Na sam początek, chciałam bardzo, bardzo podziękować mojej becie, bez której ten tekst nie miałby rąk, nóg i nie wiadomo by było co się właściwie dzieje. Ukłony dla kochanego Hokeja!

Następnie chciałam przeprosić, że drugi rozdział ukazał się o wiele później, niż wszyscy się spodziewali. Zarówno ja, jak i Kupidyn musiałyśmy zająć się szkołą (konkretnie olimpiadami), więc wyszło niestety jak wyszło. Kolejne rozdziały postaramy się wrzucać na czas, ale będzie jak będzie i przeprosiny tego rodzaju pojawią się pewnie więcej niż raz ^^"

Na koniec chciałyśmy podziękować wam, za wszystkie komentarze i wsparcie. Nie spodziewałyśmy się, że tekst przypadnie do gustu tak wielu osobom i naprawdę wiele to dla nas znaczy. Odpowiadając na pytania:

- Tłumaczenie postaramy się doprowadzić do końca, choćby niewiadomo co.
- Postaramy się, żeby rozdziały ukazywały się regularnie.
- Szczególne podziękowania dla lobo! Będziemy teraz szczególnie zwracać uwagę na szczegóły.

Na koniec jeszcze jedna sprawa, w angielskich opowiadanich często pojawia się określenie "Lie-smith", co w dosłowym tłumaczeniu brzmiałoby "Kowal Kłamstw". To tylko moja opinia, ale brzmi ten przydmek strasznie... Cięzko, tak więc zastąpiłyśmy go samym "Kłamcą". Takie określenie pojawia się też w serii Jakuba Ćwieka, więc punkt dla nas.

-0-

Powrót Lokiego do Asgardu nie był ani błahą, ani spokojną sprawą. Postępy w naprawie Bifrostu były, głównie z powodu braku surowców, niewielkie, a wieści o niestabilności i groźby wybuchu nowych wojen w wielu królestwach sprawiły, że mieszkańcy Asgardu byli bardziej niż "trochę" podenerwowani i bardziej niż "trochę" skłonni darzyć nienawiścią osobę, z winy której zniszczony został tęczowy most.

Metalowa maska unieruchamiająca język została na swoim miejscu do momentu, w którym skłonił się przed Wszechojcem. Loki przeklął się za bycie sentymentalnym głupcem, gdy podniesienie głowy i spojrzenie Odynowi w oko okazało się trudnym do wykonania ruchem. Kiedy już udało mu się do tego zmusić, poczuł w piersi skurcz, którego zresztą się spodziewał. Wszystkie lody Jotunheimu, pustkowia znajdujące się pomiędzy królestwami, nic nie było w stanie sprawić, by był w stanie zachować zimną krew właśnie teraz, kiedy słaby i wciąż posiniaczony został przywleczony z powrotem do domu, by spotkać się z czymś gorszym niż litość, gniew, a nawet nienawiść.

Odyn patrzył na swojego adoptowanego syna z bólem, miłością i zawodem.

Po długim wpatrywaniu się, ignorując kropelki krwi klejące się do skóry wokół ust - musiały wyglądać jak szwy, czyż śmiertelnicy nie byliby z siebie dumni? - Loki powoli odzyskiwał panowanie nad sobą, ponownie przybierając kamienny wyraz twarzy, krok po kroku, odłamek za odłamkiem. Widział zbyt wiele, schylił się zbyt nisko, by ten widok przetrwać i wpatrywał w otchłań zbyt długo, aby pozwolić Asgardowi przekląć go teraz za bycie zbyt dumnym. Nie zostanie złamany i nie zegnie karku niżej niż będzie to konieczne. ,

-Wszechojcze, – powiedział beznamiętnie, patrząc na niego ze spokojem i smutkiem w oczach. – Wyglądasz na zmęczonego, – idealnie dobrał słowa. Po części jego własna, dziecięca niewinność, po części ostrzeżenie Laufeya. Twarz Odyna wyraźnie stężała, ukazując oblicze przepełnione bólem.

- Loki. – Jego palce zacisnęły się wokół metalowej maski. – Nie każ żałować mi tego, że pozwoliłem ci przemówić.

