│ Rozdział 13 - Utopia
│ Autor: aleksandra006
│ Beta: mała_nessi
- Świetnie Kate! Jeszcze raz! Ręce do tyłu! – Bella była dzisiaj w całkiem niezłym humorze. Rozmowa z Rosalie bardzo jej pomogła. Od dawna nie czuła się tak wolna od tej całej zagmatwanej sprawy z Cullenem w roli głównej. Postanowiła sobie jedno, weźmie to, co Edward jej zaoferuje. Choć raz nie będzie się przejmować konsekwencjami, zapomni o zdrowym rozsądku i będzie się cieszyć życiem. Isabella zdawała sobie sprawę, że sielanka nie potrwa długo, za dobrze znała Edwarda, żeby nastawiać się na dłuższy związek. Jeżeli w ogóle w ich przypadku można było mówić o związku.
Dzisiaj odbywał się ostatni dzień zdjęć, zgodnie z kontraktem, następnego dnia wracała do Stanów. Od dwóch dni praktycznie nie rozstawała się z Cullenem, jednak od ostatniego pocałunku przed jej pokojem nie doszło między nimi do żadnego zbliżenia. Spędzali wspólne czas, jedli razem kolacje, chodzili na basen i na wycieczki do miasta, ale oprócz trzymania się za rękę i drobnych całusów w policzek, do niczego nie doszło.
- Dziękuje ci bardzo, Kate! Tanya, teraz twoja kolej.
Praca szła jej bardzo dobrze, pomysły same wpadały jej do głowy, modelki były świetne. Czego więcej fotograf może oczekiwać?
Na przygotowany plan weszła Tanya. Jak zwykle była olśniewająca, ubrana w zwiewną srebrną sukienkę i w niebotycznie wysokie szpilki, wyglądała jak grecka bogini. Bella z trudem opanowywała uczucie zazdrości, zdawała sobie sprawę, że masochizmem jest porównywać się do tej błękitnookiej modelki. Różniły się jak ogień i woda, nie było więc można zastosować najprostszej skali porównawczej. Panna Swan była jednak tylko kobietą, a myśl, że mężczyzna, który budzi w niej tak szaloną gamę uczuć spotykał, bądź jeszcze spotyka się z tą pięknością, nie poprawiała jej humoru.
Blondynka była bardzo pewna siebie, ustawiła się do pierwszego zdjęcia i przybrała neutralną minę, jednak jej oczy ciskały błyskawice. Mimo całego swojego profesjonalizmu nie potrafiła ukryć złości i niechęci do osoby, która w tym momencie robiła jej zdjęcia. Isabella bardzo szybko wyczuła nastrój Tanyi, a ponieważ na zdjęciach bardzo łatwo uchwycić nastroje ludzi, kobieta próbowała szybko zakończyć zaplanowany harmonogram. Po bardzo długiej godzinie zdjęć, praca dobiegła końca. Isabella odetchnęła z ulgą, nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo wyczerpująca jest praca z osobą, która bardzo wyraźnie daje odczuć swoją niechęć.
Z głośnym westchnieniem zdjęła aparat ze statywu i schowała go do futerału. Nie zauważyła, że Denali idzie w jej kierunku. Gdy blondynka stała za nią, Bella zorientowała się z jej obecności.
- Coś się stało, Taniu?
- Nie jestem idiotką! Mierzysz bardzo wysoko i zapewniam cię, że bardzo szybko spadniesz.
- Nie za bardzo rozumiem o co ci chodzi.
- Myślisz, że oczarujesz Edwarda? Ty? Spójrz na siebie, co możesz mu ofiarować? Jesteś zerem…
- Chyba za bardzo się zagalopowałaś. To co się dzieje między mną a…
- Już ja dopilnuję, żeby między wami nic się nie działo. – przerwała jej Tanya. – A nawet jeżeli, Cullen jest milionerem, człowiekiem światowym. Bardzo szybko się tobą znudzi.
- Już czas zakończyć tą bezsensowną rozmowę. – Bella nie miała ochoty wdawać się z modelką w żadne dyskusje. Z jednej strony nie obchodził ją to co myśli ta kobieta, z drugiej zaś bolały ją jej słowa.
