│ Rozdział XV - Desire
│ Autor: aleksandra006
│ Beta: mała_nessi
Ta noc upłynęła bardzo szybko, oboje zasnęli długim, kamiennym snem. Następnego ranka pierwsza obudziła się Bella. Na samym początku nie wiedziała za bardzo gdzie się znajduje, dookoła otaczało ją ciepło i znajomy zapach.
Powolutku do jej świadomości zaczęła docierać rzeczywistość. Zrozumiała, że to niesamowite uczucie pochodzi z ramion Edwarda. Gdy tylko otworzyła oczy, ujrzała głowę Cullena przytuloną do jej piersi, a jego ręce mocno obejmowały ją w talii w taki sposób, jakby nawet przez sen chciał być pewien, że Isabella nigdzie nie ucieknie. Był to naprawdę rozczulający widok, tym bardziej, że jego oczy były nadal mocno podkrążone, a cera praktycznie przezroczysta.
Nie chcąc go obudzić, próbowała delikatnie wydostać się z tego silnego uścisku, ale okazało się to niemożliwe. Nawet podczas choroby odznaczał się on zadziwiającą siłą, chociaż Bella przypuszczała, że więcej w tym wszystkim było uporu niż faktycznie siły fizycznej. Chcąc nie chcąc pozostała tam gdzie się obudziła. Rozluźniła ciało i wtuliła się w leżącego koło niej mężczyznę. Wcisnęła nos w jego miedziane włosy i wdychała ich zapach.
- Jestem prawdziwą wariatką. – zaśmiała się w duchu, kiedy uświadomiła sobie swoje zachowanie. Poczuła jednak wielką potrzebę doznania tych, jakże banalnych czułości, o których zawsze tak marzyła. Odkąd poznała Edwarda Cullena chciała po prostu zanurzyć swoje palce w jego włosach, pogłaskać go po policzku, czy pocałować w czoło. Teraz miała ku temu okazję, dlaczego więc miała by sobie tego odmówić?
Leżąc w jego ramionach czuła się niezwykle bezpiecznie i spokojnie, nie była zażenowana czy roztrzęsiona. Zdziwiło ją to, bo nawet kiedy marzyła o nim, czuła się spięta i niepewna. A teraz, gdy wszystko stało się rzeczywistością, okazało się to takie łatwe i oczywiste.
Nie wiedziała ile czasu napawała się jego dotykiem i zapachem, nie obchodziło ją to, po prostu cieszyła się chwilą. W pewnym momencie poczuła, że nacisk ramion Edwarda znacznie się wzmocnił, a on sam zaczął się wiercić. Po chwili otworzył swoje oczy, ukazując niezwykle zielone tęczówki.
- Dzień dobry… – mruknął zaspanym głosem. – …jak się spało?
- Dobrze. – odparła Bella – A tobie?
- Wspaniale! Musze przyznać, że to najlepszy sen w moim życiu. Jesteś jak żywy termofor.
- Cieszę się. Może wstanę i zrobię śniadanie…?
- Nie, zostań jeszcze trochę, może nam jeszcze chwilę poburczeć w brzuchu. – zaprotestował i ponownie mocno przytulił ją do siebie. – Później trochę ci pomogę, w prawdzie kucharz ze mnie nie najlepszy, ale parzę świetną kawę.
- Chyba zwariowałeś! Jesteś chory i musisz odpoczywać.
- Czuję się dobrze, trochę jeszcze trochę boli mnie głowa, ale naprawdę wszystko jest w porządku.
- Cieszę się, że jest już lepiej, ale to nie znaczy, że jesteś zdrowy. Zjesz śniadanie, połkniesz leki i wtedy wymyśle ci jakąś rozrywkę, abyś nie marudził mi tu cały dzień.
- Rozrywkę mówisz? Przyłączysz się? – zapytał zmysłowo i nieznacznie otarł się o jej podbrzusze. – Już nie mogę się doczekać.
