Zaczynamy trzecią, nieco krótszą, część serii c:
Malutki sequel do "Of Liars' Gifts and Gifted Liars", zainspirowany komentarzem Daitoshi: "Hej tato, tsa, kradłem Złote Jabłka, stworzyłem nowego boga. Trochę się zabawiałem.", który przy okazji jest dobrym podsumowaniem. Naprawdę.
Od tłumaczki i bety tylko pięć słów: Przepraszamy, że tyle to trwało!
-0-
Powrót Thora do Asgardu nie pozostał, jak zwykle, niezauważony i szybko stał się popularnym tematem plotek. Ucztę zaczęto przygotowywać gdy tylko potwierdzone zostało, iż młody bóg powraca z ostatnim rzadkim materiałem potrzebnym do odbudowy tęczowego mostu. Okazjonalnie wspominano też o niegodnym zaufania indywiduum, które ułatwiło zebranie takich ilości materii i bogactw naturalnych. Nie działo się to jednak na tyle często, żeby ludzie mogli zastanawiać się gdzie podziewa się bóg kłamstwa i chaosu i dlaczego nie przybył wraz z bratem?
Jednakże Loki pojawił się wraz z początkiem fety, wyglądając na do tego stopnia zadowolonego z siebie, że byłe ofiary jego sztuczek (do których zaliczała się spora liczba osób), instynktownie czuły niepokój na sam jego widok. Na początku zauważono tylko tyle. Dopiero potem stało się jasne, że kłamca nie przebywał ani ze swoim bratem, ani w samotności, ale najwyraźniej spędzał czas w obecności innego mężczyzny. Jego towarzysz był raczej niewysoki i ubrany w skóry barwy najciemniejszej czerwieni, z domieszkami metalicznego złota. Na jednym z przedramion miał czerwoną rękawicę, która na oko wydawała się być zbudowana wyłącznie z metalu, a pod materiałem tuniki, w miejscu serca, sporadycznie migał blask. Miał ciemne włosy, sprawiał wrażenie bystrego, a jego uśmiech dorównywał niemal temu boga chaosu, choć krył w sobie więcej charyzmy i pewności siebie. Loki stał blisko niego, chociaż trzymał się nieco z tyłu, przyglądając się ucztującym zza ramienia niższego mężczyzny. Rozmawiali ze sobą po cichu, śmiejąc się często i z zaskakująco śladową ilością złośliwości.
– Więc jak dokładnie masz zamiar mnie przedstawić? – wymamrotał Tony, podczas gdy ludzie przyglądali mu się coraz ciekawiej. Kwestią czasu było, aż pogłoski dotrą do uszu przybranej rodziny Lokiego.
– Jesteś Anthony Stark z Midgardu, – odparł po prostu bóg.
– Twój przyjaciel? Kompan? Koleżka do pieprzenia?
Asgardczyk prychnął cicho.
– Planowałem nie zdradzać szczegółów dotyczących naszej relacji, ale jeżeli ci zależy, mogę przedstawić cię jako mojego kochanka.
– Albo mógłbym spytać czy za mnie wyjdziesz i zostalibyśmy narzeczonymi, jeżeli chcesz.
Loki zakrztusił się miodem, który akurat zaczął pić.
– Przepraszam? – spytał głosem nie tak spokojnym, jak jeszcze sekundę temu.
– Nie mam zamiaru gadać o tym, co cię drażni i wydaje mi się, że jasno stwierdziłeś, że przez jakiś czas będziesz trzymał się w pobliżu, nie? – Tony błysnął zawadiackim uśmiechem i obejrzał się za niesioną do stołu tacą ze złotymi jabłkami.
Bóg chaosu wciąż gapił się na niego szeroko otwartymi oczami.
– Raczej kiepskie?
– A skąd. Nie, po prostu… Po prostu wiele kosztuje mnie powstrzymanie się od zniewolenia cię na środku zatłoczonej komnaty balowej, – wydusił z siebie Loki, kręcąc głową. – Mogę potrzebować chwili na dojście do siebie. – Mówiąc to sięgnął po pozbawioną rękawicy dłoń Tony'ego i splótł razem ich palce.
– Kocham chwile, w których wyprowadzam cię z równowagi, – odparł Tony, szczerząc się szelmowsko i odwzajemniając uścisk.
Bóg pochylił się nad nim i wysyczał mu do ucha kilka obietnic. Kilka bardzo szczegółowych i bardzo pożądliwych obietnic.
– Nie. Fair, – jęknął cicho miliarder.
Loki zaśmiał się i wyprostował, przesuwając jedną dłoń na szyję swojego kochanka w zaborczym geście, podczas gdy sam zajęty był skanowaniem pomieszczenia. Wiedział, że jego uśmiech był zbyt radosny, zbyt szczery i, bardzo prawdopodobnie, niefrasobliwy, ale jakoś nie potrafił się tym przejmować.
– Nikt nigdy nie zadał mi podobnego pytania, w dodatku w takiej chwili.
– Czy to „nie"?
– Czuję awersję do wesel, ale możemy mieć bardzo długie zaręczyny, przynajmniej dopóki nie uda ci się zmienić mojego zdania w tym temacie. Oto moja oferta, – wymruczał Loki tak cicho, żeby usłyszał go tylko Tony. – Możesz też chcieć spotkać się z moją córką, zanim w pełni wzbogacisz swoją.
Stark zesztywniał.
– Uh. Naprawdę masz dzieciaki?
– Cóż, liczba pojedyncza jest właściwą. Mitologie, na które mogłeś natknąć się na ziemi namieszały w temacie ich ilości. Hel jest moim jedynym dzieckiem. Z perspektywy czasu, gdybyśmy dowiedzieli się o moim pochodzeniu wcześniej, wiele rzeczy byłoby dla niej łatwiejsze, – wymamrotał, a wyraz jego twarzy stał się bardziej ponury, choć po oczach widać było, że kolejny ścisk dłoni wyrwał go z tego stanu.
