Epilog

Dzień ślubu Rosalie był słoneczny. Nie można było wymarzyć sobie piękniejszej pogody, tym bardziej, że zarówno cała uroczystość jak i wesele odbywało się w Central Parku. Pojawił się tłum gości, rodzina, przyjaciele, znajomi, wszyscy życzyli młodej parze szczęścia i wiecznej miłości. Zarówno Emmett jak i Rosalie wyglądali świetnie. Rose miała na sobie suknie zaprojektowaną przez wschodzącą gwiazdę mody, która olśniła zarówno wymagające przyjaciółki jak i konserwatywnych rodziców. Emmett zaś wyglądał niezwykle czarująco w prostym, czarnym smokingu.

Dla Belli to był również szczęśliwy dzień. Od dwóch miesięcy była narzeczoną Edwarda i nie mogła sobie już wyobrazić życia bez niego. Oczywiście nie wszystko było łatwe i proste, oboje należeli do osób, które potrzebują własnej przestrzeni i są skorzy do kłótni. Niespełna dwa tygodnie wcześniej pokłócili się tak okropnie, że Edward wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Tak się bowiem złożyło, że tydzień po zaręczynach zamieszkali razem, Bella nie chciała opuszczać swojego małego mieszkanka, więc zdesperowany Edward wprowadził się do niej. Edward Cullen, który zaliczany był do jednych z najbogatszych mieszkańców Nowego Jorku, multi –przedsiębiorca, mieszka w małym mieszkanku na przedmieściach – do teraz wprawiało to Isabellę w rozbawienie. Oczywiście ta wielka kłótnia zakończyła się wielkimi przeprosinami. Po godzinie od całego incydentu Cullen wrócił z wielkim bukietem białych Lilii, a Bella w tym czasie przygotowała smaczną kolację na przeprosiny. Nie zdążyli nawet włożyć bukietu do wazonu, nie mówiąc już o zjedzeniu kolacji, w ciągu sekundy po powrocie Edwarda rzucili się na siebie, jak wygłodniałe zwierzęta i zatracili się w głębinach rozkoszy. Nie dotarli nawet do sypialni, wszystko odbyło się na przedsionku salonu. Tak, ich przeprosiny trwały całą noc.

- O czym myślisz, kochanie? – zapytał Edward, który z pewnym zafascynowaniem przyglądał się twarzy Isabelli.

- O niczym szczególnym.

- Na pewno? Wyglądasz na bardzo zaaferowaną.

- Po prostu cała uroczystość jest olśniewająca – odparła wymijająco Bella, nie chciała się przyznawać, że myślała o cudownym seksie z nim.

- Rzeczywiście, wszystko jest dopracowane w najmniejszych szczegółach. Też chciałabyś mieć taki?

Bella parsknęła.

- Wyobrażasz sobie mnie z tej tonie koronek, tiulów i pereł?

- Oczywiście, wyglądałabyś olśniewająco – zachichotał Edward

- Tak, jasne. Chyba bym się w tym wszystkim zgubiła.

- A jaki jest twój ślub marzeń? –zapytał

- Czyżbyś coś planował?

- Dobrze by było wiedzieć, jak moja narzeczona wyobraża sobie ten dzień. Wiem, że kobiety przykładają do tego wielką wagę.

- Ja raczej do nich nie należę. Cichy, skromny ślub w zupełności wystarczy. A ty, jakie masz wyobrażenia? – Bella zainteresowała się jego poglądami na ten temat.

- Dzięki Bogu w tej kwestii jesteśmy zgodni, cicho i bez zbędnej pompy.

- Gdyby Alice nas słyszała, zapewne byłaby wściekła.

- Moja siostra ma spaczone pojęcie na temat ślubów i wesel. Nie wiem skąd się to u niej wzięło, ale na pewno nie jest to dziedziczne.

Bella zaśmiała się. Edward objął ją mocno i pocałował w czubek głowy.

- A my kiedy planujemy ten wielki dzień? – Edward spojrzał kobiecie głęboko w oczy

- Spieszy ci się?

- Nie, ale miałbym wymówkę, abyśmy kupili nowy, WIĘKSZY dom. Nie rozumiem czemu jesteś dziwnie oporna, jeżeli chodzi o ten temat.

- Lubię mój dom.

- Jest za mały na jedną osobę, nie mówiąc już o dwóch. A co jak powiększy się nam rodzina?

- Nie jestem w ciąży- zaprzeczyła gorąco. Podejrzanie często Edward podsuwał jej temat dzieci.

- Teraz nie, nie można jednak wykluczyć takiej opcji.

- Ostatnio bardzo często sugerujesz taką opcję.

