│ Rozdział 6 : Mercy

│ Autor : aleksandra006

│ Beta: mala_nessi

Podróż powrotna do Nowego Jorku przebiegła spokojnie, chociaż atmosfera miedzy nimi była napięta. Rozmawiali, jednak poruszali tylko neutralne tematy: pogoda, sytuacja polityczna na świecie, nowe wiadomości o dziurze ozonowej nad biegunem. Desperacko milczeli na temat Forks i wszystkiego tego, co się tam wydarzyło. Edward nie wspominał więcej o pocałunku, a Bella próbowała zapomnieć o tej dziwnej chwili, która nastąpiła przed ich wyjazdem. Byli blisko, niezwykle blisko jak na ich normalne stosunki. I choć ktoś z boku mógł by powiedzieć, że to nic niezwykłego, w końcu do niczego nie doszło, to oni wiedzieli, że to miało znaczenie. Bo napięcie jakie się między nimi wytworzyło, nie opiewało już atmosferą gniewu, złości, ale miało w sobie posmak czułości, delikatności i zażyłości.

I to właśnie najbardziej przeraziło Edwarda i to oszołomiło Bellę. Nigdy wcześniej, nawet podczas tego niefortunnego pocałunku, nie byli sobie tak bliscy.

Po wylądowaniu na lotnisku JFK1 oboje rozeszli się, każdy w swoja stronę, mówiąc sobie tylko zdawkowe ,,do widzenia".

Słońce już dawno schowało się za horyzontem, kiedy Bella w końcu dotarła do swojego małego mieszkanka. Była wykończona nie tyko fizycznie, ale i psychicznie.
Przebywanie z Edwardem Cullenem zawsze tak na nią wpływało. Marzyła tylko o długiej, gorącej kąpieli, a później o orzeźwiającym śnie. Jednak nie było jej prawie dwa dni i narobiła sobie mnóstwo zaległości. Tak więc po rozpakowaniu się i wypiciu szklanki mleka, bo tylko to miała w lodówce, zabrała się do segregowania już skończonych projektów, a później do wywoływania tych zdjęć, których nie zdążyła zrobić z powodu wtargnięcia Cullena do jej domu.

Sytuacja materialna Belli nie była za dobra i dziewczyna doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Te dwa małe zlecenia, które ją ominęły z powodu wyjazdu do Forks, dość znacznie podreperowały by jej, i tak skromny budżet.

Wątpiła, czy właścicielka tych pudli, którym miała robić zdjęcia, zgodziłaby się kiedykolwiek później z nią współpracować. Była oburzona, kiedy Bella zadzwoniła do niej, aby odwołać spotkanie.

- I masz mały problem, Swan. – mruknęła sama do siebie. – Trzeba będzie poszukać jakiejś pracy, chociaż na pół etatu, bo nie pociągnę tak dalej.

Smutek powoli opanowywał jej umysł. Bardzo jej zależało, aby utrzymać się w tym interesie, pracując na własna rękę. Zdawała sobie sprawę, że to dziedzina, w której utrzymuje się duża konkurencja, a ona jeszcze nie jest na tyle doświadczona, aby powierzano jej wielkie projekty.

Na tym etapie zaczęła nawet wątpić w swój talent, z którego tak dumni byli jej rodzice. Z nostalgią spojrzała na zdjęcie mamy i taty stojące na komodzie w salonie. Zawsze tak mocno w nią wierzyli i zachęcali do rozwijania swojej pasji.

A teraz wszystko układa się nie tak, jak to sobie zaplanowała. Żyje z dnia na dzień, ledwo wiążąc koniec z końcem. Odczynniki i materiały potrzebne do pracy fotografa są drogie i jak tak dalej pójdzie, nie będzie ją na nie stać.

Rozmyślając o swojej niepewnej przyszłości, Bella w końcu położyła się spać. Mimo iż była zmęczona, nie mogła zasnąć. Nawiedzały ją wspomnienia, które nie pozwalały się jej odprężyć. W końcu jednak uległa ramionom Morfeusza i zasnęła twardym i mocnym snem.

