OD AUTORA:
WITAM I DZIĘKUJE WSZYSTKIM CZYTAJĄCYM :))))
OSTATNIE WYDARZENIA SPOWOLNILY ZNACZNIE MOJA WENNE ZA CO PRZEPRASZAM. TEN ROZDZIAL NIE POSIADA ZWYT WIELE AKCJI LECZ MAM NADZIEJE, ŻE MIMO TO SIĘ SPODOBA:)
JUŻ JESTEM W POLOWIE KOLEJNEGO LECZ UKONCZENIE JESZCZE TROSZKE POTRWA
PUKI CO ZYCZE MILEGO CZYTANIA
I
MAM NADZIEJE NA KOMENTARZE:P
PS: RIP CORY MONTEITH
ROZDZIAŁ TRZYNASTY
17 luty, niedziela
Tuż po otwarciu oczu, Quinn leżała w łóżku, spoglądając na sufit. To właśnie dzisiaj zobaczy Beth. Ostatnia jej wizyta miała miejsce ponad dwa lata temu. Mimo, iż na bieżąco jest informowana o dorastaniu jej córeczki w domu adopcyjnej matki, Quinn nie mogła powstrzymywać się przed tęsknotą. Myśl o dzisiejszej wizycie, wywołał u niej natychmiastowy uśmiech. Dodatkowo, wyjaśnienie nieporozumienia pomiędzy nią a Santaną, jeszcze bardziej wpłynęło na jej poranny nastrój. Pomimo gestu ze strony Latynoski, wiedziała iż będzie musiała bacznie obserwować Santanę by upewnić się, że ta wywiązuje się z „umowy". Nawet Quinn nie jest na tyle naiwna by uwierzyć, że jednorazowy gest oraz obietnica, wystarczą by zerwać z narkotykami Dodatkowo, wciąż pamiętała w jaki sposób Noah przedstawił jej ową sytuację – fakt, że to do niej zadzwonił z wołaniem o pomoc, stwierdzał powagę tej sytuacji. Quinn wiedziała, że może to zająć trochę czasu lecz była zdeterminowana, by pomóc przyjaciółce. W razie jakichkolwiek problemów, wiedziała iż może liczyć na wsparcie Rachel i Kurta jak i Pucka. Wiązało się to oczywiście z koniecznością ujawnienia jej nałogu. Takowe jednak wyjście było ostatecznym, nad którym Quinn nawet nie chciała jeszcze zbytnio rozmyślać. W chwili obecnej, była pochłonięta znacznie inną osobą – na wizytę u której, z niecierpliwością wyczekiwała.
Spoglądając na zegarek, znajdujący się na szafce nocnej po jej lewej stronie, dostrzegła wyświetlającą się godzinę. Wybiła właśnie dziewiąta rano. Quinn mimo to czuła się już wypoczęta. Jej nocny lancz, zakończył się grubo po piątej a jej samej, udało się usnąć dopiero przed szóstą. Po pożegnaniu Santany, myślami wciąż była przy niej. Zadowolona z rezultatu rozmowy, wspominała cały wczorajszy dzień – od długiego lotu zaczynając, a na obejmujących ją ramionach Santany kończąc. Kładąc się do wolnego łóżka Rachel – gdyż ta wciąż spała na kanapie z Kurtem – już zaczęła zastanawiać się nad jej nadchodzącą randką. Wprawdzie, Santana nie określiła dokładniejszej daty to wiedziała, iż odbędzie się ona niedługo. Rosario, była w mieście zaledwie jeszcze przez kilka dni. Z tą myślą, oczy blondynki w końcu się zamknęły, dając jej tym samym oczekiwany odpoczynek.
Bezszelestnym ruchem, przekręciła gałkę drzwi sypialni. Starała się uważać by nagłe skrzypienie drzwi, nie obudziło nikogo. Było już za późno, jak się zorientowała po uprzednim zaglądnięciu do salonu. Dostrzegła jak zaspany Kurt, ścieli koce i składając je w kostkę, kładzie pod poduszkami na sofie. - Dzień dobry. Jak się spało? - zapytała uprzejmie Quinn, przemierzając pomieszczenie w kierunku kuchni. Kurt jedynie odburknął
ktoś tu nie jest porannym ptaszkiem – pomyślała Quinn
Jej punktem docelowym był ekspres do kawy. Prawą ręką podniosła pojemnik lecz zauważając, że jest pusty, jęknęła z niezadowolenia.
- Kurt, dlaczego nikt nie zrobił kawy? - zapytała rozczarowana Quinn
Kurt, wciąż ścielił sofę lecz słysząc zażalenia ich gościa, stanął w bezruchu oraz obrzucił ją lodowatym spojrzeniem
- Tak dla twojej informacji, dopiero co wstałem a jeszcze trzeba ogarnąć ten syf. Nie wspomnę nawet, że po spaniu na tym „czymś" - wskazał z obrzydzeniem na sofę – co uchodzi za tanią imitacje sofy, kwadrans rozciągałem swe delikatne mięśnie by w ogóle z niej wstać! Wybacz więc, że w międzyczasie, nie podskoczyłem dziesięć metrów dalej by zrobić Ci cholerną kawę! - uniósł się Kurt
Quinn podniosła brwi z zaskoczenia na jego ton. Automatycznie podniosła dłonie w geście obronnym, niczym znajdując się na celowniku broni.
