ROZDZIAŁ JEDENASTY

16 luty 2011, sobota

PERSPEKTYWA QUINN [PQ]

Dziesięciogodzinny lot to wciąż za mało, żebym wiedziała co ja w ogóle jej powiem. Jak zacząć taką rozmowę? Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką sytuacją. Mimo wciąż odczuwalnego bólu, słowa matki miały wiele sensu. Poniekąd wciąż winiłam Santanę za zerwany kontakt. Wina leżała jednak po obydwu stronach. Teraz to zrozumiałam. Aż do dzisiaj, miałam kilka dni na przemyślenie tej kwestii. Wywnioskowałam iż każdy popełnia błędy – ja sama również miałam kilka na swoim koncie. Nie chciałabym jednak by przez to bliscy odwrócili się ode mnie, uprzednio wypominając mi je na każdym kroku. Postanowiłam więc zmienić nico swoje nastawienie. Chciałam dać tej długoletniej przyjaźni szansę. Kto wie, może uda nam się dojść do porozumienia i odbudować zerwany kontakt. Nie licząc na nic więcej, próbowałam ogólnikowo, zaplanować tygodniowe wakacje w Nowym Jorku.

Oczy aż błagają o odpoczynek a jednak mózg nie pozwala chociaż na odrobinę. Masakra. Całe szczęście, z tego co Kurt wspominał – Santana dopiero wpadnie wieczorem. Daje mi to jakieś pięć godzin na ogarnięcie się po podróży a może i nawet jakiś wypoczynek. Tak na marginesie, nawet jeśli coś teraz zaplanuje to wiem że jak ją tylko zobaczę, wszelki plan szlak trafi. Nie wiem nawet jak ją dorwać na osobności. Kurt i Rachel zaplanowali już cały wieczór czyli „rodzinna" kolacja a po posiłku, maraton filmowy. Przecież ja zwariuję z nią w jednym pomieszczeniu, bez wyjaśnienia sobie wszystkiego. A do tego czeka mnie jeszcze oglądanie ckliwych komedii romantycznych lub co gorsza … musicali. Rany to naprawdę jest wyjazd przetrwania. Aż trudno uwierzyć, że tak rozpoczną się moje wakacje. Bogu dzięki, już jutro zobaczę Beth. To godne wynagrodzenie. To jednak nie zmienia faktu, że za pięć godzin stawie czoła mojemu największemu wyzwaniu jakim jest Santana Lopez.

Idąc po ogromnym lotnisku Kennedyego, ciągnęłam za sobą jedynie jedną walizkę. Nie sądzę bym potrzebowała więcej rzeczy na zaledwie tygodniowy pobyt w „wielkim jabłku" - jak nazywano Nowy Jork. Ogrom tego miasta zawsze mnie fascynował i przerażał jednocześnie. Nie była to wprawdzie aż taka fascynacja jaką wzbudzał w dwóch divach, lecz wciąż było to dość niesamowite miejsce. Podczas gdy Kurt i Rachel, spuszczali się nad deskami znanych teatrów ja od zawsze wolałam nocne życie, miasta „które nigdy nie śpi". Wprawdzie byłam tu jeż dwukrotnie, nigdy tak naprawdę nie zakosztowałam uroków tej metropolii. Tym razem jednak obiecałam sobie, że nadrobię straty. Bez względu na wynik starcia z Santaną, postanowiłam korzystać z wizyty u dawno niewidzianych przyjaciół oraz spędzić trochę czasu z Beth – nawet jeśli zostanę przedstawiona jako „ciocia" lub „przyjaciółka rodziny".

Tak więc wypełniona pozytywnym nastawieniem, wyszłam w końcu głównym wyjściem by zostać powitana piskliwymi krzykami. Automatycznie wiedziałam, że lada moment zostanę zmiażdżona silnymi uściskami. Spojrzałam uprzednio w kierunku źródła pisków by po sekundzie zostać wieszakiem dla niskiej brunetki – Quinn! Quinnie jak to dobrze Cie widzieć - Podczas gdy ta ściskała ze mnie resztki życia, kątem oka widziałam podekscytowanego Kurta. Podskakując z szerokim uśmiechem, klaskał entuzjastycznie. Tak więc będzie runda druga. Gdy już Rachel popuściła na tyle żebym złapała oddech, czas na kolejne uściski. Kurt oczywiście nie spoczął na tym. Urozmaicił je bowiem skakaniem w kółko, co po moim bezsennym locie, było dalece wskazane. Upłynęło kilka minut zanim zostałam uwolniona. Spoglądając w dół na swój strój zauważyłam staranie wygnieciony fioletowy bezrękawnik – który godzinę prasowałam przed wyjściem – oraz nad gniecione jasne jeansy. Generalnie całość wyglądała, jakbym spała w ów ciuchach. Miodzio. Na szczęście zdążę się przebrać przed wieczorną kolacją gdzie podobne skoki radości, zdecydowanie nie groziły mi ze strony czwartego gościa.

Godzinna jazda z lotniska, była wypełniona szybkimi uzupełnieniami informacji z życia, każdego z nas. Rachel w kółko zdawała relację z jej przesłuchań oraz końcowej otrzymanej roli w musicalu „Funny Girl". Kurt rozgadywał się o jego kwitnącym związku z anglikiem Adamem. Gdyby nie ingerencja Rachel, która z ciekawością i błagalnym głosem zapytała – A co tam słychać na wyspach? - pewnie trwałoby to aż do kolacji. Czyli nie tylko mi robiło się nie dobrze podczas słuchania zwierzeń Kurta. Udzieliłam w miarę szybkiej i bezpiecznej odpowiedzi. Zaczęłam od uczelni a skończyłam na tym jak dostałam pracę w Vogue. Wtedy oczywiście Kurt nadmienił o swoim stażu dla internetowej wersji magazynu czyli – o czym doskonale wiedziałam. Nie chciałam jednak by Rachel odniosła wrażenie, iż poprzez nasze częste telefony z Kurtem, moja i jej przyjaźń, traci na mocy. Znając wrażliwą stronę Rachel, tak właśnie by było. Nie miałam jednak ani ochoty ani siły na kolejny „babski" dramat. To w końcu moje wakacje a nie odcinek programu „Wybacz mi". Słuchałam więc z uwagą gdy rozgadywał się na temat stażu. Z dwojga złego wolałam to a niżeli „Adam jest taki …. Adam powiedział... Adam to... Adam tamto". Wolałam najpierw skupić się na moim własnym życiu uczuciowym – jeżeli takowe istnieje. Rachel choćby czytając w mych myślach, zapytała – Quinn a wiedziałaś, że Santana występuje jako Rosario Cruz?. No tak. Nawet Rachel jest świadoma czegoś tak oczywistego o czym ja przez te wszystkie lata nie miałam pojęcia. Nie wspomnę nawet jak się poczułam. Nie dałam jednak niczego po sobie poznać. Liceum ukończyłam z paskiem a nawet dostałam się do Yale – jednej z najlepszych uczelni w stanach – więc jeżeli przyznałabym się do swej niewiedzy, poza dwoma divami ja również zwątpiłabym we własną inteligencję … ponownie. Przytaknęłam więc grzecznie, sprawiając wrażenie iż Rachel stwierdza fakty tak oczywiste jak, że niebo jest niebieskie.

Bóg wysłuchał moich próśb i w końcu o piętnastej, zaparkowaliśmy w podziemnym parkingu apartamentowca, gdzie przenocuję gościnnie przez sześć kolejnych nocy. Kurt zaoferował się w pomocy przy moim bagażu, co było mi na rękę. Widząc jak ciągnie za sobą różową walizkę, która nie należała do najlżejszych – rozbawiłam się nieziemsko. Nawet Rachel zaoferowała pomoc w jego pomocy, lecz została odrzucona. Mimo że gej to wciąż miał męską dumę. Po pokonaniu dziesięciu schodów oraz wjechaniu czterech pięter, znaleźliśmy się pod mieszkaniem Kurta i Rachel.

PERSPEKTYWA SANTANY [PS]

Uwielbiam podróżować prywatnym odrzutowcem. Nie dość, że cała kabina jest do Twojej dyspozycji to jeszcze pokonujesz teren w rekordowym czasie. Normalnie, lot czarterowy z Los Angeles do Nowego Jorku, trwałby niecałe sześć godzin. Jednakże z racji iż Rosario ma do dyspozycji swój własny samolot, trwało to zaledwie ponad dwie. Nawet nie zdążyłam uciąć sobie drzemki. Trasa koncertowa - wymagała ode mnie całkowitego skupienia więc mimo znajomości tekstów oraz wykucia wszystkich układów, owe dwie godziny spędziłam na przypominaniu oraz wertowaniu materiału. Niby nudne ale jednak pozwoliło mi to na szlifowaniu swego „fachu" oraz odciągnięciu umysłu od niektórych myśli.

Gdy wylądowaliśmy na jakimś prywatnym lotnisku, czas było na przesiadkę do limuzyny. Zanim się obejrzałam, lokaje wnosili moje bagaże. Po pokonaniu drzwi wejściowych hotelu Hilton, obładowane wózki bagażowe, mknęły w stronę wind. Widząc oczekujące sępy prasowe (czyt: paparazzi), ochrona okrążyła mnie na tyle żebym mogła w spokoju wejść do windy.

Pen House w którym zatrzymam się na kolejne cztery noce, był dość skromny. Patrząc na renomę hotelu oraz jego lokalizację to strasznie się zawiodłam. Mimo że pomieszczenia były przestronne i jasne, to ewidentnie dekoratorem był ktoś w wieku co najmniej pięćdziesiątki. Seryjnie, moja własna babcia ma więcej nowoczesności w sobie. No cóż, wytwórnia płaci więc nie powinnam narzekać. Jedno jednak muszę przyznać – łóżko dobrali idealnie. Będąc rozmiarów chyba master king size, zajmował dwie trzecie sypialni. Aż korciło mnie, żeby wskoczyć i odbić się kilkakrotnie od materaca – jak mała dziewczynka. Nie byłam jednak sama w apartamencie a poza tym musiałam trzymać pewien wizerunek …. poczekam na inną okazję.

