstał w najintymniejszym miejscu, idealnie zbudowanego ciała Quinn. Czując kontakt do jakiego doszło w jej "private area", Quinn zarzuciła obydwie ręce, na karku autorki ów doznania. Czyn ten sprawił, że Quinn wsparła swe czoło na czole Santany, nie tracąc przy tym kontaktu wzrokowego. Brunetka wiedziała dokładnie, niczym wyuczoną regułkę, jakie "czynności i zabiegi erotyczne" najbardziej pobudzają, zawieszoną na jej szyji Quinn. Wystarczyło kilka kołyszących ruchów lewej nogi, by ta z roskoszy zamknęła oczy a przygryzając dolną wargę, wydobyła z siebie subtelny jęk. Jedynie te kilka ruchów, musiało im tymczasowo wystarczyć gdyż to zdecydowanie i tak duża swoboda jak na toaletę w jednym z najbardziej prestiżowych klubów Londynu. Santana odsunęła minimalnie swą kończynę spomiędzy tych należących do Quinn a pustka, została automatycznie odczuta. Quinn otwarła oczy by ponownie spojrzeć w czarną odchłań, która wypełniała oczy jej przyjaciółki. GTym razem balansowała jednak wzrokiem pomiędzy oczami a ustami, latynoskiej piękności. Sama nie mogła uwieżyć iż zaledwie kilkoma ruchami potrafiła doprowadzić jej łono do "punktu wrzenia" gdzie, przeciętnie zajmowało to innym, znacznie dłużej a i efekt nie był nawet w połowie tak zadawalający.
To był ten moment kiedy zalecane jest zaprzestanie wszelkich działań, gdyż po przekroczeniu tej "granicy", hamulce nie działają. W obecnym stanie, Quinn zapomniała o jakichkolwiek konsekwencjach, które zapewne dadzą o sobie znaki, tuż nad ranem. Mimo, że była w stanie dokonać aktu - tu i teraz - wiedziała, że to głupi pomysł, którego napewno będzie żałować. Takowych jednak "pomysłów", Molly doradzała jej, by unikać. Nie mogła jednak opuścić tej o dziwo, długo nie obleganej, toalety bez uprzedniego zakosztowania się w malinowych ustach, które niczym magnez - przyciągały jej wzrok. Powoli zmniejszając przestrzeń między ich twarzami, Quinn delikatnie kiźnęła nosem, ten sam organ węchu od Santany a następnie, zwilżając swe usta złączyła je wraz z malinowymi. Początkowo, delikatnie muskała róź nałożony subtelnie przez właścicielkę lecz po chwili, poczuła jak jej dolna warga została uchwycona przez coraz to odważniejsze usta Santany. Delikatnie ssąc lecz jenocześnie pieszcząc językiem, ich wargi wydawały się tańczyć w jednym rytmie. Z każdą sekundą ich taniec stawał się coraz odważniejszy a ruchy, coraz to bardziej łapczywe i zachłanne - jakoby był to pierwszy i zarazem ostatni pocałunek.
Musiały jednak przerwać ów taniec. Ich organizmy domagały się tlenu. Kiedy Quinn łapała oddech, który utraciła gdzieś podczas "tanga", Santana, spoglądając głęboko w oczy dyszącej blondynki, wkońcu wyszeptała: - Jeżeli zaraz nie pojedziemy do mnie, nie ręczę za swoje czyny - Tak wyciszony ton głosu nie był planowany lecz jedyny jaki udało jej się z wykrzesać. Odpowiedz Quinn, nie różniła się zbytnio tonacją: - Czytasz mi w myślach...ale co z "paktem"? - To tyczyło "Rosario i Emily" a nie nas.
