Wydaje mi się, że najwyższa pora zadać dość istotne pytanie. Jak wiecie (lub nie), "Tricks of the Trade" składa się z sześciu osobnych opowiadań, połączonych jedną, wspaniałą fabułą. W tej sytuacji wolelibyście, żeby w naszym tłumaczeniu podzielić je tak samo, czy zwyczajnie zmienić tytuł tego opowiadani i pisać wszystko jednym ciągiem? Piszcie co myślicie c:
A co do pytania Lobo, Hokej pisze:
"Nie, Lobo, wątpię, aby to czyniło z ciebie agreskofilkę. Ostatecznie, wtedy musielibyśmy uznać za agreskofilów jakąś połowę fandomu, nie?"
-0-
W przeciągu czterech dni Loki wystarał się o miejscówkę idealnie nadającą się na pracownię - wydrążoną w górze jaskinię znajdującą się daleko od miasta. Tony nie był pewien, czy chciał wiedzieć do czego właściwie jej używano, ale miał przeczucie, że Tesseract mógł spędzić tam trochę czasu.
– Czuję się jakbym miał swoją własną mroczną bazę.
– Chcesz powiedzieć, że brakuje ci pachołków?
– Nie, nie. Ciągle właziliby pod lasery, poza tym są przereklamowani. Każdy plan, wymagający robiącej coś grupy pomocników, ma luki.
– Czy ja wiem? Wydaje mi się, że radziłem sobie z nimi całkiem dobrze. Dość efektywnie wyciągnęli mnie ze statku powietrznego.
– Byli bardziej jak twoi mroczni asystenci, a nie pionki. Subtelna różnica.
Przedsięwzięcie nie było byle jakim zadankiem, poważnie. Oprócz samych generatorów potrzebowali sposobu na podłączenie ich do lokalnej sieci elektrycznej, a Tony musiał wprowadzić znaczące zmiany do swojego oryginalnego sprzętu, żeby w ogóle udało się stworzyć pierwiastek w ilości choć odrobinę większej, niż trójkątny rdzeń reaktora. Samo zamontowanie wyposażenia zajęło tydzień, a potem spędzili jeszcze kilka bezsennych dni i nocy na zmuszeniu go do działania. Loki zniknął na jakiś czas i wrócił z paroma styropianowymi pojemnikami indyjskiego jedzenia, generatorem, przy tworzeniu którego ktoś ewidentnie próbował wzorować się na reaktorze łukowym (z minimalnym powodzeniem) i parą zwisających z nadgarstka kajdanek.
Tony przyjął pudełko jak człowiek, który na półtora dnia zapomniał o jedzeniu i z zainteresowaniem zmierzył spore urządzenie wzrokiem.
– Gdzie to znalazłeś? Znaczy, mogę to uruchomić jak trochę pogrzebię i będziemy o generator do przodu, ale…
– Masz fanów, – powiedział Loki jak gdyby nigdy nic, zdejmując parę lustrzanych okularów przeciwsłonecznych. Jedno oko wyglądało na trochę czerwone i nabiegłe krwią. – A w tym wypadku raczej prześladowcę, który postanowił uzyskać od ciebie tyle informacji, żeby stworzyć to, – tutaj wskazał na generator, - … a potem sprzedać osobie, która da najwięcej.
– Licytowałeś?
– Sam trochę prześladowałem. Aresztowali ją.
– Czy… To w tym momencie na scenę wchodzą kajdanki? – Loki zerknął w dół, jakby zupełnie o nich zapomniał.
– Cóż, możliwe, że przy okazji sam zostałem aresztowany. Bardzo przelotnie. Zwykłe nieporozumienie.
– Nie mogłeś się ich pozbyć swoim hokus-pokus? – prychnął Tony, a bóg zrobił to, tylko po to, żeby pokazać, że mógł.
– Stwierdziłem, że mogą okazać się przydatne. – Rzucił wynalazcy sugestywne spojrzenie.