Tak jak sądziłam, wygoda ów mebla równała się jego rozmiarom. Mimo zaledwie pięciu godzinom snu, czułam się jak nowo narodzona. Byłam gotowa stawić czoła wszystkiemu i wszystkim – nawet bliźniczkom „broadway twins", podczas kolacji na którą mnie zaproszono. Na szczęście towarzystwo Pucka, sprawi iż ów wieczór nie straumatyzuje mnie do końca. Ów „proces" był bardzo blisko, gdy kilka miesięcy po maturze, postanowiłam się przenieść do Nowego Jorku. Mając w głowie jedynie marzenia o sławie (lecz nie dokońca ukierunkowanej) postanowiłam się zatrzymać u Kurta i Rachel. Wiedziałam, że nie mogę liczyć na apartament w Manhatannie lub tudziesz innej znajomej i renomowanej okolicy. Potrzebowałam jednak miejsca by sie zatrzymać, oczywiście poszukując jednocześnie pracy jak i własnego kąta. Na pierwszym się jednak skończyło. Długie i nieregularne, godziny pracy całkowicie ograniczały mój czas wolny a nie wspomnę juz o poszukiwaniach lokum. Nawet czasu na przeglądnięcie ogłoszeń nie miałam. To mianowicie skutkowało moim dwuletnim pobytem w „mieszkaniu bez ścian" z dwoma rozśpewanymi divami. Przyznaję, że z czasem nasze relacje się polepszyły. Staliśmy się sobie zdecydowanie bliźsi. Mimo to, docieranie naszych skrajnie różnych charakterów nie odbywało się bez turbulencji. Poranne „ćwiczenia głosu" (mam na myśli tutaj 7:00am!) Rachel, wielokrotnie psuły mi dzień już na starcie, zanim oczy otwarłam. Kurt całą swoją osobą i zachowaniem, działał mi generalnie na nerwy. Oczywiście, każda moja uszczypliwość czy też szczera uwaga lub rada – kończyła się natychmiastowym nakazem mej eksmisji. Słysząc słowa „Santana, za kwadrans zebranie mieszkańców w salonie", wiedziałam że to JA coś zbroiłam, źle powiedziałam lub czegoś nie zrobiłam. Po zebraniu, pakowałam podstawowe rzeczy i opuszczałam teren loftu by przenocować u którejś z dziewczyn z którymi pracowałam. Z czasem juz na zebrania przychodziłam spakowana Jak dla mnie to było błędne koło, każdorazowo się powtarzające. Mimo: akcji, zgrzytów, prawie rękoczynów, krzyków i pisku, nasze relacje stopniowo łagodniały a zebrania odbywały się zaledwie raz w tygodniu. Jedyną diametralną zmianą był fakt iż, pomimo swej licealnej wzajemnej nienawiści (moje dręczenie Kurta i Rachel, ciągła walka o solówki pomiędzy nimi oraz strach i nienawiść za prześladowania względem mej osoby) to właśnie przez dwuletnie dzielenie jednej przestrzeni mieszkalnej – sprawiło, że staliśmy sie sobie bliscy niczym rodzeństwo, które za pozostałą dwujkę, gotowe jest oddać prawą rękę. Moja późniejsza wyprowadzka do pobliskiego budynku, jeszcze bardziej nas zbliżyła. Tym razewm jednak bez turbulencji. Cieszę się więc, że to właśnie z nimi zamieszkałam na samym początku swego dorosłego życia. Gdyby nie to, kto wie czy dalej utrzymywalibyśmy kontakt a napewno nie zyskałabym dwojga najlepszych przyjaciół. A wracając do tematu ...

Po dokonaniu odnowień higieniczno - kosmetycznych, wcisnęłam się w ciemne skinny jeansy i szary top bez rękawów, lecz z zaakcentowanym dekoltem. Całość wykończyłam czarną, krótką kurtką a włosy spięłam w wysoki kucyk (zupełnie jak w liceum). Słysząc natarczywe dopytywania ze strony Pucka – Gotowa już? Rosie bo naprawdę się spóźnimy!.

Słysząc skrót swego pseudonimu, miałam wrażenie że wołają jakąś staruszkę lub opiekunkę do dziecka. Koszmar. Zdecydowanie coraz mniej odpowiadał mi ten pseudonim.

Kiedy miałam już pewność, że mój wizerunek jest bez jakichkolwiek zastrzeżeń, założyłam ciemne okulary – których wielkie szkła zakrywały mi połowę twarzy, a następnie ruszyłam ponownie otoczona ochroną – w kierunku windy.

Przemierzając ulice miasta, zagubiłam się wzrokiem, podziwiając piękne widoki z okien limuzyny. Zaczęło się już robić coraz szarzej a metropolia powoli budziła się do swego nocnego życia. Większość kolorowych reklam i telebimów, oświetlała już ściany budynków oraz wystaw sklepowych. Kocham to miasto. Mimo że mieszkam w pięknym i słonecznym Los Angeles, wiele bym oddała by to właśnie tutaj zamieszkać. Niestety kontrakt z wytwórnią, uwiązał mnie na kolejne dwa lata w słonecznej kaliforni – gdyż, siedziba i studia nagraniowe, tam się znajdują. Kto wie może po wyczerpaniu kontraktu, zastanowię się nad przeprowadzką do Nowego Jorku, za którym tak tęsknię. Dopiero przyjazd tutaj oraz kurs głównymi ulicami i alejami, uzmysłowił mi jak bardzo.

- Ciekawe czy zmieniły się coś te nasze divy. W końcu to …. sześć lat minęło. Rany ale szmat czasu, co nie?

- Co? – zapytałam nie słysząc pytania

Jak ja nie lubię gdy ktoś do mnie gada kiedy nawet nie patrzę w ich kierunku. Co ja uszy naokoło głowy mam?

- Mówiłem tylko, że dawno nie widzieliśmy Rachel i Kurta

- Aha … no tak

Jakoś nie byłam zbytnio zainteresowana rozmową. Wprawdzie stęskniłam się za bliźniakami, nie oznaczało to jednak chęć obgadania ów kwestii. Zwłaszcza teraz gdy trzymając w dłoni telefon, zauważyłam przypomnienie w kalendarzu. Wiedziałam dokładnie, jaki jutro wypada dzień nawet i bez tego. Nawet do teraz pamiętam jak prawie dziesięć lat temu, po raz pierwszy trzymałam na rękach tak małą istotkę.

Naprawdę starałam się postępować jak trzeba – trzymałam pewnie lecz delikatnie, uważając przy tym na główkę. Wielkie szmaragdowe oczy Beth aż rozświetlały pomieszczenie a uśmiech świeżo upieczonej matki, dopełniał ów zjawisko sprawiając że prawie oślepłam. Już od kilku tygodni wiedziałam o decyzji Quinn i muszę przyznać, była to dokładnie taka sama decyzja jaką ja bym podjęła, będąc w jej sytuacji. Wiedziałam jednak, że mimo swego przekonania – serce Quinn aż krzyczało z bólu i rozpaczy. Nie wiedziałam co zrobić, co powiedzieć by jej ulżyć. Co wogóle powinno się zrobić? Nie byłam nigdy w takiej sytuacji więc nie miałam prawa jej pouczać. Jedyne co przychodziło mi do głowy to wziąć ją w swe objęcia, zapewniając że wszystko się ułoży – chociaż sama nie byłam tego pewna. Mimo to starałam się być dla niej silna. Wiele razy w przeszłości, zawiodłam ją właśnie wtedy, kiedy potrzebowała mnie najbardziej. W tamtym momencie, postanowiłam już zawsze wspierać jedyną osobę, która znając me wady i kompleksy - pomimo nich została przy mnie. Zadeklarowałam wewnętrznie i w milczeniu iż resztę swego życia, spędzę na spłaceniu tego długu wdzięczności.

- Hej Puck. Jutro urodziny Beth – sama nie wiem czy było to stwierdzenie czy upewnienie się, że ojciec dziecka jest poinformowany o tak ważnym dniu

- Wiem. Już zapowiedziałem Shelby swoją wizytę. Spokojnie, spodziewa się mnie jutro.

- Idziesz … sam? - oto jedno z durniejszych pytań jakie kiedykolwiek zadałam. Nic nie poradzę iż ciekawość mnie aż od środka zżerała. Puck odwrócił się w moją stronę by umiejętnie coś wyczytać z mojej twarzy. Ta jednak pozostała pokerowa.

- San, czy to subtelny sposób by spytać czy Quinn tam będzie?

No tak, Puck zawsze ogrywał mnie w pokera. Pewnie poniekąd dlatego, że widział na wylot przez maskę którą nosiłam.

- Może …

- Tak. Tak się składa, że idziemy razem

A więc Quinn będzie jutro w Nowym Jorku? „Super" nie jest nawet bliskie by opisać moją wewnętrzną radość. W końcu będę miała szansę wszystko wyjaśnić a może nawet postarać się by tym razem, żadna z nas nad ranem, łóżka nie opuszczała. To jednak były złudne nadzieje. Mimo to myśl o nich, zdecydowanie poprawiła mi nastrój.

- No dobra, muszę zapytać. Męczy mnie to od kiedy wróciłaś z Europy. Czy między wami do czegoś doszło? - nikt tak umiejętnie jak Noah Puckerman, nie potrafi zmienić tematu

- Powiedziałam Ci, że kiedyś Ci powiem. Jeszcze nie teraz

- A kiedyyyy? - niecierpliwość aż nim wierciła na prawo i lewo. Mimo to, nie chciałam rozmawiać na taki temat w limuzynie. Urwałam więc krótkim – Wkrótce – a następnie kontynuowałam podziwianie miejskiego krajobrazu „Wielkiego Jabłka", który niegdyś nazywałam oraz w niedługiej przyszłości ponownie nazwę, swym domem.