Po opuszczeniu lotniska Edward udał się prosto do mieszkania Alice. Miał co nieco do powiedzenia swojej niemądrej, roztrzepanej i nieodpowiedzialnej siostrze. Naraziła go nie tylko na stres, ale też zmusiła do przebywania z Bellą Swan.

Choć Edward sukcesywnie wypierał ze swojego umysłu wszelkie myśli związane z tą dziewczyną, zdawał sobie sprawę, że Forks na zawsze zmieniło to, co między nimi zawsze się działo. Nie wiedział co dokładnie ulęgło zmianie, nie był w stanie zdefiniować tego słowa, ani nawet go nazwać. W każdym razie jego oczy inaczej postrzegały tą osóbkę, wszystkie jego zmysły reagowały intensywniej i mocniej na jej obecność.

Nie podobało mu się to. Ma trzydzieści jeden lat, posiadł niejedną kobietę, mógł o sobie powiedzieć, że był doświadczony w relacjach damsko-męskich, a jednak nie rozumiał reakcji swojego ciała i umysłu na osobę szaraczka.

- Bello szaraczku Swan, co ty ze mną robisz? – powtarzał sam do siebie, prowadząc swoje Volvo.

Kiedy dotarł do mieszkania Alice, słońce już zaszło. Pewnym krokiem wszedł do widny, niecierpliwie wciskając guzik, układał sobie w głowie to, co musi wygarnąć swojemu chochlikowi.

Jednak jak zwykle jego plan spalił na panewce, bo gdy tylko przekroczył drzwi, Alice rzuciła mu się na szyję i ściskała mocno.

- Edward, jak dobrze cię widzieć. Już się zastanawiałam, gdzie się podziewasz, według moich obliczeń już dawno powinieneś być w NY.

Zawsze rozbrajała go swoją spontanicznością, której on nie posiadał. Odwzajemnił uścisk, ściskając ja mocno.

- Było małe opóźnienie na lotnisku w Seattle. Wylecieliśmy godzinę później niż planowano.- odpowiedział uśmiechając się pod nosem. Ta mała wiedziała, jak rozbroić jego złość. W tym momencie nie miał już ochoty, by prawić jej kazanie, co jednak nie znaczyło, że nie będą rozmawiać na ten temat.

- Choć, zrobię ci kawę. Pewnie jesteś prosto z lotniska, jesteś głodny? Mam w zamrażarce kurczaka, już przypawanego, wystarczy go tylko upiec. – Alice skakała kolo niego, jakby był chory albo stało się coś złego.

- Ty masz już przyprawionego kurczaka? W zamrażarce? – Edward był szczerze zdziwiony, Alice nie posiadała ani krzty talentu kulinarnego i stołowała się zwykle na mieście. Jeżeli już coś posiadała w lodówce, to pudełko lodów i czerwone wino.

- Bella mi kiedyś przyniosła, na wszelki wypadek, tak powiedziała. Teraz się cieszę, że go mam. Zaraz go wstawię. Zaraz, zaraz, Bella gdzieś zostawiła mi karteczkę, jak długo mam go piec. – Nim się obejrzał, Alice wyjęła kawałki kurczaka, położyła ja na blachę i wnikliwie czytając jakiś skrawek papieru, ustawiała piekarnik.

- Zadziwiasz mnie siostrzyczko. Ale rzeczywiście jestem głodny, chętnie coś przekąszę. – Rozsadowił się na kanapie w salonie, zdjął buty i krawat. Czuł się w końcu odprężony. – Ale nie ominie cię rozmowa, Alice. Siadaj, musimy pogadać.

Z kuchni dobiegł go głośny jęk. Zaśmiał się pod nosem.

- Czemu mi to robisz Eddie, jestem dorosła. Nie potrzebuję twojej ciągłej i nieustającej kontroli.

Alice usiadła naprzeciwko niego, w dużym, nowoczesnym fotelu, projektu znanego designera. Kosztował krocie.

