│ Rozdział 5 : Syrup and Honey

│ Autor : aleksandra006

│ Beta: mala_nessi

Ranek był niezwykle słoneczny, jak na Forks. Promienie przenikały przez brudne okna i szare firanki, budząc przy tym Bellę. Te kilka godzin snu nie dały jej tak wymarzonego ukojenia i zapomnienia. Dziewczyna nie mogła sobie wybaczyć wczorajszego zachowania. Całowała Edwarda Cullena, tego Edwarda, który bez przerwy nazywał ją szaraczkiem, uważał że ma małe piersi i nabijał się z każdej decyzji życiowej, którą podjęła.

I nie pomogło jej to, że to on zainicjował to wszystko, nie mogła zrzucić odpowiedzialności na niego. Był zamroczony, zbudzony z głębokiego snu, nie kontrolował ani siebie ani swoich odruchów. To ona, jako ta trzeźwo myśląca, mogła przejąć inicjatywę i przerwać ten niefortunny pocałunek. Ale nie zrobiła tego!

Wystarczył jeden dotyk, a ona po sekundzie przestała się opierać.

- Boże, jaka ja jestem słaba. Co ja teraz zrobię, nie jestem w stanie spojrzeć mu w oczy. – mamrotała z paniką w głosie Bella. – Dlaczego…dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Czemu los tak mnie karze?

Wiedziała, że nie może tkwić w sypialni cały dzien. Nie jest smarkulą, powinna do tego podejść jak dorosła kobieta. Zejdzie na dół, przywita się z nim i będzie udawać że nic się nie stało. Tak, to najlepsza taktyka. A gdyby rzucał jakieś aluzje, będzie go ignorować. Przecież nikt nie powiedział, że muszą wracać do Nowego Jorku razem. Wymyśli jakąś wymówkę i wykręci się od wspólnej podróży.

Z duszą na ramieniu, zeszła do salonu. Edward już tak na nią czekał. Na stole stał dzbanek z sokiem pomarańczowym i świeże bułki. Dziewczyna spojrzała na niego z niemym zapytaniem:

- Poszedłem rano na zakupy. – pospieszył z wyjaśnieniem mężczyzna. – Wzbudziłem przy tym niemałe zainteresowanie. Chyba już wszyscy wiedzą, że tu jesteśmy.

- Jak to my? Przecież widzieli tylko ciebie? – Bella przyjrzała mu się uważnie, niepokoiła ją jego dziwnie spokojna twarz.

- Och, znasz Forks. Ta kobieta z motelu, jak tam jej było pani Cope, zwierzyła się koleżanką, że widziała nas razem. No i ludzie złożyli sobie jeden fakt do drugiego.– Edward był za bardzo spokojny. Coś było by nie tak.

- Nie jestem pewna, czy podoba mi się to, że wszyscy mają mnie na językach. – dziewczyna westchnęła przeciągle i usiadła na najbliższym krześle. Cała ta śmieszna sytuacja pozwoliła jej na moment zapomnieć o upokorzeniu, jakiego zaznała.

- Nie zgadniesz, kogo spotkałem w markecie. Tą smarkule, która tak dokuczała tobie i Alice, no wiesz tę blondynkę z wysokim czołem. – Machając rękami, próbował nakreślić jej o kogo mu chodzi.

- Lauren Malory? Żartujesz, ona nadal tu mieszka?

- Właśnie, Lauren. Kurcze wiesz jak ona przytyła, no i za nią już wlekło się dwoje szkrabów. Nie ma co, pośpieszyła się. Do dzisiaj nie zapomnę, jak próbowała uwieść mnie któregoś lata. Pewnie złapała jakiegoś idiotę na ciążę. – Edward chichotał pod nosem, opowiadając jej jak jeszcze spotkał kilka osób z jej rocznika. Widocznie większość z nich, została jednak w tym ponurym, zapomnianym przez czas mieście.