PERSPEKTYWA QUINN [PQ]

- Rany Quinn … ja naprawdę muszę! Jesteś tam już od ponad godziny!

W końcu otwarłam drzwi toalety, by wpuścić zniecierpliwionego Kurta. Ależ on potrafi być upierdliwy! Jako gej. powinien zrozumieć jak cenny jest czas spędzony na dopracowywaniu ostatnich szczegółów, przed ważnym spotkaniem. Gdy już stałam w otwartych drzwiach, Kurt przestał tańczyć taniec „u siu siu, u siu siu siu". W zamian tego, stał milczący z rozdziawionymi ustami

- Kurt! Podobno Ci się chciało TAAAAK bardzo – zaczęłam pstrykać palcami by wybudzić go z transu

- Q … Quinn Ty ….wyglądasz ….

O masz... Nie dość, że dwie godziny się szykowałam to jeszcze w efekcie wyglądam jak pajac. Zmartwiona spojrzałam w dół na swój strój, doszukując się ewentualnych defektów czy niedociągnięć.

- A co źle? Wybacz ale dawno nie jadłam uroczystej kolacji w większym gronie niż dwie osoby. Poza tym znasz Rachel i jej tendencje do perfekcji …..

- Quinn, wyglądasz fenomenalnie, pięknie … czadowo …..

Że co?

- Czadowo? - zapytałam dla pewności, nie będąc świadoma rozwiniętego słownictwa w komplementowaniu kobiet przez Kurta

- No wiesz o co mi chodzi. Jak Santana Cię zobaczy to na pewno czad jej uszami pójdzie

Jakim cudem, Kurt trafił na taki trop?

- Przestań. Kto powiedział, że interesuje mnie opinia Santany co do stroju?

Kurt przekrzywił głowę i z poważną miną, rzucił spojrzenie spod byka mówiące „no proszę Cię!"

- Daj spokój oki? Nie znamy się od dziś

Kierunek tej rozmowy zdecydowanie zmierzał nie według mej myśli

- To Ty daj spokój. Nawet nie wiem o co Ci chodzi ….

Ten chyba całkowicie już zapomniał o niedawno pilnej potrzebie fizjologicznej, ponieważ chwytając mnie za łokieć, praktycznie zaciągnął mnie do kuchni – z dala od Rachel. Temat ewidentnie go pochłonął za to ja z każdym słowem, czułam się jak na przesłuchaniu. Brakowało jedynie lampy w oczy i byłby komplecik.

- Słuchaj. Już w liceum mój gaydar wariował: na Santane, na Britt i ... na Ciebie. Wprawdzie Britt okazała się jedynie bi ale wciąż … drgania były. Za to u Ciebie i Santany, wariował jak szalony! Wprawdzie Blaine mi nie wierzył ale ja wiem co mówię a widząc Cię taką ... – jednym tchem wyrecytował a rękoma wskazał moja sylwetkę od góry do dołu – mam już całkowitą pewność. Zaraz napisze Blainowi „ha ha a nie mówiłem"

Wprawdzie nie tak wymarzyłam sobie ujawnienie prawdy przyjaciołom, ale teraz nie było już odwrotu. Kurt miał rację i dokładnie o tym wiedział. Musiałam jedynie powstrzymać go przed klapaniem jadaczką.

- Ok Kurt. Zgadza się. Jestem lesbijką ... - chłopak aż zapiszczał z ekscytacji, zakrywając usta – ale po pierwsze: ani słowa o tym dzisiaj. Nie chce się ukrywać ale też nie chcę robić sensacji. Ten wieczór ma być dla nas a nie o moim życiu seksualnym – Kurt przytaknął, wciąż zakrywając usta dłońmi – A po drugie: To, że gram w tej samej drużynie wcale nie oznacza, że lecę na Santanę … kapujesz? - tym razem, zamiast zgodzić się na stwierdzenie z moich ust, po prostu wyszedł z kuchni

Co jest? Przysięgam … im bardziej poznaje Kurta, tym mniej go rozumiem.

Zanim zdążyłam również opuścić kuchnię, we framudze drzwi pojawił się Kurt. Tym razem jednak, przyprowadził Rachel. Widząc mnie stanęła jak wryta - oczy prawie jej wypadły z oczodołów a dolna szczęka, prawie uderzyła o panele podłogi.

- Wow Quinn. Kurt nie kłamał. Wyglądasz czadowo! – wydusiła wkoncu, podnosząc szczękę lecz bez ani jednego mruganięcia, Rachel

A co to? Słówko dnia? „czadowo"

- No nie powiem … Gdybym nie była hetero tak jak i Ty…. to na bank już bym się za Ciebie brała... – wystrzeliła jak z procy, uruchamiając jenocześnie „proces" mrugania.

Nikt tak nie potrafi walnąć podkręconej jak Berry. Nagle zapadła cisza, tak zręczna – że można żonglować. Obydwoje z fascynacją wpatrywali się we mnie, skanując od góry do dołu jak jacyś zboczeńcy.

To pewne. Divy do reszty powariowały we własnym towarzystwie a ja muszę się przebrać i to natychmiast!

- Koniec show – ruszyłam przed siebie, mijając inwazyjnie wpatrzone bliźniaczki – Idę się przebr...

Nawet nie dokończyłam, gdy w mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu. Goście idą.

Zajebiście – niezręczny wieczór, ciąg dalszy.

PERSPEKTYWA SANTANY [PS]

Rany. Nigdy nie sądziłam, że wizyta u „hobbita i laleczki", będzie tak stresująca i tremująca. No tak … błahostką jest występować na żywo przed tysiącami ludzi ale jeśli chodzi o spotkanie z przyjaciółmi z liceum, trzęsiesz gaciami – nieźle Lopez, naprawdę nieźle.

Po, wydawać by się mogło, sekundowej podróży windą w końcu znaleźliśmy się przed drzwiami wejściowymi do mieszkania. Słysząc zamieszanie za drzwiami, delikatnie pukając i nie czekając na zaproszenie, otwarłam bramę piekieł. Gdybym tylko wiedziała co kryje się po drugiej stronie – poczekałabym na durne zaproszenie.

Na starcie zauważyłam wpatrujące się, szmaragdowe oczy – należące do kobiety, na spotkanie której dopiero miałam się szykować... jutro!. Gdyby nie piszcząca i machająca energicznie rękoma, Rachel, zapewne nigdy nie udałoby mi się wyrwać spod zaklęcia - jakie rzucała na mnie Quinn, za każdym jednym razem gdy nasze oczy się spotkały. Ściskając niską, rozweseloną brunetkę, nie mogłam wyjść z podziwu, jak olśniewająco Quinn wyglądała. Spod luźnego beżowego golfa - dzięki zbyt dużemu, opadającemu na ramiona dekoltowi - widać było czarną bokserkę. Golf był nawet przydługawy lecz idealnie pasował do czarnych, obcisłych, skórzanych spodni. Przez ostatni miesiąc, włosy jej delikatnie podrosły lecz widząc je efektownie wyprostowane i lekko natapirowane, dodawały jej niegdyś niewinnej postawie, zadziornego pazura – aż poczułam motylki na sam jej widok. Kiedy powitalnie uśmiechnęła się do mnie, automatycznie straciłam czucie w nogach. Na szczęście Rachel zawsze „intensywnie" się witała, co dało mi czas na odzyskanie sił. Kiedy Puck przejął „hobbita", na mojej szyi zawisł Kurt. Oprócz powitania, mamrotał tam coś pod nosem mi do ucha lecz widok pewnej blondynki, całkowicie zaćmił mi umysł a jak się okazało również i inne zmysły. Po chwili on również popuścił uścisk, by powitać Pucka.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam, że zaprosiłam Pucka? Szwendał się taki po ulicy a ja serca nie miałam go tak poprostu zostawić

Kiedy Rachel, kiwnęła dłonią zapewniając „Im nas więcej tym weselej" na ramieniu poczułam lekkie pchnięcie. Mogłam jedynie domyślać się, iż to Puckermanowa forma „Ej, czuje się urażony". „Domyślać" to jak najbardziej trafne określenie, gdyż nie byłam w stanie nawet spojrzeć w jego kierunku. Czar wciąż działał nawet na tyle, że darowałam sobie uszczypliwą uwagę w stronę Pucka, typu „uwarzaj sobie kogo klepiesz bo jak się odwinę ..."

Oto nadeszła chwila prawdy.

Kultura osobista oraz dobre wychowanie, nakazywało mi również się przywitać z „czarodziejką". Tak więc kiedy Quinn ruszyła w moim kierunku, sama do końca nie wiedziałam, czego się spodziewać i co mnie za chwilę czeka. W głowie wirowały mi różne warianty – od negatywnych typu strzał w pysk i wyzwiska do nader pozytywnych jak gorący pocałunek. Ku memu zaskoczeniu, powitanie było pozytywne (chociaż nie aż tak, jak bym sobie mogła wymarzyć) Banalny przyjacielski uścisk, był czymś tak zwyczajnym jak i niezwyczajnym, jednocześnie. Trwał zaledwie kilka sekund lecz gdy ramiona Quinn oplatały moją szyję, moje nozdrza wypełniła znajoma woń wanilii. Nie dałam po sobie poznać, jak bardzo ten kontakt zadziałał na mnie, nikomu obecnemu – jednakże martwił mnie lekko, dziwny wyraz twarzy Kurta. Szybko jednak odepchnęłam ów zmartwienie, gdyż nasilający się hałas i gwar, blokował mi nawet moje własne myśli.

Rachel i Kurt, zaczęli nakrywać do stołu a Puck i Quinn, rozsiedli się wygodnie na sofie – pogrążeni w jakiejś dyskusji. Postanowiłam wykorzystać ten moment by odetchnąć i słysząc własne myśli, ogarnąć to szarpiące mną, tornado emocji. Chwyciłam więc butelkę wina, które przynieśliśmy z Puckiem i postanowiłam je schować do lodówki. Od razu dorwę szklankę wody, skoro już będę w kuchni (niewiadomo czemu nagle miałam suche gardło co utrudiało nawet przełykanie śliny) Dodatkowo, ciągłe oblizywanie suchych ust, mogło zakończyć się tym, że zostanę posądzona o skrajne wariactwo. Na to jednak nie mogłam sobie pozwolić. Nie kiedy „o ironio", Quinn była w pobliżu. Ironią było to, iż właśnie z jej powodu, nagła susza wystąpiła.