- Rany, wybacz. Ja po prostu zapytałam – spokojnym tonem wytłumaczyła się Quinn. Lekko zawiedziona, usiadła więc przy stole by przeglądnąć kolorowe czasopisma, które na nim leżały. Po przewertowaniu kilku stronic, spojrzała w kierunku gospodarza, który trzymając plastikowy worek, wrzucał do niego śmieci po wczorajszym wieczorze. - A gdzie Rachel? - zapytała
- Ona od ponad roku nie pija już kawy więc wątpię byś mogła kiedykolwiek na nią w tej kwestii liczyć – odpowiedział chłodno, nie przerywając oczyszczania podłogi z papierków i plastikowych kubków
- Rany a Ty dalej o tym? - teraz nawet jej ton głosu, stał się bardziej oziębły – Pytam bo ostatnio widziałam, jak jeszcze nad ranem spała na sofie. Tak na marginesie to jesteś okropny nad ranem
Kurt położył worek na ziemi lecz lewą dłonią, wciąż trzymał jego krawędź. Prawą natomiast wsparł na biodrze, delikatnie wyginając się w przeciwną stronę. Przyjmując ów bojową postawę, spojrzał na Quinn, która z delikatnym (lecz ukrytym) rozbawieniem obserwowała marudzącą divę.
- Po pierwsze Rachel miała wczesny trening a wiesz jak ona poważnie do tego podchodzi. Po drugie, miło by było gdyby KTOŚ zamiast oglądać gazetę, pomógł posprzątać bałagan do którego się przyczyniła, nie sądzisz? Za dwie godziny muszę wychodzić a konieczna dla mnie jest kąpiel. Jak nie zmyje z siebie tej woni tego … mebla a moje mięśnie nie zostaną odmoczone w gorącej wodzie to ….
- Kurt ja jestem gościem – przerwała Quinn. Wiedziała doskonale, że igra z ogniem. Nigdy jednak wcześniej nie widziała Kurta w takim stanie. Santana miała rację, mówiąc iż niewinne dokuczanie Kurtowi to niezła frajda. - Dobrze wiesz, że nie wypada wymagać ani prosić o takie rzeczy gościa – dla dodania dramatyzmu, położyła dłoń na piersi udając urażoną w iście arystokracki sposób.
Kurt aż zaniemówił. Jedynie kilkakrotnie otwierał i zamykał usta, chcąc wtrącić krzykliwą ripostę. Prawie się zapowietrzał z oburzenia. Gdy już prawie był gotów, jego plany pokrzyżowało pukanie do drzwi. Z wyszukaniem zmrużył oczy. Miał nadzieję iż takowy gest, nastraszy Quinn. Tej odpowiedzią, było żartobliwe wysunięcie języka oraz wybuch śmiechu. Jeszcze bardziej zirytowany Kurt, ruszył w końcu by otworzyć drzwi.
Uśmiechnięta twarz Santany, jeszcze bardziej wzburzyła jego emocjami. Po powitaniu gościa powrócił do porzuconego worka, wpuszczając tym samym Santanę do środka. Ubrana dość formalnie, w czarne jeansy oraz bordową koszulę z lekko uniesionym kołnierzykiem, trzymała w dłoni podstawkę z trzema wysokimi kubkami. Quinn aż podrzuciła dłonie do góry, w iście zwycięskim geście – KAWA. San, normalnie spadłaś mi z nieba.
Zdejmując okulary przeciwsłoneczne, Santana spojrzała zalotnie w kierunku uśmiechniętej blondynki.
- I dopiero teraz to do Ciebie dotarło?
Zdecydowanie coraz lepszy humor, Quinn zademonstrowała również Latynosce. Jej również żartobliwie pokazując język.
Kiedy taca z napojami, znalazła się już na stole, łapczywe dłonie Quinn, chwyciły za jeden z kubków. Z uśmiechem i zamkniętymi oczyma, chłonęła ona aromat świeżej i ciepłej kawy. Santana jedynie obserwowała siedzącą blondynkę.
- Tobie również „Dzień Dobry" - z udawanym oburzeniem, stwierdziła Santana
Nie mogła wyjść z podziwu jak prawie trzydziestoletnia kobieta, zachowuje się właśnie niczym pięcioletnie dziecko. Widok wydał jej się uroczy i słodki. Również Kurt nie pozostał obojętny aromatowi jaki stopniowo zaczął wypełniać mieszkanie. Po szybkim podziękowaniu za napój, chwycił ostatni kubek po czym udał się do łazienki. Santana odprowadziła go zdziwionym wzrokiem – Normalnie, tylko „Panienka Hummel" jest w stanie zabrać kawę pod prysznic... A myślałam, że po dwóch latach mieszkania z nim, niczym mnie już nie zdziwi – oznajmiła, siadając na wolnym krześle, obok Quinn.
Po potrząśnięciu głową z niedowierzania, jej wzrok wrócił w stronę, mruczącej z rozkoszy Quinn. Ta wyczuwając obserwujące i milczące spojrzenie Santany, odsunęła delikatnie usta od krawędzi kubka a wzrok uniosła, by spojrzeć na siedzącą obok Latynoskę.
- Pyszna kawa San. Dzięki – powiedziała skromnie
- No ja właśnie widzę. Przypomnij mi, żebym następnym razem, grę wstępną zaczęła od kawy – zakończyła szybkim ruchem podwójnego uniesienia brwi, Santana.
W odpowiedzi, otrzymała delikatnego kopniaka pod stołem.
- Tak w ogóle poza świeżą kawą, co Cię sprowadza?– zapytała Quinn. Nie miała oczywiście nic przeciwko takowej wizycie, jednakże ciekawa była prawdziwego jej powodu.
- Tak więc – zaczęła Santana, wyciągając trzy plakietki – przyniosłam waszej trójce plakietki vip-owskie na jutrzejszy koncert. Oprócz wejścia za kulisy, macie zarezerwowane miejsca w odrębnym sektorze. Ja wiem, że dla Ciebie kulisy to nic nowego z racji pracy i w ogóle ale dla Kurta i Rach to dość wyjątkowe. Nie mogę jednak pozwolić, żeby dwie zakręcone divy biegały i piszczały energicznie, bez dorosłej i rozsądnej superwizji.
Po tych słowach, plakietki położyła na stole, tuż obok tacki. Quinn podziękowała uprzejmie, wciąż delektując się pysznym napojem.
