Tym razem na początek słów tylko kilka, mianowicie, wrócę na moment do sprawy naszego "Kowala Kłamstw". Ponieważ jak się okazało (w tym rozdziale, a także w następnych, wybaczcie spoiler), Loki zdecydował się używać w ludzkim świecie nowego przydomku jako nazwiska. A ponieważ Loki Kłamca wygląda nieco dziwnie (przynajmniej dla mnie?), w sytuacjach tego rodzaju zostaniemy raczej przy Lokim Liesmith.
To tyle c: Dziękuję jeszcze wam, drodzy czytelnicy, i mojemu Kupidynowi, który nie dość, że dokładnie sprawdza każdy rozdział, to przeszedł jeszcze do koljnego etapu olimpiady. Ukłony! I słówko od wyżej wymienionego na końcu.
-0-
Wystarczyło kilka miesięcy, żeby jego związek z Pepper się rozpadł i Tony, szczerze, był z tego trochę dumny. Poszło im dobrze. Udowodnił sobie, że monogamia była istniejącą opcją i na jakiś czas uczynił Pepper szczęśliwą. Na jakiś czas.
W rzeczywistości, nie oderwałby się od butelki przez pierwszy tydzień od zerwania, gdyby nie jego ośli upór. Wszyscy spodziewali się tego, że upije się i pozostanie w tym stanie przez całkiem długi czas i dobrze o tym wiedział, a chęć udowodnienia im, że się mylą wystarczyła, żeby przez cały miesiąc pozostał trzeźwy. Co prawda światło dzienne widział w tym miesiącu tylko cztery razy, ale udało mu się zbudować zbroję, która była w stanie przeprowadzać minimalne naprawy jeszcze w trakcie działania. Ich kosmetyka zostawiała co prawda sporo do życzenia, ale była w stanie utrzymać się w powietrzu nawet po zniszczeniu części odpowiedzialnych za lot.
A to już było coś. Jeszcze jeden miesiąc ze średnią dawką snu wynoszącą trzy godziny na dwa dni i wszystko zaczęłoby wyglądać magicznie.
I co z tego, że trzy z tych czterech razy poza domem były stricte związane ze działalnością Avengersów, jak na przykład Doctor Doom siejący spustoszenie w Los Angeles bez żadnego konkretnego powodu. W drugim miesiącu pojawił się już na kilku publicznych wydarzeniach bez żadnych niefortunnych wypadków, poza tym razem, kiedy coś się zapaliło, ale winę ponosił Steve.
Tony odniósł wrażenie, że miał spore prawo z powrotem zaszyć się w swojej pracowni, przynajmniej na kolejny tydzień, gdzie nikt nie będzie rzucał mu zmartwionych spojrzeń. Czuł się świetnie. Pracował. Wszystko było na swoim miejscu i nie myślał o sobie jak o porażce, która nie była w stanie zatrzymać jednej osoby, o którą troszczył się dłużej niż pół roku. Cóż, pracował.
Nagle muzyka się urwała.
- Tony.
Wyłączył palnik, odchylił się do tyłu i podciągnął na czoło okulary ochronne.
- Tak, kochanie?
Rhodey rzucił mu gniewne spojrzenie, a Tony wyszczerzył się w pozbawionym humoru uśmiechu.
- Co ty wyrabiasz?
- Pracuję.
- Chodziło mi o to, czemu nie zachowujesz się trochę bardziej jak Tony Stark?
Rozległ się głośny szczęk po tym, jak Tony upuścił coś, co brzmiało dość ważnie i zaklął.
- Niezliczone dni bez snu, po łokcie w wysoko zaawansowanych maszynach, słuchając muzyki o wiele za głośno. W którym miejscu nie zachowuję się jak Tony Stark?
- Zwykle nie mija więcej niż tydzień, a tobie wpadają do głowy takie pomysły jak urządzenie imprezy, dręczenie któregoś z reszty Avengersów, czy zaciągnięcie mnie do jakiegoś miejsca ze striptizerkami, bo wpadłem ci przypomnieć, żebyś wziął się w garść i przestał chować w piwnicy jak obłąkany.
- Jestem obłąkany.
- Tak, ale jesteś też człowiekiem. I wydaje mi się, że obydwoje wiemy, dlaczego chcesz o tym zapomnieć właśnie tu, na dole.
Tony nie mógł na to nic poradzić. Przywalił kumplowi.
Rhodey przewidział to, zdołał przesunąć się na tyle, żeby zminimalizować uszkodzenia i kopnięciem przewrócił krzesło Tony'ego, posyłając mechanika na podłogę z głośnym brzękiem i jeszcze głośniejszą wiązanką przekleństw.
- Możesz wstać?
- ... Nie.
- Cholera, wiem, że Pepper cały czas przypomina ci, żebyś codziennie coś jadł.
Zostawiając wiadomości głosowe, albo SMS-y, jeszcze nigdy nie zadzwoniła, ani nie zeszła tu na dół. Nie mógł powstrzymać tej myśli.
- Tak jakby. Ciężko zauważyć, serio.
Rhodey westchnął i wyciągnął rękę.
- Wstawaj, idioto.
Tony złapał ją i pozwolił, żeby przyjaciel postawił go z powrotem na nogi, po czym zachwiał się niebezpiecznie i złapał jego ramienia.
- W porządku. Dobrze. Chodźmy zdobyć jakieś pieprzone jedzenie.
- Dokąd?
- Gdzie w pobliżu można zdobyć dobre foie gras? Czują nagłą, głęboką i nieprzemijającą nienawiść do gęsi.
- Gęsi?
- Nie pytaj.
-0-
Tony zjadł za trzech i udało mu się nawet namówić kelnerkę, żeby siadła mu na kolanach, kiedy jego telefon zaczął natarczywie brzęczeć. Zignorował to, ale aparat nie poddawał się i do dźwięków dołączyła wibracja, za którą podążył suchy, brytyjski głos.
- Sir, to naprawdę coś bardzo ważnego.
Rhodey uniósł brew, a Tony przeprosił kelnerkę.
