Przepraszam za długą przerwę w dodawaniu, no ale wiadomo, maj, szkoła, poprawianie ocen... Tak, usprawiedliwiam się. I muszę usprawiedliwić jeszcze jedno.
Drodzy fani George'a Martina lub Gry o Tron! W tym rozdziale pojawia się gigantyczny, ohydny i okropny spoiler (do książek i do serialu), który parę tygodni temu wywołał niemałą burzę w internecie (tak, w tym opowiadaniu też). Z oficjalnej strony HBO został usunięty już kilka godzin po jego przypadkowym udostępnieniu, no ale Z INTERNETU NIE DA SIĘ NIC USUNĄĆ BUHAHAHHAHAH!
A teraz jeszcze raz ostrzegam przed spoilerem i zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że się spodoba!
Rozdział piąty: To nie może dziać się naprawdę (lub Przygody Haschwalda)
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy – wyznał Ichigo – Znaczy, to szalone. Kompletnie szalone.
Minął tydzień od jego spotkania z Uraharą. Siedem dni pełnych uciekania przed… no, przed wszystkimi ludźmi na świecie. Siedem dni pełnych ukrywania się w podziemiu.
Siedem dni pełnych planowania zemsty na mszczących się na nim ludziach wraz z wynajętą przez niego organizacją pełną nagich ludzi – Plażowych Nudystów z fandomu Kill la Kill, która po zapewnieniu spokoju u siebie ruszyła zapewniać spokój u innych.
Mimo starań Urahary, wciąż nie było wiadomo nic o tym, co stało się w ich uniwersum. Wszyscy o to zapytani tłumaczyli uprzejmie, że owszem, to bardzo smutne, ale o wszystko trzeba pytać panienki Satsuki. Że, oczywiście, nie zrobią nic bez jej błogosławieństwa.
- Jak myślisz, Ichigo, kim właściwie jest dla nich Satsuki Kiryuuin? – zapytał pewnego dnia Urahara.
- Nie wiem, może kimś w stylu Aizena – odparł Ichigo, nie wiedząc nawet, jak bardzo ma rację.
Miejsce akcji: Baza Operacyjna Shinigami Specjalnych (zwana dalej BOSS)
Shinigami Specjalni (zwani dalej SS) to, jak sama nazwa wskazuje, specjalna jednostka antykurosakowa Soul Society. Innymi słowy, wysoce wyspecjalizowani shinigami (cała kadra oficerska Gotei 13, a także szeregowi) oddelegowani do priorytetowego dla Gotei 13 zadania pod kryptonimem „Rudy 102". Pierwsza część kryptonimu odnosi się do cechy szczególnej celu operacji. Część druga odnosi się do słów kapitana Zarakiego, który wyznał, że gdzieś kiedyś słyszał skrótowiec „SS", przymiotnik „rudy" i liczbę 102 w jednym zdaniu.
Operacja priorytetowa Gotei 13, „Rudy 102"
1. Misja I, kryptonim „Metin".
a) Pomysłodawca misji: SS Nanao Ise
b) Uzasadnienie misji: SS Ise, korzystając z urządzenia o nazwie komputer odkryła, że na hasło „SS Rudy" urządzenie podaje nieskończoną ilość odnośników na temat podanego wyrażenia. Najbardziej niepokojący z nich okazał się odnośnik „[SS]Ruda na moście O.O", który prowadził do dyskusji, zapoczątkowanej przez obraz uzbrojonego wojownika siedzącego na koniu w towarzystwie skały. Dalsze poszukiwania ujawniły grę komputerową (rodzaj wirtualnej symulacji bądź programu) o nazwie Metin2.
c) Przebieg misji: SS Ise, ryzykując ujawnieniem swojej pozycji wrogowi, zapoznała się z zasadami gry i pobrała ją do komputera, poszukując wśród użytkowników osoby o nicku (tj. pseudonimie) zbliżonym do celu. Trwające wiele godzin dochodzenie ujawniło dzierżącego wielki miecz wojownika o nicku „ProEloRudyKox", nawiązującym do ogromnej siły duchowej, mocy zanpaktou, a także koloru włosów celu. SS Ise wyzwała go na pojedynek, używając rytualnego pozdrowienia wojowników Metinu, tj. „cho na solo cioto". Wojownik odpowiedział równie rytualnym zwrotem grzecznościowym, tj. „twoja stara klaszcze u Rubika" i przyjął wyzwanie.
d) Skutek misji: Nie doszło do walki, ponieważ SS Ise nie wzięła pod uwagę tego, że w grze Metin2 można walczyć od piętnastego poziomu.
e) Opinia dowódców: Zaleca się powtórzyć misję w późniejszym terminie.