- A po drugie … gadałam z Puckiem i wiem, że umówiliście się z Shelby na trzecią. Chciałabym zapytać więc czy masz już jakieś plany na wieczór? Czy może divy, wmusiły w Ciebie kolejne musicale lub broń Boże … zwiedzanie?
Quinn doskonale wiedziała, do czego dąży pytająca Santana. Stawiając kubek na blacie, uśmiechnęła się więc szeroko – Tak się składa, że nie mam planów. Szczerze powiedziawszy z Rachel nie widziałam się od wczoraj a Kurtowi, zdecydowanie nadepnęłam na odcisk wystarczająco by planów na dzisiaj nie kręcił. A czemu pytasz?
Biorąc łyka kawy, Santana nie odrywała oczu od rozmówczyni. Jej figlarny wzrok, powodował u Quinn podobne zachowanie. Odwzajemniając ów spojrzenie, przygryzała delikatnie dolną wargę w wyczekiwaniu na oficjalne pytanie. Po przełknięciu łyka, nachyliła się nieco w stronę Quinn.
- Co powiesz na, wyjątkową i niezapomnianą pierwszą randkę z najseksowniejszą, najwspanialszą kobietą?
- Zapytam … kim ona jest? Bo chyba jej nie znam – drocząc się, odpowiedziała. Po chwili jednak spoważniała … odrobinkę – Odpowiem, że bardzo chętnie pod warunkiem, że będziesz ... grzeczna.
- Ja? Ale przepraszam, o co Ci chodzi? - zapytała niewinnie Santana. Poważna mina oraz ukośny wzrok Quinn, wydawał się być wystarczającą odpowiedzią. Postanowiła więc kontynuować – Wpadłabym po Ciebie tak myślę … o ósmej? Pasuje?
- Pasuje – odpowiedziała z uśmiechem Quinn po czym ponownie chwyciła, ciepły jeszcze kubek kofeinowego napoju
Zerkając na zegarek, Santana przeprosiła za nagłą konieczność wyjścia. Jej grafik jest nieziemsko napięty. Trasa koncertowa to nie piknik. Mimo tej świadomości, udało jej się wskoczyć do kawiarni i chociaż przez chwilę napić się kawy w towarzystwie Quinn – towarzystwie, za którym tak tęskniła, którego tak jej brakowało i którego tak bardzo pragnęła.
Pożegnała się z Quinn, która jeszcze zdążyła po raz kolejny podziękować jej za kofeinowy ratunek. Santana usłyszała również dodatkowo – Lopez pamiętaj, nie oddaje się na pierwszej randce. Słysząc te słowa, mimo iż już była przy drzwiach, po ich otwarciu odwróciła się by z efektem skomentować – Tak sobie to tłumacz. Zobaczymy wieczorem blondi...
Po mrugnięciu okiem w stronę blondynki, Santana założyła okulary po czym wyszła z mieszkania, zamykając za sobą drzwi. Uśmiech, od ucha do ucha, nie schodził Quinn z twarzy aż do ostatniego łyka kawy.
Jeszcze kilka minut po skończeniu ów niebiańskiego trunku, Quinn delektowała się jego pozostawionym smakiem, gdyż był on wciąż przez nią wyczuwalny. Dopiero sygnał jej dzwoniącego telefonu, wybił ją z transu. Quinn pośpiesznie wstała i ruszyła do sypiealni Rachel, gdzie wciąż podpięty pod ładowarkę, wyświetlał zdjęcie dzwoniącego. Uśmiechając się pod nosem z ponownego wyczucia czasu przyjaciółki, odebrała siadając na łóżku, nie tracąc uśmiechu z ust.
- Witam serdecznie stęsknioną przyjaciółkę
Ooooo cóż za powitanie – zachichotała Molly – muszę jednak sprostować iż nie z tego powodu dzwonię. Przecież ktoś musi Cię sprawdzać regularnie plus, wczoraj tak się rozgadałam, że zapomniałam spytać o sprawy z Santaną. Jak tam?
Nagle uśmiech blondynki, jeszcze bardziej się powiększył
- O dziwo …. dobrze
- Uuuuuuuu. No to gadaj. Derek w pracy a dzieciaki w szkole więc mam mnóstwo czasu i zamieniam się w słuch. Dajesz...
Tym razem to Quinn odpowiedziała chichotem a na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec
- Powiem nawet lepiej niż dobrze … jest wspaniale. Po wczorajszej kolacji, zrobiliśmy sobie wieczorek filmowy. Kurt i Rachel usnęli już w połowie filmu …
- Przypomnij mi – wtrąciła Molly – Kurt i Rachel to te dwie divy o których wspominałaś, tak?
- Zgadza się
- Ok, kontynuuj
Kolejny chichot wydobył się z ust blondynki. Zabawne było w jaki sposób z wszystkich opowieści z czasów liceum Quinn, jej przyjaciółce utrwalił się właśnie ten fakt
- Tak więc. Gdy DIVY zasnęły na kanapie, nie wiem kiedy ani nawet jak ale Santana zamówiła pizzę. Poszłyśmy więc na balkon żeby …
- Balkon?! - zapytała z niedowierzaniem Molly. Przez lata znajomości z zakręconą szatynką, Quinn wiedziała, że jeżeli ta ma pytania dotyczące jakichkolwiek opowiadań czy relacji zdarzeń to automatycznie je zadaje tuż po tym jak takowe pojawiają się w jej głowie. Wydłużając tym wypowiedź jak i też odwlekając puentę. Każdego innego człowieka mogłoby to wyprowadzić z równowagi. Quinn wiedziała jednak lepiej. Wolała na bieżąco zaspakajać ciekawość Molly a niżeli zostać zasypaną miliardem pytań po skończeniu wypowiedzi.
- Tak. Wprawdzie był środek nocy ale nie było zbyt zimno a poza tym Nowy Jork nocą to coś wyjątkowego. Ale wracając do tematu...
