Rozdział X

Pierwszy dzień zdjęć poszedł pomyślnie. Bella była zadowolona z wyników pracy. Modelki słuchały jej poleceń i były wyjątkowo zgodne, oświetleniowcy znali się na rzeczy więc nie musiała tłumaczyć im jaki efekt chce uzyskać. Wszyscy robili co do nich należy, bez kłótni czy sporów, mówiąc krótko, wszystko poszło dokładnie jak sobie zaplanowała.

Od przedpołudniowej rozmowy nie widziała Edwarda, zniknął jak kamfora. Nie pojawił się ani na planie zdjęciowym ani na obiedzie.

Isabella miała swoją teorię na ten temat, uważała iż, zapewne udał się na wycieczkę z piękną Tanyą, albo z inną z jego przybocznych dzierlatek. Uczucie zazdrości jakie opanowywało ją na myśl o Edwardzie z inną kobietą, było nie do zniesienia. Próbowała całkowicie zablokować tego typu myśli ze swojego umysłu, ale okazało się to niemożliwe. Mimo że wszystko szło najlepiej jak mogło, dziewczyna przez resztę dnia chodziła przygnębiona. Wykrzesanie odrobiny entuzjazmu okazało się zadaniem ponad jej możliwości.

Kiedy nastał orzeźwiająco chłodny wieczór, wszyscy odetchnęli z ulgą. Nowy York nie należał do najcieplejszych miejsc, dlatego też większość z trudem przystosowywała się do panujących na wyspie temperatur. Ponieważ wszystko poszło zgodnie z planem, jeden z asystentów zaproponował uczczenie tego faktu w hotelowym barze. Jego pomysł został przyjęty bardzo entuzjastycznie, jedynie Bella nie wykazywała zapału na imprezowanie. Dziewczyna miała zamiar udać się do pokoju i po prostu pójść spać, jednak Rosalie nie miała zamiaru jej na to pozwolić.

- Nie wiem co jest przyczyną twoich problemów, ale moje doświadczenie każe mi przypuszczać, że to z powodu jakiegoś dupka!

- Nie, Rose. Zapewniam cię, że żadne facet nie ma z tym nic wspólnego.- zaprotestowała żywo Isabella. Za żywo.

- Daj spokój kochanieńka, nie ze mną te numery. Wyczuwam chandrę-po-facetową na kilometr. Nie przejmuj się moja droga, twoja Rosalie zna na to sposób .- Nic nie było w stanie zatrzymać Rose, skoro ona postanowiła, że Bella pojawi się na wieczornej imprezie, to tak się stanie.

- Nie mam żadnej chandry, jestem tylko zmęczona.- Isabella nie miała żadnych argumentów na swoja obronę, nie spodziewała się że tak bardzo widać jej przygnębienie spowodowane zachowaniem Edwarda.

- Cullen nie jest wart twoich smutków!- westchnęła ostentacyjnie blondynka, zdradzając przy tym, iż wie kto dokładnie zajmuje myśli jej tymczasowej współlokatorki.

- Co? Ja wcale nie….- Bella była przerażona, skoro Rosalie, którą zna od niespełna dwóch dni wie, kto dręczy jej myśli, to Alice i Edward wiedzą to na pewno. Dziewczyna jakby wiedząc w jakim kierunku podążają myśli Isabelli, dodała szybko.

- Nie martw się, na pewno nikt oprócz mnie się nie domyśla. Wiesz, mam dobrą intuicje do tych spraw. Emmett śmieje się czasem, że powinnam założyć biuro matrymonialne.- Wytłumaczenie koleżanki wcale nie przyniosło jej ulgi, Bella nadal martwiła się że wszyscy odkryją jej wstydliwą tajemnicę, że podkochuje się w Edwardzie Cullenie- który aktualnie jest jej szefem.

- Lepiej będzie jak zostanę w pokoju. Może los będzie łaskawy i umrę z zażenowania we śnie.- odezwała się w końcu, ale bardzo cichutko. Rosalie ledwo dosłyszała jej odpowiedź.

