Rozdział XIV
Ta noc była trudna zarówno dla Edwarda jak i Belli. Około pierwszej w nocy temperatura ciała Cullena wzrosła prawie do czterdziestu stopni. Mężczyzna był prawie nieprzytomny, co jakiś czas przebudzał się, ale nie był do końca świadomy co się z nim dzieje. Po dziesięciu minutach od pojawienia się tak wysokiej temperatury, wystąpiły wymioty. Mężczyzna pocił się niemiłosiernie a mimo to jego ciało było tak gorące, że dosłownie cała wilgoć znajdująca się na jego ciele parowała.
Isabella była przerażona, nigdy wcześniej nie miała odczyniania z tak gwałtowną i zarazem wyczerpującą chorobą. Gdy tylko Edward dostał drgawek, wezwała do jego pokoju lekarza który dyżurował w hotelu. Diagnoza była dość szybka, ciemnoskóry doktor prawie natychmiast po obejrzeniu pacjenta stwierdził że to malaria1, niezwykle popularna choroba zakaźna w tej części świata.
Przeraziło to ją, niezbyt wiele wiedziała na temat medycyny tropikalnej, ale słowo malaria kojarzyło się jej z tysiącami umierających dzieci w Afryce. W pierwszym momencie myślała nawet że Edward umiera. Widocznie odczucia i emocje były bardzo widoczne na jej twarzy, gdyż lekarz prawie natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniami:
- Proszę się nie martwić, po zaaplikowaniu chlorochiny2 powinien poczuć się lepiej. Nie jest to ciężka odmiana tej choroby, w krajach karaibskich nie występuje malaria spowodowana zakażeniem Plasmodium vivax3. Wiem że dla was amerykanów wydaje się że to koniec świata, ale w dzisiejszych czasach jest to nie tylko choroba uleczalna ale i nieszkodliwa, jeżeli wykryje się ją na czas – tłumaczył.- Pacjent nie może przez tydzień opuszczać łóżka, nie ma nawet mowy o powrocie do kraju. Zostawię pani receptę na Malarone4, powinien przyjmować go dwa razy dziennie, co 12 godzin. Mąż przez jakiś czas będzie niedysponowany, ale nim się pani obejrzy będzie już zdrowy. Domniemywam że zostaną państwo w hotelu, dlatego proszę zgłosić się za tydzień na kontrolę. W razie problemów proszę dzwonić.
Tymi słowami pożegnał się z Bellą i wyszedł z pokoju. Po zaaplikowaniu zastrzyku Edward wyraźnie się uspokoił, temperatura powoli spadała, jego oddech wyrównał się. Wiedząc że nie ma nawet szans, aby dzisiejszej nocy zaznała spokojnego snu, udała się do łazienki gdzie przygotowała miskę z chłodną wodą, mydło i ręcznik. Postanowiła umyć spocone ciało Cullena. Zadanie nie zapowiadało się na proste, po pierwsze leżał praktycznie bezwładny na łóżku, po drugie nie należał do kategorii drobnych mężczyzn i jego waga całkowicie przewyższała możliwości Belli i po trzecie i chyba najważniejsze, nawet podczas choroby miał piękne ciało. Swan nie była pielęgniarką, nie potrafiła patrzeć na niego jak na bezosobowego pacjenta, mimo chorobliwej bladości jego skory i osobliwego zapachu potu nie mogła oderwać od niego wzroku. Przeklinając swoje zmysły i własną głupotę, wzięła się w końcu do pracy. Najpierw zdjęła z niego delikatnie całkowicie wilgotny podkoszulek, który pomogła mu założyć przed przyjściem lekarza, następnie podłożyła mu pod głowę poduszkę z czystą poszewką. Zmoczyła niewielką gąbkę w wodzie i lekkimi ruchami przeciągnęła ją po jego torsie. Ta prowizoryczna oblucja5 przynosiła mu widoczną ulgę. Gdy tylko skończyła myć jego klatkę piersiową przykryła go czystym kocem. Cała jego wcześniejsza pościel była mokra i lekko cuchnąca. Cieszyła się, że nim jeszcze Edward całkowicie padł, udało jej się zmienić prześcieradło. W tym momencie nie miała by najmniejszych szans na wyciągnięcie go spod niego.