Loki skinął głową na znak, że rozumie, na pozór wyglądając o wiele skromniej i rozsądniej, niż w dniu nieudanej koronacji swojego brata. Ponieważ mierzył się teraz ze swoim pobratymcem, pozbył się kilku masek, zachował tylko jedną, czy dwie, żeby nie było po nim widać nagromadzonego w nim szaleństwa. Urazę wywołaną tym, że jego krewny przemówił do niego po raz pierwszy na środku ogromnej sali, gdzie obserwowani byli przez całą ludność Asgardu, okazał tylko rozglądając się szybko na boki i spoglądając kątem oka na publiczność, bez odwracania głowy.

- Cóż w takim razie pragnąłbyś ode mnie usłyszeć, Wszechojcze? – spytał grzecznie tak, jak sobie tego życzono.

Odyn wziął głęboki wdech i zaczął mówić. Głosem nieco chłodniejszym, nieco bardziej pustym i świadczącym o czymś więcej, niż zwykłym gniewie - dokładnie takim, jakim skazał Thora.

- Twoje poczynania, Loki, naraziły nie tylko nasze, ale również inne królestwa. Zdradziłeś swoich pobratymców.

- Których dokładnie pobratymców? – wyszeptał Loki, ledwie poruszając ustami. Dźwięk nie poniósł się na dużą odległość, jednak wystarczająco daleko.

Głos Wszechojca drgnął nieznacznie, zanim ten zdecydował się kontynuować.

- Wprowadziłeś Lodowych Olbrzymów do naszego domu i naszej zbrojowni. Poza tym podburzyłeś zarówno ich, jak i własnego brata, do rozpoczęcia wojny.

Loki odchrząknął, po czym przemówił trochę głośniej.

- Jeśli mogę, Wszechojcze? – Odyn spojrzał na niego złowrogo, teraz przepełniony gniewem. To nieco uspokoiło boga chaosu. Gniewem łatwo było operować i można zadać nim tylko płytkie rany. O wiele lepszy niż to spojrzenie, którym obdarowano go na początku. – Nie musiałem podburzać Thora. Nie wątpię, że gdyby jego koronacja nie została przerwana, wywołałby wojnę z Jotunheimem w ciągu kilku godzin od podjęcia pierwszej próby dyplomatycznego spotkania z Królem Laufeyem. – Nabrał powietrza, ignorując mamrotanie i okazjonalne szepty dochodzące z tłumu dookoła nich. Spojrzał w dół, na podłogę, wyglądając nieomal skromnie. – Próbowałem wcześniej powiedzieć ci o moich troskach, jednak zostały one zignorowane, a ty nie chciałeś słyszeć niczego, co mogłoby zmniejszyć w twoich oczach świetność Thora, – podniósł gwałtownie wzrok. – Nie znałem innego sposobu, żeby udowodnić ci słuszność moich zmartwień, Wszechojcze Odynie.

Odyn zawahał się i spojrzał na swojego starszego syna, stojącego niedaleko od brata, wciąż z Tesseractem w jednej ręce.

- Bracie. Proszę, – wyszeptał Loki. Na początku wzrok trzymał spuszczony, jednak kiedy Thor pozostał cichy, obrócił głowę na tyle, żeby pokazać mu rozcięcia wokół swoich ust i spojrzenie mówiące Nie, naprawdę, mam plan, którego używał setki razy. To była prosta manipulacja. Blondyn wciąż miał wobec niego jakąś sentymentalną słabość. Bóg piorunów zawahał się, po czym z ociąganiem zaczął mówić.

- Prawdę mówiąc, ojcze, obawiam się, że Loki się nie myli. Nie mylił się, kiedy wątpił we mnie na samym początku. Gdybyś mnie nie wygnał, byłbym prawdziwie niewłaściwym synem, a tym bardziej niewłaściwym księciem. A co dopiero królem.

Loki wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze, szybko odwracając wzrok i powstrzymując dreszcz ulgi, a także zwiniętą, kolczastą kulkę emocji, która próbowała poruszyć jego serce. ,

– Mimo tego, niedługo potem próbowałeś mnie zabić, – dorzucił Thor patrząc na brata, jakby nigdy nic.

Kręgosłup Lokiego wyprostował się, kiedy instynkt przetrwania wyraźnie o sobie przypomniał. Zmusił się do ponownego opanowania i wbił wzrok wprost przed siebie.