– Rozumiem. Uhm.
Po tym, jak dwa dni później złamali ramę łóżka zdecydowano, że przykuwanie Lokiego dla zabawy wymagało czegoś ciężkiego i metalowego z drugiej strony kajdanek. Drewniana rama zwyczajnie nie dała mu rady.
Kiedy już pracownia została ustawiona i uruchomiona, przetwarzanie przy pomocy jednego, czy dwóch AI, o takcie i wdzięku znacznie mniejszych niż u JARVIS–a, rozpoczęło się pełną parą. Tony skupił się na tym, żeby proces przez cały czas był stabilny i wydajny, jednocześnie bez przerwy udoskonalając urządzenia, żeby w końcu móc przełączyć je na autopilota. Robienie wszystkiego ręcznie było, jednym słowem, awykonalne.
Część czasu Loki spędzał w pracowni, nie robiąc niczego specjalnego, za to obserwując wszystko z jawną fascynacją. Czasem uśmiechał się bez żadnego konkretnego powodu, po prostu wpatrując się w ciepło i lecące iskry, gdy produkt zaczynał świecić oślepiająco jasno.
– Poważnie próbujesz mi wmówić, że bogowie nie są w stanie sami tego zrobić? – zapytał Tony pewnego razu, a Kłamca potrząsnął głową w odpowiedzi.
– Występuje w środowisku kilku odległych światów i na ogół potrzebny jest w stosunkowo małych ilościach. Nie sądzę, żeby dotarło do któregokolwiek z nich, że mogą ukształtować pierwiastek sami, zamiast doszukiwać się go na mrocznych targach gdzieś na skraju galaktyki.
– Nic dziwnego, że cię nudzą, – odparł Tony i ponownie uruchomił maszyny, dopasowując okulary ochronne i parę zaworów. Nie zauważył podobnego zachwytowi zaskoczenia na twarzy Lokiego.
Oczywiście SHIELD dowiedział się całkiem szybko, tak jak Stark przypuszczał. Tak więc w ogóle nie był zaskoczony, kiedy dotarł na teren produkcji i odkrył, że ten został otoczony przez czarne samochody i przerażających ludzi w prostych, czarnych garniturach. Fury, oczywiście, czekał na niego przy drzwiach. Gdy Tony go zobaczył, na jego twarzy wykwitł lekki uśmieszek.
– Widzę, że nie udało się wejść.
– I bardzo nas ciekawi jak to się panu udało, panie Stark, – odkrzyknął dyrektor, do przedzierającego się przez uzbrojonych agentów miliardera. – Najlepsze rzeczy trzymałeś na koniec, jak sądzę?
– Oh, to nie moja sprawka, – poprawił Tony szczerząc się od ucha do ucha. – Ale powiem ci, jeżeli dowiem się, jak udało mu się tego dokonać. Uczenie się i prowadzenie na nim eksperymentów zostało uwzględnione w kontrakcie.
– Zauważyliśmy dane na akcie własności, - wspomniała kobieta, stojąca za prawym ramieniem Fury'ego. – Luke Laufeyson. Ciekawe nazwisko.
– Czyż nie? – Tony oparł się o drzwi.
– Chciałbym rzucić okiem na ten twój kontrakt, Stark, – powiedział Fury stanowczo.
– Wydaje mi się, że można przymknąć oko, jeżeli to ja cię wpuszczę, biorąc pod uwagę, że to moim warunkiem było trzymanie cię z daleka, – westchnął Tony. – Ale oni zostają na zewnątrz. W innym razie nie obiecuję, jaki będzie ich los; jak już mówiłem, to nie do końca moje miejsce. – Położył dłoń na klamce i poczuł jak łaskoczący strumień przebiegł wzdłuż jego ramienia, na moment stał się intensywniejszy, po czym zniknął. Drzwi wydały z siebie pojedynczy, elektryczny świergot i otworzyły się gładko, kiedy pociągnął. Gestem zaprosił Fury'ego i pannę Hill do środka, posłał całej reszcie uśmiech i pomachał do nich wesoło tuż przed zamknięciem drzwi z satysfakcjonującym trzaskiem.