Był odprężony i to dało Belli nadzieje, że może jakimś cudem nie pamiętał wczorajszego wydarzenia. Może w tym momencie do końca się nie obudził. Ta myśl pozwoliła odprężyć się jej i śmiać z opowiastek, jakimi uraczał ją Cullen.

- Dobrze że mnie tam nie było. Umarła bym chyba z zażenowania.

- Bez przesady Swan. Nic by ci się nie stało, gdybyś w końcu podjęła wyzwanie i stanęła z podniesioną głową przed tymi wszystkimi ludźmi. – Edward spojrzał na nią wymownie. Taktyka z udawaniem całkowitej amnezji, okazała się sukcesem. Isabella w końcu odprężyła się. Jej sińce pod oczami dały mu do zrozumienia, że ona również kiepsko spała. Tak jak on. Całą noc nie mógł zapomnieć jej pocałunku. A kiedy w końcu nad ranem pochłonął go sen, nawiedziły go namiętne, erotyczne sny z Bellą w roli głównej.

Śniło mu się, że rozbiera ją z purytańskich koszul. Pokazywał jej, jak mężczyzna powinien wielbić swoją kobietę ustami, oczami i rękoma. Nawe teraz pamiętał, jak jęczała pod jego dotykiem i jak oddawała mu samą siebie. Całą. Sen był tak realny, że wręcz czuł jej zapach i smak. Pieścił ją na wszystkie znane mu sposoby. Przypominała mu syrop i miód – była słodka, jedwabista i gorąca i była tylko jego. Obudził się z bolącą i twardą erekcją, jak jakiś cholerny nastolatek.

Nawet teraz, kiedy siedział z nią przy śniadaniu, przed oczami miał jej nagie ciało. A raczej wyobrażenie jej nagiego ciała.

- Chyba czas się zbierać, nie ma sensu, żebyśmy dłużej zostali w Forks.- Bella w końcu napomknęła o wyjeździe. Szczerze mówiąc, to pragnęła wrócić już do swojego małego i ciasnego mieszkanka, wziąć odświeżającą kąpiel.

- Masz rację, to nie ma sensu. – westchnął Edward.- Zadzwonię zaraz do biura w Seattle, żeby przysłali po nas samochód.

- Ciekawe, czy znów wyślą tego wpatrzonego w ciebie chłopaka? Chyba nazywał się Alvin? – dziewczyna zaśmiała się szczerze, widząc zakłopotanie na twarzy towarzysza. Chyba jednak uwielbienie tego młodzieńca bardziej go krępowało niż przypuszczała.

- Nie wyśmiewaj się ze mnie Swan! Jestem niebezpiecznym wrogiem, zawsze się mszczę.

- Tak, wiem. Przeżyłam to na własnej skórze Cullen.

- Dobra, skończmy ten temat… – Edward nie skończył nawet swojej wypowiedzi, kiedy głośny dzwonek jego telefonu komórkowego wydobył się z kieszeni marynarki. Szybkim ruchem odebrał połączenie, nie patrząc nawet kto tak bardzo próbuje się z nim skontaktować. –Tak słucham. – mężczyzna przyjął oficjalny, chłodny ton. Bella aż się wzdrygnęła słysząc ten nieprzyjemny głos.

- Cześć braciszku to ja. Czemu tak bardzo dobijałeś się na mój telefon, coś się stało? A przy okazji, nie podoba mi się że odwiedzasz mój dom kiedy mnie nie ma, mogłeś chociaż mnie uprzedzić że masz zamiar zrobić tam przeszukanie. Posprzątała bym. – Alice rozmawiała jakby nic się nie stało. To rozłościło jej brata.

- Alice, cholera, gdzie jesteś? A może raczej z kim? Szukam cię o dwóch dni. Czy ty zdajesz sobie sprawę co ty robisz? – Edward prawie krzyczał do słuchawki.