PERSPEKTYWA QUINN [PQ]

Widząc jak Santana oddala się do kuchni wiedziałam, że teraz mam swoją szansę. Przeprosiłam uprzejmie Pucka, którego już od jakiegoś czasu przestałam słuchać w jego szkolnych opowieściach, po czym wstając ruszyłam powoli do kuchni. Mimo iż serce nakazywało mi biec, by dorównać mu tempa, nie mogłam jednak dać Kurtowi amunicji do kolejnego przesłuchania.

Widząc jak łapczywie opróżnia zawartość szklanki, podeszłam bliżej lecz nie na tyle, by czuć jej perfumy. Nie mogłam ryzykować by emocje wzięły górę nad mym umysłem (a tak zapewne by było). W chwili gdy drzwi loftu ukazały mi tak stęsknioną mi posturę Santany, poza faktycznym uzmysłowieniem mi jak bardzo za nią tęskniłam, motylki zaczęły wirować w praktycznie każdym zakamarku mego ciała. Czułam nawet jak me serce przyśpieszyło, upłycając muj oddech a nogi zmieniając w watę. Nawet nie wiem jakim cudem, udało mi się ruszyć w jej kierunku by kulturalnie się z nią przywitać. Początkowo, mój mózg nie zarejestrował nawet obecności Pucka. Czekoladowo ogniste spojrzenie, całkowicie mnie omamiło a zapach jej perfum, dodatkowo zaczął budzić uśpiony żar między moimi udami. Resztkami sił, wytrąciłam owe myśli i wspomnienia by powitać równie kulturalnie, piatego uczestnika kolacji.

Pamiętając jednak jaki efekt wywarł na mnie widok Santany, która wyglądała jeszcze bardziej zniewalająco niż ją zapamiętałam w połączeniu z tyyyymiiii perfumami, musiałam trzymać dystans by całkowicie się nie zatracić. To nie o to tutaj chodziło. To nie z tą myślą przyjechałam. Na to również przyjdzie czas lecz najpierw musiałam pozwolic działać jedynie umysłowi. Musiałam wszystko wyjaśnić. MUSIAŁAM dowiedzieć się prawdy i na czym tak naprawdę stoję.

Oparłam się powoli o blat kredensu a dłońmi, wspierałam się o jego krawędź. W końcu usłyszałam brzdęk pustej szklanki w zlewie. Czas mnie gonił z sekundy na sekundę. Musiałam zacząć, zanim ta postanowi dołączyć do reszty w salonie i jadalni.

- Hej. Masz chwilę pogadać?

Santana, odwróciła się z półobrotu by spojrzeć w moim kierunku. Ciałem była już zwrócona ku wyjściu z kuchni więc praktycznie wyrobiłam się w ostatnim momencie by zwrócić jej uwagę. Przeciągając swe spojrzenie, zmrużyła oczy. Oznaczać to mogło kilka emocji: złość, skupienie lub zdziwienie. Jeśli chodzi o Santanę Lopez to ZDECYDOWANIE nie była otwartą księgą. Perfekcyjnie wyrobiona w liceum „pokerowa twarz", ani odrobinę nie ukazywała jakichkolwiek emocji (tzn kiedy mury obronne stały twardo uniesione a sama Santana, nie pozwalała ów emocjom na wypłynięcie)

- Spoko ale nie sądziłam, że w ogóle chcesz ze mną gadać … tak normalnie. Z tego co pamiętam to ostatnio nawet do słowa nie dałaś mi dojść

No tak. Oczywiście, że pamiętała o owym „monologu". Miałam jednak nadzieję iż temat wypłynie znacznie później. Nie wiem czemu ale poczułam się paskudnie. Nie mogłam nawet patrzeć na nią … bez wyrzutów sumienia. Tak bardzo wstydziłam się tego, co wydarzyło się na naszym ostatnim spotkaniu. Spuściłam więc głowę by nabrać odwagi. Kilka sekund minęło. zanim znów spojrzałam w te czekoladowe kamyki.

- Santana, nawet nie wiesz jak jest mi przykro, Zrozum, że byłam zła i zmęczona. Naprawdę nie chciałam powiedzieć tych wszystkich rzeczy. Nie powinnam była Cię w ten sposób atakować. Szczerze żałuję tego co powiedziałam. Nikt nie zasługuje na takie ... coś, a już napewno ... a zwłaszcza Ty.

- Nie zaprzeczam, niezbyt miło się tego słuchało. Należało mi się. Tak na marginesie, nie powiedziałaś wtedy niczego co nie było prawdą

- Mimo wszystko. Naprawdę żałuję, że w taki sposób zakończyłyśmy sprawy między nami

Santana nic nie odpowiedziała. Przyglądała mi się jedynie w milczeniu. Z każdą mijającą sekundą, coraz bardziej chciałam podejść i ją przytulić, pocałować. Jej intensywny, przenikliwy wzrok, działał na mnie niczym magnez. Również i ta cisza została przerwana. Widząc jak Santana powoli rusza w stronę drzwi do salonu, musiałam działać.

- Czy ta propozycja wspólnego lanczu, jest dalej aktualna? - bezpośrednio zapytałam

Santana powoli przystanęła w połowie kroku by chwilę później, ponownie spojrzeć w moją stronę.

- Lancz? - zdecydowanie, nie miała pojęcia o czym mówię

- Pamiętasz jak przyszłaś do mojego biura, by pogadać o tym co wydarzyło się wcześniejszej nocy? - powolne skinienie jej głowy było wystarczającym dla mnie znakiem by kontynuować - Zapytałaś wtedy, czy nie wybiorę się z Tobą na lancz aby wszystko wyjaśnić. Tak więc pytam, czy to dalej aktualne?

Szczerze mówiąc, sama nie spodziewałam się aż takiej bezpośredniości. ze strony swej osoby. Równie zdziwiona była Santana. Przysięgam, że mimo swej pokerowej miny, udało mi się dostrzec jak na jej twarzy, zaczyna pojawiać się delikatny półuśmiech – Czemu pytasz? - usłyszałam

- Po prostu sądzę, że nasza długoletnia przyjaźń mimo kilku problemów, zasługuje chociaż na jedną szansę żeby sobie wyjaśnić co nieco. Jak myślisz?

Nie musiałam długo wyczekiwać odpowiedzi. Dostrzegając powoli budzący się błysk w oczach Santany oraz jak jeden z kącików jej ust (ach te usta...) się unosi w zarysie uśmiechu, otrzymałam niemal idealną odpowiedź.

- Myślę, że to świetny pomysł. Może jutro?

Do kolacji, zasiedliśmy przy czteroosobowym stoliku. Była nas jednak piątka, więc musieliśmy ścisnąć się. Nie przeszkadzało mi to. Siedząc pomiędzy Kurtem i Rachel, byłam wdzięczna iż nie wylądowałam obok Santany lecz naprzeciwko. Mogłam podziwiać kobietę, która całkowicie przestawiła mi życie o 180 stopni, w ciągu ostatniego miesiąca – bez ryzyka dotyku, który mógłby jedynie wzniecić niezręczną sytuację. Dodatkowo mój miesięczny brak seksu (oprócz doprowadzania mnie do wariactwa) zapewne dałby o sobie znak. Zwłaszcza, iż chodziło o jedyna kobietę, która w tak intensywny sposób, na mnie działała. Puki co, byłam zwolenniczką kontaktu z dystansu.

Podczas spożywania posiłku, każdy z nas wymieniał się historiami ze swojego aktualnego życia. Rachel przedstawiała wszystkim, krok po kroku, przebieg przesłuchań do głównej roli w musicalu; Puck zachwalał ekscytujące strony jako pracownik „Rosario Cruz"; Kurt oczywiście nie wspominał o niczym innym jak o Adamie a ja starałam się jedynie ogólnikowo, przedstawić moją historię przeprowadzki do Europy. Mimo, iż kariera Santany była najbardziej prestiżowa z naszej piątki, jako jedyna, wyłącznie słuchała uważnie naszych opowieści. Nie zabrakło również wspomnień z liceum. Na szczęście wszystkie z nich były pozytywne. Podczas gdy wszyscy wysłuchiwali oraz wypytywali się o resztę klubu, moje oczy wciąż krążyły wokół Santany. Nie sądziłam, że nawet po tym wszystkim, dalej będzie mnie przyciągać niczym magnes. Naprawdę starałam się skupić na czymkolwiek innym (miasto, talerz, Adam, piski i kwiki Kurta i Rachel, serwetka, kieliszek ... cokolwiek!) – lecz nawet szokujące wieści od szatynki, nie były w stanie mnie zdekoncentrować od spoglądania w stronę latynoski – ukradkiem oczywiście. Kilkakrotnie, przyłapała mnie na tym lecz jej pokerowa twarz nie zdradzała jakichkolwiek reakcji. Jedynie jej brązowe oczy, przeszywały mnie, powodując że poczułam się winna niczym prześladowca.

Weź się w garść Fabray – powtarzałam sobie.

Kiedy nasze oczy spotkały się na dłuższą chwilę, czułam jak mój oddech przyśpiesza. Gdyby nie obecni Kurt, Rach i Puck, zamknęłabym przestrzeń między nami, gorącym pocałunkiem. Pozostało mi jedynie obserwowanie jej z daleka. Nie powstrzymało to jednak mojego umysłu przed fantazjowaniem „Co by było gdybyśmy były tu same?..."

Oskarowe branie się w garść typu „z deszczu pod rynnę" Bravo Fabray, naprawdę godne osiągnięcie.

- Normalnie nie wytrzymam – usłyszałam pół-pisk Kurta – Miałem nic nie mówić ale już dłużej nie wytrzymam.