- Muszę to odebrać, - wytłumaczył. - Ale mój przyjaciel z przyjemnością opowiedziałby ci interesującą historyjkę... - wyszeptał jej do ucha. Dziewczyna uśmiechnęła się i przeniosła na kolana żołnierza.
- Tony!
Miliarder zostawił kartę kredytową na skraju talerza Rhodey'a.
- Oczekuję, że odzyskam ją przed jutrzejszym popołudniem. I nie funduj sobie znowu samochodów z mojego konta. - Odchodząc od stołu wyłuskał z kieszeni telefon i zdołał przejść dokładnie trzy kroki, zanim stanął jak wryty, a cała krew odpłynęła mu z twarzy.
- O. O cholera.
- Próbowałem Panu powiedzieć, sir, – usłyszał płynący ze słuchawki głos JARVISA.
Tony przełknął ciężko ślinę. Wysłał Rhodey'owi szybkiego SMS-a o nie wydawaniu zbyt wiele na taksówkę i zakończył go słowami: "Sprawa Iron Mana. Pilna". Kolejnego, o treści: "Jeżeli nie odezwę się do południa, zawiadom Fury'ego. Nie martw się, wszystko w porządku",kazał JARVIS-owi wysłać o drugiej nad ranem.
Po tym rzucił się do samochodu i wyjął z bagażnika niezawodną, srebrno-czerwoną walizkę, a kiedy był już w zbroi po raz drugi sprawdził współrzędne. Wciąż wydawały się podejrzliwie podobne do tych jego domu. Przynajmniej nie trafiło na Stark Tower, która przeważnie była teraz pełna Avengersów, bo sytuacja okazałaby się niezręczna.
- Oooo cholera, co ja wyprawiam? – wziął głęboki wdech i wystartował, starając się wyprzedzić kilka potencjalnych odpowiedzi.
Loki nie był zdziwiony faktem, że przez tak długi czas byli niechętnie nastawieni do pozwolenia mu na powrót do Midgardu i bez wątpienia Thor byłby rozwścieczony tym, że z pośród wszystkich możliwych miejsc zawędrował akurat tutaj, ale cóż. Zachował to małe urządzenie, które tyle miesięcy temu Stark wetknął mu za kołnierz z wielu powodów, jednak to ciekawość wiodła wśród nich prym.
Tony Stark był, Loki nie mógł się powstrzymać od stwierdzenia, Czy to miało odnieść się do mojego sumienia, Tony Starku?, nieomal niebezpicznie, Nie. Wcale. Wprost przeciwnie, interesujący.
A poza tym, mężczyzna był w stanie wyprodukować pewien szczególnie rzadki pierwiastek, dostępny w niewielu miejscach we wszystkich królestwach, który zdarzył się być na liście surowców potrzebnych do naprawy pewnego mostu. Z pewnością dobicie targu ze Starkiem będzie łatwiejsze niż przeszukiwanie nieznanych miejsc, z których można by było go wydobyć, albo własnoręcznie uzyskać. Loki argumentował na wszelki wypadek. Jak na razie Asgard wiedział tyle co im powiedział; że wydobywanie pierwiastka było raczej niedostępną opcją, nie kłopocząc się kłopotliwym zbieraniem informacji. Jeszcze tylko trzy małe, nudne wycieczki mające na calu zakończony sukcesem utarg i bóg chaosu będzie mógł robić co mu się żywnie podoba, więc Asgard mógł już się martwić. Przynajmniej dopóki nie złamie kilku praw.
Więc stał teraz na środku pracowni Tony'ego Starka i nie przeszkadzała mu nieobecność świateł. Na początku sztuczna inteligencja w suficie zaoferowała mu uprzejmie ostrzeżenie, uzbrajając jednocześnie liczne systemy ochronne. Loki uniósł rękę trzymając między kciukiem i palcem wskazującym niewielkie urządzenie i nacisnął mały guzik, żeby je włączyć. AI odegrało krótką melodyjkę.
- Ah, moje przeprosiny. Dobry wieczór, Loki Liesmith.
- Upodobali sobie ostatnio ten przydomek. Prawie znowu nabrałem do niego słabości, - bóg pogrążył się w myślach. Nie był tak ciężki jak Odynson, czy Laufeyson, co było dla niego korzystne. I brzmiał mniej prowokacyjnie niż Złotousty.
- Ty musisz być… JARVIS, nie mylę się?
- Tak, proszę Pana. Zechciałby Pan, żebym włączył światła?
- Byłoby cudownie.
W pomieszczeniu zrobiło się jasno, a brwi Lokiego powędrowały do góry.
- Ojej, ktoś jest zajęty. – Dzięki zapachowi względnie świeżego oleju, dymu i dopiero co schłodzonych stopów metalu mógł wnioskować, że ogrom pracy został wykonany około godziny temu. – I wygląda na to, że minęliśmy się o włos.
- Względnie mówiąc, sir.
- Przypuszczam, że to coś wysłało też sygnał do Starka, gdziekolwiek się znajduje? – Loki uśmiechnął się mówiąc i zaczął powoli przechadzać wokół jednego, czy dwóch intrygujących prototypów, nad którymi Tony zdawał się pracować. Przy czym każdy znajdował się na innym etapie ukończenia.
- Owszem. Wierzę, że jest już w drodze.
Loki przesunął krzesło na miejsce obok jednej z maszyn i ze zmrużonymi oczami zaczął delikatnie badać metal palcami.
- Wspaniale. Daj mi znać, kiedy się zbliży.
Przez cały lot Tony wytykał sobie, jakim był idiotą, nie kontaktując się z nikim z Avengersów i próbował domyślić się czego, u licha, Loki mógł chcieć tym razem. Kiedy był już na miejscu postanowił, że jego jedynym wyjściem było rozproszenie boga tyloma żarcikami, żeby znaleźć czas na zdecydowanie, czy powinien właściwie podnosić alarm.
- JARVIS, chcę wiedzieć, co on tam robi?
- Wydaje się dokładnie badać prototyp generatora ultrafreonowego.
Tony skrzywił się nieznacznie. Oczywiście, Lodowy Olbrzym bawił się jego ledwo ruszonym "promieniem zamrażającym".
- Niech zgadnę, jest rozbawiony.
- Na to wygląda, sir.
