ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Chwilę po podjechaniu czarnej limuzyny, drzwi budynku otwarły się na tyle by kobiety, mogły opuścić apartamentowiec. Santana otwarła drzwi pojazdu. Gestykulując swej blond przyjaciółce, po czym odczekała aż ta wpakuje swą postać, wewnątrz luksusowego wozu. Chwilę później, sama również znalazła się w środku.

- Witam panienko Febrey – takowe słowa, natychmiastowo skierowały uwagę wymienionej osoby. Siedzący za kierownicą szofer, uśmiechnął się szeroko, unosząc jednocześnie swą czapkę w geście powitania oraz oddania szacunku. Quinn odpowiedziała mu uprzejmie – Witam – po chwili dodała, przypominając sobie dokładnie skąd zna ów mężczyznę – Raul, tak?

- Zgadza się. Poznaliśmy się w Londynie, jakiś miesiąc temu. Wiozłem wtedy panienkę do klubu Sfinkx. Jeśli można zapytać, jak panienka się wtedy bawiła? Mam nadzieję, że wieczór spędziła panienka pozytywnie.

Słysząc zapytanie, Quinn spojrzała w stronę Santany, która również wyczekiwała odpowiedzi. Uśmiechając się zarówno do Latynoski jak i samej siebie – jednocześnie mając przed oczami, wyrywkowe wydarzenia tamtej nocy – ponownie skierowała się w stronę szofera. Długo nie myśląc nad odpowiedzią, skwitowała krótko – Tak. Wieczór spędziłam bardzo przyjemnie. Dziękuję.

Nagłe wspomnienia, nasunęły jej nurtujące ją pytanie odnośnie bluzki. Pamiętnego bowiem wieczoru, obowązkiem Raula było jej pilnowanie. Quinn również spieprzyła sprawę – koncentrując się na bierzących wydarzeniach – całkowicie zapomniała jej odebrać. Temat ten, nie został jendak poruszony, gdyż zniecierpliwiona Santana narzuciła mu by ruszyć w drogę. Udzielając jedynie polecenia – Raul, ruszajmy do punktu 1.

Zarówno wątek zapomnianej odzieży jak i chęć zapytania o dokładną ilość „punktów" wieczoru, zostały przemilczane.

Samochód ruszył przed siebie. Po wyjechaniu z parkingu, nabrał stabilnej prędkości by w końcu ruszyć w zamierzonym kierunku. Całość jak dotychczasowego wieczoru, była owiana tajemnicą. Pomimo przyciemnionych szyb, widać było jak pojazd przemierza centrum miasta. Wystarczyłoby wytrwale wypatrywać widoków, by powoli odgadnąc miejsce docelowe. Quinn wolała jednak być zaskoczona. Dodatkowo, obecność Santany – w dość bliskiej odległości – automatycznie kierowała na siebie, uwagę blondynki.

- San, muszę Ci się do czegoś przyznać – zaczęła.

Podniesiona brew Santany oraz przytaknięcie głową, Quinn odebrała jako znak by kontynuować.

– Wiem jak to zabrzmi i wierz mi, sama tego nie ogarniam ale do momentu naszego spotkania w Londynie … nie miałam zielonego pojęcia o Rosario Cruz. Pomijając krótkie wspomnienie tego nazwiska, sześć lat temu, kompletnie nie wiedziałam o jej ... to znaczy Twojej karierze. Ale spokojnie, nadrobiłam wszystko jakiś tydzień później. Ciekawość mnie zżerała więc odpaliłam You Tuba i przeglądnęłam Twoje teledyski oraz wysłuchałam praktycznie wszystkich utworów. Tak na marginesie dwie płyty to jednak konkretna ilość piosenek … Tak czy siak, muszę przyznać, iż już w szkole Twój głos był imponujący więc zaskoczyło mnie jak niesamowity, to znaczy naprawdę … no … po prostu wow … Muszę przyznać bez bicia, że nie mogłam się powstrzymać przed kupnem płyty ... to znaczy, tej pierwszej. You Tube to jedno ale jak odpaliłam krążek w drodze do pracy ... moje wrarzenia ... wow... poprostu, nawet nie umiem tego opisać... – biorąc oddech w przerwie ewidentnego bełkotu, Quinn uświadomiła sobie, jak jej wypowiedź może zostać odebrana - Zajebiście bo teraz czuję się jak jakiś fan prześladowca. Ale spokojnie bo puki co, autografu ani wspólnej fotki nie wymagam, to znaczy …. mhm …. San błagam powiedz coś żeby zatrzymać ten mój bełkot... - słowa Quinn zaczęły już nabierać zawrotnej prędkości, jednocześnie tracąc sens przekazu. Na szczęście Santana zainterweniowała.

