Bella przygotowywała się do spotkania z Edwardem długo i starannie. Założyła swój jasnoniebieski kostium, który zawsze ubierała na spotkania z klientami, starannie upięła swoje brązowe włosy i nałożyła lekki makijaż.

Krytycznym okiem, raz za razem spoglądała w lustro.

- Daj spokój Swan, dla kogo ty się tak stroisz. – mruknęła przeciągle , kiedy przyłapała się na tym, że non stop poprawia niesforny kosmyk włosów, który bezustannie umykał spince. – Nie rób z siebie totalnej idiotki.

Materiał garsonki nie był pierwszego sortu, a do tego wisiał w szafie Belli od dłuższego czasu. Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że od dawna potrzebowała czegoś nie tylko nowszego, ale i modniejszego. Uboga garderoba była jednak w tym momencie jej najmniejszym problemem. Wybierała się na spotkanie z Edwardem Cullenem - tym mężczyzną, który sprawiał, że czuła się niepewnie i niekobieco, ale przy okazji sprawiał, że jej krew krążyła szybciej.

Nie oglądając się już na nic, nałożyła jeszcze szybko jasne czółenka i skierowała się w kierunku drzwi.

- Czas i zmierzyć się z Cullenem.- szepnęła sama do siebie i z hukiem wyszła z mieszkania.

Podróż do centrum miasta, gdzie znajdowała się kawiarnia Golden Moonlight zajęła jej sporo czasu. Przyczyniły się do tego nie tylko korki na głównej ulicy Manhattanu, ale także kapryśny samochód, który na początku nie chciał zapalić, a później miał problemy z układem hamulcowym, który z reszta szwankował jej już od dłuższego czasu. Jazda tym samochodem po Nowym Jorku zawsze przyprawiała Bellę o ból głowy. Nigdy nie była pewna, czy po kolejnym postoju na czerwonym świetle jej gruchot ruszy. Po prawie godzinnej jeździe, z ulgą zaparkowała przy kawiarni.

Była roztrzęsiona i tak naprawdę nie wiedziała dlaczego. Czy spowodowane to było tym, że potrzebowała tej pracy, czy też obecnością faceta, który ją wkurzał i podniecał zarazem.

- Uspokój się!- pouczyła sama do siebie, kiedy przekroczyła próg lokalu. Rozejrzała się nerwowo. Edwarda jeszcze nie było.

Isabella zajęła stolik znajdujący się koło dużego okna wychodzącego na ulice Manhattanu i niecierpliwie czekała na przyjście mężczyzny. Dłonie jej się pociły, serce dudniło, a w głowie zaczynało szumieć. Nie pamiętała, kiedy ostatnio była tak zestresowana. Przerażało ją to, nienawidziła nie panować nad własnym umysłem i ciałem. Edward był jedyną znaną jej osobą, która doprowadzała ją do szewskiej paski samą swą irytującą postawą. Spotkała w swoim życiu wielu ludzi, ale nikt nawet nie umywał się pod tym względem do Cullena.

Nagle poczuła dreszcz na plecach i przejmujące zimno, które błyskawicznie obiegło jej ciało. Już wiedziała, kto się zbliża do stolika, nie musiała się nawet odwracać. Reagowała tak tylko na jedną osobę.

Edward Cullen spokojnym i pewnym krokiem podążał do stolika, przy którym siedziała. Ubrany był w elegancki, letni garnitur w kolorze jasno-szarym. Prezentował się znakomicie, z daleka wiadomo było, że wszystko co ma na sobie jest markowe i cholernie drogie. Bella postanowiła zachować się bardzo profesjonalnie. Przybrała neutralną minę i wstała na powitanie. Na ustach mężczyzny tkwił leniwy i lekko zawadiacki uśmiech, który w normalnych warunkach zapewne zniewolił by każdą kobietę. Ale ona doskonale zdawała sobie sprawę, że to jedna z najgroźniejszych broni Cullena, w ten sposób zdobywał zawsze to co chciał .Zawsze potrafił tym drobnym ruchem ust oczarować i omamić płeć przeciwną. Ona jednak nie zamierzała się na to nabrać.

- Witaj. – powiedziała lekko oschle. Nie chciała, aby pomyślał, że jego perfekcyjny uśmiech w jakikolwiek sposób ją rozmiękczył.