- Masz brudne myśli, Cullen!
- Dziwisz się? Jestem tylko mężczyzną. To jest cecha charakterystyczna mojej płci. Po za tym, czuję się lepiej, więc nie musisz się obawiać, że nie będę w stanie podołać zadaniu.
Na policzkach Belli wykwitły czerwone rumieńce.
- Och, jesteś urocza z tymi czerwonymi plamkami. – zaśmiał się i pocałował każdą stronę jej twarzy z osobna.
Atmosfera zagęściła się, w powietrzu dało się czuć elektryczność. Oboje zaczęli oddychać ciężej, jakby nabranie tlenu w płuca stało się okropnie żmudną czynnością. Przez chwilę pieścił jej twarz dłońmi, w końcu jednak usta Edwarda dotknęły warg Isabelli. Pocałunek był delikatny lecz dało się w nim wyczuć dźwięczne nuty namiętności. W tej dwójce tkwił wielki potencjał, który dopiero w zetknięciu z tą odpowiednią osobą się ujawniał. Ich ruchy były idealnie zsynchronizowane, jakby ciała już od dawna wiedziały, że są sobie przeznaczone. Z punktu widzenia postronnego obserwatora wyglądało to całkiem niewinnie. Leżeli w swoich ramionach przytulając się mocno, a ich wargi poruszały się w zgodnym rytmie. Nie trzeba być jednak Nostradamusem, aby wiedzieć, co się wydarzy w ciągu najbliższych minut.
- Mieliśmy coś zjeść, potrzebujesz witamin…. – wydyszała Bella pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem.
- A na co nam śniadanie, mamy siebie – wymamrotał tylko Edward i ponownie wsunął swój język do wnętrza jej malinowych ust.
- Tak, masz rację, po co nam jedzenie….- zdążyła tylko odpowiedzieć, gdyż wargi Cullena uciszyły ją w jakże przyjemny sposób.
Ich ruchy stawały się coraz bardziej roznamiętnione, czułe i płomienne. Śmiali się, chichotali, mruczeli z zadowolenia, oboje po raz pierwszy doświadczyli szczerej radości w gry wstępnej. Nie było w tym niczego wymuszonego, ani sztucznego, aby śmiać się podczas uprawiania miłości trzeba mieć do partnera szczere zaufanie. Oni je mieli. Z każdą mijająca sekundą napięcie wzrastało, w końcu Edward nie mógł już się powstrzymać, na początku chciał tylko skupić się na pieszczotach, nie miał w planach pełnego stosunku. Jednak ciało Belli kusiło go niezmiernie, przewrócił swoją wybrankę na plecy i ułożył się wygodnie pomiędzy jej nogami. Nie chcą przytłoczyć ją swoim ciężarem, oparł się na przedramionach i pogłębił pocałunek. Zadrżał.
Belli nie podobało się to, że ciało mężczyzny znajduję się tak daleko, przycisnęła swoje ręce mocno do jego pleców i zmusiła go do całkowitego położenia się na niej. Kontakt ze skórą kochanka doprowadziła ją niemal do ekstazy.
Zarówno ona jak i on, nie mieli zamiaru powstrzymać opanowujących ich emocji, wręcz dążyli do jeszcze szybszego ich okazania. Porwały ich zmysły i namiętności, oboje nie byli w stanie powstrzymać uśmiechu. Mieli wrażenie, jakby wreszcie odnaleźli swoje miejsce w świecie, jakby po długiej podróży wrócili do domu. To było niesamowite i odkrywcze.
- Cudownie! – westchnęli jednocześnie, zachichotali, gdy zrozumieli, że powiedzieli to jednocześnie. W tej sytuacji wydawało się im to zabawne.
Całowali się namiętnie i głęboko, ich języki tańczyły ze sobą w odwiecznym rytmie, znanym już starożytnym. Ich języki walczyły ze sobą o dominację, zęby stukały się podczas głębszych penetracji. Nie byli w stanie zaspokoić swojej potrzeby bliskości, nadal byli za daleko od siebie.