- Uroczo. – Na moment zawisł nad domem, po czym opadł na lądowisko.
- Wnioskuję, że wolałby Pan zatrzymać w tej chwili zbroję?
- Jasne, po prostu weź mnie na dół. – Platforma syknęła i gładko zjechała na sam dół, prosto do jego pracowni. Podniósł maskę, żeby być przynajmniej odrobinę uprzejmym i skupił wzrok na nordyckim bogu. Ten natomiast regulował coś w wyżej wymienionym prototypie. Większym i raczej niezgrabnym modelu, którego Tony potrzebował do przeprowadzenia testów. Potem zabrałby się za obcinanie kosztów.
- Postaraj się tego nie zniszczyć, proszę.
- Nie miałem takich planów. Muszę przyznać, że uważam koncept za zajmujący.
- Możliwe, że kilka pomysłów wpadło mi do głowy podczas obserwowania twojej wersji, - odparł nieco zirytowany. Ku jemu zdumieniu, Loki zanucił zamyślony:
- Możliwe.
Mrugając ze zdziwienia, Tony założył ręce na piersi.
- Przypuszczam, że powinienem spytać, co tu robisz, – nieomal dodał tak ubrany, ale ugryzł się w język. Przyzwyczaił się do oglądania Lokiego w pełnych bitewnych regaliach. A zamiast tego Asgardczyk miał na sobie czarne dżinsy, buty Harley'a i koszulę w leśnym odcieniu zieleni. Z podwiniętymi rękawami, co razem wzięte było dość surrealistyczne.
Loki skończył robić cokolwiek robił i wreszcie podniósł wzrok, odkładając narzędzia Tony'ego dokładnie tam, skąd je wziął.
- Po prawdzie, przybyłem w interesach.
- Jesteś żywy, a także masz interes. A ja myślałem, że uciekasz przed przyzwoitką, matkującą cię na zwolnieniu warunkowym, czy coś w tym stylu.
- Cóż, to też, ale tylko po części, – odparł Loki śmiertelnie poważnie. – Nie jest to "ucieczka", raczej przekazywanie fałszywych informacji na temat miejsca, w którym planowałem spędzić wieczór.
Tony uniósł brew.
- Thor sądzi, że trzymam się z dala od wszystkich jego przyjaciół, którym zdarzyło się należeć do jego drużyny. Nie czuję potrzeby wspominać mu o tym, że jeden z nich zaproponował mi spotkanie w, hm… "innych okolicznościach", czy tak?
- I nie przeszkadza im, że w ogóle jesteś na Ziemi?
- Cóż, nikt nie jest tym zachwycony, ale mój wyrok uwzględnia kilka warunków. Jednym z nich jest to, że zdobędę surowce potrzebne do naprawy pewnego mostu. – Uśmiechnął się z wyższością. – Midgard ma coś czego potrzebują, a mój wyrok wyznaczył mnie na boga, który to przyniesie.
Wbrew zdrowemu rozsądkowi, Tony odpowiedział tym samym uśmiechem. Sprawy już teraz miały się mniej wrogo, a wymiana zdań była odświeżająco szybka i dowcipna.
- Więc wygadałeś się z egzekucji.
- Zdjęli knebel, żebym przemówił w swojej obronie. Ryzyko zawsze jest przemyślane, a mnie zdarzyło się ich przekonać w nieomal wszystkich sprawach. – Z powrotem usiadł na jednym z krzeseł Tony'ego z ramionami założonymi za głową i długimi nogami skrzyżowanymi w kostkach. – Wliczając wymówkę, dzięki której pozbyłem się łańcuchów i z szanowaną mocą za plecami zbieram rzadkie materiały ze wszystkich możliwych miejsc, w których znaleźć można potężne i niebezpieczne materie.
- Lekki wyrok, jak na ciebie.
- Jeżeli zabiję kogokolwiek, słusznie, czy nie, lub jeśli wywołam jakąkolwiek wojnę, zostanę pozbawiony życia. A w Asgardzie wiele jest osób, które chcą mieć przyjemność pozbycia się mnie, - dodał Loki.
- To wydaje mi się bardziej prawdopodobne.
- Ojciec postawił te wymagania w ostatniej chwili, – dorzucił jeszcze bóg chaosu.
- Więc jesteś tu, żeby coś ukraść?
- Niezupełnie. Potrzebuję tego o wiele więcej niż jestem w stanie wykraść. Jestem tu, żeby zaproponować ci kontrakt na wyłączność z Asgardzką gildią budowniczych mostu, – wyszczerzył się szeroko.
- Przyznaj się, znudziło cię już zbieranie tych rzeczy.
- Nie masz pojęcia jak bardzo, – odparł Loki przez zaciśnięte zęby, wciąż się uśmiechając.
- Czego potrzebujesz?
- Pewnego pierwiastka, bardzo rzadkiego, w szczególności odpornego na magię mojego rodzaju. – Rzucił krótkie spojrzenie na zbroję Tony'ego, po czym postukał się w mostek, żeby zilustrować to, co właśnie opisał. – Odrobinę masz zawsze przy sobie.
- Chcesz, żebym wam go wytworzył. Ile?
-Przeliczając na lokalne Midgardzkie jednostki… Oh, około dwie i pół tony.
Tony zagwizdał.
- JARVIS, zbroja.
Ściana maszyn opadła między nim i bogiem chaosu na kilka sekund. Kiedy zniknęła, Tony stał, a zamiast kombinezonu miał na sobie garnitur od Armaniego, przy czym zaraz pozbył się marynarki. Podwijając rękawy koszuli odwrócił się w stronę jednego z dotykowych ekranów i uruchomił go, po czym wstukał parę liczb.
- Hmm. Potrzeba do tego sporo mocy. I większej pracowni. Jak poprzednio zrobiłem trochę w tej tutaj, wymagała porządnego remontu, – cmoknął, czując się bardziej sobą niż przez ostatnie kilka tygodni: bystry, fascynujący, Tony Stark zawierający pakt z diabłem, a dokładniej bogiem kłamstwa i chaosu. Prawie to samo. – Co oferujesz w zamian?
Loki zamyślił się.
