ROZDZIAŁ DWUNASTY
Wyjście na balkon, nie należało do najłatwiejszych. Nie wiadomo dlaczego, nie zamontowano drzwi. Zamiast tego, obok wielkiego okna znajdowało się mniejsze, które po podniesieniu i otwarciu – udostępniało wyjście na zewnątrz. Sporych rozmiarów balkon, obudowany był metrowym murkiem. Spowodowane było to, jego dość wysoką lokalizacją. Siódme piętro to nie żart. Nie zrażało to jednak Santany, która po odłożeniu pudełka z pizzą, podskoczyła by w końcu – okrakiem na nim usiąść. Tuż za nią, na teren balkonu weszła Quinn. Dość chłodna temperatura, zmusiła ją do ubrania szarej bluzy. Santana również zarzuciła na siebie kurtkę, lecz ani odrobinę nie wyglądała ona na ciepłą.
Tuż po zasunięciu okna i spojrzeniu w stronę Latynoski, Quinn nie mogła wyjść z podziwu nad pięknem Santany. Siedziała bowiem na tle oświetlonych wieżowców, ze zmieżwioną już fryzurą – dzięki wiatrowi, który regularnie powiewał pomiędzy kosmykami jej czarnych włosów – oraz szerokim uśmiechem w oczekiwaniu na rozpoczęcie ich wieczornego posiłku. Santana nigdy nie wydawała się Quinn tak piękna i niewinna, jak właśnie w tej chwili. Aby uspokoić swe przyśpieszające serce, blondynka skupiła się na zapięciu bluzy. Celowo motała się z istnie banalnym „urządzeniem" by dopiero po uspokojeniu nerwów oraz ustabilizowaniu rytmu serca, poczuć się wystarczająco pewnie.
Zdziwił ją fakt iż, od momentu niedoszłego ślubu oraz ich pierwszej wspólnej nocy, Quinn stała się bezwzględna w swym życiu seksualnym. Jej kolejne, liczne podboje stopniowo - oprucz zastrzyku adrenaliny (wiele z nich miało miejsce w publicznych toaletach klubów lub w zaułkach), dodawały jej pewności siebie oraz uodparniały ją na uczucia. Trzymając się swej zasady „niesypiania ponownie z tą samą kobietą", stawała się nawet we własnych oczach, zimną suką. Latami prowadziła samotny lecz aktywny tryb życia i powoli godząc się z losem, zaczęła akceptować fakt, iż nie każdemu piasany jest schemat „stały partner, dom, rodzina ... dzieci, miłość ... szczęście". Sama siebie, nie była w stanie określić jako „szczęśliwa". Z drugiej strony, sama do końca nie wiedziała na czym tak naprawdę ów „stan duchowy" polega, gdyż nie miała z nim jakiegokolwiek doświadczenia czy też styczności. „Nie tęsknisz za czymś czego nigdy nie miałaś" – to jedno z motywów przewodnich jej dorosłego życia. Równie prawdziwe jak i bolesne. Zagłębiając się jednak w owy wątek, najtrafniejszym określeniem na „stan duchowy" blondynki były słowa „zadowolona i usatysfakcjonowana".
Tak więc, latami sunęła przez swe życie rodzinne, zawodowe oraz osobiste, wierząc iż osiągnęła maksimum. Odpowiadało jej to, dopóty dopuki ponad miesiąc temu, nie przyjęła w pracy specjalnego zlecenia.
Nagle w jej przekonaniach pojawił się cień zwątpienia, żalu oraz masa innych emocji i uczuć, o których istnieniu tak ustannie starała się zapomnieć. Mając silną wolę, dumę i upór – byłaby w stanie ponownie je zakopać, gdzieś w zakamarkach pamięci ... GDYBY ... nie zrobiła ponownie tego w czym, stała się ekspertem a co zmieniło nieodwracalnie jej pogląd na świat, ludzi oraz uczucia. Tym krokiem milowym był seks. Lecz nie z byle kim. Seks z osobą, dzięki której zmieniła się w „zimną sukę" traktując w identyczny sposób innych ... Seks z Santaną Lopez.
Ironią, która od jakiegoś już czasu nękała Quinn był właśnie fakt, że ta sama kobieta co zmieniła ją w oziębłą i nieczułą łamaczkę kobiecych serc, właśnie w tej chwili ... właśnie teraz ... obudziła w niej „Lucy Quinn Fabray, lat 13" – nieśmiałą, spokojną i skromną nastolatkę, która nawet nie wiedziała jak się całować a której serce było nieskalane oraz tętniące życiem.
Jedno spojrzenie ... Jedno spojrzenie tych czekoladowych, wielkich i błyszczących oczu wystarczyło, by Quinn całkowicie utraciła pewność siebie a jej ciało wypełniał wir ciepłych i gorących emocji, budząc tym uśpione „serce" do życia.
Dalej nie dowierzając ów ironi wydarzeń oraz jak diametralnie zmienił się jej cały schemat życiowy, Quinn zasunęła w końcu suwak bluzy. Opanowywując emocje, wzięła głęboki wdech by po ponownym spojrzeniu na brunetkę, pewnie ruszyć w jej kierunku. Przed nią jeszcze dłuuuuga noc zanim dozna upragnionego odpoczynku dla zarówno umysłu jak i ciała.
Santana zaczęła już konsumpcję włoskiego wypieku.
- Nie ruszaj się – nakazała Quinn. Brunetka pozostała w bezruchu, wciąż mając w ustach róg kawałka pizzy – Dlaczego? - spytała z pełnymi ustami. Nie otrzymała jednak werbalnej odpowiedzi. Kątem oka zauważyła jednak jak Quinn, umiejętnie celuje obiektywem z telefonu.
