ROZDZIAŁ ÓSMY

Szare, surowe ściany jej skromnego boksu, nigdy nie były dla Quinn tak uspakajające jak dzisiaj. Pomimo swej jednodniowej nieobecności, stęskniła się za swym miejscem pracy. Molly miała jeszcze godzinę do rozpoczęcia pracy co pozwoliło Quinn na spokojne, bezstresowe przeglądnięcie maili oraz zdjęć z poprzedniej sesji, którą przeprowadziła. Mimo iż fotografowana osoba, wciąż budziła w niej wiele emocji a przeglądanie dziesiątek ujęć z nią w roli głównej - zdecydowanie nie pomagało; Quinn starała się spojrzeć na nie służbowym okiem. To była jej praca. Za to właśnie jej płacono. Największym plusem całej sytuacji była możliwość jej oczekiwanych wakacji, gdzie spędzenie czasu z przyjaciółmi oraz córką, było jedyną myślą jaką Quinn dopuszczała do głosu. Po zamknięciu klasera z odbitkami, przyszła jej ochota na przeglądnięcie Facebooka. System nawet nie zdążył się do końca załadować, kiedy w progu jej boksu, pokazała się postać jej szefa – Dobrze widzieć Cię, zwartą i gotową do pracy Febray. Uśmiechając się pod nosem, jedynie przytaknęła w reakcji na uwagę szefa, który ewidentnie nie planował jedynie na tym zakończyć swej wizyty – Bądź gotowa za kwadrans i widzimy się w pokoju pokazowym numer dwa.

Już miał ruszyć w kierunku swego biura, lecz zdezorientowana Quinn, nie mogła jeszcze na to pozwolić – Wybacz szefie, ale w piątki nie odbywają się żadne zebrania – Zgadza się. Chodzi tutaj o ostatni projekt dla D&C. Nie zapomnij więc klasera i widzimy się na prezentacji. - James, zerknął na zegarek po czym w końcu ruszył do biura.

ile to jeszcze potrwa?...

czy ten koszmar nigdy się nie skończy?... - zastanawiała się Quinn

Mając zaledwie lekko ponad dziesięć minut, Quinn ruszyła do toalety by wyrzucić z siebie wszystko to, co nagle zaczęło napierać na jej przełyk – nie zapominając przy tym o przeklętym klaserze. Dodatkowo oprócz mycia rąk i płukania ust, musiała jeszcze wyzbyć się nieprzyjemnego posmaku wymiocin, który był dla niej wciąż wyczuwalny. Kładąc klaser na maszynie dyspozycyjnej, lekko drgającymi dłońmi wrzuciła kilka monet oraz wcisnęła przycisk, czekając aż upragniony napój w końcu wypadnie.

Jeszcze sześć minut – pomyślała zerkając na zegarek

Po podważeniu paznokciem zawleczki, oparła się plecami o maszynę by praktycznie jednym haustem, opróżnić zawartość puszki. Mimo iż myśl o ponownym spotkaniu Santany, przyprawiała ją o kolejne mdłości, nie mogła sobie jednak pozwolić by spędzić kolejne minuty na wydalaniu wnętrzności. Musiała być silna.

Pokój pokazowy, jak zawsze był dobrze klimatyzowany. Wchodząc do niego, Quinn dziękowała wewnętrznie, zarówno wynalazcy „klimatyzacji" jak i monterowi który zamontował w nim ów urządzenie. Pomagało ono zdecydowanie, powstrzymywać napływy mdłości oraz nadmierne pocenie, jakie od kilku minut ogarniało jej ciało. Z ulgą odetchnęła, widząc obecnych tam nieznajomych jej pracowników D&C oraz swojego szefa. Z nadzieją, że jedynie niska starsza kobieta o miedzianych, długich włosach oraz wysoki, ubrany w markowy garnitur i okulary, mężczyzna - są przedstawicielami ich zleceniodawcy; Quinn pewnym krokiem ruszyła na drugi koniec pomieszczenia. Na znajdującym się tam szklanym stole, położyła niesiony klaser a luźne arkusze z odbitkami, rozłożyła tuz obok. Dźwięk otwieranych drzwi oraz znajomy, niski głos - którym osoba przeprosiła za swe spóźnienie - wywołał zdrętwienie wszystkich mięśni ciała Quinn. Chciała zapaść się pod ziemię.