- Przesadzasz braciszku. Jestem w domu, sama, jeżeli tak bardzo się ty interesujesz. Czy wiesz może gdzie jest Belli? Po co się pytam, na pewno nie wiesz…W każdym razie, nie będę ci przeszkadzać, idę na zakupy...- Alice mówiła ze śmiechem w głosie, przyzwyczaiła się do nadopiekuńczości z jego strony. Jednak tym razem nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo dotknął Edwarda jej kolejny wyskok.

- Cholera jasna, ty jesteś jeszcze bardziej zdziecinniała niż myślałem. Wyjeżdżasz niewiadomo gdzie, z kryminalistą o czarnej jak noc przeszłości. Kurwa, nie spałem przez 48 godzin martwiąc się o twój chudy tyłek, a ty mówisz mi że przesadzam? – Emocje brały nad nim górę, coraz bardziej się rozkręcał.

- Mów ciszej i nie denerwuj się tak. Znasz Alice, zaraz odłoży słuchawkę i znów zniknie na kilka dni. Na złość tobie. – Bella próbowała go uspokoić. Doskonale widziała, że zastosowanie tej metody nie daje na tym zadziornym chochliku żadnych skutków.

- Nie wtrącaj się Swan. – zimny głos Edwarda dał jej jednak do zrozumienia, że jej uwagi jeszcze bardziej go rozdrażniają.

- O mój Boże! Bella jest z tobą? Naprawdę? Super że się spotykacie. – Śmiech czarnowłosej zatamował zapowiadającą się między nimi kolejną kłótnie.

- Nie spotykamy się! – warknął głośnie.- Masz teraz zostać tam gdzie jesteś, jak tylko wrócę z Forks będziemy musieli przeprowadzić poważną rozmowę.

- Jesteście razem w Forks, czyli Belli uwierzyła że pojadę odwiedzić rodzinne strony…A tak w ogóle nie traktuj mnie jak dziecko, sama sobie poradzę. Chociaż teraz potrzebuje mojej przyjaciółki, kilka godzin temu przeżyłam kolejne rozstanie i muszę mieć kogoś z kim pogadam i zjem kilogram lodów czekoladowych. A niestety ty Eddie, nie nadajesz się do tego.

- Czyli się rozstałaś się z Hunterem. To jedyna dobra wiadomość. Straciłem wiele bezcennego czasu na szukanie ciebie, zresztą szaraczek też. Nie spodziewaj się więc wiwatów na swój widok. – Edward powoli się uspokajał, fakt że jego siostra rzuciła Jamesa był naprawdę powodem do radości.

Przez całą rozmowę z Alice, przyglądał się siedzącej naprzeciwko Belli. Dziewczyna bardzo denerwowała się jego rozmową z siostrą. Mimo iż wiedział, że jest zła na tego chochlika, to i tak na jej widok zapewne rzucą się nawzajem w ramiona i będą się cieszyć swoim widokiem. A potem będą plotkować przez całą noc. Tylko w odróżnieniu do Alice, która będzie spała do południa, Isabella wczesnym rankiem zacznie pracę.

- Dobra Alice, wieczorem powinniśmy być z powrotem w NY. Masz się nigdzie nie ruszać, zrozumiano?

- Dobra, nie rób awantur. – Chochlik zaśmiał się do słuchawki, nic nie robił sobie ze złości brata – Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteście z Bellą w Forks. Zapewne wyciągnąłeś ją tam na siłę, mam nadzieje że zrobiłeś jej znów jakiejś przykrość?

- Spokojnie, nie masz co się martwić. Zdrowie psychiczne Isabelli jest nienaruszone. W takim razie do zobaczenia i nie rób mi więcej takich niemiłych niespodzianek. – Edward westchnął głęboko i przerwał połączenie.

- Przynajmniej jeden kłopot z głowy.