Edward jako doświadczony mężczyzna zaznał lekkiego szoku. Wydawało mu się, że odkrył już wszelkie tajemnice cielesnej miłości, jednak z Bellą wszystko zdawało się przeczyć regułom. Nic nie było takie same, ani choćby znajome. Isabella nie była dziewicą, jednak w swoim życiu miała tylko jednego kochanka. Dla niej wszystko było nowością. Każdy dotyk, każda pieszczota wydawała się tak nowa i orzeźwiająca.
Isabella nadal miała na sobie jeansy i podkoszulek, Cullen cały czas ubrany był w spodnie od dresu i T-shirt. Dłonie mężczyzny zmagały się niecierpliwie z zamkiem spodni dziewczyny, chcąc jak najszybciej poczuć skórę brązowowłosej, wdychać głębiej jej zapach i zasmakować jej kobiecości. Nie zwracał uwagi na tępy ból głowy jaki cały czas mu towarzyszył, w tym momencie liczyła się tylko ona.
- Moja dziewczynka! Tak długo czkałem, aby cię dotknąć. Chcesz tego, prawda? Powiedz mi dokładnie czego potrzebujesz, spełnię każde twoje życzenie. – szepnął jej namiętnie do ucha, pocierając dłońmi nagą skórę jej ud i bioder.
Bella długo nie mogła sformułować logicznie brzmiącego zdania, w tym momencie była w stanie jedynie skupić się na przyjemności, jaka płynęła po jej całym ciele pod wpływem magicznego dotyku Cullena.
- Ja…- jęknęła przeciągle, gdy palce Edwarda skupiły się na jej sutkach. -…potrzebuję cię!
- Czego dokładnie potrzebujesz, księżniczko? – Do delikatnych dłoni dołączyły usta. Niemal z namaszczeniem ssał i lizał brązowe zwieńczenia jej piersi, nie odwracając jednak wzroku od jej twarzy.
- Potrzebuje….twojego, to znaczy…potrzebuje dotyku.
Koszulka, którą miała na sobie bardzo utrudniała mu pracę, nie zważając więc na nic, ściągnął ją szybko i ponownie skupił się na dwóch bliźniaczych pagórkach.
- Gdzie chcesz, żebym cię dotykał?
- Wszędzie, chce czuć cię wszędzie! – Ciało Belli drżało konwulsyjnie, nie miała możliwości, aby się choć trochę uspokoić, nawet tego nie chciała. Pragnęła jedynie dostąpić spełnienie, którego tak chciała zaznać.
Dopiero po chwili zorientowała się, że jest kompletnie naga, a Edward nadal jest w pełni ubrany.
- Masz na sobie za dużo ubrań….Rozbierz się… – sapnęła, kiedy usta mężczyzny skupiły się na jej pępku i nieuchronnie zbliżały się do jej gorącego i wilgotnego jestestwa.
- Pomórz mi…- podniósł się i naprowadził jej ręce do swojego podkoszulka. Mimo że jej dłonie drżały, zręcznie zdjęła biały materiał z jego torsu. Gdy jej oczy spoczęły na nagim torsie Cullena, z jej ust wydobył się ochrypły jęk. Wtuliła się w jego pierś i karminowymi wargami wessała się w skórę. Nie zdawała sobie wcześniej sprawy, że zadawanie rozkoszy partnerowi sprawia, aż tak dużą frajdę. Całowała go i pieściła dłońmi, ciesząc się z jego jawnie okazywanej radości. Chciała, aby czuł się tak, jak ona parę sekund wcześniej.
Gdy dotknęła palcami spodni, poczuła jak Edward drży z podniecenia. Rozpaliło to ją jeszcze bardziej.