- Isabello Swan, ani mi się waż tak myśleć. Ubierzesz się w najlepszą kieckę jaką posiadasz, zejdziesz na dół i pokażesz temu gburowi kto jest najpiękniejszą kobieta na tej wyspie. Jeżeli on tego nie doceni, to znaczy że nie jest tego wart. Zapewniam cię, że na pewno znajdzie się ktoś chętny, aby zająć jego miejsce w twoim sercu.

- Jezu, Rosalie to zabrzmiało strasznie patetycznie.- Brązowowłosa nie wytrzymywała, po prostu roześmiała się serdecznie.

- Rzeczywiście.- Rose również wybuchła śmiechem- Ale musisz przyznać, że mam rację. A teraz szybciutko do łazienki, za pół godziny masz być gotowa. Musze jeszcze zrobić ci makijaż. Zobaczysz, wszyscy nie będę mogli oderwać od ciebie wzroku.

Nim minęła godzina, obie znalazły się w sali bankietowej. Reszta już dawno bawiła się w najlepsze, niektórzy byli już nawet lekko stawieni. Dziewczyna podejrzewała, że darmowe drinki mają z tym wiele wspólnego. Mimo, że nadal nie miała najlepszego humoru, postanowiła zabawić się, tak pierwszy raz w życiu. Trochę dziwnie się czuła w obciślej i krótkiej sukience, którą kupiła jej Alice, ale materiał był taki przyjemny dla ciała, taki chłodny, że nawet taka niedogodność jak mała ilość materiału, nie mogły jej powstrzymać od założenia jej.

Emmett, który mało nie spadł z krzesła widząc ją i Rosalie, stwierdził że ten wieczór będzie pełen niespodzianek. Nie dało się nie lubić tego mężczyzny o posturze niedźwiedzia, był taki miły i zabawny. Idealnie pasowali do siebie z Rose.

- Belli, Belli wyglądasz oszałamiająco. Gdyby nie mój kwiatuszek to na pewno był bym pierwszy w kolejce o twoje względy.

- Nie przesadzaj Emmett.

- Mój chłopak chociaż raz ma rację, wyglądasz nieziemsko. A teraz weź się w garść, wypij ze dwa drinki i zaszalej

- Może rzeczywiście powinnam bardziej się odprężyć.

- Zaszalej dziewczyno, a jeżeli któryś z chłopaków będzie natrętny daj mi znać. Braciszek Emmett da im popalić.

- Braciszek Emmett?- roześmiała się Bella.

- Zawsze chciałem mieć młodszą siostrzyczkę.- odparł szczerze mężczyzna, szczerzą przy tym swoje białe zęby w uśmiechu. – Jako dziecko złożyłem nawet zamówienie u rodziców, niestety urodził mi się brat, Jasper. Mama niestety nie przyjmowała reklamacji i nie omieszkała przy tym dodać, że kolejne zamówienia nie będą respektowane.

- Szczerze mówiąc, zawsze chciałam mieć starszego brata. Jak będzie grzeczny to zaadoptuje cię. – Dziewczyna nie mogła opanować radości, mimo iż znała ich od niedawna już czuła się z nimi bardzo zżyta. Nigdy też tak otwarcie, nie dostała propozycji przyjaźni.

- To raczej my cię zaadoptujemy.- wtrąciła się Rose. – A teraz pij, to jeden z najlepszych drinków jakie znam- Sex on the Beach. Idealny na dzisiejszy wieczór.

- Zaczynam podejrzewać, że chcecie mnie upić.

- Zaraz upić, masz się rozluźnić.

- Dobrze, spokojnie. Obiecuje że będę się dobrze bawić i że w końcu odpuszczę sobie.

- Tak trzymać, maleńka.- poparł ten pomysł Emmett.- A teraz do roboty, czas na imprezę

Edward ukrywał się cały dzień. Po złagodzeniu trawiącego jego ciało napięcia, bał się że jeżeli nic nie zrobi, będzie chodził podniecony cały dzień, albo co gorsza i noc. Znał jeden sposób na tą niedogodność- praca. Tak więc, cały dzień spędził przed komputerem zatwierdzając protokoły, przeprowadzając video konferencje i sprawdzając notowania jego firmy na giełdzie.