Znaleźli Lokiego w pracowni, stał plecami do nich przebierając, przy pomocy metalowych szczypców, wśród skrystalizowanych kawałków wciąż nienazwanego pierwiastka Tony'ego.
– Tak między nami, – powiedział Loki gładko, – ty ich wpuściłeś. –
Fury i Hill natychmiast wyciągnęli broń.
– Stark, lepiej, żebyś miał przygotowane cholernie dobre wyjaśnienia, bo nie wyglądasz na opętanego.
– Nie jest. To byłoby zwyczajnie niezręczne, – wymruczał Loki obracając się na pięcie, żeby ze swoim najbardziej zwycięskim uśmiechem spojrzeć im w twarz. – Dyrektorze Fury, tak wspaniale widzieć cię w dobrym zdrowiu. – Skinął obydwojgu. – Agentko Hill. Zupełnie jak za starych dobrych czasów.
– Wolałam, kiedy byłeś w pudełku, – wymamrotała Hill.
– Oh, proszę, – Loki wywrócił oczami. – Jestem na zwolnieniu warunkowym, tak jakby.
Dwóch agentów SHIELD wyglądało bardziej niż trochę sceptycznie.
– Tony, biorąc pod uwagę, że jakikolwiek gwałtowny ruch z mojej strony skończy się bałaganem, mógłbyś być tak dobry i zadzwonić do mojego brata? Skoro z nas dwóch to on jest tym, który nie jest w stanie przekonująco skłamać, może być uznany za wiarygodniejsze źródło informacji, – powiedział Loki bez zająknienia.
Wynalazca prychnął i zaczął wertować listę kontaktów w swoim telefonie, zupełnie nie przejmując się złowrogim spojrzeniem agentki Hill.
– Tak przy okazji, jak zatrzymałeś ich na zewnątrz?
– Magia, – odparł Loki zwyczajnie.
– Chcę taką.
Bóg prychnął.
– Jeżeli sądzisz, że uda ci się ją rozszyfrować.
Fury wyglądał na coraz bardziej zirytowanego ich przekomarzaniem się.
– Połącz się z blond bóstwem.
– Właśnie to robię… O wilku mowa, siemasz Thor, – przywitał się wesoło. – Oh, wiesz, tak tylko dzwonię, mamy paru ludzi celujących w twojego brata, z pistoletów. Tak. Nie. Nie, nie tym razem. Widzisz, to Fury. Ta? W porządku. Nick, chce z tobą pogadać.
Agentka Hill przysunęła się bliżej, a Fury nawet nie opuścił broni przejmując telefon. Loki zaoferował w zamian łagodny uśmiech, który mógłby wydawać się nieszkodliwy na twarzy każdego, poza bogiem kłamstw.
– Mów prędko, Odynson, – rzucił szybko Fury. Potem słuchał przez całe dwie minuty, wydając z siebie tylko nieokreślone dźwięki w odpowiedzi na słowa Thora aż w końcu podniósł głowę. – Przynieś kontrakt.
Loki wykonał gest ręką, a dokument znikąd pojawił się w jego dłoni. Wyciągnął kartkę przed siebie, a Fury skinął na Tony'ego. Ten wywrócił oczami, wystąpił, żeby odebrać papier i podał go dyrektorowi, który szybko przejrzał jego zawartość.
– Widzę, że obecnie jesteś w jakiś sposób zobowiązany do nie zabijania ludzi.
Loki podwinął rękaw odsłaniając skomplikowany wzór wyglądający raczej na wypalony, niż wytatuowany.
– Będą wiedzieć, jeżeli to zrobię.
– Poprzednio nie udało im się utrzymać cię pod kloszem.