Nie miała odwagi na umycie dolnych partii ciała, mimo że nie była dziewicą nadal odczuwała pewnego rodzaju zawstydzenie męskimi narządami płciowymi, nawet jeżeli schowane był pod bielizną.
Po skończeniu czuła się wyczerpana, jednak emocja nadal w niej buzowały. W tym momencie przypomniały jej się słowa lekarza, nazwał ją żoną Edwarda. Trudno mu się dziwić, mógł wywnioskować taki stan rzeczy. Jakoś dziwnie podobało jej się to określenie żona, nigdy specjalnie nie zastanawiała się nad małżeństwem, nie czuła się gotowa na tak radykalny krok. Należała do kategorii kobiet które szczycą się swoją niezależnością, tym bardziej myśl o zamążpójściu ją zadziwiła.
Bała się zostawić Edwarda samego w pokoju, sukienka którą miała na sobie była niewygodna a do tego przepocona. Potrzebowała ubrań na zmianę, bielizny i wygodnych butów. Nie mając innego wyboru, sięgnęła po telefon znajdujący się w salonie apartamentu Edwarda i wykręciła krótki numer.
- Tak słucham?- dobiegł ją lekko przytłumiony głos.
- Rosalie, to ja Bella.
- Dziewczyno gdzie jesteś? Czyżbyś posłuchała mojej rady i zaciągnęła Edwarda Cullena do łóżka?
- Teoretycznie tak, praktycznie nie.
- Co masz na myśli?
- Jestem w jego apartamencie, byliśmy razem w sypialni i położyłam go na łóżko. Ale to nie tak jak myślisz, Edward dostał ataku malarii. Praktycznie jest nieprzytomny.
- Chryste! To coś poważnego?
- Lekarz twierdzi że nie, ale jak i tak jestem kłębkiem nerwów. Przepraszam że cię obudziłam ale mam do ciebie prośbę. Czy przyniosłabyś mi do apartamentu jakieś wygodne ciuchy, tenisówki i trochę kosmetyków. Nie chce go zostawiać samego, ale jeszcze chwila i oszaleje w tej kiecce.
- Nie ma sprawy. – stwierdziła Rose.- Za kilka minut będę. A jak ty się czujesz?
- W tym momencie to całkowicie wypompowana.
- Trzymaj się mała, zaraz przyniosę ci to co potrzebne.
- Dziękuje Rosalie. Odwdzięczę się.
- Nie ma nawet o czym mówić.
- W taki razie do zobaczenia.
- Pa.
Po około piętnastu minutach Bella usłyszała pukanie do drzwi. Rose przytargała ze sobą małą torbę podróżną z wszystkimi potrzebnymi ubraniami i drobiazgami.
- Jak on się czuje?- zapytała praktycznie zaraz po wejściu do saloniku.
- Na razie śpi, zobaczymy rano. O szóstej muszę mu podać leki.
- Będziesz się nim opiekować w czasie choroby?
- Nie mam pojęcia. Rano zadzwonię do Alice. Edward nie może na razie stąd wyjechać, więc całą kurację będzie musiał odbyć tutaj. Znając Al., przyleci tu pierwszym lepszym samolotem. Nie będę tu potrzebna.
- Wyglądasz okropnie. Wykąp się i prześpij chwilę, wyglądasz jak upiór. – poradziła jej Rosalie.
- Dziękuje za komplement. – zaśmiała się Bella. – Rzeczywiście jednak potrzebuje ciepłego prysznica.
- Trzymaj się dziewczyno. Jutro razem z Emmettem przyniesiemy ci wszystkie twoje rzeczy. O dwunastej kończy się doba hotelowa, do tego czasu musimy się wynieść. A o czternastej mamy samolot do kraju.
- Jeszcze raz dzięki na pomoc.
- Przestań, w końcu jesteśmy przyjaciółmi. Obiecaj że skontaktujesz się ze mną jak tylko będziesz w Nowym Jorku.
- Nie uwolnisz się już ode mnie Rosalie Hale.
