W pokoju było cholernie gorąco, mimo pootwieranych okien. To przez te straszne lampy oświetleniowe, które porozstawiał Zetsu. No i może też przez emocje. Ostatni raz uprawiałem seks na after party po studniówce, z Maćkiem. Albo Alkiem. Nie pamiętam dokładnie, było za dużo alkoholu i Acodinu, aby pamiętać. Dzisiaj też łyknąłem trochę Acodinu, mimo że obiecałem sobie już nigdy tego nie robić. Jeszcze raz poprawiłem fikuśny strój z błękitnych koronek. Naprawdę mam się pieprzyć w czymś takim? To prawdziwe porno eksperymentalne. W mainstreamie gra się w lateksowych stringach i w kilogramach opalacza w sprayu.

Sasori już siedział na łóżku, kiedy wszedłem do pokoju. Pein i Zetsu coś do niego mówili, a on słuchał ich z niewzruszonym wyrazem twarzy. Ubrany był w podobnie niedorzeczny strój co ja, ale wydawało mi się, że wygląda w nim o wiele słodziej. Koronki na jego halce były różowe i otulały delikatnie jego blade ramiona. Na nadgarstkach miał koronkowe mankieciki, a na szyi pasującą do nich obrożę. Półprzezroczysta halka osłaniała jego ciało, kończąc się w połowie ud falbanką. Chciałem go jakoś skomplementować, ale koniec końców powiedziałem tylko:

- To będzie porno dla pedofili?

Sasori odwrócił się do mnie i zlustrował mnie dokładnie:

- I dla fanów transwestytów.

- Właściwie, to będzie dla yaoistek – przed nami stanął Kakuzu z poważnie wyglądającym notesem w ręce – to nasza rynkowa grupa docelowa.

- Dla kogo, hm…?

- Nie wiesz co to yaoi? – Sasori posłał mi niemalże współczujące spojrzenie – Jak ty nic nie wiesz o życiu, naprawdę… Muszę grać z takim amatorem?

- Zamknij się! Będę improwizacją, powiewem świeżości…

- Dei, patrz – radośnie wyszczerzony Hidan podsunął mi pod nos efekty wpisania „yaoi" w Google grafika.

- Jezus, Maryja, hm!

- Ani Jezus, ani Maryja – Hidan w przypływie gniewu zamknął laptopa, prawie odcinając mi nim palce – nie daj się tej pogańskiej propagandzie, wedle której Trójca…

- To jest serio tak popularne? – olałem Hidana, zwracając się do pozostałych w pomieszczeniu – Zawsze myślałem, że gejowskie porno, jest dla gejów, nie dla kobiet, hm…

- Całe życie się uczymy – odparł filozoficznie Kisame. Przed chwilą przyrządził ryż z jabłkami dla konającego Itachiego i teraz właśnie pieczołowicie pakował go w słoiczki.

- Dobra, pora zaczynać – Pein postanowił wszystko ogarnąć – Kto nie jest potrzebny, wychodzi z pokoju.

- Ja chciałbym jeszcze podgrzać słoiczki… – przyznał Kisame nieśmiało, stawiając je w świetle lamp oświetleniowych.

- Kisame, bądź poważny…

- To dla Itachiego…

- No dobrze… - skapitulował Pein dość szybko. Widocznie i jemu samopoczucie Itachiego leżało na sercu – Zostaw tu te słoiczki.

- Ale one załapią się w kadrze! – zaprotestował Zetsu.

- To nic, dadzą domowy klimat – Pein zarządził odwrót i wszyscy wymaszerowali za nim z pokoju. Zostałem tylko ja, Sasori i Zetsu.

- Ok, mnie tu nie ma – Zetsu konspiracyjnie schował się za kamerą – tylko jak już będziecie się pieprzyć to najlepiej pod tym kątem, bo najlepiej będzie kamera przybliżać. Taka uwaga techniczna – dodał tym głębszym, chropowatym głosem.

- Aha, ok, hm… Nakreślę fabułę- zebrałem się w sobie i usiadłem na przystrojonym niedorzecznymi kokardami łóżku, tuż przy Sasorim – Ach, jak dobrze mieć cały wieczór tylko dla siebie! Już wszak wiosna przepędziła chmury posępne, a zwierzę wszelakie cieszy się i weseli! Wiaterek leciutki szepcze słowo „miłość"! Czy słyszysz?

