W tym rozdziale druga część serii, a na początek streszczenie:

Mały przerywnik umieszczony pomiędzy "Of Liars' Gifts and Gifted Liars" i "Calculating Chaos". Oto przed wami oficjalna reakcja SHIELD-u na zmianę statusu śmiertelności Tony'ego i Lokiego w tym udział.

Tak jak wcześniej wspominałam, częściej pojawiać się będzie nazwisko Lokiego. A rzeczony Liesmith, to nic innego jak nadany mu już przydomek "Kłamcy". Trochę dezorientujące, ale unikniemy czegoś dziwnego.
Cytując Legolasa: Swoją drogą Smith, to jest taki nasz Kowalski, nie? Kłamca-Kowalski. Jestem Loki Kłamca-Kowalski, na kolana!

A skoro o Hokeju mowa, skubana przeczołgała się do finału olimpiady i właśnie do niego podchodziła c:

Ukłony!

-0-

Raport złożony po zbyt bliskim spotkaniu Iron Mana ze spadającymi szczątkami walącego się budynku był tym, o którym (ku znacznemu rozgoryczeniu dyrektora Fury'ego) pracownicy SHIELD–u szeptać będą latami. Super złoczyńcy i zakazane sprawki jak nic innego dawali początek serii plotek.

Zaczęło się od raportu Natashy.

– Wygląda na to, że Loki zrobił coś Starkowi.

– Miałem wrażenie, że jego obrażenia były nieznaczne.

– Owszem, ale nie powinny takie być, dyrektorze. Chwileczkę… Tutaj.

Na najbliższym z dotykowych ekranów wyskoczyło powiadomienie. Fury stuknął w nie, odkrywając zdjęcia krateru, dźwigaru i kawałków poplamionej krwią zbroi Tony'ego Starka.

– I to dlatego Loki pojawił się znikąd?

– Najwyraźniej Thor się z nim skontaktował. Bóg kłamstw i chaosu ma komórkę, – wyglądała na rozbawioną. – Według Starka, Loki go nie uleczył… Nie bezpośrednio.

Starszy szpieg milczał przez dłuższą chwilę.

– Jeszcze jakieś niespodzianki, o których powinienem wiedzieć?

– Loki zgodził się na przesłuchanie, – dodała Natasha radośniej niż było to wskazane, biorąc pod uwagę przekazaną wiadomość. Było coś jeszcze.

– Romanow, – ostrzegł.

– Są już w drodze do odrzutowca. Do zobaczenia wkrótce, skarbie. – Rozłączyła się.

Czasami ta mała, rosyjska skrytobójczyni naprawdę działała mu na nerwy.

Tony udał się do medyków dość szybko i najwidoczniej czuł się już na tyle dobrze, żeby odeprzeć wszelkie próby pobrania przez personel próbki jego krwi. Poza tym szczerzył się jakby Święta przyszły wcześniej, co Fury zawsze uznawał za zły znak. To przesłuchanie zdecydował się przeprowadzić z dala od spartańskich pokoi, w których na ogół się tym zajmowali. Stark raczej nie dałby się tam zamknąć, a rozkojarzony może nie zauważyłby, jak ktoś pobiera próbkę.

– Panie Stark. Jakby nie patrzeć, wygląda pan dobrze.

Przepełniony radością i euforią śmiech wydobył się z, obecnie obandażowanej, piersi szalonego wynalazcy. Kości klatki piersiowej wciąż potrzebowały wsparcia, żeby nie przebić przypadkiem jednego z płuc.

– Ta, w kółko to słyszę.

– Widziałem skąd cię wyciągnęli, Stark, i nie jesteś pierwszą osobą z nadzwyczajnym talentem do wylizywania się ze śmiertelnych ran, jaką poznałem. Poza tym już wcześniej widziałem cię ciężko rannego i zdecydowanie nie przypominam sobie, żebyś tak szybko dochodził do siebie, - rzucił Fury wyzywająco.

– To… Coś nowego, ta, – błysnął uśmiechem. – Powiedz im, żeby przestali próbować mnie dźgnąć tym czymś. Już dałem próbkę Bruce'owi i bada ją w laboratorium w wieżowcu. Odpieprzyć się!

– Więc wiesz, co wywołało zmianę?

– Ano wiem. To dar, – znowu się wyszczerzył. Jak kot, któremu właśnie podano śmietankę, kanarka i przywrócono boski status w Egipcie, bez tego całego mumifikowania żywcem. – Przypuszczam, że powinienem wspomnieć, że powinno zostać to w tajemnicy ze względu na, ah, międzyplanetarne stosunki dyplomatyczne.