- Czego się dowiedziałeś? – Bella od razu chciała znać szczegóły rozmowy, na razie zrozumiała tylko tyle że Alice zerwała z Jamesem i jest teraz w domu.

- No cóż, moja siostrzyczka znów odwaliła nieźle przedstawienie. Zerwała z Hunterem i to jest ta dobra wiadomość, ale oczywiście zupełnie nie rozumie, dlaczego tak się wściekam. Boże, palnę jej kolejne kazanie a ona i tak to zignoruje. – pożalił się.

- Rzeczywiście, ona nigdy nie bierze twoich słów do siebie. Ta metoda jest bezskuteczna. Nadal sądzę, że zamiast trzymać ją pod kloszem, trzeba dać jej szanse aby sama ponosiła konsekwencje swoich działań i zachowań. – Dziewczyna próbowała dać mu co nieco do myślenia, Alice jest w końcu dorosła i powinna wziąć w końcu życie w swoje ręce.

- Wiesz co Swan, w teorii to może i dobre rozwiązanie, ale w praktyce się nie sprawdza. A w szczególności jeżeli chodzi o moją siostrę, jeżeli nie będę jej pilnował to stanie się prawdziwa katastrofa. Wyjdzie za mąż za pierwszego oszusta, jaki się jej nawinie albo co gorsza zrobi sobie jakąś krzywdę. – Edward nie popierał pomysłu dziewczyny, nie do pomyślenia dla niego było aby zostawić jedynego członka rodziny samego sobie.

- To twoja decyzja Cullen. Kocham Alice, jest moją jedyną rodziną, a przynajmniej uważam ją za moją rodzinę. Nie mam na nią wystarczającego wpływu, aby ukierunkować ją we właściwym kierunku, ale ty możesz. Tylko twoje metody są nieskuteczne. – Postanowiła w końcu zakończyć ten temat, i tak była pewna że zaneguje on wszystko co powie.

- Czy mnie też uważasz za swoją rodzinę, Swan? – Edward spojrzał jej głęboko w oczy, chcą zobaczyć dokładnie jej reakcję.

- Do czego zmierzasz? – Bella postanowiła podjąć tę grę i tym razem zamierzała wygrać. Nie da się sprowokować.

- Skoro uważasz Alice za siostrę, to automatycznie ja również się łapię, prawda? – na ustach mężczyzny wykwitł szeroki uśmiech, wiedział że zapowiada się kolejna słowna walka a on je wprost uwielbiał.

- Muszę cię rozczarować, jakoś nie widzę cię w roli kochającego brata. Szczerze mówiąc, to nie widzę cię nawet w roli kochającego wujka. – Irytowało ją, że tak dobrze się bawi jej kosztem, przeczuwała że ma on w zanadrzu jakiś chwyt na nią.

- A dlaczego? Skoro ty masz tyle ciepłych uczuć dla mnie, to w zupełności wystarczy.

- Skąd ci to przyszło do głowy, to że nie rzucam się na ciebie z pazurami, nie znaczy że cię lubię. – Frustracja coraz bardziej narastała.

- Ty mnie nie lubisz Swan, ty mnie uwielbiasz. Tylko nie chcesz się do tego przyznać. Nie muszę daleko szukać przykładów, dajmy na to ostatni wieczór. Całowałaś mnie. Z własnej inicjatywy. Zapewne już od dawna szukałaś okazji aby się na mnie rzucić. – Edward próbował wykpić, to wszystko co zdarzyło poprzedniego dnia. Tak było łatwiej, wyprzeć się tych wszystkich uczuć jakie kłębiły się w nim. Przecież nie powie jej, że mu się podobało i chętnie by to powtórzył.

- Ty…draniu…wcale się nie ciebie nie rzuciłam. – Isabella aż kipiał zarówno ze złości jak i zażenowania. – To wszystko twoja wina, to ty mnie złapałeś i…

- Dobra, dobra, mogłabyś już wymyślić lepszą wymówkę. – Śmiech mężczyzny rozniósł się po całym pomieszczeniu. Mina szaraczka w tym momencie była dla niego bezcenna.