- Spokojnie Q. Cieszę się, że spodobały Ci się moje utwory. Akurat do pierwszej płyty, napisałam większość tekstów. Przede wszystkim jest tą debiutancką więc cieszę się, ze akurat ją zakupiłaś – uśmiechnęła się szeroko Santana, ukazując jednocześnie dołeczki w policzkach – Miło, że mam w Tobie fankę. Lepiej późno niż wcale. Tak na marginesie, jaki utwór najbardziej przypadł Ci do gustu?

- Mój ulubiony utwór? - zapytała nieśmiało Quinn. Kolejne przytaknięcie głowy wystarczyło by ta odpowiedziała – Mhm … ciężko wybrać jeden. Jest właściwie kilka a nawet grupa, która absolutnie aż z wrażenia, wybiła mnie z kapci … - chichot oraz ciągły uśmiech Santany, delikatnie wypełnił ciszę po dość specyficznej wypowiedzi młodej fotograf. Zalewając się rumieńcem, postanowiła awaryjnie zmienić temat.

- Nieważne. Abstrahując od tematu ... skoro szofer ten sam i wygląda na to, że limo również, czy w każdej chwili mogę spodziewać się pana Crystala? – zapytała, nerwowo rozglądając się po wnętrzu limuzyny

Quinn zaczęła odczuwać napięcie - jakie stopniowo wypełniało ów dość małą przestrzeń pojazdu – nie będąc w stanie przewidzieć na jak długo; co z kolei wywołało jej nagłą ochotę na luksusowy alkohol. Musiała ukoić nerwy. Wciąż nie zdecydowana odnośnie charakteru tego spotkania, Quinn czuła się spragniona czegokolwiek by zwalczyć suchość, jaka nagle zapanowała w jej gardle. Podczas jej ostatniego pobytu - w tym samym towarzystwie oraz tym samym miejscu – została uroczyście poczęstowana najdroższym szampanem, uchodzącym za rarytas wśród celebrytów. Zauważając zjawisko deja vu - to właśnie takowych luksusowych bąbelków marki „Crystal" - się spodziewała. Widząc jednakże zaprzeczenie w powolnych ruchach głowy Santany, blondynka odebrała takowy gest, jako dość dotkliwe rozczarowanie.

- Wybacz blondi ale zero alkoholu w limuzynie. Ostatnio bąbelki zaszumiały nam troszkę zbyt szybko i obydwie wiemy jak się to skończyło. Przypominam więc o twoim „niby" postanowieniu a dodatkowo zaznaczam, iż nawet jeżeli rezultatem tej randki będzie podobny finisz, nie chcę żebyś potem tłumaczyła się alkoholem. Potrzebuję Cię trzeźwą … przynajmniej na razie. Kto wie, co noc przyniesie – mrugnięciem oka, zakończyła Santana. Blondynka automatycznie wysunęła odwet – O wypraszam sobie. Wypiłyśmy może po trzy, cztery lampki. A poza tym, jakie „niby"? Jeżeli bijesz w moją zasadę, że nie oddaję się na pierwszej randce, to jest ona zdecydowanie trafna a nie jakieś tam „niby" - Quinn zakończyła poważnym a nawet oziębłym wyrazem twarzy.

