│ Rozdział 8 – Port-of-Spain

│ Autor: aleksandra006

│ Beta: mała_nessi

Przygotowania na wyjazd do Trynidadu szły pełną parą. Następnego dnia, Bella pojawiła się w biurze Edwarda na podpisanie umowy. Nie zastała jednak swojego nowego szefa. Wszystkie niezbędne formalności załatwiła z osobistym asystentem Cullena. Z jednej strony cieszyła się, że nie zastała go w pracy, w końcu obiecała sobie, że będzie zupełnie obojętna w stosunku do niego, z drugiej zaś, jednak poczuła lekki zawód. Postanowiła trzymać na wodzy swoje, jakże zdradliwe uczucia. Jednak gdzieś w głębi serca, zaświeciła iskierka niezadowolenia.

Umowa była niezwykle korzystna, można by powiedzieć, że podejrzanie za dobra. Jednak życiowa sytuacja nie pozostawiała jej wielkiej swobody, nie wątpiła w uczciwość Cullen Corporation, więc skoro proponują jej tak dobre warunki, skorzysta z tego.

Oczywiście Alice z wielkim entuzjazmem wtargnęła w te przygotowania. Ponieważ nie dała rady wyciągnąć Isabelli na zakupy, sama wybrała to, co według niej jest niezbędne do tak dalekiej podróży. Kiedy weszła do mieszkania przyjaciółki z tonami ciuchów, kosmetyków i innych bibelotów, wyglądała na szczęśliwą samym faktem, że miała okazję do tak wielkich zakupów.

- Alice, ty chyba oszalałaś. Po co mi to wszystko? Jeszcze dzisiaj odniesiesz to do sklepów? – Bella próbowała w jakiś sposób namówić przyjaciółkę do zwrotu tych wszystkich kosztownych rzeczy, jednak Alice była nieugięta.

- Nawet o tym nie myśl. Z resztą w większości tych sklepów nie przyjmują zwrotów.

- To musiało kosztować fortunę. To chociaż zachowaj część rzeczy dla siebie, a za resztę ci zapłacę.

- Isabello Swan, nawet nie myśl o płaceniu mi za cokolwiek. To mój prezent z okazji nowej pracy. A po za tym, noszę inny rozmiar, więc i tak nic by tu na mnie nie pasowało.- dodała na końcu. – A teraz nie marudź i przymierz tą letnią sukienkę. Nie uważasz, że jest boska…? Będzie ci pięknie z tym kolorze. No już, na co czekasz, zdejmuj z siebie te łaszki i przemierz. Zapewniam, będzie idealna.

Bella nie nadążała za tempem Al. Dziewczyna raz po raz mierzyła proponowane przez przyjaciółkę ubrania. W ciągu niespełna godziny miała na sobie co najmniej tuzin sukienek, lekkich bluzek, spódnic i szortów. Była zmęczona na samą myśl, że Alice ma w zanadrzu jeszcze kilka pomysłów na jej garderobę.

- A teraz przymierz ten kostium kąpielowy. Wiem, że nie przepadasz za bikini, choć moim zdaniem wyglądała byś w nim świetnie, więc kupiłam ci bardzo ładny, jednoczęściowy kostiumik. W końcu musisz mieć coś do opalania się i pływania z oceanie lub basenie. – Alice była tak wniebowzięta podczas wybierania tej części garderoby. Spowodowane to było jej wcześniejszą rozmową z bratem. Zadzwoniło do niej z prośbą o dobranie Belli garderoby. Jednak najśmieszniejsze było to, że tuż przed zakończeniem rozmowy, rzucił szybko że Belli przydałby się kostium kąpielowy. Alice dobrze znała Edwarda i wiedziała, że czuł się lekko zażenowany, prósząc siostrę o coś takiego. Było to dziwne, bo nigdy nie wstydził się mówić o seksie, nagości i innych intymnych rzeczach, a tym razem czuła w jego głosie nutkę niepewności.