- Tak tak, przepraszam. Już siedzą cicho
- A więc … Podczas gdy zajadałyśmy się pizzą. Tak na marginesie to najlepsza pizza jaką jadłam w życiu! Mówię Ci M, padłabyś z wrażenia! Ciasto było idealne a ten ser... mmmm
Oczami, oddała się wspomnieniom tego wspaniałego wypieku. W jej mniemaniu, sami bogowie greccy ją upiekli. Nigdy sama nie przepadała wyjątkowo za pizzą a zwłaszcza brytyjską. Ta jednakże pobudziła jej kubki smakowe o których istnieniu Quinn nie miała nawet pojęcia.
Takowa rozkosz wspomnieniami, całkowicie ją wygłuszyła. Dopiero, któryś z rzędu dźwięk nawoływania a raczej krzyku w słuchawce, otwarł jej oczy przywracając do teraźniejszości.
- Quinn!
- Mhm? - zapytała wybita z transu blondynka
- Na litość boską, już myślałam że odleciałaś. Przestań rozmyślać i przejdź do sedna. Co z Santaną? - głos Molly był ewidentnie coraz bardziej zirytowany brakiem konkretnych informacji.
- A tak, sorki. Jeśli chodzi o Santanę, powiedziałam jej automatycznie, że jesteśmy jedynie przyjaciółkami i nic poza tym. W sumie nie powiedziałam tylko odpowiedziałam. Jak tylko siadłam wygodnie, ona automatycznie zapytała o Ciebie. Zdziwiłam się bo od kilku godzin wcześniej czyli generalnie od kiedy walnęłam tekstem o naszym rzekomym związku, nawet nie zareagowała...
- W ogóle?
- To znaczy, faktycznie zdystansowała się odrobinę na samym początku ale później jakby o tym zapomniała. Tak czy siak. Powiedziałam jej prawdę...
- I? No gadaj no wreszcie!
Quinn wzięła głęboki wdech. Mimo swego wieku, właśnie w tej chwili, Quinn czuła się jak w szkole podstawowej. Przypominało jej to typową sytuację, gdy koleżanki wypytują się po pierwszym pocałunku z chłopcem „I jak było? Jak było? Fajnie? No gadaj!". Z największym chyba dzisiaj uśmiechem (co dla osoby trzeciej, mogło sprawiać wrażenie iż ta przespała noc z wieszakiem w ustach) w końcu odpowiedziała.
- I umówiła się ze mną
- Na randkę?
- A niby na co? No przecież nie na golfa! Rany Molly, tak na randkę.
- Tak po prostu? I się zgodziłaś?
- Tak. Oczywiście dałam jej warunek …
Quinn nie wtajemniczyła Molly w „hobby" Santany więc musiała bardzo ostrożnie odpowiedzieć
- Ostrzegłam ją zwyczajnie co do obaw Pucka (uogólniając to jedynie do takowego opisu). Wiem, że na to potrzeba czasu i wytrwałości ale … słysząc warunek, Santana automatycznie zrobiła coś co przekonało mnie, że chce się zmienić
- Co takiego?
- M, wiesz dobrze że nie mogę...
- Taaaaa – przerwała Molly – Wiem, wiem. Aleś Ty tajemnicza!
- W każdym bądź razie – Quinn, próbowała skierować na odpowiedni tor rozmowę – Odpowiadając na twoje pytanie: jestem w Nowym Jorku z Rachel i Kurtem, za kilka godzin zobaczę w końcu córkę a wieczorem mam pierwszą w historii, randkę z Santaną Lopez. Normalnie żyć nie umierać. Mówię Ci
Molly odkaszlnęła, przypominając o swej osobie
- No tak Molly. Wiem. Też tęsknię za Tobą. W sumie to dzięki Tobie, w ogóle byłam w stanie tu przylecieć. Gdybyś jeszcze Ty tu była to …. mogłabym umrzeć szczęśliwa hehe
- Noooo ładnie wybrnęłaś. Quinn nie chcę psuć Ci humoru ani żebyś to źle odebrała. Naprawdę cieszę się Twoim szczęściem, które aż emanuje mi przez słuchawkę …
Quinn wiedziała jakie słowo za chwilę nastąpi. To jednak nie obniżyło jej entuzjazmu.
- Ale?
- Ale … - Molly wzięła głęboki oddech, by w końcu słowami ściągnąć szybującą przyjaciółkę na ziemię – Czy warto? To znaczy nie chodzi mi o całość ale specyficznie o … Santanę
- M, jak możesz o to pytać? Po tym wszystkim co Ci powiedziałam? Dobrze wiesz co do niej czuje …
- No właśnie – wtrąciła stanowczo poważniejszym tonem Molly – O to właśnie chodzi. Posłuchaj, dobrze wiesz że Twój pobyt w Nowym Jorku, potrwa ile jeszcze? Pięć, sześć dni?
Quinn nawet nie trudziła się by odpowiadać. Wiedziała, że jakiekolwiek pytania w „kazaniu" z ust przyjaciółki, są retoryczne. Słuchała więc uważnie lecz uśmiech stopniowo schodził jej z twarzy a poziom entuzjazmu, znacznie się zmniejszył. Niczym zimny prysznic, słowa Molly niosły za sobą coś nad czym Quinn nie miała nawet czasu rozmyślać … logikę.
- Tak samo pamiętam jak mówiłaś, że Rosario rozpoczęła teraz trasę. Wiesz chociaż ile czasu ona będzie w Nowym Jorku?
Quinn znała odpowiedź. Pauza w wypowiedzi ewidentnie oznaczała wyczekiwanie takowej odpowiedzi.