Stojąc plecami do wszystkich obecnych, musiała jednak odwrócić się by stawić im czoła. Robiąc to, starała się utrzymać pokerową twarz. Nie mogła zdradzić jakichkolwiek emocji, które targały ją od środka. Starała się również ograniczać kontakt wzrokowy z ostatnio przybyłym uczestnikiem prezentacji. Kiedy jednak, dobre wychowanie i takt wymagało by w końcu spojrzeć w te czekoladowe oczy, uwadze Quinn nie uszło jak zniewalająco wyglądała Santana. Spięte w wysoki kok włosy oraz wysokie szpilki butów sięgających kolan - to jedynie uzupełnienie efektu jaki dawała, czarna skórzana kurtka, narzucona na idealnie dopasowaną, czerwoną sukienkę której długość wykraczała nieco poza linię pośladków. Całkowity strój, w jakim zaledwie trzy metry od niej, prezentowała się Santana – całkowicie zaparł jej dech w piersiach. Nie dała jednak tego po sobie poznać. Uśmiechała się delikatnie, słuchając jak jej szef opowiada w skrócie zleceniodawcom, w jaki sposób zdjęcia z sesji Hugo Bossa, zostaną wykorzystane przez „Voque". Po szybkim wprowadzeniu, James udał się wraz z okularnikiem do biura w celu podpisania kilku dokumentów. Na szczęście nie zabrali ze sobą niskiej, rudej kobiety gdyż wymusiłoby to na Quinn konieczność „sam na sam" z Santaną. Od wczorajszego poranka, Quinn nie planowała jakichkolwiek kontaktów z celebrytką a zaistniała sytuacja, zdecydowanie łamała te zamierzenia. Blond fotograf, sama nie wiedziała co tak naprawdę bardziej ją przeraża – konieczność wytłumaczenia swego wczorajszego zachowania czy obawa, że jej umiejętność tłumienia uczuć nagle osłabnie, eksponując to co tak szczelnie, latami ukrywała. Jakikolwiek by nie był rezultat jej rozmyślań, obiecała sobie iż zrobi wszystko co w jej mocy by odciąć się od latino piękności. To spotkanie jest ostatnim a zarazem pierwszym - idealnym by przypomnieć Santanie Lopez, znaczenie „Królowa Lodu" - przezwiska które sama jej nadała w liceum.

- Karen, czy mogłabyś skoczyć po kawę. Od rana chodzi za mną podwójna espresso z nutą wanilii i bitą śmietaną. Zdaje się, że widziałam „starbucks" po drugiej stronie ulicy.

Santana wiedziała, że dając takie polecenie swej asystentce, brzmiała jak rozpuszczona diva … jak Rachel Berry. To jednak nie było dla niej istotne. Bardziej zależało jej by zostawiono ja sam na sam z Quinn, pozwalając im na spokojną rozmowę. Zwołała ona to nagłe zebranie tylko dlatego iż wiedziała, że z miejsca pracy - Quinn nie będzie w stanie tak łatwo uciec jak nad ranem z jej łóżka. Potrzebowała tez efektu zaskoczenia oraz chcąc wynegocjować kolejne spotkanie, ubrała się tak – by Quinn nie była jej w stanie odmówić. Widząc coraz ciemniejszy wzrok blondynki, wiedziała iż jej strój odniósł zamierzony efekt. Musiała porozmawiać z nią dla wykończenia swego planu lecz obecność Karen, zdecydowanie w tym przeszkadzała. Jedynie wysłanie jej po durną kawę, dało im prywatność.