- Isabello. – usłyszała tylko. Żadnej zgryźliwej odpowiedzi ani ciętej riposty. Z pewną niecierpliwością czekała na dalszy ciąg jego powitania, ale nic więcej nie padło z jego ust. Była zaskoczona

Edward usiadł naprzeciwko niej i rzucał w jej kierunku dziwne spojrzenia, na jego ustach nadal tkwił ten słynny uśmiech.

- Przyniosłam swoje port folio, tak jak prosiłeś. Wprawdzie jestem wolna w terminie, który mi zaproponowałeś, ale jeszcze nie ustaliłam terminu następnego projektu z jednym z moich stałych klientów. To dość spore przedsięwzięcie. Mam nadzieję, że rozumiesz, iż ta sprawa ma pierwszeństwo.- skłamała gładko, nie zamierzała ujawniać, że ostatnimi czasy ledwo ciągnie swój interes.

Edward nadal patrzył na nią dziwnym wzrokiem i nie odzywał się. Wzbudziło to w Belli coś na kształt niepokoju. Tak nie zachowywał się człowiek, którego znała. Edward zawsze mówił więcej, niż była potrzeba. Jego milczenie więc było czymś niecodziennym. Zawsze w jej oczach uchodził za szczerego aż do bólu. W szczególności jeżeli chodziło o jej osobę. Obserwowała uważnie jego twarz, szukając jakiś szczególnych symptomów, które tłumaczyły by jego niezwykłe zachowanie, ale nie znalazła niczego szczególnego. Już miała zapytać co się dzieje, gdy Edward w końcu zabrał głos.

Kiedy Edward wszedł do Golden Moonlight od razu zauważył Bellę siedzącą przy dużym oknie na drugim końcu pomieszczenia. Miała na sobie niebieski kostium, którego lata świetności dawno minęły. Normalnie wypomniał by to jej od razu, ale w tym momencie ugryzł się w język. Chciał, aby Bella przyjęła tę pracę. Wiedział, że jest zbyt dumna, żeby sama poprosić o pomoc, więc jak spieprzy to spotkanie, to nie tylko dręczyć go będą wyrzuty sumienia, ale i Alice.

Przywitał się grzecznie z Bellą, przybierając swój wypróbowany na kobietach uśmiech. Rozbawiła go reakcja dziewczyny. Widocznie spodziewała się jakiejś zgryźliwej odpowiedzi z jego strony, więc jego grzeczne zachowanie zaskoczyło ją zupełnie.

Od razu przystąpiła do rzeczy, wyjęła skórzany album z torby, w którym znajdowały się jej pokazowe zdjęcia i zaczęła tłumaczyć, że wprawdzie ma czas za tydzień, ale nie ustaliła jeszcze z klientem terminu kolejnej sesji.

Spodziewał się, że Bella przedstawi mu zmyśloną historyjkę dotyczącą jej pracy, milczał więc przyglądając się dokładnie jej twarzy. Wprawił tym dziewczynę w coraz większe osłupienie. Umilkła i sama przyglądała się mu z zainteresowaniem. Widocznie szukała w myślach powodu jego tak zdumiewającego zachowania. W końcu postanowił wybawić ją od tej coraz bardziej niezręczniej sytuacji.

-Cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie. Mam nadzieję, że jednak zdecydujesz się na współpracę z Cullen Corporation. – mówił cichym i spokojnym tonem, wręcz z przesadną uprzejmością. Uśmiechnął się w duchu, obserwując coraz bardziej zaskoczoną Bellę.

- Dobra Cullen, co się dzieje? – Nie wytrzymała w końcu. Zachowanie Edwarda było dla niej tak nienaturalne, że od razu zapaliły jej się lampki ostrzegawcze.

- Czemu zawsze podejrzewasz mnie o same paskudne rzeczy? – zaśmiał się tylko na jej oskarżenie. Podejrzewał, że coś takiego może przyjść jej do głowy.

- Znam cię już od jakiegoś czasu i nigdy nie byłeś dla mnie tak uprzejmy. Nic bardziej podejrzanego nie możesz robić. – odpowiedziała nerwowym głosem.

- Jak chcesz to mogę być draniem.

- Doskonale wiesz, że nie o to chodzi. Po prostu…od kiedy jesteś taki miły…? – wyjaśniała w końcu, zażenowana. Czuła, że znów zrobiła z siebie idiotkę, ale naprawdę zachowywał się nietypowo. Spuściła głowę i starała się zebrać siły na kolejne starcie, które zaraz zapewne nastąpi.

