ROZDZIAŁ SIÓDMY
09:00 AM
W jednym z pokoi hotelu "Hilton", rozległ się uciążliwy dźwięk budzika. Przerwało to spokojny sen, szczupłej brunetki, śpiącej samotnie w królewskich rozmiarów, łóżku. Nie otwierając nawet oczu, przewróciła ona swą atletyczną figurę na drugi bok by ręką objąć blond towarzyszkę ich wczorajszej eskapady; od prestiżowej sesji zdjęciowej, zaczynając a na gorącej nocy kończąc. Jednakże, kiedy jej dłoń spoczęła na pustym, lecz jeszcze ciepłym, prześcieradle - oczy Santany, leniwie się otwarły.
Dobre kilka sekund zajęło jej zakodowanie informacji iż, ów towarzyszka nie leży u jej boku. Nie musiała nawet forsować swego wymęczonego ciała by opuścić sypialnię i sprawdzić resztę pokoju. Wystarczyło, że wszelkie elementy garderoby Quinn, nie dekorowały już podłogi. Quinn odeszła.
Latynoska celebrytka, przyjęła pozycję siedzącą by w pełni się obudzić. Po przetarciu, jeszcze wpół otwartych oczy oraz przeczesaniu splątanych włosów, głowę Santany zaczęły wypełniać przeróżne pytania.
dlaczego wyszła? ... kiedy?
... tak bez pożegnania?
... czemu mnie nie obudziła?
... czy coś się stało? ... zrobiłam coś nie tak?
Nagle dotarło do niej, że prawdopodobnie te same pytania, Quinn zadawała sobie sześć lat temu. Wniosek ten, oświecił jej umysł, dając jej jedną lecz konkretną odpowiedź - to była zemsta. Mimo, iż tego typy zagrywka, nie powinna dziwić jej - gdyż znała Quinn praktycznie od dziecka - Santana karciła się za swą naiwność myśląc, że ta noc jest początkiem czegoś wyjątkowego.
Zawsze pilnowała by mur obronny jej serca, pozostawał nietknięty. Nie powstrzymało to jej pierwszej miłości, Brittney by się na niego wdrapać. To doświadczenie, nauczyło Santanę wielu cennych lekcji, więc po rozstaniu wzmocniła straże oraz zamontowała drut kolczasty. Owe zabezpieczenia wydawały się nie istnieć, dla pewnej blond fotograf o anielskim głosie i szmaragdowych oczach. Przez lata, stopniowo luzowała ów mur, wyciągając cegłę za cegiełką. Dopiero sześć lat temu, udało jej się jednorazowo wyburzyć, nadszarpniętą budowlę. Od tamtej pory, serce Santany było całkowicie zamknięte dla kogokolwiek poza Quinn. Wczorajsza noc miała być "wielkim otwarciem" lecz okazała się jedynie kolejnym promieniem nadziei dla Santany, że ta w końcu będzie szczęśliwa.
Postanowiła się jednak nie poddawać, nie tym razem i na pewno nie tak łatwo. Sięgnęła więc po telefon i już miała zadzwonić do Quinn lecz wpadła na znacznie lepszy pomysł.
muszę się z nią zobaczyć ... porozmawiać ... wyjaśnić ...
Z takimi myślami, szybko wstała z łóżka i udała się do łazienki.
Boom... boom ... boom ...
W cichym i przytulnym mieszkanku, rozległ się donośny łomot. Quinn wiedziała dokładnie kto jest autorką ów hałasu, który zakłóca jej spokojne słuchanie muzyki.
Kilka godzin temu z racji swego niezbyt "sprzyjającego do pracy" nastroju i samopoczucia, Quinn zadzwoniła że nie będzie w stanie dziś przyjść. Nie powiadomiła jednak o tym Molly, która zapewne słysząc od szefa o jej nieobecności - zmartwiła się, że ostatnią rozmowę odbyły w środku nocy a zważając na to w jakim towarzystwie ją spędziła plus dzisiejsze chorobowe, zapewne aż ją nosiło z ciekawości a w powietrzu wisiała jej "niezapowiedziana" wizyta. Gdyby, Molly wstrzymała się czasowo i dopiero po pracy ją odwiedziła to Quinn zwątpiłaby w ich przyjaźń. Jednakże nie było powodu ku takowemu zwątpieniu gdyż prawie z zegarkiem w ręku, podczas przerwy na lunch - nadeszła nieustraszona Molly.