- Nie chcę ci prawić kazań, po prostu martwię się o ciebie. Tym razem przeszłaś samą siebie. Hunter to twój najgorszy wybór, kryminalista i to jeszcze karierowicz szukający łatwego sposobu zdobycia pieniędzy. Wiem, że jesteś dorosła, ale jestem twoim starszym bratem. To zrozumiałem, że mam obawy. – Edward mówił spokojnie, nie krzyczał, nie wymądrzał się. Zdziwiło to chochlika niezmiernie. Nie pamiętała, kiedy pouczał ją w taki miły i przystępny sposób. Intuicja mówiła jej, że ma to związek z Forks i jej przyjaciółką.

- Wiem, muszę przyznać że James to nie był najlepszy wybór. Ale widzisz, ja sama to zrozumiałam. Sama zauważyłam, że coś jest nie tak. Nie potrzebowałam twoich akt z inwigilacji, ani ciebie u boku. Doceniam to, że się o mnie martwisz i w każdej chwili gotowy jesteś mi pomóc. Kiedy będę jej potrzebować, możesz być pewny, że będziesz pierwszą osobą, do której się zgłoszę. Zerwałam z Jamesem. Definitywnie. - Dostrzegła ulgę na jego twarzy.

- Wiem, że czasami wydaję ci się nachalny. I przepraszam. Postaram się być bardziej asertywny. – Wydusił z siebie. Widać było że ta deklaracja z trudem wyszła mu z ust. Alice, jak to Alice, rzuciła mu się na szyję i jawnie okazywała swoje zadowolenie z jego decyzji.

- Tak się cieszę, naprawdę. Wiedziałam, że w końcu to zrozumiesz. – ściskała go i tuliła. – Wiesz, że jesteś moim ukochanym braciszkiem?,

- W drodze przypomnienia, jestem twoim jedynym bratem. –zaśmiał się. – Dobrze, koniec tych czułości, zadusisz mnie za chwilę.

- A teraz opowiadaj jak tam twoja mała wyprawa do Forks. Do teraz nie mogę uwierzyć, że Bella naprawdę myślała, że wróciłam do tej dziury. Rzeczywiście ostatnio wspominałam, że fajnie byłoby odwiedzić stare kąty, ale na pewno nie planowałam tego w najbliższym czasie. - czarnowłosa wróciła na swoje miejsce w fotelu i uważnie przyjrzała się bratu. Czekała na jego reakcję.

- Nic szczególnego, większość czasu spędziłem w samolocie.

- Daj spokój. Nie wierze, że nic się tam nie działo. Zapewne użyłeś jakiejś groźby, żeby wyciągnąć Bellę na tą wyprawę. Tak po prostu nie zostawiłaby pracy, ostatnio nie najlepiej jej się wiedzie. Każde zlecenie traktuje jak nagrodę. Nie odwołałaby ich, gdybyś nie zastosował jakiegoś szantażu.- Alice nie ustępowała, wrodzona ciekawość dawała o sobie znać. Wyciągnie co się da z Edwarda, a później popracuje z Bellą.

- Isabella ma kłopoty? – zainteresował się Edward.- Nie wspominała nic o tym!

- Znasz ją, nigdy nie zwierza się ze swoich problemów. A szczególnie tobie. Proponowałam jej pomoc, ale tylko strasznie mnie skrzyczała, no wiesz, że nie będzie brała ode mnie pieniędzy i tak dalej. Nie rozumiem jej, jestem jej przyjaciółką, a przyjaciele sobie pomagają. A ona nie chcę nawet o tym słyszeć. Wiem, że boi się, iż będzie musiała zamknąć studio. – Dziewczyna czuła, że warto było przekazać bratu te informację. Edward nawet nie zdawał sobie sprawy, jak na jego twarzy odbijają się dręczące go emocję. Przed nią nic nie ukryje.

- Nie zdawałem sobie sprawy, że ma takie kłopoty. Sprawia wrażenie, jakby jej życie zawodowe było idealne. – wykrztusił w końcu zszokowany.