- Nareszcie twój język stał się bardziej cięty, – wymamrotał pod nosem, sucho i niewesoło.

- Dodatkowo postanowiłeś zamordować władcę Jotunheimu, po czym uczyniłeś to samo z setkami jego poddanych, używając Bifrostu, jako broni, – dodał Odyn napiętym głosem.

Loki podniósł wzrok na swojego przybranego ojca.

- Jesteś pewien, że chcesz o tym mówić tutaj? – niemal wyszeptał. - Sam zadasz sobie rany. - Odyn zdawał się to rozważać, kiedy w jego obliczu ujawnił isę żal.

- Biorę odpowiedzialność za moje błędy, Loki. A ty? – odparł równie cicho.

Bóg chaosu przełknął ciężko ślinę, przez kilka chwil nie będą w stanie odpowiedzieć. Szybko odwrócił wzrok.

- Ja… Nie myślałem tak jasno, jakbym tego pragnął. Czułem się raczej zdradzony kiedy, ku mojemu niepokojowi, dowiedziałem się, że moje plany królobójstwa niespodziewanie stały się także planami ojcobójstwa. – Nie był w stanie pozbyć się cienia gniewu z głosu, gdy wypowiadał te słowa. Mogłeś mi powiedzieć. Miałem prawo wiedzieć o tym od bardzo, bardzo dawna.

Szepty przeszły w pomruk przypominający przetaczający się w oddali grzmot, a Odyn musiał uderzyć włócznią w podłogę trzy razy, zanim umilkły.

- Lecz planowałeś to nawet wcześniej.

- Pewnym jest, że to rozważałem. Nie podjąłem decyzji. Moje plany przez długi czas pozostały niedokończone. Co prawda, bardziej niszczycielskie pomysły miały przody dopiero od naszego powrotu z Jotunheimu, gdzie, ku mojemu głębokiemu niepokojowi, odkryłem, że mrożący dotyk Lodowych Olbrzymów nie pozostawia śladów na mojej skórze. Jedynie zmienia jej kolor w niebieski.

Odyn wpatrywał się w niego zmrużonymi oczami. Jego usta bezgłośnie ułożyły się w słowo teatrzyk.

Loki uniósł brew i odpowiedział w ten sam sposób. Uczyłem się od najlepszych.

Ponownie, trzy uderzenia, zanim tłum zamilkł.

- Uważasz, że winę za twoje czyny ponosi twoja krew? – spytał Odyn głosem wahającym się między wyrokiem śmierci, a zwykłym pytaniem. Głośnym, jednak nawet nie w połowie swoich pełnych możliwości.

- Nie.

- Uważasz, że ponoszę ją ja, ponieważ nie wyjawiłem ci prawdy o Twoim pochodzeniu? – Na te słowa powróciła groźba szeptów.

Emocje ścisnęły mu gardło bardziej, niż by sobie tego życzył, a Loki odwarknął głośno.

- NIE.

Tłum ucichł sam z siebie. .

- Czy to była chciwość? – ktoś krzyknął, prawdopodobnie Sif. – A może zazdrość?- Tłum wstrzymał oddech wyczekując jego odpowiedzi, poza jedną osobą, jego bratem. – Pragniesz władać Asgardem?

- W kolejności: 'Tak', jako odpowiedź na pierwsze, 'Tylko trochę' na drugie i głośne 'Nie' na ostatnie, – krzyknął Loki, obracając głowę, żeby po raz pierwszy uważnie przyjrzeć się całemu tłumowi. – Jak wszyscy dobrze wiecie, jestem istotą samolubną, ale jestem również istotą praktyczną. Nawet tuzin spośród was nie wierzy, że mogę być zdolny do czegokolwiek poza odczuwaniem zazdrości. Niby dlaczego miałbym pragnąć wysłuchiwania waszych potrzeb oraz życzeń z funkcji i złożonej przysięgi, oraz rządzenia wami z rozsądkiem i miłosierdziem, których udzielałbym wam tylko na litość honoru mojego ojca.

- Którego ojca? – krzyknął ktoś.

Coś przebiło się przez opanowanie Lokiego.

- Oczywiście tego, którego nie zabiłem.