Fury uniósł brwi, chociaż reszta jego twarzy pozostała nieruchoma.

– A na poważnie?

– Możliwe, że został skradziony komuś z Asgardu… Nie, żebym na początku wiedział. – Zastanowił się chwilę. – Cóż… Wiedziałem, że został zdobyty nieco niedozwolonymi środkami, ale myślałem, że to tylko psoty i przegrany zakład. Dziś odkryłem, że mogło dojść do trochę poważniejszego złamania prawa.

– Asgardu, - powtórzył Fury.

Tony ponownie się roześmiał, tym razem w niedowierzeniu i oczywistym było, że brak oddechu zawdzięcza nie tylko potrzaskanym żebrom. Wciąż szczerzył się jak wariat.

– Ta. Wiem. To trochę zwariowane. Chyba powinienem być bardziej podejrzliwy, kiedy chodzi o kosmiczne potrawy.

– Kiedy skonsumowałeś rzeczoną potrawę? – zapytał Fury, już planując jak doprosić się o leki uspokajające, jeżeli okażą się potrzebne, i prawdopodobnie płukanie żołądka.

– Ponad miesiąc temu, – odparł wesoło Tony, najwyraźniej domyślając się, o czym myślał dyrektor. – Wszystko, co zostało, to skutki.

– Dzięki którym przetrwałeś zostanie nieomal przebitym na wylot i zmiażdżonym pod szczątkami zawalonego budynku?

– Ta, – wynalazca założył ręce na piersi. – Dobrze to brzmi, „Nieśmiertelny Tony Stark". Co sądzisz?

Mięsień w pobliżu prawego oka Nicka Fury'ego drgnął, a stary szpieg już czuł nadchodzącą migrenę.

– Nie przypominam sobie tego konkretnego paragrafu w kontrakcie, który zawarliście z Lokim, panie Stark.

– Nie wspomina o tym. – Wyraz twarzy Tony'ego stał się nieco bardziej czujny, ale zaraz znowu zatańczył na nim uśmieszek, każde słowo podkreślone koniuszkami zębów. – Jak już mówiłem, Nick. To był dar.

– Nielegalny dar, najprawdopodobniej skradziony, który, jak twierdzisz, może być przyczyną incydentu dyplomatycznego, – przypomniał Fury.

– Po prostu nie puść pary z ust przy Thorze, to tyle. Loki raczej nie będzie rozgłaszał tego na prawo i lewo, zwłaszcza, kiedy wciąż jest na warunku. I hej! Wszyscy możecie mieć mnie pod ręką do wymyślania wam świecących zabaweczek i nowych materiałów, które będą rozciągać się tak bardzo, że ciągłe gubienie spodni już nie będzie problemem Bruce'a!

– Właściwie dlaczego niedawny wróg Avengersów i ogólnie Ziemi, miałby obdarzyć cię pewnego rodzaju nieśmiertelnością, panie Stark?

Tony powoli uniósł kąciki ust, wyraźnie z siebie zadowolony.

– Teraz mu ufam, Nick. Nie mówię, że ty powinieneś, ale nie jestem w niebezpieczeństwie… Nie bardziej, niż bym chciał.

– Sugerujesz, że reszta z nas jest? – spytał Fury ze swoją charakterystyczną subtelnością.

– Nie. Zdecydował, że SHIELD jest interesujący, tak myślę, – zastanawiał się głośno wynalazca. – Na tyle interesujący, żeby mieć go pod ręką, nie zniszczony… Ale to nie znaczy, że nie zdarzy mu się was czasem rozruszać. Jakby wsadził kij w mrowisko, – wzruszył ramionami, uważając na wszystkie obrażenia. – Po prostu nie łam sobie nad tym za bardzo głowy. To tylko rozbawi faceta.

– Zachowujesz się, jakbyś całkiem dobrze go znał.

– Może znam.

– Jest uzdolnionym kłamcą, panie Stark.

– Tak samo jak ja, Nick, – Tony zmrużył oczy i zaoferował pełen samozadowolenia uśmieszek. – I właśnie dlatego rozmowy z tobą zawsze są interesujące. – Wykręcił się kolejnej pielęgniarce ze strzykawką, stanął na nogi, żeby uniknąć drugiej i naciągnął koszulkę.

– Naprawdę tego nie rozpracowałeś, co nie? – Brzmiał na rozbawionego.

Fury westchnął.

– Najwyraźniej jeszcze nie.