- Nie mam pojęcia co tam się tworzy w twojej małej główce, ale lepiej dla ciebie będzie, jak odpuścisz. Co mu się może podobać w tobie? Zupełnie nic. Bawi się tobą. Prędzej czy później wróci do mnie. – syknęła Tanya i szybkim krokiem skierowała się do hotelu. Była wyraźnie wzburzona..
- Co ta żmija chciała od ciebie? – Nie minęła nawet minuta od odejścia Denali, kiedy obok Belli znalazła się Rosalie.
- Chyba za bardzo się jej nie podoba, że Edward spędza ze mną ostatnio sporo czasu. – westchnęła tylko Isabella i ponownie zajęła się pakowaniem sprzętu fotograficznego.
- Jest zazdrosna. Cullen nie zwraca na nią w ogóle uwagi. Widocznie nie potrafi zrozumieć, że nie jest już nią zainteresowany.
- Ale to wcale nie oznacza że jest zainteresowany mną!
- Proszę, nie zaczynajmy wszystkiego od początku. Wydawało mi się, że już uzgodniliśmy że Edward Cullen jest TOBĄ zauroczony. Nie przejmuj się tą malowaną lalą, chciała cię tylko zdenerwować. – Rose nie rozumiała, dlaczego jej koleżanka tak bardzo próbuje odepchnąć od siebie myśl, iż mężczyzna może ją bardziej lubić.
- Ale..
- Nie ma żadnego „ale". A teraz chodź, rozerwiemy się. Zostały tylko popołudniowe zdjęcia, a jutro opuszczamy ten raj na ziemi.
- Proponujesz coś konkretnego?– westchnęła tylko Bella, widząc podekscytowanie Rose.
- Czy ja wiem, może poszlibyśmy do centrum, a później wpadniemy do baru. Chyba, że umówiłaś się już z Edwardem? Pardon, panem Cullenem.
- Nie.
- W takim razie porywam cię dzisiejszego wieczora.
- Skoro tak bardzo nalegasz. – Tym razem z ust Belli wydostał się perlisty śmiech.
Edward Cullen czuł się tak, jakby popadł w jakiś dziwny trans. Nie był w stanie myśleć o niczym innym, niż o swoim szaraczku. Przez ostatnie dwa dni zabierał ją we wszystkie interesujące miejsca, jakie tylko znał. Spędzili wiele wieczorów spacerując po Port-of-Spain i rozmawiając praktycznie o wszystkim, zaczynając od pomysłów jego szalonej siostry, kończąc na pracy. Podziwiał jej upór i zaangażowanie, każdego ranka podglądał ją podczas sesji, zachowywała się profesjonalnie, ale zarazem na luzie. Nie grała jakiejś osobistości, wszystkich traktowała po równo i przede wszystkim, oczekiwała od każdego pełnego zaangażowania. Oczywiście Isabella nie wiedziała o jego wizytach na planie, bo gdy tylko ta drobna kobietka go zauważała stawała się nieuważna i rozkojarzona. Nie była w stanie ukryć swoich drobnych potknięć. Uwielbiał jej reakcję, czuł się wtedy bardzo męski i do tego doceniany. Kobiety zawsze zwracały na niego uwagę, ale żadna nie stawała się chodzącym nieszczęściem – tak jak Bella.
To był ostatni dzień zdjęć, musiał się więc na poważnie zająć swoja pracą, którą perfidnie zaniedbał. Jego skrzynka mailowa była zapełniona setkami wiadomości, a peiger po ponownym włączeniu, praktycznie nie przestawał dzwonić. Aby się nie rozpraszać zamknął się w swojej sypialni i postanowił nie wychodzić z niej do kolacji. Na wieczór planował porwać gdzieś Bellę, w końcu to był ich ostatni dzień na wyspie.
Około godziny trzynastej rozległ się dzwonek jego prywatnego telefonu komórkowego. Zignorował go, ale nadawca sygnału był cierpliwy. Po dziesięciu minutach odebrał połączenie.
- Czego?
- Czemu nie odbierasz komórki?- dobiegł go krzyk Alice.
- Bo jestem w pracy i nie mam czasu? – zapytał ironicznie siostrę.