- Cztery dni – prawie półszeptem a zdecydowanie przygaszonym i smutnym głosem, odpowiedziała Quinn
- No właśnie. Quinn za cztery dni wasze drogi się rozejdą. Ona jest celebrytem, osobą publiczną a Ty nie... Dodatkowo, z tego co kojarzę to mieszkasz w Anglii tzn Europa tzn inny kontynent. Santana jak już jest gdzieś na stałe to na drugim krańcu świata tzn stany tzn inny kontynent! Zakładam tutaj jednak, że nie jest w trasie czy ciągłych rozjazdach … Nawet jeśli by nie była, gdyby tylko osiadła przykładowo w Nowym Jorku nie zapomnij o tym, że co? macie wieczorem PIERWSZĄ randkę a kilka dni później boom! To nie jest stały i długo trwający związek. Sama mówiłaś, że z tą Brittney były razem ponad rok. Wielka miłość i jak się skończyło? Kilka miesięcy z dala od siebie i szlak to trafił. Nadmienię też, że były od siebie zaledwie trzy godziny pociągiem! Quinn, przemyśl to! Czy Ty aby na pewno chcesz zaczynać coś co spisane jest na niepowodzenie? Co Ci to da? Że spędzicie razem cztery dni? Do tego jeszcze nie całe bo trasa to główny powód jej pobytu tam a dobrze wiesz, że takowe rzeczy wymagają prób i przygotowań. Na pewno dojdą do tego jakieś publiczne wystąpienia i wywiady. Generalnie 75% jej pobytu pochłonie Rosario. Czy rozumiesz o co mi chodzi?
Nie otrzymując odpowiedzi a jedynie głuchą ciszę, Molly nie do końca była pewna czy są jeszcze na tej samej linii.
- Quinn? Quinn, jesteś tam?
- Tak … jestem – odpowiadając, Quinn musiała za wszelką cenę utrzymać stabilny głos. Nie chciała dać po nim poznać, jak bardzo słowa logiki i rozsądku, ją zabolały brutalnie zrzucając z jej „szczęśliwego miejsca" i rzucając jej ciałem o posadzkę rzeczywistości. Oczy miała już zaszklone od łez, które lada chwila popuszczą ze swych brzegów. Molly miała rację. Uzmysłowienie sobie tego było jednym z najokropniejszych i bolesnych przeżyć jakie ostatnimi czasy zaznała – tuż obok walentynkowego nie-ślubu.
- Quinn ... – kontynuowała spokojniejszym i łagodniejszym tonem Molly – Słońce wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej
- Wiem M
- Nie chcę po prostu byś znów cierpiała. Wierz mi lub nie ale, naoglądałam się Twoich łez z jej powodu już nader wystarczająco. Nie twierdzę, że powinnaś mnie posłuchać i zrobić dokładnie w ten sposób. Przedstawiam Ci zaledwie swoją opinię. Kiedyś powiedziałaś, że bez względu jak szczerą i szorstką, zawsze ją wysoko ceniłaś
- I dalej tak uważam Molly
- Zastanów się więc, czy aby na pewno tego chcesz. Obydwie wiemy jak to się skończy.
Pomiędzy przyjaciółkami nastała cisza. Quinn już zaczęła swe rozmyślenia. Molly, wyczuwając nagłą zmianę zarówno nastroju jak i wcześniejszych wypowiedzi przyjaciółki, postanowiła już nie pouczać jej gdyż była pewna, iż to co już zostało powiedziane jest wystarczające. Pożegnała się więc z Quinn, wymyślając na poczekaniu wymówkę o konieczności zrobienia obiadu.
Niczym na zawołanie, automatycznie po pojawieniu się w słuchawce głuchej ciszy, wcześniej wstrzymywane przez Quinn łzy, ruszyły gwałtownie by po kilku sekundach całkowicie pokryć policzki blondynki.
Po odbębnieniu, prawie godzinnego „rytuału nawilżającego", Kurt był już gotowy by zacząć się ubierać i szykować do wyjścia. Chcąc nie chcąc w drodze do kuchni, minął sypialnię Rachel. Poprzez otwarte drzwi dostrzegł płaczącą już dość intensywnie Quinn. Wahał się przez chwilę – nie chcąc jej przeszkadzać – by ostatecznie, zapukać w drewniane drzwi. Quinn pośpiesznie wytarła rękawami oczy. Dopiero po ogarnięciu się, była w stanie spojrzeć w jego stronę. Ten widząc jej zaczerwienione i napuchnięte oczy, automatycznie wiedział że coś złego się stało. Pomimo swej wcześniejszej złości oraz irytacji, po długim pobycie w łazience i spojrzeniu na wizerunek Quinn – wszelkie negatywne emocje go opuściły.
- O już wyszedłeś z łazienki – zauważyła łamiącym się głosem Quinn – To ja idę wziąć prysznic – oznajmiła, powoli wstając z łóżka. Kurt jednak przerwał jej zanim obydwie jej stopy, zdążyły dotknąć podłogi
- Proszę bardzo ale nie wcześniej niż powiesz mi co się stało
Słysząc to, Quinn ponownie usiadła we wcześniejszej pozycji. Wyczuła zbliżającego się Kurta. Nie musiała nawet podnosić wzroku by wiedzieć, że przyjaciel intensywnie się w nią wpatruje, oczekując tym samym odpowiedzi. Gdy w końcu odważyła się by spojrzeć mu w oczy – czuła się bowiem na siłach by powstrzymać łzy – jej poprzednia pewność swego stanu legła w gruzach. Kurt widząc jak zaczerwienione i opuchnięte oczy przyjaciółki, ponownie wypuszczają z siebie łzy, upewnił się o powadze sytuacji. Wciąż nie mając pojęcia co spowodowało takowy stan, usiadł na rogu łóżka by naprzeciw Quinn, poczekać aż ta zdecyduje się by cokolwiek wyjaśnić. Łzy nieustannie nacierały, jakoby Quinn całkowicie nie mogła ich zatrzymać. Notoryczne wycierane rękawem, zaczęło powodować delikatne podrażnienia i otarcia policzków blondynki. Kurt, wstał szybko i opuścił sypialnię by w przeciągu zaledwie piętnastu sekund, wrócić z pudełkiem chusteczek. Położył go tuż przed blondynką po czym ponownie usiadł na łóżku. Tym razem jednak, ze skrzyżowanymi nogami w pozycji tureckiej, siadł dokładnie naprzeciw przyjaciółki. On również chciał mieć bliski dostęp do chusteczek, przeczuwając iż z czasem i jemu się przydadzą.