– W takim razie powinieneś przesłuchać Lokiego zanim zmieni zdanie.

Kręcąc głową, Fury obrócił się na pięcie i skierował w stronę pokoi przesłuchań, zdecydowanie ignorując sposób, w jaki Tony Stark deptał mu po piętach.

– Zdradzisz, jakie jest obecnie używane przez ciebie nazwisko, Loki? – spytała Natasha, odgrywając swoją rolę w przygotowaniu przesłuchania Asgardczyka.

Bóg uśmiechnął się do niej bez złośliwości. Od czasów spotkania na statku powietrznym lubił kobietę na swój własny, dziwny sposób.

– Uważam, że Liesmith pozwala na uniknięcie jakichkolwiek potencjalnych prowokacji związanych z rodzinnymi sprawami.

– Odnotowane, – Natasha dodała to do dokumentów i podniosła na niego wzrok, tym razem bardziej przenikliwy. – Wyglądasz na zadowolonego z siebie.

– Jestem dziś w dobrym humorze.

– Kiedy ostatnim razem wyglądał pan na tak ukontentowanego, nasza konwersacja szybko stała się nieprzyjemna, panie Liesmith.

– Nie będę zobowiązywał cię do formalności, agentko Romanow. Możesz nazywać mnie jak tylko chcesz, – zapewnił Loki.

– Tym sposobem nie zdobędziesz u mnie żadnych punktów.

– Jestem tego świadom. Wybacz mi, iż nie dzielę twojej pogardy. Muszę przyznać, że poza Tonym jesteś moim ulubionym Midgardzkim kłamcą. Jesteś bardzo, bardzo dobra, lepsza niż ktokolwiek w Asgardzie, poza mną i moimi przyrodnimi krewniakami.

Przechyliła nieznacznie głowę i kątem oka zauważyła małe, czerwone światełko migające nad lustrem weneckim. Ciche przypomnienie, że od teraz są obserwowani i słuchani przez oczy i uszy z drugiej strony szkła.

– Mimo wszystko, ciebie nie udało mi się oszukać.

– Nie, ale szczerze mnie zaskoczyłaś. Byłem głęboko wstrząśnięty twoim przedstawieniem.

– Jednak tobie udało się oszukać mnie, – przypomniała ze zmrużonymi oczami. – Wysłać mnie, żeby sprowokować doktora Bannera akurat w takiej chwili, w której doleję oliwy do ognia.

– Owszem, ale bardziej przeszkadza ci fakt, że moja kłamstwa dotknęły cię bardziej, niż twoje mnie. Choć ukryłaś to bardzo dobrze, – komplementował bóg kłamstw.

– Były kłamstwami? Po prostu kolejną pokręconą gierką?

– Zawsze sprawia mi przyjemność sprawdzanie jak mocno mogę nacisnąć, – wyjaśnił Loki wzruszając ramionami. – W twoim przypadku była to syzyfowa prca. Nawet, kiedy nadepnąłem na odcisk, i wiedziałem o tym, twoje odpowiedzi odpowiedzi były udawane, w dodatku mistrzowsko. Przyznaję, że frustrującym było sięganie po kolejne asy tylko dla jednego śmiertelnika. Pozostawałaś cicha i spokojna, niewzruszona wszystkimi przytykami aż do końca kłótni. Przypuszczam, że tak naprawdę nie dotknęły cię, dopóki nie zostałaś sama z myślami na zbyt długo.

Wargi Natashy drgnęły, uchwycone pomiędzy dezaprobatą i uśmieszkiem, po czym wróciły na swoje miejsce w niewzruszonym wyrazie twarzy.

– Zauważylam, że teraz nie naciskasz zbyt mocno. To bardziej przekomarzanie, niż prawdziwe sypanie soli na rany.

– Czemu akurat teraz miałbym naciskać? O wiele bardziej interesujące jest bycie uprzejmym, podczas gdy nikt nie ma pojęcia jak zachować się, kiedy przestaję naciskać i szarpać za każdą szczelinę, czy pęknięcie w ich psychologicznej zbroi, – uniósł znacząco brew. – Oczywiście, nie jesteś wyjątkiem. Wygląda na to, że zawsze tak jest.

– A kiedy już ci się to znudzi?

Loki wzruszył ramionami.

– Na jakiś czas udam się w inne miejsce. Mam obecnie kilka na oku, jak pewnie zauważyłaś, i parę niedkończonych spraw.

– Co z Tonym? – spytała ciszej. – Co się stanie, kiedy się nim znudzisz, Liesmith?