– Spadłem w międzywymiarową rozpadlinę w tkance wszechświata, zanim zdążyli mnie skazać, – powiedział Loki beznamiętnie. – Nawet gdybym uciekał przed sądem, zostaliby zmuszeni do podążenia za mną, gdziekolwiek bym się udał.
– Żadnych planów na powtórkę z rozrywki?
Bóg zmrużył oczy.
– Nie. Dziękuję.
Fury skinął głową i zamienił z Thorem kilka krótkich słów, zanim zakończył rozmowę, patrząc podejrzliwie na Tony'ego Starka i boga chaosu.
– Będziemy mieć waszą dwójkę na oku.
– Schlebiasz mi.
– Jeżeli skończyliście flirtować, – wtrącił się Tony beztrosko, – chciałbym odzyskać mój telefon i pracownię. – I Lokiego, nie dodał, chociaż fakt, że taka myśl przyszła mu do głowy, nieco go zdenerwowała.
– Może się pan spodziewać, że wpadniemy wraz z wygaśnięciem warunków tego kontraktu, panie Stark, – odpowiedział Fury sucho. – I trzymaj się swojego przeklętego zwolnienia warunkowego, albo następnym razem przekonam Bannera do zmiażdżenia twojej czaszki, niech szlag trafi Asgard, – zagroził.
Loki wciąż jedynie się uśmiechał, tak denerwująco jak to tylko było możliwe.
– Jak sobie życzysz.
-0-
Loki stał w środku kącika doświadczeń rozebrany do pasa, z założonymi rękami, obserwując kombinującego przy różnych skanerach Tony'ego.
– Ah, tu cię mam. Możesz przestać, już.
– Przestać co?
– Używasz jakiegoś rodzaju… – Tony spojrzał do góry, a między brwiami pojawiła mu się mała zmarszczka. – Wydawało mi się, że przed chwilą nałożyłeś iluzję? – Loki odchrząknął i spojrzał w inną stronę.
– Już jedną nosiłeś. Co… Co mi umyka? – Z westchnieniem, bóg pozwolił iluzji opaść.
– Potrącił cię samochód?
– Czy wyglądam jak mój brat?
– Skąd to masz? – Tony odszedł od maszyn i delikatnie dotknął sinego stłuczenia biegnącego wzdłuż lewego boku Lokiego.
– To nic. Wczoraj potrzebowało szwów, ale daj jeszcze kilka godzin…
– Loki.
– Co?
– Czasami się o ciebie martwię, wiesz? – wymamrotał wynalazca. – Ludzie myślą, że to ja pakuję się w kłopoty.
– Pakujesz się, Tony.
– Wydaje mi się, że w nawet nie w połowie tak często jak ty.
Bóg pomyślał o tym przez chwilę, zmarszczył brwi, po czym wzruszył ramionami.
– Całkiem możliwe.
– Nie powiesz mi, co się stało, co nie?
Przez moment Loki wydawał się raczej powściągliwy, ale zaraz zniszczył to zmarszczeniem brwi. Spojrzał prosto w coś znajdującego się daleko przed nim.
– Zdecydowali nie wysyłać Thora po ostatnie surowce z listy, a zdarzyło się, że złożyłem wizytę gęsto zaludnionemu obszarowi Jotunheimu. Powiedzmy, że mogło pójść lepiej.
– Zastanawiało mnie gdzie zniknąłeś. W porządku?
– Tak, będzie.
– Nie zabiłeś nikogo?
– Nie byłbym ranny, gdyby zezwolono mi to zrobić – westchnął Loki, ale coś w jego obliczu pozostało niezmienione. Coś, co Loki chciał zostawić tylko dla siebie.
– Ktoś cię rozpoznał, czy coś?
Bóg wzdrygnął się, kiedy geniusz trafił w dziesiątkę.
– Skąd…? – przerwał i powoli wypuścił powietrze. – Tak i nie.