Boom...Boom...
Boom...
Kolejne dudnienie, zaczęło być już denerwujące. Quinn musiała jak najszybciej powitać gościa jeżeli planowała mieć jeszcze drzwi. Zarzuciwszy na siebie szlafrok, szybkim krokiem ruszyła w kierunku źródła ów "dudnienia".
- Na litość Boską, słyszałam za pierwszym razem! Idę... - krzyknęła Quinn z nadzieją, że powstrzyma to stopniową dewastację jej mieszkania.
Po otwarciu drzwi, prawie została staranowana, przez rozpędzoną przyjaciółkę. Po zamknięciu drzwi, Quinn odwróciła się by stanąć twarzą w twarz z roztargnioną Molly.
- Napijesz się czegoś... kawy? herbaty? - zapytała spokojnie gospodyni
Molly jednak wydawała się nawet nie słysząc pytania. Wciąż ubrana w piaskowy płaszcz oraz przewieszoną przez ramie torebkę, w dłoni trzymała telefon i zawzięcie wpatrywała się w jego ekran. Po chwili, komórka Quinn zadzwoniła. Dźwięk dobiegał z sypialni lecz był przez obydwie panie, wyraźnie słyszalny.
- A więc działa! No patrzcie państwo! Niesamowite - donośnym głosem i aktywną gestykulacją, pragnęła wypomnieć swej przyjaciółce, brak kontaktu z jej strony MIMO, że jej telefon ewidentnie działa.
Quinn minęła swego gościa i ruszyła w stronę kuchni - Molly błagam. Niedawno wstałam więc nie miałam nawet kiedy zadzwonić - tłumaczyła Quinn. Nawet jeżeli Molly nie skusi się na gorący napój, ona sama miała nagłą ochotę na kawę. Gdy przy zlewie, napełniała czajnik wodą, Molly zasiadła już przy barze, będącym granicą między kuchnią a salonem. Torebkę położyła na blacie.
- Wybaczę Ci ten wybryk, jeżeli opowiesz mi wszystko
Quinn wiedziała, że takowa rozmowa a raczej "przesłuchanie", jej nie ominie. Nie miała jednak czasu by psychicznie się do niej przygotować. Od chwili, gdy przekroczyła próg mieszkania, jej myśli wciąż wirowały naokoło Santany. Jej wewnętrzna debata - "czy dobrze zrobiła wychodząc?" kontra "zemsta jest słodka!" - nie dopuszczały do głosu żadnych innych myśli. Cudem przypomniała sobie, że dzisiaj dzień roboczy. Kompletnie nie czując się na siłach, zadzwoniła do biura z prośbą o chorobowe. Po odłożeniu słuchawki, zawiesiła wzrok na aparacie telefonicznym, gdyż do debaty dołączyła się trzecia myśl - "może po prostu zadzwonię i wyjaśnię jej wszystko?". Zaniechała jednak by ta myśl spowodowała takowy czyn. Zamiast tego jak i z nadzieją o poprawę samopoczucia, Quinn ruszyła w stronę łazienki. Gorąca woda prysznica, stopniowo dawała jej zmęczonym mięśniom, relaksujące rozluźnienie. To jednak nie blokowało jej umysłu, przed wspomnieniami wczorajszej nocy. Układ nerwowy był wtedy na największych obrotach więc teraz, gdy była całkiem sama, postanowiła dać upust emocjom. Towarzyszyły jej od momentu, gdy u boku pewnej kobiety, obudziła się w hotelowym pokoju. Natychmiastowy wodospad łez, słynął po jej gorących policzkach a jego strugi