Rozdział trzeci: Kanoniczny/Niekanoniczny
- Mamy około pięciu milionów naboi. Pięć milionów naboi, żeby zabić Ichigo Kurosakiego.
Orihime i Accelerator siedzieli właśnie w kawiarni, jedząc lody. Była dwunasta w południe, a oni całą noc prowadzili obserwację swojego celu. Coś im się w końcu należało od życia, nie? A poza tym kawiarnia była doskonała na omawianie planów zabójstwa – po jedzącej lody parze niewiele osób się tego spodziewa, co zmniejsza ryzyko wykrycia.
Nawet, jeśli ta para była obwieszona bronią, a o krzesło dziewczyny oparta była wyrzutnia rakiet.
- Pięć milionów. Wystarczy – Accelerator z zadowoleniem przyglądał się swojej porcji lodów. – Wystarczy dla niego, całej jego rodziny i wszystkich, którzy kiedykolwiek mu pomogli.
- Całkowita zemsta! – Orihime wybuchnęła skrzeczącym, złośliwym śmiechem. Jej brązowe dotąd oczy rozbłysły czerwienią. Esper nawet nie zwrócił na to uwagi, całkowicie pochłonięty swoimi lodami.
Kiedy już przestała się śmiać, powiedział:
- Masz swoje notatki? Musimy zaktualizować listę celów i ustalić sposób ich śmierci. Wyjmij dokładną mapę regionu, zaznacz na niej miejsca zamieszkania przyszłych trupów i miejsca, w których najczęściej przebywają. Musimy znać ich dokładne upodobania, by maksymalnie zwiększyć ich upokorzenie i uśmiercić ich w najbardziej satysfakcjonujący sposób. Powinniśmy ustalić maksymalny budżet i przeznaczyć jego część na każdy z celów, by osiągnąć wymagany efekt. Ej, rozpiszmy biznesplan i załóżmy firmę! Będziemy przyjmować zlecenia tylko i wyłącznie na Kurosakiego i nasze cele! Główna siedziba może znajdować się… nie wiem gdzie, zaproponuj coś, włącz się do rozmowy, nie mogę być jedyną myślącą istotą w tym zespole, ale co myślisz o jakiejś zajebistej podziemnej lokalizacji? Albo coś takiego jak miał Izaya w „Drrr!", albo może coś takiego jak ten cały Kuugo i ci jego fullbringerzy? Boże, ale to żałośni ludzie byli, zupełnie jak Kamijou i to jego „zniszczę tą twoją iluzję!". Aż mi żal samego siebie, że przegrałem z kimś takim. Nie, nie rozgłaszaj tego nikomu, bo nasz biznes straci reputację, zanim jeszcze ją zyska, i, Boże, czy to twoje koleżanki się tak na nas gapią? Jezu, jakby nigdy nie widzieli ludzi planujących morderstwo! O, Matko Boska, jak na ateistę strasznie dużo używam religijnych epitetów. W ogóle to dzięki Bogu, że jestem ateistą, bo w moim fandomie wszyscy księża i zakonnice to banda uciekinierów z psychiatryka. W ogóle to takiemu jednemu znajomemu zakonnica spadła na balkon, a potem odwiedził go ksiądz i próbował spalić żywcem. Uważaj na takich, i…
Przerwał, widząc, że Orihime wpatruje się w niego z otwartymi szeroko ustami. Opanowała się szybko i wyjaśniła:
- Przepraszam, ale jesteś niekanoniczny.
- Ty też.
- No, ale ty bardziej. W swoim fandomie chyba nie prowadziłeś takich zaawansowanych monologów? – zainteresowała się.
- W uniwersum Raildexa zamordowałem dziesięć tysięcy klonów dziewczyn, kilka na oczach gimnazjalistki. Jednej z nich urwałem nogę i zmiażdżyłem pociągiem, drugiej odwróciłem bieg krwi w żyłach tak mocno, że krew zachlapała całą uliczkę i kilka następnych. Rzucałem kontenerami w chłopaka na oczach siostry tych wszystkich dziewczyn, powodując wybuch tak silny, że rozwalił pół miasta. Ogólnie to moim głównym zajęciem było mordowanie ludzi, najlepiej codziennie o dziewiątej wieczorem. No, co prawda później staję się dobry i ratuję świat, ale w anime za dużo tego nie ma, a autorka nie chce, żeby czytelnicy mnie znienawidzili, jestem jej ulubioną postacią. A poza tym to parodia.
- Wiem, wiem! – Orihime gorliwie skinęła głową – Ale ja przeczytałam wszystkie light novels, mangi i obejrzałam anime z obu twoich serii, więc wiesz, taki zdrowy na umyśle Accelerator to trochę…
- Trochę co? – Złowieszczy wzrok Acceleratora nagle błysnął kanonicznością.
- Trochę dobry pomysł! – uśmiechnęła się – Z resztą, ja też jestem niekanoniczna! Parodie górą!
Mimo wszystko wciąż jednak była nieco zaniepokojona.
Ichigo Kurosaki był wkurwiony.
Po pierwsze, poszedł rano do Urahary i okazało się, że jego sklep splajtował.