Brzęk. Brzęk. BRZĘK! Tym razem, cisza nie zapadła tak szybko, jak wcześniej. Lud patrzył na Wszechojca w odmieniony sposób. Ziarna zwątpienia zostały zasiane, lądując na płodnych, gniewnych sercach. Loki podjął przerwaną kwestię, zanim jego ojciec zdążył znowu przemówić.

- Planowałem zabić ich króla i zakończyć wojnę już na samym jej początku. Wydawało mi się, że to jedyny sposób na oszczędzenie szkód mojemu domowi i tym, których uważałem za bliskich. Po konfrontacji z ojcem i poznaniu mojego pochodzenia uczepiłem się najbardziej niszczycielskich pomysłów. Czułem potrzebę udowodnienia sobie, że nie byłem jednym z tych potworów. – Jego głos był głosem aktora. Zimny, władczy, a mimo to gładki na tyle, że publiczność ucichła, żeby lepiej go słyszeć. – Heimdall tuż przed tym, jak razem z Thorem po raz pierwszy ruszyliśmy do Jotunheimu wspomniał, że pozostawienie Bifrostu otwartym całkowicie zniszczyłoby Jotunheim. To wydawało się szybszą i trwalszą drogą do pokoju. Wiem, że część z was widzi w tym sens, a część z was, starsza niż ja, pamięta dawne wojny i wciąż żywi nienawiść do Lodowych Olbrzymów. Być może, chociaż z ociąganiem, pokochalibyście mnie za to, – uniósł głowę, wpatrując się w sufit. – Odradzam. Nie myślcie, że czule wspominam te czyny. Poza twoim wygnaniem, Thorze, za co nie mam zamiaru przepraszać. – Odchylił głowę nieco bardziej do tyłu, napotykając wzrok brata.

Z ociąganiem, bóg piorunów skinął ustępliwie głową.

- Jednakże wynika z tego, że zachowałem się równie dziecinnie i nieprzytomnie jak mój brat. Mój gniew był w niewielkim stopniu głębszy i bardziej osobisty, lecz równie małostkowy. Starałem się uniknąć powrotu Thora do tego stopnia, iż powiedziałem mu, że nie żyjesz, - kontynuował, ponownie napotykając wzrok ojca.

- Wciąż ci tego nie wybaczyłem, – wciął się gromowładny.

- A raczej zmieniłeś zdanie kiedy okazało się, że żyję i stoję po stronie zła, – odgryzł się Loki.

- Wciąż ciężko uwierzyć mi w ostatnie.

Bóg komicznie rozszerzył oczy i potrząsnął głową, gapiąc się na brata. Kątem ust wymamrotał:

- Wszechojcze, uważam, że jeżeli twoim planem jest, by ten mężczyzna panował po tobie, powinieneś wpoić mu trochę zdrowego rozsądku, dyplomacji i słusznych podejrzeń dotyczących motywów innych ludzi.

- Loki, - przestrzegł Odyn, a czysty gniew zawarty w tych sylabach zmazał wszelkie ślady rozbawienia i wszystkie maski z twarzy jego adoptowanego syna, odkrywając na moment tylko chłodne oszacowanie i rodzaj chorobliwego zaintrygowania. – Daj mi jeden powód, dla którego nie miałbyś ponieść kary odpowiadającej ogromowi Twoich zbrodni: zdrady, królobójstwa, próby popełnienia bratobójstwa, spisku, prowadzenia wojny przeciw Midgardowi wraz z wrogą rasą i zamordowania setek, jeśli nie tysięcy niewinnych w Midgardzie i Jotunheimie.

A także garści tutaj, w domu, pomyślał Loki, jednak nie wypowiedział słów na głos. Na końcu języka miał historie o wojnie jego ojca, okazjonalnej kradzieży i ogólnym zastraszaniu wielu królestw, jednak rozsądnie zachował je dla siebie.

- Ponieważ Asgard musi odbudować Bifrost.

Zdawać się mogło, że wszyscy w sali, jednocześnie nagle nabrali powietrza w płuca. Loki uśmiechnął się tylko uważając, żeby nie odsłonić zębów - ostatnimi czasy wydawało się to wytrącać innych z równowagi.