Ten jednak stopniowo topniał, słysząc ripostę Latynoski – Się jeszcze okaże, kto ma rację Q! Gwarantuję Ci, że wszelkie zasady porzucisz już podczas drugiego punktu wieczoru. Jednak zanim się skończy, sama będziesz o to prosić a ja wtedy wypale „a nie mówiłam". Zawstydzisz się, zmieszasz i będzie Ci głupio więc dla własnego dobra i utrzymania fasonu, błagam Cie ... Quinnie po prostu … zapomnijmy o jakimkolwiek „niby". Mhm?

Santana poczuła jak, wypowiadając ostatnie słowa, jej dawna pewność siebie nagle wróciła. Zagrywki słowne z Quinn, zawsze podsycały pewnego rodzaju ogień między nimi.

W latach szkolnych, brunetka odbierała to jako ogień nienawiści, względem blond rywalki. Dopiero po ukończeniu szkoły, dotarło do niej, co tak naprawdę było owym ogniem. Frustracja seksualna, zarówno z jej doświadczonej (regularnie zaspakajanej) strony jak i pruderyjnej Quinn, latami gromadziła się między dwiema nastolatkami. Każdorazowa erupcja owej energii, kończyła się bójką. Żadna ze stron, nie była świadoma prawdziwego znaczenia więc ciągła, błędna interpretacja prowadziła do coraz większej „nienawiści". Dodając do tego długi staż przyjaźni oraz momentami zbyt intensywne „relacje", tworzyło to naprawdę wybuchową mieszankę.

Kilka miesięcy po ukończeniu liceum - mając za sobą ostatnie starcie oraz opuszczając pośpiesznie mury McKinley - Santana złapała oddech dopiero na szkolnym parkingu. Incydent sprzed paru minut, zmusił ją do jak najszybszego opuszczenia budynku szkoły. Czuła jak każdy kolejny krok, wychodzącej z sali Quinn, jednocześnie zabiera jej tlen a ściany pamieszczenia nagle się zacieśniają. Czyżby nagle dostała klaustrofobii? Gdyby tego było mało, dopytująca się powodów „incydentu", Brittney jedynie pogarszała całą sytuację. Santana, zastanawiała się dlaczego zwykły liść ze strony Quinn - nagle zamiast chęci odwetu - wywołał u niej falę nagłego gorąca i nieodpartą ochotę by – spełniając jedną ze swych nocnych fantazji – pchnąć blondynkę na krawędź fortepianu, obsypując pocałunkami by w rezultacie, pieprzyć ją aż sufit się nie posypie. Po raz pierwszy w życiu,

Santana miała za co być wdzięczna w owo „Święto Dziękczynienia". Dziękowała za oświecenie a właściwie za upragnioną jasność, dzięki której zrozumiała co tak naprawdę czuje oraz – jak się okazało – zawsze czuła względem Quinn.

Mając kilka miesięcy na przeanalizowanie wszystkich wydarzeń oraz wyciągnięcie wniosków, Santana odczuła pewną ulgę. Ciężar dotychczasowego gniewu na świat, nagle znikł z jej ramion. Pomimo wciąż odczuwalnego bólu po utracie Britney - skupiała swą uwagę w kierunku, zupełnie innej blondynki.

Prawdę powiedziawszy, już kilka tygodni przed zerwaniem, Santana czuła jak traci kolejne nici kontaktu oraz uczuć względem tancerki. Kochała Britney, pomimo iż z mijającym czasem, owa miłość była raczej przyjacielską a niżeli romantyczną. Czując jak uczucie przeradza się w miłość pomiędzy siostrami, jednocześnie tracąc w sobie namiętność, Santana jedynie w obawie o uczucia jej blond „dziewczyny", odwlekała ów zerwanie. Nadszedł jednak moment kiedy było ono konieczne.

Będąc sam na sam, w opustoszałej po lekcji chórku sali, Latynoska zdobyła się w końcu na odwagę.