Przyznaję, już sam początek wybił nawet MNIE z mojego transu fantazji ... ech ...

- Quinn jest lesbijką! – wypalił nagle z piskiem – Wybacz Quinn – przeprosił, nachylając się lecz wciąż na głos dla wszystkich dostępnych osób

Zabije go! Przysięgam!

Podczas gdy myślałam nad odpowiednią karą dla niego, Santana wycierała z twarzy wino, którym zakrztusiła się słysząc „nowiny" a Rachel, praktycznie dolną szczęką uderzyła w blat stołu (jak tak dalej pójdzie to będę zmuszona opłacać jej wizyty stomatologiczne). Jedynie Puck wydawał się w miarę normalnie do sprawy podchodzić, czym zgdziwił chyba każdego. Jego licealny wizerunek ... nie do końca krzyczał „dojrzałość".

- Wow. Jak długo? - zapytał dość skołowany Puck. Nie dziwię mu się, w końcu mamy razem dziecko. Zanim jednak reszta zasypie mnie pytaniami – mimo iż to nieuniknione – postanowiłam rozwinąć temat w miarę wyczerpująco.

- Tak więc, zgadza się jestem lesbijką. W sumie nie wiem dokładnie od kiedy. Od zawsze czułam się … inna. Dopiero jak poszłam na studia, postanowiłam …

- Eksperymentować – wtrąciła Santana. Spowodowało to oczywiście, że spojrzałam w jej kierunku.

Przysięgam, jej oczy nigdy nie były tak błyszczące.

- Tak. Z czasem zrozumiałam, że to nie przejściowa faza. Taka po prostu już jestem – Rachel dalej próbowała ogarnąć napływ nowych informacji a Puck, nie wiadomo czemu, nagle skierował się do siedzącej obok Santany – Wiedziałaś o tym? - Widać było zarówno zmieszanie jak i rozbawienie na jej twarzy. Sporo czasu zajęło jej udzielenie dyplomatycznej odpowiedzi. Wyczekujące cztery pary oczu, były wkońcu dość silną presją.

- Wiedziałam – odpowiedziała krótko Santana

- Czemu nic nie powiedziałaś? - rozległ się głos Rachel Berry – Gadamy ze sobą na skype i facebooku. Poza tym dzwonimy co kilka miesięcy a Ty nawet nic nie wspomniałaś! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi i nie mamy przed sobą sekretów... - w jej głosie, wyczuć można było rozczarowanie oraz pretensję. „Biedna Santana" - pomyślałam. Cała wina spadła na nią. Miałam tylko nadzieję, że broniąc się nie wygada się odnośnie naszych dwóch, wspólnych nocy. Wtedy lawina pytań, zabiłaby nas obie.

- Nic nie mówiłam bo to nie mój sekret by o nim opowiadać – po tych słowach, rzuciła lodowate spojrzenie na Kurta.

Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Przerażona mina Kurta była bezcenna. Nie próbował się nawet bronić. Wiedział, że źle postąpił. Zapewne przed oczami niczym filmik, widział JAK podobna sytuacja skończyła się dla niejakiego Finna Hudsona. Obecność oraz TO lodowate spojrzenie, przeciwniczki numer jeden względem „outowania przez osoby trzecie" zdecydowanie zabierały stopniowo kolor jego twarzy. Z jego zaróżowionych policzek, pozostało jedynie echo. Spuszczając głowę, całkowicie pochłonął się wygrzebywaniem resztek ze swojego talerza. Ciepłym uśmiechem, podziękowałam Santanie za to, że stanęła w mej obronie. Oczy miała pełne troski i współczucia. Wiedziała dokładnie, że nie taki coming-out miałam w planach lecz dzięki jej duchowemu i milczącemu wsparciu, poczułam się znacznie pewniej.

- Masz kogoś? - wyskoczył Puck

- Przestań. To chyba trochę osobiste, nie sądzisz? - skarciła go Rachel.

Po chwili zwróciła się do mnie

- Quinn, nie musisz odpowiadać jak nie chcesz

No tak. Mogłam się tego spodziewać. Miałam dość mało czasu na przemyślenie odpowiedzi. Wybrałam więc mniej szkodliwą

- Tak

Starałam się nie patrzeć nawet w stronę Santany, lecz kątem oka widziałam zmianę w jej pokerowej twarzy. Niczym po zdjętej masce, widać było zaskoczenie a jej oczy wypełnił smutek. Ewidentnie byłam dobrą aktorką, skoro nawet ona uwierzyła w to kłamstwo. Nie miałam jednak wyjścia. Gdybym odpowiedziała szczerze, końca swatania by nie było. Kurt automatycznie miałby pełny magazynek by atakować odnośnie Santany – tak jak to poniekąd zaprezentował przed kolacją a Rachel, której hobby jest swatanie znajomych – miałaby pole do popisu mimo iż kontakty branżowe, są poza jej ekspertyzą. Znając ją, uczęszczałaby na kursy zaoczne a noce zarywała, wyczytując wszelkie informacje by w końcu uderzyć.

Żal mi było Santany lecz, właśnie z myślą o niej skłamałam. Również jej, chciałam zaoszczędzić durnych i niezręcznych pytań. Szkoda tylko, że nie mogę jej teraz tego wyjaśnić ... gdyż widząc jej spuszczone na talerz oczy, nie mogłam wybaczyć sobie, iż to ja spowodowałam wypełniający je smutek. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza dzisiaj. Zwłaszcza, kiedy WKOŃCU przełamałam własny upór i cholerną dumę by skupić się na znacznie ważniejszych aspektach ... by wszystko wyjaśnić ... by pomóc zarówno jej w domniemanych nałogach jak i sobie, dając upragnioną szansę na szczęście.

- No to gadaj. Jak ma imię? Długo jesteście razem? - przesłuchania ciąg dalszy. Słysząc pytanie, odwróciłam wkońcu wzrok od zamyślonej nad talerzem Santany a uwagę skierowałam na resztę gości. Przysięgam, Puck nadaje się na wścibskiego dziennikarza – Dlaczego nie przyjechała z Tobą? - również Kurt dorzucił swoje dwa grosze.

- Po kolei, ok? Tak więc ma na imię Molly...

Wybacz Molly ale musiałam szybko reagować a jedynie Ty mi przyszłaś do głowy.

- Jesteśmy razem od prawie roku. Pracujemy razem i tak się poznałyśmy – chciałam umiejętnie wyprzedzić pytanie, które aż cisnęło się PONOWNIE Kurtowi na usta – Nie mogła przyjechać bo jedynie mi zgodzili się dać urlop

- Jak wygląda? Jest gorąca? Masz jej zdjęcie? - Puck ewidentnie dopiero się rozkręca. Praktycznie dostrzec można było, jak owy temat (poza byciem jednym z nielicznych, który interesował go podczas tego wieczoru) napędza zębatki w jego mózgownicy a uśmiech i błyszczące oczy były niczym fotografia, tego samego Noah Puckermana, który „dojrzałością emecjonalną" wojował w murach McKinley. Jeszcze moment a będę wypytywana o „mój typ".

- Jedynie na komórce ale się rozładowała. Muszę najpierw ją podładować. Wtedy wam pokaże.

Zainteresowanie ze strony Kurta i Pucka, mnie nie dziwiło lecz jego brak ze strony Rachel, był dość niespotykane. Zazwyczaj wścibska i ciekawska szatynka, zasypywała mnie masą pytań – chociażby odnośnie przepisu na ciasto. Tym razem jednak było inaczej. To mogło oznaczać jedynie dwie rzeczy: po pierwsze złość odnośnie niedoinformowania, po drugie to brak akceptacji. Późniejsze raczej wykluczałam, zwłaszcza, że od kilku lat przyjaźni się i mieszka z gejem (a w przeszłości również i z lesbijką). Nie wspominając już, że przez parę gejów, była wychowywana.

Z drugiej strony, milczenie i dystans Santany, był mi całkowicie zrozumiały. Prawdopodobnie tak samo bym się czuła, będąc w jej sytuacji. Ba! Sama nawet nie wiem, czy tak nie jest. Poza rozmową w kuchni oraz grupowo przy stole, nie zamieniłyśmy ani słowa. Unikając kontaktu od naszego spotkania, nie miałam bladego pojęcia o jej sytuacji uczuciowej. Kto wie, może i ona „też" ma kogoś?

Jakim chorym i dziwacznym cudem dopiero TERAZ nad tym myślisz debilko? Nie żebyś od kilku godzin była w mieście! Zapomnijmy tez o godzinach rozmów w aucie, przed kolacją i ... przez telefon gdzie mogłaś nadmienić ten temat. Ale NIEEEE, bo po co? Przecież to zaledwie mały nieistotny detal ... który całkowicie stawia sprawy w innym świetle! Ponowna nominacja do Oskara ... Tym razem w kategorii: „Wążne i kluczowe sprawy, bezbłędnie omijane do momentu ostateczności"

Obawiając się pogorszenia jej stanu – z powodu którego, Puck zadzwonił o moją pomoc – musiałam jej wszystko jak najszybciej wyjaśnić.

Jak i może ... przypadkiem, sama zapytać o co nie co, he?

Jutrzejszy lancz, będzie do tego idealny.

Minimalna ilość informacji, jakie zdradzałam odnośnie mojej „dziewczyny" sprawiło ogólne porzucenie tematu.

Nareszcie.

Kurt i Rachel zaczęli sprzątać ze stołu a Puck zaoferował przygotowanie salonu.

No tak … wieczorek filmowy.

Santana pośpiesznie poszła do łazienki. Postanowiłam wykorzystać to by podłączyć telefon do ładowarki.

Idąc do sypialni Rachel, gdzie znajdowały się moje bagaże, czułam dyskomfort długotrwałego siedzenia w skórzanych spodniach. Musiałam się przebrać skoro planowane było jeszcze dłuższe siedzenie.

PERSPEKTYWA SANTANY [PS]

Molly? Co za Molly? Dlaczego nic nie wspominała?