- Bliżej, jeszcze bliżej! – warknął Cullen, gdy niezręcznie ściągnęła jego spodnie wraz z bokserkami i mocno przycisnął ciało Belli do swojego rozpalonego ciała. Oboje jęknęli na wskutek kontaktu z ciałem drugiej osoby. W tym momencie zapomnieli się kompletnie.
Ku jej uciesze zobaczyła go w końcu w pełniej krasie, twardego, podnieconego, gotowego. Był piękniejszy niż sobie go wyobrażała, wydawał się idealny dla niej, jego ciało zdawało się obiecywać spełnienie. Rzucili się na siebie ze zwierzęcą siłą, tarli, pocierali, dotykali. Spieszyli się, chcieli dojść do szczytu jak najszybciej.
Edward chciał zadać jak największą przyjemność Belli. Nie pamiętał, aby kiedykolwiek tak bardzo marzył do zaspokojeniu kobiety. Nie obchodziło go czy on zazna choć trochę ukojenia, liczyła się tylko Isabella i jej jęki, namiętne szepty i krzyki rozkoszy. Jego męskość domagała się ciepła i wilgoci ciała tej kobiety, ale umysł podpowiadał mu, że jest jeszcze za wcześnie, że ona potrzebuje więcej pieszczot i czułości. Skupił się więc ponownie na jej ciele, całował jej piersi, dotykał jej pośladków, lizał jej obojczyki.
Bella znalazła się w zupełnie innym świecie. Przed oczami widziała tylko światło i gwiazdy, a może to był wszechświat, do którego uleciała pod wpływem dotyku tego mężczyzny? Każda pieszczota jego dłoni upajała ją i doprowadzała do skraju, jeszcze nigdy nie zaznała takich emocji. Płakała, błagała go o szczyt, ale on uparcie dotykał ją i całował, jakby nie był pewien, czy ona jest gotowa na ostateczne scalenie.
- Edward, proszę ….Potrzebuję cię! – krzyczała głośno, nie przejmując się tym, że ktoś może ich usłyszeć.
- Czego potrzebujesz…..Moja piękna….Powiedz czego!
- Ciebie we mnie! Teraz! Natychmiast!
I w końcu ich ciała połączyły się. Zamarli na chwilę, sycąc się tą wspólnotą, ale zaraz po tym oboje jęknęli na znak, iż była to boska przyjemność. Ich ruchy z wolnych i delikatnych stawały się coraz szybsze i brutalniejsze. Pchnięcia Edwarda doprowadzały ją na skraj przepaści, a jej ciasne i wilgotne wnętrze sprawiało, że on ostatkiem sił kontrolował swój orgazm. W końcu wszelkie tamy puściły. Oboje krzyczeli i przyjmowali to co dawał im partner. Podczas całej eksplozji tulili się do siebie, jakby bali się że cała ta siła ich rozłączy.
Oboje nie wiedzieli ile czasu upłynęło. Sycili się swoimi ciałami i oddechami. Nie przestawali się całować, lizać i szczypać. Edward czuł się, jakby zdobył Mont Everest, nie przypuszczał, że kochanie się z szaraczkiem okaże się takim ekscytującym i podniecającym przeżyciem. Nie był w stanie przestać jej dotykać, uzależnił się od jej zapachu i gładkości ciała. Odpoczywali w swoich ramionach, z rozleniwieniem całował jej piesi i szyję. Nie mógł się oprzeć i zostawił na jej skórze kilka malinek, jako symbol własności. Bo od tej chwili Isabela Swan należała do niego, do Edwarda Cullena. I nie zamierzał jej nikomu oddać.
Leżąc w objęciach mężczyzny swoich snów, Bella czuła się jak w bajce. Nie żałowała niczego, nie zastanawiała się na konsekwencjami tego, co przed chwilą nastąpiło. Upajała się uściskiem jego ramion, dotykiem ust na swoich piersiach, które cały czas pieścił. Sama nie była gorsza, składała na jego skroni i głowie drobne czułe pocałunki, którymi chciała pokazać jak wiele dla niej znaczył. W końcu ich usta się spotkały, połączyli się w czułym i delikatnym pocałunku, który oznaczał jedno: „To był najpiękniejszy seks w moim życiu!"