No tak bo w końcu tą fantastyczną pozę, trzeba uwiecznić... cholera
Pal licho, że nawet za dekoltem czuje cieknący ser – pomyślała Santana
Dopiero po usłyszeniu dźwięku „zrobionego zdjęcia" oraz zobaczeniu flesha, Santana wgryzła się do końca pizzy. Przeżuwając ów kęs, wpatrywała się w uśmiechnięta Quinn. Ucieszyła się wewnętrznie widząc, iż ta wciąż praktykowała swoje hobby.
Nie każdy, kto znał Quinn, wiedział o jej zamiłowaniu do fotografi. Zaledwie garstka osób, w tym również ona, poznali tą artystyczną cząstkę blondynki. Od niepamiętnych czasów, takowa forma ekspresji, uspakajała Quinn lecz również pomagała przetrwać jej niezbyt kolorowe dzieciństwo. To właśnie aparat najlepiej rozumiał jej rozsterki oraz ból więc do niego, najczęściej sięgała po zrozumienie, ulgę i ukojenie. Jeszcze mniejsza ilość osób, widziała jej prace. Tutaj również Santana została wzięta pod uwagę. Oprucz, poniekąd intymnego zbliżenia do przyjaciółki, odczuwała również wyróżnienie i zaszczyt.
Nie sądziła jednak, że po tylu latach oraz przejściach ta wciąż pozostała wierna swej pasji. Gdyby nie upór, skromność i strach – Quinn by już dawno otwarła własne studio oraz galerię. Przez lata, Santana nasłuchiwała jakichkolwiek wieści o jej rozkwitającej karierze fotografa. Zawiedziona głuchym echem już prawie zapomniała o magii jaką jej zdolna przyjaciółka, potrafiła uchwycić w jednym sekundowym ujęciu. Tak więc, pomijając jej własną osobę jako cel komórkowego obiektywu, pragnęła zobaczyć tą samą unikalną magię - po raz pierwszy od wielu lat.
Poprosiła więc o zobaczenie fotki. Musiała jednak wcześniej obiecać, że jej nie usunie. W zamian, ukradkiem wysłała sobie kopię oraz numer Quinn, uprzednio wpisując w listę jej kontaktów, swój numer. Quinn była tak zajęta usadawianiem się na rusztowaniu schodów przeciwpożarowych, że nie zauważyła ile tak naprawdę operacji, wykonała Santana na jej telefonie. Całość zakończyła, usuwaniem swej wiadomości z listy wysłanych. Kiedy Quinn zajęła już wygodną pozycję – brunetka podała jej telefon, pozytywnie komentując obejrzane zdjęcie. Ta ewidentnie dawno nie słysząc komplementu - a tymbardziej odnośnie jej zdjęcia i to z ust Santany – zarumieniła się. Mimo iż był środek nocy a Quinn skuliła twarz w celu ukrycia rumieńca, Santana doskonale dostrzegła ów zjawisko. Dużą rolę odegrał w tym fakt, że od momentu gdy blondynka zaczęła układać się w obecnym miejscu, jej wzrok nie opuszczał twarzy Quinn, ani na sekundę. Ideał kobiety, jakowym okrzykła ją wewnętrznie Latynoska, był zaledwie na wyciągnięcie ręki. Santana mimo swego porywczego temperamentu, musiała jechać ostro po hamulcach by w chwili gdy nareszcie zostały same, nie rzucić się o te 80cm - czule całując i poczuć w ramionach tak brakujący jej element.
Podając telefon, dłonią pokonała ów dystans. Pomiędzy ich postaciami, spoczywało jedynie pudełko z pizzą. Santana, ruchem dłoni wskazała towarzyszce tenże karton, sugerując tym samym poczęstunek.
Wcześniejsza kolacja, była podana w małej ilości oraz pozbawiona większości przypraw więc Santana dokładnie wiedziała, że jej genialny pomysł – łazienkowe natchnienie – będzie strzałem w dziesiątkę. Będąc zarówno tego pewna - podczas jej telefonu do szofera, była również pewna teraz. Wedle oczekiwań, kilka sekund zdążyło minąć a usta Quinn prawie się nie zamykały. Całą jamę ustną miała wypełnioną ciastem, sosem czosnkowym, serem oraz pepperoni i pieczarkami. Nawet nie przegryzła do końca gdy przemówiła.
- Rany … San … To jest zajebiste … To chyba najlepsza pizza jaką jadłam
Takowy komentarz, wywołał uśmiech na twarzy latynoski. Póki co wszystko szło zgodnie z planem.
- Wiem i cieszę się, że Ci smakuje - z dumą odpowiedziała latynoska
- Musisz mi powiedzieć z której pizzerii – powiedziała, przełykając ostatni kęs Quinn
W odpowiedzi, Santana jedynie się zaśmiała
- Wybacz blondi ale nie ma szans. Może kiedyś pójdziemy tam a nie chcę żebyś poszła tam wcześniej sama. To będzie taki mały sekret
- Obiecuję – zaczęła kładąc prawą dłoń na sercu – Nie pójdę tam ani nie zamówię telefonicznie. Po prostu chcę znać nazwę
- Skoro nie pójdziesz i nie zamówisz, to po co Ci nazwa? - zapytała z niedowierzaniem – poza tym, nawet jak zrobisz maślane oczka to i tak Ci nie zdradzę
- Chcę wiedzieć z czystej ciekawości …
trzy, dwa, jeden ... – odliczała brunetka
- Plose Sanny... - błagalnym głosem w akompaniamencie maślanych oczu, dokończyła Quinn
Santana pokiwała jedynie głową. Lata jej zajęło by nauczyć się odporności na tą zagrywkę. Może kiedyś udawało jej się wymusić i wyprosić praktycznie wszystkie informacje – BA na każdego to działało, nawet na twardą Santanę – lecz aktualnie, takowa odporność była wyszlifowana przez latynoskę do perfekcji … przynajmniej tak jej się wydawało. Patrząc w błagalny wzrok i minę Quinn, Santana czuła jak całe jej ciało aż mięknie i staje się niczym z waty - od efektu jaki autorka ma na nią.