Jeszcze zanim drzwi po wyjściu Karen, mogły się zamknąć, Quinn odwróciła się plecami do Santany, skupiając się na rozłożonych arkuszach odbitek – dając jej tym samym do zrozumienia, że nie chce rozmawiać. Uodporniona na nieme polecenie blondynki, Santana zbliżyła się do pochylonej nad stołem Quinn. Ciężko jej było utrzymać skupienie w tak bliskiej odległości od latynoski. Również nachylając się nad odbitkami lecz obok fotografa, której prace podziwiała – Wiem dlaczego to zrobiłaś i nie winię Cie za to – powiedziała niskim i chrypliwym głosem Santana. Nie wywołało to odpowiedzi ze strony „skupionej" Quinn. Postanowiła więc kontynuować – Zjedz ze mną lunch Q. Tamta noc była...po prostu nie chcę Cie stracić, nie na kolejne sześć lat. Porozmawiajmy... - A niby o czym? - Quinn musiała w końcu coś powiedzieć. Odwróciła wzrok znad arkuszy by dalej podparta o szklany stół, spoglądać tym razem prosto w oczy Santany – Skoro wiesz czemu to zrobiłam, że było to niczym innym jak zemsta to po jaką cholerę chcesz o tym gadać?! Jesteśmy kwita i niech tak zostanie. - dokończyła Quinn. Miała nadzieję, że to wystarczy by zakończyć temat. Dla jej rozmówczyni to jednak był początek – Może i to była Twoja zemsta ale obydwie wiemy, że zdecydowanie wykraczała poza bezduszny akt seksu – No tak, w końcu jako ekspert w tej dziedzinie wiesz, co mówisz – riposta Quinn zabolała Santanę. Przez lata, jakie upłynęły od ukończenia szkoły, odzwyczaiła się o „Królowej Lodu". Zdziwiona powrotem tego zjawiska, nie dała jednak tego po sobie poznać – Wiem. Należało mi się. Nie wmówisz mi jednak, że nic wtedy nie czułaś. Pamiętaj, że byłam przy tym i doskonale wiem … - Santana swą lewą dłonią przykryła prawą przyjaciółki po czym lekko ściskając, kontynuowała - … co czułaś gdy byłam w Tobie, gdy Cię całowałam … pieściłam, gdy dochodziłaś przy mnie tyle razy.

Mimo napływającej fali gorąca, która zaczęła ponownie wypełniać jej ciało z każdym słowem Santany, Quinn starała się utrzymać pokerowy wyraz twarzy. Było to jedno z najbardziej wykańczających wyzwań z jakimi musiała się zmierzyć. Wspomnienie porzucenia oraz pustki, jakie wciąż czuła po ich pierwszej wspólnej nocy, dawało jej wystarczające ochłodzenie oraz dodawało jej wewnętrznej siły – Widocznie jestem lepszą aktorką niż myślałam.

Quinn, zakończyła swą wypowiedź zgorzkniałym półuśmiechem, chcąc uwolnić dłoń z uścisku lecz ten został wzmocniony a jego autorka niebezpiecznie zmniejszyła odległość między nimi. Akcentując każde słowo – Nikt … nie … jest … aż … tak … dobry ...- Santana stopniowo zbliżała swe usta do pocałunku, by w najmniej oczekiwanym momencie, usłyszeć otwieranie drzwi. Karen była tak pochłonięta rozmową przez telefon oraz zręcznym utrzymaniem tacy z gorącymi napojami, że nie zauważyła jak jej pracodawczyni szybko odskoczyła od blondynki, zdejmując przy tym krępujący uścisk. Nie odrywała jednak od niej wzroku.

Zmieszana sytuacją Quinn, odwróciła się od swych prac. Opierając się plecami o stół, wzrokiem wodziła po podłodze wyczekując powrotu reszty uczestników prezentacji. Chciała mieć już to za sobą. Gniew i rozpacz, targały nią we wszystkie strony. Jej własna głupota i naiwność, podważały jej inteligencję co wpływało na jej samoocenę. Jeszcze dwa tygodnie temu była pewną siebie, stanowczą i odporną na wszelkie uczucia, inteligentną kobietą – a teraz? - czuła się jak głupia licealistka ze złamanym sercem. Tak. Ten koszmar zdecydowanie musiał się jak najszybciej skończyć.

Gdy drzwi ponownie się otwarły, James oraz okularnik praktycznie zostali stratowani przez mijającą ich Quinn. Usprawiedliwiając się złym samopoczuciem, zasugerowała imiona kliku innych fotografów, bardziej odpowiednich i wykwalifikowanych by dokończyć ów zlecenie. Wprowadziło to lekkie zamieszanie wśród zebranych a na twarzy Jamesa pojawiła się złość spowodowana nieprofesjonalnym zachowaniem pracownicy. Santana, udając generalne zmieszanie, czuła irytację i osobistą porażkę. Postanowiła nie poddawać się jednak. Do odlotu z wysp, pozostało jej prawie dwadzieścia godzin. Wiedząc, że ani jednej z nich nie będzie w stanie spędzić na śnie, dopóki sytuacja z pewną blondynką nie zostanie wyjaśniona – postanowiła posunąć się do ostateczności.