O dziwo miało to logiczny sens. Wkońcu żadna z nich od prawie 30min, nawet nie wymieniła ów psełdonimów ani jakiegokolwiek słownictwa. Quinn rozplotła ręce zza karku Santany. Wtedy to zorientowała się, że jej kamizelka jest praktycznie otwarta - eksponując jej czerwoną bieliznę. Z racji, że Santana poprostu UWIELBIAŁA pomagać ludziom w potrzebie - a Quinn właśnie w takowej była, nie wybaczyłaby sobie gdyby obojętnie koło niej przeszła. Nie daj Boże pozwoliła, by ta sama uporała się ze swym ciężarem! Obecny problem, który rzucił sie jej w oczy, wymagał ścisłego skupienia, precyzji oraz zwinności. Wszystkie te umiejętności, Santana uważała u swej osoby za najsilniejsze. Ochoczo ruszyła w stronę "damy w potrzebie" by odciążyć ją z jej problemu. Jak wiadomo, zarówno precyzjii jak i skupienia, nie należy popędzać. Potrzebowała więc kilku minut by zaplanować plan działania. Wkońcu podjęła ostateczną decyzję. Kiedy Quinn, śmiała się zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie z charyzmy i chęci pomocy ze strony Santany. Zwłaszcza, iż zadanie jakiego się podjęła czyli "zapięcie kamizelki" było niezwykle skąplikowane. Całkowitego odpięcia oraz zsunięcia - ponownie - ów kamizelki, nawet najstarsi jaskiniowcy nie byli w stanie przewidzieć. Zanim Quinn otwarła usta by donośnie wyrazić swą dysaprobatę, zaistniałą sytuacją, Santana zsunęła ze swych ramion bluzę poczym zarzuciła ją na ramiona, zaskoczonej do kwadratu Quinn. Bluza była wprawdzie luźna lecz gdy Quinn poczuła zapach, który ją tak hipnotyzowałi i uspakajał, opatuliła się nią, wtulając twarz w wiszący luźno materiał bluzy.
- Będzie Ci cieplej - zapewniła ją opiekuńczo Santana
- A Ty? Przecież zamarzniesz w samym topie i to z dziurami
- Spokojnie. Pogadam z Kevinem. On zawsze ma zapasowe ciuchy na wszelki wypadek a wyprzedzając Twe pytanie... tak, możesz ja zatrzymać na zawsze
Na ustach Quinn pojawił się szeroki uśmiech a jej oczy aż zaiskrzyły
- Naprawdę? A skąd wiedziałaś? - wypytywała Quinn
Santana zaśmiała się a chwytając podstawę bluzy, powoli zaczęła przyciągać drobną blondynkę, ku sobie.
- Przecież widziałam Twoją reakcję zaraz po ubraniu. Jakbym obserwowała dziecko otrzymujące szczeniaczka
Quinn cmoknęła ją w sam czubek nosa
- Dziękuję
Zbliżała się już godzina 4am i lada chwila, ochrona zacznie przeczesywać klub w poszukiwaniu ostatnich lecz nie koniecznie przytomnych gości. Dziewczyny postanowiły opuścić wkońcu toaletę oraz ostatecznie klub. Tuż w progu, zostały prawie stratowane przez różowowłosą murzynkę, która za wszelką cene chciała dotrzeć do kibla na czas. Bazując na jej stopniu nawalenia aż dziwne, że Rihanna trafiła bezpośrednio to sedesu w damskiej toalecie.
Otrząsając się z dość nietypowego zajścia ruszyły, juz po raz ostatni tego dnia, wzdłuż długiego korytarza. Nagle Santana przystanęła by powiedzieć swej towarzyszce coś, co nie koniecznie musi słyszeć każdy pozostały gość oraz obsługa klubu. Trzymając ją delikatnie za nadgarstek, nachyliła się by wkońcu przemówić
- Tak więc dwie sprawy. Pierwsza ... zapomnij o tym co przed chwilą widziałaś i ogólnie co tutaj miało miejsce i pod żadnym pozorem nie mów nikomu. Nawet ze mną nie poruszaj tego tematu poza klubem, oki?
Quinn twierdząco przytaknęła, na znak zrozumienia ów proźby
- Druga sprawa to to, że musimy wrócić taksówką więc błagam, zachowuj się grzecznie. Poprostu tak jakbyśmy się nie znały. Jazda taksówkami jest dla mnie ryzykowna więc, proszę Cię. Mogę na Ciebie liczyć?