Brwi Tony'ego powędrowały do góry, ale nie naciskał, tylko zwyczajnie czekał.
Kłamca złożył ramiona na piersi i wpatrywał się w przestrzeń, dopóki po paru chwilach na jego ustach nie wykwitł pozbawiony humoru uśmieszek.
– Chciałbyś się nauczyć czegoś więcej o Lodowych Olbrzymach?
– Muszę przyznać, że jestem ciekawy, – powiedział Tony łagodnie.
Loki skinął głową i opuścił ramiona.
– Twój skaner działa?
– Tsa.
Bóg spojrzał na niego, znowu odwrócił wzrok i odchrząknął
– Możesz chcieć zrobić krok wstecz.
Tony cofnął się o pół kroku, stojąc centralnie naprzeciw boga chaosu, który w rezultacie rzucił mu dziwne spojrzenie, najwyraźniej skonsternowany tym, że wynalazca nie odsunął się bardziej ani nie odwrócił wzroku.
Wtedy Loki wziął głęboki wdech i ruchem rąk, na pozór znikąd, przyzwał spore, niebieskie pudełko, które świeciło na nieco bardziej eteryczny i chłodniejszy niebieski niż Tesseract, wyglądając zupełnie, jakby oddychało w uścisku boga. Od miejsca, w którym dotykał jego dłoni, pełznąc w górę ramion zmieniało kolor jego skóry na ciemny, zaskakująco intensywny niebieski. Podobne znaki pojawiły się na skórze Lokiego, wyglądając prawie, ale nie do końca, jak blizny. Kiedy złapał jego spojrzenie, Tony'ego zaskoczyła ciemna czerwień w oczach Kłamcy.
– Wow, – westchnął i nie był w stanie od razu wyrzucić z siebie więcej. – Mogę… Mogę podejść bliżej?
Loki skinął i Tony podszedł na tyle blisko, żeby znowu dotknąć, ciekawy tego, w jaki sposób mógł prawie czuć fale zimna, zupełnie jakby bóg nim promieniował. Niemożliwe, ciepło po prostu nie działa w ten sposób… Prawda?
– Dlaczego musiałeś wyciągnąć pudełko, żeby mi to pokazać?
– Byłem wychowany w cieplejszym środowisku niż reszta. Potrzeba znacznej ilości zimna, żeby wyciągnąć to na wierzch, – powiedział Loki beznamiętnie. – Nie miałem wystarczająco czasu na ćwiczenie przywoływania tego czystą wolą, a ta szkatuła jest po prostu najwygodniejszym sposobem. Dodatkowo, gdyby cię to zastanawiało, była kiedyś ostatnim źródłem mocy Jotunheimu, a Odyn zabrał ją razem ze mną, gdy skończyła się wojna.
Tony skinął głową, oczami wciąż błądząc po zmienionej skórze Lokiego.
– Znaki… – bóg prychnął. – Nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale najwyraźniej wyjawiają moją spuściznę. Podobne znaki przechodzą z ojca na syna, a ja nie jestem wysoki jak na Lodowego Olbrzyma. – Zmarszczył brwi, po czym sprawił, że pudełko zniknęło i znowu założył ręce na piersi. – Tak samo Laufey. Wydaje się, że takie podobieństwo było wystarczające do wzbudzenia podejrzeń, biorąc pod uwagę, że wszyscy jego bliżsi krewniacy byli uważani za martwych.
– Ah. To… Brzmi niezręcznie.
– O tak. I ostatecznie stało się brutalne, bo wydaje mi się, że naprawdę jestem synem Odyna, – zadumał się bóg. Drgnął, kiedy poczuł jak palce Tony'ego muskają jego ramię. – Ostrożnie.
– Kontakt nie miałby sensu, gdybyś robił krzywdę w ten sposób. To byłoby przydatne tylko wtedy, gdyby było zamierzone.
