│ Rozdział 17 – All you need is love
│ Autor: aleksandra006
│ Beta: Mała_Nessi
Poranek był bardzo słoneczny i ciepły. Bella, która uwielbiała taką pogodę, czuła się cudownie. Nie tylko pogoda wpłynęła na jej samopoczucie, również fakt, że była bezgranicznie i z wzajemnością zakochana. Na początku nie mogła uwierzyć, że Edward wyznał jej miłość, ale on nie miał zamiaru więcej kryć przed nią swoich uczuć, kiedy tylko odpoczęli po falach orgazmu powtórzył to jeszcze kilkanaście razy. Samo wspomnienie tej nocy sprawiało, że po jej ciele przechodził dreszcz emocji i rozkoszy.
- Opanuj się – szepnęła sama do siebie – Nie możesz cały czas myśleć tylko o seksie. Skup się na pracy.
Od ponad godziny próbowała wywołać zdjęcia w swojej małej pracowni. Interes jakoś się kręcił, choć nie mogła powiedzieć, że przybyło jej klientów. Edward zaproponował jej kolejne zlecenie, ale tym razem odmówiła, musiała w końcu skupić się na własnym interesie.
Od pracy oderwał ją dźwięk dzwonka do drzwi. Pewna, że to klient, szybko umyła ręce i wybiegła, aby przywitać nadchodzącą osobę. Gdy tylko wyszła z zaciemnionego pomieszczenia zamarła. Długonoga blondynka była ostatnią osobą, którą spodziewała się spotkać.
- Czym mogę ci służyć, Taniu? – zapytała spokojnym głosem, choć w głowie zapaliła jej się czerwona lampka, nakazująca ostrożność.
- Przyszłam cię powiadomić o ważnym fakcie. – odpowiedziała bezczelnie kobieta i spojrzała pogardliwie na Isabellę.
- To znaczy?
- Mówiąc krótko, jestem w ciąży. I nie życzę sobie, abyś spała z ojcem mojego dziecka.
Bellę zamurowało.
- Co? Chyba cię nie zrozumiałam?
- Dobrze zrozumiałaś, Edward i ja będziemy mieli dziecko. Nie wiem co ci Cullen naopowiadał, ale mi obiecał małżeństwo. A to znaczy, że niedługo będę panią Cullen. Nie życzę sobie, abyś miała jakiekolwiek stosunki intymne z moim przyszłym mężem.
Zapadła cisza. Bella nie wiedziała co ze sobą zrobić. W pierwszym przebłysku nie chciała uwierzyć w słowa Tanyi, ale pewność siebie jaka biła z oczu tej blondynki w końcu ją przekonała.
- Czy Edward już o tym wie? – zapytała cichym, matowym głosem.
- Oczywiście! Myślisz, że powiadomiłabym najpierw ciebie? A kim ty jesteś? Spójrz na siebie i pomyśl, jesteś tak nieciekawa i bezbarwna, że zastanawiam się, dlaczego Edward cię chciał. Może jesteś całkiem niezła w łóżku, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś pokroju Cullen przespał się z tak pospolitą dziewczyną bez powodu.
- Wynoś się stąd! – Bella czuła się upokorzona i wściekła, miała ochotę płakać. W ciągu jednej chwili zawalił jej się świat. Nie zamierzała jednak rozkleić się przy tej przeklętej kobiecie.
- I tak nie zamierzałam tutaj dłużej zostać. Mam nadzieję, że ze względu na dobro dziecka ograniczysz kontakty z Cullenami. Wiem, że kolegujesz się z Alice Cullen, ale teraz to nie będzie w dobrym tonie, z resztą moja przyszła siostra będzie miała inne obowiązki niż zadawanie się z kimś takim.
- Lepiej wyjdź, inaczej nie ręczę za siebie. Może się okazać, że opuścisz mój dom z kilkoma obrażeniami
- Żegnaj, panno Isabello, mam nadzieję, że nigdy więcej się nie spotkamy. Zapamiętaj, że ja nigdy nie przegrywam. – Tanya zaśmiała się perfidnie i eleganckim krokiem wyszła.
Gdy tylko do jej uszu dobiegł stukot zamykających się drzwi, jej oczy wypełniły się łzami, a z jej ust wyrwał się jęk zawodu i rozpaczy. Szybko zamknęła drzwi wejściowe i zasłoniła żaluzję w oknach, nie chciała, aby ktokolwiek widział ją w tym stanie. Osunęła się na ziemię i wybuchła rozpaczliwym płaczem.
- Czego oczekiwałaś, idiotko? – krzyczała sama do siebie. – Idiotka, głupia idiotka!