Skoro są razem tak długo, dlaczego się ze mną przespała? Zdradziła swoją dziewczynę … dla mnie?

To nie ma sensu. Quinn Fabray jaką znam, nie zdradziła by … znowu. Jedyne taki przypadki były w liceum. Była wtedy młoda. To było dekade temu. Teraz jednak to inna sprawa. Zmieniła się. Wiem o tym.

Jak mogła nic nie wspomnieć o jakiejś Molly?

Molly?!

Co to za imię? Quinn powinna być z kimś jak … Nicole, Louren albo …

Rosario …

Tak bardzo chciałam przepłukać twarz, żeby wytrzeźwieć. Zrujnowany makijaż, byłby jednak nie do przyjęcia. Ewidentnie, pół lampki wina zbytnio na mnie podziałało. Gdyby nie torebka w salonie, walnęłabym kreskę i po problemie.

Molly...

Przyglądałam się jeszcze swemu niewyraźnemu odbiciu. Zastanawiałam się co robić. Dalej chciałam Quinn. Chciałam za wszelką cenę z nią być. Obiecałam zarówno jej jak i sobie, że nie przestanę próbować ale to było zanim wiedziałam o dziewczynie.

Nie rozwalam związków. Nigdy taka nie byłam – PO LICEUM – i nie będę. Zwłaszcza jeśli chodzi o Q. Nie jeżeli jest szczęśliwa z M ... Mary? Mandy?

Kurna wafel, wiem na bank, że to jakieś imie na M.

No tak, co sie dziwisz Lopez ... zapamiętywanie nieznaczących imion nigdy nie było twoją mocną stroną.

Ale problem w tym, że ona jest znacząca ... dla Quinn. Mojej Quinn ...

Wiem, że z jednej strony powinnam odpuścić lecz … tutaj chodzi o Quinn a nie o jakąś tam „laskę". Muszę o nią walczyć. Nie podaruję sobie dopóki wiem, że jest jeszcze nić nadziei.

Jutro idziemy na lancz ale ... nie wiem czy dam rade wytrzymać tak długo w niewiedzy.

Nagle wpadłam na genialny pomysł. Nagłe oświecenie.

ALLELLUJAAAA!

Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni spodni i zaczęłam wybierać numer.

PERSPEKTYWA QUINN [PQ]

W czasie gdy telefon zaczął czerpać świeżą energię życiową, przeszukałam walizkę w poszukiwaniu wygodnych ciuchów. Skórzane spodnie, zamieniłam zielonymi dresowymi oraz zdjęłam ten cholerny golf. (współgrając ze skórzanymi spodniami, absolutnie nie ułatwiały mi opanowania - rosnącego żaru, pomiedzy nogami - a dodatkowo, uzupełniały ów odczucie również zewnętrznie. Taki cholerny komplecik).

Sekundę po tym jak odłożyłam wszystko na krzesło, reanimowany smartphone nagle zawibrował. Spojrzałam na ekran. Widząc wyświetlające się imię „Molly", uśmiechnęłam się pod nosem. Jej wyczucie czasu, nie mogło być trafniejsze.

- Hej Molly, co tam?

- Wow... Ty żyjesz?

Dotarło do mnie, że od przylotu nie kontaktowałam się z nadopiekuńczą przyjaciółką. Biorąc pod uwagę jej strach przed lataniem, spodziewałam się iż ta odgórnie założy katastrofę lotniczą. Aż miałam wyrzuty sumienia.

- Tak wiem. Miałam dać znać ale telefon mi padł. Potem nie było czasu. Tu zdecydowanie za dużo się dzieje.

- Oooo no to gadaj. Wybaczone jak zdradzisz mi jakieś pikantne szczegóły – Molly ewidentnie ucieszyła się pomimo mojego milczenia. Oczami wyobraźni widziałam jak trzymając drinka, wygodnie rozsiada się w fotelu by uważnie wysłuchać nowości.

Temat Santany, był poruszany każdorazowo podczas naszych „babskich wieczorków" a wraz ze zbliżającym się wyjazdem, coraz częściej i nawet w godzinach pracy.

Usiadłam więc na krawędzi łóżka Rachel. Zanim byłam gotowa by zaspokoić jej ciekawość odnoście postępów z latynoską, za bardzo nie wiedziałam jak ugryźć temat, którego centralnym punktem, była właśnie Molly.

- Tak się składa, że godzinę temu … wytargano mnie z szafy. Chciałam uniknąć swatania bo jakoś w twoim wydaniu, wystarczająco mnie to ztraumatyzowało … Musiałam więc skłamać, że mam kogoś od roku no i ...– przez telefon znacznie odważniej mogłam o tym mówić, gdyż byłam poza zasięgiem jej sierpowego i obcasów – iiii … pomyślałam o Tobie. Wybacz ale to była szybka reakcja. Mam nadzieję, że się nie gniewasz ….

Po drugiej stronie telefonu zapadła cisza. Lecz nie na długo. Nagły, głośny śmiech Molly, aż odrzucił mnie od słuchawki, gdyż już mi zaczęło dzwonić w uszach od ultradźwiękowego śmiechu. Chwilę trwało zanim ta była w stanie mówić w miarę zrozumiale.

- Zajebiście.! No co Ty Quinnie! … Za co mam się niby gniewać? Przynajmniej w wyimaginowanym świecie, nie jestem uwiązana do garów, męża i dzieci. Rządzę! - prawdopodobnie to jedna z tych reakcji, których nikt by się nie spodziewał. Aż się szeroko uśmiechnęłam, słysząc jej reakcję.

- Naprawdę?

- No ba! Tylko powiedz im same pozytywy. To samo tyczy fotek. Jak pokarzesz te z „Xero" to na pewno się pogniewamy. Mimo swojego wieku wciąż ze mnie gorąca laska i niech taki wizerunek pozostanie. Nie muszą koniecznie podziwiać mnie zalanej na rurce ze stringami na głowie. Kapujesz?

No tak, cała Molly.

Nie wiedząc co ją tknęło (aczkolwiek jakiekolwiek zachowanie wykraczające poza normalność, w żaden sposób mnie już nie dziwiło ... tzn w jej wykonaniu) lecz nagle zaczęła wymyślać historyjkę swojej alter-ego oraz „jak ten romans się zaczął". Przysięgam, ta dziewczyna marnuje się w redakcji. Jej powołaniem jest zdecydowanie pisanie książek fantasy. Aż czekałam jak dorzuci coś o elfach lub czarodziejach.

Słuchając jej wersji wydarzeń, nie miałam serca jej przerywać by wspomnieć o obecności Santany. Kulturalnie wysłuchiwałam jak to „miłość od pierwszego wejrzeniaoraz przeznaczenie, splotło nasze serca". W trakcie takowej wersji okazało się, że to ONA mnie uwiodła mimo mych oporów i zgrywania niedostępnej.

Taaaaaaaaaaaaaaaaa

PERSPEKTYWA SANTANY [PS]

Po moim wyjściu z łazienki, zauważyłam czysty stół. Całe szczęście, porządki mnie ominęły. Rozglądając się po mieszkaniu, dostrzegłam Pucka i Rachel jak w salonie, debatują na kolejnością i rodzajem filmów. Za plecami słyszałam jak Kurt zmywa naczynia, nucąc jakiś hicior z jakiegoś tam musicalu. Po Quinn ani śladu. Widząc jej buty w holu, wiedziałam że gdzieś w mieszkaniu, jednak jest.

Słysząc znajomy i zaraźliwy śmiech, okazało się iż autorka tych słodkich dźwięków siedzi w sypialni Hobbita. Zmrużyłam oczy, widząc zakradającego się do drzwi Kurta.

Ale jak? ... Dopiero co zmywał!

Widząc mnie, zakrył palcem usta na znak ciszy. Ewidentnie chciał podsłuchać rozmowę telefoniczną Quinn. Nie przejęłam się tym zbytnio. Ja mu dupy nie będę ratować jak Quinn go dorwie … a może nawet jej pomogę.

Mam już nawet kilka upatrzonych miejsc na schowanie zwłok, hehe

To co dzisiaj odstawił, automatycznie przypomniało mi jak to mnie wytargano „z szafy". Było to jeszcze w liceum. Spędzając dużo pozalekcyjnego czasu z Brittany, zbliżyłyśmy się do siebie do takiego stopnia, że nasze „lady kisses" czyli typowe „obmacywanki", stały się codziennym punktem naszych dni.

W kwestii własnej seksualności, Britt była geniuszem. Wiedziała dokładnie czego chce, co było przeciwnym do tego jak ja się czułam. Wmawiałam zarówno jej jak i sobie, że za tymi czułościami, nie kryją się żadne uczucia. Od kiedy pamiętam, ów zjawisko czyli „uczucia", było tematem o którym z niechęcią – jeżeli w ogóle – rozmawiałam. Britt coraz bardziej zakochiwała się we mnie a ja coraz bardziej ją odpychałam. Nadszedł jednak moment kiedy, uświadomiłam sobie prawdę - którą Britt próbowała mi pokazać od miesięcy oraz tą samą, którą wygłosił niejaki Finn Hudson.

Od kiedy sięgam pamięcią - przerośnięty rozgrywający; naiwny na tyle by łyknąć bajkę o ciąży w jacuzzi; ślepy na tyle by uganiać się za Hobbitem i jeszcze przed maturą, wziąć z nią ślub …. Finn Hudson – działał mi na nerwy. Poniekąd przez jego pół-chrząknięcia jako wypowiedź, poniekąd przez sposób w jaki pogrywał z Quinn. Nie wspominając już o wypadku samochodowym, jaki ją spotkał właśnie przez głupotę „Drągala i Hobbita". Oczywiście - będąc do bólu szczerą osobą – zawsze mówiłam co o nim sądzę (zarówno w twarz jak i za plecami). Nic nie poradzę, że licealna „ja" miała na wszystko wyjebane. Każdy kto mnie znał tzn do kogo się odzywałam lub znał mą reputację, wiedział czego się spodziewać.