George R.R. Martin był śmiertelnie (na szczęście w tym przypadku to tylko przymiotnik oznaczający „bardzo", gdyż słowo „śmiertelnie" użyte w kontekście George'a Martina jest… no cóż, śmiertelne) zmęczony. Po pierwsze, przez ostatnie kilka dni i nocy zajmował się pisaniem. Po drugie, bez choćby kilku minut snu. Po trzecie, pod groźbą śmierci.
Zapisywany kilkanaście razy w ciągu dnia dokument w Wordzie jest bowiem zbiorem opowiadań, mającym na celu zabicie Ichigo Kurosakiego. Najpotężniejszą bronią na świecie, potężniejszą nawet niż „Mesjasz" papieża Ernesta Egina.
W jaki sposób? Otóż George R.R. Martin to pisarz. Jak wiadomo, każdy pisarz posiada wyobraźnię i potrafi jej używać, przelewając swoje wizje na papier bądź Microsoft Word. W każdym z alternatywnych wszechświatów dzieje się coś innego – wszystkie zostały stworzone przez pisarzy.
Oczywiście, pisarz jako stwórca alternatywnego wszechświata ma nad nim całkowitą, absolutną władzę. Jest jego Bogiem, jedynym i prawdziwym. Może robić to, na co ma ochotę, a jego postacie są całkowicie mu posłuszne, co daje mu nieograniczone możliwości.
Pod warunkiem, że jest dobrym pisarzem.
George nim był. Wydał encyklopedię, atlas, osiem książek i wspierał powstanie książki kucharskiej (a także zbioru cytatów) o swoim uniwersum. Pisał także scenariusze do niektórych odcinków serialu opartego na jego twórczości, pomagał w dobieraniu aktorów i na bieżąco komentuje każdy odcinek na swoim Absolutnie Nie Blogu. Wszystko to sprawiło, że wszystkie stworzone przez niego postacie były w rzeczywistości zwykłymi narzędziami do osiągnięcia celu. Posiadał nad nimi absolutną władzę.
Jak już wiadomo, stworzenie opowiadania o Ichigo Kurosakim miało dać George'owi całkowitą kontrolę nad chłopakiem i w efekcie możliwość zabicia go.
Miał wprawę, Worda i wenę twórczą, co mogło pójść źle?
Wszystko, pomyślał smętnie pisarz.
Odkąd HBO ujawniło, że przywódcą Innych jest Nocny Król, cała koncepcja świata Gry o Tron/Pieśni Lodu i Ognia zaczęła się sypać. Największy, najohydniejszy spoiler z możliwych wzbudził wątpliwości w sercach fanów i całego świata.
Wątpliwości ludzi wzbudziły wątpliwości w George'u.
Wątpliwości u pisarza nie są pożądaną rzeczą, gdyż jego świat może się przez to zbuntować. Najlepszym dowodem na to był przebywający w sąsiednim pokoju osobnik, grający w szachy z Orihime. Osobnik w czarnym płaszczu, z czarnym krukiem na ramieniu. Osobnik, którego buntu George R.R. Martin w ogóle się nie spodziewał.
Do uniwersum Bleacha przybył Jon Snow.
- Dzisiaj po raz kolejny strzelano do mnie z bazooki! Nie mam pojęcia, co mam w ogóle zrobić! Jak mam się zachowywać, kiedy strzelają do mnie z bazooki?! Nigdy nie strzelano do mnie z bazooki! Nigdy!
Tessai Tsukabishi westchnął bezgłośnie. Odkąd Urahara mianował go osobistym psychologiem Kurosakiego nie miał ani chwili spokoju. Świat chłopaka rozpadł się na kawałki tak bardzo, że groził mu obłęd, śmierć, a później choroba psychiczna. Konieczne stało się utrzymywanie go w mniej więcej normalnym stanie, bo jego paranoja niszczyła morale Samozwańczego Oddziału Walki Agresywnej bardziej niż walka z shinigami przy użyciu Dotonbori Robo („DTR!"), na widok którego wrogowie pękali ze śmiechu.