WSPOMNIENIE

S – Zaraz po przyłączeniu się do chórku ... już od pierwszych zajęć, siedząc w ostatnim rzędzie … obserwowałam Cię. Wyczekiwałam kiedy uśmiechniesz się do mnie, rozpromieniając mi resztę dnia … a gdy tego nie robiłaś, czułam jak powoli kruszy się moje serce. To właśnie tutaj, wszystko się zaczęło. To tutaj, zakochałyśmy się w sobie ponieważ dopiero TUTAJ byłam w stanie wyrazić to, co tak naprawdę czuję … wyrazić to przez muzykę – Santana wzięła głębszy oddech, powstrzymując zbierające się łzy.

W tym czasie jej rozmówczyni, przysunęła krzesło by znaleźć się bliżej brunetki . Kojąco położyła swe dłonie na kolanach Santany a łagodnym i ciepłym spojrzeniem, starała się dodać jej otuchy. Domyślała się dalszego przebiegu wydarzeń. Santana nigdy samowolnie nie zaczynała rozmowy o uczuciach. Dostrzegając dodatkowo jej wewnętrzną walkę - by nie okazać słabości poprzez płacz w jej obecności - na twarzy Britney pojawił się smutek, lecz oczy nawet się nie zaszkliły. Podświadomie przeczuwała nadchodzące zakończenie ich związku. W milczeniu postanowiła wysłuchać, tego co Santana ma jej do powiedzenia.

- Jest coś o czym powinnaś wiedzieć … a nie jest to dla mnie łatwe – z każdą sekundą, Santana wydawała się przegrywać swą bitwę z emocjami. - Wiem, że od chwili mego ukończenia szkoły nie byłam dla Ciebie dobrą dziewczyną tzn, taką na którą zasługujesz … BA nawet, nie wiem czy ktokolwiek zasługuje na sposób w jaki ostatnio Cię traktowałam. Wiem o tym i czuje, że nasze relacje się ochłodziły. Wierz mi Britt, to w żadnym sensie nie jest Twoja wina … to JA zawiniłam i co dzień tego żałuje. Prawda jest taka, że nie mogę przyjeżdżać tutaj co weekend, udając jednocześnie że nic się nie zmieniło. Obydwie dobrze wiemy, że tak nie jest. Wszystko wygląda zupełnie inaczej. Za nic nie chce być w jednym z tych - typowych daleko-dystansowych związków - gdzie jakoś brnie się przez kilka pierwszych miesięcy dopóki, któraś ze stron nie zdradzi...

- Nigdy bym tego nie zrobiła Sanny. Nie zdradziłabym Cię - przerwała Britney. Santana, wpatrywała się przez moment w łagodny błękit oczu Britney. Po chwili jednak kontynuowała

- Wiem. Ja też, nie mogłabym Ci tego zrobić. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedyś … będziesz miała, lub ja … zauroczenie kimś kto nie będzie nami. Może nawet już miałaś …

Podczas gdy Britney przecząco kręciła głową - Santana ujęła, dotychczas spoczywające na jej kolanach, dłonie blondynki. Delikatnie je ściskając, uniosła je lekko by obdarować czułym całusem. Po opuszczeniu dłoni, wciąż je trzymając, zbliżyła się by dostrzec, nagle szklące się oczy Brittney. Takowy widok, jeszcze bardziej wzburzył jej emocjami. Po policzkach Santany, zaczęły spływać pojedyncze łzy lecz to nie powstrzymało jej przed, najtrudniejszym etapem, tej trudnej rozmowy.

- Britney, musimy postąpić rozsądnie i dojrzale. Jeśli dalej będziemy to kontynuować, końcem końców, wzajemnie się skrzywdzimy. Kto wie czy po upływie kilku lat, dalej nie będziemy winić się i żałować, że właśnie tu … właśnie teraz - dopóki jest wcześnie - nie zrobiłyśmy tego co może nam zaoszczędzić wiele bólu. Bądźmy więc ze sobą szczere Britt. Takie związki są praktycznie niemożliwe w utrzymaniu … obydwie strony czują się zaniedbane, a zwłaszcza w naszym wieku.