łączyły się z gorącą wodą natrysku. Teraz również jej emocje, doznały rozluźnienia. Quinn straciła poczucie czasu. Gdy jej skóra zaczęła się marszczyć, dotarło do niej iż czas najwyższy zakończyć kąpiel. Po wysuszeniu się oraz ubraniu ciepłej piżamy, blondynka ruszyła do sypialni, by zaznać wymaganego przez jej organizm, wypoczynku. Mimo iż temperatura pokojowa jej mieszkania balansowała pomiędzy 20 a 23 stopni, jej ciało co chwilę przeszywał dreszcz. Ubranie zimowej piżamy było dla niej idealnym rozwiązaniem. Zakładając, że ów drgania jej ciała spowodowało jej półnagie paradowanie po klubie, połknęła dwie tabletki przeciw przeziębieniu i opatulając się kołdrą, miała nadzieję przyśpieszyć wyleczenie nadchodzącej grypy. Nie mogąc za nic usnąć, chwyciła więc odtwarzacz muzyczny. Zawsze miała go pod ręką, trzymając go na szafce nocnej. Było wiele nocy kiedy to głośna muzyka bębniąca z jego słuchawek, skutecznie wypierała dręczące ją myśli. Od kilku miesięcy, Quinn musiała trzymać go w ładowarce, gdyż częste go używanie, forsowało zbytnio baterię. Tym razem Quinn również miała nadzieję na pozytywny rezultat - a może nawet uda jej się zasnąć. Po założeniu słuchawek oraz zamknięciu oczu, wzięła głęboki wdech po czym wcisnęła przycisk "play".
Częściowe ukojenie dręczących ją myśli, przerwało dudnienie w drzwi. Autorka ów zjawiska, siedziała teraz przy blacie baru, wyczekując streszczenia wieczoru o którym Quinn, starała się za wszelką cenę zapomnieć.
- Ale o co Ci chodzi? - zapytała niewinnie Quinn, wciąż wypełniając czajnik wodą
- Dokładnie wiesz o co mi chodzi. Jak było wczoraj? Błagam powiedz, że wyjaśniła Ci wszystko a Ty najebałaś się więc wsadziła Cie w taksówkę i wróciłaś do domu, jeszcze zanim słońce wstało.
Quinn odwróciła się by wstawić pełny czajnik na kawę. Po przesunięciu guzika zasilania, kuchnię zaczął wypełniać delikatny szum grzałki. Był on coraz głośniejszy i wyraźniejszy, gdyż Quinn milczała a jedynie, niczym z poczucia winy i wstydu, przygryzała dolną wargę, unikając przy tym kontaktu wzrokowego z przyjaciółką. Widząc to, nastawienie Molly nagle złagodniało - Quinn, coś Ty zrobiła?. Ton z jakim zapytała był pełen współczucia i żalu. - Nic nie zrobiłam. Wszystko jest w porządku - kłamiąc zaczęła Quinn. Kiedy czajnik wydał dźwięk gotowości, gospodyni zalała dwie filiżanki kawy, jednocześnie myśląc nad idealną wersją wydarzeń. Po wzięciu, jednego z napoji, plecami oparła się o zlew lecz dopiero po wzięciu pierwszego łyku, postanowiła kontynuować opowieść
- Sesja przebiegła w miarę szybko, mimo spóźnienia ze strony projektanta. Rzeczywiście Santana wyjaśniła mi wszystko, dając odpowiedź na wszystkie moje pytania. Z czasem zapomniałam się więc gdy zaproponowała wypad do klubu, zgodziłam się. Pojechałyśmy do "Sphinks", kojarzysz go?