Przynajmniej dostał gabinet i wygodny fotel.
- Ichigo – Tessai przybrał uspokajający ton głosu człowieka, który jest absolutnie pewny tego, że gorzej już nie będzie. – Ichigo, pomyśl o sobie. Strzelali w ciebie… metaforycznie! Każdy strzał symbolizował jeden z grzechów, których się być może dopuściłeś. Dręczy cię poczucie winy, więc wyobraziłeś sobie metaforyczną bazookę, która pełni rolę twojego sumienia, przypominającego ci o drzemiącym w twojej duszy hollowie, symbolizującym ciemną stronę twojej osobowości… - przewrócił stronę trzymanej na kolanach książki – Ciemną stronę twojej osobowości, która próbuje przejąć nad tobą kontrolę… Próbuje… Nie, szepcze ci do ucha i namawia do złych czynów! Czy budzisz się w miejscach, w których wcześniej nie byłeś? Czy…
- Nie! – przerwał mu głośno Ichigo, wpatrując się beznamiętnie w sufit ze swojego miejsca na kozetce. – Nie budzę się w miejscu, w którym wcześniej nie byłem! Nie budzę się umazany czerwoną farbą z martwym kogutem w ręce! Nie mam wielkich i białych plam w pamięci! I nie, nigdy nie obudziłem się pod kamienną ścianą z napisem „Komnata Tajemnic została otwarta, strzeżcie się wrogowie dziedzica"!
- A czy…
- NIE JESTEM OPĘTANY PRZEZ VOLDEMORTA!
Jego Wysokość zajął się swoimi sprawami, zrzucając obowiązek bawienia dzieci… tfu, dowodzenia Stern Ritterami na barki Haschwalda. Właściwie nie była to żadna odmiana, gdyż tym właśnie zajmował się przez cały czas.
W końcu postanowił wziąć sobie wolne i przekazać dowodzenie młodemu Ishidzie. Pierwszy od ładnych kilkuset lat urlop Haschwald postanowił spędzić w Karakurze.
W ciągu pierwszych trzech godzin zdążył oberwać z bazooki, zostać „wyzwany na solo", dostać zaproszenie na własny pogrzeb i, co najdziwniejsze, z jakieś czarnej maszyny wystrzelono w niego kompletnie nagiego faceta. Postanowił odreagować się nad filiżanką herbaty i spotkał tam kapitana Kyouraku, podrywającego jakąś czarnowłosą dziewczynę w białym mundurku. Było w niej coś podejrzanego. Wypił swoją herbatę, wyszedł z kawiarni i postanowił zrobić zakupy. W międzyczasie zadzwonił do niego Uryuu z informacją, że Bambietta znowu zabija ludzi, a on nie wie, co ma robić. Jugram uprzejmie doradził mu pospieszne oddalenie się. Poszedł do księgarni, gdzie spotkał wyraźnie przerażonego George'a Martina w towarzystwie jakiegoś ubranego w czarne futro i czarne ubranie osobnika z gigantycznym białym wilkiem u boku oraz krukiem na ramieniu. Osobnik ów wskazywał ostrym, półtoraręcznym mieczem na stos egzemplarzy „Tańca ze Smokami", grożąc pięścią George'owi, który z każdą sekundą bladł coraz bardziej. Haschwald pomachał do niego, z czystej sympatii kupił jedną z jego książek i wyszedł. Zauważył, że na środku ulicy ział wielki krater, niemalże po brzegi wypełniony rozczłonkowanymi trupami. Co parę sekund w dziurze lądował kawałek kolejnego trupa. Zdawało mu się, że słyszy jakiś dziewczęcy głos wołający: „Czekaj, Accelerator! Nie wziąłeś swoich tabletek!", ale doszedł do wniosku, że po prostu ma halucynacje.
To wszystko nie mogło dziać się naprawdę. No po prostu nie.
Zza rogu wybiegł Ichigo Kurosaki wrzeszcząc, że nie jest opętany przez Voldemorta. Za nim biegł shinigami rozpoznany przez Haschwalda jako Tessai Tsukabishi, powiewając trzymanym w rękach białym kaftanem.
To pewnie halucynacja, całkiem możliwe, że hemoglobina, może też dwutlenek węgla…
No, taka sytuacja.