Kiedy zegar wybił jedenastą wieczorem, postanowił że czas coś zjeść i może wypić szklaneczkę whisky. Kiedy zszedł do hotelowego lobby przyciągnęła go egzotyczna muzyka wydobywająca się z Sali konferencyjnej. Wiedział, że pracownicy zorganizowali sobie małą potańcówkę, aby uczcić udany dzień pracy. Nie miał nic przeciwko temu, miał nawet ochotę się do nich przyłączyć. Był pewien, że nie zastanie tam Belli, dlatego też odprężył się i lekkim krokiem wszedł do pomieszczenia.

Cała ekipa bawiła się wyśmienicie, część piła drinki przy prowizorycznym barze, reszta tańczyła na parkiecie. Widać było że, wszyscy są w dobrych humorach.

Już miał podejść do stołu i nalać sobie drinka, gdy jego uwagę przyciągnął znajomy śmiech, odwrócił się i zamarł. Na środku parkietu tańczyła Bella, ubrana w obcisłą, błękitną sukienkę a obok niej poruszał się jakiś młodzieniaszek, zapewne gość hotelowy, który zawitał na tą imprezę. Ogarnęły go szpony zazdrości, młody mężczyzna o indiańskich rysach, raz za razem muskał dłonią odsłonięte ramiona dziewczyny. Dlaczego ona mu na to pozwala! Już miał wyjść, aby nie patrzeć na tą parę, gdy zwrócił uwagę na dziwne zachowanie Belli. Jej oczy były rozbiegane, poruszała się niepewnie i cały czas chichotała. Edward po chwili zrozumiał, że Isabella jest po prostu pijana. Nie miał zamiaru zostawić dziewczyny w takim stanie w szponach napalonego faceta, każdy wie jak to się może skończyć. Nie czekał już na nic, w kilku dużych krokach znalazł się na środku pomieszczenia.

- Ta pani pójdzie ze mną. Wystarczy jej wrażeń na dziś.- warknął głośno i wziął chwiejącą się Bellę w swoje ramiona.

- Edward milo cię widzieć. – Głos dziewczyny przypominał bełkot.- Poznaj Jacoba, dotrzymywał mi dzisiaj towarzystwa!

- Mam nadzieje, że już nigdy więcej cię nie spotka, upił cię!

- Wcale nie.- zaprotestowała szybko, próbowała się wydostać z jego ramion, ale nie dała rady. Nogi same się jej plątały.- Wypiłam tylko trzy drinki. Nie jestem pijana.

- Jesteś. Dla ciebie jeden drink to za dużo. Zabieram cię do pokoju.

Nie przejmował się jej protestami i krzykami, wziął ją na ręce i wyniósł z zatłoczonego pomieszczenia. Niosąc ja po pokoju, zastanawiał się czy to mu się nie śni, świętoszkowata Bella Swan upiła się kilkoma drinkami. Bella rzadko kiedy tykała alkohol, nic więc dziwnego, że tak mała ilość procentów zadziałała na nią, jak butelka przedniej wódka na normalnego dwudziestosześciolatka. Przez całą drogę do jej pokoju, Bella bez przerwy powtarzała że nie jest pijana no i chichotała bez przerwy. Edward nie wiedział czy się śmiać czy płakać, nie tak wyobrażał sobie ten wieczór.

- Gdzie masz klucz do pokoju?- zapytał rozweseloną towarzyszkę.

- Wiem, ale nie powiem.- odparła bezczelnie Isabella i ponownie zachichotała. Edward westchnął głęboko. Zapowiadała się trudna przeprawa.

- Gdzie masz klucz szaraczku?- zapytał ponownie.

- Nie nazywaj mnie tak, nie jestem jakimś popieprzonym królikiem.- próbowała powiedzieć to ostro, ale z jej ust wydobył się śmieszy bulgot.