- No jasne. To przecież typowy klub dla celebrytów - odpowiedziała pewnie i spokojnie, Molly. Blondynka postanowiła kontynuować pasmo kłamliwej wersji, dokładnie uważając na słowa oraz pilnując się by nie zalać się łzami ... znowu. - Tak więc miałaś rację, zdecydowanie za dużo wypiłam. Widząc jak ledwo utrzymuję się na nogach, Santana zleciła kierowcy limuzyny by zawiózł mnie do domu. Kulturalnie się pożegnałyśmy po czym zanim się obejrzałam, byłam już w domu. Niestety od wschodu słońca, minęło parę godzin a ja wciąż byłam lekko wstawiona, więc: zadzwoniłam do pracy, wzięłam prysznic, przebrałam się a kilka godzin później ktoś próbował wybić mi drzwi z futryny. - kończąc wypowiedź, Quinn rzuciła rozmówczyni, lodowy wzrok pełen pretensji.
Ta jednak nawet nie postanowiła się bronić ani dopytywać o więcej szczegółów. W milczeniu otwarła leżącą koło niej torebkę i zaczęła w niej ewidentnie czegoś poszukiwać. Nie odrywając wzroku od "artystycznego nieładu" jaki panował wewnątrz ów torebki, Molly zaczęła powoli swą zaskakującą reakcje na wcześniejsze słowa Quinn.
- Orientujesz się pewnie, w jaki sposób lubię zaczynać nowy dzień, jak bardzo przy porannej kawie oddaję się lekturze porannego "Egzaminera" więc ... - znajdując w końcu to czego szukała, uderzyła wyciągniętą kopią gazety o blat eksponując wyraźnie pierwszą stronę - ... dzisiaj prawie zakrztusiłam się kawą widząc nowinki ze świata show-biznesu.
Quinn zmarszczyła brwi, wciąż nie wiedząc dokąd zmierza jej przyjaciółka z owa informacją. Dopiero gdy zbliżyła się do blatu, jej serce nagle przyśpieszyło a oczy powiększyły się zaznaczając jej nagłe, całkowite przebudzenie. Nawet kac, o dziwo znikł. Tuż pod nagłówkiem widniało, na całej powierzchni pierwszej strony, zdjęcie z "Rosario i Emily" w roli głównej. Tytuł artykułu, jakiego zapowiedzią była ów fotografia, głosił "Europejskie wojaże Rosario: Imprezowe Wyspy". W niektórych miejscach, losowo widniały zdjęcia ukazujące ich osoby w dość wyzywających pozach. Zaczynając od "prawie pocałunku", poprzez uchwycenie ich rozmowy przy barze - będąc zaledwie centymetry od siebie - a kończąc kilkoma ujęciami z parkietu, podczas nader wyzywającego tańca. Mimo, że znalazły się ze dwie lub trzy fotki ukazujące interakcje Rosario z Ashley Tisdale, oczy zarówno Quinn i Molly wydawały się ich zupełnie nie zauważać. Blondynka wzięła do rąk gazetę by bliżej spojrzeć na "fotoreportaż" jej koszmaru. Zanim jednak była w stanie racjonalnie zareagować, okłamana wcześniej właścicielka z wyczekującym wyrazem twarzy, powtórzyła pytanie
- Tak więc zapytam jeszcze raz i tym razem RZĄDAM prawdy. Quinn, co się wczoraj wydarzyło?
Odbiorczyni pytania wiedziała, że dalsze kłamanie niema sensu. Poza tym nie lubiła okłamywać Molly. Przerażona jednak, koniecznością powrotu do zdarzeń z poprzedniej nocy. powoli ruszyła w stronę przyjaciółki. Omijając bar udała się do salonu gdzie siadła na sofie. Biorąc głęboki oddech czekała aż Molly, zbierając się od baru, zasiądzie koło niej - udzielając jej tym samym wsparcia i poczucia bezpieczeństwa. Obydwa te zjawiska, tak bardzo potrzebne, nigdy nie będą jej ofiarowane ze strony pewnej latynoskiej celebrytki. Chwilę później, zaczęła swą opowieść - tym razem mówiąc jedynie prawdę.
Po dwudziestu minutach, podczas których Quinn zdała szczegółową lecz okrojoną z erotycznych szczegółów, relację - Molly potrzebowała kolejnych pięciu by zakodować nowe informacje. - Tak więc to tyle. To właśnie się wczoraj wydarzyło - dodała jeszcze Quinn. Po takowym zakończeniu, Molly spojrzała na przyjaciółkę.