Wieczorny maraton filmowy, był idealną formą relaksu. Kiedy Molly zaproponowała go swej zakłopotanej przyjaciółce, ta z uśmiechem na ustach, zgodziła się. W drodze z biura, zatrzymały się w pobliskim markecie by kupić zaopatrzenie alkoholowe oraz zakąski po czym bezpośrednio ruszyły do małego mieszkanka Quinn. Podczas ów jazdy samochodem, ta wprowadziła swą przyjaciółkę w szczegółowy przebieg jej dzisiejszego dnia pracy. Jedynie słuchając, Molly pozwoliła przyjaciółce wygadać swe żale. Planowała bowiem, dopiero przy akompaniamencie alkoholu i niezdrowej żywności, udzielić jej porady i wskazówek.

Podczas napisów końcowych pierwszego zaplanowanego filmu, Molly wykonała telefon do pobliskiej restauracji z zamówieniem ich dzisiejszej „kolacji". Następnym telefonem, uprzedziła i przeprosiła swego męża Dereka, iż sprawa jest na tyle poważna, że będzie ona zmuszona nocować u przyjaciółki. Początkowo spotkała się z niezadowoleniem z jego strony, lecz po stanowczej ripoście - usłyszała wyrozumiałą akceptację jej decyzji.

Pozostawiona samotnie na kanapie, Quinn nie mogła powstrzymać się by jej myśli nie powracały do wydarzeń sprzed lat. Poniekąd winiąc, właśnie obejrzany film „Dziś 13, jutro 30", przed jej oczyma ukazały się obrazy z czasów, kiedy to ona sama miała 13 lat.

WSPOMNIENIE

J: Pamiętaj, że o 22:00 światło ma być zgaszone. Możecie rozmawiać ale po cichu.

Q: Dobrze mamo

Quinn była tak podekscytowana pierwszym nocowaniem przyjaciółek w jej domu, że gotowa była zgodzić się praktycznie na każdą dyrektywę matki. W końcu, po ponad roku członkostwa, jej mama zgodziła się by dwie najbliższe jej przyjaciółki z Cherios, mogły spędzić noc w jej domu. Quinn miała wszystko dokładnie zaplanowane. Po przyjściu gości: - przebiorą się one w piżamy - wspólnie obejrzą komedię romantyczną - podczas rozmów o słodkich chłopakach w ich szkole, będą malować paznokcie oraz czesać się w przeróżne fryzury – po zgaszeniu światła, uśpią się opowieściami o duchach. Dodatkowo zaopatrzone w chrupki, krakersy, ciastka i oranżadę, okrzykną ów wieczór za najlepszy ze wszystkich co poprawi reputację gospodyni oraz zawęzi ich przyjaźń.

Wprawdzie jedynie Brittany, wcześniej organizowała podobne spotkania we własnym domu to na obecności Santany, Quinn najbardziej zależało. Nie chciała jednak być niemiła i niewdzięczna więc zmuszona była zaprosić też blondynkę. Od kilku dni, Quinn czuła jak jej latynoska przyjaciółka oddala się od niej na korzyść Brittany. Poprzez organizowanie tej nocki, miała ona nadzieję poprawić ich relacje, jednocześnie dając „nowej" do zrozumienia, że to ona była pierwsza.

Od godziny niecierpliwie wyczekując gości, Quinn siedziała na kanapie. Ubrana w żółtą, dwuczęściową piżamę w grzybki, nerwowo spoglądała - to na zegar ścienny, to na drzwi wejściowe. Donośny dzwonek sprawił, że aż podskoczyła. Informując Janine o jej zamiarze otwarcia drzwi, podskokami ruszyła by powitać gości. Starała się za wszelką cenę nie zdradzić swej radości, gdy po drugiej stronie drzwi ujrzała Santanę. Z przewieszoną przez ramię torbą, latynoska przywitała się uprzejmie a uprzednio dając pożegnalnego buziaka stojącej obok mamie, przekroczyła próg domu Febray. Nie minęło kilka sekund, gdy uszy Quinn usłyszały najlepszą wiadomość jaką mogły sobie wtedy wymarzyć – Britt kazała Cię przeprosić ale nie będzie mogła dzisiaj przyjść. Podobno ma jakiś zjazd rodzinny w ten weekend.

