│ Rozdział 18- The End
│ Autor: aleksandra006
│ Beta: mała_nessi
- Aż nie chce mi się wierzyć! – wykrzyknęła Alice. Siedziały właśnie z Bellą i Rosalie w kawiarni i rozmawiały o ostatnich wydarzeniach. – Oświadczył ci się bez pierścionka. Przecież tak nie może być! Mam nadzieję, że mu uświadomiłaś, że te małe złote kółko z brylantem jest obowiązkowe.
- Alice, przecież to bez znaczenia. – zaśmiała się lekko Bella.
- To NIE JEST bez znaczenia. Edwarda stać na porządny pierścionek zaręczynowy. Skoro ty nie zamierzasz zainterweniować, ja to zrobię.
- Popieram Alice. – wtrąciła się Rose. – Musisz się szanować, dziewczyno.
- Dajcie spokój, najważniejsze, że planuje w najbliższej przyszłości ślub ze mną. Jak na Edwarda Cullena to dużo. Przecież to zatwardziały kawaler.
- Odkąd się zakochał, zapomniał o zaletach bycia singlem – Na twarzy Alice gościł tryumfalny uśmiech, była niezmiernie zadowolona z zaistniałej sytuacji. Jej przyjaciółka i brat byli razem, planowali wspólną przyszłość, oboje byli szczęśliwi. Dodatkowo, ku jej wielkiej uldze, Edward przestał również notorycznie ją sprawdzać i kontrolować.
- Od samego początku wiedziałam, że coś się święci. – Rosalie również cieszyła się z takiego obroty sprawy. Polubiła Bellę od pierwszego spotkania i życzyła jej wszystkiego najlepszego.
Tak jak przypuszczała Isabella, Rosalie i Alice były bratnimi duszami, godzinami mogły rozmawiać o modzie, biżuterii czy najnowszych trendach obuwniczych. Poruszały się po tematyce, o której ona sama nie miała najmniejszego pojęcia. Zbliżające się przygotowania do ślubu Rosie i Emmetta sprawiały że, obie miłośniczki mody nie mówiły o niczym inny niż ślubne wyprawki.
- Może zmienimy temat? – zaproponowała Bella, mając troszeczkę dosyć rozmów o niej i Edwardzie. – Czy znalazłaś już suknię marzeń, Rose? – Świadomie zeszła na temat sukni ślubnej, panna Hale mogła mówić o niej godzinami.
- Jeszcze nie i dlatego jestem przerażona. Zostały tylko dwa miesiące, a jeszcze nie znalazłam niczego, co choć trochę przypominało moją wizję. Zaczynam powoli panikować.
- A myślałaś o indywidualnie szytej sukni? To najłatwiejszy sposób, jeżeli twoje wymagania są nie do zrealizowania przez salony ślubne. – wtrąciła Alice.
- Owszem zastanawiała się nad tym, ale zostało tak mało czasu, że żadna szanująca się projektantka nie przyjmie ode mnie zamówienia. Tym bardziej, że mój budżet jest ograniczony. – Rosalie westchnęła przeciągle.
- Jeżeli nadal jesteś zainteresowana tym pomysłem, to moja koleżanka jest projektantką. Umówię was na spotkanie. Potem będziesz mogła podjąć decyzję czy ta opcja ci odpowiada. – jak zwykle panna Cullen znalazła świetne modowe rozwiązanie.- zaśmiała się Isabella
- Mogłabyś to zrobić? Będę ci wdzięczna do końca życia! Chcesz być moją druhną? – zawołała spontanicznie Rose.
- Myślałam, że mnie o to poprosisz. – Bella udała oburzenie.
- Ależ oczywiście, kto powiedział, że nie mogę mieć kilku druhen?- zaprotestowała Rose. – po za tym, Emmett będzie musiał znaleźć sobie jeszcze jednego drużbę. Jak myślicie Edward zgodzi się?
- Jeżeli Bella będzie druhną, to na pewno. – odparła Alice – A kto będzie tym pierwszym pomocnikiem pana młodego?
- Jego młodszy brat Jasper, jest pilotem myśliwców. Mam nadzieję, że nie wyślą go gdzieś na koniec świata przed samym ślubem.
- Jest wojskowym?
- Tak, jest bodajże kapitanem i do tego najmłodszym w dywizji. Praktycznie większość roku spędza za granicą, ale obiecał, że na pewno stawi się na ślubie. Jeżeli tak się nie stanie, to może być pewny, że znajdę go nawet na Saharze i obedrę ze skóry. Emmettowi straszni zależy, aby był z nim w tym dniu. Są bardzo ze sobą związani.