Na te słowa, wyraz twarzy boga znowu stał się maską bez wyrazu.

– Myślę, że już zdałaś sobie sprawę z tego, iż nie wierzę, żeby Tony Stark kiedykolwiek mi się znudził.

– Mimo wszystko będziesz żył przez spory kawałek czasu. Ludzie się zmieniają. Ty też, z tego co nam mówił Thor, – odparowała Natasha.

Loki nachmurzył się, pęknięcia w masce.

– Jestem tego świadom, – było wszystkim, co powiedział niskim i niebezpiecznym tonem.

– Świadom czego, dokładnie? – dopytywała dalej.

Bóg kłamstw odpowiedział niewielkim, złamanym uśmiechem.

– Nie jestem tym, czym byłem. Jestem szalony, bezwzględny, okazjonalnie impulsywny, a czasami zwyczajnie nie wiem, kiedy przestać, – położył ręce na blacie i pochylił się do przodu. – Jestem potworem, agentko Romanow, jak pewnie zauważyłaś. Mimo tego nie jestem umarły, mentalnie, czy emocjonalnie, ani tak zagubiony jak wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Wprowadziłem do życia kilka planów, trzymających otchłań w ryzach.

– A Tony Stark jest jednym z nich?

– Nie. Często sprawia, że zapominam o nich wszystkich, – powiedział Loki zaskakująco miękkim głosem. – Czasami nawet sprawia, że nie pamiętam o istnieniu otchłani. To jest dla mnie o wiele cenniejsze.

Natasha wwiercała w niego wzrok, siedząc nieruchomo przez kilka długich sekund.

– Możliwe, że kłamiesz.

– Możliwe, – przyznał.

– Możliwe, że nami manipulujesz.

– Oh, dobrze, nigdy o tym nie zapominaj.

– To powiedziawszy, nie jestem do końca pewna jak miałoby to wyjaśnić fakt, że dałeś mu siłę i zdolność regeneracji dorównujące waszym, – wyłożyła Natasha.

– Wierzę, że po tym sygnale dołączy do nas Fury, czyż nie? – spytał Loki, a drzwi zaczęły się otwierać, zanim skończył zdanie. W odpowiedzi wyszczerzył się radośnie, ale uśmiech nie sięgnął jego oczu.

– Na to wygląda, – przyznała Natasha.

Fury zmierzył uważnie wzrokiem boga chaosu, po czym podszedł do stołu.

– Agentko Romanow, jesteś odprawiona.

– Zanim odejdziesz, agentko Romanow. Rozważam podarowanie agentowi Bartonowi jakiegoś prezentu, na znak pokoju. Sugestie? – Loki zadał pytanie z wyrazem twarzy, który u każdej innej osoby wyglądałby jak niewinna ciekawość.

Natasha roześmiała się gorzko, zanim zdołała się powstrzymać.

– Wydaje mi się, że jedyna rzecz, jakiej od pana chce, to okazja do sprzedania panu strzały w oko, panie Liesmith.

– Szkoda. Mam tak wrażliwe oczy, chyba nic z tego, – westchnął bóg kłamstw.

Kręcąc głową, Natasha wyszła z pokoju, gryząc wargę, żeby powstrzymać się od kolejnego wybuchu śmiechu. Jak tylko znalazła się za rogiem, zauważyła Tony'ego, wciąż stojącego przy lustrze weneckim z rękami założonymi na piersi i nieczytelnym wyrazem twarzy. Podeszła do niego i rzuciła mu krótkie spojrzenie, ale zaraz przeniosła je z powrotem na Lokiego.

– Więc, – wymamrotał. – Jakieś przemyślenia?

– Wydaje mi się, że cię lubi, – odparła Natasha śmiertelnie poważnie.

Tony zachichotał i zamilkł, gdy tylko Fury w końcu zajął miejsce naprzeciw Asgardczyka i otworzył jedną z dwóch przyniesionych przez siebie teczek. Odpiął stosik zdjęć i rozłożył je na blacie między nimi – widok na krater, z którego wyciągnięto Starka.

Loki poświęcił im krótką chwilę z idealną maską na twarzy i spojrzał spokojnie w oko Fury'ego.

– Masz pytania, jak sądzę?

– Kilka, ale nawet nie wiem, od czego zacząć, panie Liesmith.

– Radziłbym od początku. Kiedy widzieliśmy się ostatnim razem też miałeś listę pytań bez odpowiedzi. Rozpracowałeś już jakieś?