- I tak po prostu wyszłaś, zostawiając ją? - zapytała z lekkim niedowierzaniem. Znając całą historię jej znajomości z piosenkarką, sposób jakim ta zakończyła ów znajomość, była dość zaskakująca. Nawet jak na Quinn. Spokojnym tonem, wyjaśniła - To jedyne co mogłam zrobić czyli wyjść bez pożegnania czy też jakiejkolwiek wiadomości. W końcu sama mnie tego nauczyła. Ta surowa lekcja, sześć lat temu, była dla mnie tak traumatyzująca, że od tamtej chwili, uodporniłam się na jakiekolwiek uczucia. Miłość dla mnie nie istniała. Musiałam zamknąć ten rozdział, żeby wreszcie zacząć normalnie żyć. Teraz wiem, że to koniec a wymknięcie się z jej pokoju, było jedyną opcją.
Obserwując Quinn podczas przemowy, Molly wciąż nie mogła uwierzyć z jakim stoickim spokojem i opanowaniem ta wypowiadała się na temat, który przez ostatnie dni - kończył się intensywnym płaczem blondynki. Musiała jednak upewnić się, że gdy opuści niebawem jej mieszkanie, ta nie zamknie się w nim by rozpaczać w samotności.
- A jak się z tym wszystkim czujesz?
- Sama nie wiem - kontynuując odpowiedź, Quinn musiała nagiąć delikatnie prawdę oraz trzymać przy tym fason. Nie chciała by zmartwiona przyjaciółka, zarywała dzień w pracy i poświęcała go na niańczenie jej. Bo tak na pewno by było. - Poniekąd boli mnie, że musiałam wyjść bez jakiegokolwiek słowa. Zwłaszcza, że wczoraj czułam jakbym odzyskiwała dawną przyjaciółkę. W końcu to od tego zaczynałyśmy i to za tym tęskniłam, tego mi brakowało. Za dużo się jednak wydarzyło w międzyczasie, żeby tak po prostu wrócić do przyjaźni.
- Naprawdę podziwiam Cie za to co zrobiłaś. Wiem, że Ci na niej zależało - stwierdziła Molly
- I dalej tak jest. Wątpię by kiedykolwiek się to zmieniło jednak to co zrobiła było niewybaczalne. Mam nadzieję, że minie dekada zanim znowu ją spotkam. Puki co czuję ulgę że wreszcie zakończyłam ten bolesny etap swojego życia.
Słysząc to i wierząc, że jej przyjaciółka szczerze opisuje swe samopoczucie, obdarowała ją lekkim uśmiechem po czym objęła ją w przyjacielskim uścisku. Była dumna i zadowolona, ze swojej "siostry". Po rozluźnieniu uścisku, Quinn wstała z sofy by przynieść niedokończone napoje, których konsumpcja została na dość długo wstrzymana. Widząc jak ta, niosąc filiżanki mija jej torbę, Molly zerwała się gdyż miała jeszcze jeden rekwizyt. Ze swej torby wyciągnęła długą, białą kopertę i trzymając ją w obydwóch dłoniach, siadła ponownie na sofie. Quinn nawet nie zdążyła przełknąć smolistej i o dziwo jeszcze ciepłej, cieczy by zapytać o ów rekwizyt. Kiedy na ustach Molly pojawił się szeroki uśmiech.
- Żeby nie było, że ta wizyta to jedynie przesłuchanie i smętny dialog - zaczęła Molly - ... mam tutaj coś co zapewne poprawi Ci humor.