- Może, gdybyśmy … - z coraz pełniejszymi łez, oczyma, Britt próbowała mimo wszystko jakoś to uratować. Santana jednak była zdecydowana i całkowicie pewna swych słów.

To było jedyne wyjście. To był koniec

- Pamiętaj, że zawsze będę Cię kochać – teraz nawet jej własny głos ją zawodził. Pomimo niższego tonu, wciąż łamał się, utrudniając jej wymowę. Zaniechała więc dalszego dialogu. Widząc na własne oczy jak kłębek energii i radości - którym na co dzień jest Britney - coraz bardziej załamuje się w smutku, przecierając nerwowo zaczerwienione oczy. Santana obdarowała swą już ex-dziewczynę, ostatnim pocałunkiem. Nie trwał on nawet pięciu sekund, lecz był ostatnią kroplą...

Podczas następującego po nim uścisku, wszelkie bariery emocjonalne obydwu dziewczyn, poszły w zapomnienie. Santana pozwoliła sobie w końcu na publiczny płacz a Brittney, nie wycierała już załzawionych oczu. Wtulona w objęcia brunetki, cicho szlochając, również zdobyła się na ostateczne wyznanie – Nigdy nie przestanę Cię kochać Sanny ...

Po tych słowach nastała cisza w której, niemym porozumieniem, spędziły resztę przerwy lekcyjnej.

KONIEC WSPOMNIENIA

Pomimo ich historii oraz dokładnej wiedzy odnośnie: „czego można się spodziewać po zadziornej Santanie Lopez", Quinn wciąż czuła się zaskakiwana, poniektórymi jej uwagami i tekstami.

- Rany Lopez! Dobrze wiedzieć, że nie wyrosłaś ze swojego temperamenciku – zaśmiała się Quinn. Otrzymała w zamian, również chichot aczkolwiek połączony z figlarnym grymasem Santany. Stopniowo opanowując rozbawienie, Quinn pozwoliła sobie na dalsze igranie z ogniem.

- Normalnie, właśnie naprałam nowego szacunku do Rachel i Kurta. Jakim cudem, wytrzymali z Tobą, dwa lata, pod jednym dachem? Musieli naprawdę być zdesperowani lub nie stać ich było na luksus by wyrzucić Cie za drzwi...

- Hola Hola – broniła swą dumę Latynoska – Wypraszam sobie, ok? To ja powinna dostać nagrodę za wytrzymanie z NIMI a nie odwrotnie. Quinn, nawet nie wiesz jacy oni są na co dzień. To co widziałaś w szkole to zaledwie czubek góry lodowej...

- No już nie dramatyzuj, bo zmarszczek dostaniesz – rozbawienie Quinn, ponownie zaczęło rosnąć

- Wyobraź sobie ... – wpatrując się wprost w oczy blondynki, Santana starała się z powagą przedstawić TRAUMĘ na jaką była wtedy skazana. - Co rano ... mam tu na myśli SIÓDMA nad ranem, Rachel przechodziła ultradźwiękowe i ultra długie ćwiczenia głosu, które jedynie do pisku zarzynanych kurczaków, można porównać. Nie wspomnę o ich dziwacznych rytuałach po i przed kąpielą. Mówiąc: „Wezmę Tylko Szybki Prysznic" Kurt, miał na myśli „Nie Wiem Jak Długo Będę Się Kąpać Ale Zablokuję JEDYNĄ Łazienkę Na Zaledwie Dwie Godziny". Pragnę zaznaczyć, iż odbywało się to DWA razy dziennie i dziwnym trafem, synchronicznie do godzin, które byłam w stanie poświęcić na własną higienę przed i po, dwunastogodzinnej pracy. A to tylko Kurt... Nawet teraz ciężko mi poruszać kwestie Hobbita. Zanim po pracy, dobiłam się do „niespodzianka" zajętej przez Rachel, łazienki ... Powiem krótko: wiele poranków cuchnęłam jeszcze dniem poprzednim gdyż „rytuał nawilżający" panienki Berry uśpił mnie kurwa, prawie na stojąco.