– Parę, – agent SHIELD–u dwa razy zastukał palcem w skraj stołu. – Nie wyglądasz, jakbyś przyszedł prosić o wybaczenie.

Loki prychnął.

– Żyłem zbyt długo, żeby to robić. Nie powiem, że jest niemożliwe do zdobycia, ale przyznam, że tylko ludzie niezaślepieni wizją większego dobra mogą w pełni docenić coś tak rzadkiego. Masz rację, nie szukam wybaczenia.

– Jak mówiłeś, ostatnimi czasy twoje szaleństwo się zminimalizowało. Miałeś nadzieję, że będziesz wyglądał jakbyś wyzdrowiał, albo się zreformował?

Bóg zastanowił się przez chwilę.

– Nazwanie mnie zreformowanym byłoby błędem. Na twoim miejscu bym mi nie ufał. Nie jestem jednym z twoich bohaterów i nigdy nim nie będę.

– Przygruchałeś sobie jednego z naszych bohaterów.

Za szerokim uśmiechem na twarzy Lokiego podążył radosny śmiech.

– Nie byłbym taki pewien, czy jest twój.

– Powiedziałbyś w takim razie, że twój?

Asgardczyk przekrzywił głowę, najwidoczniej rozważając przez moment wypowiedziane słowa.

– Tylko do tego stopnia, do którego ja uważany jestem za należącego do niego. Obydwoje jesteśmy bardzo opanowanymi ludźmi. Dla kogoś innego raczej nie ukradłbym złotych jabłek bogini młodości.

Fury wyglądał na szczerze zaskoczonego.

– Mam wrażenie, że nie jest to gest, który Asgard mógłby poprzeć.

– Jestem z Asgardu i mam do nich nieograniczony dostęp, – odparował Loki.

– Nawet będąc na warunku?

Bóg chaosu uśmiechnął się w sposób, który Fury znał już za dobrze – odrobina protekcjonalności, sporo złośliwości i ślad szaleństwa, które byłoby w stanie postawić większość ptasich móżdżków w stan alarmu.

– Naprawdę masz zamiar mi tym grozić?

Po drugiej stronie lustra, Tony zaklął.

– Rozważałem to, – przyznał Fury beznamiętnie, uważnie obserwując Lokiego.

– Nie przyniosłoby ci to niczego dobrego, – powiedział prosto z mostu bóg, zmieniając ton głosu na lekki i przenosząc całą uwagę na swoje paznokcie. – Mamy kilka wspólnych cech, ty i ja, dyrektorze Fury.

– Doprawdy? – spytał szpieg, niespecjalnie brzmiąc jak człowiek będący pod wrażeniem.

– Wypełniamy bardzo nieprzyjemne, ale konieczne zadania, kiedy tego od nas wymagają. Dla ciebie jest to kariera i pasja. Poza tym, czujesz się w obowiązku uchronić swój świat przed niebezpieczeństwami. Z kolei ja, z moim zasobem informacji i środków, do których nikt inny nie ma dostępu jestem cennym pomocnikiem. Asgard potrzebuje moich zdolności bardziej niż wymówki do zamknięcia mnie i przeprowadzenia egzekucji. Żadnego z nas, nawet jeśli jesteśmy nielubiani i potępiani przez tych wyższych rangą, nie da się pozbyć raz na zawsze. Wszystkie wspaniałe cywilizacje potrzebują kilku potworów, których mogą użyć do wykonywania paskudnych, koniecznych zadań.

– A myślałem, że nasza cywilizacja była dla ciebie tylko mrowiskiem.

Loki wyszczerzył się szeroko, bezwstydnie, w skrócie jak to on.

– Naprawdę nie powinieneś pozwolić mi wejść ci pod skórę, wiesz? Jestem jednym z najlepszych kłamców w galaktyce i jeżeli stoimy po przeciwnych stronach usłyszysz ode mnie dokładnie to, w co chcę, żebyś uwierzył, – pochylił się nieco do przodu. – Jeżeli chcę, żebyś uwierzył w to, że jestem łaknącym mocy, niedoszłym despotą, to uwierzysz. Jeżeli chcę, żebyś uwierzył w to, że pożądam władzy nad Ziemią, to uwierzysz. Jeżeli chcę, żebyś uwierzył w to, że jakimś cudem straciłem zdolność do rozpływania się w powietrzu akurat wtedy, kiedy mam zostać schwytany przez twoich bohaterów, to uwierzysz, że pokonałeś mnie i wygrałeś wojnę.

Oblicze Fury'ego było jak wykute z kamienia.

– Więc czemu teraz miałbym uwierzyć w jakiekolwiek twoje słowo, panie Liesmith?