Ponownie wykonała ów twierdzący ruch głową lecz nie mogła sobie odpuścić drobnej zabawy. W tym celu, chwyciła sprzączkę paska, potrzymującego spodnie Santany, a po mocniejszym pociągnieciu, spodnie rozchyliły się a Quinn niczym ciekawski szczeniak wśród toreb z zakupami, próbowała zerknąć do "jaskini". Santana natychmiast dała jej po łapskach i próbując sie ogarnąć dalej rzucała figlarny wzrok w kierunku rozbawionej "pani fotograf"
Santana nigdy nie była bardziej szczęśliwsza z opuszczenia taksówki niż właśnie w tej chwili. Podążając oświetloną aleją ku głównemu wejśiu do hotelu "Hilton", Quinn musiała ze wszystkich sił, powstrzymywać sie od realizacji myśli jakie wypełniały jej umysł. Mimo, humorystycznemu nastrojowi podczas opuszczania klubu oraz rozmowom miedzy taksiarzem a Santaną a raczej "Rosario", napięcie seksualne względem ów celebrytki, nawet nie opadło. Budowało sie ono przez te wszystkie lata ich znajomości, zaczynając od początku dojrzewania i pojawienia się świadomości seksualnej. Tytanowego wzmocnienia dostało podczas wielokrotnych i nieziemskich orgazmów, jakch doznała podczas felernej nocy walentynkowej. Jak dotąd, mimo swych licznych podbojów lub cytując pewnego uczonego "polowań", nikomu nie udało się nawet w połowie osiągnąć takich wyników. Całonocne starania wielu, naprawdę wielu kobiet - Santana osiągała już przy zwykłym pocałunku.
Teraz, zbliżając się do pokoju w którym tymczasowo pomieszkuje Santana, Quinn myślami już była pomiędzy kołdrą a prześcieradłem u boku najbardziej zmysłowej lecz zarazem o zabójczo boskim ciele, Santany. Kiedy ta próbowała znaleźć klucz-karte do pokoju, Quinn nie mogła już wystać bezczynnie, opierając się jedynie o ścianę. Podeszła więc do obiektu swych pragnień.Stanęła za jej plecami a ręce zaczęły błądzić wzdłuż bioder brunetki. - Q, przestań... Jak chcesz wejść do środka to pozwól mi się skupić, błagam.
Mimo tych słów, ręce blądynki nie zaprzestały działań lecz jedynie spowolniły swe ruchy. Quinn nie mogła tak poprostu wuhamować, nie teraz, nie kiedy jest już za późno. Swą uwagę skupiła chwilowo na prawym uchu Santany. Uprzednio odgarniając jej długie, kruczo czarne włosy na drugą stronę, obdarowała wyeksponowaną teraz skórę karku, dwoma soczystymi pocałunkami. Wkońcu wyszeptała - Nawet nie wiesz jak bardzo chce wejść do środka ... do pokoju też ...
rany od kiedy Quinn serwuje takimi świnstewkami?
licealna Quinn, nie mogła nawet powiedzieć "vagina" czy też "penis" na głos
- mimo, ze są to terminologiczne nazwy, występujące w każdym podręczniku do biologi
a teraz?... mie do poznania
zaczynam coraz bardziej lubieć "nową" Quinn
- Naprawdę nie ułatwiasz poszukiwań... - To może pomogę? ...
Po tych słowach oraz delikatnym przygryzieniu ucha, Quinn odsunęła się delikatnie. Teraz jej ręce zaczęły zwiedzać wszystkie kieszenie.