- Przestań chrzanić, jesteś na Trynidadzie. Mnie nie wmówisz, że pojechałeś tam do pracy. Po prostu chciałeś skorzystać z nadarzającej się okazji i odwiedzić jedno z karaibskich państewek.
- Al wierz mi lub nie, ale mam kupę roboty.
- Dobra, z resztą nie dzwonię po to, aby się dowiedzieć czy pracujesz, czy nie. Co tam u Belli?
- A czemu sama do niej nie zadzwonisz? Nie łatwiej by było dowiedzieć się wszystkiego od Isabelli?
- Bell zawsze wyłącza komórkę jak pracuje, więc nie mogę się do niej dodzwonić. A skoro jesteś na miejscu, na pewno wiesz co u niej słychać.
- Jak sama wspomniałaś, szaraczek jest w pracy. Co może tutaj innego robić niż pracować? – To było duże kłamstwo, Edward nie miał zamiaru zdradzać siostrze, że jego stosunki z jej przyjaciółką bardzo się poprawiły. Jeszcze nie teraz.
- Jestem twoją siostrą Eddie, nigdy nie byłeś w stanie mnie oszukać. Wiem, że coś się tam dzieje, czuję to przez skórę.
Edward zaklął w duchu. Rzeczywiście, Alice zawsze wiedziała, kiedy kłamał, nienawidził tej jej cechy, bo miał wrażenie, jakby siostra czytała w jego myślach. Postanowił grać na zwłokę.
- Nic szczególnego nie miało miejsca. Bella fotografuje, ja kręcę się to tu, to tam.
- Edward! Mów!
- O co ci chodzi?
- Mów!
- Nie!
- Tak!
- No dobra. – Poddał się. – Byliśmy razem na spacerze. Zadowolona?
- W końcu się przyznałeś. Oglądaliście razem pochód karnawałowy?
- Tak.
- Jakie to romantyczne.
- Co jest romantycznego w oglądaniu ludzi tańczących na ulicy?
- Edwardzie Cullen, zaproszenie kobiety na takie święto jest romantyczne. Całowaliście się?
- Co cię to obchodzi?
- Czyli tak! – W słuchawce rozległ się głośny pisk. – Wiedziałam, jesteście sobie przeznaczeni.
- Alice proszę cię, przestań. To wcale nie jest tak. Lubię Bellę, ale….
- Nie denerwuj mnie. Masz tego nie schrzanić. Mam dość tych twoich cukierkowatych fanek, Bella jest dla ciebie wprost idealna.
- Akurat ty nie powinnaś mi dawać rad na temat doboru partnerów życiowych. Sama nie możesz poszczycić się dobrymi wyborami.
- Wiem, że nie jestem w tej sprawie ekspertem, jednak znam Bellę. Jest świetną kobietą, idealną dla ,ciebie. Ale jeżeli ją skrzywdzisz, to obiecuję że osobiście cię wykastruję. Bez znieczulenia.
- Grozisz mi, siostrzyczko? – zaśmiał się w słuchawkę Edward.
- Ja nie żartuję. Bell już przeżyła jednego sukinsyna, nie chcę, aby spotkało ją ponowne wielkie rozczarowanie. – Głoś Alice miał poważny ton.
- Co masz na myśli, mówić o ,,sukinsynie"?
- Nie powinnam ci tego mówić, bo Bella byłaby wściekła. Ale ze względu na sytuację zdradzę ci kilka szczegółów. Jak wiesz, Izzy bardzo rzadko umawiała się z facetami. Na piątym roku studiów spotkała niejakiego Mika Newtona. Dość szybko zaczęli się spotykać, a gdy już oficjalnie stali się parą, okazało się, że ten facet to kompletny dupek. Pozbawił Bellę tej reszki pewności siebie, którą jeszcze miała. Do dzisiaj pozostały jej rany w sercu, które się nie zagoiły. Dlatego ostrzegam się, nie baw się z nią tak, jak z tymi twoimi dziwkami.
- Spokojnie, nie denerwuj się. Na razie nie ma jeszcze o czym mówić, dopiero co zaczęliśmy się wzajemnie tolerować.
- Wiem co mówię. Skoro wyjaśniliśmy sobie najważniejsze, to ja kończę rozmowę. Dzisiaj w Mango jest wyprzedaż, musze się jeszcze przegotować.