- I o to chodzi. Odpoczywaj i do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Po wymianie uścisków, Rose wróciła do swojego pokoju a Bella zajrzała do Edwarda. Spał spokojnie. Gdy upewniła się że nim wszystko jest w porządku, podążyła do łazienki znajdującej się w drugiej sypialni. Ciepła woda odprężyła jej napięte mięśnie, poczuła się o niebo lepiej niż przed kilkoma minutami. Szybko umyła się i ubrała w przyniesione przez koleżankę jeansy i podkoszulek. Gdy tylko była gotowa, od razu ponownie sprawdziła jak miewa się chory. Zegarek pokazywał trzecią rano. Przykryła dokładniej miedzianowłosego kocem i sprawdziła dłonią temperaturę czoła, nadal była wysoka. Bojąc się że w każdej chwili może się mu pogorszyć, postanowiła zdrzemnąć się w fotelu znajdującym się bezpośrednio przy jego łóżku. Gdyby coś się wydarzyło będzie na miejscu. Nie minęło może dziesięć minut a Isabella już spała.
Cullen czuł się okropnie. Bolała go głowa, miał wrażenie jakby jego ciało było całe mokre, w gardle miał okropnie sucho. Nie było to przyjemnie przebudzenie w słoneczny poranek. Nie był w stanie nawet podnieść głowy. Od chwili w której otworzył oczy, wiedział że jest z nim naprawdę źle. Bardzo rzadko chorował, a jeżeli już, to na niewielkie przeziębienia, nigdy wcześniej nie złapało go nic poważnego. Aż do teraz. Po minucie leżenia bez ruchu wróciły do niego zamglone wspomnienia z poprzedniego dnia, kolacja w restauracji, spacer po ogrodzie, pocałunki koło altanki. Bella! Próbując podnieść się z pościeli jęknął lekko, ból rozchodził się falami po całej jego czaszce. Próbował go ignorować, w tym momencie chciał tylko dowiedzieć się co się stało z Isabellą. Od momentu w którym wprowadziła go do apartamentu nic nie pamiętał.
- Nie ruszaj się! Masz leżeć.- dobiegł go zaspany głos. Ponownie próbował podnieść głowę, ale szczupłe ramię skutecznie go powstrzymało. – Jesteś chory. Nie wolno ci się przemęczać.
Od razu zauważył że Bella dopiero co się obudziła, jej włosy były potargane, oczy lekko zamglone, ubrana była w codzienne ubrania. Nie miała już tej pięknej czarnej sukienki, w której prezentowała się wczoraj.
- Co się stało? – Jego głos był cichy i zachrypnięty, nie spodziewał się że wypowiedzenie tych trzech słów będzie aż tak trudne i męczące.
- Masz malarię. Potrzebujesz teraz spokoju, odpoczynku no i leków. Możesz zapomnieć o najbliższych dwóch tygodniach, bo spędzisz je w łóżku.
- Mam zobowiązania….- wychrypiał. Nie miał już siły na dokończenie zdania.
- Zapomnij, nie możesz nawet sam iść do toalety , więc tym bardziej nie możesz pracować. Jesteś szefem, nie musisz się martwić że stracisz posadę. A teraz leż spokojnie, zamówię ci lekkie śniadanie i zadzwonię do Alice. – pogładziła do delikatnie po włosach i już miała odejść, kiedy jego dłoń znalazła się na jej udzie. Był bardzo slaby, jego uścisk był bardzo delikatny.
- Dziękuje.
- Nie ma za co. – odpowiedziała z uśmiechem, w przypływie odwagi pocałowała go w czoło. – Odpoczywaj, niedługo wrócę.
- Będę czekał.
Mimo choroby i kiepskiego samopoczucia, wewnętrznie czuł się wspaniale. Nie wiedzieć czemu miał wrażenie, że Isabella pogodziła się z pewnymi emocjami jakie żywili do siebie. On również w końcu zrozumiał, jak ważna jest dla niego tak nieśmiała kobieta. Na samą myśl że będzie ona przy nim podczas tego nieprzyjemnego urlopu zdrowotnego, odczuwał pewien rodzaj szczęścia, nieznany mu do tej pory. Z uśmiechem na ustach zasnął niespodziewanie. Nawet myślenie o tak przyjemnych rzeczach odbierało mu siły.