Podczas gdy Quinn stopniowo dochodziła do siebie, Kurt postanowił zrobić pierwszy krok w rozmowie.
- Czy chodzi o Molly? - zapytał spokojnie – Słyszałem wcześniej jak rozmawiałaś z nią przez telefon. Czy to o nią chodzi?
- Nie, Kurt … to nie o Molly … - odpowiedziała cicho Quinn. Wysiąkała jeszcze nos w jedną z chusteczek a drugą otarła ostatecznie oczy. Biorąc głębszy wdech, kontynuowała bardziej stabilnym i normalnym głosem – Tak na marginesie, nie jesteśmy i nigdy nie byłyśmy razem. Molly to moja przyjaciółka z Anglii. Powiedziałam tak bo zaskoczyliście mnie pytaniem. Nie chciałam, żeby Rachel bawiła się w swatkę ani żebyś mnie męczył odnośnie Santany … - Quinn zrobiła pauzę, gdyż nie była do końca pewna czy aby na pewno dobrze robi, wyznając mu prawdę. Czuła jednak, że nie ma wyjścia. Potrzebowała rady. Czuła, że po rozmowie z Molly, znalazła się między młotem a kowadłem. Wyznanie całej prawdy było więc jedynym wyjściem, mimo iż rozpamiętywanie przeszłości ponownie sprawiało jej ból. Patrząc prosto w wyczekujące oczy Kurta, kontynuowała – Miałeś rację co do Santany a ja za wszelką cenę chciałam Cię zbić z tropu - Wcześniej wyczekujący wzrok stał się nagle zdezorientowany. Kurt za bardzo nie wiedział o co jej chodzi. Quinn musiała więc bezpośrednio uderzyć – Chodzi o Santanę, Kurt. Darzę ją uczuciami, które znacznie wykraczają poza przyjaźń. Miałeś rację
Nagle zdezorientowanie przemieniło się w szok. Ewidentnie, nawet on nie spodziewał się czegoś takiego.
- Naprawdę? Wow. Tak szczerze to tak walnąłem. Nie sądziłem, że to prawda. Wow – wydusił z siebie Kurt
- A jednak – skwitowała Quinn
Kurt potrzebował chwili by zaabsorbować nowe informacje. Nie był jednak świadom, że to dopiero początek.
- Ona wie? To znaczy o Twoich uczuciach? - zapytał na co Quinn pokiwała twierdząco głową – Tak. Umówiłyśmy się nawet na wieczór – Kolejne zdziwko na twarzy Kurta sugerowało dwie rzeczy. Po pierwsze, jakim cudem on o niczym nie wiedział wcześniej a po drugie, skoro mają randkę to sympatia jest obustronna, więc skąd u Quinn te łzy i smutek?. Ta niczym czytając w myślach kontynuowała wyjaśnienie, cofając się aż do samego początku.
- Wszystko zaczęło się na nieudanym ślubie Pana Shuestera, pamiętasz? - Kurt niczym dźgnięty igłą, doznał oświecenia. Oprócz wielkich oczu, dłonią zakrył otwarte na oścież usta. Przypomniał sobie bowiem o odbytej wtedy konwersacji …
WSPOMNIENIE
15 luty 2005, Lima
W lobby hotelu „Diamond Inn", na jednym z wielkich foteli siedział Kurt. Popijając kawę oraz zaabsorbowany dzisiejszą prasą. Cierpliwie wyczekiwał aż jego współlokatorki, zwleką swoje szanowne cztery litery na dół, by cała trójka mogła wrócić do domu. Takowy znajdował się w Nowym Jorku. Oznaczało to półgodzinną podróż na lotnisko, dwugodzinny lot oraz kolejną godzinę w taksówce z lotniska. Spakowane bagaże Kurta stały tuż obok fotela, który okupował a bilety całej trójki, leżały na stoliku. Po Rachel i Santanie, nie było jednak śladu. Kwadrans wcześniej otrzymał od sms-a od latynoski, informującego go o tym, ze ta postanowiła jeszcze odwiedzić rodziców. Zapewniła go, że na czas dołączy do nich już na lotnisku. Od drugiej współlokatorki czyli Rachel, otrzymał również wiadomość lecz takowa głosiła by poczekał na nią w lobby gdyż ta już zaczyna się pakować do wyjścia. Otrzymał ją ponad godzinę temu lecz znając adresata wiedział, że przed nim co najmniej dwie godziny czekania.
Wypełniając ów wolny czas, zamówił w barze capuccino oraz zabrał się za czytanie regionalnejprasy. Ciekaw był nowinek, jakie go ominęły od przeprowadzki do metropolii.
Było jeszcze przed południem a hotel nie był zbyt oblegany. Od momentu jego przyjścia do lobby, jedynie on oraz dwoje innych gości, oblegało pomieszczenie. Słysząc więc zbliżające się kroki, założył z góry iż to w końcu Rachel, łaskawie do niego dotarła i nawet nie wychylając nosa z gazety skomentował – O widzę, że łaskawie pofatygowałaś się w końcu. Czuję się zaszczycony twoją obec … Quinn!? - Zdziwił się, gdy w końcu podnosząc wzrok, zobaczył kogoś zupełnie niespodziewanego. Blondynka zapytała, czy może dosiąść się gdyż musi poczekać do 12:00 by móc się wymeldować. Poza tym dręczyło ją coś, czym koniecznie chciała się z kimś podzielić. Była w kropce i potrzebowała rady. Oryginalnie planowała zwrócić się do Rachel, lecz widząc siedzącego Kurta, stwierdziła że i on się nada.