Quinn miała dość skołowany wyraz twarzy. Było bowiem po świętach a urodziny miała dopiero za ponad pół roku. Nie rozumiała więc z jakiej to okazji, przyjaciółka obdarowuje ją ... czymś. To jednak, nie powstrzymało jej przed odebraniem koperty, z wysuniętych rąk Molly. Podczas ostrożnego otwierania prezentu, kątem oka dostrzegła zniecierpliwienie i ekscytację, które aż promieniowały od darczyńcy. W końcu otwarła go a po wyciągnięciu, dotarło do niej co trzyma w ręku
- To bilet otwarty do Nowego Yorku, żebyś mogła odwiedzić Beth w dzień jej urodzin! - praktycznie wykrzyczała z ekscytacji Molly, nie mogąc się doczekać reakcji blondynki. Kupiła go na początku roku. lecz musiała czekać na odpowiedni moment. by go wręczyć. Każdy kolejny dzień był dla niej męczarnią gdyż chciała utrzymać go w tajemnicy. Nawet swojemu mężowi o tym nie wspomniała.
Widząc i czując w dłoniach, dowód rzeczowy iż nie jest to sen, oczy Quinn zaczęły się szklić a po policzku spłynęła pojedyncza łza. Zarówno ona jak i osoba dzięki której, odwiedziny dawno nie widzianej córki oraz licealnych przyjaciół, staną się realne oraz wkrótce zostaną urzeczywistnione - wiedziały, że to łzy szczęścia. Spoglądając na Molly, Quinn uśmiechnęła się po czym rzuciła się przyjaciółce w ramiona. Nie mając wyczucia siły, Quinn kołysała ich ciałami na boki coraz to bardziej zaciskając ramiona wokół jej szyi. Dopiero gdy Molly jęknęła z bólu, jej bardzo wdzięczna przyjaciółka przystopowała - szepcząc swe podziękowanie za prezent, cichym lecz łamiącym się głosem - Dziękuję...
Na kuchennym zegarze dochodziła już 3 PM. Wciąż będąc w piżamie oraz po wizycie Molly, która wróciła do pracy prawie godzinę temu - Quinn postanowiła zadzwonić do kogoś, z kim zaniedbała ostatnio kontakty. Czuła jednak, że dzisiejszy dzień jest idealnym by je odświeżyć.
Dzisiejsze, trzygodzinne okienko między zajęciami, Kurt postanowił spędzić w swoim, przytulnym mieszkanku. Nowojorska pogoda nie była zbyt sprzyjająca na spacer po parku, który prawie dziennie - zarówno dla Kurta jak i jego współlokatorki Rachel - był tradycyjnym punktem dnia oraz idealnym lekarstwem na szkolne stresy. Po sukcesyjnym ukończeniu nowojorskiej akademii dramatu i tańca NYADA, ku swemu zaskoczeniu postanowił on kontynuować edukację. Robiąc sobie roczną przerwę od: wczesnych treningów, ćwiczeń oraz wymagających instruktorów, Kurt postanowił ponownie złożyć aplikację, do renomowanej uczelni Julliard. Podczas ostatniej klasy licealnej, zarówno on jak i Rachel, dostali odmowną odpowiedź na swe zgłoszenie. To wtedy, usłyszeli po raz pierwszy o New York Academy of Dramatic Arts. Informacji tej udzieliła im pedagog, która zmartwiła się ich stanem emocjonalnym. Jej mąż - będący nauczycielem hiszpańskiego oraz opiekujący się szkolnym chórem w McKinley High - przejął się "brakiem życia", jakie ogarnęło dwoje uczniów co automatycznie powodowało, że reszta grupy czuła iście depresyjną atmosferę. Pan Shuester postanowił więc zadziałać w tej sprawie, prosząc swą narzeczoną o pomoc. Dwa dni później, Emma wydrukowała ulotki informacyjne oraz zawołała do swojego biura, Kurta Hummel oraz Rachel Berry. Po kilku minutach spotkania, na którym głównie wręczono im wiele ulotek oraz informator uczelni NYADA - na nowo obudziła się w nich nadzieja, że pewnego dnia spełnią swe marzenia, stąpając po deskach Broadway jako wielkie gwiazdy.