Jednocześnie włożyła obydwie dłonie do tylnich kieszeni jeansów. Gdy nie znalazły karty, delikatnie ścisły tak szczelnie chowane w jeansach, bułeczki. Santana aż podskoczyła lecz śmiejąc sie z własnego pisku jaki z siebie wydała, nie zauważyła a raczej nie poczuła jak jedna z "pomocnych" dłoni sięga do środkowej kieszonki jeansów czyli rozporka. Jak tylko dotarło do niej co się dzieje, automatycznie chwyciła zabłąkaną dłoń i zdzieliła ją kilkoma "klapsami". - Wybacz, ja nie chciałam. Myślałam, że to kieszonka. Też mnie miejsce zdziwiło ale sądziłam, ze to jakiś nowy design - broniła sie Quinn, lecz w odpowiedzi otrzymała jedynie - Taaaaaaaaaa. Dwie minuty później, Santana aż prawie krzykła, chwaląc się upragnionym znaleziskiem.
Po otwarciu drzwi, Santana chwyciła gościa za rękę i wprowadziła w głąb wnętrza pokoju. Quinn zawiesiła na klamce zewnętrznej, etykietę informacyjną z napisem "nie przeszkadzać". Santana, po wyciągnięciu klucza z drzwi, zamknęła ów "wynalazek" lecz nie zdążyła nawet włożyć karty do czytnika uruchamiającego wszelko bajery w pokoju, gdy poczuła jak z delikatną siłą, plecami uderza o "drewniany wynalazek". Wciąż trzymajac kurczowo kartę,, jej ciało zostaje przyparte do wciąż tych samych drzwi. Quinn była już na skraju wytrzymania i chciała by również Santana, sie o tym jak najbardziej przekonała.
Utrzymując ręce Santany, tuż nad jej głową, obsypywała jej kark kolejnymi soczystymi pocałunkami. Santana starała się utrzymać na nogachm co nie należało do najłatwiejszych. Poza tym, był to pierwszy raz w życiu, kiedy to ona jest obsypywana pocałunkami i pieszczotami a nie osobą, która dokonuje ów czynności. Fakt, że to właśnie Quinn jest tą pierwszą która "zniewoliła" Santanę Lopez, jest czymś czego nawet w jej najśmielszych fantazjach, nie potrafiła sobie wyobrazić. Teraz była to rzeczywistość i z prawdziwą przyjemnością pozwoli, zaskakującej ją z minuty na minutę, blondynce - prowadzić pierwsze skrzypce w tej rundzie. Jest zaplanowane jednak znacznie więcej niż ta jedna...
Po zwolnieniu uścisku na nadgarstkach latynoski, Quinn zaczęłą błądzić pocałunkami, już nie tylko w rejonie karku. Z racji, że Santana miała na sobie golfik, który mimo ozdobnych cięć, zakrywał 70% jej tułowia. Początkowo wykonując szybkie i krótkie całusy na otulonej materiałem, klatce piersiowej, Quinn stopniowo kierowała się coraz niżej. Gdy już przyjęła "kościelną" pozycje, dłońmi chwyciła podstawę ów golfiku - który już zaczynał działać jej na nerwy" a następnie rolując go zaczęła podnosić go do góry. Pępek by punktem startowym jej podróży. Po obsypaniu, idealnie wyżeźbionych mięśni brzucha, namiętnymi pocałunkami - językiem zaczęła wodzić wzdłuż lini jakie były wyraźnie zaakcentowane, pomiędzy ów wytrenowanymi mięśniami. Kółka, kółwczka i owale, zataczała pieszcząc językiem wrażliwą skórę w okolicach "guziczka". Santana czując po raz pierwszy doznania, będące skutkiem pieszczot na jej pępku, upuszcza wcześniej kurczowo trzymany klucz a swe dłonie kładzie na głowie, klęczącej Quinn. Ta była świadoma wrażliwości ów nietypowego miejsca i czując jak ciało latynoski, powoli opada z sił jednocześnie spinając się za każdym razem gdy ta zagryza z wyjątkową delikatnością, cieniutkie fałdki ":guziczka" - wiedziała, że musi przerwać gdyż miała jeszcze inne "nowe" doznania oraz smaki do zaserwowania. Nie zdziwiło ją więc gdy poprzez ekspresję swych przeżyć, Santana zaplatała piąstki, ciągnąc ją delikatnie za wł po chwili, zdecydowała ruszyć "piętro wyżej".