[PS]
Rany, przestań już wreszcie... błagam ...
Nie dam się. Jestem w końcu suką z Lima Hights - Santana Lopez!
Jeśli nie przestaniesz, kark sobie skręcę od tego kiwania.
Muszę być stanowcza bo jeszcze trochę a wymięknę
- Quinn, nie powiem i koniec tematu.
Wow. O dziwo podziałało … ufff. Mało brakowało a bym pękła. Wprawdzie porzuciła „maślane oczka" lecz tym razem, ze wzrokiem skarconego szczeniaka, sięgnęła po kolejny kawałek. Nie mogłam ani powstrzymać ani ukryć rozbawienia.
Nagle dotarło do mnie, co tak naprawdę robimy na tym balkonie … bez drzwi!
Serio?! Kto projektował ten budynek?!
Nieważne. Fakt jest taki, ostatnio gdy widziałam Quinn – praktycznie cięła mnie swoimi krzykami i słowami a wzrok nienawiści, wypalał mi dziury w sercu. Jakim cudem, miesiąc później, siedzimy razem na balkonie i zajadamy się pizzą jakby nigdy nic?!
Nie żebym narzekała na towarzystwo, wręcz przeciwnie … nie mogłam trafić lepiej
Ale co się stało? Co się zmieniło?
Czyżby ... Molly? Wow chyba naprawdę zapamiętuję to cholerne imię ... kurwa...
Musiałam wiedzieć.
Tak tak, wiem …. miałam poczekać. Teoretycznie jest po północy i to solidnie więc … tak jakby jest jutro, co nie?
To nie naiwna wymówka! Takie są fakty!
[PQ]
Rany ta pizza to pokarm bogów. Zdecydowanie muszę wyciągnąć nazwę pizzerii. Jak San nie pęknie to uderzę do Rach albo Kurta. Oni na pewno mają namiary. Póki co, jeżeli Santana nie weźmie jeszcze kawałka, lub nie zwiąże mi rąk to PRZYSIĘGAM zjem całą pizze sama – a to nie może być zbyt zdrowe. Wyliże nawet pudełko – tak, to zdecydowanie chore.
- Kochasz ją? - zapytała nieśmiało Santana
Prawie się zakrztusiłam. Przyznaję, blokada przełyku oraz usilne odkaszliwanie zagubionego kawałka, automatycznie zablokowało mi chęci na kolejny kawałek – czyżby Santana czytała w myślach?
- Kogo? - zapytałam
Wiedziałam dokładnie o kogo chodzi. Ucieszyła mnie jednak, wyczekiwana reakcja ze strony Santany.
No wreszcie!
Zaczęłam się już martwić, że jej przestało zależeć ... mimo, że obiecała „nie przestać próbować". Naprawdę straciłabym do niej szacunek, gdyby poddała się przy takiej błachostce. Nie wspomnę już, że serce by mi pękło gdyby okazało się, że tak naprawdę uczucia którymi twierdziła, że mnie darzy to w rezultacie puste słowa i obietnice.
Od kiedy narodziło się kłamstwo odnośnie mojej rzekomej dziewczyny, Santana miała dość trudny do odczytania, wyraz twarzy. Sama nie wiedziałam jak to odebrać. Słysząc jednak, jak po dziesięciu minutach naszego pobytu na balkonie, automatycznie przeszła do sedna sprawy, odczułam radość z jej zainteresowania sprawą. Poniekąd wyczułam nutę zazdrości. A może to moja wyobraźnia plecie mi figle?
Musiałam pomyśleć nad odpowiedzią i umiejętnym przeprowadzeniem nadchodzącej rozmowy. Chciałam jej powiedzieć tak wiele, lecz nie za dużo. Musiałam też wyczuć ją oraz co najistotniejsze (BA) to czy jest z kimś związana. Pomimo mej narastającej ciekawości, to musiało poczekać. Najważniejsze było dla mnie, poruszenie tematu jej nadużywania używek.
- Molly oczywiście. Kochasz ją? - zapytała ponownie
Zgrywałam z siebie głupka lecz mimo światła w jakim mnie to stawiało, dało mi to wystarczającą ilość czasu by zaplanować początek tej trudnej rozmowy.
- Tak. Kocham Molly … – odpowiedziałam szczerze. Z dalszą „wyjaśniającą" częścią, chciałam poczekać. Kolejne sekundy były dla mnie kluczowe. Wpatrując się w Santanę, próbowałam wyczuć jej podejście do owego oświadczenia.
- Aha – wydusiła z siebie, opuszczając wzrok. Chwilę później, straciłam kontakt z jej czekoladowymi oczyma. Skierowała je bowiem na swe dłonie, nerwowo skubiąc skórki palców.
Dostałam więc odpowiedz. Nie mogłam jednak przeciągać tej farsy. Ostatnie czego chciałam to powodować w Santanie smutek, rozczarowanie i masę innych negatywnych emocji – jakie udało mi się wychwycić w ostatnich sekundach, zanim straciłam kontakt z jej pięknymi oczyma. Byłam nimi już tak pijana, że nawet zerwany od minuty kontakt z nimi, doprowadzał mnie do szału. Jak to możliwe, że już za nimi tęskniłam?
[PS]
To koniec. Przejebałam sprawę. Jak zawsze zresztą.
Dlaczego zawsze PO fakcie, wszystko staje się dla mnie jasne?