– A ja jestem jedynym, który potrafi podróżować pomiędzy Asgardem i niemal wszystkimi pozostałymi królestwami przy użyciu innych środków, co nie wymaga od nas taszczenia czegoś tak niestabilnego, jak Tesseract. Mogę zdobyć surowce potrzebne do odbudowy, a tym samym naprawić chociaż część wyrządzonych przeze mnie szkód, – powiedział bóg chaosu z idealnym spokojem. Nie wszystko było kłamstwem. Był w stanie zrobić każdą z tych rzeczy i w istocie mógł im pomóc, skoro dotyczyło to ich wszystkich. Naprawiony Bifrost okazałby się wymagany do przyzwania na Ziemię wojowników z Asgardu, a to mogło okazać się potrzebne. Miał wiele możliwych planów, dla których taka możliwość byłaby ułatwieniem.

Odyn spojrzał mu w oczy, mniej rozczarowany i bardziej podejrzliwy. Loki omal nie uśmiechnął się do niego, tym samym rujnując wszystko tu i teraz. Ujmującym było zobaczyć, jak jego ojciec wreszcie zaczyna go rozumieć.

- Wnioskuję, że wiesz, gdzie zdobyć potrzebne nam pierwiastki?

- Wiem wiele rzeczy, – tym razem zademonstrował zęby, jak błysk światła na ostrzu sztyletu. Szybko i ostro. – Ktoś musiał nauczyć się sztuki dyplomacji, – szybko rzucił okiem na Thora i znacząco uniósł brew.

- "Dyplomacja" może być nie do końca właściwym określeniem, mój synu.

Bóg chaosu zamknął na moment oczy, odczuwając zbyt dużą ulgę po tym, jak został tak nazwany, zwłaszcza teraz.

- Być może nie, – zgodził się łagodnym tonem, ale i tak pochwycił wyzywająco spojrzenie ojca. Wcześniej to do niego nie dotarło, ale było tam coś pozbawiającego chęci sprawienia, by Odyn poczuł nieufność. Stał tu Odyn Wszechojciec, wszechwidzący i wszechwiedzący, przynajmniej w teorii, a mimo tego Loki czasem Odynson mógł ukryć przed nim wiele rzeczy, niebezpiecznych rzeczy, a teraz wszyscy o tym wiedzieli. Trąciło to oczyszczeniem z zarzutów. Nie jestem ignorowany. Samo to mogło stać się nową fiksacją.

- Jak możemy być pewni tego, że dotrzymasz słowa, Kłamco? – spytał Odyn, podchodząc bliżej, tak cicho, że nawet Thor nie mógł go dosłyszeć. Uśmiech Lokiego wyrażał zarówno miłość jak i rozbawienie.

- Możesz obiecać mi coś innego niż wolność. Dla wolności zawsze znajdę sposób, by kraść, Ojcze.

Odyn rzucił Tesseractowi leniwe spojrzenie, po czym ze zmrużonym okiem ponownie napotkał spojrzenie Lokiego, lecz jego młodszy syn jedynie uśmiechnął się nieco szerzej i potrząsnął głową.

- Przysięgnij mi, że będziesz nas uważniej obserwował, – syknął Loki. – I że nie będziesz tak ślepy jak w dniu, w którym zdecydowałeś, że mój brat gotowy jest na objęcie tronu. – Podniósł wciąż skute ręce i położył je na dłoniach ojca. – Kocham cię jako twój syn, lecz nigdy wcześniej nie czułem takiego gniewu. Gniewu, przez który mogłem cię znienawidzić i zacząłem nienawidzić Thora. Skoro o tym mowa, nigdy nie czułem się bardziej protekcjonalny i nie bałem się tak o los mojego domu i rodziny.

Odyn spuścił na niego wzrok, jakby dzielił ich ogromny dystans. Loki z kolei czuł się, jak gdyby znowu zwisał z krańca zniszczonego tęczowego mostu, patrząc przez mające go ocalić ojca, który powiedział mu, że nie warto było nawet udawać, że to się uda.

- Obydwoje wyrośliście na innych mężczyzn niż się tego spodziewałem, – stwierdził Odyn łagodnie, ledwo słyszalnie. – Minie wiele czasu zanim poczuję, że rozumiem każdego z was. Będę was obserwował, Loki.

- Ale czy będziesz też słuchał? – odparł bóg z cieniem jadu, którego nie mógł pozbyć się z głosu.