Loki przełknął ciężko ślinę, nie do końca pewny, co sądzić o palących punktach ciepła w miejscach, w których koniuszki palców wynalazcy ocierały się o jego skórę. Uczucie wahało się pomiędzy bólem i czymś wprost przeciwnym.
– Tak… Mi się wydaje.
– I nie skupiasz się na obniżeniu temperatury twojej skóry na tyle, żeby mnie sparzyć, – powiedział Tony łagodnie, teraz chodząc dookoła boga, wciąż dotykając go tylko koniuszkami palców, śledząc linie mięśni i znaki, które najwyraźniej wpakowały Kłamcę w kłopoty. – Czujesz zimno, ale nie rani.
– Twoje palce są… Bardzo ciepłe, – powiedział Loki nieco roztrzęsionym głosem. Tony słysząc to poczuł się, jakby kopnął go prąd, tak bezbronny wydawał się bóg.
– W porządku?
– Tak.
Geniusz znowu stanął przed nim, bardzo blisko.
– Twoja kolej.
Tony sięgnął do góry łapiąc ręce boga i zmuszając go do opuszczenia ich tak, żeby zwisały luźno wzdłuż ciała. Po chwili chwycił jego dłonie i, unosząc powoli, przyłożył do swojej. Zadrżeli.
– Muszę zatrzymać cię tutaj na lato, to fantastyczne, – wymamrotał Tony.
Kłamca tylko patrzył na niego, jak na wariata.
– Naprawdę, czasami jesteś bardziej zwariowany niż ja.
– Oczywiście, że jestem. – Stark uśmiechnął się zawadiacko wodząc palcami po ramieniu Lokiego. – Wyglądasz niesamowicie, wiesz? Cóż, na co dzień wyglądasz aż za dobrze, ale to zapiera dech w piersiach.
Bóg potrząsnął głową.
– Wariat.
– Super–złoczyńca.
– Touche`, – zamyślił się, ale zaraz wyrwał go z tego stanu Tony, który całował go, nieubłaganymi kciukami śledząc znaki pod kośćmi policzkowymi. Parzyło na tyle, żeby zapiec, dopóki język wynalazcy nie wsunął się do jego ust i zimno nie zaczęło zupełnie znikać, jakby ten śmiertelnik go rozpuszczał. Zanucił nisko i odwzajemnił pocałunek z tym samym powolnym, nieomal czułym, uczuciem, z jakim Tony go zaczął. Wtedy poczuł na ustach jego uśmiech.
– Rozgrzałeś się, co?
Loki zamrugał i spojrzał na siebie ukradkiem.
– Najwyraźniej, – odwzajemnił uśmiech. – Zwariowałeś, wiesz?
– Siniaki też zniknęły.
Bóg znowu zamrugał. Bardzo dziwne. Niespodziewane.
– To osobliwe.
– Nie narzekam. Zwłaszcza odkąd czuję nagłą potrzebę, żeby mieć cię na tamtym stole.
Kłamca znowu się uśmiechnął, czując się zupełnie sobą.
– Myślałem, że nie zapytasz.
-0-
– Skusisz się na kawałek jabłka?
Tony podskoczył i spojrzał w górę, na Lokiego.
– Czemu jesteś na suficie?
– Moja kostka utknęła.
– Gdzie?
– Przyjrzyj się.
Tony przekręcił głowę, łapiąc kątem oka kawałek ramienia You.
– Dlaczego You sięga przez trzy różne kawałki ciężkiej maszynerii, żeby trzymać cię nad moją głową? – Loki westchnął.
– Możliwe, że przegrałem zakład.
– Uhm.
– Cóż, przegrałem jeden i wygrałem inny. Uczciwa wymiana.
– Jaki zakład prowadziłby do tego?
– Chcesz trochę tego jabłka, czy nie? – Tony spojrzał na owoc i uderzył go zapach sadu, promieni słońca i może pewnego rodzaju niebiańskiego chóru.
– Czy skórka jest autentycznie złota?