- Nie ma mowy, Alice. Jadę tam do pracy, a nie na wakacje. Nie mam zamiaru ani pływać w oceanie ani się opalać. Chcę tylko dobrze wykonać to, co mam w kontrakcie i wrócić do domu. – Belli automatycznie przypomniała się jej rozmowa z Edwardem na temat kostiumu. Nie miała zamiaru posiadać w walizce nawet koszuli, która mogłaby służyć w tym celu.

- Nie bądź taka sztywna. Na pewno wszyscy będą mieli czas, aby się trochę zabawić. Nie jeździ się przecież codziennie na karnawał na Trynidad. Musisz mieć, coś na wszelki wypadek. Nie bądź niemiła i przymierz go. Chcę zobaczyć, czy dobrze go wybrałam.

Bella zniknęła za drzwiami łazienki i założyła na siebie niebieski kostium. Materiał prowokacyjnie przylegał do jej ciała, opinając się tam, gdzie powinien. Intensywny błękit wyśmienicie pasował do jej jasnej karnacji i brązowych włosów. Sama przed sobą musiała przyznać, że wyglądała w nim dobrze. Nawet bardzo dobrze. Z głębokim westchnieniem wyszła z łazienki, czekając na opinię Alice.

- O mój boże, wyglądasz cudownie. Jest idealny. – krzyk czarnowłosej rozniósł się po całym domu. – Niech no tylko Edward cię zobaczy, oczy wyjdą mu na wierzch.

- Nie, możesz być pewna, że twój brat zobaczy mnie w tym. Nie mam zamiaru paradować przed nim półnago. Jest teraz moim szefem.

- Daj spokój. Nie myślałaś nigdy o drobnej zemście? – podpuszczała ją Alice. – Zawsze dokuczał ci, mówił, że masz za małe to, za duże tamto. Nie miałaś nigdy ochoty dopiec mu, udowodnić że się mylił. Pomyśl, dostanie oczopląsu jak zobaczy cię w tym cudeńku.

Chochlik już od jakiegoś czasu miał w głowie pewien plan, wątpił, aby ta dwójka sama z siebie zbliżyła się do siebie nawzajem, oboje mieli opory i dziwne uprzedzenia. Trzeba więc ich nieświadomie do tego popchnąć.

Bella zastanowiła się na słowami przyjaciółki, rzeczywiście zawsze chciała dowieść Edwardowi, że nie jest wcale taką beznadziejną kobietą, za jaką ją uważał. Miała teraz szanse mu dopiec. Jednak było w tym wiele ryzyka, ostatnio iskrzy między mini bardzo mocno i jeżeli nie będzie siebie pilnować, może rzucić się na niego jak napalona nastolatka.

- Może masz rację. – przyznała, chęć dania małego kopniaka Cullenowi wygrała.

- Pewnie że mam rację, znam przecież mojego braciszka nie od dziś.- zaśmiała się Alice w odpowiedzi, zadowolona, że jej plan na razie idzie jak po maśle.

Lotnisko było bardzo zatłoczone, jak na tą porę roku. Edward przebijał się przez tabuny ludzi, chcąc dotrzeć do pomieszczenia dla V.I.P –ów . Ostatni tydzień był dla niego naprawdę ciężki. Wyjazd na Trynidad okazał się naprawdę trudnym logistycznie zadaniem, ekipa liczyła ponad trzydzieści osób, nie licząc modelek, a czas karnawału nie ułatwiał załatwiania spraw o czysto podstawowym charakterze. Dzięki swoim kontaktom, udało mu się zarezerwować po dość niskiej cenie trzygwiazdkowy hotel dla wszystkich pracowników, oraz wynająć konkretne miejsca pod sesje zdjęciową. Jednak tydzień ten był trudny również z innego powodu, noce stały się dla niego istnym koszmarem. Kiedy tylko zapadał w sen, przed jego oczami pojawiał się obraz Belli. Nie był w stanie obliczyć ile razy, podczas tych siedmiu dni, budził się z bolącą i twardą erekcją, w pewnym momencie był aż tak zdesperowany, że musiał sobie sam pomagać w pozbyciu się tego ogromnego napięcia.