- Strasznie dużo gadasz. Zrób ze swoich ust jakiś lepszy użytek – Sasori chwycił mnie za włosy i przybliżył do siebie swoją twarz. To było strasznie krępujące, ale cieszyłem się, że przejął inicjatywę, zawsze mniejsza odpowiedzialność…

- Poza tym to i tak idzie do Niemiec, więc jak chcesz coś mówić, to po niemiecku, geniuszu – wyszeptał do mojego ucha, zanim wpił się nagle w moją szyję. Zaskoczony wydałem tylko jakiś jęk, który w każdym języku oznacza podniecenie. Chwyciłem Sasoriego w talii i popchnąłem nas na poduszki, po czym uniosłem się na rękach, by spojrzeć na niego z góry. Wyglądał cudownie z tymi zmierzwionymi włosami i lekko uchylonymi wargami, ten film będzie się sprzedawać w milionach.

- To może być pierwsze porno z napisami – uśmiechnąłem się, a Sasori odchylił kurtynę moich włosów za ucho. Wyglądało to bardzo romantycznie, ale zrobił to raczej po to, by nie zasłaniały ujęć kamerze. Pochyliłem się nad nim, aby go pocałować. Był nieludzko chłodny, w porównaniu ze mną. Całował z wyrafinowaniem i bez zbędnych emocji, czułem się przy nim jak niedoświadczony przedszkolak. Powinienem coś zrobić. Przejechałem dłońmi od jego stóp, przez kolana, aż do ud. Moje palce tańczyły na jego delikatnej skórze, a on wygiął się seksownie w łuk, zaciskając dłonie na pościeli.

- Możemy już przejść do rzeczy?

Zamurowało mnie. Zanim zdążyłem na niego spojrzeć, uklęknął naprzeciwko mnie i wprawnym ruchem zdjął ze mnie halkę. Naprawdę jest cholernie niecierpliwy.

- Ej, to za szybko, hm! Najpierw trzeba zbudować napięcie! – zaprotestowałem nie po niemiecku.

- To nie film pełnometrażowy.

- Seks jest jak sztuka! – Sasori zaśmiał się ironicznie, ale nie dałem mu sobie przerwać – Tu chodzi o piękno chwili, tym się trzeba delektować! Cieszyć się każdym momentem, każdym dotykiem! Teraz nawet bardziej, bo nasze emocje mają być przelane na taśmę, więc aby dotrzeć do tych całych... yaoistek…?

- Wiesz, że neguję twoją śmieszną definicję sztuki – Sasori buntowniczo rozpiął swoją halkę. W mojej ocenie wyglądało to bardzo seksownie i wyzywająco – Tu nie ma miejsca na pomyłki, więc nie ma go też na emocje. Tu chodzi o samo wykonanie. Zresztą seks jest tylko atawistyczną pozostałością, która czyni nas niedoskonałymi.

- W twojej sztuce nie ma miejsca na sztukę miłości, hm! – spróbowałem znów go zdominować, ale oparł się moim dłoniom. Na jego palcach poczułem wodnisty, truskawkowy lubrykant, który zaczął rozprowadzać po moim ciele. Cudowny zapach, ale starałem się nie dać odurzyć.

- W przeciwieństwie do ciebie wiem, co to sztuka i wiem, co to seks. Ty o obu tych rzeczach nie masz pojęcia – wyczułem od niego zdenerwowanie, kiedy pochylił się tak bardzo, że czerwone włosy drażniły mój nos. Na swoich udach poczułem jego niesamowite dłonie. W końcu jest marionetkarzem, wie co robić z palcami…

- Normalnie wszystko wiesz, hm – uśmiechnąłem się ironicznie – powinieneś udowodnić, że… Ach!

- Coś mówiłeś? – tym razem on się uśmiechnął, gdy jego palce objęły mojego penisa. Przez tą całą kłótnię zapomniałem o kontrolowaniu podniecenia. Odchyliłem się i rozchyliłem zalotnie nogi, dając mu niemo przyzwolenie, na robienie co zechce. A on akurat zechciał wziąć mnie do ust… Poczułem jego język na swoim członku i miękkie włosy na udach i… To było jednak za dużo. Moim ciałem zawładnęła niekontrolowana ekstaza. Doszedłem z przeciągłym westchnieniem. Czułem niesamowitą ulgę, ale jednocześnie to było szalenie niezręczne. Napotkałem spojrzeniem Sasoriego, którego twarz ubrudzona była moim nasieniem.

- Przepraszam, hm – grzywka niemalże całkowicie przysłoniła moją twarz i unosiła się w chaotycznym rytmie mojego dyszenia – ja…hm…

- Ale z ciebie dzieciak, szybciej się nie dało – przerwał mi troszkę zirytowany, ale też rozbawiony – cieszę się, że się tak super bawisz. Teraz jeszcze cię tylko przerżnę i koniec. Odwróć się.