Nie zauważyli, kiedy zmorzył ich sen, odpłynęli w swoich objęciach, mocno przyciśnięci do siebie. Pierwszy obudził się Edward, czuł zakwasy w każdym mięśniu, jakby przed paroma godzinami nie kochał się, ale ćwiczył intensywnie boks. Ból głowy był coraz mocniejszy, dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że jego choroba to nie przelewki. Nie chciał obudzić Belli. Podczas snu wyglądała tak uroczo, jej piękne brązowe włosy rozsypały się kaskadami po jego klatce piersiowej, a drobne blade dłonie obejmowały go mocno.
- Kochanie, obudź się.
Powieki dziewczyny lekko zatrzepotały i ku jego uciesze mógł właśnie oglądać jej pięknie czekoladowe oczy po przebudzeniu.
- Potrzebuję twojej pomocy. – szepnął lekko zażenowany.
- Co się stało? – zapytała zaniepokojona Bella, gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej i intensywnie wpatrywała się w jego twarz.
- Okropnie boli mnie głowa. Mogłabyś mi podać jakieś proszki, chyba nie dam rady sam wstać z łóżka.
- O mój Boże, źle się czujesz? Nie powinniśmy…To znaczy…Matko, jesteś cały rozpalony!
- Spokojnie księżniczko, nic mi nie jest, tylko boli mnie głowa. I zapewniam, że kochanie się z tobą było najlepszym lekarstwem jakie istnieje na tej ziemi.
Policzki Belli przybrały kolor purpury.
- Nie wstydź się, tylko pocałuj mnie i idź po te tabletki. Muszę być w formie wieczorem. – zaśmiał się i dłońmi przyciągnął ją do siebie i obdarzył żywiołowym pocałunkiem.
- Już ci pewnie mówiłam, że jesteś okropnym chwalipiętą co, Cullen? Masz teraz odpoczywać, a nie zawracać sobie głowę cielesnymi uciechami. – zażartowała.
- Widzę, że mój szaraczek jest w dobrym humorze – pocałował ją po raz drugi. – To dobrze, ale i tak wieczorem poprzytulamy się do siebie. Uzależniłem się od twojego ciała, nic nie poradzę, że tak na mnie działasz.
Po wstaniu z łóżka podała mu leki i zrobiła lekkie śniadanie. Nie było między nimi ani odrobiny zażenowania, czas leciał szybko i beztrosko. Nawet się nie obejrzała, a zegar wybił godzinę dwudziestą i ponownie zatopili się w swoich ramionach. Kochali się niemal całą noc, zapominając zupełnie o zewnętrznym świecie.
Rekonwalescencja Edwarda przebiegła szybko i zgrabnie. Z dnia na dzień wyglądał i czuł się lepiej, Bella chwaliła hotelowego lekarza twierdząc, że jest prawdziwym specjalistą w dziedzinie chorób zakaźnych, jednak Cullen uparcie twierdził, że ich namiętne poranki i noce tak szybko postawiły go na nogi.
W końcu przyszedł dzień wyjazdu do domu. Bella dużo wcześnie spakowała wszystkie rzeczy i załatwiła wszelkie formalności z hotelem. Podczas obowiązkowej drzemki Cullena przygotowała wszystko, co jest potrzebne do odprawy na lotnisku. Obawiała się powrotu do Nowego Jorku, tutaj wszystko było idealne, a powrót do USA może okazać się końcem ich bliższej znajomości. Z każdym dniem czuła się coraz bardziej związana z Edwardem, nie była w stanie zliczyć\ ile razy kochała się z nim podczas tych siedmiu dni. Wprowadził ją w świat rozkoszy i czułości, pokazał jej co robić, aby zaspokoić mężczyznę i jednocześnie sama doznała nieziemskich rozkoszy. Żadne z nich ani razu nie wypowiedziało słowo MIŁOŚĆ, ona bała się odrzucenia, a on nie był pewien, czy to co czuje, można określić w ten sposób.