Udoskoskonalenia jakich Santana dokonała podczas wakacji szkolnych, tuż przed ostatnią klasą, jak najbardziej odpowiadały Quinn. Jej piersi były niezwykle apetycznie wyglądające. Ich kształt i jędrność, potrafiły naprawdę namieszać w głowie. Mimo lat, które upłynęły od pierwszego razu gdy tak naprawdę mogła się im przyjglądnąć, wciąż pamiętała ich wszelkie walory i atrybuty wizualne. Pamiętała też, jak gwałtownie zareagowała słysząc nowinę o ów wakacyjnej "operacji" oraz do teraz czuła zadrapania i siniaki, pozostawione po ich bójce na korytarzu McKinley High. W tej chwili, podziwiając je - nie miała absolunie nic przeciwko. Ich rozmiar, idealnie pasował do jej dłoni. Były niczym szyte na miarę. Delikatnie masowała je, przez cienką wartstwę biustonosza z czarnej koronk,i gdy spostrzegła iż, dostęp do owych skarbów miała znacznie ułatwiony.
Fason w jakim uszyty był ów przedmiot, posiadał pół-miseczki. Takowy styl miał na celu unosić i ujędrniać biust. Santana i bez niego, utrzymałaby swoje skarby w niemienionej formie. Jedynie ogólny wizerunek, ozdobniki czy też kolor, mogłybyć jedynymi motywatorami do kupna.
Nie odrywając dłoni od swych "pacjętów", Quinn nachyliła się do lewej piersi a pomagając sobie kciukiem, dłoni, która ją masowała - delikatnie osunęła cieniutką siateczkę dekoracyjną po czym witając się z jedną ze swych ulubienic, soczystym pocałunkiem sprawiła iż obydwie brodawki były już twarde jak kamień. Nie sądziła, że tak szybko i tak efektownie będzie sie poruszać po mapie, którą dla niej jest ciało latynoskiej piękności.
Delikatnie przygryzając, brodawkę, słyszała jak jej czyny maja bardzo pozytywny odbiór. Wciąż masując lewą pierś, podniosła wkońcu głowę, spod linii dekoldu by spogladając na ekstazę, która w tej chwili malowała się na twarzy Santany, zaprzestać masarzu i z ciekawością oczekiwać reakcji odbiorcy. Może i było to poniekąd okrutne - lecz zdecydowanie odbiegało od rutyny łóżkowej, urozmaicając jednocześnie, doznania.
Gdy Santana otwierając oczy, które juz na etapie "guziczka" zostały szczelnie zmknięte, nie zdążyła nawet spojrzeć w oczy pani fotograf. Dłońmi objęła twarz brunetki by po chwili przywżeć swymi ustami do malinowych, aż ociekających słodyczą, ust Santany. Quinn miała wrażenie, że z każdym pocałunkiem ów latynoskie usta, smakuja coraz to lepiej. Myśl ta nasunęła jej kolejną. Tym razem smak zupełnie innych "ust", krązył po jej głowie. Podczas gdy zmysłowo całując Santanę, język Quinn błagalnie prosił o pozwolenie "wejścia na pokład", prawa dłoń blondynki, opuściła już twarz latynoski. Po przekroczeniu doliny między idealnymi wzgórzami, jednym palcem zaczęła kreślić idealnie prostopadłą linię przez sam środek twardych lecz jędrnych mięśni brzucha - by końcowym przystankiem stała się "kraina rozkoszy" do której, mimo zamknietej bramy, Quinn uwielbiała sie skradać. Prawie nieruchomym gestem, zaczęła masować najbardziej czuły punkt by stopniowo przygotować mięśnie do maratonu pełnego wartkiej akcji lecz przeplatanego zmysłowym i synchronicznym, kinem romantycznym. Nie chciała bowiem zbyt szybko zmęczyć swej towarzyszki.