Nadszedł jednak dzień, kiedy KAZANO mi być miłą. Tak szczerze, „miła, sympatyczna" to słowa nieistniejące w słowniku licealnej Santany Lopez. Jedynymi wyjątkami były Britt i Quinn – jak miałam dobry dzień. Tak więc jeżeli ktoś, kazał mi coś zrobić lub czegoś zabraniał, ja robiłam dokładnie na odwrót.

Muszę przyznać, że tego dnia serwowałam chamskimi uwagami, spostrzeżeniami oraz obelgami – na prawo i lewo. Normalnie aż byłam z siebie samej dumna. Pech chciał, że biednemu dryblasowi, obrywało się najbardziej.

WSPOMNIENIE

Po kolejnym wygranym starciu, odwróciłam się od - bezsprzecznie zamurowanego z wrażenia, nad mym ciętym językiem – Finna, po czym zaczęłam iść w przeciwną stronę głównego korytarza McKinley. Z szyderczym uśmiechem oraz trzymając przed sobą książki i zeszyty - z każdym krokiem, czułam coraz większy triumf...

F – A może byś tak wyszła z szafy?!

… która prędko została zastąpiona, największą porażką. Po usłyszeniu tych słów, to mnie zamurowało i niejako byłam pod wrażeniem jego bezpośredniości oraz bezwzględności. Z czasem zrozumiałam, że po tylu latach, nawet taki ciemniak jak on, w końcu pęknie. Na daną chwilę, stałam w bezruchu lecz wiedziałam, że Finn zbliża się w moim kierunku. Jak się okazało, to był dopiero początek jego monologu, którego nawet nie otulił chociażby jednym chrząknieciem. Wciąż stojąc plecami do niego, godnie wysłuchiwałam jego słów.

F – Wiesz co? Chyba wiem, dlaczego jesteś taka dobra w dołowaniu i dobijaniu innych … bo nieustannie sama się dołujesz i dręczysz, gdyż nie potrafisz przyznać się przed wszystkimi, że kochasz Brittany … a ona może tego nie odwzajemniać …

Kończąc swój chód zwycięzcy, przystanął za mymi plecami by „dobić leżącego"

F – To musi boleć … niemoc wyznania wszystkim, co tak naprawdę czujesz. Wiesz kim ja myślę, że jesteś? ... Tchórzem. ...

Myślałam, że serce mi stanęło z nadmiaru usłyszanej prawdy. Wszystko to co czułam względem Britt oraz myślałam o sobie … zostało wypowiedziane na głos. Prawda strasznie bolała lecz cios byłby lżejszy gdyby ów prawda nie wyszła z ust Hudsona – jednej z nielicznych osób, którymi szczerze wtedy gardziłam.

Jego ów „oświadczenie" na środku korytarza szkoły, podczas gdy korytarze wypełniali uczniowie – zostało usłyszane przez kogoś kto zdecydowanie nie powinien tego słyszeć.

Myślałam, że gorzej być nie mogło. Dopiero wezwanie do gabinetu trenerki Sylvester – rozwiało mi ową nadzieję.

Sam widok obecnych tam pana Shue oraz ojca Kurta, zdziwiło mnie odrobinę. Nie pokazałam jednak tego po sobie. Z uniesionym czołem, ruszyłam w stronę biurka, za którym siedziała trener. Wykonując jej polecenie, usiadłam wciąż za bardzo nie wiedząc w jakim celu zostałam wezwana.

SS – Obawiam się, że mamy złe wieści. W mojej kampanii wyborczej na kongresmena stanu Ohio, powiedziałam kilka rzeczy, które nie są prawdą. I jest mi z tym źle. Sprawiło to iż, zmienił się ton tejże kampanii. Jeden z moich oponentów zrobił coś …

pS – Chcę byś wiedziała, że mam numer do doracy, który specjalizuje się w tego typu sprawach …

BH – Sam to przeszedłem. Jestem gotowy pomóc Ci w rozmowie z rodziną …

Każda ich wypowiedź, jeszcze bardziej mnie kołowała.

Ja – O czym … czym wy mówicie?

Ojciec Kurta, kręcąc się za moimi plecami przystanął przy telewizorze, na którym zazwyczaj oglądamy nasze konkursy i mistrzostwa Cheerios. Musiałam więc odwrócić się za siebie, by utrzymać kontakt wzrokowy.

BH – Reggie Salazzarr, wysłał mi kopię swojego najnowszego spotu reklamowego... - powiedział, wkładając kasetę vhs do odtwarzacza.

SS – Okazało się, że jesgo siostrzenica chodzi do tej szkoły... - mój wzrok, wrócił w kierunku trenerki - Podczas jednej z przerw, podsłuchała pewną rozmowę ... pomiędzy Tobą a Finnem Hudsonem

Nagle wszystko się stało jasne. Koszmar sprzed kilku dni, powrócił ze wzmocniona siłą. Bart jeszcze nie wcisnął [play], a moje oczy już zaczęły nachodzić łzami. Biorąc głęboki oddech, skierowałam swą uwagę na telewizor.

„ Sue Sylvester, chce reprezentować Ohio.

Głosi, że popiera wasze wartości moralne. Skoro to prawda, no to mamy kilka pytań! …

Skoro popierasz rodzinne wartości, dlaczego awansowałaś lesbijkę na stanowisko kapitana cheerleaderek? …

Widząc swoje zdjęcie z zakreślonym czerwonym kółkiem, pękłam. Nawet nie chciałam oglądać do końca. Poniekąd mi się udawało, gdyż łzy atakujące me oczy, stopniowo rozmazywały mi obraz.

… i kiedy planujesz o tym powiedzieć rodzinom w Ohio? Oto kolejne pytanie. Dlaczego nie masz męża? Czy jest coś, czego nam nie mówisz? Sue Sylvester …. tak wiele pytań"

Po wyłączeniu kasety, wciąż wpatrywałam się w czarny ekran. Moje odbicie mnie przerażało. Wyglądałam tragicznie: blada z rozmazanym makijażem. To jednak było niczym w porównaniu do tego, co czułam w środku.

Ja (płacząc) – Nie wierze, że to się dzieje naprawdę...

SS – Tak mi przykro – szczerze i z troską, powiedziała trenerka

Dla mnie jednak to było za mało. Mój świat, jakim go znałam, legł w gruzach. Musiałam wyjść … uciec … uciec stąd …. gdziekolwiek byle daleko, daleko ….

Wstałam więc gwałtownie a wybiegając z gabinetu, krzyknęłam jedynie – Nie powiedziałam tego jeszcze nawet rodzicom...

Biegnąc przez pusty korytarz, wycierałam wciąż napływające strugi łez. Mój mózg był całkowicie wyłączony. Zachwiało to lekko moją równowagą. Otrząsnęłam się dopiero gdy po pokonaniu drugiego zakrętu, solidnie do kogoś dobiłam. Niczym bila bilardowa, odbiłam się od intruza. Nie zatrzymało mnie to jednak zbytnio. Wolniej biegnąc, słyszałam jedynie zmartwiony głos drugiej bili … Quinn. Przez kilka metrów słyszałam jak nawołuje mnie po imieniu. Nie mogłam jednak pozwolić, by widziała mnie w takim stanie.

Ze wszystkich sił, starałam się dojść do siebie. Nie chciałam ominąć ani jednego dnia w szkole. Mimo iż na drugi dzień, wszyscy uczniowie obserwowali jak kroczę korytarzami szkoły – ewidentnie widząc wcześniej spot wyborczy, nie pozwoliłam by widzieli jak cierpię. Szłam z wysoko uniesionym czołem, chociaż wewnątrz modliłam się by zapaść się pod ziemię. To dzięki wsparciu Britt, udało mi się ogarnąć na konkurs w chórku – mashup.

W skład mojej drużyny wchodziły: Mercedes i Britt oraz kilka nowych dziewczyn. Przez miniony tydzień, przygotowałyśmy mashup z dwóch utworów Adele. To właśnie dzisiaj miałyśmy go przedstawić. Będąc fanką tej wokalistki, byłam podekscytowana możliwością zaśpiewania „Rumor Has It / Someone Like You". Jedynym dla mnie problemem był fakt, iż wystąpimy przed innymi grupami z chórku – to oznaczało też … Finna „Jebanego" Hudsona.

Już na samym początku występu, niepotrzebnie zaczęłam analizować tekst utworu. Otwierał on rany, które szczelnie starałam się zamknąć. Widząc jak w pierwszym rzędzie, Finn szepcze coś do Rachel a ta nagle chichocząc się, spogląda w stronę sceny – mój agresor z ledwością to wytrzymywał. Na koniec utworu, gdy Mercedes perfekcyjnie wykańczała wysoką nutę, ruszyłam w stronę widowni. Moja dość krótka, czarna sukienka, nie powstrzymała mnie by zeskoczyć ze sceny i gwałtownymi ruchami stawić czoła zdziwionej parce.

Ja – Coś Ty jej właśnie powiedział? - ton mojego głosu, był daleki od spokojnego i opanowanego a wzrokiem gotowa byłam spalić każdego kto wejdzie mi w drogę.

F – Powiedziałem, że uważam iż jesteście dobre...

Ja – Kłamiesz! … - coraz mniej opanowania a coraz więcej agresji, wkładałam w tą rozmowę

R – Naprawdę, dosłownie to powiedział – Hobbit musiała się udzielić, choć jej sprawa nie tyczyła

Ja – Jej też powiedziałeś?

Kątem oka zauważyłam jak, siedzący kilka rzędów dalej Pan Shue, wstawał by mnie uspokoić. Nie było to jednak takie łatwe. Nie teraz. Nie kiedy, gniew i nienawiść, kontrolują moim ciałem.

Ja – Wszyscy teraz się dowiedzą – palcem wytknęłam prosto w kierunku winowajcy – Wszystko przez Ciebie...

F – Cała szkoła już wie. I wiesz co? Mają na to wyjeb ….