– Ponieważ moje słowa kłamią, ale czyny są szczere. Nie byłbym w stanie sfingować każdej zrobionej przeze mnie rzeczy, zwłaszcza ostatnimi czasy. Wszystko, co werbalne, jest zaciemnieniem, ale jakie pojęcie masz o moich czynach? – zapytał Loki. – Obserwowałeś mnie ostatnio. Wiem o tym.

– Kiedy nam pozwalałeś. Pamiętam twoje raczej zaciemniające i niewerbalne poczynania. – Fury oparł łokcie na stole i przez dłuższą chwilę przyglądał się Asgardczykowi. – Tylko z kilkoma wyjątkami. Bardziej interesuje mnie, czego nie zrobiłeś.

Loki klasnął dłońmi, wyglądając na niemożliwie zadowolonego.

– Wreszcie zaczynasz rozumieć. Po prostu pomyśl jak schorowany psychicznie magik w wieku kilku tysięcy lat, o zdolnościach zmieniania kształtu, tworzenia iluzji i wygadywania się ze wszystkiego; wtedy dziw się nad liczbą rzeczy, które mógłbym zrobić, a których nie zrobiłem! – Rozłożył ręce skierowane dłońmi do góry, jak szale wyważonej wagi. – I czego się nauczyłeś?

– Twoja powściągliwość jest wielce doceniana, – odparł Fury głosem przesyconym sarkazmem.

– Interesującym w mrowiskach jest to, jak skomplikowane i zawiłe są w rzeczywistości, jeżeli patrzysz na nie w odpowiednij skali, – powiedział Loki znikąd. – Zaledwie jedna mrówka jest tak interesujące, że zniszczenie wszystkich za jednym zamachem przy pomocy jednej dawki trucizny, albo buta, byłoby stratą.

Fury spojrzał szybko na lustro weneckie, za którym stał Tony Stark, obserwując, i wrócił do Asgardczyka.

– Chcesz, żebym uwierzył, że zdecydowałeś, że Ziemia jest bardziej interesująca taka, jaka jest, niż jaka by była gdybyś zmiótł wszystko, co zbudowaliśmy i zastąpił czymś swoim? – zasugerował z niewielką tylko nutą drwiny.

Loki wzruszył ramionami.

– Poza tym, mam ważniejsze sprawy wymagające mojej uwagi i zabierające sporą część mojego czasu.

– Mówiłeś coś o śmiertelnym zagrożeniu skierowanym nie tylko na Ziemię, ale też Asgard, zanim odprawili cię w kajdanach.

Loki wyciągnął znikąd kartę i przesunął ją po blacie w stronę Fury'ego, który z ciekawością wziął ją do ręki.

– Thanos?

– Ze… Skomplikowanych powodów związanych z moją i jego magią, wymawianie przeze mnie jego imienia jest złym pomysłem. W skrócie, zaprasza go do spojrzenia w moim kierunku i niszczy zasłaniające mnie przed nim kurtyny – powiedział Loki beznamiętnie. – Z całego serca radzę modlić się do jakiegokolwiek boga, którego uznajesz o to, żebyś nigdy go nie spotkał – dodał ciszej. – Chciałbym, żeby ominęło to mnie.

– Naprawdę oczekujesz, żebyśmy uwierzyli, że przyjdzie do nas, a nie od razu do ciebie? Tesseractu już tu nie ma. Wrócił do Asgardu. Co takiego mogłoby go w nas zainteresować?

– Bohaterowie, – odparł spokojnie bóg. – Wspomniał raz, że niewiele zgonów przynosi mu tak słodki uśmiech, jak te bohaterów. – Od jego oczu bił teraz chłód i wkradało się do nich coś nawiedzonego. – Chwalę twoją zdolność do zebrania grupy tak dziwnych i potężnych stworzeń z tak spektakularnym skutkiem, Nicholasie Fury. Mam tylko nadzieję, że ty i twoi ludzie będziecie gotowi uczynić więcej, gdy nadejdzie czas, jeżeli mnie nie uda znaleźć się środków potrzebnych do uniknięcia jego przybycia.

– I czemu mamy sądzić, że stanąłbyś po naszej stronie? – spytał Fury.

– Ponieważ mam dla was jedną radę. Jeżeli zdawać się będzie, że stoję po jego stronie, zarówno w czynach jak i słowach, przekażecie Thorowi i reszcie Asgardu, że mają mnie natychmiast zabić, – odparł Loki śmiertelnie poważnie. – Ufam sobie tylko trochę bardziej niż ty. Nie jestem ani bohaterem, ani żołdakiem. Jestem bogiem, magiem i sztuczkarzem. Będzie lepiej dla ciebie, jeżeli nie odwrócisz się do mnie plecami w ogniu walki.