- Wiesz co? Ja stąd spadam. Z tego co pamiętam, powinien zaraz odjeżdżać autobus do Seattle. Zostawię ci kluczę, zapewne uczynisz mi ten zaszczyt i dopilnujesz aby dom był zamknięty. Nie mam zamiaru zostawać w twoim towarzystwie ani minuty dłużej. – Bella była wściekła, jak on śmiał zarzucić jej, że to ona próbowała go uwieść. Ona! To chyba jakiś żart. Z szybkością błyskawicy chwyciła za torebkę i szybkim krokiem skierowała się w kierunku drzwi. Ale Edward nie miał zamiaru jej puścić.

- Nie ma mowy Swan, zawsze uciekasz a to nie jest rozwiązanie. Za 20 minut będzie tu limuzyna, która zabierze nas na lotnisko a tam już jest przygotowany samolot. Nie ma potrzeby, żebyś wydawała krocie na lot no Nowego Jorku, tym bardzie że nie jest konieczne. – Jego ciało całkowicie zasłaniało jej wyjście na korytarz. Podjęła kilka prób, aby przecisnąć się na drugą stronę, ale Cullen za każdym razem ją łapał. – Teraz usiądź szaraczku na swoich czterech literach i spokojnie poczekaj.

- Nie nazywaj mnie szaraczkiem – warknęła wściekle. – Mam serdecznie dosyć zarówno twojej osoby jak i tych wszystkich insynuacji jakie wysuwasz. Nie potrzebuje twojej łaski, stać mnie jeszcze aby wrócić do domu.

- A później będziesz martwić się z czego zapłacić rachunki. Nie ma mowy Swan, wracasz ze mną i koniec dyskusji. – Tym razem to Edward furknął.

- Od kiedy to się martwisz moją sytuacją finansową i niezapłaconymi rachunkami? – zapytała zjadliwie Bella.

- Znam cię od dobrych 11 lat, to logiczne że nie chcę abyś klepała biedę tylko dlatego że wyciągnąłem cię sam na te cholerne poszukiwania Alice. A zresztą czemu się tobie tłumaczę, to chyba logiczne, że zależy mi aby dobrze ci się powodził. – Roznosiły go emocje. Nerwowym krokiem przemierzał salon w tą i z powrotem, raz na jakiś czas przeczesując rękami swoje miedziane włosy.

- Nie poznaję cię. Przecież przez ostatnie dwa lata widzieliśmy się zaledwie parę razy a oprócz zdawkowych powitań nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. I ja mam uwierzyć… - Dziewczyna nie zdążyła skończyć, Cullen gwałtownym ruchem przybliżył się do niej tak, że ich twarze znajdowały się naprzeciwko siebie

- Przestań chrzanić Bells, może rzeczywiście za sobą nie przepadamy i nie szczędzimy sobie gorzkich słów, ale żadne z nas nie chciało by aby któremukolwiek stała się jakaś krzywda czy też nie powodziło się. – Mówił cichym głosem, który stał się jakby intensywniejszy i bardziej skupiony. Bella nie miała pojęcia co mu odpowiedzieć. Jego wzrok ją hipnotyzował. Atmosfera coraz bardziej się zagęszczała i wkoło dało się czuć dziwne elektryczne napięcie. Nagle zza okna rozległ się dźwięk samochodowego klaksonu. Oboje odskoczyli gwałtownie od siebie.

- Uratowana przez kierowcę. – szepnął sam do siebie Edward, widząc w jakim pośpiechu Bella opuszcza dom.

Był coraz bardziej zdezorientowany. Nie wiedział co się dzieje z jego ciałem i umysłem. Był trzydziesto-jedno letnim mężczyzną, który przestał panować nad uczuciami, jakie odczuwał do tej drobnej kobiety.