- Nauczyłem się doceniać wagę twoich słów, – zmrużył oko. – Reszta zapewni, że będę słuchał nawet, gdybyś tego nie chciał.

Jakimś sposobem Loki uznał to za o wiele mniej uspokajające niż oczekiwał. Zdjął dłonie z dłoni ojca, pokazując wciąż skute nadgarstki. Tak głośno, żeby usłyszała go każda para uszu w tym pomieszczeniu, ogłosił:

- Jestem na Twoje rozkazy, Wszechojcze, aż zdobędziemy wszystko, co potrzebne nam do odbudowania tego, co Thor i ja nieumyślnie zniszczyliśmy, – pauza. Ciszej wymamrotał, – Cóż. Poza życiami niewinnych, które zniszczyłem przeważnie ja. Nawet nie wiedziałbym jak zacząć.

- Przysięgasz, Loki, Kłamco? – zagrzmiał bóg piorunów.

- Przysięgam na moje życie, – odparł bóg chaosu, tym razem szczerze. Przelotem spojrzał na Thora. – I nie wątpię, że jeśli zbłądzę w mojej pracy ty lub Heimdall bez wątpienia mi o tym przypomnicie.

- Niech więc taki będzie twój wyrok, Loki Odynsonie, – ogłosił Wszechojciec. – Zaspokoisz naszych architektów i budowniczych. Nie popełnisz w tym czasie żadnych morderstw i nie wywołasz żadnych wojen. Pod groźbą śmierci.

Loki zmarszczył brwi. Nie przypominam sobie zgadzania się na te warunki.

Odyn zmrużył oko.

- Gdy zakończysz prace, ponownie staniesz się obywatelem Asgardu i nie zostaniesz uwięziony, dopóki ponownie nie złamiesz naszych praw. Wszelkie zdrady, spiski i bezprawne zabijanie niewinnych sprawi, że zostaniesz zamknięty i traktowany będziesz jak potwór.

Bardzo cicho Loki zaczął pytać:

- Wyraźnie stwierdziłeś, że zabijanie zgodne z prawem…

- Podczas twojej pracy żadna zadana przez ciebie śmierć, nawet w obronie własnej lub innych, nie będzie uznana za zgodną z prawem, – zagrzmiał Odyn. – Być może zwiększy to zarówno twą ostrożność, jak i dyplomację. – Jego oblicze było tak ojcowskie i pełne dezaprobaty, jak tylko mogło być.

Od dawna Loki nie czuł się tak jak teraz, jak dzieciak i złapał się na tym, że wyraża zgodę na wszystko. Latami udawał dobre zachowanie, na pewno byłby w stanie zrobić chociaż tyle, chociażby po to, żeby ugłaskać publikę. Wymówka, żeby podróżować między królestwami i być przy tym do pewnego stopnia chronionym przez Asgardczyków, poszukując rzadkich i potężnych surowców była grą pozorów, na której bardzo skorzysta. Odbudowa Bifrostu i refortyfikacja Asgardu także byłyby świetnymi, alternatywnymi korzyściami.

Szczerze, nigdy nie pragnął tronu Asgardu, ale jego pozycja najpotężniejszego maga i największego kłamcy w pałacu dała mu niewypowiedzianą kontrolę nad ludźmi i zdarzeniami, z czego większość zdawała sobie sprawę. Nie trzeba być królem, by sprawować władzę, a Loki bardziej pragnął rządzić jego Asgardem, tym, który oplótł swoimi sieciami, lecz nigdy nie chciał przynieść mu szkody.

Zamknął oczy, gdy jego ojciec otwierał kajdany znajdujące się na jego nadgarstkach i poczuł, jak oplatająca go dusząca, tłumiąca magię peleryna rozproszyła się. Drżąc z ulgi przesłał swoją świadomość przez całą komnatę, przez podłogę, sięgając tak daleko w głąb ziemi, jak tylko mógł w swoim, wciąż osłabionym, stanie. Mógł myśleć jasno - jaśniej, stabilniej i były to jego myśli, czego brakowało mu od miesięcy - i osunął się na podłogę, kiedy wreszcie do niego dotarło. Jestem w domu. Trzymał się tego i oddychał tym, a jego ramiona trzęsły się nieznacznie.

