Nienawidzę martwych niedziel, a ta była szczególnie martwa – blado wypadała na tle poprzedniego dnia. Niby oficjalnie (?) zacząłem nowy rozdział w życiu, ale w ogóle tego nie czuję. Mój portfel też się nie zmienił, nadal nie jest w stanie pokryć ceny za wynajem. Już trzeci miesiąc zalegam. Beznadziejnie, w takich chwilach przydałoby się trochę przyćpać, ale nie mogę wracać do nałogu, zanim nie zacząłem kariery w Akatsuki. Trzeba się im pokazać od jak najlepszej strony; jak by nie patrzeć to też są ludzie, więc też oceniają innych po pozorach...

Szkoda, że nie popytałem o nich Sasoriego – w końcu nie ma nic dziwnego w tym, że jestem ciekawy ludzi, z którymi będę pracować, nie? To znaczy – przed którymi będę się rozbierać... A Sasori należy najwyraźniej do miejskiej elity plotkarzy i pewnie wiele mógłbym się od niego dowiedzieć. Szczególnie interesuje mnie Itachi. Przegięty elegancik, który tak mną zmanipulował, że byłem psychicznie zmuszony wstąpić w mrok Akatsuki! Z tego co mi Sasori nieoficjalnie mówił, to właśnie z Itachim będę się pieprzył przed kamerą. Pieprzył przed kamerą – jak to strasznie brzmi... Konan to pewnie nazwie eufemistycznie „podpatrzoną miłością". Chociaż... Może nie doceniam erotycznego potencjału drzemiącego w umyśle tej kobiety? Co jeżeli zamiast niewinnego seksu wśród róż i słonecznych promieni, każe nam robić coś totalnie perwersyjnego? Co jeżeli w scenariuszu będzie, że Itachi ma mnie związać taśmą policyjną i zgwałcić pędem bambusa?!

Nie! Poderwałem się nerwowo do siadu. Znowu prawie spałem, byłem na tej strasznej granicy między snem i jawą, kiedy rozum produkuje najbardziej szalone rzeczy. Zmęczony opadłem na powrót na poduszki, ale bez żadnej ulgi – ilekroć zamknąłem oczy, pojawiał się przede mną Itachi. Jego mroczne, seksowne oczy patrzące tylko na mnie... One wtedy nie widziały świata, nie widziały niczego poza mną... Wtuliłem się plecami w kokon ze zwiniętej kołdry, a poduszkę przytuliłem mocno do siebie. Jezu, jak cudownie ciepło i bezpiecznie...

- Jesteś cholernie seksownym skurwysynem, hm... - mruknąłem do wyimaginowanego Itachiego z kołdry.

- Wiem – odpowiedział dźwięcznie i wtulił swoje arystokratyczne palce w moje włosy, tak cudownie miękkie... Drugą dłoń oparł na mojej erekcji i ścisnął ją lekko. Wtuliłem się w niego bardziej, a on odsunął z mojej twarzy kurtynę włosów i wyszeptał zaborczo do ucha: „Pragnę cię".

- Itachi, ja... - zacisnąłem i podkuliłem nogi, ale on niemalże siłą rozłączył moje kolana.

- Teraz – wyszeptał w moje ucho i zaczął drażnić mojego penisa – Bez żadnych wymówek, bez żadnych granic... Chcę w ciebie wejść, chcę cię posiąść...

- Ach, Itachi... - zacisnąłem ręce na kołdrze i zamknąłem oczy, aby móc bardziej oddać się rozkoszy. Zaczął mnie zaspokajać coraz szybciej i chaotyczniej, a ja już na poły w amoku zacząłem pojękiwać – Proszę, weź mnie... Weź mnie całego, hmmm... Ach! Wejdź we mnie! Wypełnij, hmmm...

Jego palce lawirowały po moim nabrzmiałym członku i sumiennie rozprowadzały po nim nasienie, które zdążyło wykropelkować. Po chwili zsunęły się do tego wrażliwego miejsca między jądrami, a moim wejściem i zaczęły zataczać kółka.

- Nie drażnij się ze mną...Hm... Daj mi już dojść... - mruknąłem błagalnym tonem, rozszerzając nogi.