Siedząc na kanapie, obydwie przyjaciółki, oglądały najnowszą komedię Jennifer Garner „Dziś 13, jutro 30". Quinn nie mogła zbytnio skupić się na seansie, gdyż zajęta była na dziękowaniu za zjazd rodzinny Brittany. Czuła się jak w niebie. W końcu mogła spędzić czas, jedynie w towarzystwie Santany, którą obawiała się powoli tracić. Nigdy wcześniej nie była zaborcza lecz jeśli chodziło o osobę z czekoladowymi oczami, jakiekolwiek wcześniejsze zasady nie obowiązywały. Kiedy Santana oparła swą głowę o ramię Quinn, motylki jakie pojawiły się w jej brzuchu, upewniły ją w przekonaniu - jak inna i wyjątkowa jest dla niej ta znajomość.

Nagle, niczym zainspirowana scenami z filmu, Santana zapytała – Jaki był Twój pierwszy pocałunek?. Minęła chwila zanim do Quinn dotarła treść ów pytania. Wciąż nie uzyskując odpowiedzi, Santana podniosła głowę z ramienia przyjaciółki by spojrzeć na nią. Chciała dodać odwagi blondynce więc odpowiedziała, niczym to do niej by było kierowane pytanie – Mój był podczas gry w butelkę. Dwa lata temu na urodzinach, Noah Puckerman praktycznie obślinił mi pół twarzy. To było okropne ale w końcu jest najfajniejszym chłopakiem więc jestem zadowolona. A Twój? Tylko nie mów, że tez z Puckiem – Santana wciąż wyczekiwała odpowiedzi, która zdawała się nie nadchodzić. Quinn w końcu opuściła z ekranu wzrok by, patrząc na swe kolana, zacząć ewidentnie krępujące wyznanie – Ja nigdy nie … no wiesz... Jeszcze nigdy się z nikim nie całowałam – wykrztusiła z siebie Quinn. Słysząc to, Santanie aż szczęka opadła. Nie wierzyła, żeby jedna z najładniejszych i najpopularniejszych dziewczyn w szkole, nigdy nie została pocałowana. Quinn milczała, wciąż obserwując swe nader interesujące kolana. Santana wzięła pilota i zrobiła pauzę w filmie, wiedząc iż jej zaplanowane działanie może spowodować sporą utratę fabuły filmu. - Mam pomysł – zaczęła – Może to nie jest wymarzona pora ani osoba ale jako przyjaciółka nie mogę pozwolić żebyś w tym wieku nie miała tego za sobą. Nawet Britt już to robiła. Tak więc w moim obowiązku jest dopilnować, żebyś i Ty miała za sobą pierwszy pocałunek. Zgadzasz się? - Nagle kolana, nie były już tak interesujące dla blondynki. Oczy Quinn, szeroko otwarły się ze zdziwienia na słowa Santany. Sama nie dowierzała czy aby na pewno słuch jej nie myli. Spoglądając na brunetkę i widząc jej spokojne, wyczekujące spojrzenie, przytaknęła powoli głową – godząc się na propozycję. Santana, prawą dłonią uchwyciła policzek przyjaciółki – Spokojnie Q. Będę naprawdę delikatna – półszeptem zapewniła ją o swych zamiarach. Powoli zmniejszając odległość między nimi, intensywnie lecz czule wpatrywała się w szmaragdowe, błyszczące oczy Quinn. Kciukiem muskając jej policzek, zapewniała ją iż nie ma się ona czego obawiać. Nieświadoma była jednak uczuć przyjaciółki, której pędzące serce mgliło jej trzeźwy umysł. Niczym pijana z ekscytacji nadchodzącym zdarzeniem, Quinn powoli zapominała łapać oddech. Pocałunek był skromny. Jedynie czubki ich ust, zetknęły się lecz odczuwalna dla obydwu stron, iskra - pojawiła się, prowokując by zagłębić ów pocałunek. Pokusa była tak silna, że ku swemu zaskoczeniu Quinn postanowiła się jej oddać. Obejmując dłońmi twarz Santany, przywarła mocniej ustami do rozchylonych warg przyjaciółki by wypuszczając delikatny jęk przyjemności – powoli lecz łapczywie pieścić je pomiędzy swoimi.