– Nie pozwolisz, żeby oni cię zabili?

– Jeżeli do tego czasu zostanie w tym ciele cokolwiek ze mnie, tak. Będę próbował.

Cicha bitwa spojrzeń trwała nieomal całą minutę.

– Nie byłeś pod jego panowaniem, kiedy zaatakowałeś naszą małą planetę.

– Nie. Całe przedstawienie było tylko moją sprawką i zagrałem w nim z własnej woli, – potwierdził Loki. – Wierzę, że wspominałem o tym, kiedy byłem zamknięty w twojej celi. Nie znaczy to jednak, że nie może kontrolować mnie bardziej niż bym tego pragnął.

– Byłeś bardzo szczery z panem Starkiem już wtedy, z tego, co pamiętam.

– Jest bardziej interesujący, niż ty, – bóg wzruszył ramionami. – I o wiele bardziej atrakcyjny. Bez urazy.

– Są gusta i guściki, – odparł Fury nietknięty.

Loki usiadł z powrotem na krześle i przeciągnął się leniwie.

– Jeżeli już skończyliśmy, to przeczuwam, że mam jeszcze parę rzeczy do powiedzenia. Mam wrażenie, że mój zmartwiony kochanek tam czeka, – wskazał na lustro weneckie nawet na nie nie patrząc, celując palcem prosto w serce Tony'ego.

Fury uniósł brew zgarniając zdjęcia i kartę z imieniem „Thanos" z powrotem do teczki.

– Zalecam przeprowadzenie tej rozmowy już po opuszczeniu mojej bazy. Jestem pewien, że padną słowa, których nasze mikrofony nie chcą wyłapać.

Loki uśmiechnął się zawadiacko i wstał, żeby zaraz za Furym opuścić pokój.

Natasha rzuciła Tony'emu ostrożne spojrzenie i zauważyła, że za z pozoru obojętną miną tłoczą się burzowe chmury.

Wynalazca wziął głęboki wdech i odwrócił się, żeby zmierzyć z parą, która właśnie wyszła zza rogu. Loki od razu spojrzał mu w oczy, uśmiechając się w nieco zmęczony sposób. Fury z kolei patrzył na niego, jakby chciał przeprowadzić na nim sekcję przy pomocy samego wzroku, co zostało przez Starka zignorowane. Założył ręce na piersi i rzucił Asgardczykowi spojrzenie, którego na pewno nauczył się od Pepper. Sądząc po ogromnym rozczarowaniu, jakie przemknęło przez twarz boga, wywarło planowany efekt – bardzo mocno zasugerowało, masz cholerną rację i jeszcze parę słów do powiedzenia.

– Skończyłeś z nami, Nicky? – spytał luźno Tony, spoglądając na dyrektora z gorzkim półuśmiechem.

– Czujcie się wolni.

– I dziękuję, za szczerą spowiedź, – dodała Natasha z cieniem drwiny w głosie.

Loki prychnął i rzucił jej rozbawione spojrzenie, zanim pozwolił Tony'emu wyprowadzić się z dolnych pięter bazy SHIELD–u.

– Zanim zaczniemy, przepraszam, – powiedział cicho.

– Za?

– Za nie wyjaśnienie do końca wszystkich powodów, dla których ten potwór mnie przeraża, – odparł Loki.

Wynalazca wziął głęboki wdech i powoli wypuścił powietrze, pocierając kciukiem skórę na kręgosłupie boga, rozważając jego słowa.

– Nie do końca podoba mi się pomysł Thora, albo któregokolwiek z nich pozbywającego się ciebie jak wściekłego psa.

– Tony…

– Biorąc pod uwagę, że jesteś mój, nie mogę nic poradzić na to, że czuję się, jakby to było moje zadanie, jeżeli w ogóle do tego dojdzie.

Loki drgnął, kiedy poczuł w piersi bolesny spazm.

– Co… Co ty właśnie…

– Czy to naprawdę miejsce na… – Tony przerwał, kiedy Loki mocno złapał go za ramię, a świat zaczął się obracać. Kiedy się zatrzymał, stali w salonie w jego domu w Malibu, a bóg gapił się na niego szeroko otwartymi oczami.

– Cóż, to przynajmniej rozwiązuje problem.