- Na pewno dali ci listę rzeczy, którymi mógłbyś pohandlować, nie?
- Oh, oczywiście. – Wciąż wyglądał na zamyślonego.
- To dlaczego wyglądasz, jakbyś wymyślał coś na poczekaniu?
Loki potrząsnął głową.
- Mam dla pana ofertę, panie Stark, nie do końca z Asgardu.
- Tony, – poprawił, ot, żeby być zuchwałym.
Uśmieszek boga poszerzył się, kiedy skinął głową.
- Tony. – Wstając ze, szczerze, zadziwiającą gracją, jak na kogoś z tak długimi kończynami, Loki rozłożył nieco ramiona, dłońmi do przodu. – Mogę zaoferować ci siebie.
Miliarder przez moment czuł się speszony. Chwilę później trochę podniecony, a zaraz po tym zaniepokojony podnieceniem, w następnej kolejności zmywał sobie głowę i na samym końcu był zwyczajnie ciekawy. Całe cztery sekundy zajęło mu przyjęcie odpowiedniego wyrazu twarzy: spokojnego i sprytnego.
- Proszę, pozszerz trochę ofertę. Jestem pewien, że ma jakieś ograniczenia, ale jestem zbyt oniemiały możliwością zapanowania nad nimi, - odparł z udawaną powagą.
Loki uśmiechnął się i podszedł bliżej.
- Już o nich wspomniałeś. Za pomocą swoich maszyn tworzysz i wykorzystujesz moc. Ja czynię dokładnie to samo, chociaż jestem pewien, że na sposoby przekraczające twoje pojęcie fizyki. – Wyciągnął rękę w kierunku jednego z nieaktywnych ekranów dotykowych, a wokół jego palców uformowała się cienka warstwa szronu. Wirująca siateczka lodu emanowała z jego dotyku i rozprzestrzeniła się na powierzchni ekranu.
- Czy twoja skóra stała się na moment niebieska?
- Lodowy Olbrzym, – przypomniał Loki
- Nie wiedziałem, że na co dzień noszą się na niebiesko.
Bóg zamrugał, nie do końca wiedząc, jak odpowiedzieć
- Wydaje mi się, że zauważyłeś to już dawno temu.
- Kiedy jeden z nich złapał moją rękę, chcąc wywołać odmrożenie. – Jego wyraz twarzy pozostał neutralny. – Próba się nie powiodła.
- I… Twoja ręka zrobiła się niebieska?
Drgnięcie, nawet jeżeli niewielkie. Na moment pozorna nonszalancja psotnika zmieniła się w napiętą sztywność.
- Tak.
Tony zanucił, kiedy dopadło go to wyraźne, nieomal przyprawiające o zawrót głowy uczucie towarzyszące podejmowaniu ekstremalnie wątpliwych, życiowych decyzji. Obszedł Lokiego przyglądając mu się, nieświadomie naśladując sposób w jaki bóg wcześniej okrążał niektóre ze znajdujących się w pracowni maszyn.
- Thor wspominał, że wszyscy posiadacie magię, ale to tylko naprawdę wysoko zaawansowana nauka. Zgaduję, że rozumiesz szczegóły o wiele lepiej niż on. Jego wyjaśnienia były raczej mierne.
- Owszem, – odparł Loki, ponownie wyglądając na rozbawionego, do tego odrobinę wyzywająco. – W zamian przekażę ci wiedzę i trochę przywilejów podczas badań.
- Przypuszczam, że będę musiał ulepszyć niektóre skanery, żeby odbierały odczyty, kiedy będziesz używał magii.
-Najprawdopodobniej.
- I tak czy siak, będę potrzebował więcej miejsca, żeby wytworzyć dla ciebie to coś. To sporo płatnych z góry inwestycji, których będę musiał się podjąć w zamian za nie tak znowu pewne rzeczy.
- Zgadza się. – Loki pochylił się odrobinę tak, że ich twarze dzieliły zaledwie centymetry – Ale jesteś ciekawy.
Wynalazca poczuł dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, kiedy jego serce zaczęło bić szybciej. To tak jak zmuszać panterę do odwrócenia wzroku, czy coś w tym stylu. Boże, ma zielone oczy. Weź się w garść Tony, ta obsesja na punkcie niebezpieczeństwa naprawdę nie pomaga Ci w postanowieniu "Nie pragnę śmierci". Starał się, żeby jego głos był bardzo spokojny.
- Przypuszczam, że jestem. Mimo to wciąż nie jestem pewien, czy to równowarta wymiana.
- Wybierz miejsce, najlepiej jedno, wymagające względnie mało budowy, wyposażenia innego niż laboratoryjne, a uzyskam je. Mam już na oku kilka, mogących się nadać.
- Przez wszystkie eksperymenty musiałbyś kręcić się w pobliżu, a to może trochę zająć. Coś jeszcze na Twojej liście zakupów?
- Z całego ludu wysłali mnie, żebym zabrał to z Ziemi, Tony. Doszliśmy do etapu, w którym zaczęło się w nich wkradać coś, jakby desperacja. Ten pierwiastek jest jednym z trzech surowców pozostałych na mojej liście. Pozostałe wymagają kradzieży i przeglądu, – uśmiechnął się szyderczo. – Doprawdy, zupełnie jakby mi nie ufali, czy coś w tym rodzaju.
- Zależy od tego czy kradzież wywoła wojnę, albo doprowadzi do śmierci.
- Więc mogą wysłać po to Thora. Dopóki nie będę wmieszany, jego poczynania nie będą uważane za warte wojny. Cóż, do tej pory tak było.
- Co planujesz zrobić jak już skończysz?
- Zdobyłem parę interesujących i nie powiązanych z moim zadaniem rzeczy. Mam w planach zrobić z nimi co tylko zechcę. – Loki uśmiechnął się zawadiacko.
- Żadnych wojen?
- Wciąż przygotowuję się do jednej wojny, niech cię o to głowa nie boli, – zapewnił. – Mam wiele planów do zrealizowania. Zaraz po tym mogę nawet spędzić wakacje w Midgardzie i dać wam, Avengersom, powód do zmartwień.