Jej serce krwawiło. Wbrew pozorom, nie była zła na Edwarda, w końcu dobro dziecka jest na pierwszym miejscu, a ponadto Tanya idealnie nadaje się na żonę takiego człowieka jak on.
Dopadły ją kompleksy i dawne wątpliwości, w jej umyśle pojawił się ponownie spaczony obraz jej samej.
Nie zwracała uwagi na to, że siedzi na podłodze, na środku studia. W kieszeni zaczął jej wibrować telefon, zignorowała go. Nie miała ochoty, aby z kimkolwiek rozmawiać. Jednak osoba po drugiej stronie nie zamierzała się poddać, nadal nie przerywała połączenia. W końcu podniosła telefon, aby spojrzeć kto tak usilnie próbuje się z nią skontaktować. Na wyświetlaczu widniał napis: ROSALIE.
Po minucie zastanowienia postanowiła jednak odebrać.
-Tak? – odezwała się zachrypniętym od łez głosem.
- Bella? Kochanie, co się stało? Płaczesz?
- Ja…tak. – tylko tyle zdołała wydusić.
- Co się dzieje? – wypytywała zaniepokojona Rose. – Skarbie, czy stało się coś złego?
- Kilka minut temu była u mnie Tanya….
- I co ta flądra ci naopowiadała, że jesteś w takim stanie?
- Ona przyszła mi oznajmić, że jest z Edwardem w ciąży i że niedługo biorą ślub.
- Co? Chyba jej nie uwierzyłaś?
- A dlaczego miałam jej nie uwierzyć? – wyszlochała Bella.
- Bo to cholerna kłamczucha, która chciała ci zrobić na złość, uderzając w słaby punkt. Przecież wiesz, że Edward przestał zwracać na nią uwagę, nie spodobało jej się to więc pewnie postanowiła się zemścić.
- A jeżeli nie kłamała?
- Isabello Swan! Zachowujesz się jak mała dziewczynka! Zadzwoń do Edwarda albo najlepiej spotka się z nim. Dowiedz się czy ta suka mówiła prawdę. Jeżeli okaże się, że tak, to osobiście wykastruję Edwarda Cullena tak, że w przyszłości będzie mógł zapomnieć nie tylko o dzieciach, ale i o seksie. A na razie nie martw się na zapas, uspokój się, napij się ziółek i idź do niego. Żałuję, że teraz nie mogę urwać się z pracy, ale obiecuję, że wieczorem wpadnę do ciebie.
- Nie wiem co zrobię, jak okaże się, że to prawda.
- Nie ma co gdybać, kochanie, trzeba wyjaśnić sytuację.
- Kiedy ona wyszła, popadłam w coś na kształt histerii, ten stan chyba nadal trwa.
- To zrozumiałe, ale nie przesądzaj na razie sprawy. Jeżeli kochasz go, to pozwolisz mu się wytłumaczyć.
- Masz rację, wiem, że masz rację. – szepnęła cicho
- Trzymaj się i pamiętaj, że jestem z tobą, gdyby coś się działo to dzwoń, dobrze?
- Obiecuję.
- W takim razie, do zobaczenia Bello.
- Do wieczora i jeszcze raz dziękuje Rose.
- Nie ma za co, kochanie.
Po zakończeniu rozmowy Bella nieco ochłonęła z pierwszego szoku. Rosalie miała rację, nim wyda osąd powinna porozmawiać z Edwardem. Sama myśl, że ma z nim o tym rozmawiać, napawała ją przerażeniem. Nie wiedziała jak zareaguje, gdy mężczyzna powie jej prosto w oczy DO WIDZENIA. Wolała wybrać łatwiejszą drogę - ucieczkę, ale w tym przypadku było to wykluczone, chociażby ze względu na Rose. Wstała i wytarła rękawem swetra załzawione oczy, nie zważając na to jak wygląda i w co jest ubrana wyszła ze studia i skierowała się w kierunku biur Cullen Corporation. Chciała mieć to jak najszybciej za sobą.
Budynek głównego zarządu firmy Cullen Corporation mieścił się w centrum Nowego Jorku, na Manhattanie. Był to wysoki, nowoczesny wieżowiec urządzony z wielkim przepychem. Mimo że Bella nie była tu pierwszy raz, czuła się, jakby wchodziła na terytorium wroga, miała wrażenie, że wszyscy jej się przyglądają i obmawiają za plecami. Wjechała windą na dwudzieste piętro, gdzie znajdowało się biuro prezesa.
Gdy tylko wyszła z windy w oczy rzuciło jej się biurko sekretarki. Podeszła do niej lekko chwiejnym krokiem.