- Do zobaczenia, Alice.
- Pa, Edward. I nie zapomnij tego, co ci powiedziałam.
- Dobrze, kocham cię Al. Nie szalej za bardzo.
- Ja też cię kocham!
Połączenie zostało przerwane. Cullen wziął głęboki oddech, wszystko działo się za szybko. Nie planował tego. Sam przed sobą nie chciał się przyznać, że zależy mu na szaraczku. Jednak opowieść Alice dala mu dużo do myślenia, nie zdawał sobie sprawy, że ten Newton tak bardzo wpłynął na Isabellę. Na sama myśl, że wyrządził jej krzywdę, choćby mentalną, zbierała się w nim złość. No i te sny, dziwaczne i erotyczne zarazem. Edward nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad założeniem rodziny, jednak ostatnia senna mara przedstawiająca jego dzieci dała mu dużo do myślenia. Poczuł dziwną chęć posiadania rozbrykanych maluchów.
- Weź się w garść, Cullen. Masz mnóstwo roboty! – powiedział sam do siebie i głośnym westchnieniem powrócił do czytania zarzuconych wcześniej dokumentów.
Rosalie nie mogła doczekać się tego wieczoru. Miał to być finał całego przedsięwzięcia, wszyscy członkowie ekipy dostali zaproszenia na uroczystą, wystawną kolację w hotelowej restauracji. Było to coś w rodzaju wystawnego przyjęcia, więc Rose miała zamiar perfekcyjnie się do niego przygotować. Prawie godzinę zajęło jej nałożenie makijażu, a kolejną godzinę ułożenie włosów.
- Bella, jesteś już gotowa? – krzyknęła blondynka do znajdującej się w łazience sublokatorki.
- Mam jeszcze czas. Kolacja jest za dwie godziny.
- Żartujesz? To bardzo mało, nie zdążę cię pomalować…
- Rosalie, zapewniam cię, że sama mogę nałożyć sobie błyszczyk i nie zajmie mi to godziny.
- Musisz dzisiaj wyglądać jak bogini, nie pozwolę ci zejść na dół bez podkładu i cieni do powiek. Mówię poważnie.
- A oświecisz mnie, po co to wszystko?
- Dziś Edward Cullen ma ci kompletnie ulec, paść na kolana. To twoje zadanie na wieczór.
Bella gwałtownie otworzyła drzwi łazienki i dziwnym wzrokiem popatrzyła na koleżanką.
- Co? – zapytała lekko drżącym głosem i zaśmiała się nerwowo.
- Pora, abyś wzięła sprawy w swoje ręce. Jesteś piękną i nowoczesna kobietą, w dzisiejszych czasach nikogo nie dziwi, że płeć piękna przejmuje inicjatywę w związkach. Zrobisz się na bóstwo i postarasz się, aby twój wybranek oszalał na twoim punkcie. – Rosalie miała zamiar mocno popchnąć Bellę we właściwym kierunku. Drażniła ją jej bierność, rozumiała, że dziewczyna jest nieśmiała i lekko zahukana, ale nie można przecież tego tak po prostu zostawić. Ktoś musiał ją zmusić do podjęcia tych niełatwych, pierwszych kroków.
- Myślę, że masz trochę spaczoną wizje moich kontaktów z Edwardem….
- Stop. – przerwał jej Rose. – To ty masz przed sobą spaczony obraz rzeczywistości. Czas, abyś podjęła ryzyko. Nie odpuszczę ci, siadaj tutaj. – wskazała jej krzesło stojące obok toaletki. – Zajmę się tobą.
- Proszę, to zbędne. – jęknęła Bella.
- Gówno prawda, siadaj i nie gadaj. Ocenisz dopiero końcowy efekt.
Jeżeli chodzi o sprawy urody, panna Hale była ekspertem. W końcu zawodowo zajmowała się wizażem i mogła się pochwalić kilkoma sesjami do Vouga i Glamoure. Jak powiedziała, tak zrobiła, od ponad godziny Isabella była poddawana wszelkim możliwym zabiegom kosmetycznym.
- Skończyłam! – zawołała w końcu Rosalie.- Wyglądasz idealnie.