– Jest jak najbardziej jadalne. – Żeby dowieść swojego, Loki wrzucił plasterek do ust i przeżuł. – Spróbuj.
Tony wziął kawałek, przełknął i poczuł dziwne, ciepłe mrowienie przebiegające przez całe jego ciało.
– Uh… Loki?
– Tak?
– Mogę jeszcze jedno? – Na twarzy boga wykwitł uśmiech.
– Tak myślałem, że ci zasmakują. – Sięgnął do kieszeni, która biorąc pod uwagę wiszącą pozycję, powinna być pusta i wyjął mniejsze, niepokrojone jabłko. – Proszę. Dla Ciebie.
Tony uśmiechnął się do niego.
– Dziękuję.
Być może minęły już trzy dni w czasie których nie spał i pracował jak szaleniec, podczas gdy Loki wciąż gdzieś znikał, jednak naprawdę niewiele o tym myślał. Jabłko było pyszne do prawie absurdalnego stopnia, z czego wnioskować można było, że nie pochodziło z Ziemi i Tony przez cały dzień nie jadł nic innego, jednak to też nie zaprzątało mu głowy.
-0-
Produkcja znacznie przyspieszyła po tym, jak Tony'emu udało się całkowicie zautomatyzować proces, ale mimo wszystko z wielkich porcji energii i surowców wciąż udawało się uzyskać jedynie stosunkowo niewielką masę produktu. Ponad dziewięć tygodni zajęło wytworzenie około jednej trzeciej ilości, o jakiej mówił Loki, uwzględniając minimalne przerwy pomiędzy partiami. Mimo wszystko, Tony cieszył się czasem spędzonym nad projektem.
– Nie, nie obchodzi mnie ile razy mówisz, że to „zaawansowana nauka", wciąż wyciągasz to cholerstwo z powietrza.
Śmiech Lokiego zdawał się rozbrzmiewać częściej podczas ostatnich kilku tygodni, a Tony zdecydowanie za bardzo go lubił. Starał się nie myśleć, będzie mu tego brakować. Z determinacją nie myślał o terminach, albo o tym, ile czasu zostało do końca produkcji. Nie myślał o absurdalnych rzeczach jak, ciekawe, czy dzięki mnie jest szczęśliwy. Wcale.
Udało mu się skonstruować zbroję, która odbijała magię i pola energetyczne, które były w stanie złamać nawet najlepszą iluzję Lokiego. To samo w sobie nie było zbyt trudne. Próbowanie zrozumieć, jak właściwie działa jego magia, było z kolei o wiele bardziej skomplikowane.
– Mogłeś przyjąć do wiadomości to, że machnięciem ręki przyzywam świecącą na niebiesko szkatułę z kieszeni międzywymiarowej, ale mniej solidne pociski z moich własnych zasobów mocy przekraczają linię? – drwił Loki.
– Nie podchodź mnie na machanie ręką, – ostrzegł Tony. – Wciąż jestem przekonany, że macie we krwi nanomaszyny, czy coś w tym stylu.
– Nie midichloriany?
– To był beznadziejny wątek i okropny film, nie powinienem był ci go w ogóle pokazywać.
– Zabawnym było patrzeć na twój dyskomfort, kiedy go oglądałeś.
– To dlatego, że mój ból sprawia ci jakąś perwersyjną przyjemność.
– Tylko troszkę, – uśmiech Lokiego stał się pożądliwy. – Cóż… Kiedy wydajesz z siebie pewne odgłosy, ale to tylko trochę bólu wymieszanego z większą ilością czegoś innego.
– Em… Robię jakieś szczególne odgłosy? Konkretnie bolesne?
– Zazwyczaj, kiedy pracuję nad pieprzeniem cię z jednego orgazmu w drugi, – wymruczał bóg, a Tony oblizał usta.