Identycznym pocałunkiem została zaatakowana, tuż po serii policzków jakie zaserwowały sobie, pięć lat później. Kwadrans po skończonym treningu, gdy wszystkie Cherios, opuściły już szatnię, Santana i Quinn miały wciąż nierozwiązany konflikt. Każda wypowiedziana zniewaga, kończyła się liściem z ręki obrażanej by w końcu, przerwać rosnące napięcie podczas niezręcznej ciszy, poprzez niespodziewany pocałunek. Tym razem został on szybko pogłębiony. Stojąc zaledwie w bieliźnie, przyparta do szafek Quinn, czuła się bezbronna względem nacierającej – wciąż ubranej w uniform – Santany. Czując nierówności oraz zimno metalu szafek, czuła też błądzące dłonie Santany – Przyznaj się. Tego zawsze chciałaś Q. Moich ust na Tobie, he? Nawet jak byłaś z Samem to właśnie mnie pragnęłaś – Zaskoczona własną obcesowością Santana, wiedziała iż mimo Quinn stara się zaprzeczyć to jej ciało mówiło jej zupełnie co innego – Pieprz się Lopez! – warknęła w końcu Quinn. To jednak było niczym „oliwa do ognia" dla latynoski, podsycało ją. Wciąż trzymając Quinn opartą o szafki, ze zwierzęcym wzrokiem, przeszywała ją na wylot – Oj nie martw się mała, na pewno będę Cie pieprzyć – Przycisnęła kolanem krocze blondynki. Pocierała je, by poczuć ciepło i wilgoć na swej nodze – Będę Cie tak pieprzyć, że gdy będziesz sama w swoim pokoju to będziesz myśleć o mnie, moim dotyku, moich ustach i moim języku na Tobie – Santana zbliżyła swe usta do ucha Quinn by poczuć jak ta drży – A Twoje sny nie będą o Samie czy jakimś innym facecie lecz o mnie – Dłoń Santany uchwyciła wilgotny punkt tuż pod przemoczoną bielizną Quinn – A kiedy nie zniesiesz już myśli o braku mych dłoni na Tobie, przybiegniesz do mnie błagając bym wzięła Cię ponownie … i znowu …. i znowu... a ja to może zrobię a może nie – Nigdy w życiu San – zdołała w końcu wypowiedzieć Quinn. Nie mogła jednak powstrzymać tego, że jej ciało wygięło się dając lepszy dostęp dla Santany – Zaprzeczaj ile możesz maleńka, ale to mówi mi, że okłamujesz zarówno mnie jak i siebie – Wskazujący palec Santany, był już w coraz bardziej wyginającej się blondynce. Jej unoszące biodra aż błagały o kontynuację pieszczot – Założę się, że smakujesz równie dobrze – ekstaza jaką Quinn przechodziła, jakiej od dawna pragnęła przyćmiła jej rozsądek – Może po prostu spróbujesz i się sama przekonasz – stanowczym tonem odpowiedziała Quinn – Może i tak by było – zaczęła Santana – gdybym … była lesbą! - kończąc, gwałtownie puściła zdezorientowaną, rozpaloną blondynkę. Po zrobieniu kilku kroków wstecz, wytarła dłonie w ręcznik po czym rzuciła nim w osłupiałą Quinn, - Ogarnij się bo wyglądasz obleśnie...