- Och, widzę że przez alkohol rozwiązuje ci się języczek. Ale skoro nie chcesz mi powiedzieć, to pójdę po twoją współlokatorkę.

- Nie rob tego, Rosalie jest zajęta. Świętuje ze swoim chłopakiem, nie wiem co, ale świętuje. W jego pokoju…jego pokoju. Nie przeszkadzaj im, ja bym nie chciała abyś mi przeszkadzał kiedy będę uprawiać sex.- Bella znów chichotała.

- Co ja mam z tobą zrobić? No trudno, idziemy do mnie. Nie zostawię cię przecież pod drzwiami.- Sam nie wiedział czy mówi to do niej czy do siebie. Ponownie wziął ją na ręce i powędrował dwa piętra wyżej. Isabella była leciutka, niesienie jej nie sprawiało mu żadnych problemów. Dziewczyna dziwnie umilkła, spojrzał na nią. Jej głowa opierała się na jego ramieniu, oczy miała przymknięte, oddychała przez usta. Wyglądała słodko. Ponownie westchnął, przez skórę czuł, że jeszcze będzie żałował swojej decyzji.

Jego apartament był przestronny i bogato wyposażony. Był to najlepszy pokój dostępny w hotelu. Posiadał wszystkie udogodnienia, jakie oczekiwane są przez najbogatszych gości, w tym dodatkową sypialnie. Położył śpiącą dziewczyną na łóżku. Już miał wychodzić, gdy zatrzymał go jej głos.

- Fajny jesteś, wiesz.

- Śpij szaraczku. Porozmawiamy jutro.

- Nie chcę spać. Czemu mnie nie lubisz?- jej głos nadal był bełkotliwy, ale mimo tego słychać było w nim smutek i rozczarowanie.

- Bardzo cię lubię, a teraz zamknij oczy i śpij.

- Pomożesz mi zdjąć buty, bolą mnie stopy.

Edward posłusznie podszedł do łóżka, siadł na pościeli i próbował zsunąć z jej stopy srebrne sandały.

- Dlaczego mnie nie lubisz?- ponowiła pytanie.

- Jesteś uparta nawet jak jesteś pijana. Lubię cię. Zaśnij w końcu.

- Czy to dlatego że jestem brzydka?

Edward spojrzał w jej twarz, oczy były już wilgotne.

- Nie jesteś brzydka Bello!

- Jestem. Jak bym była ładna, to byś mnie lubił. Ale mam za małe cycki, za małą pupę i jestem za szeroka w talii.

Mężczyzna nie wiedział co ma zrobić, zostawić ją aby sama ochłonęła czy dalej prowadzić tą dziwną konwersację. Z jednej strony umysł podpowiadał mu aby uciekał, a z drugiej serce kazało mu zostać.

- Jesteś śliczna szaraczku, twoje piersi są idealne a figura doskonała.- Serce wygrało, nie był w stanie się powstrzymać, musiał siedzieć teraz obok niej i przysłuchiwać się jej pijackiemu bełkotowi. Miał nadzieje, że dziewczyna nie będzie tego pamiętać, głupio by się czuł, gdyby któregoś razu wypomniała mu o czym z nią rozmawiał tej noc.

- Naprawdę?- zapytała szeptem.- Zawsze mówiłeś że moje piersi wyglądają jak orzeszki albo że zdezerterowały. Kiedyś nawet myślałam, żeby pójść na operację. Wiesz aby mieć takie dużeee…..- Rękoma próbowała pokazać mu jaki rozmiar ma na myśli, ale jej ręce były jak z gumy. Nakreśliły taki okrąg, jakby usiłowały pokazać szerokość zapaśnika sumo.

- Tylko żartowałem, lubię jak kobiety mają naturalne wyposażenie. Rozmiar się nie liczy.- Nie wierzył, że mówi o swoich preferencjach co do rozmiaru biustu, chyba oszalał.

- To dlaczego mi dokuczasz? Chciałabym być piękna jak Tanya.- Tym razem to Bella westchnęła.