- Uueee... – zmarszczyła nos z fikcyjnym obrzydzeniem, Quinn - Dwunastka na nogach w oparach dymu papierosowego, potu i stęchłego alkoholu? … bez kąpieli i zmiany ciuchów? San, nie sądziłam, że aż tak się stoczysz! - kontynuowała drwiny blondynka - W takim trybie życia, posuchę to pewnie ciągnęłaś miesiącami, Przyznaj się ... – nadeszła kolej by to ona puściła oczko jako efektowne zakończenie.

Na ripostę Santany, nie trzeba jej było długo czekać

- Słuchaj no blondi! Już Ty się nie martw o to! Było to trudne i wymagające sporego wysiłku ale posucha NIGDY nie wczepiła się w mój grafik... Szczegółów nie zdradzę lecz jeśli chodzi o bara-bara riki-tiki, to Santana Lopez ZAWSZE była zaradna

Quinn jedynie pokiwała z niedowierzaniem głową a wymalowany na jej rozbawionej twarzy uśmiech, nawet nie osłabł. Ponownie minęły dwie minuty, kiedy to stan obydwu się ustabilizował i nastała dość komfortowa cisza.

Santana uważnie obserwowała, siedzącą tuż obok Quinn, delikatnie uśmiechając się pod nosem. Usilnie pragnąc skupić się na widokach z oknem, Quinn czuła na sobie mimowolnie, intensywny wzrok czekoladowych oczu. Uniemożliwiło jej to więc jakiekolwiek skupienie. Rzuciła wreszcie pytający wzrok w odwecie a unosząc brwi, zdawała się niemo pytać „no co?"

- Brakowało mi tego. - stwierdziła Santana. Nie otrzymując, jakiejkolwiek werbalnej odpowiedzi lecz niezmieniony, pytający wzrok Quinn, Santana postanowiła rozwinąć stwierdzenie - Chodzi mi o to ... o nas i nasze wzajemne dogryzanie sobie.

- Chyba żartujesz sobie, prawda? Jakim cudem brakowało Ci naszych słownych wojen? Drwiny, dokuczanie, wywlekanie brudów, uderzanie w najczulsze punkty … jak można za czymś takim tęsknić, San?!

- Tak wiem, wiem. Przyznaję, nie zawsze grałyśmy czysto... - parsknięcie Quinn było krótkim przerywnikiem oraz delikatnym komentarzem: „nie zawsze = nigdy"

- ALE to było coś, co od lat praktykowałyśmy jedynie ze sobą. Nie wyobrażam sobie, takowych „pojedynków" z kimkolwiek innym, a Ty? - Jedynie my byłyśmy w stanie szybko i odpowiednio reagować na wzajemne riposty. Poza tym cała reszta padała po zaledwie dwóch czy trzech a nawet zalewano się łzami... - z uśmiechem, przyznała rację Quinn. - Jeśli chodzi jednak o mnie to niezbyt pozytywnie …. - przerwano jej jednak – No ej Q, daj spokój! Spójrz mi w oczy i powiedz, że ani trochę nie tęskniłaś za naszymi potyczkami... Śmiało. Czekam

Kierując się bardziej w stronę blondynki, Santana zmieniła swą pozycję by spojrzeć jej prosto w oczy, zmniejszając jednocześnie odległość między nimi. Skierowana tuż na wprost Quinn, przypadkiem znalazła się w jej „przestrzeni osobistej". Pomiędzy ich udami nie występowała już wygodna przestrzeń, ponieważ podczas zmiany pozycji, Santana prawie usiadła swej blond towarzyszce, na kolanach. Również pomiędzy ich twarzami, obszar się znacznie zmienił. Był wciąż „bezpieczny" i wygodny, lecz znacznie mniejszy.