Czy ja cierpię na jakąś „ślepotę umysłową"
Znam Quinn praktycznie całe życie. Zawsze byłyśmy nierozłączne: cheerleaderki, chórek. Nie zawsze zgadzałyśmy się we wszystkim … właściwie to rzadko kiedy tak było. Lubiłyśmy sobie dokuczać, obrażać się, policzkować a nawet robić świństwa za plecami. Poniekąd to napędzało naszą specyficzną przyjaźń.
Pogłoski o seksualności Quinn, słyszałam od kilku osób, jeszcze w pierwszej klasie liceum. Wypierając się tego samego u siebie, igrałam z owymi plotkami. Musiałam sama się o tym przekonać. Inwazyjnie zaatakowałam ją w szatni, gdy byłyśmy same. Wtedy czułam … wiedziałam, że plotki są prawdziwe. Reakcja mojego ciała na tak intymny kontakt z Quinn, przeraził mnie. Było to znacznie wcześniej niż pierwsze pocałunki z Britt. Zrobiłam więc to, co robiłam najlepiej – wyzwałam, obraziłam i wyśmiałam. Wychodząc wtedy z szatni, słyszałam iż jednak nie byłyśmy wtedy same, jak mi się oryginalnie wydawało. Wściekła na fakt, brutalności jaki wypełniał ściany tej instytucji edukacyjnej oraz zdezorientowana własnym ciałem – które wydawało mi się doskonale mi znane jak dotąd – ponownie zareagowałam jak „suka z Lima Hights". Używając jedynego mi znanego mechanizmu obronnego oraz zaprzeczając sama sobie, poza krzywdzeniem siebie – zaczęłam krzywdzić też innych. Do dnia dzisiejszego, pluję sobie w brodę za swoje chore, szczeniackie i fałszywe podejście do sytuacji, jakim było banalne stawienie czoła prawdzie. To właśnie wtedy po raz pierwszy otrzymałam fizyczny dowód na swe dotychczasowe domysły odnośnie swej seksualności. Gdybym wtedy poszła za intuicją i nie była takim tchórzem, może pozostałe lata szkoły, minęły by znacznie przyjemniej; może uniknęłabym: złamanego serca przez Britt, wytargania z szafy przez Fina, wielokrotnych pomyłek z większością drużyny footballowej a Quinn nie wpadła by przy pierwszym razie czy też nie wylądowała na wózku po wypadku samochodowym. Może wtedy miałybyśmy znacznie więcej pozytywnych wspomnień z tamtego okresu. Zamiast tracić energię na banalne kłótnie i wojny, przekierowałybyśmy ją by iść za głosem własnych uczuć. Wiele bym dała by cofnąć się w czasie do właśnie tamtego przeklętego dnia ... by wszystko zmienić, naprawić. Kto wie, czy nie byłybyśmy swymi pierwszymi kochankami by skąpletować, już obecne wspomnienie pierwszego pocałunku (pierwszego Quinn). Z drugiej jednak strony ... nie wiadomo, czy to właśnie te wydarzenia nie ukształtowały naszych charakterów i to właśnie dzięki nim - jesteśmy dwoma z niewielu silnych kobiet, którym udało się wyrwać z zapyziałego Lima. Jedno jest pewne, zdecydowanie i najbardziej na świecie żałuję iż to właśnie od Quinn i dręczeniu jej, zaczęłam swój podbój ogólniaka.
Od następnego dnia po szatniowym incydencie, nasze kontakty oziębły się do stopnia epoki lodowcowej. Nie winiłam Quinn. W końcu to ja – wbrew temu co powiedziałam innym – zaatakowałam ją. Lukrem wykańczającym były plotki jakie rozsiałam na całą szkołę. Kilka osób nawet dokonało graficznych uwag, na drzwiach damskiej toalety, np.: „Raz dwa trzy .. lesba Fabray patrzy". Nie byłam jednak bez uczuć. Zżerające mnie sumienie, sprawiło iż kilka dni później dopilnowałam by wszelkie graffiti znikło. Trzymałam to jednak w tajemnicy. Moja duma suki, nie pozwalała mi na to. Musiałam utrzymywać swój status i reputację. Nie oznaczało to jednak, że widząc każdorazowo łzy w szmaragdowych, smutnych oczach Quinn – nie czułam jak mikroskopijne kawałki mego „oziębłego" serca, kruszą się za każdym razem gdy spojrzałam w te niegdyś wesołe szmaragdy.
Dopiero lata minęły od matury – dokładniej dwa miesiące przed nieudanym ślubem pana Shue – kiedy zrozumiałam, że w prawdziwym świecie, status i reputacja są gówno warte. Dlatego tez wciąż utrzymywałam kontakt z wszystkimi z New Directions, nieustannie żałując w jaki sposób ich wcześniej traktowałam. Nic nie dorównało (nawet gdyby zsumować wszystkich członków klubu) wyrzutom mojego sumienia za piekło, jakie zgotowałam Quinn – pierwszej dziewczynie przy której, moje ciało odczuwało nieziemskie podniecenie. To dzięki niej, zaczęłam zastanawiać się nad własną seksualnością. Gdyby nie moje ego, duma oraz debilizm – to właśnie z nią, zagłębiałabym praktyczne strony ów zagadnienia a nie Brittany. Może wtedy, wszystko potoczyłoby się inaczej? Świadoma drugiej strony, nie mogłam jednak powstrzymać się przed gdybaniem ... Co by było gdyby?
Ale nie!
Santana „pieprzona" Lopez, musiała wszystko spierdolić...
Tak jak wtedy, tak i teraz ….
- ... jak siostrę … - usłyszałam niczym przez mgłę – Kocham Molly jak siostrę
Że co? Siostrę?