- Jaki niecierpliwy – wysapał rozbawiony w moje włosy, ale posłuchał i drugą ręką znów objął mojego członka. Przyspieszył ruchy tak bardzo, że nawet nie uchwyciłem dokładnie momentu, w którym doszedłem. W końcu prawdziwa przyjemność jest poza czasem... Niesamowite uczucie zawładnęło moim kroczem i przyjemne mrowienie promieniowało po całym ciele. Jezu, jak cudownie! Nic tak nie pobudza jak porządny orgazm! Na palcach poczułem swoją spermę. Zadowolone ciało wtuliło się jeszcze w kołdrę, wspominając niedawne, cudowne uczucie, ale umysł... No właśnie, z umysłem zawsze jest problem!

- Pierdol się, hm – wyszeptałem nagle, zły na siebie, do wyimaginowanego Itachiego. Czy ja jestem masochistą? Jak mogę się masturbować, myśląc o nim?! Zrezygnowany zamknąłem oczy. Co to grzeszne ciało i pierwotne instynkty robią z człowiekiem... Zwykle nie mam wyrzutów sumienia po samodzielnym zaspokajaniu swoich potrzeb seksualnych (chcesz coś zrobić dobrze – zrób to sam), ale teraz... Zawsze się śmiałem, że słowo „samogwałt" jest nieadekwatne, bo przecież jak sobie człowiek obciąga, to raczej tego chce, ale po dzisiejszej sesji z Itachim oficjalnie uznaję to słowo! Niby ciało chce, ale mój mózg był pod wpływem tabletki gwałtu! Pochwaliłem się w myślach za zgrabne porównanie. Jak kiedyś będę miał szansę zostać papieżem, to napiszę o tym ciekawą encyklikę. W sumie to muszę poważnie przemyśleć, czy nie pójść do seminarium...

W nieco lepszym humorze podreptałem pod prysznic, a zimna woda zmyła ze mnie ślady niedawnego sodomicznego grzechu. Wróciłem do pokoju już z chęcią zrobienia czegoś produktywnego tego dnia. Spojrzałem na biurko, gdzie straszyły nieszczęsne ptaszki-gwizdki. Niedawno, w przypływie straceńczej desperacji, pomalowałem je na niepokojące, fluorescencyjne kolory i teraz trochę wstydziłem się je zanieść do Prezencika. Ale w sumie nie ma się co martwić. I tak nikt ich nie kupuje... Westchnąłem cicho i spakowałem je do pudełka. Zaniosę ostatni rzut i zwolnię się z tej roboty. Wyszedłem na ulicę pogrążony w myślach i zanim się spostrzegłem, stałem już pod Prezencikiem. Kwiaciarnia połączona ze sklepem upominkowym, ze stałym asortymentem od upadku PRL. Jedyną innowacją ostatnich lat były moje ptaszki-gwizdki, a ich przykład pokazał, że innowacje jednak są złe. Wszedłem do środka i odurzył mnie duszący zapach kwiatów. Nie lubiłem tu przychodzić, nie tylko dlatego, że zwykle musiałem wtedy przełknąć fakt, że moje ptaszki nie mogą się sprzedać. Wkurzała mnie dodatkowo atmosfera prowincjonalności, na którą byłem uczulony, odkąd przeprowadziłem się do Łodzi. Jak człowiek zamieszka w metropolii to niespieszno mu wracać do wiejskich korzeni.

- Cześć – przywitałem się z Izą, córką właścicieli, która zwykle stała za ladą.

- Wiesz, fajnie, że jesteś, bo... - odwróciła się do mnie ucieszona, ale nie dałem jej dokończyć, bo...

- Ściągnęłaś ode mnie fryzurę, hm! - wybuchnąłem, kiedy zobaczyłem jej nowy image. Zaczesała sobie grzywkę tak samo jak ja i jeszcze zawiązała kitkę! Bezczelność! - Nie potrafisz sama zrobić coś ze swoją głową?

- Nie ściągnęłam – oburzyła się, poprawiając nerwowo dekolt swojej fioletowej bluzki – ja sama...

- Sama wpadłaś na to, żeby ode mnie ściągać, hm!

- Myślisz, że tylko ty możesz mieć taki fryz?! - krzyknęła, zbijając mnie nieco z tropu – Mam ci zapłacić za prawa autorskie, czy co?!

- W sumie to dobrze, że włosy będziesz mieć ładne – zacząłem przepraszająco – bo z resztą i tak będzie gorzej, hm.

- Się stylista znalazł – mruknęła ironicznie i podstawiła mi pod nos paragon i pieniądze.

- Co to jest, hm? - zapytałem, nie kryjąc zdziwienia.

- Też nie mogę w to uwierzyć, ale twoje gliniane buble się sprzedały.

Odstawiłem pudełko z dostawą i drżącą ręką odebrałem pieniądze. Jak to możliwe...? Może to jakiś spisek...?