Ze stoickim spokojem, Santana wyczekiwała odpowiedzi na rzucone wyzwanie. Przypominało to poniekąd starcie spojrzeń w „tchórza". Minęło kilka minut, lecz ani Quinn ani Santana, nawet nie wyszeptały czegokolwiek. Brunetka z czasem, zaczęła wzrokiem odbiegać od szmaragdowych oczu blondynki, kierując go w stronę jej ust. Początkowo trwało to mini sekundy lecz wraz z wydłużającą się ciszą, stawało się to coraz częstszym zjawiskiem. Niczym namagnesowane, przyciągały usilnie walczące oczy Latynoski. Nagle otwarte usta Quinn, miały na celu rozpocząć jej odpowiedź lecz myśli Santany znacznie już odbiegały od jakichkolwiek rozmów. Czując, jak jej własny oddech przyśpiesza - resztkami silnej woli - Santana broniła się przed realizacją swych aktualnych myśli.

- Jesteśmy na miejscu.

Nagłe słowa Raula oraz stabilne zatrzymanie samochodu, powstrzymało Santanę przed zrobieniem czegoś, co zdecydowanie spieprzyłoby jej jakiekolwiek szanse. Rzucanie się bowiem na kobietę, jeszcze ZANIM randka się teoretycznie rozpocznie … nawet w księgach Santany, widniało jako „spalony" oraz eliminację z gry.

Chłodne, nowojorskie powietrze uderzyło Santanę w sekundzie otwarcia drzwi a jej ciało przeszył delikatny dreszcz. Chłodząc jej ewidentnie rozgrzane ciało, wymazało a raczej wywiało jej również wcześniejsze (czyt: nieprzyzwoite) myśli. Doprowadziło to do jej oprzytomnienia.

Z czystym, trzeźwym umysłem, Santana okrążyła pojazd, by po otwarciu drugiej pary drzwi, pomóc Quinn.

Wyczekując na ów szarmancki gest ze strony swej „randki" jak i również przez większą część „zabawy w tchórza", Quinn podjęła upragnioną decyzję. Szokująco dziwnym był fakt, że to właśnie ostatnie „wyzwanie", stało się decydującym czynnikiem.

Szczerze powiedziawszy, jej milczenie podczas „pojedynku" nie było w żadnym stopniu przypadkowe. Quinn bardzo dobrze wiedziała iż Santana ma rację. Sama również tęskniła za ich „drapieżnymi" dialogami. Poza rozsądną ilością drwin oraz uszczypliwych uwag, zawsze posiadały również nutę niewinnego flirtu. Zdecydowanie to właśnie ta „nuta" czyniła z nich tak ciekawą formę dialogu. Odczuwając powolne odbudowywanie się ich zaniedbanej przyjaźni - Quinn postanowiła po raz kolejny - odsunąć wszelkie romantyczne uczucia, na dalszy plan. Przyjaźń z Santaną była dla niej ważniejsza. Wyczuwając zdecydowaną poprawę ich relacji, nie chciała tego ryzykować dla zaledwie kilku dni „uniesienia uczuciowego".

Za trzy dni, każda z nich ruszy w swoją stronę, wracając do codziennego życia. Z cichą nadzieją, Quinn pragnęła utrzymać kontakt by stopniowo zbliżyć się do Santany. Musiała również, mieć ją na oku by ta nie złamała, danego jej słowa. Wybierając drugą opcję, Quinn ryzykowała ponowne zerwanie kontaktu a wtedy Santana, na pewno powróciłaby do „hobby", nie koniecznie na tym poprzestając. Stan zdrowia Latynoski, był dla Quinn jeszcze ważniejszy od przyjaźni. Końcowym wynikiem dylematu [2:1] Quinn postanowiła, iż dzisiejszy wieczór jest zaledwie spotkaniem towarzyskim, dawnych przyjaciółek z liceum.

Odczuwając jedynie część ulgi, pozostało jej poinformować o tym Santanę. To właśnie ten dialog, najbardziej ją przerażał.