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Mieszanka pozytywnych i negatywnych wspomnień, mimo lat oraz hektolitrów spożytego alkoholu, wciąż bolała. Pomimo tego bólu, Quinn bezwarunkowo powracała do nich, zwłaszcza teraz gdy ponowne spotkanie z prowodyrką ów cierpienia, przywróciło jej zapomniane uczucia na powierzchnię. Kończąc swe trzecie piwo tego wieczoru, usilnie starała się odeprzeć swą przeszłość a zwłaszcza gdy wybudzając się z transu, napotkała wyczekujący wzrok przyjaciółki. - Wybacz. Zamyśliłam się – tłumaczyła. Molly jednak uodporniła się na takowe zagrywki – No mam nadzieję, że to ostatni raz bo będąc tu dziś, ryzykuję życiem małżeńskim. Sama dobrze wiesz jaki Derek potrafi być upierdliwy jeśli chodzi o moje nocne wypady.

Nagle rozległ się dźwięku dzwonka do drzwi. Molly pośpiesznie wstała, zabierając gotówkę by zapłacić za pizze. Ponownie zostawiwszy Quinn, ruszyła by otworzyć dostawcy drzwi. Zamiast jednak handlowego dialogu, Quinn usłyszała ciszę, po czym przyjaciółka zawołała ją po imieniu. Quinn leniwie wstała z wygodnej kanapy i trzymając butelkę trunku w ręku, drugą chwyciła portfel po czym ruszyła w stronę drzwi. - No nie gadaj, że znowu trzeba zapłacić za dostawę? Już kolejny raz z rzędu …. - nie mogła jednak dokończyć, zdziwiona widokiem jaki zastała. Osłupiała przyjaciółka stałą naprzeciw gościa, który swą obecnością otępił jej zmysł mowy i ruchu. W progu stała Santana. Ubrana identycznie jak wcześniej gdy zaskoczyła ją w pracy, robiąc jeden krok wewnątrz holu – Quinn, możemy pogadać? - całkowicie zaskoczyła zarówno Quinn jak i Molly, która nie spodziewała się nocnej wizyty Rosario Cruz. Wyczuwając moment – To ja będę w sypialni – oznajmiła, dając Quinn i Santanie, odrobinę prywatności. Gdy już były same, Santana zamknęła za sobą drzwi a Quinn, po odstawieniu butelki na pobliski stolik, skrzyżowała bojowo ręce na klatce piersiowej – Jak mnie znalazłaś? Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? - Naprawdę sądziłaś, że nie uda mi się to zwłaszcza, ze wiem gdzie pracujesz? - odpowiedziała Santana. Quinn nie zareagowała lecz przeszła bezpośrednio do sedna sprawy - Czego chcesz Lopez? - zapytała chłodno. Santana nie wiedziała od czego zacząć. Było tyle co chciała powiedzieć przyjaciółce lecz jak na złość, nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Postanowiła więc się powtórzyć – Chcę porozmawiać – Chyba już wszystko zostało powiedziane, nie sądzisz? Ale w porządku. Porozmawiajmy ale z tą różnicą, że to JA mówię a Ty słuchasz – zaczęła Quinn

– To co wydarzyło się między nami to nic, absolutne zero. Jedynie seks pod wpływem alkoholu i nieistotne jak TY to odebrałaś, dla mnie to był tylko i wyłącznie seks. Nic poza tym. Proszę Cię więc, zapomnij o tym. Nie doszukuj się drugiego dna bo go i tak nie znajdziesz. Nic do Ciebie nie czuję i nie czułam a na pewno już nigdy nie poczuję. Brzydzę się Tobą. To co zrobiłaś na weselu uzmysłowiło mi tylko jak pustą, bezduszną i zimną suką jesteś. Nie wiem jakim cudem Britt z Tobą tyle wytrzymała no ale w końcu rzuciła Twoją żałosną dupę na zbity pysk …

To ja zerwałam Q, nie ona. Nie mieszaj jej w to. Ona nie ma z tym nic wspólnego – przerwała Santana – Tak więc wracając do tematu, podczas naszej rozmowy w kawiarni kłamałam. Nie wybaczyłam Ci i wątpię bym była w stanie, patrząc na wszystkie zniewagi i sposób w jaki traktowałaś mnie przez te wszystkie lata – O co Ci chodzi? - O co? O CO? - Gniew ogarnął Quinn. Jej spokojny głos zanikł już, gdy nagle coraz głośniejszym zaczęła praktycznie wykrzykiwać co ją boli.