- Nie jestem coraz młodszy i ty też. Chciałbym mieć dzieci, może nawet trójkę albo czwórkę.- zamyślił się

- Hola! W tym temacie ja też mam coś do powiedzenia, to JA będę je rodzić!

- Niech ci będzie, zejdę do trójki.- zaśmiał się i głęboko ją pocałował.

- Dwójka.

- Trójka.

- Dwójka i to moje ostatnie słowo.

- Niech ci będzie, ale nie omieszkam później spróbować przeforsować moje zdanie.

- Nie masz szans – zachichotała.

- To się jeszcze okaże - mruknął pod nosem i ponownie pocałował ją.

Alice była zachwycona weselem, było po prostu idealne. Tak właśnie powinien wyglądać idealna uroczystość. Suknia Rosalie była cudowna, zresztą sukienki druhen były równie olśniewające. W końcu to ona je wybierała, więc nie mogło być inaczej. Panna Cullen cieszyła się ze szczęścia Rosalie i Belli, ale do jej świadomości coraz bardziej docierało, że ona również chciałaby ułożyć sobie życie. Zawsze miała pecha do mężczyzn, nie potrafiła dobrze ocenić intencji adorujących ją facetów, przez co zawsze wpadała w kłopoty. To prawda, że nigdy wcześniej nie zastanawiała się jak ten fakt zmienić, jednak właśnie teraz w tym miejscu postanowiła sobie, że najpierw do głosu będzie przemawiać rozum, a nie serce.

- Przepraszam bardzo, czy może wie pani, w którym miejscu znajduje się poncz? – do jej uszu doszedł niezwykle melodyjny i męski głos. Po jej plecach przeszedł deszcz podniecenia, poczuła jak ten elektryczny impuls podróżował od czubka głowy po koniuszki palców. Jeszcze nigdy tak gwałtownie nie reagowała na męski głos. Odwróciła się gwałtownie, chcąc poznać właściciela tej diabelskiej melodii. Jej oczom ukazał się niezwykle postawny i wysportowany mężczyzna, blond włosy odbijały promienie słoneczne a olśniewający uśmiech zajmował niemal całą twarz.

- Cudo! – pomyślała Alice. – Chyba znajduję się na stoliku przy fontannie – próbowała panować nad swoim głosem. Nie chciała pokazywać, jakie wrażenie na niej zrobił.

- Nie powinienem pić przed uroczystością, więc pomyślałem że ugaszę pragnienie ponczem. – tłumaczył się zawadiacko blondyn.

- Jak chcesz to ja ugaszę twoje pragnienie – przebiegło jej przez myśl – A fe! Alice, opanuj się! Pamiętasz co sobie przed chwilą postanowiłaś? – zganiła samą siebie.

- Drużba nie powinien być zalany. Tym bardziej na ślubie swojego brata – kontynuował dalej mężczyzna.

- Jesteś drużbą? – zapytała zaskoczona – W takim razie zapewne jesteś Jasper.

- Przepraszam, że nie przedstawiłem się wcześniej, jestem Jasper McCarty.

- Alice Cullen, jestem jedną z druhen Rosalie.

- Rose zawsze miała dobry gust. – skwitował Jasper i ponownie uśmiechnął się promiennie.

Alice poczuła jak chyba po raz pierwszy w życiu się rumieni. W ciągu sekundy przypomniał sobie wszystko to co Rose mówiła o Jasperze.

- Słyszałam że jesteś pilotem.

- Tak, pilotuje myśliwce wojskowe.

- Dużo podróżujesz?

- Prawie bez przerwy. Mogę powiedzieć, że zwiedziłem niemal cały świat.

- To musi być fascynujące.

- Tak, ale czasami niezwykle męczy. Nigdy nie wiadomo gdzie cię wyślą i na ile.

- Trudno rozstawać się z domem na tak długo, ja miałabym z tym problemy.

- Do wszystkiego można się przyzwyczaić. – westchnął Jasper - Ale nie mówmy o mnie, czym ty się zajmujesz?

- Obecnie szukam pracy – skłamała szybko Alice. Nie chciała wyjść na głupią, rozpieszczoną i bezproduktywną trzpiotkę.

- A w jakiej branży? – zapytał ze szczerym zainteresowaniem.

- Zajmuję się modą. Ale to trudny rynek, więc na razie nie szukam jakiejś konkretnej posady. Może dostanę się gdzieś na staż lub praktykę. Zamierzam się również dokształcić, zawsze chciałam studiować wzornictwo, ale jakoś wcześniej nie wyszło. Mam nadzieję, że to nadrobię – Alice brnęła coraz dalej.