- Myślałam, aby przestać sprzedawać to coś, ale widocznie coś się ludziom stało i zaczęli to kupować. Nie wiem, ale...

Nie słuchałem Izy, byłem zbyt przejęty liczeniem zarobionych pieniędzy. Prawie trzysta złotych! Sztuka zwyciężyła z kapitalizmem! Niedługo będę sławny i rzucę pracę w Tesco!

Opuściłem Prezencik w bardzo dobrym humorze. Właśnie sobie wesoło śpiewałem „We are the champions", kiedy nagle zadzwonił Sasori. Poczułem, jak robi mi się niedobrze. Skąd ten popapraniec ma mój numer?!

- Czego, hm?! - warknąłem do telefonu, może trochę zbyt agresywnie, bo pobliscy przechodnie wzdrygnęli się przestraszeni.

- Cześć – Sasori przywitał się grzecznie. Jego wyczucie emocji jest patologiczne – Konan się pyta jaki masz e-mail, bo już napisała scenariusz i chciała ci przesłać. Strasznie szybko jej to poszło, na twoim miejscu bym się bał.

- Skąd masz mój numer? - zapytałem twardo, dla zrelaksowania obracając w palcach zarobione pieniądze.

- Z twojego telefonu. Zapisałem go, jak przechodziłeś rekonwalescencję – zero skruchy.

- Grzebałeś w moim telefonie, hm! - zaczynał mi działać na nerwy. Popsuł mi tak piękny dzień! - W ogóle nie masz szacunku dla cudzej prywatności!

- Powinieneś mi podziękować, inaczej nie miałbyś kontaktu z Akatsuki i nie mógłbyś przeczytać sobie wcześniej scenariusza i zgłosić poprawek. To jaki jest twój e-mail? Kończy mi się kasa na koncie i...

- Mam gdzieś, co ci się kończy – odburknąłem, nadal zbulwersowany – IhateSasori .

- Naprawdę? Czuję się zaszczycony.

- Haha. Artisabangyeah , hm.

- Kto w dzisiejszych czasach ma konto na WP? - zadał ironiczne pytanie retoryczne, a ja cudem powstrzymałem się od rozwalenia telefonu.

- Dobra... To wszystko, hm? Bo trochę mi się spieszy – skłamałem, aby pomyślał, że mam ciekawe życie.

- Chciałem jeszcze tylko zgłosić, że nakarmiłem ci Pou.

- Co? - zapytałem zbity z tropu, próbując sobie przypomnieć, co to jest Pou.

- W ogóle się nim nie zajmujesz. Sądząc po dacie pobrania...

- Grzebałeś mi w ustawieniach, hm?! - krzyknąłem zszokowany. Do czego on jest w stanie się posunąć? Niewykluczone, że zamieścił mi w komórce jakiegoś chipa...

- Nie w ustawieniach, tylko w menadżerze aplikacji – kontynuował niezrażony – Sądząc po dacie pobrania, masz go już trzy miesiące, a był dopiero na czwartym poziomie. Jesteś skrajnie nieodpowiedzialny, nie potrafisz się nawet zająć Pou. Wbiłem ci na trzydziesty drugi i zrobiłem zapasy w lodówce. Ubrałem też go ładnie, bo nie chciałem skazywać tego biednego stworzenia na twój okropny gust. Zmieniłem mu też nazwę.

Nie miałem pojęcia jak odpowiedzieć na te rewelacje, więc tępo milczałem w słuchawkę.

- Mam nadzieję, że się cieszysz. To tyle, cześć – rozłączył się, jak gdyby nigdy nic... To grzebał nawet w moim Pou? To naruszenie intymnej sfery telefonu, wtargnięcie gwałtem w jego duszę! A duszą telefonu jest chyba karta pamięci... To też byłby dobry temat na encyklikę. Otworzyłem Pou i rzeczywiście – moim oczom ukazał się dorosły osobnik: wyspany, odziany, czysty i zdrowy. Od wczoraj był już głodny, ale w lodówce miałem wykupiony cały asortyment pouowego sklepu spożywczego. Z ciekawości sprawdziłem osiągnięcia w grach i... Rany! Sasori naprawdę jest geniuszem! Odblokował tak wiele osiągnięć! Po chwili zbeształem się w myślach za ten zachwyt, kiedy zobaczyłem, jakie imię nadał mojemu pou: Master_Sasori... A ja nie mam pojęcia, jak zmienić nick... Telefon zabrzęczał i ukazał nowo przybyły SMS: „Nie przekarmiaj go".