Zamiast wykonać polecenie, podkuliłem kolana i patrzyłem, jak Sasori wylewa na swoje dłonie lybrykant. W porównaniu do mnie był niesamowicie opanowany, ale widziałem, że też jest już podniecony.

- Nie myślisz, że… Hm… Że wśród kokardek ludzie nie powinni się rżnąć…?

Sasori spojrzał na mnie zaintrygowany, rozsmarowując lubrykant w dłoniach.

- Mam na myśli, że… Powinni się raczej kochać, hm…

- Ojej, boisz się? – zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, pełen chęci dokuczania – Chcesz, bym to zrobił delikatnie?

- Rób jak chcesz – odwróciłem się obrażony. Pierwotnie zakładałem, że to ja go zdominuję, ale skoro już doszedłem, to jemu to się prawnie należy. Poza tym… On chociaż wie, co robi. Teraz właśnie wpatrywał się we mnie niecierpliwie, czekając, aż się wypnę... Nie no, to jest zbyt krępujące!

- Może zrobimy to na boku, hm? To jedyna pozycja w seksie gejowskim, która wygląda w miarę... - nie zaszkodzi spróbować.

- To film porno, nie noc poślubna – odparł twardo, sadystycznie delektując się swoją władzą nade mną – Ktoś tu kiedyś mówił, że jest bezwstydny, no dalej... Chociaż… Ostatecznie, mogę ci pomóc.

Objął mnie delikatnie od tyłu, poczułem jego włosy, które przedarły się przez zasłonę moich i zaczęły drażnić moją szyję. Pochyliłem się pod nim, zaciskając dłonie na poduszkach, po obu bokach swojej głowy. Zapach Sasoriego, jego bliska obecność... To wszystko było niepokojąco pobudzające. Poczułem jego wprawne palce w swoim wejściu i zacisnąłem zęby, starając się nie reagować na ten ból. Niby w domu sam się przygotowałem na seks analny, ale to jednak zawsze na początku cholernie boli. W dodatku Sasori nie należał do ludzi cierpliwych i już po chwili poczułem, jak we mnie wchodzi. Nie mówiłem już nic, dysząc tylko i pojękując w poduszki. Słyszałem też ciche westchnięcia Sasoriego i to na nich postanowiłem się skupić, aby nie myśleć o bólu.

- Nie chcę cię zmuszać – usłyszałem nagle przy swoim uchu - ale fajnie by było, jakbyś krzyczał moje imię, czy coś.

- Dlaczego ja twoje? – wysapałem wpółprzytomnie, czując coraz większe gorąco, które ogarnia moje ciało.

- Myślałem, że w twoim mniemaniu to będzie artystyczne – uciął, a ja znów poczułem jego dłoń na swoim członku. Postanowiłem, że za nic nie dam mu tej satysfakcji i ograniczę się do standardowego „Aaach… Hmmm…Ach!".

Po chwili jego ruchy stały się szybsze i bardziej chaotyczne. Było mi gorąco z podniecenia, ale czułem, że nie dam rady dojść drugi raz pod rząd. Jeszcze trochę mi brakuje do statusu gwiazdy porno.

- Mogę dojść w tobie? – wymruczał Sasori. Trochę mnie zdziwił tym pytaniem, ale tym razem to ja postanowiłem być twardy.

- Jasne, hmmm… Czego się głupio pytasz? To film porno, nie noc poślubna.

Uśmiechnął się, wtulając twarz w moje włosy. Poczułem w swoim wnętrzu jego ciepłe nasienie. Po moim ciele przeszły dreszcze podniecenia, w moje ciało również wtargnęła fala rozkoszy. Sasori wyszedł ze mnie po chwili. Kiedy doszedłem do siebie i się odwróciłem, siedział już przyzwoicie na łóżku, jak gdyby nigdy nic. Tylko po lekko zaróżowionych policzkach można było coś odczytać. Gdyby mnie jeszcze przed chwilą nie posuwał, to powiedziałbym, że wygląda rozkosznie.

Chłodne powietrze dobrze mi zrobiło. Postanowiłem nie zostawać tam ani chwili dłużej, niż to konieczne i ulotniłem się czym prędzej. Naprawdę nie chcę słyszeć komentarzy, jak wyszło. Teraz czułem, że ten film to przeze mnie totalna katastrofa. Myślałem, że pomysłu pieprzenia się wśród falbanek nie da się schrzanić, ale się myliłem. Da się: przedwczesnym wytryskiem, na przykład… W myślach przystawiłem sobie do głowy karabin maszynowy i odpaliłem całą serię. Nie chcę już o tym, myśleć! Dobrze, że w szafce czeka na mnie jeszcze trochę Acodinu na czarną godzinę. Nie mam pojęcia, jak oni zmontują ten film, aby to jakoś wyglądało… A może i niepotrzebnie się martwię? Może feministyczne filmy pornograficzne akceptują orgazmy w różnych nieoczekiwanych momentach?