Niestety dotarcie do chociażby drugiego etapu przesłuchań - jakiejkolwiek szanującej się sztuki - było o wiele trudniejsze, niż którekolwiek z nich przewidziało. Będąc jednymi z największych i najdoskonalszych głosów Lima - w wielkim mieście jakim jest New York, wmieszali się w tysiące innych - równie wybitnych głosów. Konkurencja była tak przytłaczająca, że podczas pierwszego roku akademii, Kurt nawet nie myślał by iść na jakikolwiek casting. Wolał skupić się na nauce i dorywczej pracy. Po bolesnym rozstaniu ze szkolną miłością, zdecydowanie nie był w stanie skupić się na czymś poza szkołą i pracą. Minęło kilka miesięcy zanim, był w stanie otworzyć się na poznanie nowych ludzi. Wprawdzie wciąż cierpiał po zdradzie licealnego chłopaka, Blaina postanowił nie marnować więcej swego cennego czasu, na użalanie się nad sobą. Z biegiem czasu, Kurt stał się, stałym klientem baru studenckiego "Apollo" - gdzie czwartkowe wieczory karaoke, przyciągały elitę akademii, niczym światło ćmy. To tam Kurt, występując na małej scenie, lecz kończąc z owacja stojącą - zauroczył swym anielskim głosem, brytyjskiego studenta tej samej uczelni. Wystarczyło żeby po jednym z występów, przedstawił się z angielskim akcentem i zaproponował drinka - by na twarzy Kurta, pojawił się tak dawno nie widziany uśmiech a z ust wydobył się speszony chichot. Zanim Kurt się obejrzał, ich wspólne spotkania odbywały się coraz częściej a z czasem wydłużały się do późnych godzin nocnych oraz porannych powrotów.
Siedząc w skromnej kuchni, dwupokojowego mieszkania które mimo przeprowadzki wciąż dzielił z – niegdyś największą konkurencją w starciu o solówki na zajęciach chóru lecz obecnie prawie siostrą – Rachel Berry, zaczął właśnie długo oczekiwany posiłek.
Wprawdzie lokum, które już od dwóch lat wynajmują, jest znacznie większe od tego w którym zaczynali swą podróż z Nowym Yorkiem – kuchnia jest zdecydowanie mniejsza i bardziej skromna. Czynsz jednak był w przystępnej cenie, co najbardziej skłoniło młodych artystów do wynajmu. Nie wspominając już, że po wyprowadzce Santany, ciężko było im opłacić „pomieszczenie" w którym zmuszeni byli improwizować, wydzielenie własnych sypialni. Nie oszukujmy się lecz podwieszone sznurkami na pranie, płachty materiału, nie stanowiły jakiejkolwiek prywatności – przynajmniej nie w strefie dźwiękowej. W ogólnym porównaniu, ich obecne mieszkanie było niczym Ritz na tle wcześniejszego.
Obydwoje lokatorzy, starali się więc jak najbardziej oszczędzać, by jeszcze móc go wynajmować, jak najdłużej. Owa zasada tyczyła też żywności. Wprawdzie spaghetti, które dopiero co opuściło mikrofalówkę i aktualnie czekało na spożycie, było przygotowane dwa dni temu – Kurt ze smakiem oczekiwał aż temperatura ów dania, opadnie do stopnia jadalności. To był jego pierwszy posiłek – nie wliczając jabłka – tego dnia, więc niecierpliwość oraz dziura w żołądku, pośpieszyły nieco jego ruchy. Po wzięciu pierwszego kęsa, gorący sos uderzył z wielką siłą parzenia w jego kubki smakowe. Kurt aż podskoczył z bólu. Z otwartą buzią, próbował chłodzić szybkimi wydechami, gorący pokarm by w końcu go przełknąć. Karcił się za własną głupotę i gdy już był prawie pewien, że jest już bezpiecznie chłodne by przełknąć, dźwięk dzwoniącej komórki sprawiła, iż się prawie zakrztusił. Gryząc i przełykając wciąż jedynego kęsa jaki udało mu się zażyć, spoglądał na ekran telefonu. Nie mógł uwierzyć, gdy przed jego oczami pojawiło się, dawno nie widziane zdjęcie. Otarł szybko ręce oraz usta chusteczką po czym pośpiesznie nacisnął zielona słuchawkę, dopóki miał jeszcze szansę.