– Może później będziemy mogli to trochę lepiej zbadać. Jeszcze raz z…
Loki ponownie posłał w cel podmuch szmaragdowo zielonego światła, gdzie uderzyło jakby było ciałem stałym, pochłonęło tarczę jakby było płomieniem i, z pomocą dodatkowego gestu i wymamrotanej frazy, skruszyło ją w proch. Bóg chaosu uśmiechnął się z satysfakcją, jednak tylko trochę.
– Kolejna do listy, – wymamrotał Tony, zanim zdążył się powstrzymać.
– Listy?
– Jesteś na niej jakby cztery razy. Teraz pięć.
– Jakiej listy?
– Listy rzeczy, które mnie podniecają, a pewnie nie powinny mnie podniecać.
Loki uniósł brew.
– I jestem na tej liście kilka razy?
Tony skinął głową.
– Cóż, początkowo miałeś własne hasło, ale bycie nakręcanym przez ciebie ogólnie wydaje się nie tylko niepraktyczne, co niemożliwe do uniknięcia. Teraz masz kilka haseł, w zależności od rzeczy, na robieniu których cię złapałem.
– Mogę spytać, co to za rzeczy?
– Cóż, – Tony machnął ręką. – Jest to.
– I?
– Całowanie cię, kiedy jesteś cały niebieski. Ja, uh, tak po prawdzie zimno czasami jest naprawdę fantastyczne.
Lokiemu odebrało mowę.
Tony dalej gadał, bo istniała możliwość, że powie coś na tyle zabawnego, że bóg zacząłby się śmiać i wyciągnąłby z tego ich obu.
– Był jeszcze moment, w którym przyszedłem cię odwiedzić, kiedy byłeś zakneblowany, sposób w jaki… – zawahał się na moment. – Byłeś po prostu w pewnym sensie cudowny i wciąż miałeś na sobie krew innych ludzi, i gdybyś nie był skuty, i nie bylibyśmy w celi wywaliłbyś mnie za okno, ale cała konwersacja wydała mi się tak podniecająca, jak późniejsza wzmianka o innych okolicznościach. Naprawdę chciałem zdjąć z ciebie ten knebel i to nie z jakimiś dobrymi intencjami. I cała ta sprawa była nieco niepokojąca podniecająca. – Podniósł wzrok. Loki wciąż się gapił i nie zapowiadało się na to, żeby miał mrugnąć. Jeszcze dwa do zaliczenia. – Wiedziałeś, że czasami wyglądasz jakbyś chciał wydrzeć czyjeś serce i zjeść je przed tym kimś powoli, delektując się każdym kawałkiem?
Loki tępo skinął głową.
– Mówiono mi.
– Zaskakująco podniecające. Jest na liście. – Jeszcze jedno. Tony wziął głęboki wdech. – A co do ostatniego, zdaje się, że jesteśmy w trakcie.
Bóg zamrugał.
– Słucham?
– Wyglądasz jakbyś nie do końca wiedział czy jesteś urażony, podniecony, czy zwyczajnie zszokowany. To nie jest coś, co często widuję w twoim przypadku i fakt, że to ja to wywołałem sprawia, że czuję się trochę mniej śmiertelny w lepsze dni.
Dziwny pół–uśmiech wykrzywił usta Lokiego, jakby gdzieś tam był żart, którego Tony nie złapał. Podszedł bliżej, aż w końcu dzielił ich tylko cal.
– Dodaję je do mojej listy.
– Masz listę?
– Jest raczej inna.
– Mniej o podnieceniu?
– Tak i nie. To lista sposobów, na jakie szczerze mnie zdumiewasz.
Tony zamrugał kilka razy.
– Ja co?
– Słyszałeś. Nie proś się o komplementy.
– Właśnie skąpałem cię w kilku.
– Tak, i planuję wpieprzyć cię w materac jak tylko skończymy zbierać dane, o które prosiłeś.
Tony rozważył.
– Oświadczam dzisiejsze zbieranie danych za zakończone.
– Oh, dobrze.