- Nie sądzę, żebym mógł dopisać warunek "Bez zabijania ludzi" jako część kontraktu?
- Kontrakt ma ograniczony okres ważności. Zostanę zwolniony ze wszelkich zobowiązań, gdy tylko Asgard dostanie to, czego ode mnie potrzebuje.
Tony rozważył to z namysłem.
- Zapewnisz miejsce.
- Tak.
- Pokryjesz koszty wyposażenia i mocy?
- Jestem pewien, że coś wymyślę.
Tony cmoknął
- Nie będziesz mieszał do tego moich ludzi, jeżeli będzie dało się tego uniknąć: Avengersów, mojej sekretarki, Rhodeya, mojego kierowcy, większości SHIELD-u, a także pracowników Stark Enterprises i ich rodzin. Trzymaj prasę z daleka, policję i wojsko też.
- W porządku, w porządku, zgadzam się, – Loki pomachał ręką.
- Poza tym, do celów eksperymentalnych będziesz musiał spędzać długie okresy czasu w mojej pracowni, rozebrany do pasa, – dorzucił zanim mógł się powstrzymać. – Dla nauki, oczywiście.
Bóg wyglądał na lekko speszonego, ale wzruszył ramionami.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że sprzeciwię się eksperymentom zdecydowanie niegodnym.
- Jakie są twoje normy godności?
- Dowiesz się, jeżeli za bardzo się od nich oddalisz.
- Żadnego wyrzucania mnie za okno. Nawet, jeżeli będę w zbroi.
Loki westchnął, wyglądając na dotkliwie obrażonego.
- Skoro nalegasz.
- Nalegam, serio. Masz jeszcze jakieś warunki?
- Mój stan negliżu, dla celów eksperymentalnych, odpowiadać będzie twojemu, – odparł śmiertelnie poważnie.
Tony zamrugał. To mogło okazać się interesujące. Skinął głową, zdając sobie sprawę z tego jak bardzo surrealistyczna była cała ta konwersacja i o ile bardziej, w ramach jej trwania, niemożliwa się stawała.
- Do zaakceptowania.
- Poza tym, mój brat nie może wejść do pracowni. Nigdy.
- Wciąż nie do końca naprawiliście wasze stosunki?
- Wciąż jest idiotą.
- Zgoda.
- Zanim podpiszemy umowę, mam jedno pytanie.
- Hmm?
Loki przyszpilił go do stołu, jego usta miękkie, chłodne i zachęcające w stosunku do ust Tony'ego, zwabiły go do pocałunku zanim wynalazca mógł zdać sobie sprawę z tego, co się w ogóle dzieje. Zimna dłoń otoczyła jego szczękę, stanowczo przytrzymując go w miejscu. Język Lokiego, który zaczął badać jego usta był zaskakująco dokładny, a mimo to szybko działający. Próbując odrobić stratę, wynalazca odwdzięczył się tym samym, smakując lód i jabłka. Tony instynktownie złapał boga w pasie rozważając odepchnięcie go, ale zawahał się i w tym właśnie momencie kolano boga wcisnęło się między jego nogi, trafiając na erekcję. Palce Tony'ego zacisnęły się mocniej, a Stark przyciągnął irytującego boga z niskim pomrukiem, odrywając się po chwili tylko po to, żeby wsunąć dłoń pod jego koszulę.
– To ma być pytanie?
– Nie, ale uznałem, że czas najwyższy przejść do sedna, – odparł bóg chaosu, nie odsuwając swoich warg od ust geniusza. – Jakiś problem?
– Jasne. Wciąż gadamy. – Polizał dolną wargę Asgardczyka i wydał z siebie niski dźwięk, kiedy ten złapał jego język między zęby.
Pocałunek ciągnął się przez kilka minut, a ocieranie stawało coraz bardziej brutalne, aż Tony zaczął myśleć, że oszaleje. Oderwał się, łapiąc powietrze tylko po to, żeby rzucić się z powrotem do przodu, ugryźć długą szyję Lokiego i zakręcić biodrami w sposób, przez który bóg zajęczał, notabene raczej uroczo. Słyszał jego oddech, nieomal tak ciężki jak jego własny i mógł poczuć jego zimny oddech na swoim uchu, co przyprawiło go o gęsią skórkę
Dotarło do niego, jakoś po tym gdy jego ręce znalazły się w spodniach Lokiego, że zachowuje się jak napalona nastolatka, za nic mając sobie, że nordycki bóg wyrzucił go przez bardzo wysokie okno nie tak długo po ich pierwszym spotkaniu. Krótko po tym dotarło też do niego, że bóg, o którym mowa był gorący, twardy i zachowywał się przed pieprzonym Tonym Starkiem jak nastolatka równie napalona. Zacieśnił nieco uścisk, zaczął szybciej ruszać ręką i cieszył się nerwowym, urywanym oddechem na szyi.
– Ale miałeś pytanie? – wydyszał Tony.
Loki wydał z siebie nieskładny dźwięk i pstryknięciem palców pozbył się reszty ubrania wynalazcy. Tony'ego zaskoczył na moment dotyk zimnego metalu u podstawy kręgosłupa, w miejscu, w którym przyszpilony był do jednego ze swoich stołów.
– To, o Boże, to pieprzone oszukiwanie, – wydusił, podczas gdy długie, chłodne palce boga pełzły po wewnętrznej stronie jego uda.
Loki zaśmiał się i pozwolił geniuszowi na zsunięcie mu dżinsów, tak by wreszcie wylądowały na podłodze. Kopnął je na bok i przyciągnął Tony'ego do siebie, łapiąc go za tyłek.
– Moje pytanie… – zadumał się i wypchnął biodra do przodu, jednocześnie ocierając się zębami o gardło Starka, uzyskując w zamian zduszone przekleństwo. – Śmiem twierdzić, że odpowiedziałeś już na wszystkie, oprócz jednego.
– Cholernie się droczysz.
– Chcesz ujeżdżać, czy być ujeżdżanym, Tony? – wymruczał bóg prosto do jego ucha.
– Oh. Cholera. Ahhh, ciężko myśleć, kiedy to robisz. – Pomimo swoich protestów, wydał dźwięk dezaprobaty, kiedy Loki zaprzestał tych obłędnych, małych ruchów. – Nie mówiłem ci, żebyś przestał, – warknął.