-Ja do prezesa. – oznajmiła krótko
Kobieta popatrzyła na nią zimnym wzrokiem.
- Pan prezent jest zajęty, nie przyjmuje osobiście interesantów.
- Proszę mnie zapowiedzieć, albo sama tam wejdę.
- Jeżeli będzie się pani awanturować wezwę ochronę.
- Nie awanturuję się, tylko proszę o zapowiedzenie mnie. – Nerwy Belli były bardzo napięte. Miała ochotę rzucić się na tą kobietę i przemocą wymusić sobie prawo do wejścia do gabinetu.
- Co się dzieje Lauren… - dobiegł ją głos Edwarda - Bella…?
- Tak to ja. – odparła zuchwale patrząc mu prosto w oczy. Widok dziwnych błyskach zaniepokoił go.
- Ta pani próbowała się do pana dostać, ale ja… -zaczęła sekretarka, ale Cullen przerwał jej w półsłowa.
- Proszę zawsze informować mnie o przyjściu pani Swan i być dla niej miłą. Zrozumiano?
- Tak. – chicho, ale ze złością odpowiedziała Lauren
- Wejdź kochanie i powiedz co się stało.
Bella z godnością weszła do gabinetu i usiadła od razu na fotelu stojącym obok masywnego biurka. Edward szybko znalazł się koło niej, ukląkł na jedno kolano i przycisnął jej dłonie do swoich ust.
- Czym zasłużyłem sobie na twoja wizytę? Coś się stało? Wyglądasz, jakbyś przeszła jakiś huragan
Dopiero teraz Bella spojrzała na siebie w wiszącym na ścianie ogromnym lustrze. Jej włosy były potargane, tusz do rzęs rozmazany, a jej ubranie było można nazwać jedynie określeniem: robocze. Mówiąc krótko wyglądała okropnie, zrozumiała teraz te dziwne spojrzenia ludzi na ulicy i z budynku.
Czuła, że jej gardło jest suche jak wiór, i że nie jest w stanie nic powiedzieć. Kiwnęła tylko głową na znak, że potwierdza zadane przez niego pytanie.
- Miałaś wypadek? Jesteś ranna? Ktoś cię napadł? – Edward strzelał pytaniami jak z karabinu. Przestraszył się, że mogła stać się jej jakaś krzywda. Widok Belli nie mogącej nic wykrztusić był można powiedzieć niecodzienny, co tylko potwierdzało jego złe przeczucia.
- Nie.. – udało się jej w końcu wykrztusić.
- W takim razie, o co chodzi, kochanie? – zapytał.
Na dźwięk tego czułego określenia nie wytrzymała, rozpłakała się. Po chwili wylądowała w jego ramionach. Tulił ją bez słowa i całował po mokrych policzkach i ustach, czekał aż się uspokoi, żeby dowiedzieć się w końcu co ją tak zdenerwowało.
Po kilku minutach, kiedy wszystkie łzy zostały wycałowanie i osuszone, wykrztusiła:
- Była dzisiaj u mnie Tanya…
Zesztywniał na chwilę.
- Co ta dziwka ci powiedziała?
Spojrzała na niego pytająco.
- Że jest w ciąży i że niedługo bierzecie ślub.
- Chyba jej nie uwierzyłaś?
- Mówiła tak pewnym głosem, a ty przecież się z nią spotykałeś….
- Nigdy z nią nie spałem! – wykrzyknął.
- Nie?
- Oczywiście że nie, za kogo ty mnie uważasz? Myślisz, że przeskakuje z łóżka jednej kobiety do łóżka drugiej?
- Ale ona jest taka piękna.
- Może i tak, ale ja gustuje w pewnej brązowowłosej brunetce. – szepnął cicho i pocałował ją niezwykle czule.
- Mówiła, że mam trzymać się od ciebie z daleka, że nie powinnam też się przyjaźnić z Alice. Cały czas podkreślała, że dla dobra tego dziecka powinnam o was zapomnieć.
- Jak tylko ją spotkam, zabije ją, przyrzekam. – warknął Cullen, przytulając jeszcze mocniej swoją kobietę.
- Byłam taka przerażona – szepnęła Isabella – Nie wiedziałam co mam zrobić. Dopiero po telefonie Rose, postanowiłam tutaj przyjść. Kazała mi się wszystkiego dowiedzieć od ciebie.
- Do końca życia będę dziękował Rosalie Hale, kupie jej i Emmettowi jakiś super prezent z okazji ślubu.
- Nie jesteś zły, że zwątpiłam w ciebie?