- Dziękuję, Rose. – uśmiechnęła się Bella, mogąc w końcu spojrzeć w lustro. – Bardzo mi się podoba, prawie nie poznaje samej siebie. Ale obiecaj mi, że w najbliższym czasie nie będziesz mnie katować całym tym makijażem.
- Nie mogę ci tego zapewnić. – Z ust blondynki wyrwał się cichy śmiech.
Za ich plecami rozległo się dość donośne pukanie do drzwi.
- To pewnie Emmett. Miał po nas zajść, dobrze, że się wyrobiliśmy w czasie. – Rose pewnym i szybkim krokiem podeszła do drzwi i otworzyła je. Jednak zamiast jej narzeczonego za drzwiami stał inny mężczyzna.
- Witam, panno Hale. Pięknie dzisiaj pani wygląda. – Przywitał się Edward.
- Dobry wieczór, panie Cullen. Dziękuję bardzo.
- Czy zastałem może Isabellę?- zapytał.
- Oczywiście. Ja właśnie wychodzę, narzeczony na mnie czeka. Do zobaczenia na sali, Bello. – Nie dała nawet brązowowłosej dojść do słowa, szybko zabrała torebkę z łóżka i wymknęła się z pokoju.
Edward wszedł do środka i lekko niepewnym wzrokiem wpatrywał się w dziewczynę. W skromnej czarnej sukience wyglądała prześlicznie. Miała starannie zrobiony makijaż i fryzurę, wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle.
- Cześć Bello. Niesamowicie wyglądasz.
- Hej. – Oczywiście cała twarz Swan oblała się soczyście czerwonym rumieńcem. Spowodowane to było nurtującym i wiercącym spojrzeniem Edwarda.
- Zejdziesz ze mną na dół? Zjemy razem kolację, a potem może przejdziemy się po hotelowym ogrodzie.
- Pewnie. Jeszcze nie miałam okazji go zobaczyć. – głos jaki wypłynął z jej ust miał niską barwę.
- W takim razie chodźmy. – Edward dzisiejszego wieczoru był bardzo pewny siebie. Przypominał bardziej tego Cullena, który znali wszyscy jego przyjaciele, opanowanego, lekko zawadiackiego i przede wszystkim dostającego to, co chce. Pomimo dręczących go od kilku dni wątpliwości, zadecydował się kontynuować to coś, co narodziło się pomiędzy nim i Bellą. W prawdzie cały czas się wahał, nic nie stało się dla niego oczywiste i przejrzyste, jednak uczucia jakie obudziły się z nim w momencie wyjazdu do Forks, stawały się coraz mocniejsze i dominujące. Nie miał już ani siły, ani ochoty walczyć z nimi. Kiedy w końcu uporał się z zaległościami w pracy, postanowił spędzić ten wieczór z Bellą. Jeżeli wszystko nadal będzie tak intensywne i paraliżujące, miał zamiar kontynuować ten związek, oczywiście jeżeli Isabella Swan będzie zainteresowana.
Już dawno zauważył, że panna Swan mu się podoba, ale kiedy zobaczył ją w tej sukience i w starannym makijażu, po prostu go zatkało. W jego umyśle zapisał się jej obraz, jako nimfy z obrazów Rafaelitów 1.Jego wyobraźnia zdjęła z niej sukienkę tak, aby oczy mogły zobaczyć jasną, gładką, alabastrową skórę i drobne piegi usiane po całym ciele. Bo te jasne plamki na jej twarzy świadczyły, że całe jej ciało usiane jest tym cudownym gwiezdnym pyłem.
- Coś się stało, jestem gdzieś brudna? – zapytała lekko zdezorientowana Bella. Nigdy wcześniej Edward nie wpatrywał się w nią z takim blaskiem w oczach i tajemniczym wyrazem twarzy.
- Nie, oczywiście, że nie! – Cullen otrząsnął się z lekkiego odrętwienia, w jakie wpadł wyobrażając sobie nagie ciało tej kobiety.