No i jeszcze… Muszę to przed sobą przyznać, że jednak najważniejsze dla mnie jest to, jak wypadłem w oczach Sasoriego. Strasznie nieprofesjonalne podejście, pewnie on się nawet nad tym nie zastanawia… Czuję w kościach, że on jednak jest wyjątkową osobą i (koniec okłamywania się!) ma szansę zostać moim artystycznym autorytetem. Tak, wiem, artysta nie może mieć autorytetów, musi być buntownikiem! Czy to jednak oznacza, że muszę z Sasorim walczyć? Czy może jednak mógłbym się od niego czegoś nauczyć, a on ode mnie?

Nie miałem wystarczająco dużo siły psychicznej, aby nadal się nad tym zastanawiać. Nie, kiedy ciągle czułem na sobie jego zapach i dotyk. Wróciłem do domu, wymyłem się ze trzy razy i poszedłem na spacer. To prawdziwie oczyszczające doświadczenie – tylko ja i łódzki beton nagrzany słońcem. Musiałem spędzić na włóczeniu się sporo czasu, bo kiedy wracałem, wokół było już pomarańczowo od zachodu. Wspiąłem się po ohydnych schodach kamienicy, przekręciłem klucz w drzwiach i… Nadal były zamknięte! A to oznacza, że wcześniej były otwarte. Ale zamykałem je, doskonale pamiętam… Przekręciłem klucz jeszcze raz i pchany najgorszymi przeczuciami wbiegłem do pomieszczenia. Zaraz na wejściu zastałem Kakuzu!

- Co ty tu…

- Komornik, mam nakaz urzędowy – przerwał mi brutalnie, podtykając pod nos służbową legitymację – Zbyt długo zalega pan z płaceniem czynszu, więc jestem zmuszony podjąć ostateczne środki prawne.

- Kakuzu, weź… - nie dochodziła do mnie jeszcze powaga sytuacji, ale pomyślałem, że zawód komornika doskonale do Kakuzu pasuje – Nie zabieraj mi mieszkania, dogadamy się! Po starej znajomości, hm!

Szturchnąłem go porozumiewawczo w bok, ale pozostał niewzruszony niczym głaz. Jego potężna sylwetka górowała nade mną fizycznie i psychicznie. Wyglądał teraz naprawdę groźnie i podświadomie spodziewałem się najgorszego.

- „Kakuzu" mówią na mnie tylko w branży – odparł grobowym głosem – Teraz jestem tu jako komornik, więc nie mów tak do mnie.

Ponownie podstawił mi pod nos swoją legitymację, aby doszczętnie złamać mojego ducha i rozwiać szanse na polubowne rozwiązanie sprawy. Przeczytałem, że Kakuzu nazywa się Kazimierz Bogacki, fajnie wiedzieć.

- To, że jesteś komornikiem, nie oznacza, że możesz sobie wparowywać do cudzych mieszkań, hm – skoro nie możemy się dogadać, to chociaż mu trochę nawtykam. Swoją drogą, naprawdę złamał w ten sposób prawo!

- Drzwi były otwarte, wpuścił mnie twój znajomy.

- Jaki zna…?!

- Hej – z kuchni nagle wyszedł Hidan! Starł się zachowywać beztrosko, ale widać było, że przyszedł tu z polecenia Kakuzu i nie jest z tego zadowolony – Czy masz chwilę, by porozmawiać o Bogu?

- Hidan! – ręce mi opadły, Kakuzu gra zdecydowanie poniżej pasa – Wiesz, że fakt bycia świadkiem Jehowy nie upoważnia cię do włamań do cudzych domów, hm?!

Albinos spojrzał na mnie tak, jakbym powiedział coś niespotykanego, po czym postanowił mnie olać i wypił sobie mojego Pysia, którego wziął z lodówki. Ci ludzie są niemożliwi.

- Swoją drogą gratulacje – Hidan zaczął następny wątek, szczerząc się radośnie – całkiem fajny ten film wyszedł, chociaż przez to, że tak dziwnie nawijaliście, to mieliśmy trochę problemów z tym, no, tłumaczeniem.