Naprawdę nie domyślał się, że Bella ma problemy w pracy. W prawdzie wiedział, że nie zarabia kroci, ale był pewny, że wystarcza jej na wszystko, co potrzebne jest do wygodnego życia. Wstydził się teraz swoich uwag na temat jej ciuchów i mieszkania, nie przyszło mu do głowy, że odpowiadają za to kłopoty finansowe.

- Ode mnie tym bardziej nie przyjmie pomocy.- mruknął cicho pod nosem. Jego uwaga nie uszła jednak Alice. Dziewczyna zaczynała powoli zastanawiać się, czy jej braciszek przypadkiem nie zaczyna darzyć Isabelli Swan cieplejszym uczuciem. Była jednak na tyle taktowna, żeby nie poruszać tego tematu. Jeszcze by coś zepsuła.

- Właśnie. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znajdzie jakieś zlecenia. Pieniądze są jej naprawdę potrzebne. – powiedziała tylko, przybierając lekko dramatyczny ton. Czekała na reakcję Edwarda. Mężczyzna siedząc w milczeniu, zastanawiał się, jak pomóc przyjaciółce siostry. Rzeczywiście przez tyle lat nie szczędził jej drwin i przykrych słów, ale w końcu łączyły ich jakieś więzi – tak przynajmniej tłumaczył sobie swoje zainteresowanie tą sprawą.

- Słuchaj, mam pomysł. Kilka miesięcy temu przejąłem pewien miesięcznik, ostatnimi czasy ledwo ciągnie. Od jakiegoś czasu planowałem zatrudnić nowego fotografa, aby trochę odświeżył jego szatę graficzną. To niezła praca, no i nieźle płatna. Jeżeli Bella by się zgodziła, podreperowałaby swój budżet.

- Nie boisz się, że nie da sobie rady, albo że nie jest wystarczająco utalentowana? To odpowiedzialna praca. – zapytała tylko czarnowłosa.

Edward rozglądnął się po pokoju, jedną ścianę dekorowały przeróżne fotografię Belli, podarowane Alice z różnych okazji. Choć nigdy nie powiedział tego na głos, uważał szaraczka za cholernie utalentowanego fotografa.

- Zaryzykuje. Ta gazeta i tak nie przynosi mi na razie jakiś zysków, więc nie mam tak naprawdę nic do stracenia.

- Uważam, że to świetny pomysł. Teraz tylko postaraj się, aby przyjęła tę pracę…- Alice chichotała zadowolona, to by rozwiązało wiele problemów Isabelli.

- Myślałem, że ty się tym zajmiesz. – Edward był lekko zakłopotany, tego jego plan nie przewidywał.

- Nie ma takiej możliwości. Zarzuci mi, że wybłagałam u ciebie pracę dla niej. Jeżeli nie wygadasz się, że wiesz o jej problemach finansowych, powinna przyjąć tą pracę. Ja mogę ją jedynie utwierdzić w tej decyzji. Bierz się do roboty braciszku, teraz wszystko zależy od ciebie. Wiem, że dasz sobie radę. Jesteś w stanie namówić łysego do kupna grzebienia. Urodziłeś się biznesmenem.- Obdarzyła go olśniewającym uśmiechem i ponownie rzuciła się mu na szyję.

- Czy mówiłam ci już, że za tobą tęskniłam?

Następnego ranka Bella wstała wczesnym rankiem, aby zawieść gotowe projekty zleceniodawcom. Mimo iż cena była już dawno ustalona, liczyła na małe dodatki za dobrze wykonaną pracę. Przeliczyła się jednak, nikt nie pomyślał o tym, aby wynagrodzić jej pracę jakąś premią. Z ciężkim sercem wróciła d domu, aby dokończyć papierkową robotę. Każde spojrzenie na rachunki i rozliczenia tylko wzmacniały jej strach przed przyszłością.

Z tej smutnej zadumy wyrwał ją dźwięk telefonu, nie patrząc nawet kto dzwoni, odebrała połączenie.

- Tak, słucham.

- Witaj, szaraczku. – Ten głos mógł należeć tylko do jednej osoby.