Nie za bardzo wiedziałam jak na to zareagować. Po pierwsze: jaka jest prawidłowa i taktowna reakcja na takie ... coś? Po drugie: nie mam stuprocentowej pewności, czy aby napewno to co usłyszałam to tak naprawdę zostało powiedziane ...
Nie oszukujmy się. To nie byłby pierwszy raz kiedy umysł płata mi figla, aczkolwiek „słyszenie głosów" przyznaję, byłoby czymś nowym ... hmh
Zero pojęcia co do reakcji VS Już do końca zwariowałam
A co najlepsze ... to nie wiem jakiej opcji kibicować ... co gorsze?
Podniosłam wzrok by spojrzeć ponownie w oczy Quinn. Ze spokojnym wyrazem twarzy wyczekiwała mojej reakcji. Przysięgam … widziałam nawet delikatny uśmiech z jej strony.
Co tu do cholery jest grane?
- Q, to dość … dziwne a nawet …chore?
No tak ... zajebioza!
Świadoma swego wariactwa NATURALNYM odruchem jest wpajanie tego samego jej!
A nagrodę za „debila roku w wybitnym całokształcie twórczości, otrzymuje ... JA!
Niech mnie ktoś zastrzeli...
Nagły wybuch jej śmiechu, skołował mnie jeszcze bardziej. Obserwowałam więc ewidentne rozbawienie Quinn. Mi zdecydowanie nie było do śmiechu a wręcz przeciwnie. Wciąż nie wiedziałam o co w tym wszystkim cholera chodzi. Wyczekiwałam więc aż ta uspokoi się na tyle, by udzielić mi jakiegokolwiek wyjaśnienia.
[PQ]
Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
To było zbyt zabawne a w dodatku widząc zszokowaną minę Santany - wszystko można kupić kartą master card lecz TA mina jest bezcenna – powstrzymanie śmiechu było nieosiągalne. Ucieszył mnie jednak ponowny kontakt z brązowymi oczami Santany. Mimo że, praktycznie wypadały jej z oczodołów to wciąż były fenomenalne i magnetyzujące.
Chwilę mi zajęło zanim opanowałam swą rozbawioną reakcję na jej komentarz.
- Głuptasie, nie o to mi chodziło. Zanim posądzisz mnie o kazirodztwo ... chodziło mi o to, że Molly to moja najlepsza przyjaciółka z domu. Kocham ją jak siostrę … TYLKO jak siostrę. Ona ma męża i dwójkę fantastycznych dzieci. Ja jej nie lubię w taki sposób jak …
uważaj na słowa zanim palniesz głupotę
- … Powiedziałam tak reszcie, żeby mnie nie swatali z kimkolwiek. Wierz mi, przeszłam to już z Molly a sama wiesz jak jest Rachel. Z dwojga złego wolałam ściemnić. Jedynie Tobie chciałam to sprostować zanim większy syf się z tego zrobi. Poza tym, Kurt jest święcie przekonany, że na Ciebie lecę więc zaoszczędziłam tym też Tobie kłopotu. Tak w ogóle, nie ma za co
W miarę wyjaśnień, twarz Santany łagodniała a jej oczy wracały do normalnych rozmiarów. Widać było, że uważnie słucha – docierały do niej moje słowa.
nadszedł moment prawdy
Jedno było pewne - nadchodzący komentarz nie będzie nawet w połowie tak zabawny jak poprzedni.
- Mówisz poważnie, Quinn? - zapytała, na co jedynie przytaknęłam – Czyli ta cała Molly to twoja przyjaciółka? Nic poza tym? - ponownie w milczeniu wykonałam potwierdzający ruch głową. Dorzuciłam nawet delikatny uśmiech, by upewnić ją w mej odpowiedzi. Wyraz jej twarzy sugerował jej trawienie nowych informacji. Nagle przymrużone oczy i intensywne wpatrywanie się, sugerowało coś zupełnie innego.
- Kapuję i rozumiem dlaczego to zrobiłaś. Zastanawia mnie jedno, dlaczego mi chciałaś powiedzieć prawdę? Poza tym, wspomniałaś, że jej nie lubisz „w taki sposób jak" i urwałaś. Kogo w taki sposób lubisz?
No tak. Mimo upływu czasu, niektóre rzeczy się nie zmieniają. Wychwytywanie szczegółów, przenikliwość i bezpośredniość Santany – to niektóre z nich. W sumie, nie zaskoczyło mnie to. Byłam nawet pod wrażeniem jej wciąż działających „umiejętności" etykiety towarzyskiej. Odwzajemniłam więc jej intensywny wzrok, wpatrując się – tym razem bez ogródek – w jej wyczekujące, figlarne oczy.
- Pozwól drogo panno, że udzielę Ci jednej odpowiedzi na obydwa pytania. Nazwijmy to „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu" …. Tak więc odpowiedź jest prosta … - trzymając Santanę w niepewności i napięciu, sama dokładniej nie wiedziałam jak będzie jej reakcja. Jej wcześniejsza, dodawała mi jednak siły więc każde wypowiadane słowo, niosło się z coraz większą pewnością w moim tonie głosu (och „pewności siebie" jak ja za toba tęsknię. Gdzie jesteś jak Cie potrzeba?) – To Ciebie „w taki sposób" lubię i dlatego Tobie chciałam wszystko wyjaśnić …
Dah dah daaa
[PS]
Że co?
Ale jak?
Te i inne pytania, wirowały mi w głowie po usłyszeniu … albo przesłyszeniu … słów Quinn.
Jakim cudem?
Ja?
Tak na marginesie jestem już pewna ... mój wewnętrzny głos JA to zdecydowanie nie rozgadana debilka!