– Więc ty przestań, myśleć.
– Przy tobie? Cenię sobie życie, zna… – przerwał z szybkim wdechem, kiedy usta Lokiego otarły się o skórę nad skrajem reaktora łukowego. Nie miało to wiele sensu, skoro tkanka bliznowata nie była wrażliwa, ale chłodny, mokry język i okazjonalne skrobnięcie zębów były nowością wywołującą miękkość w kolanach, zwłaszcza, kiedy dochodziły do tego pełne gracji dłonie, przesuwające się po jego bokach w dół, dopóki nie otoczyły jego bioder.
– Lubrykant. Potrzebny, – stęknął Tony z przekonaniem.
– Więc wybrałeś?
Geniusz spojrzał przez ramię na blat za nimi i zrzucił parę rzeczy na podłogę.
– Zależy.
– Nie jestem barbarzyńcą.
– Wikingiem.
– Hmm, – Loki uśmiechnął się do niego i klęknął.
Mózg Tony'ego przestał funkcjonować we właściwy sposób. Jego palce wplotły się we włosy boga, w sumie, usta mężczyzny były o wiele cieplejsze, niż miały do tego prawo. Jak wielu Asgardczyków pozbawionych jest odruchu krztuśnego? W sposób godny podziwu opierał się napaści jednak szło mu to nieco gorzej, kiedy Loki się odsunął. Wtedy posłał cichą wiązankę przekleństw czując, że nogi zaraz się pod nim załamią, a bóg wsunął w niego dwa palce, śliskie, niezbyt zimne… Tak, ujeżdżanie Lokiego brzmiało coraz lepiej.
– Poważnie? Jesteś w stanie magicznie przyzwać lubrykant? – Bóg odstawił na stół buteleczkę oliwki dla dzieci, a Tony odchrząknął. – Jest idealnie niewinny powód, dla którego to się tu znalazło.
Loki ponownie schwytał jego usta, żeby pomóc mu się zamknąć i wynalazca rozpoznał słonawy smak na języku Kłamcy. Cholernie nieuczciwe. Pocałunek przerwał się i Loki wymruczał, nisko i szorstko:
– Możesz się albo odchylić, albo obrócić. – Dodał kolejny palec i zaczął z każdym pchnięciem ręki bardzo powoli napierać na prostatę Tony'ego.
Ten jęknął, wypychając w odpowiedzi biodra do góry. Minęło sporo czasu i obrócenie się wydawało się jak na razie najlepszą opcją. Następnego ranka uniknąłby bólu w dolnych partiach, ale wtedy podniósł powieki i napotkał gorączkowe spojrzenie jasnych oczu Lokiego. Decyzja podjęta. Chcę patrzeć jak się rozpadasz. Niechętnie zatrzymując rękę boga, Tony uniósł biodra na tyle, żeby usiąść na skraju stołu. Dla podkreślenia swoich zamiarów, owinął nogi wokół boga chaosu i przyciągnąwszy go do siebie rzucił wyzywająco:
– Gotowy na mnie, skarbie?
Loki usadził się między jego nogami, wygodnie jak tylko chciał, z ręką pomiędzy nimi, przygotowując się.
– Wciąż mnie zaskakujesz. Zaczęło mi brakować bycia zaskakiwanym.
– W domu zbyt nudno?
– Okropnie. Bardziej niż w moich wspomnieniach. – Zaczął wciskać się w ciało Tony'ego, cal za calem, na tyle wolno, żeby obydwoje cicho jęknęli.
Pomijając frustrację, Stark był całkiem zadowolony z możliwości rozluźnienia się i przyzwyczajenia do nieco piekącego rozciągnięcia. Wydał z siebie niski dźwięk, zanim zdążył się powstrzymać, po czym wymamrotał ciche przekleństwo.
Loki nie był w stanie wypowiedzieć słowa zbyt zajęty ciepłem, ciasnotą Tony'ego, ledwo wyczuwalny kokosowo–metalowym smakiem potu w miejscu, w którym przygryzł ostrożnie jego szyję. Mimo wszystko udało mu się wydobyć z siebie sylabę
– Mmn? – co w wolnym tłumaczeniu znaczyło: mam przestać?
– Nie przestawaj. Spróbuj tylko, a znajdę sposób, żeby Cię zabić, - wydyszał Tony, po czym nabrał gwałtownie powietrza, kiedy Loki pociągnął go w dół, na dwa ostatnie cale. - Jasna...
– Nie potrafisz siedzieć cicho przez dłuższą chwilę, prawda? – mruknął bóg zaciskając dłoń wokół erekcji Starka, drugą opierając się o stół, kiedy wreszcie zaczął się poruszać.
Dowodząc racji boga chaosu Tony zadrżał i wymamrotał parę przekleństw w mieszance angielskiego i kilku innych języków, w których kląć nauczył się w młodym wieku, po czym zapomniał całej reszty słownictwa. Szarpnięcia, które czuł z każdym pchnięciem, miarowo pozbawiały go zdolności myślenia, podczas gdy szybko poruszająca się dłoń doprowadzała go do szaleństwa.
– Ah, Chryste, niezły w tym jesteś, – udało mu się powiedzieć łamiącym głosem, kiedy bóg bezbłędnie i bez przerwy uderzał dokładnie tam, gdzie było to najbardziej potrzebne.
Przynajmniej Loki też sprawiał wrażenie zadowolonego. Oddychał znacznie szybciej i trochę nierówno, powoli zwiększając tempo, unosząc wyżej jedną z nóg Tony'ego, żeby zmienić kąt tak, że mniejszy mężczyzna dosłownie zobaczył gwiazdy. Skupił się na jego twarzy z, nieomal onieśmielającą, intensywnością, kiedy doprowadził śmiertelnika do orgazmu, nie zwalniając nawet na sekundę, chociaż tracąc nieco na koordynacji, gdy wynalazca zacisnął się wokół niego i krzyknął nisko w usta boga chaosu. Tony pociągnął go w dół z pomrukiem i wypchnął biodra.