- Może troszeczkę, ale jeżeli jakiś facet wpadłby do mnie i powiedziałby mi to samo o tobie, tez miałbym wątpliwości.
- Czyli naprawdę mnie kochasz? Nic cię nie łączy z tą kobietą?
- Nic a nic, słonko. Jestem tylko twój! – zaśmiał się i przygładził jej odstające kosmyki włosów.
- Wyglądam okropnie. – westchnęła. – Wychodząc ze studia nie pofatygowałam się nawet spojrzeć w lustro.
- Zawsze wyglądasz pięknie, nawet taka potargana
- Chrzanisz.
- Nieprawda, dla mnie jesteś niesamowicie piękna.
- Ty też jesteś niczego sobie. – stwierdziła z uśmiechem
- Będą z tego cudne dzieci, nie sądzisz? – westchnął teatralnie.
Bella poczuła jak jej żołądek zaciska się w pętelkę.
- Chciałbyś mieć dzieci? – zapytała poważnym głosem.
- Tylko z tobą – odparł i przycisnął swoje biodra do jej lędźwi. – Możemy zacząć już teraz.
- Na pewno nie tutaj.
- Dlaczego? Moja skórzana kanapa jest niezwykle wygodna.
- Nie jestem zwolenniczką uprawiania miłości w miejscu publicznym.
- Wiem – pocałował ją w czoło. – I za to też cię kocham.
- Za pruderyjność? – zdziwiła się.
- Za to, że jesteś jaka jesteś. – uśmiechnął się.
Zegar wybił godzinę dziewiętnastą, Edward i Bella siedzieli na kanapie w jej mieszkaniu i oglądali jakąś starą komedię. Śmiali się, jedli popcorn, całowali się jak nastolatki na randce. Ale przede wszystkim rozmawiali, bo tego im wcześniej brakowało. Opowiadali sobie o swoim życiu, marzeniach i nadziejach, obawach i wątpliwościach. Poznawali siebie nawzajem. Podczas kolejnego namiętnego pocałunku, zadzwonił telefon, przerywając im w najlepszym momencie.
- Nie odbieraj. –szepnął Edward.
- Muszę! To może być coś ważnego.
- Musisz być taka zasadnicza? – zapytał chrapliwie.
- Muszę! Nie martw się, zaraz wrócimy do tego co przerwaliśmy. – zaśmiała się i odebrała połączenie. – Cześć Rosalie.
- Widzę że humor dopisuje, domniemywam że wszystko się wyjaśniło.
- Tak, wszystko już dobrze.
- Mówiłam że ta flądra kłamie.
- Zapisze cię w swoich kontaktach, jako niezawodny doradca. – Isabella uśmiechnęła się do Edwarda. – Będę do ciebie dzwonić za każdym razem jak będę miała problem.
- I tak trzymaj. Edward jest z tobą?
- Tak.
- Czyli spotkamy się kiedy indziej, nie mam zamiaru przerywać wam małego rendez-vous .
- Rosalie, będę ci dziękował do końca życia. Co chcesz w zamian, brylanty, perły? – do rozmowy włączył się Edward, przytulił Bellę mocno do siebie i dodał. – Albo nazwę pierwszą córkę twoim imieniem.
- Widzę że się rozpędzasz, to dobrze! Ale najpierw musisz uczynić z Belli uczciwą kobietę i ożenić się z nią. Później zajmij się prokreacją.
Edward roześmiał się głośno a Bella zarumieniła się.
- Zapewne Bella jest teraz cała czerwona!
- Zgadłaś!
- Dobra, nie przeszkadzam. Bądźcie grzeczne, dzieci!
- Do zobaczenia, Rosalie.
- Pa!
- Panna Hale jest bardzo bezpośrednia, ale ma rację. Najpierw się z tobą ożenię, a później będziemy mieć dzieci. – Cullenowi błyszczały oczy gdy to mówił.
- Czy ty mi się oświadczasz?
- Wiem, że nie jest to może dobry moment. Nie mam pierścionka i nie jesteśmy w eleganckiej restauracji, ale kocham cię i chcę, abyś została moją żoną.
- Nie wiem co powiedzieć, nie spodziewałam się, że będziesz chciał ożenić się ze mną.
- Rozmawialiśmy o dzieciach, więc to chyba logiczne, że małżeństwo wchodzi w grę. Nie musisz mi teraz odpowiadać, zaskoczyłem cię więc musisz się zastanowić.
- Nie musze się zastanawiać. Kocham cię i chcę zostać twoją żoną. – Bella niemal rzuciła się w jego ramiona.
- Cudownie, teraz już cię nie wypuszczę!
- Obiecujesz?
- Masz to jak w banku!