- Świetnie, że dążysz do realizacji swoich marzeń. Nie ma nic ważniejszego w życiu.

- Świetnie i co teraz Cullen. Miej nadzieje że nie skonsultuje tych informacji z Rosalie. Ale co miałam zrobić, powiedzieć, że nie pracuję, bo jestem bogata, a mój starszy brat jest jeszcze bogatszy. Nie ma mowy, wyszłabym na idiotkę.

- Masz rację. Wiesz co, chyba musimy już zając swoje miejsca. Rosalie gotowa nas zabić, gdybyśmy się spóźnili.

- Tak, Rosalie jest trochę krwiożercza.

Alice zachichotała.

- W tym momencie jest raczej nieco zdenerwowana.

- Nigdy nie widziałem zdenerwowanej Hale.

- To dzisiaj będziesz miał okazję.

- Widziałaś gdzieś Alice? Zaraz po uroczystości straciłem ją z oczu. – zapytał Bellę Edward.

- Kochanie, z przykrością muszę ci uświadomić, że Alice nie jest już dzieckiem i nie musisz jej pilnować.

- Przestań, nie o to mi chodzi. Po prostu zainteresowałem się jej nagłym zniknięciem.

- Dobra, mnie nie oszukasz.

- Bella!

- No już, nie denerwuj się. Rozmawia pewnie z Jasperem.

- Z bratem Emmetta?

- Są sobą bardzo zauroczeni.

- On jest żołnierzem!

- Pilotem, jeżeli już uściślamy jego zawód.

- Alice nie interesuję się tego typu mężczyznami.

- Co masz na myśli mówiąc tego typu?- zainteresowała się Bella.

- Porządnymi!

- Hipokryta! Zawsze wbijałeś jej, że wybiera nieodpowiednich facetów, a jak sobie takiego znalazła, to nie wierzysz, że taki facet może się jej spodobać.

- Życzę wszystkiego najlepszego mojej siostrze. Po prostu nie mogę w to uwierzyć, to wszystko! – usprawiedliwiał się Edward.

- Teraz twoja odpowiedź mi się podoba.

- Może wymkniemy się gdzieś, gdzie będzie dużo mniej osób – zaproponował, nie za bardzo miał w tej chwili ochotę rozmawiać o życiu miłosnym swojej siostry.

- Teraz? –zapytała zaskoczona Bella.

- Tak.

- Podczas trwania wesela Rosalie?

- Nic nie poradzę że mam ochotę….

- Nie kończ! Wiem co masz na myśli – roześmiała się Bella i wylądowała prosto w jego szerokich ramionach. Cmoknęła go niewinnie w policzek. – Nie możesz poczekać do wieczora?

- Nie wiem czy dam radę….- jęknął przeciągle.

- Daj spokój – zachichotała – Jak wytrzymasz, wynagrodzę ci to.

- Obiecujesz? – W jego oczach pojawiły się ogniki namiętności.

- Zawsze dotrzymuję obietnic.

- W takim razie… - odsunął się od niej - … będziemy bardzo porządni.

Bella nie mogła powstrzymać śmiechu.

- Z tobą nigdy nie będę się nudzić.

- Chyba na to nie liczyłaś? Nasze życie będzie nie dość, że ciekawe, to jeszcze pełne namiętności.

- I kłótliwe – dodała rozbawiona kobieta.

- No cóż, oboje jesteśmy wybuchowi. To nieuniknione. Ale jeżeli mamy się tak godzić, jak ostatnio, to chyba specjalnie będę prowokował sprzeczki.

- Edward!

- No co? Sama musisz przyznać, że było niesamowicie…

- Zamknij się! Ktoś może podsłuchiwać! – Bella nerwowo rozglądnęła się wokoło. Wydawało się, że nikt z gości nie zwracał na nich uwagę. Odetchnęła z ulgą.

- Jesteśmy zaręczeni, nikt nie będzie miał za złe że mamy dość bujne życie erotyczne. – Tym razem to Edward się śmiał. Uwielbiał oglądać rumieńce na jej twarzy. Cały czas się dziwił, że dziewczyna jeszcze rumieni się, kiedy on wspomina o seksie.

- Miałeś być grzeczny.

- Ależ jestem, czy to dziwne, że uwielbiam się droczyć z moją kobietą.

- Skończmy temat!

- Jeżeli sobie tego życzysz, kochanie.

- Od kiedy jesteś taki zgodny? – zakpiła.

- Dla ciebie wszystko, szaraczku! – odparł z czułością, patrząc jej prosto w oczy.

- Wiesz, chyba polubiłam już szaraczka.

- To dobrze, bo jesteś MOIM szaraczkiem.

KONIEC