- Dobra, rozumiem o co ci chodzi, postaram się być takim draniem jak zwykle, ale może przejdziemy do interesów? – wybawił ją od tej, jakże dla niej żenującej sytuacji. – Tak więc, jak ci już wspominałem, jakiś czas temu kupiłem podupadające czasopismo podróżnicze. Może nazwa Travelers coś ci mówi? W każdym razie, ostatnimi czasy w ogóle nie przynosi zysków, postanowiłem więc trochę popracować nad jego odsłoną graficzną. Potrzeba mu świeżości i pomysłowych zdjęć. Karnawał na Trynidadzie to naprawdę świetna okazja, aby zrobić błyskotliwy fotoreportaż, który podniesie tą gazetę z dna. – W czasie kiedy mówił, dokładnie oglądał zdjęcia, które Bella ze sobą przyniosła. Było w nich mnóstwo portretów i interesujące zdjęcia panoramiczne. – Widzę, że lubisz fotografować ludzi, jesteś więc idealną kandydatka na stanowisko głównego fotografa. Mam nadzieję, że mi nie odmówisz. Szczerze mówiąc nie ma nikogo w zapasie, a przygotowania do wyjazdu idą już pełną parą.

- Ja nie wiem co powiedzieć...To znaczy…Jestem zaskoczona…Wiesz, nie spodziewałam się, że aż tak poważnie traktujesz moją kandydaturę. - Bella próbowała sformułować jakieś sensowne zdanie. Nie chciała się ośmieszyć. Wiedziała, że Edward przysłuchuje się każdemu jej słowu. Lubił łapać ją za słówka.

- Zawsze traktuję moją pracę bardzo poważnie. Jeżeli nie chcesz robić mi kłopotów, a przy okazji zwiedzić kawałek świata, zrób mi przyjemność i po prostu się zgódź.- Jego głos był spokojny i opanowany. Nie pamiętała, aby kiedykolwiek w rozmowie z nią używał takiego tonu..

- Dobrze, zgadzam się. – odparła z głośnym westchnieniem. Nie wiedzieć czemu, poczuła się, jakby właśnie złożyła kapitulację. W głowie układała sobie inaczej tą rozmowę. Miała być stanowcza, niezależna i z wielką łaską przyjąć jego propozycje. Jednak, jak zwykle, poszło nie po jej myśli. To on wiódł prym, a ona nie potrafiła nawet odpowiadać na jego pytania bez jąkania się. Totalna porażka.

- Cieszę się. W takim razie przejdźmy do konkretów. Płacimy za każdy dzień zdjęciowy plus dodatki na zakwaterowanie i potrzebne materiały . Jeżeli sprzedany nakład będzie przekraczał 500.000, dostaniesz premię okolicznościową.

- Jesteś hojny. Większość wydawców nie uwzględnia kosztów podróży, a do tego materiałów. – Nie spodziewała się, że zaproponuje jej aż tak duże wynagrodzenie. W głowie przeliczała sobie ile zaległych rachunków ureguluje i ile współczynników do wywoływania klisz kupi.

- Nie jestem hojny, tylko wymagający. Każdy dobry pracodawca powinien zdawać sobie sprawę, że produktywny pracownik to taki, który jest wyspany, najedzony i przede wszystkim posiadający to, co jest mu w pracy potrzebne. – odparł swobodnie z uśmiechem. Cieszył się, że załatwił tę sprawę dość szybko i łatwo. Bał się komplikacji, ale udało się ich ominąć. Widocznie sytuacja finansowa szaraczka była jeszcze gorsza niż myślał.

Isabella widocznie się odprężyła. Zdawało się, że jej ramiona zrzuciły z siebie duży ciężar. Skoro załatwił najbardziej nurtującą sprawę, sam mógł się w końcu odprężyć.

- Jako idealny pracodawca muszę ci przypomnieć, że obecnie na Trynidadzie jest 40 ºC, a to znaczy, że musisz wziąć same letnie rzeczy. Jak tak sobie myślę, to nie widziałem cię nigdy w krótkiej sukience. – Uwielbiał patrzeć jak na jej policzkach pojawiały się ciemne plamy rumieńców. Za każdym razem dziwił się, jak kobieta może rumienić się tylko na wspomnienie kusych ciuchów.