Przez niespokojne noce, chodził non stop zły i nabuzowany. Swoją frustracje wyżywał na pracownikach, a szczególnie na swoich sekretarkach. Zarówno Lauren jak i Jessica znienawidziły go podczas tych kilku dni.

Teraz na lotnisku, zastanawiał się jak zareaguje na widok Isabelli. Trudno mu było się do tego przyznać, ale obawiał się tego spotkania. Zawsze szczycił się swoim opanowaniem i siłą woli, jednak po tym tygodniu zwątpił w swoje siły. Nie chciał, aby nawiązały się między nimi bliższe stosunki, nie życzył sobie komplikacji w swoim idealnym życiu. Nie był w stanie jednak kontrolować emocji, jakie szalały w nim w towarzystwie panny Swan. Była to mieszanina złości, irytacji, pożądania i czułości. Wkurwiało go to, że za każdym razem jego wyobraźnia podsuwała mu coraz to nowe, erotyczne wizje z Bellą w roli głównej.

Ekipa wraz z Isabellą wyleciała z samego rana, on z powodów służbowych miał dołączyć do nich wieczorem. Cieszył się, że nie musiał lecieć tam z pozostałymi, potrzebował trochę więcej czasu na przemyślenie zaistniałej sytuacji i zastanowienie się nad sposobami uniknięcia więzi, która się między nimi tworzyła.

Bella była zachwycona wyspą. Trynidad okazał się cudownym i egzotycznym miejscem, które wabiło paletą kolorów, oszałamiającymi zapachami i cudownymi widokami. Zakochała się w wyspie od pierwszego wejrzenia. Wraz z nią, tym samym samolotem przyjechała reszta ekipy, wizażyści, oświetleniowcy, technicy no i oczywiście modelki. Wszystkie cztery były wysokimi, posągowymi blondynkami, które wręcz oszołamiały swoją urodą. Te idealnie zbudowane kobiety, sprawiały, że Bella czuła się brzydka i nijaka. Próbowała wyrzucić z siebie te prymitywne uczucia, ale było to bezcelowe, w każdym z nas tkwi nutka zazdrości i jest to całkowicie naturalne i zdrowe1

Większość osób, z którymi miała w najbliższych dniach współpracować, okazała się niezwykle przyjacielska i miła, szczególnie jeden z oświetleniowców - Emmett i jego dziewczyna, wizażystka - Rosalie wydali się jej bardzo przyjaźni. Odczuła wielką ulgę, bała się że nie da rady dogadać się z współpracownikami.

- Czy tu nie jest pięknie! – zachwycała się Rose, z którą miała dzielić pokój. – Nawet nie marzyłam, że kiedykolwiek będę na Karaibach. Mam nadzieję, że znajdziemy czas, aby trochę poopalać się na plaży i zrobić zakupy.

- Musze się z tobą zgodzić, rzeczywiście to cudowne miejsce.

- Jest fantastyczne! Ostatnimi czasy trudno nam z Emmettem zgrać nasze grafiki, dlatego strasznie się ucieszyłam, gdy udało mi się wkręcić na ten wyjazd. Mimo pracy, zawsze to czas spędzony razem. – Rosalie zaśmiała się głośno, zadowolona rzuciła się na łóżko, testując miękkość materaca.

- Może nie powinnam zadawać tego pytania, ale skoro tak rzadko macie okazję się spotykać ,to dlaczego nie dzielicie razem pokoju? Nie żebym nie była zadowolona, że ze mną mieszkasz… - Bella nawet nie skończyła, bo przerwał jej głośny śmiech blondynki.

- Jest wiele powodów. Raz, że nie podoba mi się, że cała ekipa będzie wiedziała co robimy w pokoju, a dwa ,założyłam się z nim, że nie wytrzyma beze mnie nawet dwóch dni. Emmett jest uparty – sam zaproponował osobne pokoje, żeby udowodnić mi, że kocha mnie nawet bez miłości fizycznej.