- Alice, tu Bella!
- Cześć Belli, co tam u ciebie? Już jesteś w kraju, czy jeszcze na Trynidadzie? Jak ci się podoba praca u mojego brata? Zdarzyło się coś ciekawego?- Alice Cullen charakteryzowała jedna cecha, która bardzo przeszkadzała Belli, okropne gadulstwo. W tym momencie nie miała ani czasu ani ochoty słuchać jej wywodu, postanowiła od razu przejść do rzeczy.
- Edward jest chory na malarię. Wczoraj wieczorem dostał ataku, nie ma szans aby przez najbliższy tydzień ruszył się z łóżka.
- Chory? – po minucie milczenia odezwała się Al., mało co ją mogło zaskoczyć, jednak takiej informacji się nie spodziewała.- Wczoraj po południu jeszcze rozmawiał ze mną przez telefon. Czy to coś poważnego?
- Lekarz twierdzi że nie, ma brać leki i po prostu się wyleżeć.
- Dzięki bogu. Edward nigdy wcześniej nie chorował, w całej swojej dotychczasowej karierze nie wziął nigdy zwolnienia lekarskiego. Musi być wstrząśnięty.
- Na razie nie jest w stanie nawet podnieść głowy, wątpię aby myślał w tym momencie o biznesie.
- Znając go to pewnie nawet o tym śni!
- Będziesz chciała tutaj przylecieć? Mam zarezerwować ci bilet? – zapytała Bella. Była wręcz pewna że jej przyjaciółka będzie chciała być przy swoim starszym bracie. Alice mimo zaskoczenia przekazaną informacją, od razu przystąpiła do planu. Edward poprzedniego dnia przyznał się że czuje coś do Belli, ona od prawie zawsze wiedziała że Isabella podkochuje się w jej bracie. Czy nie ma lepszej okazji aby tych dwoje poprzebywało razem i zrozumiało w końcu że są dla siebie stworzeni?
- Nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Drażniła bym go tylko a po za tym wiem że mogę ci zaufać i że zaopiekujesz się moim bratem.
- Jesteś pewna? – Bella była zaskoczona ta decyzją.
- Tak, będę codziennie dzwonić aby dowiedzieć się co tez mój Edward wyprawia.
- Nawet nie zapytałaś mnie czy ja mogę się nim opiekować?
- Gdybyś nie mogła, inaczej byś przedstawiła sprawę. Wiem, że pewnie w tym momencie uważasz mnie za wyrodną siostrę, ale myślę że dla jego zdrowia lepiej będzie jak mnie tam nie będzie.
- Nie uważam że jesteś złą siostrą, tylko….
- Dasz sobie radę Bells, w hotelu jest otwarte konto więc nie musisz się martwić o finanse. Dostarczą ci wszystkiego co będzie koniecznie. Jak Edward wyzdrowieje to rozliczy się z rachunku.
- Ale…
- Liczę że dobrze zaopiekujesz się tym ważniakiem. Przekaż mu że go kocham i zadzwonię do niego jutro.
- Dobrze.
- Ciebie również kocham Bello i do zobaczenia. Dzwoń jakby coś się działo.
- Na razie Alice.
- Pa.
Bella w westchnieniem odłożyła słuchawkę. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewała. Normalnie Alice przyleciała by tu od razu, jednak dzisiaj była niezwykle zdystansowana. Było to dość podejrzane, Bella postanowiła zadzwonić do niej wieczorem i może wtedy wyciągnie z niej coś więcej.
Tymczasem musi zająć się tym chorym mężczyzną, który był całkowicie bezbronny. Zadzwoniła do recepcji i poinformowała o zaistniałej sytuacji, zamówiła lekkie śniadanie oraz poprosiła o dwa komplety pościeli na zmianę. Wiedziała, że Edward nie będzie chciał aby obcy ludzie kręcili się teraz po jego sypialni i widzieli go w takim stanie, więc to ona będzie musiała zastąpić hotelowe sprzątaczki.
