│ Rozdział 16- Love

│ Autor: aleksandra006

│ Beta: mała_nessi

Wszystko w koło wydawało się Belli snem. Od powrotu z Trynidadu minęły cztery cudowne i niezwykle dni. Mimo jej obaw po przylocie do Nowego Yorku, Edward nie udawał, iż podczas tego tygodnia nic się nie stało. Wręcz przeciwnie, nie ukrywał swoich uczuć i przywiązania, nawet w towarzystwie Alice nie szczędził dziewczynie uczuć. Podczas kolacji u swojej siostry, co chwila przytulał Bellę ramieniem, całował delikatnie w twarz, trzymał ją pod stołem za rękę. Oczywiście panna Cullen była wniebowzięta, nie wyobrażała sobie lepszej sytuacji niż ta, że jej brat zwiąże się z jej najlepszą przyjaciółką

Isabella chłonęła te wszystkie emocje, jakie panowały wkoło niej i Edwarda, napawała się i upajała nimi, nadal wewnątrz niej gdzieś w podświadomości istniała obawa, że to wszystko jest jej pięknym snem, wymysłem spragnionego miłości umysłu. Starała się jednak trzymać to w sobie, nie okazywać zwątpienia, nie chciała odstraszyć Cullena.

Powrót do zwykłej pracy był trudny, bardzo łatwo przyzwyczaić się do luksusowych warunków, a jej małe, lekko zagracone studio trudno było nazwać pałacem. Jednak tęskniła za domem i swoim zwykłym planem dnia, zarobione pieniądze były jak panaceum, zaopatrzyła się we wszystkie brakujące specyfiki, zapłaciła zaległy czynsz i rachunki, a resztę wpłaciła na konto. Praca na Karaibach dodała jej pewności siebie i zapału do dalszego działania, od dawna nie widziała swojej przyszłości w tak jasnych barwach.

Dochodziła godzina 22, Bella przygotowywała się do snu. Dzień był długi i żmudny, nie mogła się już doczekać, kiedy odpocznie. Ubrana we flanelową piżamę siedziała w kuchni i piła ciepłe mleko z miodem, czuła się coraz bardziej senna. Nagle usłyszała mocne pukanie do drzwi. Wolnym i ślamazarnym krokiem podeszła do wizjera, po drugiej stronie stał Edward. Szybko otworzyła drzwi:

- Cześć, nie spodziewała się ciebie dzisiaj!

- Witaj szaraczku! – pocałował ją czule w usta – A dlaczego?

- Miałeś pracować co najmniej do północy, przecież sam mi to mówiłeś!

- Urwałem się wcześniej, tęskniłem za tobą. A czy teraz mogę wejść? – zapytał przekornie.

- Przepraszam. – szepnęła zawstydzona Bella, dopiero teraz zauważyła, że stoją w progu. – Zapraszam.

Z uśmiechem za ustach Cullen porwał dziewczynę w swoje ramiona, zamknął z trzaskiem drzwi i od razu skierował się w stronę sypialni.

- Gdzie ty mnie porywasz? – zaśmiała się, doskonale wiedząc do czego to doprowadzi.

- A jak myślisz, skarbie? Zabieram cię do miękkiego łóżka, gdzie będę się z tobą namiętnie i szaleńczo kochał, a następnie zdrzemniemy się, a potem znów będziemy się kochali.

- Widzę że masz już wszystko przemyślane.

- Oczywiście, myślałem nad tym cały dzień.

- Widzę, że byłeś bardzo zapracowany.

- Nawet nie wyobrażasz sobie jak – zamknął jej usta pocałunkiem.- A teraz cicho sza. Muszę się odpowiednio tobą zająć, a to wymaga koncentracji.

Wymownym ruchem dłoni pogładził jej płaski brzuch, następnie biodra i uda.

- Czy muszę cały czas być cicho? – zapytała, jęcząc cichutko. Dłonie Edwarda dotarły właśnie do jej kobiecości, a jego usta składały drobne pocałunki na kremowych wzgórkach piersi.

- Nie – wychrypiał. – Tylko przez chwilę. Później możesz krzyczeć do woli.

Nie wiadomo kiedy pozbyli się swoich ubrań, nadzy leżeli na szerokim łóżku i pieścili się wzajemnie. Oboje już wiedzieli jak sprawić partnerowi przyjemność, ich ruchy były spokojne, ale namiętne, wolne, ale szalone w swojej intensywności, delikatne, przyprawiające o dreszcze.