Po drugie, już trzy razy jakiś shinigami namawiał go, aby wszedł do gigantycznej klatki oznaczonej czerwonym iksem. Nie wszedł, gdyż podejrzewał, że mogła to być pułapka.
Po trzecie, siedział teraz w kawiarni z Rukią. Byli na randce. Wszystko było okej. Wszystko powinno być okej. Miał swoją dziewczynę, która bardzo go kochała. Miał wiele mocy, a każdą potężniejszą od wszystkich na świecie.
Więc dlaczego, do cholery, tak bardzo ubódł go widok Inoue jedzącej lody z jakimś jebanym albinosem? Dlaczego? Dlaczegooooo…
Coś mi w tym obrazku nie pasuje?, pomyślał Ichigo. Ale co?
- Może ta wyrzutnia rakiet – powiedział cicho do siebie.
- Wyrzutnia rakiet? – spytała słodko Rukia. – Jaka wyrzutnia rakiet? MOŻE TA, KUROSAKI?!
Ichigo cudem uchylił się przed lecącą w niego rakietą, która trafiła prosto w jedną z kelnerek. Gigantyczny wybuch rozerwał na strzępy ją i duży kawałek otoczenia.
- Za co?! – wrzasnął z paniką w głosie, próbując znaleźć odznakę w swojej kieszeni.
- JESTEŚ ZE MNĄ NA RANDCE I MYŚLISZ O INNEJ! – zawyła Rukia, po raz kolejny strzelając z wyrzutni. Rakieta trafiła w psa po drugiej stronie ulicy. Co jak co, ale jak na porucznika to miała fatalnego cela.
- GIŃ SKURWYSYNU! – wrzasnęła po raz kolejny.
Accelerator powoli i pieczołowicie przeżuwał swoje lody, z kanoniczną u niego pogardą obserwując rozgrywający się spektakl. Żałosna amatorszczyzna.
- Myślisz, że powinniśmy się dołączać? – spytała spokojnie Orihime, nie zwracając uwagi na latające dookoła nich rakiety.
Accelerator oderwał się od lodów i odbił jedną z nich prosto w Chizuru, która przyszła tu tylko po to, by zobaczyć swoją Księżniczkę. No cóż, zobaczyła.
Po czym powstał.
- Pora na kanon – mruknął do siebie. Deski podłogi oderwały się od siebie i poszybowały w stronę Ichigo. Zapowiadała się niezła masakra.
Ichigo wrzasnął i wyskoczył przez okno, uciekając przed deskami. Nie mógł znaleźć swojej odznaki zastępczego shinigami, gdyż…
- TO JA JĄ…! - wrzasnęła Rukia, ale nie dokończyła, gdyż ktoś ją zastrzelił.
Chłopak wrzasnął po raz kolejny, gdyż coś walnęło nim w mur.
Accelerator zobaczył Kurosakiego za oknem, po czym rozwalił całą ścianę. Zastanowił się, po czym oderwał go od muru i trzasnął nim jeszcze raz. To było zajebiste uczucie.
- Bwhhahaamuhahhahahahahkekekekake – roześmiał się złowieszczo i błysnął kanonem, zabijając kilku oglądających widowisko mugoli. Nie, wróć, jeden z nich żył. Accelerator uśmiechnął się do niego, po czym wbił mu nóż w udo. Zastanowił się i wbił go jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Po czym dotknął rany i odwrócił bieg krwi w jego żyłach. Człowiek rozerwał się na strzępy. Krew zachlapała całą ulicę i kilka następnych też.
- Łał, musi być przerażający w swoim fandomie – skomentował Uryuu Ishida – Mogę prosić o jeszcze trochę popcornu? Dzięki.
- Trzymaj, wasza wysokość – Bazz-B dosypał mu popcornu do miski.
- Coś się stało z kamerą! Nie działa chyba! Naprawcie to ktoś! – Bambietta dopadła Haschwalda i właśnie ciągnęła go w stronę ekranu.
- Działa, działa… – mruknęła uspokajająco Podpora i Opoka Całego Oddziału Vandenreich tonem wskazującym na to, że wyraźnie ma w tej chwili do czynienia z dziećmi. W pewnym sensie miał. – Tylko cały ekran nam zachlapał krwią.
Zapadła cisza.
- I to doleciało aż na naszą satelitę? – Cang Du rozpaczliwie próbował być racjonalny. – Przecież ona jest na orbicie!
- A my w zaświatach – odparł Haschwald – I to, i to jest nienormalne.
Tymczasem w Karakurze Accelerator skończył się śmiać, strzepał z twarzy resztki mózgu, wyjął opakowanie tabletek uspokajających i połknął wszystkie na raz.
O Borze Iglasty, przepraszam za wszystkie herezje XD Naprawdę XD Jeśli są tu jacyś fani Raildexa, przepraszam za wszystkie zbrodnie wyrządzone na Acceleratorze. Fanów Truskawy również przepraszam za to wszystko, co mu się dzieje i to, co będzie mu się działo. Przepraszam również za kompletne spaczenie wizerunku Vandenreich, ale nigdy nie mogę się powstrzymać przed kaleczeniem moich ulubionych postaci (co, prawdopodobnie, widać tu doskonale...).
Dobra, koniec przepraszania. Mam nadzieję, że się spodoba :)