- Czy zamierzasz cały czas podkreślać, że jesteś moim szefem? – Bella przybrała wojowniczą minę. Czyli jednak Cullen wrócił do swojego ciała!

- Oczywiście, nigdy nie pozwolę zapomnieć ci o tym. – zaśmiał się perliście. – Muszę koniecznie powiedzieć Alice, aby zaopatrzyła cie w garderobę. I podkreślę, żeby kupiła ci bikini. Małe bikini.

- Chyba śnisz, nie masz najmniejszych szans na zobaczenie mnie w jakimkolwiek kostiumie kąpielowym. Może ty jedziesz się zabawić, ale ja zamierzam pracować. – oburzyła się jego insynuacjami.

- I to chciałby usłyszeć każdy pracodawca. Ale po ciężkim dniu, każdy musi się zabawić. Ojej, zapomniałem, ty o dziesiątej wieczorem kładziesz się już spać. A pijesz cieple mleko przed snem? – zakpił, jednak w jego oczach migały pogodne iskierki. Mimo że normalnie dotknęły by ją jego słowa, tym razem miała ochotę się tylko roześmiać.

- Nie, wolę ciepłą herbatkę.

- Oho, widzę że humorek wrócił. To dobrze, bo Alice zaplanowała wielkie spotkanie z tobą. Naprawdę, zachowuje się, jakby nie widziała cię przez co najmniej dziesięć lat. Dzwoniła do mnie przed naszym spotkaniem. Chciała, abym dał jej cynk, kiedy skończymy. I nie martw się, przypilnuje, abyś popływała w basenie w swoim kostiumiku. – dodał z szatańskim uśmiechem. – Albo wrzucę cię nago.

- Jesteś napalonym zboczeńcem! Możesz być pewny, że w mojej walizce nie znajdzie się nic, co można by nazwać kostiumem kąpielowym!- krzyknęła zażenowana.

- Nie jestem zboczeńcem - obruszył się - Widziałem już setki nagich kobiet, więc trzeba czegoś więcej, żeby mnie podniecić szaraczku. Jeżeli jednak tak przedstawiasz sprawę, to poproszę moją siostrę, aby w moim bagażu znalazło się coś dla ciebie do pływania.

- Jesteś…nawet nie wiem jak to określić… - ciśnienie wzrosło Belli bardzo gwałtownie. -…zboczonym, napalonym, draniem. W dodatku konspirujesz z Alice.

- Nie bądź zła szaraczku. Po prostu dbam, żebyś jak najlepiej skorzystała z uroków tropików. Jesteś blada jak ściana, lekka opalenizna wyszłaby ci na dobre…– nie zdążył nawet dokończyć zdania, kiedy ciężki album wylądował z dużym hukiem na jego głowie. To było dość bolesne doświadczenie.

- Jesteś niebezpieczną kobietą…Nie ma co, mężczyzna, który zostanie twoim mężem będzie miał z tobą same problemy . – Edward mówił to ze śmiechem, ale w jego głosie słychać było nutkę bólu. Dało to Belli satysfakcję.

- Może to nauczy cię, że nie życzę sobie takich podtekstów z twojej strony. A skoro jesteś teraz moim szefem, jak co chwila podkreślasz, to za takie zachowanie mogłabym cię pozwać o molestowanie seksualne.

- Daleko tu do molestowania szaraczku. Po za tym, jak nie ja, to reszta ekipy zachęci cię do skorzystania z basenu.

- Nie rozumiem cię Cullen. Zawsze nie podobało ci się to co robię, nazywałeś to marnowaniem czasu i pieniędzy. Dogryzałeś mi na każdym kroku, a teraz proponujesz mi pracę fotografa w jednej z swoich gazet. Może uraczysz mnie odpowiedzią, dlaczego tak nagle zmieniłeś zdanie. – Bella weszła na dość grząski grunt, ale ciekawiło ją to niezmiernie.

- Zawsze traktowałaś wszystko zbyt serio, szaraczku! Nigdy nie powiedziałem, że jesteś kiepska w tym co robisz. Po prostu uważałem, że marnujesz swoje inne talenty. Zawsze przecież byłaś świetną uczennicą, i gdybyś chciała, zrobiłabyś karierę w innych dziedzinach. Rzeczywiście w pewnych sprawach się myliłem i nie boję się do tego przyznać. – odpowiedział jej naprawdę szczerze, sam był zdumiony, że bez jakiegokolwiek oporów powiedział to, co myślał.