- Mogę krzyczeć głośno? – Bella prowokowała go. Doskonale wiedziała, że dźwięki jakie wydaje podczas seksu podniecają go jeszcze bardziej.

- Jak najgłośniej czarownico – szepnął ochrypłym głosem. Właśnie w ty momencie połączyli swoje ciała, oboje zastygli na chwilę, ale już po upływie sekundy zaczęli ten odwieczny, mistyczny taniec. Ich ruchy były zsynchronizowanie, gdy Edward zagłębiał się w niej coraz głębiej, ona przyjmowała go mocno w sobie, kiedy się wycofywał przyciągała go do siebie. Nie mieli pojęcia jak długo trwał ich akt, nie obchodziło to ich nawet przez moment. Cieszyli się swoim szczęściem i fizyczną ekstazą. Kiedy już zaspokoili swoje żądze, nasycili swoje zmysły, zasnęli kamiennym i ożywczym snem trzymając się mocno w ramionach. Z utęsknieniem czekali na następny dzień, aby jak najszybciej znów okazać swoją miłość.

Alice była wniebowzięta, cieszyła się, że jej przyjaciółka i brat w końcu odkryli siebie nawzajem. Odkąd przyprowadziła Isabellę pierwszy raz do swojego domu, wiedziała że ona i Edward są sobie przeznaczeni. Mimo że ich relacje były do tej pory dość trudne i skomplikowane, ona wiedziała, że jest między nimi prawdziwa, stymulująca chemia.

Do dzisiaj w pamięci utkwił jej moment, kiedy Edward po raz pierwszy spotkał Bellę.

Forks 11 lat wcześniej

Było to kilka tygodni po tym jak Cullenowie przenieśli się do Forks. Alice w końcu udało się namówić tą nieśmiałą dziewczynę na krótką wizytę w jej nowym, rodzinnym domu.

Isabella była porażona wielkością budynku i znajdujących się w niej sprzętów. Wygląd rezydencji onieśmielił ją tak bardzo, że wydawała się spięta i nerwowa aż do granic możliwości, jej przestraszona mina niezwykle śmieszyła Alice.

Pannie Cullen bardzo zależało aby mama poznała jej nową przyjaciółkę. Esme Masen Cullen była cichą i niezmiernie spokojna kobietą, rzadko zdarzało jej się krzyczeć czy złościć. Isabella była do niej bardzo podobna, nieśmiała i poukładana panna Swan bardzo różniła się od najmłodszego dziecka Cullenów.

Mamę Alice zawsze niepokoiły znajomości córki, w poprzedniej szkole zadawała się raczej z rozpieszczonymi i bogatymi dziećmi biznesmenów albo aktorów, co odbijało się na jej ocenach i zachowaniu. Przeprowadzka do Forks miała na celu oderwanie jej od tego destrukcyjnego środowiska, Esme miała nadzieję, że w małej społeczności spotka kogoś, kto będzie godzien zaufania. I w tym przypadku miała stu procentową rację.

- Mamo, poznaj Isabellę. To o niej tyle ci mówiłam.

- Miło cię poznać, kochanie. – Esme uśmiechnęła się delikatnie do Belli. – Nosisz niezwykle piękne imię.

- Dziękuje bardzo. – odpowiedziała nieśmiało Bella. – Proszę jednak mówić do mnie Bella.

- Jak sobie życzysz. Alice prawie codziennie mi o tobie opowiada i muszę przyznać, że byłam ciebie bardzo ciekawa. Przygotowałam podwieczorek, mam nadzieję, że będzie Ci smakował piernik, to mój popisowy przepis.

- Na pewno! – zapewniła dziewczyna.

- Po podwieczorku pójdziemy do mojego pokoju, musimy zacząć nasz wspólny projekt z biologii. – wtrąciła Alice. – Mamy oddać go za tydzień, ale jeżeli weźmiemy się do tego teraz będziemy mogły pojechać do Port Angels w weekend.

- Oczywiście, masz rację.- potwierdziła brązowowłosa

- Lubisz biologię, Bello? – Esme zwróciła się do gościa.

- Tak, ale najbardziej lubię zajęcia z literatury.