- O to kurwa jak od samego początku, pogrywałaś mną jak yoyo, jak po pierwszym pocałunku obgadałaś mnie w całej szkole, że to ja rzuciłam się na Ciebie błagając o buziaka; jak rok później zrobiłaś zdjęcie gdy się przebieram i dodając na szkolny serwer, rozesłałaś wszystkim uczniom. Nie wspomnę już jak praktycznie gwałcąc mnie w szatni, wyzwałaś od lesb i oczywiście robiąc ze mnie pośmiewisko, rozgadałaś że to ja zaatakowałam CIEBIE. Czy Ty kurwa wiesz jakie piekło zaserwował mi ojciec jak się dowiedział? NIE! Bo skąd? Przecież gdy poobijana i zapłakana, szukałam pocieszenia to Ciebie nawet to nie obeszło na tyle, żeby kurwa zasrany telefon odebrać! Tak samo gdy wyjebał mnie z domu gdy dowiedział się o ciąży, gdzie wtedy byłaś?! Teraz to mnie nawet nie interesuje bo jedyni przyjaciele na jakich mogłam liczyć to Mercedes, która przygarnęła mnie pod swój dach i Rachel, która pozwoliła bym wypłakała się na jej ramieniu. A Ty?! Pieprzyłaś się gdzieś z Puckiem albo innym frajerem. Kiedy na glee wszyscy zaśpiewaliście „Lean On Me" dając do zrozumienia mi i Finnowi, że możemy na was liczyć, myślałam że Ci splunę prosto w ta zakłamaną mordę. Santana, jest masa innych przykładów „o co mi chodzi" ale zestarzeje się zanim Ci wszystkie przypomnę bo kurwa ewidentnie Ty zapomniałaś. Co mnie w ogóle nie dziwi – Po twarzy Quinn zaczęły spływać łzy. Otarła je szybko rękawem, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Santaną. Tej również oczy zaszły łzami, słysząc słowa przyjaciółki. Bolało ją, że jej własne błędy przed którymi przez cały czas próbowała uciec, dogoniły ją w tak brutalny sposób – Quinn wiem, że nie byłam najlepszą przyjaciółką … ale chcę się zmienić, naprawdę – szyderczym śmiechem, wyśmiała jej wypowiedź Quinn. Energicznie mijając skruszoną celebrytkę, otwarła drzwi – Wypierdalaj ze swoimi żalami i tłumaczeniami do dziury z której wypełzłaś – słowa Quinn, wynurzyły Molly, która stojąc w progu sypialni, opierała się o framugę drzwi i dawała tym samym, wsparcie swej przyjaciółce. Santana próbowała objąć w pasie rozgoryczoną Quinn lecz ta zrzuciła jej planowany uścisk po czym odepchnęła ją w stronę wyjścia – Mam gdzieś Twoje przeprosiny. Nie chcę Cie widzieć. Z naszą znajomością koniec. Wynoś się z mojego domu i mojego życia – Pozwól mi chociaż wyjaśnić … - Quinn ponownie pchnęła latynoskę, tym razem bardziej zdecydowanie – Na uszy Ci padło? Wypad! - Wiedz jedno, nigdy nie przestanę próbować, nigdy rozumiesz? - Gniew Quinn sięgnął zenitu – WYPIERDALAJ! - krzyknęła już przez łzy.

Chwile później, cel osiągnęła gdyż Santana znikła zarówno z mieszkania jak i pola jej widzenia. Ciało Quinn przeszło zarówno gniew, cierpienie jak i rozpacz nad utraconą miłością. Czuła jak serce jej pęka a jej krucha postura nie jest w stanie wytrzymać ów zjawiska ... nie ponownie. Osłabione nogi nie były w stanie jej utrzymać. Wyginając się pod ciężarem, opadała w dół. Gdyby nie asekuracja Molly, która szybko chwyciła ją w locie, ta zapewne już dawno wylądowała na ziemi. Zanosząc się płaczem i krzykiem, wtulała się w komfortowe ramiona przyjaciółki, pociągając ją lekko ku dołowi. Przygotowywała się na to starcie, zbierając w sobie odwagę i siłę lecz nie sądziła, że gdy już będzie po wszystkim – ból jaki pozostanie, złamie ją na milion kawałków bez nadziei na to, by kiedykolwiek jeszcze poczuć a tym bardziej pokochać.