- Jesteś sto razy piękniejsza. Nie porównuj się z Tanyą Denali, bo w każdym pojedynku ty i tak wygrywasz.

- Fajnie!- tym razem mówiła jak nastolatka.- Czy to znaczy, że mnie teraz pocałujesz?

- Nie!- zaprzeczył kategorycznie.- Żadnych pocałunków.

- Czemu? Tak bardzo chcę cie pocałować. Mówiłeś że jestem piękna, dlaczego nie chcesz?

- Boże Bella, jutro rano mnie znienawidzisz.

- Nieprawda, nigdy cie nie znienawidzę. Przecież wiesz że cię kocham.

Edward zamarł. Dziewczyna mówiła serio, tego był pewien. Nie zdziwiło go to, od dawna wiedział że mała Isabella Swan się w nim podkochuje. Cholera, wiedział to odkąd skończyła szesnaście lat. Jednak nigdy nie powiedziała tego wprost, ba nigdy nie powiedziała tego nawet półsłówkami. Tak naprawdę to ich rozmowy polegały bardziej na dokuczaniu sobie nawzajem i rzucaniu ironicznych haseł.

- Pocałujesz mnie?

Wiedział, że to szaleństwo, do tego najgorsze z możliwych. Ale jak tu się oprzeć jej kuszącym wargą, jej pięknemu ciału, uroczym uśmiechom i temu błyskowi w oczach. Przytulił ja do siebie i zbliżył swoje wargi do jej ust. Bella miała otwarte oczy i patrzyła na niego z takim uwielbieniem, że już był pewien że jest zgubiony.

Jej wargi były jeszcze bardziej miękkie niż się spodziewał. Całowała go namiętnie i czule zarazem. Jej ramiona z zaskakującą siłą objęły go i przyciągnęły jeszcze bliżej. Smakowała owocami mango i rumem. Była słodka i ognista, trafił do nieba.

Przeniósł pocałunki najpierw na jej szczękę, później na szyję i dekolt. Wydobywała z siebie niezwykłe dźwięki, każdy jej jęk, doprowadzał go do ekstazy. Zsunął ramiączka jej sukienki i odkrył cudowne, małe, jędrne piersi. Nie miała na sobie stanika, co tylko spotęgowało jego pożądanie, znów poczuł nieznośny ucisk w kroczu. Ból zmagał się z każdą chwilą, ale ignorował go. Chciał posmakować jak najwięcej.

Kiedy zaczął pieścić ustami jej piersi, jęki Belli przeszły w głośne stęknięcia i krzyki. Nie była w stanie tego opanować, nie wiedziała czy szumi jej w głowie z powodu alkoholu czy też języka miedzianowłosego, które bez skrupułów gryzły, ssały, lizały jej nabrzmiałe sutki. Gładziła dłońmi jego jedwabiste włosy, zawsze marzyła aby móc ich dotknąć, pogłaskać. Teraz spełniły się jej najpiękniejsze sny. Edward Cullen był z nią w sypialni, pieścił ją, sprawiał rozkosz.

Nagle z ust mężczyzny wydobył się pierwotny jęk i gwałtownie odsunął się od niej.

- Co ja kurwa robię? Ja pierdole, co ja robię?

Zaskoczona Bella nie wiedziała co się dzieje. Dlaczego przerwał? Co się stało?

- Połóż się i idź spać.- powiedział oschle.- Miejmy nadzieje że wypiłaś wystarczająco dużo i nie będziesz tego pamiętać.

Ręce mu drżały, z trudem panował nad własnym ciałem. Wyjął z szafy cienki koc i okrył nim Bellę od stóp to głów. Isabella posłusznie zamknęła oczy. Jednak wiedziała, że życzenie Edwarda się nie spełni. Bo właśnie w tym momencie jej umysł zaczął pracować na normalnych obrotach. Była świadoma wszystkiego co tu zaszło. I gdy tylko Cullen zamknął za sobą drzwi z jej oczu popłynęły łzy.

Płakała bezgłośnie całą noc – nie wiedziała tylko czy ze złości i upokorzenia, czy z tęsknoty za Edwardem.