- Może naszej małej szachrajce spodoba się pan oficer? – Bella wymownym wzrokiem popatrzyła na Rose.
- Kto wie, choć muszę przyznać, że Jazz chyba nie gustuje w tym typie kobiety. – westchnęła Rose.
- Hej, ja nadal tu jestem! – zawołała Alice – I co masz na myśli, mówiąc, że nie gustuje w tym typie kobiety?
- Wiesz, Jasperowi potrzebna jest kobieta, która będzie go wspierać. On kocha swój zawód, ale bardzo tęskni za rodziną, było by dobrze, gdyby kobieta, z którą się zwiąże jeździła wszędzie tam gdzie on, a zapewniam cię, że nie pracuje w Londynie czy Paryżu. Zwykle trafia do jakiejś azjatyckiej dżungli albo na jakieś afrykańskie pustkowia. Ty uwielbiasz zakupy i wielki świat.
- Nie jestem płytka!
- Oczywiście że nie, ale czy byłabyś gotowa mieszkać w wojskowych koszarach gdzieś na końcu świata?
- Nie mam pojęcia.
- O to mi właśnie chodzi. Jasper mimo swojego zawodu jest bardzo wrażliwym człowiekiem, już jedna panienka złamała i podeptała jego serce, nie chciałabym, aby to się powtórzyło.
- Skończmy tą teoretyczną rozmowę, zrobiło się przygnębiająco, a przecież mówiliśmy o twoim weselu. – przerwała Bella.
- A ty co planujesz założyć na swój ślub? – zagadnęła Alice z szelmowskim uśmiechem.
- Zlitujcie się, przecież na razie nie ma żadnego ślubu, ani wesela, ani niczego…
- Takie rzeczy trzeba mieć zaplanowane z góry, zobacz jak ja się męczę i to tylko przez to, że wcześniej nie ustaliłam najważniejszych rzeczy.
- Rose ma rację, musisz już pomyśleć o liście gości, sukience i sali. – przytaknęła Alice. – Nie martw się pomożemy ci!
- I tego się właśnie obawiam. – jęknęła cicho Bella.
Po męczących dwóch godzinach spotkania z dziewczynami Bella wykręciła się pracą i wyszła z kawiarni, zostawiając Rose i Alice nadal pogrążone w rozmowie. Była wyczerpana słuchając przez dwie godziny, jak obie przyjaciółki ustalały jaki fason sukni będzie dla niej odpowiedni oraz gdzie najlepiej byłoby urządzić przyjęcie weselne.
Isabella nie była aż tak bardzo pewna rychłego ślubu, tak jak dziewczyny. Oboje z Edwardem potrzebowali więcej czasu, aby się poznać, dotrzeć i zrozumieć.
Z resztą należała raczej do przeciwniczek szybkich i nieprzemyślanych formalnych związków.
Ostatniego tygodnia wpłynęło kilka zamówień, dlatego też Isabela miała w planach całe popołudnie spędzić w ciemni, wywoływując zdjęcia.
Czas pędził nieubłaganie, a ona nawet nie zwracała na to uwagi. Zawsze tak było, gdy zamykała się pracowni, ukochana praca pochłaniała ją całkowicie. Gdy po kilku godzinach skończyła wywoływać wszystkie zdjęcia, ze zdziwieniem stwierdziła, że zapadł już zmierzch, a zegar wybił godzinę dwudziestą. Poukładała na półki wszystkie odczynniki i szybko posprzątała całe pomieszczenie. W ciągu dwudziestu minut była już gotowa do wyjścia. W tym momencie marzyła jej się ciepła kąpiel i gorące, słodkie kakao. To, że związała się z Edwardem wcale nie zmieniło jej staropanieńskich nawyków. Nadal lubiła pić herbatę i chodzić wcześniej spać. Edward w prawdzie nadal nabijał się z jej przyzwyczajeń, ale teraz nie reagowała na to tak agresywnie jak kiedyś.
Myśl o Cullenie wywołała uśmiech na jej twarzy i a przez jej ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Uczcie miłości i przywiązania ogarnęło ją w ciągu sekundy, kochała go i on ją kochał, więc przyszłość rysowała się w jasnych, szczęśliwych barwach. Isabela w duchu nadal dziwiła się, że los podarował jej taki piękny podarunek, ale w końcu pogodziła się z tym, że ona -Bella Swan jest ukochaną Edwarda Cullena.