Podał jej ramię i wolnym krokiem wyszli na hotelowy korytarz. Napawał się dotykiem jej ciała, mimo iż praktycznie niewielka powierzchnia jego skóry miały styczność z jej ciałem. Nie chciał analizować tego, co się z nim działo, za bardzo podobała mu się zaistniała sytuacja. Mógł wręcz powiedzieć, że czuł się przeszczęśliwy. Momentalnie przypomniał mu się sen o dużym domu, dwójce rudowłosych dzieci i Belli leżącej na satynowej pościeli. Wszystko wydało mu się w tym momencie proste i jasne. Zakochał się w Isabelli Swan i ku jego zaskoczeniu, nie chciał tego zmienić.
Wieczór minął zaskakująco szybko. Kolacja była wyśmienita, do posiłku grał niesamowity kwartet smyczkowy. Wszyscy bawili się wyśmienicie, przy ich stoliku siedzieli Rosalie i Emmett. Edward zaskakująco dobrze dogadał się z dźwiękowcem o posturze niedźwiedzia. Nie zachowywał się jak szef, a raczej zwykły znajomy. Śmiał się z dowcipów i anegdot opowiadanych przez Rose, a co bardziej zaskakujące, sam je opowiadał. Isabella nie pamiętała go aż tak odprężonego, nie widziała go w takim dobrym humorze. Cieszyła się, że jej znajomi przypadli mu do gustu.
Gdy zegar wybił dwudziestą trzecią, postanowili odbyć zaplanowany spacer po ogrodzie. Pogoda była idealna, księżyc lekko oświetlał znajdujące się na przedzie rosarium, kwiaty nabrały intensywniejszego zapachu, upajały swoją słodyczą. Byli zupełnie sami, idąc wolno po żwirowych alejkach rozmawiali o mijającym tygodniu. Oboje czuli się odprężeni, nie myśleli o niczym przykrym czy frustrującym, nie podejmowali lepkich i trudnych tematów. Po prostu cieszyli się otaczającym ich pięknem.
- Jakie masz teraz plany? Wiesz o co mi chodzi..- zapytał Edward.
- Wrócę do swojego studia i będę pracować, a co twoim zdaniem miałabym zrobić? – zaśmiała się Bella.
- Czy ja wiem, skoro trafił ci się większy zastrzyk gotówki, myślałem że ruszysz z czymś nowym.
- Nie, nie mam niczego takiego w planach. Postaram się zrealizować zaplanowane wcześniej projekty i może zainwestuje w reklamę. Współpraca z twoim wydawnictwem daje mi teraz naprawdę dobry punkt w CV.
- Cieszę się, że mogłem ci pomóc. Z resztą wywiązałaś się ze swojego zadania perfekcyjnie, kto wie, może przy następnej sesji również cię zatrudnię.
- Praca tutaj była przyjemnością, jednak nie musisz mnie zatrudniać. Dam sobie radę sama, domyśliłam się, że Alice wygadała co do moich problemów i zaproponowałeś mi pracę, bo miałeś wyrzuty sumienia.
- Było aż tak widać? – zapytał lekko skonfundowany Cullen.
- Nie. Ale nie jestem głupia, pracuję w zawodzie prawie pięć lat, gdybyś chciał mnie wcześniej wynająć, dawno byś to zrobił.
- Wiedziałem, że jesteś świetnym fotografem, gdybyś była beznadziejna, nic by mnie nie skłoniło do współpracy z tobą.
- Wiem. Dlatego też przyjęłam twoją ofertę.
Teraz, gdy byli sami Edward mógł w sposób bardziej bezpośredni okazać jej swoje zainteresowanie. Złapał ją za rękę i uwięził jej dłoń w swojej, gładził przy tym kciukiem jej delikatną skórę, zahaczając raz na jakiś czas o kłykcie. Po kilku minutach spaceru jego pragnienia wzięły górę nad rozsądkiem, przy niewielkiej drewnianej altance, stylizowanej na styl angielski, wziął ją w swoje ramiona i po prostu przytulił do siebie. W pierwszy momencie Bella była nieco zdezorientowana, ale po kilku sekundach odwzajemniła uścisk. Żadne z nich nie wiedziało, jak długo stali tak i tulili się do siebie. Napawali się swoim dotykiem i zapachem. Znów Edward przejął inicjatywę, delikatnie dotknął ustami jej warg i zainicjował czuły i romantyczny pocałunek. W końcu zrobił to tak, jak od dawna marzył, nie śpiesząc się, nie przejmując się nikim. Delikatnie pieścił jej język, lekko obijał swoje zęby o jej, nie przestając tulić jej mocno do siebie. Mimo buszującej w jego ciele namiętności, niczego nie pośpieszał. Pozwalał rozwijać się sytuacji.