Czułem, jak schodzi ze mnie całe powietrze. Oni to serio tłumaczyli…? Naprawdę wzięli to tak dosłownie? Czy wszyscy tam mają zespół Aspergera?

- No i fajnie jęczałeś. Myślałem, że to będzie kalpa tak dwóch uke do filmu dać, ale…

- Cicho, cicho, zamknij się! – fuknąłem na niego – Nie jestem w nastroju do komentarzy, zaraz zabiorą mi dom, hm!

- No właśnie, wracając do celu mojej wizyty… - zaczął Kakuzu, ale szybko mu przerwałem:

- Ja mam pracę, hm! Wszystko spłacę, obiecuję!

- Chodzi o pracę w Tesco czy o tą, w której obaj dorabiamy? Bo w Tesco już nie pracujesz. Przed godziną sprawdzałem twoje papiery, zostałeś zwolniony za wykroczenia w miejscu pracy.

Poczułem, że podłoga się pode mną zapada. Osłabiony usiadłem na łóżku i wlepiłem wzrok w swoje dłonie.

- To przez te bułki…? To przez… - czułem, że zbiera mi się na płacz, ale Hidan usiadł koło mnie, aby mnie pocieszyć i zaczęło mi się bardziej zbierać na gniew.

- Kradzież jest grzechem, ale jest jeszcze nadzieja dla twego serca. W przyszłym raju pod opieką Bożego Królestwa jest bowiem miejsce i dla łotrów, którzy umierali z Jezusem. Nie lękaj się więc i nawróć się!

- Wal się Hidan, kto się martwi o zbawienie, kiedy nie ma pieniędzy? – chwyciłem go za poły rozpiętej koszuli i agresywnie przyciągnąłem go do siebie – Ja kradłem jedzenie, hm! Musiałem! Złodziejem nie jest ten, kto zabrał, a ten, kto się nie podzielił, tym co ma!

- Nie wydaje mi się – mruknął Kakuzu, ponury żniwiarz, mroczny wysłannik kapitalizmu – Ale nie martw się tak. Niemcy byli zachwyceni filmem, zamówili już z wami 12 zdjęć na kalendarz.

- Co? – nie miałem pojęcia co czuję, totalna huśtawka nastrojów. Nie wiedziałem, czy cieszyć się, że mam z czego żyć, czy smucić się kondycją umysłów fanów yaoi.

- „Podbijecie rynek" tak powiedział Kaziu – Hidan wyrwał się z mojego chwytu, korzystając z chwili zamieszania w moim umyśle.

- Wcale że… I nie mów tak do mnie - Kakuzu chyba się trochę zmieszał, widocznie uważał prawienie komuś komplementów za oznakę słabości.

- No to jak, zostaję? – ucieszyłem się. W końcu nie można też tak nagle wywalać ludzi na bruk, nie? Wprawdzie listy z urzędu mógłbym mierzyć w kilogramach, ale to dopiero pierwsza wizyta komornika… Poprzednich udało mi się uniknąć, udając, że nie ma mnie w domu. Jakby tak o tym pomyśleć, to Kakuzu jest naprawdę dobry w swoim fachu.

- Przykro mi, to nie jest udokumentowana działalność – odparł twardo i na moje serce powrócił ciężki kamień – Mam nakaz eksmisji.

- Ale tak nie można z dnia na dzień.

- Dostałeś wystarczająco wiele powiadomień. Ordnung muss sein.

Dobra, przyznaję, że mi się należało. To musiało kiedyś nastąpić, szkoda tylko, że złowroga wiadomość padła z ust nieprzejednanego Kakuzu. Nie chciałem wyjść przy nich na aż takiego nieudacznika, który nie ma się gdzie podziać. Spakowałem bez zbędnych słów torbę i buntowniczo oświadczyłem, że mogę się wynosić choćby i teraz. To szaleńczy i desperacki krok, ale teraz, jak już to zrobiłem, to czuję się naprawdę wolny. Wolny od dotychczasowego życia, które przecież i tak chciałem porzucić! Mimo szczęśliwych, metafizycznych uniesień ducha, musiałem przyznać, że od całkowitej wolności dzieli mnie obrzydliwie przyziemny problem: Gdzie ja będę dziś spał? Jechałem dobrze mi znanym autobusem, przedzierając się przez noc. Nie chcę wracać do rodziców, za nic w świecie, moja duma mi nie pozwala. Ale ktoś kiedyś podobno chciał, bym poczuł się lepiej. Ten ktoś ma teraz szansę się wykazać. Pełen obaw, ale jednak w dobrym humorze, wysiadłem na przystanku w pobliżu pewnego strzeżonego osiedla.