Przyznaje, spałyśmy ze sobą dwa razy co mogłoby mnie poniekąd naprowadzić. Nie wyklucza to jednak jakie miałyśmy wtedy stosunki. Cywilizowane? ... to zdecydowanie wielkie kłamstwo. Ciągłe krzyki, słowa nienawiści, wypominanie starych grzechów, unikanie …. to zaledwie czubek góry lodowej.
Skąd nagle takie wyznanie?
Ostatnim „wyznaniem" z ust Quinn były wykrzyczane słowa „Nie chcę Cie widzieć. Z naszą znajomością koniec. Wynoś się z mojego domu i mojego życia. Wypierdalaj"
Skąd więc...?
Naprawdę próbowałam to ogarnąć ale nadmiar pytań, powodował u mnie zawroty głowy. Moje milczenie, nie pozostało jednak Quinn, obojętne.
- Zastanawiasz się pewnie, jak to możliwe skoro miesiąc temu zakończyłam naszą znajomość wyrzucając Cię z mieszkania i oświadczyłam, że nie chcą Cię znać... - przytaknęłam delikatnie, przypominając sobie dokładny przebieg, wspomnianej rozmowy. Quinn kontynuowała – Przyznaję, że mówiłam wtedy szczerze. Tak się czułam i zdecydowanie chciałam wykreślić Cię z mojego życia.
Możliwe, że pożałuje tego pytania ale ton tego „lanczu" sugeruje szczerość i wyjaśnienia. Musiałam więc zaryzykować. Teraz albo nigdy …
- Co się zmieniło Quinn? Wybacz, ale miesiąc to krótko jak na AŻ taki obrót uczuć...
- Właściwie. Jeszcze tydzień temu, miałam ochotę skręcić Ci kark... A odpowiadając na Twoje pytanie, co się stało? Właściwie nie CO lecz KTO... W końcu opowiedziałam co mnie męczy matce. Kiedy każdy wokół doradzał mi brnięcie w błędny krąg nienawiści, ona przedstawiła mi sprawę w zupełnie innym świetle. Pokazała mi coś czego wcześniej ewidentnie nie widziałam. Nie zrozum mnie źle, dalej boli mnie „walentynkowa noc". Powoli jednak staram się o tym zapomnieć … wybaczyć. Z czasem na pewno mi się uda. Zrozumiałam, że pozwalałam by, tak jak kiedyś faceci tak ta cholerna noc, mnie określała. Nie chciałam wciąż żyć przeszłością na którą nie mam wpływu. Poza tym, Janine pozwoliła mi zobaczyć, jak bardzo wyolbrzymiam całą sprawę. To z kolei sprawiło, że żałowałam tego jak wymknęłam się wtedy z hotelu. Bóg mi świadkiem, że chciałam zostać …
- Wiem – przerwałam krótko – Może to dziwnie zabrzmi ale, czy przed wyjściem pocałowałaś mnie w policzek?
Mina Quinn sugerowała zaskoczenie tym pytaniem.
- Skąd wiesz? Czułaś to?
- Po pierwsze: dzięki Bogu bo myślałam, że mi się wydawało, że wariuje (to nie byłby pierwszy raz). Po drugie: nie wiem czy odczułaś ale bliski kontakt z Twoimi ustami, stawiał cały mój układ nerwowy na baczność. Tak więc … tak czułam.
Znowu zapadła ta cisza. Nie było w niej jednak nic niezręcznego. Właściwie jeśli chodzi o mnie, mogłabym w niej spędzić godziny.
Najwyższy jednak czas by dopełnić obietnicy, że nigdy nie przestanę o nią walczyć … nie przestanę próbować … nie poddam się.
- Umówisz się ze mną? - wyskoczyłam jak Filip z konopi. Raz kozie śmierć. Wszystko albo nic.
Milczenie z jej strony, to zdecydowanie nie jest dobry znak. Nie chciałam naciskać. Wiedziałam, że Quinn słyszała pytanie. Postanowiłam jej dać trochę czasu.
Każda sekunda wydawała się minutą – minuta, godziną z przemijaniem których - czułam się ponownie zdezorientowana. Pamiętając wyznanie Quinn, nie pojmowałam co powstrzymuje ją przed odpowiedzią.
Czyżbym przekroczyła jakąś granicę?
Modliłam się wewnętrznie by tak nie było a znając moje „szczęście", tak właśnie się stało.
[PQ]
To idealny moment na wypełnienie prośby Puckermana.
Mam nadzieję, że zadziała.
Jeżeli dobrze udało mi się ocenić sytuację, powinno efektownie zadziałać.
Jeżeli błędnie to mogę ją stracić …
- Pod jednym warunkiem … - zaczęłam. Czułam jak dłonie zaczynają mi się pocić a serce przyśpieszać. Stawiałam wszystko na jedną kartę. Wyczekujący wzrok Santany, wywierał na mnie presję. Mimo ryzyka, starałam się jednak myśleć o celu do jakiego to wszystko prowadzi - Umówię się z Tobą pod warunkiem, że odstawisz wszelkie dragi na dobre a alkohol ograniczysz do okazyjnych spotkań oraz uroczystości... Co Ty na to? Decyzja należy do Ciebie
Stało się. Zaryzykowałam. Pozostało teraz czekać na odpowiedz ... ponownie.
Spoglądając na poważną i skupioną twarz Santany, wiedziałam o dosadności z jaką wycelowałam w czuły punkt. Zastanawiała się zapewne skąd wiem o jej „hobby". Wciąż czekając na odpowiedź, sięgnęłam do pudełka po zimny już kawałek pizzy. Nie zniechęciło mnie to. Musiałam czymś się zająć, żeby nie zwariować. Jadłam więc małymi kęsami, powoli przegryzają powoli ...