- O mój boże, czy to co przed chwilą odpowiedziałeś, to coś na kształt przeprosin?, – zapytała zdumiona, a widząc jego lekko speszoną minę, zaśmiała się nerwowo. – Edward Cullen właśnie mnie przeprosił. Będę musiała zapisać ten dzień w kalendarzu. Nie wiadomo, kiedy nastąpi to ponownie…

- Nie bądź taka bystra, szaraczku. Doceń chociaż moje starania.

- Spokojnie ważniaku, już się przymykam. Bo jeszcze odwołasz swoje wcześniejsze słowa….

- Nie kpij ze mnie! – ostrzegł lekko podniesionym głosem.

- Dobra szefie, już się nie odzywam! – Bella jednak nie potrafiła powstrzymać śmiechu i po kilku chwilach śmiała się już bez opamiętania. Edward próbował zachować powagę, ale komizm tej sytuacji również go przerósł. Sam śmiał się szczerze i głośno.

Już nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak dobrze się bawił w towarzystwie kobiety. To było chyba na studiach. Chichotali wspólnie dobre kilka minut. Kiedy w końcu się uspokoili, dopili zamówioną wcześniej kawę i rozmawiali o Alice i o interesach. Popołudnie upłynęło im szybko i nim się obejrzeli, oboje musieli wracać do dalszej pracy.

- Tak więc, wszystko ustalone. W piątek spotykamy się na lotnisku JFK o godzinie 9. Listę potrzebnych materiałów prześlij mi na faks, zajmę się wszystkim. Jak będziesz mieć jakieś pytania to zadzwoń. A, i nie zapomnij przyjść jutro do mojego biura podpisać umowę

- Dobrze. W takim razie do zobaczenia. – Próbowała pożegnać się grzecznie i bez żadnych emocji. Było to dość trudne, zważywszy na to, że przez ostanie pół godziny natarczywie wpatrywała się w jego usta.

- Pa, szaraczku. – odpowiedział jej na pożegnanie i pocałował szybko w policzek. Dziewczyna nie zdążyła nawet zareagować na to delikatne muśnięcie. Kilka sekund później Edward już odjeżdżał swoim sportowym autem.

- Weź się w garść Isabello Swan. – szeptała sama do siebie. – Cullen jest twoim szefem, pracujesz u niego. Poza tym, pamiętaj, że go nienawidzisz, i że jest wstrętny i plugawy. Nie waż się w nim zakochiwać. Tak naprawdę zakochiwać.

Jadąc swoim srebrnym Volvo Edward przeklinał samego siebie. Obiecał sobie, że zachowa dystans, że nie będzie między nimi żadnych poufałości. Nie dał rady się jednak powstrzymać i przy pożegnaniu pocałował ją lekko w policzek. Od razu przeszła go fala gorąca, a ciepłe dreszcze w nanosekundzie objęły jego przyrodzenie. Od lekkiego muśnięcia jej ciała, zwyczajnie, po ludzku się podniecił. Nie czekał już nawet na reakcję Belli. W jak najszybszym tempie wyszedł z lokalu i prawie z piskiem opon odjechał stamtąd.

- Ani się waż, Edwardzie Cullen – mówił sam do siebie. – Panuj nad sobą i nad swoim ciałem. Nie jesteś pieprzonym nastolatkiem, to tylko Bella Swan. Ta pruderyjna Bella, która chodzi spać we flanelowych piżamach, pije mleko przed snem i wiedzie życie mniszki. Ciebie nie podniecają takie panienki.

Jednak jego umysł mówił co innego, w momencie, w którym wspomniał o flanelowych piżamach, wyobraźnia podsunęła mu obraz Belli ubranej w staroświecką koszulę nocną, leżącą na jego łóżku i czekająca na niego. Wbrew jego rozumowi, podświadomość sama dopowiedziała sobie ciąg dalszy. Widział siebie rozbierającego ją z tych szmatek, później widział dwa splecione ciasno ciała, w uszach prawie słyszał dźwięki jakie wydawali podczas uprawiania miłości.

- Jasna cholera! – warknął głośno i zahamował gwałtownie na czerwony świetle. Prawie zapomniał, że prowadzi samochód. Erotyczne wizje przysłoniły mu wszystko.

- I właśnie dlatego nie masz prawa o niej myśleć. – Tym razem już krzyczał.