Ten zgodził się na jej pytanie. Wiedział też, że na tym zakończy czytanie gazety. Odłożył ją więc w to samo miejsce na którym ją znalazł – stojak pod stolikiem – oraz wziął łyka, o dziwo jeszcze ciepłej kawy.
Po wymianie wrażeń wczorajszego wieczoru, zapadła cisza. Quinn zastanawiała się jak zacząć wątek poprzedniej nocy a Kurt spoglądając na zegarek, postanowił wysłać kolejną wiadomość do Rachel. Podczas wypisywania próśb i gróźb w stronę Rachel, Quinn wystrzeliła jak z procy – Spałam z kimś wczorajszej nocy Kurt – ten jedynie podniósł wzrok znad telefonu, przerywając tym samym pisanie - Wypiłam wczoraj trochę za dużo a raczej zdecydowanie za dużo i zanim się zorientowałam, obudziłam się nago w pokoju … sama. Został mi tylko liścik z przeprosinami i pożegnaniem – zakończyła. Kurt, anulował wiadomość i nie odrywając wzroku od rozmówczyni, schował po omacku telefon do torby.
- Z kim spałaś? - tak banalne pytanie, nie mogło być bardziej skomplikowanym w odpowiedzi – Nie wiem … tzn wiem jak wygląda ale nie znam nawet imienia – Musiała skłamać. Poza tym doszła do wniosku iż tożsamość ów osoby, miała tutaj najmniejsze znaczenie. Patrząc jednak z perspektywy czasu, może gdyby powiedziała wtedy, o kim tak naprawdę mowa – zmieniło by to jakoś przebieg wydarzeń.
- Czyli nikt z New Directions?
- Nie – boom kolejne kłamstwo
Kurt za bardzo nie wiedział jak ugryźć ten fakt i w jakim celu, Quinn Fabray – która zaczęła z nim rozmawiać dopiero nieco ponad trzy lata temu; z która mało dotychczas miał do czynienia, nie wspominając już o kilkuletnim drwinom i obelgom z jej strony oraz dręczeniu zarówno jego jak i większości chórku – zwierza się właśnie jemu z tak … wstydliwego i osobistego zajścia.
- Wiem, że to głupie – kontynuowała podczas jego milczenia – ale pomimo alkoholu, pamiętam każdy jeden szczegół i szczerze powiedziawszy ... ta noc była wyjątkowa … - Kurt przytaknął ze zrozumieniem. Wiedział dokładnie, co ma na myśli gdyż sam doświadczył takowej, lecz z osobą którą już bardzo dobrze znał. Ex. Blaine. Po wzięciu głębszego oddechu, zaczął rozpamiętywać poprzednią noc. Nie zdążył jednak nawet wybiec wspomnieniami poza niewinny flirt na scenie, podczas wykonywania w duecie „I Just Can't Get Enough" gdy Quinn przerwała, nachylając się nad stolikiem – Chyba się zakochałam Kurt … sama nie wiem... nigdy tak się nie czułam …. ani z Finnem, ani z Samem a już na pewno nie z Puckiem. Powiedz, czy to możliwe? Zakochać się w jedną noc?
Kurt, nie wierzył własnym uszom. Jakim cudem, najpopularniejsza dziewczyna McKinley, studentka Yale, matka małoletnie Beth oraz łamaczka praktycznie wszystkich męskich serc ogólniaka …. pyta JEGO o poradę sercową?!
Czy świat zwariował i stanął do góry nogami gdy czytałem gazetę? - zastanawiał się Kurt
Zdążył jedynie odpowiedzieć – Wszystko się może zdarzyć... - gdy już z daleka słychać było nadchodzącą Rachel Berry
KONIEC WSPOMNIENIA
- To ona? Santana?! To z nią wtedy ….
- Spędziłam wyjątkową noc? Tak. To była Santana – wyprzedziła przyjaciela w dokończeniu jak i odpowiedzi na pytanie. Gdy ten dalej przechodził etap „szok szok szok" Quinn kontynuowała – Wiem, że trochę wtedy skłamałam ale nie mogłam powiedzieć prawdy. Tak więc od tamtego czasu do niczego między nami nie doszło. Santana miała swoje życie no i pojawiła się Rosario. Ponad miesiąc temu, Santana przyjechała na rozdanie Britt Awards a ja z racji pracy też tam byłam. Spotkałyśmy się no i …. ponownie spałyśmy ze sobą. Koniec końców wczoraj wyjaśniłyśmy sobie wszystko a dzisiaj rano, jak poszedłeś do łazienki … umówiłyśmy się
- Ale – wtrącił szybko wciąż skołowany Kurt – Jak? To znaczy kiedy? Chodzi o to, ze w szkole byłyście prawie wrogami. Później tolerowałyście się … BA nawet na Dzień Dziękczynienia walnęłyście se po ryju …
- Skąd o tym wiesz? Chodzi mi o Święto Dziękczynienia? - tym razem Quinn przerwała. Kurt wtedy spędzał ów dzień z Rachel w Nowym Jorku więc zaciekawiła ją jego wiedza na ten temat. Wybity z rytmu myśli Kurt wzdychnął jedynie – Britt, Artie, Mercedes, Rachel, ja – Słysząc opis podróży informacji pomiędzy przyjaciółmi, Quinn uśmiechnęła się pod nosem.