Najpierw rozpakowała swoje rzeczy w mniejszej sypialni, następnie poskładała brudną pościel i inne rzeczy, które na gwałt potrzebowały prania. Akurat gdy przygotowała wszystko zadzwonił dzwonek do drzwi., odebrała zamówienie i ponownie skierowała się do pokoju Edwarda. Leżał na łóżku z otwartymi oczami i czekał.
- Nareszcie. Gdzie byłaś tak długo? – wychrypiał.
- Dzwoniłam do Alice i ogarnęłam apartament. I nie było mnie góra dwadzieścia minut. – Bella zaśmiała się cicho, mina Edwarda w tym momencie była bezcenna. Przypominał raczej małe dziecko, które leży w łóżku i się nudzi.
- Mam nadzieje, że ten chochlik nie ma zamiaru tu przyjechać.
- Twoja siostra tu nie przyleci, nie masz się o co martwić. Za to jesteś skazany na moje towarzystwo przynajmniej przez tydzień.
- Tym akurat się nie martwię.
- Dobrze, a teraz musisz coś zjeść. Nie mogę ci podać leków na pusty żołądek. –usiadła na brzegu łóżka, postawiła tace z jedzeniem na nocnym stoliku i pochyliła się w jego kierunku aby pomóc mu się lekko podnieść.
- Dam sobie sam radę. – warknął Cullen, ale tak naprawę ledwo mówił.
- Dobra, dobra. Jesteś na mojej łasce, nic na to nie poradzisz.
- Czyli teraz pokarzesz swoją dominującą naturę?
- Coś w tym rodzaju. – Gdy usadziła już mężczyznę w odpowiedniej pozycji, zaczęła karmić go lekkim drobiowym rosołem. Czuła się trochę zażenowana tym wszystkim, choć dzielnie udawała niewzruszoną. Edward również nie czuł się do końca komfortowo, nigdy wcześnie nie zdarzyło mu się być całkowicie zależnym od drugiej osoby. Ostatnim razem karmiła go matka jak miał może z cztery lata. Podczas posiłku oboje umilkli. Ona karmiła, on jadł. Nie było może w tym nic podniecającego ani zmysłowego, w końcu on wyglądał jak siedem nieszczęść z powodu choroby a ona była niewyspana i zmęczona, jednak niewidoczne więzy zaciskały się coraz bardziej. Oboje nie wspominali o ostatnim wieczorze, o czułych słowach jakie wymienili ani o pieszczotach jakimi się nawzajem podzielili. Nie było potrzeby, w ich oczach można było wyczytać wszystko. Te prawie niewidoczne gesty znaczyły dla nich bardzo dużo, oboje nie należeli do szczególnie wylewnych więc te niewerbalne gesty pozwalały im podtrzymywać wiarę w to co się między nimi zdarzyło.
- Czy lekarz może wspominał, jak długo będę przykuty do łóżka? – zapytał, gdy skończył jeść.
- Przynajmniej tydzień, ale i tak będziesz musiał zrobić sobie dłuższy urlop. Nie możesz się przemęczać, bo może nastąpić jeszcze silniejszy nawrot choroby.
- To jakiś koszmar. Przecież szczepiłem się na malarię..- westchnął zrezygnowany.
- Zawsze istnieje możliwość zachorowania. Nie masz się czym przejmować, wyleżysz te choróbsko i wszystko będzie dobrze.- pocieszała go Bella. Dla kogoś takiego jak Cullen jakakolwiek oznaka słabości była ciężka do zniesienia a ona to rozumiała.
- Nienawidzę wylegiwać się w łóżku. Wolę działać…-jęknął
- Przestań zachowywać się jak dziecko. Jesteś chory na dość poważną chorobę zakaźną i masz leżeć. Koniec dyskusji.
- Czy teraz będziesz się na mnie wyżywać?
- Nie kopie się leżącego, poczekam aż wyzdrowiejesz.
- Dobrze że tu jesteś Isabello – Mimo bladości twarzy, jego uśmiech wyglądał przecudnie. Nawet półprzytomny potrafił oczarowywać i zmiękczać serca. – Z tobą będzie mi raźniej.