Ledwo zauważył, że tłum został wyprowadzony, a strażnicy stali między nim i oczami widowni, plecami do niej. Chwila prywatności, nawet jeżeli ograniczona. Usiadł poprawnie kiedy był w stanie opanować oddech i zauważył, że ojciec wpatruje się w niego z odnowioną troską.

- Co zobaczyłeś, mój synu, gdy upadłeś?

Loki zacisnął zęby.

- Ogrom rzeczy. Jedną, czy dwie, o których powinniśmy później porozmawiać.

- Jak długo spadałeś? – Odyn oparł dłoń na ramieniu młodszego mężczyzny, ścisnął je, po czym sięgnął do jego przedramienia pomagając mu stanąć na nogi. Jego dotyk był bardzo, bardzo ciepły.

Nie będąc w stanie powstrzymać się od pragnienia kontaktu, jego ciało, wciąż dręczone słabym, sporadycznym drżeniem wycieńczenia, którego czucia sobie odmawiał i próbował zignorować odkąd spuścił Chitauri ze smyczy nad Midgardzkim miastem, opadło w ramiona ojca Loki potrząsnął głową.

- Wydaje mi się, że zbyt długo. – Znieruchomiał kompletnie, kiedy ojciec pociągnął go w dół, aż ich czoła się spotkały. Odyn podniósł jedną dłoń, by pogłaskać go po włosach i mógł poczuć jej drżenie. - Ojcze?

- Myślałem, że nie żyjesz Loki, – wyszeptał głosem zachrypniętym od szczerego bólu. – Nigdy więcej nie chcę tak myśleć.

Oszołomiony Loki czuł się, jakby przymarzł do jednego miejsca, oddychając płytko, kiedy próbował się pozbierać. Niesprawiedliwym było, że tak łatwo można było go osłabić, tak szybko i z tak małym wysiłkiem. Wahając się, także objął ojca, czując się, jakby był to pierwszy raz od całego milenium.

- Tak bardzo przepraszam, – wyszeptał, zbyt szczerze, ze zbyt dużą ilością uczucia. Słowa były jak noże, szukające drogi między jego żebrami, ale nie mógł się powstrzymać. – Przepraszam. Tak bardzo przepraszam. Proszę, wybacz mi.

- Powinienem zlać cię jak nigdy dotąd, – wymamrotał Odyn, w końcu nieco się odsuwając i dotykając twarzy młodszego syna. – Chociaż z tego, co słyszałem, kilku Midgardczyków zrobiło to już za mnie.

Loki jęknął.

- W istocie, nie doceniłem zielonego.

Odyn roześmiał się i klepnął go w ramię.

- Bracie, – Thor podszedł do nich z oczywistyą niepewnością

Loki odwrócił się do niego, nagle znowu spięty, kiedy spotkał spojrzenie brata.

- Waham się czy pozwolić ci na objęcie mnie, ale to głównie dlatego, że zanim próbowałem cię zabić, nieomal zadusiłeś mnie w ten sposób.

- Loki, – warknął Odyn.

Bóg chaosu westchnął, sięgając po odpowiednią do sytuacji maskę.

- Przepraszam. Bracie. Być może, w swoim czasie, znowu zaczniemy czuć się komfortowo w swoim towarzystwie, – chociaż szczerze w to wątpię, kryło się pomiędzy wierszami. Był bardzo zmęczony i zużył niemal całą swoją sztukę gry aktorskiej w ciągu ostatnich trzydziestu minut. Co za tym idzie, przypomniawszy sobie, na co zużył pozostałe rezerwy, Loki zorientował się, że chwieje się na nogach i szybko to powstrzymał.

- Ojcze, powinniśmy rozpocząć planowanie moich prac. Będę potrzebował co najmniej tuzina map i trzech pieczonych bażantów.

- Zanim się za to zabierzecie, matka chciałaby zamienić z Tobą słowo, Loki, – powiedział Thor.

Loki dotkliwie odczuł jej nieobecność w czasie procesu i nagle poczuł się, jakby jego kończyny odlane były z ołowiu.

- Oh, oczywiście.

Z winy emocjonalnego i psychicznego wykończenia dość niezdarnie, ale jednak Loki rozpoczął swoje ponowne życie w Asgardzie.