- Tym razem naprawdę nie wiem gdzie jest Alice, Cullen. – Dlaczego on dzwoni, dlaczego nie zostawi jej w spokoju?

- Spokojnie, tym razem dzwonię w innej sprawie.

- To znaczy? – Bella była szczerze zainteresowana.

- Podczas wczorajszej wizyty u Alice, zwróciłem uwagę na twoje fotografie. Są niezłe, choć musisz się jeszcze wiele nauczyć. – Nie mógł się powstrzymać od lekkiego sarkazmu.

- Zastanawiam się, co ma to wspólnego z powodem tego, dlaczego do mnie dzwonisz.- Bella również nie potrafiła powstrzymać się od drwiny.

- Nie rozkręcaj się szaraczku, daj mi dojść do sedna sprawy. Tak więc, zwróciłem uwagę na twoje prace i przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Mam czasopismo podróżnicze, któremu przydał by się nowy fotograf. Główne założenie gazety pokrywa się z twoim stylem. Nie miałabyś ochoty przyjąć tego zlecenia?

Bella był w szoku. Edward Cullen zaproponował jej pracę.

- Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, proponujesz mi stanowisko fotografa w twojej gazecie?

- Dokładnie tak.

- A mogę wiedzieć, dlaczego tak nagle pomyślałeś o mnie?

- No cóż, ostatnimi czasy te piśmidło sprawia mi same kłopoty, tak jak ty zresztą.-rzucił.- Załatwiłem więc sesje zdjęciową z dość znanymi modelkami na Trynidadzie. Niestety fotograf ma inną wizję i nie podoba mu się ta interwencja. Niestety jego poczucie artyzmu nie dodało pismu czytelników. Aby zrobić mi na złość wziął półroczny bezpłatny urlop. Za tydzień zaczyna się sesja, a ja nie mam fotografa. Lubisz fotografować ludzi, a w czasie sesji na Trynidadzie zaczyna się karnawał. – Edward rzeczowym głosem wyjaśniał jej swoje argumenty. – Tak więc, byłbym zobowiązany, gdybyś wzięła pod uwagę moją ofertę.

- Muszę przyznać, że jestem w szoku.

- To się otrząśnij! Masz czas o 15? Spotkalibyśmy się w kawiarni Golden Moonlight i porozmawiali o tym. Nie martw się, to biznesowe spotkanie. Byłbym wdzięczny gdybyś wzięła swoje port folio.

- Niech będzie, ale jeszcze się nie zdecydowałam, Cullen. Muszę przejrzeć swój kalendarz.- rzuciła do słuchawki Bella, próbując zamaskować swój entuzjazm. Ta praca wybawiła by ją z nie lada opresji.

- Spokojnie, zdaje sobie sprawę że musisz dokładnie przejrzeć swój terminarz. Tak więc oczekuję cię o 15, szaraczku. – dodał na koniec.

Po zakończeniu rozmowy, Bella usiadła na łóżku w sypialni i intensywnie zastanawiała się nad zaistniałą sytuacją. Ta praca naprawdę była jej potrzebna, nie było co do tego wątpliwości, jednak nie cieszyła ją perspektywa bycia podwładną Cullena.

- Nie czas na wybrzydzania, Swan. Bądź szczera, ta praca spadła ci z nieba. Ubierz się więc porządnie, wyglądaj na profesjonalistkę i ze spokojem przyjmij tę cholerną robotę – mówiła sama do siebie. Nie wiedzieć czemu, przeszedł ją dreszcz podniecenia. Zdała sobie w tym momencie sprawę, że to przełomowy moment w jej życiu.

- O czym ty myślisz? Po skończeniu tego projektu, grzecznie podziękujesz i znów zaczniesz zajmować się swoim studio.

Jednak ekscytacja nie ustępowała. Nawet ona nie wiedziała jednak, czy to za sprawą sesji zdjęciowe na słonecznym Trynidadzie, czy też Edwarda Cullena.

1 port lotniczy im. Johna F. Kennedy'ego