Że też na to nie wpadłam? To takie oczywiste i banalne – pomyślała
- Pytam więc jakim cholera jego mać cudem, taka zmiana? Skąd? - To pytanie, było tym którego Quinn najbardziej się obawiała. By na nie w pełni odpowiedzieć, dając całkowity zarys przebiegu wydarzeń co z kolei prowadziło do upragnionej rady, zmuszona był cofnąć się aż do momentu gdy śliczna brunetka z dużymi czekoladowymi oczyma, przypadkiem uderzyła w jej piaskowy zamek w 1992 r. …
Po całkowitym przeanalizowaniu, praktycznie całego życiorysu, Quinn była wykończona psychicznie. Kilkakrotnie podczas opowiadania, wybuchła płaczem a jej słuchacz, również wzruszył się momentami … robiąc jednocześnie użytek z przyniesionych (ponad godzinę temu!) chusteczek. Na chwilę obecną, Quinn miała jedynie poczerwieniałe oczy a jedynie opuchlizna się wciąż utrzymywała. Była jednak spokojniejsza a fakt, że wszystkie te emocje i uczucia mogła w końcu powiedzieć na głos, zadział kojąco. Czuła jak większość ciężaru nagle znikła z jej ramion.
Całość opowieści zakończyła jednak pytaniem, które również i jej zostało wcześniej zadane z nadzieją iż Kurt, pomoże jej w odpowiedzi na nie – Tak więc zastanawiam się, czy warto? Czy wiedząc, że zostało nam maksymalnie cztery dni z czego większość pochłonie Rosario, czy warto cokolwiek zaczynać?
Jej rola skończona. Kolej na Kurta.
Ku zaskoczeniu Quinn, odpowiedź nastąpiła prawie natychmiastowo.
- Szczerze? - zaczął – Nie kurwa, produkowałam się tyle czasu żebyś mi teraz ciulał prosto w twarz! - riposta praktycznie sama wyskoczyła z ust blondynki
- Gdybym to ja był w takiej sytuacji i gdyby chodziło o Blaina … to tak. Warto.
Molly vs Kurt 1:1 – pomyślała
- Posłuchaj – kontynuował – To oczywiste jak słońce, że ją kochasz Quinn. Nawet nie, że teraz czy od nie-ślubu lecz od zawsze. Z tego co mi opowiedziałaś to podziwiam Cię, że aż tyle wytrzymałaś. Naprawdę. Dobrze jednak wiem, że wycierpiałaś się przy tym nieziemsko więc dziwi mnie, że teraz … gdy w końcu wiesz, że Santana czuje to samo plus jest tak jak ty wolna, że ty się zastanawiasz! Jedno Ci powiem, takie uczucie … miłość … nie zdarza się od tak sobie każdemu. To jest naprawdę rzadkie zjawisko a ZWŁASZCZA w branżowym środowisku. To akurat powinnaś wiedzieć aż za dobrze, sądząc po Twoich podbojach i w ogóle. Nie wspomnę już o pewnym fakcie, który oznacza niewielką ilość czasu. Ja wiem, że to co było między mną a Blainem nie równa się ale nawet w takiej sytuacji … gdyby była szansa … chociaż niewielka, żeby jeszcze raz zaznać szczęścia … oczywiście w waszym przypadku to W KOŃCU go zaznać … ani sekundy bym się nie zastanawiał.
Quinn spuściła jedynie wzrok. Próbowała jakoś ogarnąć, dwie tak skrajne rady, dwojga najbliższych jej przyjaciół. Widząc ten gest, Kurt wiedział, że jego słowa mają dla Quinn sens lecz również są przeciwieństwem tego co usłyszała od Molly.
- Domyślam się, że Molly nie powiedziała tego samego – Quinn pokiwała jedynie głową, nie podnosząc wzroku - Jako twój przyjaciel mogę jedynie doradzić czy też tak jak to umiejętnie zrobiłem, postawić się na Twoim miejscu. Decyzja jenak należy do Ciebie. Pamiętaj jednak, że żyje się tylko raz a życie jest krótkie więc pomyśl przede wszystkim o sobie. Nie sugeruj się, żeby zadowolić kogokolwiek słuchając jego lub jej rady bo to TWOJE życie, kapujesz? - Tym razem skinieniem głowy, odpowiedziała w milczeniu Quinn – Jeśli można, chciałby jednak dodać że obojętnie jaką decyzje podejmiesz to będę Cie wspierał to a a b, bez względu na cokolwiek i tak będziesz cierpieć po waszym rozstaniu. Pytanie brzmi, czy wolisz cierpieć, plując sobie w twarz za tchórzostwo i zastanawiać się „co by było gdyby" czy cierpieć lecz mieć kolejne wspomnienia z ukochaną osobą? Na TO pytanie powinnaś sobie …
- Halo, jest ktoś w domu?
Owe słowa oraz trzaśnięcie drzwiami, automatycznie podniosły głowę Quinn.
- Mam nadzieję, że pomogłem – energicznie wstając z łóżka, półszeptem kontynuował - Teraz zbieraj rzeczy, ja pogadam z nią w kuchni odwracając jej uwagę a ty leć do łazienki się ogarnąć. Jak Rachel Cię taką zobaczy to pozamiatane.
Nawet na tak banalną akcję, Kurt musiał się przygotować. Tu w końcu chodziło o samą Rachel Berry. Mimo jej dojrzalszego zachowania oraz wyglądu, wciąż miewała przebłyski i odchyły licealnej Rachel, którą nawet członkowie chórku (kaleka, jąkała, gej, ciamajda), mieli ochotę wykąpać w śmietniku, polaną koktajlową lodową zalewą.
Kiedy ten biorąc kolejno kilka głębszych wdechów dla opanowania i odwagi, Quinn bezgłośnie wypowiedziała – Dziękuję – W odpowiedzi otrzymała równie bezgłośne - Nie ma za co – oraz serdeczny uśmiech
3,2,1
Drzwi sypialni się otwarły a jeszcze szybciej zamknęły. Quinn słyszała jedynie donośne powitanie z ust Kurta
- Cześć Rach, gdzieś Ty to tyle czasu była? ...