- Niestety moja córka zupełnie nie podziela twojego zainteresowania. – westchnęła kobieta. – Ja również jestem fanką książek, ale tylko mój syn odziedziczył tą sympatię po mnie.

- Mamo! – sprzeciwiła się Alice. – Jak możesz?

- No co, przecież to prawda. Trzeba cię miesiącami męczyć, abyś chociaż spojrzała na którąś z ciekawszych pozycji.

- Bella sobie pomyśli, że jestem ograniczona, mogłaś zostawić tą wiadomość dla siebie.

- Wcale nie! – zaśmiała się Bella.- Tak się składa, że moi rodzice zupełnie nie rozumieją mojej pasji czytania. Nie musisz się więc martwić, że źle o tobie pomyślę.

- Mam nadzieję!

Nagle do salonu dobiegł charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi.

- Czyżby Carlisle wrócił wcześniej z pracy? – zdumiała się Esme. Nim jednak zdążyła wstać i zobaczyć kto wszedł do domu, w salonie pojawił się najstarsze dziecko państwa Cullenów.

- Edward? Dobrze cię widzieć synku! – wykrzyknęła i przytuliła syna do siebie. – Myślałam, że pojawisz się dopiero jutro.

- Odwołano dzisiejsze zajęcia, więc mogłem wrócić wcześniej. – odpowiedział z szelmowskim uśmiechem i odwzajemnił uścisk matki.

- Cudownie cię widzieć, stęskniłam się za tobą.

- Wiem, mamo.

- Chodź poznasz koleżankę Alice, jest z nami na podwieczorku. Bello to jest mój syn Edward, studiuje Zarządzanie w Seattle.

- Dzień dobry. – odpowiedziała cicho dziewczyna, niezwykle zawstydzona obecnością przystojnego młodzieńca.

-Witaj– Edward przyglądał się uważnie tej małej, nieśmiałej dziewczynie , co jeszcze bardziej spotęgowała rumieńce na jej twarzy.

- Przestań! – krzyknęła Alice. – Zawstydzasz ją.

- Eddie! – mruknęła znacząco Esme.

-Przecież nic nie robie – odpowiedział cicho. – Miło cię poznać Isabello.– zwrócił się bezpośrednio do Belli. Wytrzymała tylko kilkusekundowy kontakt wzrokowy. Cullen był przyzwyczajony do takiej reakcji, większość kobiet w pierwszym momencie była zawstydzona w jego obecności. Jednak ta niepozorna nastolatka w dziwny sposób zaczynała go pasjonować.

- Ciebie również! – dobiegł go cichy głos. Otrząsnął z dziwnego zamroczenia jakie na niego spadło i nie zwracając uwagi na znaczące spojrzenie Alice i matki zmienił szybko temat.

- Jak ci się podoba Forks mamo? Nie znudziło ci się po tych kilku tygodniach? To duża odmiana po Seattle?

- To cudowne miasteczko ale nieco senne. Jak mam ochotę na trochę więcej szumu to jadę do Port Angels. – z uśmiechem odparła Esme.

- A ty siostrzyczko, jak wrażenia?

- Jest nudno, ale Bella rekompensuje mi wszystko!

- Bella?

- Isabella woli aby mówić do niej Bella. – wtrąciła pani Cullen. – Usiądziesz z nami i wypijesz herbatę?

- Nie, pójdę na górę się rozpakować i wezmę prysznic. Kiedy tata wróci z pracy?

- Pewnie wieczorem, w takim razie zmykaj i nam nie przeszkadzaj.

- Już mnie nie ma. – zaśmiał się i ponownie pocałował matkę w policzek. – Do zobaczenia Bello. – pożegnał się.

- I ja ci się podoba mój brat? – zapytała Alice, gdy Edward zniknął na korytarzu.

- Jest miły. – odpowiedziała dyplomatycznie Isabella.

- Muszę przyznać, że nie zawsze taki jest. Ostatnią koleżankę Alice określił dość soczystym epitetem. – Esme znała swoje dzieci znakomicie, dość nieoczekiwane zachowanie syna sprawiło że spojrzała na Bellę Swan w nieco innym świetle. Edward miał dobry gust, jeżeli chodzi o dziewczyny.