– Twoja kolej, – wysyczał z zażartym i głodnym spojrzeniem, nie zważając na to, jak bezsilnie się czuł, oraz że każde pchnięcie wysyłało wzdłuż jego ciała niemal bolesne impulsy. – Dojdź dla mnie, Loki.
Bóg wytrzymał spojrzenie zarumieniony, skupiony, zachwycający i mile zaskoczony. Zaklął w języku, który brzmiał całkiem nordycko i zaczął się rozpadać, drżąc i dochodząc po kilu pchnięciach. Syknął, kiedy owinięte wokół niego nogi Tony'ego przyciągnęły go bliżej, a wynalazca wciąż się o niego ocierał, ściskając i utrzymując ich obydwu na granicy pomiędzy bólem i przyjemnością, aż w końcu nawet ramiona i cała reszta Lokiego zaczęły się trząść. Po zawarciu niemej umowy Tony osunął się z powrotem na stół, ciągnąc za sobą boga, a Loki rozłożył się na nim, łapiąc oddech.
– Nieuwzględnione w kontrakcie, – udało się wysapać Tony'emu po kilku chwilach. – Ale jestem bardziej niż chętny do kontynuowania tego eksperymentu. Kiedy tylko zechcesz, poważnie. – Loki sapnął w jego obojczyk rozbawiony i pozbawiony oddechu.
– Zgoda.
– Tak między nami, i tak miałem zamiar zaakceptować warunki umowy.
– Jestem tego świadom.
– Dobrze, – wymamrotał Tony, zamykając oczy. – Wspaniale.
Odpoczywali tak przez kilka minut, zanim wreszcie do wynalazcy dotarło, że łóżko mogło być lepszym pomysłem. Co zresztą Loki zaraz poparł.
-0-
Około piątej nad ranem Tony'ego obudziły uporczywe dźwięki dochodzące z jego telefonu. Sięgnął po niego i przyłożył do ucha.
– Co? O co chodzi?
– Tony, jesteś dupkiem. Czemu wysłałeś mi tę wiadomość o drugiej?
Otworzył usta, żeby stwierdzić, że nie było takiej możliwości, biorąc pod uwagę, że w tym czasie był zajęty zajmowaniem się pod prysznicem nordyckim bogiem, ale przypomniał sobie, co nakazał JARVIS–owi zanim opuścił restaurację.
– Mhm. Długa historia. Słuchaj, dotarłem do domu w całości i jestem w łóżku, raczej zaspany. – Poczuł rozbawione chuchnięcie z tyłu szyi i wygiął usta w zawadiackim uśmiechu.
– Tony, wysyłasz mi takie wiadomości tylko wtedy, kiedy wydaje ci się, że włazisz w jakąś pułapkę.
– Rhodey, słuchaj…
– I zwykle tak to się kończy.
– Cóż, możliwe, ale posłuchaj...
Dłoń Lokiego zręcznie przechwyciła telefon.
– Witam. Jestem potencjalną pułapką, o której mowa i w tej chwili jestem też nagi, w łóżku Tony'ego Starka. Naprawdę musisz wiedzieć więcej?
– Co? Ja… Poważnie?
Tony nie mógł powstrzymać chichotu, wyobrażając sobie minę Rhodeya.
– Tak. I zanim zapytasz, nie, nie planuję go zabić. Ostatnimi czasy nie wolno mi zabić nikogo, – dodał smutnym głosem.
Nastąpiła długa chwila ciszy.
– O… Kej, czy mogę… Czy mogę, proszę, porozmawiać z Tonym?
Loki przekazał telefon jego właścicielowi.
– Mówiłem, wszystko w porządku, – powiedział Stark do telefonu. - Możemy już wrócić do spania?
– Tony. Kto… Kto to jest?
– Długa historia, – odparł wynalazca, po czym zadrżał czując,jak usta Lokiego robią coś interesującego pomiędzy jego łopatkami. – Później.
– Anthony Stark, co–
– Słuchaj Rhodey, mam w łóżku bóstwo domagające się seksu i właśnie się rozłączam, bo naprawdę nie chcę, żebyś podsłuchiwał.
– Jezu. Żadnych szczegółów. Nie chcę nawet… Bóstwo!?
Tony rozłączył się i upuścił telefon z powrotem na stolik, wyginając plecy w łuk i czerpiąc dogłębną przyjemność ze zwracanej na niego uwagi.
– To jeszcze wróci, żeby ugryźć.
– W takim wypadku, – wymruczał Loki w jego kręgosłup, – biorąc pod uwagę, że zgodziłeś się na pewne warunki kontraktu, – ugryzł go na tyle mocno, żeby wywołać u miliardera gwałtowny wdech, zaraz jednak polizał kojąco. – Czuję się zobowiązany spędzić jakiś czas w Midgardzie, dla twojej wygody.
– Taaak? – Tony zaczął się kręcić, próbując uzyskać więcej kontaktu.
– Chciałbym, – ugryzł ramię wynalazcy, – wrócić, – potem szyję, – żeby cię ugryźć, – przygryzł płatek ucha i possał wrażliwą skórę.
– Jak mówiłem, – odparł Tony spokojnie. – W każdej chwili.
– Nie dzielę się, Tony.
Z jakiegoś powodu ta zaborczość wywołała u niego dreszcz.
– Ostatnio nieczęsto się umawiam.
Ponowne ugryzienie w szyję, mocniejsze – ostrzeżenie.
Tony naparł na niego wyzywająco.
– Więc, przypomnij mi, kto jest twoją przyzwoitką i jak będziesz sobie z tym radził?
Loki zawahał się, liżąc w zamyśleniu zaczerwienioną skórę.
– To twój brat, nie mylę się?
Jak na zawołanie, Stark usłyszał dzwonek innego telefonu, zdecydowanie nie jego. Bóg zaklął w co najmniej trzech językach, a miliarder sięgnął przez skraj łóżka i zgarnął z podłogi dżinsy Lokiego. Wyciągnął z kieszeni lśniący aparat i spojrzał na dane dzwoniącego: "Piorunujący Idiota".
Bóg przechwycił telefon i niechętnie odebrał.