- To wielkie poświęcenie z jego strony. – zachichotała Bella.

- Żebyś wiedziała! Ale nie będę bezwzględna, znajdę chwilę na naszą namiętność. – zawtórowała jej Rosalie. – Cullen to ma świetne pomysły, karnawał, tropiki, nie dziwie się, że wszystkie jego projekty kończą się sukcesem.

- Rzeczywiście, Edward zawsze miał smykałkę do interesów. – Brązowowłosa zapędziła się w swojej odpowiedzi. Nie chciała, aby ktokolwiek wiedział, że dostała tą pracę po znajomości, bo taka była prawda.

- Znasz Cullena? – zapytała z jawna ciekawością Rosalie. – Ja wiem jak wygląda głównie z gazet. Zatrudniał mnie jego asystent, nie miałam możliwości, aby przyjrzeć się temu przystojniakowi. Jaki on jest? Znasz go od dawna?

- Spokojnie, po kolei! – dziewczyna próbowała zahamować zapał blondynki.- Szczerze mówiąc to jest wredny, jadowity, szalenie pedantyczny i znam go od bardzo dawna, odkąd byłam nastolatką.

- O kurcze, to super!

- Proszę, nie mów o ty nikomu, dobrze? Nie chciałabym, aby wszyscy wiedzieli.

- Jeżeli chcesz, to nie ma sprawy. Pewnie boisz się, że ktoś pomyśli, że masz te pracę dzięki protekcji? – pokiwała ze zrozumieniem Rosalie. – Ale na żywo jest tak piekielnie przystojnym jak w gazetach?

- Masz chłopaka, Rose! Ale niestety to prawda, jest przystojny i nie zawaha się tego użyć.

- Wiesz co, Bello Swan, jesteś naprawdę odlotową dziewczyną. Jestem pewna, że się zaprzyjaźnimy.

Po rozpakowaniu się, Bella zaczęła przygotowywać sprzęt. Dokładnie sprawdziła wszystkie aparaty fotograficzne, klisze, napisała ramowy konspekt swoich pomysłów. Bardzo jej zależało, aby wykonać swoją prace perfekcyjnie. Nawet nie spostrzegła, kiedy nastał ciepły wieczór. Większość osób jadła kolację w hotelowej restauracji, ale ona nie miała ochoty spędzać tak pięknego wieczoru w zamkniętym pomieszczeniu. Kupiła sobie kanapkę w małym sklepiku i udała się na okazałe patio. Chciała wchłonąć tą niezwykłą atmosferę, którą emanowało to miejsce.

Siedząc na kamiennych płytach podziwiała widok na Port-of-Spain 2. Miasto jak przystało na stolicę, było nowoczesne, ale miało coś czego nie posiadał Nowy Jork czy San Francisco. Niestety nie była w stanie określić co to było, ale czuła się w tym miejscu pełna i szczęśliwa.

- Widzę szaraczku, że podziwiasz widoki.- Z rozmyślań wyrwał ją znajomy głos. Dreszcz przeszedł prze jej całe ciało. Edward.

- Rzeczywiście.

- Och, jesteś jakoś mało rozmowna, tęsknisz za domem? – Oczywiście z jego ust padło ironiczne pytanie, które wyzywało ją do walki.

- A jeżeli powiem, że tak, Cullen? – Edward ma pecha, czuła się na siłach prowadzić dzisiejszą potyczkę.

- Będę musiał coś z tym zrobić, w końcu pracujesz dla mnie. Nie chciałbym, abyś zawaliła ten projekt. Dlatego może odtworzę dla ciebie warunki domowe, no wiesz ciepły, moherowy kocyk, szklaka mleka, pardon, herbaty, zapewnie cisze nocną….