- To prawda. Teraz nie mamy jednak za bardzo czasu na pogaduszki, opowiem ci tą historię później Bells a teraz chodź, pokaże ci mój pokój. – Alice z dużą siłą pociągnęła przyjaciółkę w kierunku schodów. – Dzięki za podwieczorek, mamo. – krzyknęła jeszcze.

Gdy były już na pierwszy piętrze ponownie spotkały Edwarda. Stał w drzwiach swojej sypialni i uważnie przyglądał się dwóm nastolatkom.

- Czego chcesz? –zapytała Alice.

- Niczego chochliku, chcę tylko przyjrzeć się twojej nowej koleżance.- zaśmiał się.

Bella spuściła wzrok, na jej policzkach pojawił się rumieniec.

- Nie mogłem sobie przypomnieć kogo mi przypominasz, ale teraz już wiem. Wyglądasz jak mały, lekko zastraszony króliczek. Szaraczek! Taki nieśmiały, uczynny, melancholijny szaraczek. – łagodnie zwrócił się do Belli.

- Chodź, nie będziemy go słuchać. – oburzona Al poprowadziła Bellę do swojej sypialni i z hukiem zamknęła drzwi.

- Znowu zaczyna! Chodź muszę przyznać, że wszystkie mojej poprzednie koleżanki obdarzał raczej bardzo niemiłymi określeniami, oczywiście w porównaniu do tego. Mam nadzieje że nie masz mi niczego za złe?

- Ależ nie, rzeczywiście jestem trochę bezbarwna. – cicho szepnęła Isabella.

- Wcale nie! Nie przejmuj się tym idiotom, jesteś świetna tylko może troszeczkę nieśmiała.

- Weźmy się w końcu za tą biologię. – Bella uśmiechnęła się

- Masz rację, zapomnijmy o tym dupku.

Edward obudził się wypoczęty i zrelaksowany. Nie mógł sobie wyobrazić lepszego poranka, trzymał nagą Bellę w swoich ramionach, mógł ją dotykać, całować, pieścić. Nie pamiętał, aby jakakolwiek kobieta tak bardzo go fascynowała i podniecała. Nie poznawał swojego ciała, które na widok choćby skrawka mlecznobiałej skóry Isabelli szalało. Przeciągnął się i ponownie przygarnął do siebie dziewczynę, zegar na ścianie pokazywał godzinę ósmą rano, pora wstawać.

- Bella, obudź się.- szepnął do jej ucha i pocałował ją delikatnie w czoło.

- Mmmmm, jeszcze chwila, chce jeszcze trochę pospać.

- Otwórz oczy skarbie, a czeka cię nagroda.

- Jaka nagroda? – zapytała sennie ale z uśmiechem na ustach.

- Bardzo miła i przyjemna nagroda. – mruknął i pogładził jej nagie udo.

- A na pewno ją dostanę? Nie blefujesz?

- Zawsze dotrzymuje słowa, Swan.

- Jeżeli tak, to przygotuj się do przekazania mi tej nagrody, Cullen. – Bella otworzyła oczy i przeszywającym spojrzeniem ogarnęła jego osobę.

- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. – wymamrotał podczas obsypywania jej twarzy pocałunkami. – Sam już nie mogę się doczekać tej twojej bonifikaty.

- Zamiast gadać weź się do roboty. – gwałtownym ruchem zarzuciła swoje nogi na jego talię i z zadziwiającą siłą przycisnęła się do niego. Stosunek był gwałtowny i szybki, ale właśnie tego oboje potrzebowali. Oboje zbliżali się do orgazmu, tym razem nie było w tym nic delikatnego, w powietrzu wisiała żądza. Dyszeli i krzyczeli, wyrażali swoje zadowolenie. Gdy byli już na krawędzi Edward musiał jej wyznać wszystko to co czuje.

- Kocham cię, szaraczku!

Bella na chwilę zamarła, a później na jej ustach wykwitł wielki, lekko głupkowaty uśmiech. Ledwo powstrzymywała się od nadchodzącego spełnienia, ale bardzo chciała odwdzięczyć się mu takim samym wyznaniem.

- Ja też cię kocham. Bardzo!

W tej chwili oboje przestali się hamować, to był najbardziej porażający, onieśmielający, fascynujący orgazm jaki mogli sobie wyobrazić. Oboje jednak wiedzieli, że w ich przyszłym życiu będzie ich wiele.