Z pracowni do mieszkania Isabelli szło się niespełna dziesięć minut, ta niewielka odległość od domu była dla Belli największym plusem wynajmowanego studia. Zawsze mogła skoczyć do domu, kiedy zabrakło jej odczynników bądź, gdy zapomniała wziąć ze sobą aparatu. A kiedy była bardzo zmęczona, nie musiała się martwić długim powrotem do mieszkania, wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy i podejść jakieś dwieście metrów.
Kiedy Isabella znajdowała się już pod drzwiami wejściowymi, zauważyła światło w oknie jej sypialni. Momentalnie w głowie kobiety zrodził się niepokój, była pewna że przed wyjściem z domu zgasiła wszystkie lampy i żyrandole. Nowy Jork był dużym i niebezpiecznym miejscem, w prawdzie Isabella mieszkała w dobrej dzielnicy, ale włamania mają miejsce wszędzie, nawet w dobrze strzeżonych willach. Panna Swan nie należała do tchórzy i nie zamierzała uciekać, wyjęła ze swojej torebki parasolkę i niewielki paralizator, który zakupiła kilka lat wcześniej (dla bezpieczeństwa oczywiście).
Z przerażeniem odkryła, że drzwi wejściowe są otwarte. W przedpokoju było ciemno i cicho, kobieta cichym krokiem szła w głąb mieszkania, kierując się ku sypialni. Rozglądała się nerwowo, aby przypadkiem nie wpaść niespodziewanie na włamywacza. Adrenalina tętniła w jej żyłach, ogarniała ją coraz większa wściekłość, miała w planach dać nauczkę temu komuś, kto śmiał wejść bez pozwolenia do jej domu. Drzwi do sypialni były uchylone, zza szpary wylewało się ciepłe, żółte światło. Nadal w całym mieszkaniu panowała cisza. Isabella nie czekając na nic pchnęła mocno drzwiami i już miała zamiar rzucić się na bandytę, ale w pokoju nie było ani żadnego złodziejaszka ani rasowego mordercy, na środku sypialni stał lekko zdezorientowany Edward.
- Zwariowałeś!- krzyknęła Bella – Chcesz, żebym dostała zawału?
- Ty? To chyba ja powinienem krzyczeć, wpadłaś tu jak burza i miałaś zamiar porazić mnie tym czymś, co trzymasz w ręku. – odparował Cullen.
- Myślałam, że jesteś włamywaczem. – Bella próbowała uspokoić oddech, nadal czuła przypływ adrenaliny w ciele. – A to jest paralizator. A tak przy okazji, jak się tu dostałeś?
- Mam klucze. – Odparł po prostu.
- Skąd? Nie pamiętam, abym dawała ci dodatkowy komplet.
- Bo nie dawałaś, wziąłem twojej zapasowe od Alice.
- Jezu, ale się przestraszyłam. Następnym razem dawaj znać, że to jesteś TY.
- Jakbyś się nie skradała, to bym wyszedł i się z tobą przywitał. Jesteś jak kot, w ogóle nie słyszałem, kiedy weszłaś do mieszkania.
Edward podszedł do niej i złożył na jej ustach gorący pocałunek.
- Witaj w domu, piękna.
- Mmm, chyba się przyzwyczaję do takich powitań. – westchnęła głęboko Isabella, kiedy w końcu oderwali się od siebie.
- Ja chyba też. – zaśmiał się Cullen.
- Co cię do mnie sprowadza o tej porze? Jak dobrze pamiętam miałeś mieć zebranie zarządu.
- Miałem i wyszyłem w połowie, nie byłem tam wcale potrzebny. Pomyślałem, że wpadnę do ciebie i przygotuję kolację.
- Ty? Przecież nie umiesz gotować.
- Nie umiem gotować, ale co nieco potrafię przyrządzić. Robie całkiem niezły sos do spaghetti, więc jeżeli nie obawiasz się o swój żołądek możesz spróbować.
- Edward Cullen przygotuje mi kolację! Muszę chyba zaznaczyć tą datę w kalendarzu – Bella zaśmiała się wesoło. – W takim razie, chodźmy do kuchni. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co upichci mój prywatny Chef Ramsey1
- Nie nabijaj się ze mnie Swan, bo dosypie ci czegoś do twojej porcji. – zagroził jej Edward, nie omieszkał przy tym przytulić ją do siebie mocno i uszczypnąć w pośladek. – Albo przyrządzę coś z ciebie, na pewno jesteś bardzo słodka.
- Czyli jednak mam przyjemność z panem Lecterem2
- Bez przesady.
Wieczór upłynął w bardzo przyjemnej atmosferze, okazało się, że danie Edwarda jest nie tylko jadalne, ale i pyszne. Bella nie mogła się nachwalić na jego zdolności kulinarne, co wywołało coś na kształt rumieńca na policzkach Cullena. Podczas rozmowy mówili o wszystkim, o dniu dzisiejszym, o planach na najbliższy wolny weekend, ale rozmowa weszła również na temat Tani.