– Tak? – Chwila ciszy. – Oczywiście, że mnie tam nie ma, zawierałem umowę z dostawcą. – Wykonał leniwy gest, przywołując z przestrzeni oficjalnie wyglądający dokument i pióro. Oblizał kciuk i przesunął nim wzdłuż kilku akapitów, a te zmieniły się z nierozpoznawalnych hieroglifów w schludnie wydrukowane angielskie słowa. Podał go Tony'emu, który rzucił na niego wzrokiem, podczas gdy Loki odpowiadał okazjonalnie bratu.
Był to zaskakująco prostolinijny dokument i Tony całkiem szybko zaliczył cały tekst. Wziął pióro od boga i podpisał się w odpowiednich miejscach, zyskując jego szokująco szczery uśmiech:
– Nie, nie, naprawdę nie ma potrzeby. Nie, nie słuchałem twojej paplaniny. Wspomniałeś dziewczynę, więc wolałem skorzystać z okazji i zdobyć podpis na kontrakcie, niż zwracać uwagę na twoje słowa.
Podpisał papier w paru miejscach, a pióro i kontrakt rozpłynęły się w powietrzu.
– Nie, nie powiem ci gdzie jestem. Nawet nikomu nie grożę.
Tony wyraźnie usłyszał:
– Bracie, nie powinieneś tego tutaj robić. W tym królestwie zaufam ci dopiero wtedy, kiedy rzucisz Mjolnirem.
Wyraz twarzy Lokiego wskazywał irytację.
– Jestem tego świadom.
– Gdzie jesteś?
Tony przechwycił telefon, ignorując zaskoczoną minę i wściekłe spojrzenie boga.
– Hej, Thor. Tu Tony.
– T–Tony? Tony Stark?
– Jeden jedyny, blondyneczko. Słuchaj, wszystko w porządku, zaufaj mi. Słowo Avengera.
– Dlaczego jesteś z moim bratem? I dlaczego nie zwichnął ci jeszcze barku w celu odzyskania telefonu?
– Czemu miałby to zrobić? Właśnie podpisałem kontrakt, żeby pomóc wam z mostem. – Wyszczerzył się do Lokiego, wciąż niepotrafiącego zdecydować czy jest zaintrygowany, czy oburzony.
Po drugiej stronie nastąpiła długa chwila ciszy, a Tony mógł usłyszeć w tle kobiecy głos pytający:
– Wszystko w porządku, Thor?
– Jestem… Pełen zdumienia.
W tym momencie Loki zdecydował się wkroczyć do akcji i przycisnął się do pleców Tony'ego, opierając podbródek na jego ramieniu tak, że telefon znajdował się pomiędzy ich uszami, dzięki czemu mógł słuchać i wtrącić się w razie czego.
– Czyż nie jest tak bez przerwy?
– Loki, – wymamrotał Tony z na wpół przymkniętymi powiekami. – Nie fair.
– Co on robi?
Tony planował odpowiedzieć, dopóki ręka boga nie przewędrowała z jego talii, przez brzuch, na wpół sztywną erekcję. Zamiast tego wydał z siebie wymowne "Uhm"
– Wszystko z nim w porządku, Thor. Mimo to, jesteśmy teraz zajęci.
Kobiecy głos z drugiej strony słuchawki powiedział coś, co brzmiało jak:
– Po prostu przełącz ich na głośnik.
Tony wyczuł na skórze szyi uśmieszek wykwitający na twarzy Lokiego, wraz z wibracją niskiego, złego śmiechu i ledwo udało mu się powstrzymać jęk. To nie wróżyło dobrze. Jakość dźwięku z drugiej strony uległa nieznacznej zmianie – trochę więcej zakłóceń, a odgłosy dobiegające z pokoju, w którym był Thor stały się głośniejsze.
– Loki. Chciałbym upewnić się, że nie zraniłeś Pana Starka w żaden możliwy sposób.
– Tylko kiedy mnie o to poprosił, – odparł bóg pogodnie.
Tony uśmiechnął się słysząc dobiegający z drugiego końca chichot – ktoś bardziej kobiecy niż Thor, ale nie aż tak opanowany jak właścicielka poprzedniego głosu.
– Witaj, Darcy, – westchnął Loki wywracając oczami
– Kto? – wymamrotał Tony
– Stażystka doktor Foster.
– Ah, – powiedział Tony. Chwilę później powtórzył to z nieco inną modulacja, kiedy Loki zaczął poruszać ręką. – Ssss, jesteś złym bogiem, – syknął pod nosem.
– Co mówiłeś, Stark?
– Twój brat jest złem, – odparł tak zwyczajnie, jak tylko mógł.
– Loki!
– Nie, nie, nie. Nie narzekam, – powiedział szybko Tony, tylko trochę zasapany. – Jest w tym naprawdę dobry.
Od kobiety o imieniu Darcy usłyszeli:
– OmójBoże!
– Przynajmniej twoja stażystka jest spostrzegawcza, – odparł Loki, śmiejąc się pod nosem.
– Loki, co to za podstęp? – Thor wyraźnie żądał wyjaśnień.
– Bracie, jeżeli właściwie mam dziś cieszyć się mym czasem w łóżku Tony'ego Starka, nie chcę, żeby twój głos miał w nim swój udział. Rozłączam się.
– Co!?
– Miałam rację!
– Stark!
– Thor, ten jeden raz muszę zgodzić się z Lokim. Poważnie, niszczysz nastrój.
– Do widzenia, – zakończył Loki przesłodzonym głosem.
– LOKI!
Tony dotknął ekranu w miejscu kończącym rozmowę i upuścił telefon na stolik, a zaraz potem przeturlał się i przyszpilił Lokiego do łóżka.
– Jesteś zmorą, wiesz o tym?
– Wiedziałeś o tym, kiedy zostawiałeś mi wizytówkę.
Tony zaśmiał się i pocałował go, nie tak znowu delikatnie.
-0-
Słów kilka od Legolasa: Wiecie, że istnieje dewiacja seksualna, nazywająca się agreksofilia, która polega na czerpaniu satysfakcji seksualnej z podsłuchiwania osób uprawiających seks? :D (Z serii: Uczmy się z Hokejem.)