Ukradkiem, zaledwie na kilka sekund, spojrzałam na panoramę miasta. Nie była oszałamiająca gdyż większość widoku, blokowały wieżowce. Coraz bliżej było do wschodu słońca, dlatego też widać było jak pomiędzy drapaczami chmur, przebijają się wczesne promienie słońca. Gdy z powrotem skierowałam się w stronę Santany …. tej już nie było.
Zamknęłam oczy, walcząc z nacierającymi łzami.
Straciłam ją.
Po skończeniu ostatniego kawałka pizzy, Quinn ponownie spojrzała na wieżowce. Nie wiedząc nawet ile czasu minęło od jej ostatniego zerknięcia, zauważyła jak budynki są już całkowicie otulone porannym słońcem. Nie miała siły nawet wstać by wejść do środka mieszkania. Czuła się psychicznie wykończona co ewidentnie miało również oddźwięk na jej fizycznym samopoczuciu.
Nie była nawet senna. Niewiedza o miejscu pobytu Santany, trzymała ją na całkowitym przebudzeniu.
Nagle usłyszała donośny łomot. Aż podskoczyła. Miała wrażenie, że ktoś strzela. Nie zmotywowało jej to jednak wystarczająco by odwrócić wzrok od panoramy, budzącej się do życia, metropolii. Czuła się niczym zahipnotyzowana.
Dopiero słysząc – Kurwa! Jebana go mać! - wiązankę, wypowiedzianą znajomym jej głosem, przerwało jej hipnozę i zmotywowało do spojrzenia w stronę z której, ów słowa dochodziły. Mimo wewnętrznej radości, na jej twarzy pojawiło się zdziwienie
- San, gdzieś Ty była?
Latynoska, powolnym krokiem zbliżała się do murka na którym wcześniej siedziała. Podczas gdy prawą dłoń trzymała zaciśniętą w pięść, lewą gładziła się po czole.
- Może się powtarzam ale, pierdolony architekt chyba kupił licencję na e-bayu!
Quinn była rozdarta. Zaskoczenie, radość, współczucie oraz rozbawienie – oto emocje, które niczym wir bębna pralki automatycznej, krążyły w jej ciele.
Santana w końcu przestała przecierać obite czoło. Zamiast udzielić odpowiedzi, kierowała się powiedzeniem „czyny mówią więcej niż słowa". Z tą myślą, otwarła wcześniej zaciśniętą dłoń. Na widok jej zawartości, to tym razem oczy Quinn, praktycznie wytoczyły się i to na sam chodnik – siedem pięter w dół. Dodatkowo aż wstała z wrażenia. Obserwowała z ciekawością i szokiem, jak Santana przygląda się kilkudziesięciu małych woreczków, wypełnionych białym proszkiem. Czując bliską obecność Quinn, która znalazła się tuż obok niej, spojrzała jej prosto w oczy – Mogę jedynie domyślać się, skąd o tym wiesz. Strzelam, że pan Noah „wtrącam się nie w swoje sprawy" Puckerman, maczał w tym swoje łapska. Dlatego zgarnęłam tez jego działkę w podziękowaniu za jego trudy. Zajęło mi to trochę czasu, bo ostatnie czego chce to obudzić kanapowe bliźniaki...
Quinn nie myślała nawet o tym żeby jej przerywać. Uśmiechnęła się jedynie na znak wsparcia. Domyślała się, że nie jest to dla Santany łatwe. To... co sama za bardzo nie wiedziała, czym jest. Wciąż była zdezorientowana lecz jeśli intuicja jej nie myli … czekała ją wkrótce pierwsza oficjalna randka z niejaką Lopez. Ta z kolei, kontynuowała – Chcę żebyś wiedziała Q, że mimo mojego zachowania w przeszłości, zawsze byłaś mi bliska. Wiem, że wiele spieprzyłam ale najbardziej żałuję, że przez to raniłam Ciebie. Gdybym mogła cofnąć czas …. - Przestań – przerwała w końcu Quinn. Prawą dłonią objęła ramiona latynoski – Co ja niedawno mówiłam? Nie zmienisz przeszłości. Co się stało się nie odstanie. Nie warto tracić czasu ani energii na rozpamiętywanie – Wiem. Po prostu chcę żebyś wiedziała, że żałuję wszystkiego... no prawie.
Quinn, pytająco spojrzała na brunetkę, która tłumacząc - przytoczyła jeden z incydentów z przeszłości. Miał on miejsce pewnego Dnia Dziękczynienia - w sali chóralnej - pierwszego po maturze, gdy wedle obietnicy – chór postanowił spędzić to razem.
WSPOMNIENIE
Santana weszła do sali. Mijając niską blond cheerleaderkę, ruszyła w kierunku pianina obok którego stała Quinn.
Na prośbę Finna Hudsona – tak, tego samego który w fantastyczny sposób zgotował Santanie piekło na skalę całego stanu Ohio – większość zeszłorocznych maturzystów, zgodziło się pomóc nowemu rocznikowi New Directions, w przygotowaniach do Konkursu Stanowego. Każdemu przydzielono podopiecznego. Marley Rose – najbardziej utalentowana lecz najskromniejsza i nie do końca świadoma ogromu swego talentu, była pod bacznym okiem Santany. Podczas próby w audytorium, idąc za głosem intuicji a po przeszukaniu jej torebki, pochwaliła się za bezbłędność jej „trzeciego meksykańskiego oka jasnowidzenia". Znajdując tabletki na przeczyszczenie, wiedziała automatycznie – ktoś wciska jej kit o nadwadze w celu podkopania jej, już i tak niskiej samooceny. Z wszystkich młodzików oraz pomiędzy Artiem, Tiną, Mikiem, Samem oraz Britt – czyli tegorocznych maturzystów – podejrzenia śmierdziały jedynie naokoło pewnej małej, wyszczekanej Cherios. Jak się okazało – podopiecznej Quinn. Przyszedł więc czas na konfrontację.