- Daruj sobie, jestem profesjonalistką. Wytrzymam kilka dni bez moich domowych gadżetów.- Bella próbowała powstrzymywać złość. Tym razem chciała wygrać.

- Nie denerwuj się szaraczku, chcę dobrze! – Edward nie rozumiał, dlaczego tak bardzo lubił ją denerwować. Sprawiało mu przyjemność patrzenie, jak jej twarz rumieni się pod wpływem gniewu, a oczy zaczynają niebezpiecznie świecić.

- Może będzie lepiej, jeżeli nie będziesz się mną przejmować. Zarówno ja, jak i ty wyjdziemy na tym najlepiej. Acha, mam nadzieję, że nie będziesz naokoło rozpowiadał, że się znamy. – rzuciła na końcu.

- Wstydzisz się mnie? Co z ciebie na przyjaciółka?

- Nie pamiętam, od kiedy jesteśmy przyjaciółmi, więc może mi przypomnisz? I przestań się ze mnie śmiać.- krzyknęła widząc jego minę.- To nie jest śmieszne!

- Jesteś zabawna jak się złościsz, a przy okazji nie mam zamiaru udawać, że cię nie znam. Wręcz przeciwnie, będę chodził za tobą jak wierny pies. – Edward nie mógł powstrzymać chichotu na widok miny dziewczyny. Zaskoczył ją. – Jak myślisz, dlaczego tu przyleciałem?

- Jesteś tu, aby mnie dręczyć? Czyli intuicja mnie nie zawodzi, jesteś psychopatą i sadystą, czerpiesz przyjemność w sprawianiu cierpienia innych.

- Nie przesadzaj, ja tylko czerpię przyjemność z denerwowania ciebie. Sama musisz przyznać, że lepszej okazji nie będzie.

- Powiedz, że żartujesz! Że w tym momencie robisz sobie ze mnie jaja! Jesteś tu, aby zabawić się, z którąś ze swoich cukiereczków. – Mina jednak jej zrzedła, kiedy spojrzała na postać mężczyzny. – Nie! To nie może być prawda, nie zrobisz mi tego!

- Ale ja nic nie robię, szaraczku. Pilnuje tylko swoich interesów. – Szatański uśmiech sprawił, że wyglądał jeszcze przystojniej niż zwykle. W ciągu jednej sekundy Isabella poczuła, jak fala emocji opanowuje jej ciało. Stal przed nią najprzystojniejszy facet, jakiego kiedykolwiek widziała, w tym momencie nie miało znaczenia to, że powinna trzymać się od niego z daleka.

On również nie mógł oderwać od niej wzroku, stali naprzeciwko siebie i każde z nich bało się poruszyć, aby nie zniszczyć tej dziwnej, ale jakże ekscytującej chwili.

- Tu jesteś Edwardzie! – Atmosfera zniknęła natychmiast, pod wpływem głośnego, piskliwego głosu. Obok nich pojawiła się jedna z modelek, Tanya Denali. – Nigdzie nie mogłam cię znaleźć, zapomniałeś że jesteśmy umówieni na kolację?

Isabella poczuła, jak w jej gardle powstaje wielka gula, zazdrość przeszyła ją od głowy aż po czubki palców. Tanya była kobieta idealną, według Belli, dla Edwarda. Piękna, zgrabna, zmysłowa i szalenie seksowna.

- Oczywiście, że nie zapomniałem Taniu. – Edward nie odrywał wzroku od Belli, w końcu jednak musiał spojrzeć na coraz bardziej zirytowana modelkę. – Możemy już iść, do zobaczenia Isabello.

Tymi krótkimi słowami pożegnania opuścił patio, zostawiając Bellę samą.

1 Według amerykańskich naukowców brak uczucia zazdrości, jest objawem ciężkich zaburzeń o charakterze psychopatycznym. Zazdrość jest naturalnym zjawiskiem przyrody.

2 Stolica Republiki Trynidad i Tobago ( państwo istnieje od 1962 roku – dawniej Federacja Indii Zachodnich)