Naiwność i głupota Finna, przerosła samą siebie

Ja – Nie tylko szkoła idioto … WSZYSCY!

F – O czym Ty …

Moja dłoń nie pozwoliła mu nawet dokończyć żałosnego pytania, kiedy z dźwięcznym echem, uderzyła policzek Hudsona.

Rachel automatycznie przykryła obolałe miejsce swymi „męskimi dłońmi" a mnie było wciąż mało. Wyszłam więc z audytorium, jednakże nie bez efektu. Kolejnym echem jakie wypełniło sale, był brzdęk metalowego kosza na śmieci, który odbił się od ściany.

KONIEC WSPOMNIENIA

Wspomnienia tamtych wydarzeń, dalej bolały. Mimo iż z Finnem sprawy się rozjaśniły, wciąż obwiniałam go, gdyż nie tak planowałam ujawnienie prawdy. Nie jest to wprawdzie dobre porównanie – mój globalny, telewizyjny comingout kontra kameralny wyskok wśród przyjaciół, Quinn – lecz mimo to, wiedziałam dokładnie co czuje osoba, której sekret zostaje wyznany przez osoby trzecie (te same którym się zaufało i dobrowolnie go powierzyło).

Pozostawiając szpiegującego słuchacza, postanowiłam dołączyć do Rachel i Pucka. Ich dyskusja, wydawała mi się o niebo bardziej fascynująca od tego czegoś, co odstawiał Kurt.

PERSPEKTYWA QUINN [PQ]

Kolejne powołanie z jakim Molly się minęło, to praca w radiu. Słuchając, jak ta nawija i gęga o praktycznie wszystkim co działo się od mojego wyjazdu (czyli niecałej doby), musiałam zmieniać zarówno dłonie do trzymania telefonu jak i strony. Czułam jak wibracje i natężenie jej głosu, rozpala mi uszy do czerwoności. W końcu wyczułam dobry moment, by wtrącić swe kilka słów.

- No ja też tęsknię. Normalnie żałuje, że nie przyjechałaś ze mną. Poznałabyś prawie cały gang McKinley.

- No wiem. Może następnym razem, co?

- Zdecydowanie – na moich ustach pojawił się kolejny uśmiech.

- Póki co, uważaj na siebie. Baw się dobrze i pozdrów wszystkich. Powiedz, moja ukochana...najwspanialsza … idealna kobieta, kazała was pozdrowić.

- Nie przesadzaj – odpowiedziałam chichocząc się jak nastolatka – Molly, muszę kończyć. Dzisiaj mamy wieczorek filmowy więc pewnie wszyscy na mnie czekają. Ty też uważaj na siebie

- Dobrze „kochanie" - jakim cudem jest mężatką z tak nieudanym głosem podczas flirtu? nigdy się nie dowiem

- Pa M... kocham Cię

- Ja ciebie też. Nie rozrabiaj mi tam!

Po rozłączeniu, wciąż czułam wewnętrzne rozbawienie. Po podniesieniu wzroku znad telefonu, spostrzegłam Kurta. Stał leniwie oparty o framugę drzwi.

- Kocham Cie? - zapytał unosząc obydwie brwi w geście zaskoczenia

No tak. Zapomniałam, ze zatrzymałam się u dwóch par gumowych uszu. Z dwojga złego, dobrze że to jego podsłuchiwały rozmowę.

- Tak. Kocham ją – oczywiście nie skłamałam, aczkolwiek końcówkę „jak siostrę" celowo pominęłam. Mam tylko nadzieję, że to małe kłamstewko nie zajdzie za daleko.

Wstałam w końcu z łóżka Rachel i ruszyłam w stronę salonu. Zostałam jednak zatrzymana przez Kurta, który jednym krokiem w lewo, kompletnie zablokował mi drogę wyjścia z sypialni. Spojrzałam na niego. Nagle jego wyraz twarzy nie był już ciekawski ani zdziwiony. Był wypełniony żalem i troską.

- Przepraszam Quinn – zaczął wreszcie – Za to, że wcześniej atakowałem Cię odnośnie Santany ale przede wszystkim, za nietrzymanie języka za zębami.

Miło z jego strony, że przeprosił lecz prawdę mówiąc, nie gniewałam się na żadną z tych kwestii.

- Spoko Kurt, nie gniewam się. Szczerze mówiąc, jedynie Ty, Puck i Rachel nie wiedzieliście. Wszyscy pozostali znajomi już dawno wiedzą. Nie ma sprawy. Mam tylko nadzieję, że co do innego sekretu to nie pisnąłeś ani słowem … - dla dosadnego efektu, że NIE żartuję, rzuciłam moim słynnym „śmiertelnym spojrzeniem". To przed takowym, wszyscy trzęśli portkami w Lima. Widząc to, Kurt obronnie uniósł dłonie – No co Ty? Może i czasem wypsnie mi się coś ale jeśli chodzi o poważne sprawy to milczę jak grób. Jeśli chodzi o to, możesz spokojnie mi zaufać.

- Cieszę się – uśmiechnęłam się do poważnej divy co również wywołało uśmiech na jego ustach – A teraz choć, bo jak tak dalej pójdzie to film zaczniemy jutro …

Obydwoje ruszyliśmy do salonu, gdzie trwała zacięta dyskusja odnośnie kolejności puszczanych filmów.

PERSPEKTYWA SANTANY [PS]

Trzyosobowa sofa, nijak nie była w stanie wszystkich pomieścić. Mimo że Puck wyszedł jeszcze zanim film się zaczął (zapewne poddał się podczas kłótni z Rachel o tematykę filmu „horror vs musical"), to pozwoliłam „dziewczynom" zająć ów wygodny mebel. Z racji iż jako jedyny gość bo taksówką wrócę do hotelu – w przeciwieństwie do Quinn, która tu zostaje na dłużej – przypadł mi zaszczyt wybrania jedynego filmu. jaki zostanie puszczony. Przeglądając videotekę gospodarzy, wybrałam najmniej irytujący z musicali – gdyż ewidentnie Rachel wywalczyła swoje.

SZOKUJĄCE

Wprawdzie widziałam go setki razy to minęło sporo czasu, od kiedy odtwarzałam go po raz ostatni.

Pokazując opakowanie płyty, nie koniecznie szukałam opinii, zgody czy komentarza. W końcu to do mnie należała decyzja.

- Rent? - zapytał skrzywiony Kurt

- Tak. Jest w miarę względny a poza tym, odnośnie naszych dzisiejszych rewelacji przy posiłku, jest branżowy.

Po spojrzeniu na Quinn, nie mogłam się powstrzymać i puściłam jej oczko w akompaniamencie mojego słynnego półuśmieszka. Ta uśmiechnęła się jedynie, kiwając delikatnie głową. Zapewne niedowieżała mej zajebistości ... lub szczerości i bezpośredńości. Jak zwał tak zwał.

- Jakbym miała patrzeć na jakąś mdłą, heterycką komedie romantyczną – kontynuowałam - lub ckliwy musical to równie dobrze, mogę już dzwonić po szofera. Nie chce wam zarzygać salonu więc to raczej w waszym interesie. Bez obrazy Rach

- Spoko. Jako jedyna hetero, nie czuję się urażona

- Ale on trwa prawie trzy godziny... - marudził Kurt

- Przestań marudzić. Układ był prosty, Santana wybiera...razem oglądamy. Następnym razem Ty wybierzesz – zakończyła dyplomatycznie Quinn.

Kwadrans później, salon wypełniały dźwięki pierwszego utworu z filmu. Kurt usadowił się na środku kanapy, a Rachel i Quinn po jego lewej i prawej stronie. Mimo iż trzy osoby siedziały na „trzyosobowej" kanapie, to wciąż wyglądali na ściśnięte sardynki. Z jadalni, przytargałam sobie krzesło. Stawiając je obok strony Rachel, dołączyłam do grupy. Gdyby nie pewna Megan? Marry? Molly? (aahh jakie to było imie?), zapewne wybrałabym przeciwną stronę. Świadomość o istnieniu poważnego związku Quinn z Molly (HA ... zgadłam), blokowała wszelkie próby flirtu. Nie poddałam się. Zdecydowałam walczyć lecz nie teraz …. nie dzisiaj. Mimo iż Quinn przebrała się w „domowe" ciuchy, wyglądała jeszcze lepiej, niż jak ją po raz pierwszy dzisiaj zobaczyłam. Z naturalnym makijażem, czarnej bokserce oraz luźnych spodniach dresowych – była dla mnie ideałem kobiety. Można nawet powiedzieć, że była urzeczywistnieniem „mojego typu".

Zaraz na początku ostatniego utworu, dostałam wiadomość od szofera. Bez gwałtownych ruchów, powoli wstałam ze skrzypiącego krzesła. Nie chciałam bowiem budzić śpiących gwiazd. Rachel położyła się w poprzek a jej głowa spoczywała na kolanach Kurta, którego wystylizowana czupryna oparta była o wciąż obudzoną Quinn.

- Zaraz wracam – wyszeptałam do Quinn, żeby nie wpadł jej głupi pomysł, by wybiec za mną na klatkę schodową. Widziałam jej zszokowany wyraz twarzy co wywołało u mnie uśmiech. Uwielbiałam ją zaskakiwać i trzymać w niepewności. Jej twarz robiła wtedy urocze ekspresje.

Po odebraniu paczek z rąk Raula, uprzejmie mu podziękowałam i odpaliłam mu jedną pizze w ramach podziękowania. Kiedy wróciłam do salonu, napisy końcowe przepływały przez ekran telewizora. Nie musiałam nawet nic mówić, gdyż na sam zapach – Quinn automatycznie skierowała swa uwagę na mnie. Przykleiłam więc najbardziej „nie do odrzucenia" uśmiech i zapytałam – Co Ty na to żeby przełożyć nasz lancz na teraz? Mam pizze...

Nie musiałam nawet czekać na jej odpowiedź. Jej uśmiech oraz błyszczące oczy, były dla mnie wystarczającym znakiem.