- Wiesz, dzisiaj to ja rozmawiałem z Denali. – wtrącił cicho Edward.
- Rozmawiałeś z Tanią? Po co? – zapytała zaniepokojona Bella, nic nie mogła poradzić nic na to, że tak reagowała na nazwisko tej kobiety.
- Musiałem jej wygarnąć te wszystkie wierutne kłamstwa, nadal nie mogę znieść myśli, że ta dziwka tak po prostu wparowała do twojej pracy i tak perfidnie skłamała na mój temat.
Tak więc wybrałem się do niej, aby osobiście poinformować ją co o tym wszystkim myślę i przyrzekam ci, że wiła się jak piskorz. Nie mam pojęcia, co chciała zyskać poprzez swoje kłamstwa, ale w każdym razie już się więcej nie zbliży ani do ciebie ani do mnie,
- Co jej powiedziałeś? - Bella wpatrywała się w swojego narzeczonego wnikliwym wzrokiem. Sama na własnej skórze wiedziała, że Edward potrafi być bardzo nieprzyjemny.
- Czy to ważne? – zapytał. – Chyba nie żałujesz tej flądry.
- Nie. Jestem po prostu ciekawa. Wiem, że potrafisz tak przeprowadzić rozmowę z przeciwnikiem, że twoja ofiara nie może się później pozbierać. Jakich argumentów użyłeś? Tanyia nie należy do uległych osób.
- Tanyia Denali ma na swoim sumieniu bardzo wiele, a ja wiem co nieco o jej wyczynach. Jedna informacja wystarczyłaby, aby całkowicie i nieodwołalnie zakończyć jej karierę. Zawarliśmy coś na kształt umowy biznesowej, ja będę milczeć, a ona zostawi nas w spokoju.
- Czy ty wszystko traktujesz jak biznes? – zaśmiała się Bella, słuchając tego profesjonalnego żargonu.
- Oczywiście, że nie! Sprawy prywatne traktuje bardziej osobiście. – spojrzał na nią wymownym wzrokiem. Nie dało się nie zauważyć żaru i ognia w jego oczach.
- Mam nadzieję, wolałabym nie nazywać naszego związku transakcją.
- Kotku, możemy zawrzeć układ, jeśli chcesz. Ty będziesz na dole, ja na górze.
- Zbereźnik!
- Przy tobie nie jestem w stanie powstrzymać swoich żądz.
- A do tego lizus. – roześmiała się.
- Jak tam spotkanie z moją małą siostrzyczką? – zapytał, przerywając coraz to gorętszą rozmowę.
- Męczące, nie da się jej przetłumaczyć, że na razie nie planujemy ślubu.
- Cała Alice, pewnie planowała już całe przedsięwzięcie.
- Jakbyś wiedział, w tej jej małej główce w ciągu minut zrodził się pan idealny pod tytułem Jak zamęczyć i zignorować Bellę. Ona nawet już chciała mi kupować suknię ślubną.
- Zdziwiłbym się, gdyby tak nie zareagowała.
- Mądrala, to nie ty musiałeś się z nią męczyć. A ponadto nie mogła przeżyć, że nie dałeś mi jeszcze pierścionka zaręczynowego.
Edward z dziwnym uśmiechem podszedł do jej krzesła i klęknął przed nią.
- Akurat z tym się z Alice zgadzam. To fatalnie, że dopuściłem się takiego świętokradztwa. Mam nadzieję, że nie wzięłaś tamtych oświadczyn na poważnie?
- Oczywiście, że wzięłam je na poważnie! Jeżeli w tym momencie chcesz się wycofać Edwardzie Cullenie, to ostrzegam uciekaj ile masz sił w nogach, bo jak cię dopadnę, to się nie pozbierasz. – Bella potraktowała jego słowa bardzo na serio.
- Nie chcę się wycofać szaraczku, chcę tylko naprawić mój poprzedni błąd – chrząkną i nerwowym ruchem poprawił swoje włosy. – Więc, Bello Swan, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? Tym razem mam pierścionek.
Z kieszeni wyjął czerwone pudełeczka z nawą firmy Tiffaniego. Gdy je otworzył, jej oczom ukazał się najpiękniejszy złoty pierścionek z brylantem jaki kiedykolwiek widziała. Oczko nie było ani przesadnie duże ani też za małe. Pierścionek był po prostu idealny.
- Dobrze wiesz, że powiem tak!