K: Quinn, cóż to za okazja? Już myślałem, że zgubiłaś mój numer … - zanim jednak Kurt mógł rozkręcić się w udawaniu oburzenia i robieniu jej wyrzutów, Quinn musiała interweniować.
Q: Wybacz ale przez ostatnie kilka miesięcy, miałam taki świder w pracy, że nawet z tutejszymi straciłam kontakt a tym bardziej, za oceanem.
Kurtowi jednak nie wystarczyło takie usprawiedliwienie jej „ciszy radiowej" od trzech miesięcy.
K: Nie wiem, czy wiesz ale podobno takie coś jak Facebook istnieje! Tam nawet dzwonić nie trzeba bo jedynie wystarczy napisać. Zwykłe „hej wam, u mnie spoko, żyje i mam się dobrze" powinno zając Ci średnio dwadzieścia sekund. Takie małe a jak cieszy tych co czytają
Słysząc typowe, sarkastyczne poczucie humoru – będące dość charakterystyczną wizytówką jej przyjaciela Quinn aż się zaśmiała
Q: Nazwa obiła mi się o uszy. Powinnam spróbować
K: Oooo widzę, że koleżankę na żarciki wzięło! To miłe, miłe. Na pewno jakaś odmiana od naszej ostatniej rozmowy.
Quinn automatycznie przypomniała sobie temat ich poprzedniej rozmowy. Mimo poważnego jej charakteru – wspominanie ów tematu - nie było w stanie, złamać jej pozytywnego nastawienia. Musiała jednak o tym napomknąć
Q: Kurt, mam nadzieję, że wciąż nie powiedziałeś nikomu. Nawet Rachel
K: Oczywiście – zaczął pewnym i poważnym tonem – Wiesz, że możesz mi ufać. Mimo, że boli mnie nakaz milczenia względem Rachel, gdzie nie mamy przed sobą tajemnic … to znaczy poza tą oczywiście, nikomu się pisnąłem ani słowa. Nie sądzisz jednak, że czas najwyższy by również inni wiedzieli?
Quinn wiedziała i spodziewała się takiego pytania. Jej powiernik i przyjaciel, każdorazowo zadawał to pytanie. Za każdym razem odpowiedź była „stanowczo nie". Teraz jednak, czas napierał na jej decyzję. Wniosek do jakiego doszła - nieco ponad tydzień temu - wypowiedziany na głos, zaskoczył obydwoje uczestników rozmowy.
Q: Wiem Kurt. Jest jeszcze za wcześnie ale obiecuje Ci, że zanim zacznie się wrzesień, osoby które powinny wiedzieć, sama osobiście poinformuję.
K: Wow. Dobrze to słyszeć. Nie wypal tylko z tym przed „Zjazdem Absolwentów McKinley" bo może to delikatnie zepsuć nastrój imprezy.
Kurwa … zapomniałam o cholernym zjeździe... szlak by to
kurwa … kurwa … kurwa …
Q: Spokojnie. Póki co, nie zgadniesz kto za miesiąc odwiedzi was i mając delikatną nadzieję, że będzie mogła zatrzymać się u was na dwa tygodnie? - Quinn musiała zmienić temat, żeby nawet nie myśleć o sierpniowym wydarzeniu szkolnym. Tak jak przeczuwała, reakcja Kurta na jej nowinę była wypełniona entuzjazmem. Dowodem tego był nagły pisk z jego strony
K: Naprawdę? Rany … rany! Rachel padnie, jak jej to powiem. A kiedy dokładniej?
Q: Jeszcze nie wiem. Na pewno w okolicach 17-go.
K: A no tak … urodziny Beth
Ku jej wielkiemu zaskoczeniu, jedyny powiernik jej sekretu, poza milczeniem na ten temat, znał też datę urodzin jej córki. Wiara w przyjaźń międzyludzką, ponownie w niej ożyła. Wiedziała też, że jeżeli kiedykolwiek poczuje potrzebę wygadania się to Kurt Hummel – jest idealnym kandydatem na słuchacza.