Santana, pod wpływam pulsującej juz ochoczo łechtaczki, delikatnie rozchyliła usta zezwalając tym samym by dotychczas zmysłowy pocałunek stał sie bardziej namiętny. Języki niczym dwie połówki jabłka, idealnie zgrywały się w jednym rytmie. Synchronizacja ich tańca, rozpaliła już zarówno przewody Quinn jak i Santany, aż do czerwoności. Obydwie nie mogły się już doczekać, kiedy ból wywołany nadmiarem podniecenia, przejdzie wraz z wielokrotnymi, nieziemskim orgazmami - jedynie podczas ich wspólnych uniesień, są w stanie sobie je zagwarantować.
Quinn przerwała pocałunek a chwytając ponownie sprzączke spodni Santany, ruszyła w stronę sypialni - ciągnąc za sobą Santanę.
Muszę to zrobić ...
zasłużyła sobie ...
nie mogę patrzeć jedynie przez pryzmat poprzedniej nocy ...
a co z setką innych?
...gdy z płaczem zastanawiałam się "dlaczego?"
...gdy ślepo wierzyłam, że jednak zadzwoni lub napisze...
...chociażby tylko po to by dać mi do zrozumienia, że nie jest zainteresowana
... przezyłabym i zapewne mniej cierpienia by mnie to kosztowało
... niewiedza "co było powodem jej nagłego opuszczenia nie tylko pokoju lecz również mojego życia" zbaijała mnie od środka ...
mówią "czas leczy rany"
...kłamcy...
Ja z doswiadczenia wiem, że rany może nie są aż tak widoczne lecz ciągle na "czuwaniu"
... wystarczy jedna iskierka, jedno ziarnko soli, jedno spotkanie by otworzyć ów rany, które znacznie dłużej bolą niż w momencie gdy były zadane
... nie chce ale muszę... resztki mej godności wymagają tego ode mnie...
Quinn po cichu wstała z łóżka, gdzie wykończona Santana spała jak zabita, następnie zaczęła się ubierać. Założywszy jedynie spodnie i bluzę...
wezmę ją
- wkońcu to prezent a takowych się nie wyrzuca ani nie zostawia
Muszę zapomnieć o tej nocy tak jak i poprzednich
,,, nie chcę jedynie zapomnieć ... jej ...
...rzuciła jedynie okiem, czy aby napewno niczego nie zapomniała. Spoglądając na śpiącą - a raczej nieprzytomną - Santanę, ruszyła w stronę łóżka. Rozsądek nakazywał natychmiastowe opuszczenie "miejsca zbrodni" i nie oglądanie się za siebie. Z drugiej strony barykady, serce radziło by chciaż w skryty sposób pożegnać się z tak ważną dla niej osobą. Quinn wiedziała, że nigdy nie będzie dla nich przyszłości - nawet jeśli ona zostanie a Santana się zmieni i wyzna jakiekolwiek inne uczucia poza "żądzą" względem jej osoby. Były jednak aspekty w życiu Quinn, o których wiedzieli jedynie: Molly, Janine i Kurt. Jej wyjście było całkowitym zwycięstwem rozsądku. Pragnęła jednak dać pewnego rodzaju "nagrodę pocieszenia" swemu innemu organowi.
Po odgarnięciu kilku kosmyków z policzka Santany, Quinn nachyliła się obdarowując ją czułym, pożegnalnym buziakiem. Mimo, że odbiorczyni nawet o nim się nie dowie, dla Quinn był to zarazem kojący jak i destrukcyjny, gest. W chwili gdy przez ułamek sekundy, czuła na swych wargach dotyk tej słodkiej, karmelowej skóry, pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Wytarła ją szybko rękawem. Czas na nią. Zanim jednak zamknęła drzwi, spojrzała ostatni raz na nieprzytomną postać kobiety, która nigdy nie dowie się w jak znaczący sposób, ukształtowała jej charakter oraz, jak bardzo dodawała swą osobą, koloru tej szarej rzeczywistości.
Chwilę później drzwi pokoju się zamknęły.