- Chcę to jeszcze raz usłyszeć. To co szaraczku, zgadzasz się?
- Tak. Chcę być twoją żoną.
Nim zdążyła dokończyć zdanie, porwał ją w swoje ramiona i zgniótł w silnym uścisku. Zaraz potem jego usta odnalazły jej wargi, całowali się czule, ale gwałtownie. Ich ręce błądziły po ciele partnera, chcą nacieszyć się tą chwilą. Mimo że w ich umysłach zakorzeniła się już myśl, że tak już będzie zawsze, że nie muszą martwić się, że w przyszłości będą pozbawieni siebie nawzajem, ich ruchy były niecierpliwe i lekko zdesperowane.
Nie mieli ani ochoty ani siły dojść do sypialnia. Łóżko znajdowała się tak daleko, a oni byli siebie tak spragnieni, jakby nie widzieli się wieki. Zrzucali swoje ubrania w pośpiechu, nie zważając gdzie je rzucają. Sami położyli się na dywanie w salonie, mimo iż kanapa znajdowała się dwa kroki dalej.
Spełnienie przyszło szybko i niespodziewanie, orgazm przeszył ich ciała gwałtownie. Bella miała wrażenie, że przez jej ciało przeszedł prąd, a Edward, że wleciał do nieba i zaraz potem łagodnie z niego wrócił. Po kilku minutach ciszy i odpoczynku w końcu mieli siłę, aby podnieść się do pozycji siedzącej.
- Z tobą chyba nie grozi mi nuda? – szepnęła Isabella, przytulając się mocno do ciepłego torsu Edwarda.
- Raczej nie. – zachichotał.
- Wiesz, ja się chyba nie zmienię. Chyba już zawsze będę trochę szaraczkowata.
- Nie chcę, abyś się zmieniała, kocham cię taką, jaką jesteś.
- Nawet, jeżeli będę chodziła w powyciąganych swetrach i piła kakao przed snem?
- Wtedy ja zdejmę te twoje sweterki, bo osobiście wolę cię nago. A kakao możemy pić razem.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też, słonko.
- Emmett kochanie, czy Jasper dzwonił do ciebie? – Rosalie nakładała właśnie makijaż w łazience. Wybierali się wraz z Emem na uroczystą kolację w restauracji.
- Tak. Wziął półroczny urlop. Nikt nie będzie go niepokoił przez całe sześć miesięcy. Na pewno będzie mógł pełnić rolę mojego drużby.
- Cudownie, martwiłam się, że jak zwykle coś mu wypadnie i się nie pojawi.
- Mój mały braciszek zawsze dotrzymuje słowa. Skoro obiecał, że będzie na ślubie, to będzie. – Emmett również odetchnął z ulgą. On też miał obawy, ale nie chciał wcześniej denerwować Rose. I tak ostatni była strzępkiem nerwów, przez te przygotowania do ślubu.
- Przyjedzie z kimś? – zapytała.
- Nie. Będzie sam.
- Jasper nie jest już młodzieniaszkiem, czas, aby się z kimś związał.
- Masz jakieś propozycję, moja mała swatko?
- Jeszcze nie jestem pewna.
- Czy to ktoś, kogo znam.
- Powiedziałam, że jeszcze nie jestem pewna.
- Czyli nic mi nie powiesz?
- Nie.
- Ja też chcę, żeby Jasper był szczęśliwy.
- Wiem, misiaczku – Rose uśmiechnęła się – Mam nadzieję, że moja intuicja się nie myli. Poczekam jednak na ich reakcję na siebie.
- Spotkają się na ślubie? – zapytał Emmett.
- Tak, dopiero wtedy będę mogła powiedzieć czy oboje są sobie przeznaczeni.
- Trochę przerażasz mnie, kotku.
Po łazience rozległ się głośny chichot Rosalie.
- To właściwa reakcja kochanie, pamiętaj jednak, że cię kocham.
- Wzajemnie. – Teraz to i Emmett się śmiał.
1Gordon James Ramsay - szkocki kucharz i przedsiębiorca. Prowadzi takie programy jak Ku jak... kucharz, amerykańskie i brytyjskie wersje programów Hell's Kitchen i Kuchenne Koszmary.
2 Hannibal Lecter – jeden z głównych bohaterów powieści Thomasa Harrisa Czerwony smok, Milczenie owiec, Hannibal i Hannibal – po drugiej stronie maski oraz filmów pod tymi samymi tytułami opartymi na powieściach. Powieść Czerwony smok została zekranizowana dwukrotnie – Manhunter Michaela Manna i Red Dragon Bretta Ratnera