– Tony. Możesz proszę powtórzyć to, co powiedziałeś chwilę temu? Chyba źle cię usłyszałem, – nalegał bóg chaosu.

– Twój słuch zwykle jest całkiem dobry.

– Proszę, – odwarknął Loki.

Stark podszedł bliżej, dopóki nie dzielił ich tylko cal i położył dłoń na szyi Asgardczyka.

– Jesteś mój, Loki. Mam u ciebie dług, którego chyba nigdy nie spłacę…

– Ale nie… – palce na ustach boga chaosu zapobiegły wypływowi dalszych słów.

– Dałeś mi życie. Nie możesz winić mnie za bycie na tyle walniętym, że nie chcę zostawiać twojej śmierci w rękach kogoś innego, kiedy jesteś na tyle zdesperowany, że o nią prosisz.

Kłamca przełknął ciężko ślinę, wyglądając na szczerze oszołomionego.

– Jak, na wszystkie królestwa, wciąż udaje ci się to robić? – Jego oddech owiał dłoń Tony'ego.

– Robić co? – spytał miliarder, cofając palce i kładąc wolną dłoń na biodrze Lokiego.

– Zaskakiwać mnie. Wprawiać w zdumienie. Doprowadzać moje serce do bólu ilością skierowanego ku tobie uwielbienia, – odparł bóg szeptem, kompletnie zagubiony.

– Jak inaczej miałbym cię przy sobie zatrzymać? – wyszczerzył się Tony, czując jak otacza go i przyciąga do siebie ramię Asgardczyka. Wplótł palce w ciemne włosy wyższego mężczyzny.

– Nigdy nie przestawaj, – wymamrotał Loki, zaciskając mocno oczy. – Nigdy nie przestawaj mnie pytać, wyzywać, przerażać i upokarzać. Jesteś niesamowicie dobry we wszystkich tych rzeczach.

– Zrobię co w mojej mocy, ale ciebie obowiązuje to samo, – obiecał szalony człowiek.

– Zgoda, – odpowiedział szalony bóg i pocałował go desperacko.

-0-

Teczka SHIELD–u dotycząca boga chaosu oznajmiała, że został zresocjalizowany, co w opinii Tony'ego było stekiem bzdur. Loki nie został zresocjalizowany. Po prostu posunął się naprzód i dopracował swój wizerunek. W końcu jaki byłby z niego Kłamca, gdyby nie potrafił przekonać ludzi do tego, żeby mu zaufali? Nie wypracował u siebie do końca wyrzutów sumienia, jeśli chodzi o parę z jego poprzednich poczynań, a inni, co było oczywiste dla Tony'ego, nie czuli się komfortowo siedząc z nim w ciszy.

Wciąż był w nim pewien rodzaj zła, a raczej bezwzględna, bezduszna strona, która czyniła go zdolnym do popełniania złych czynów, co Tony rozumiał lepiej niż reszta, i wciąż nosił w sobie sporą ilość szaleństwa. Jedyną prawdziwą różnicą, którą można było pomylić z resocjalizacją, było to, że zdecydował, że jego przyszłość będzie o wiele ciekawsza z Ziemią, niż bez niej.

Być może Loki miał nigdy nie wyzdrowieć po tym wszystkim, co zobaczył w czasie swojego upadku, czy zdradach, które go dotknęły, ale byłby o wiele mniej interesujący i mniej cwany bez tych poszarpanych krawędzi. Tony chichotał za każdym razem, kiedy ktoś sugerował, że brat Thora może być „tym dobrym" ; ale z drugiej strony Tony śmiał się, kiedy ludzie w ten sam sposób opisywali jego. Iron Man wciąż czasem prychał szyderczo, gdy ludzie nazywali go bohaterem, przynajmniej, dopóki nie stał twarzą w twarz z prasą.

Poszarapne krawędzie były czymś, co towarzyszyło też wynalazcy. Po prostu zdarzyło im się dopasować do tych Lokiego, jak dwa kawałki układanki, jeżeli każdemu fragmentowi zdarzyć się mogło składać z czegoś tak skomplikowanego, jak trójwymiarowy fraktal.

– Uważają, że przeszedłeś resocjalizację, – powiedział, kiedy Loki wkroczył do pracowni. Wyszczerzył się, kiedy w odpowiedzi uzyskał zszokowany, szczery wybuch śmiechu.

-0-

Parę słów od Kupidyna: Odrobina protekcjonalności, szczypta złośliwości i mnóstwo szaleństwa. Ale profesor przypadkowo dodał jeszcze jeden składnik... związek X!