- Prześpij się teraz. Potrzebujesz odpoczynku. – Pomogła mu się opuścić na poduszki i przykryła go starannie kołdrą.
- Ty też potrzebujesz snu, czuwałaś pewnie całą noc.
- Śpij. Zdrzemnę się w drugiej sypialni, w końcu kilka dni wcześniej już w niej gościłam.
- Połóż się koło mnie. – zaproponował.
- Chyba żartujesz!
- Nie, połóż się koło mnie. We dwoje będzie przyjemniej.
- Chyba za bardzo przeceniasz swoje możliwości Edwardzie…
- Och nie żartuj, rzeczywiście w tym momencie nie za bardzo nadaje się do kontaktów płciowych….
- NIE TO MIAŁAM NA MYSLI!- żachnęła się. Jeszcze nie byli na tym etapie kontaktów aby mówić o seksie. Przynajmniej w jej mniemaniu.
- W taki razie nie panikuj, tylko wskakuj. Z tego co pamiętam z biologii malaria nie jest zaraźliwa.
- Masz wypocząć.
- Wypocznę bardziej, jak będę mógł się do ciebie przytulić Swan. Jestem uparty, sama z reszta o tym wiesz. Będę tak leżał, dopóki się nie zdecydujesz.
- No dobrze, niech ci będzie. Myślałam że podczas choroby będziesz bardziej uległy. – Bella zdjęła tenisówki i skarpetki i wślizgnęła się pod kołdrę. Choć bardzo zaprzeczała, miała wielką ochotę być po prostu blisko niego.
- Zapamiętaj to kobieto, w pewnych sprawach trzeba być stanowczym. Wtedy osiągniesz swój cel.- Dość zgrabnie i szybko zarzucił swoje ramie na jej talię i przyciągnął ją do siebie. Automatycznie jego twarz zanurzyła się w czekoladowych lokach. Isabella wtuliła się w jego klatkę piersiową, dziwiąc się jak on nadal mógł pachnąć tak bosko.
- Teraz mogę iść spać. Tylko nie waż się nigdzie uciekać. – zamruczał cichutko do jej ucha.
- A gdzie miałabym być?
- W innym łóżku. Od teraz będziesz spała tutaj.
- Za dużo sobie wyobrażasz. Dzisiaj poszłam ci na rękę bo nie chcę się z tobą kłócić, ale to nie oznacza że będę się godzić na każdy twój pomysł.
- Możesz się ze mną kłócić z każdego powodu, ale to niech tak zostanie. Wiesz że w starożytności wierzono że ciało kobiety uzdrawia? Jeżeli chcesz żebym wyzdrowiał musisz tu zostać.
- Jak na ciężko chorego, masz bardzo jasny umysł Cullen. Gdyby nie diagnoza lekarza pomyślałabym że symulujesz.
- Takie są fakty szaraczku. Będziemy spali w jednym łóżku, będziemy się budzić i zasypiać razem a przede wszystkim będę mógł się do ciebie tulić. A teraz cisza, idziemy spać. Jestem rzeczywiście wykończony. – Tymi słowami skończył dyskusje. Mocniej przycisną do siebie drobne ciało tej kobiety i powoli zasnął.
- Porozmawiamy o tym później. – szepnęła Bella i również zanurzyła się w świat snu. Oboje potrzebowali teraz odpoczynku.
1 Malaria, zimnica (łac. malaria, plasmodiosis, dawna nazwa febra z łac. febris = gorączka, także paludyzm) – ostra lub przewlekła tropikalna choroba pasożytnicza, której różne postacie wywoływane są przez jeden lub więcej z czterech gatunków jednokomórkowego pierwotniaka z rodzaju Plasmodium rotium
2 Lek przeciw zapalny, najczęściej stosowany do zwalczania malarii
3 Rodzaj jednokomórkowego pierwotniaka wywołującego malarię, należący do rodzaju Plasmodium rotium
4 Nazwa handlowa połączenia atowakwonu i prokwanilu, lek dostępny również w Polsce.
5 Kąpiel