Całowali się długo, księżyc znajdował się coraz wyżej na czarnym nieboskłonie, a gwizdy migały radośnie, jakby ciesząc się z ich szczęścia.
- Moja cudowna Bella. Mój piękny szaraczek.- szeptał jej do ucha. – Tak długo cię szukałem, byłaś tak blisko, a ja dopiero cię znalazłem.
Isabella upajała się jego słowami, prawie całe życie czekała na takie wyznanie z jego strony.
Ich pieszczoty stały się coraz bardziej pożądliwe i porywcze, ich dłonie pracowały zaciekle, dotykając pleców, brzucha, piersi partnera.
- Mój szaraczek…- spojrzał na nią z miłością w oczach.
Oboje czuli się przeszczęśliwi, na przemian śmiali się i ponownie całowali. W pewnym momencie Bella zapragnęła dotknąć jego twarzy. Jej dłonie powędrowały najpierw do jego brody i policzków pokrytych lekką szczeciną, a następnie doszły do prostego nosa i wysokiego czoła.
- Edward, ty jesteś cały rozpalony. Chyba masz gorączkę!- krzyknęła.
- Pożądam cię, sprawiasz, że płonie we mnie ogień. – uśmiechnął się i powrócił do obsypywania jej dłoni pocałunkami.
- Nie żartuję, jak się czujesz?
- Doskonale, przy tobie zawsze czuję się dobrze. No może troszeczkę boli mnie głowa. – dodał widząc jej poważną minę.
- Od jak dawna? Tylko nie kręć.
- Popołudniu czułem się trochę miernie..- przyznał.
- Wracamy do hotelu. Przygotuje ci ciepłą kąpiel, a późnej położę do łóżka.
- A czy będziesz spała razem ze mną?
Edward!
- Obiecuję być grzeczny, jeżeli nie jesteś jeszcze gotowa na bliższe kontakty. Ale od razu poczuję się lepiej, gdy będę mógł zasnąć w twoich ramionach.
- Jesteś niepoprawny. Chodź, dopiero teraz widzę, że rzeczywiście jest coś z tobą nie tak.
- Dobrze, kochanie. – Cullen uśmiechnął się wesoło. Jego oczy nadal świeciły, ale wzrok wydawał się coraz bardziej zamglony. Z każdą minutą czuł się coraz gorzej. Normalnie wyparł by się jakichkolwiek objawów, ale przy Belli czuł się swobodnie i przede wszystkim ufał jej.
Kiedy doszli do jego pokoju, Edward wyglądał już bardzo źle. Jego całe ciało zlane było potem, a ból głowy prawie rozsądzał mu czaszkę.
- Czuję się paskudnie.- jęknął Edward kładąc się na łóżku. – Nie chcę, abyś mnie widziała w takim stanie.
- Nie bądź śmieszny. Jestem tutaj, aby ci pomóc, nie dasz rady wejść do wanny, więc obejdzie się bez mycia. – mruknęła.
- Ja nigdy nie choruję! Jestem zarazkoodporny!
- Kiedyś musi być ten pierwszy raz, a przy okazji, nie wszystkie choroby wywołują zarazki. – roześmiała się, widząc jego minę. Pomogła mu rozebrać się, a następnie przykryła go kocem.
- Nie zostawiaj mnie. – szepnął.
- Nigdzie się nie wybieram. –zapewniła go, siadając koło niego na łóżku.
- To miał być romantyczny wieczór, a co wyszła kompletna klapa.
- Nie mów tak, wszystko było idealnie. A teraz śpij.- gładziła go delikatnie po włosach, szepcząc cicho jakieś uspokajające słowa. Po kilku minutach Edward zasnął.
1 Koniecznie musicie zobaczyć ten obraz. Jest to obraz Johna Williama Waterhousea ,, A Mermid"
.eu/UserFiles/Image/Waterhouse_Key_043_fragm_