Z tą właśnie myślą, wtargnęła niczym ogień do sali. Bliska stłuczka z prowodyrką zamieszania – Kitty Wilde – jedynie, podsyciła Santanę.
Quinn uważnie wysłuchała Santany, zarówno opowieści o jej odkryciu jak i jej osobistego zdania na temat Kitty.
Q – To właśnie przewidział mój profesor psychologii … przekierowujesz Kitty na mnie. Jesteśmy już po maturze Santana. Czas najwyższy sobie odpuścić...
S – Co odpuścić?
Q – Twoją zazdrość o mnie
S – A czemu to niby, miałabym być zazdrosna … o Ciebie? Tylko błagam nie mów tylko, że jesteś w jakimś tajnym nazistowskim stowarzyszeniu
Q - Słuchaj. Pewnego weekendu, wylądowałam na balu u Jodie Foster a ten profesor o którym wspominałam? … ma 35 lat, pali fajkę... rozwodzi się z żoną, która go nie tknęła od trzech lat...Jesteśmy razem.
S – WOW. Aktualizacja Twittera!... Quinn jest cała podjarana kolejnym facetem, który definiuje jej życie
Quinn powoli nachyliła się, by w końcu oprzeć się na łokciach o pianino, stojące między nimi.
Q – A Ty czym się jarasz? Trzęsieniem pomponów w Kentucky? Chcesz sprawiać wrażenie twardej suki chociaż tak naprawdę jesteś małą, wystraszoną dziewczynką z niską samooceną i strachem by podążać za marzeniami...
Teraz również i Santana, oparła się o pianino by znaleźć się na tej samej linii wzroku co Quinn.
S – Czy profesorek Cię tego nauczył, pomiędzy szybkimi numerkami na biurowej kanapie? Czy tak bardzo go kręci nastoletnia matka, która prawie nie odwiedza dziecka?
Quinn spoliczkowała w odpowiedzi brunetkę, która nie pozostała jej dłużna. Kto wie, jak rozkręciłaby się konfrontacja gdyby nie Britt, która nagle weszła do sali.
B – Co wy robicie?!
To nie był pierwszy raz, gdy widziała dwa najbardziej wzburzone charaktery podczas wymiany ciosów czy obelg. Za każdym jednak razem, równie zaskoczona była owym zjawiskiem.
Quinn, przetarła obolały policzek a przeczesując włosy – Nic. Całkowite … nic – opuściła salę. Santana stała wciąż w miejscu, lecz była lekko zaskoczona całym wydarzeniem.
S – Quinn zawsze genialnie policzkowała
KONIEC WSPOMNIENIA
Quinn aż chwyciła się za ten sam policzek, który został wtedy spoliczkowany.
- Dlaczego akurat tego nie żałujesz? - musiała spytać
Bo właśnie wtedy, zrozumiałam że stać mnie na więcej. Uświadomiłaś mnie o mojej wartości a poza tym … ten liść był wyśmienity
Santana w końcu uśmiechnęła się, co również wywołało uśmiech u Quinn. Lewą dłonią dotknęła policzka Santany, tego samego który został wtedy zaatakowany
- W końcu …. miałam lata praktyki. Wygląda na to, że uczeń przerósł mistrza...
Santana zamknęła oczy, wtulając swą twarz w dłoń blondynki, która powolnymi ruchami gładziła jej skórę. Nagle poczuła jak delikatne usta Quinn, obdarowały jej obolałe czoło, czułym buziakiem. Po otwarciu oczu, mimo iż dystans między nimi, znacznie się zmniejszył – Santana musiała się skupić na „warunku" dzięki spełnieniu którego, będzie mogła urzeczywistnić wszystkie – kłębiące się w jej głowie, myśli.
Ooojjjjjj a działo się tam, oj działo ...
Quinn opuściła dłoń, którą wcześniej gładziła policzek Santany. Latynoska, powoli zaczęła otwierać każdy z trzymanych woreczków a ich zawartość wysypywać za murek. Poranny wiatr był niezbyt porywisty aczkolwiek stabilny. Nie minęło pięć minut a zawartość czternastu woreczków, została rozsypana nad ulicami i chodnikami Nowego Jorku. Spoglądając przed siebie, to w dół to na wprost horyzontu, Santana poczuła nagle jak dłonie – stojącej za nią – Quinn, obejmują ją w pasie a ta opiera swój podbródek na jej lewym ramieniu.
- Q, czy ty wiesz ile właśnie wysypałam kasy? Dobre $250 jak nie lepiej – podczas gdy Santana, dokonywała trudnych obliczeń matematycznych, Quinn jeszcze bardziej wtulała się w brunetkę. Poruszyła się delikatnie by wyszeptać jej do ucha – Jestem z Ciebie dumna San.
Ta delikatnie się odwróciła. Wciąż będąc w objęciach blondynki, stała z nią twarzą w twarz
- Na tyle żeby się ze mną umówić? - zapytała ze swym popisowym usmieszkiem
Quinn, uśmiechnęła się szeroko i przytaknęła głową. Oparła swe czoło o czoło latynoski, utrzymując kontakt wzrokowy. Niczym zsynchronizowane zegarki - Quinn obejmując Santanę w pasie, która zaplotła swe dłonie na karku Quinn, pomniejszyły dystans między nimi – wtulając się w siebie, jakby owa chwila była tą upragnioną. Nieświadome, iż to dopiero początek – napawały się ów momentem. Nie otwierając oczu, Santana spytała:
- Q …. Czy to Ty czasem, nie masz na sobie mojej bluzy?