Nie planowali ani nie poruszali tematu powrotu, był to jakby temat tabu. W ten sposób jakby zostawiali sobie nawzajem otwarte furtki, chcieli okazać, że jeżeli druga strona nie czuje się w tym związku komfortowo, może wycofać się bez żadnych konsekwencji
Przez cały lot trzymali się za ręce. Gdy samolot wylądował na lotnisku JFK Bellę ogarnął strach, próbowała nie okazywać tego, ale Edward od razu wyczuł jej napięcie.
- Spokojnie, kotku! Wracamy tylko do domu, nic się nie zmieni. – pocieszył ją i delikatnie pocałował w czoło.
- Wiem, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że stanie się coś złego. – uśmiechnęła się blado.
- Przestań, mówisz jak Alice!
- Właśnie, co powie na to wszystko twoja siostra?
- Będzie wniebowzięta, od zawsze miałem wrażenie, że chce nas wyswatać.
- Myślisz, że nie przyleciała na Trynidad tylko po to, abyśmy byli tam sami?
- Pewnie, nie mów się nie domyśliłaś!
- Skąd! Zawsze mi się wydawało, że nie pochwaliła by naszego związku.
- Głupiutki szaraczek! Ona zapewne marzy o tym odkąd ją poznałaś. – pocałował ją delikatnie. – Chodź, ten chochlik pewnie czeka na nas w hali przylotów.
Rzeczywiście Alice czekała na nich niecierpliwe, gdy tylko zobaczyła tą dwójkę, rzuciła się na ich szyje witając się wylewnie.
- Dobrze wyglądasz braciszku, tak się martwiłam! Czujesz się już lepiej? Nie masz żadnych powikłań? – trajkotała szybko i głośno.
- Spokojnie, wszystko jest w porządku.
- A ty kochanie? Jak układała ci się praca z Edwardem? Podobały ci się Karaiby? Co myślisz…
- Zwolnij trochę, nie nadążam - zaśmiała się Bella, brakowało jej szczebiotania Alice i dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, jak bardzo tęskniła za przyjaciółką.
- Ale ja po prostu chcę wszystko wiedzieć.. – Czarnowłosa dopiero teraz zauważyła, że Edward trzyma Isabellę za rękę. Wydała z siebie głośny pisk.
– Wiedziałam! Jesteście razem, prawda? O mój Boże, jakie to ekscytujące!
- Proszę, nie rób przedstawienia – jęknął Cullen, widząc że ludzie na lotniku dziwnie się im przyglądają. Przyciągnął Bellę bliżej siebie. – Moglibyśmy porozmawiać o tym w domu, cały Nowy Jork nie musi widzieć twojego entuzjazmu.
- To taka cudowna wiadomość! – głośny chichot wyrwał się z jej ust. – No dobrze, chodźmy do mnie. Przygotowałam kolację, wystarczy ją tylko podgrzać.
- Ty gotujesz? – zdziwiła się Bella.
- To będzie moje nowe hobby. – pochwaliła się. – Kupiłam sobie całkiem interesującą książkę o nauce gotowania.
- Czeka nas trudna przeprawa. – szepnął Edward do ucha Belli. – Nie nastawiaj się na to, że się najesz.
- Nie przesadzaj – pocieszyła go. – Może nas czymś zaskoczy?
- Tak, przypalonym mięsem i rozgotowanymi warzywami.
- Hej, słyszałam to!- oburzyła się Alice.
Cullen nie mógł powstrzymać śmiechu, mina jego siostry była bezcenna. Z uśmiechem na ustach podążył w kierunku wyjścia.
- A może jednak wszystko się ułoży? – pomyślał.