– Chciałbym ją w takim razie jakoś poznać, gdy nadarzy się okazja. I mimo wszystko, moja oferta wciąż jest aktualna.
Loki nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. Niechętnie wypuścił dłoń Tony'ego, kiedy usłyszał, jak ktoś go woła. Odwrócił się, by stawić czoła towarzystwu z przyjemnym wyrazem twarzy, ale kryjąca się za nim wesołość zgasła, kiedy rozpoznał stojącą nad nim osobę.
– Dobry wieczór, Sif, – powiedział krótko.
Skinęła mu i poświęciła ciekawski rzut oka jego towarzyszowi, który wyszczerzył się do niej, nieco drapieżnie. Wracając spojrzeniem do Lokiego, odchrząknęła i powiedziała:
– Twój ojciec i matka chcą z tobą mówić i zostać przedstawieni twojemu… Towarzyszowi.
Bóg chaosu odwrócił głowę i napotkał wzrok człowieka, po czym poruszył brwiami w sugestywny sposób.
– Na imię mam Tony. Sporo o tobie słyszałem.
Wynalazca przyłożył rękę do piersi i zaoferował lekki ukłon, który przyuważył u Lokiego, kiedy ten witał się z kimś formalnie podczas wieczoru. Większość ludzi zdawała się używać wariacji uścisku ręki, chwytając przedramiona, zamiast dłoni z osobami, z którymi się znali, albo z Lokim, który nie emanował aurą zachęcającą do jakichkolwiek intymnych kontaktów.
– Ja… Chciałabym móc powiedzieć to samo, – odparła Sif powoli, a wraz z rosnącą dezorientacją pojawiła się między jej brwiami pojedyncza zmarszczka.
– Gdzie kryją się moi rodzice, Sif? Z tego, co słyszałem, jeszcze oficjalnie nie przybyli, – przerwał Loki.
– W holu. Najwyraźniej woleliby, żebyś wszedł z nimi, zamiast przybywać przed czasem.
Bóg chaosu skinął głową, przybierając posępną minę.
– Dziękuję. Powinniśmy szybko się z nimi spotkać.
Odwrócił się na pięcie i skierował do drzwi.
– Miło było cię poznać, – rzucił Tony dziewczynie, a zaraz potem ruszył za Asgardczykiem. Kiedy dotarli do, nie tak znowu widocznych, bocznych drzwi w skrzydle sali balowej, powiedział co myślał.
– Przypomina mi jedną reporterkę, z którą miałem nieprzyjemność.
– Hm?
– Warta tylko jednej nocy.
Loki roześmiał się.
– Za bardzo mnie bawisz, mój drogi.
– Tylko tak jest uczciwie. Zachęcasz mnie do częstszego odgryzania się.
– Nie wiedziałem, że to możliwe.
Loki otworzył drzwi i wyjrzał na główny korytarz. Mógł usłyszeć dobiegające z niedaleka głosy i nawet przed wkroczeniem do holu Tony rozpoznał, że jeden z nich należy do Thora. Bóg chaosu wyprostował się nieco i zamyślony opuścił ręce wzdłuż ciała, rozluźniając nadgarstki, po czym strzelił palcami. Nawyk maga szykującego się do starcia.
– Zdenerwowany? – spytał Tony szeptem.
Loki skinął głową i poprowadził go w dół korytarza.
Oprócz kilku imponująco wysokich mężczyzn w błyszczących hełmach, przy czym niektóre wyglądały nawet śmieszniej niż ten Lokiego, (Tony nie był pewien, czy może ich nazwać strażą. Ewidentnie byli na pokaz, nawet w połowie nie tak potężni jak chronione przez nich osoby), nadeszły trzy postaci ubrane o wiele bardziej okazale. Na lewo od Thora, jego ramienia trzymała się elegancka, starsza kobieta ubrana w szaty o barwie różnych odcieni pereł i matowego złota. Przed nimi stał mężczyzna, który bez wątpienia był nikim innym, tylko samym Odynem. Złota opaska na oku przypominała Tony'emu o Nicku Furym, ale wrażenie znikło zaraz po tym, gdy Odyn na ich widok zaoferował miły, jednak nieco podejrzliwy uśmiech.
– Wszechojcze, – powiedział chłodno Loki tonem pełnym szacunku i ostrożności. Subtelnie machnął Tony'emu palcami, a ten złapawszy wskazówkę przykląkł tuż przed czarnowłosym Asgardczykiem, z ręką przyciśniętą do piersi.
– Loki, mój synu, – odparł Odyn, po czym pochylił lekko głowę.
Thor i Frigga odwrócili się akurat w chwili, w której Tony podniósł wzrok i zobaczył, jak krew odpływa z zastygłej w szoku twarzy boga piorunów. Wiele kosztowało go utrzymanie powagi i przeklinał Lokiego za to, że w ogóle go to nie tknęło, dopóki nie zobaczył jak jego ramiona drżą od powstrzymywanego śmiechu.
Odyn jeszcze nie zauważył reakcji swojego najstarszego syna, skupiając wzrok na młodszym.
– A to kto?
Loki wstał, a wraz z nim Tony. Bóg wskazał na niego ręką, ani na chwilę nie odrywając oczu od ojca.
– To mój gość, Anthony Stark z Midgardu.
Thor wydał z siebie cichy, niepokojący odgłos, ale zamaskował go kaszlem.
Wszechojciec rzucił mu krótkie spojrzenie, nieco rozbawione, ale przenikliwe, po czym na moment złapał wzrok Tony'ego.
– Wiele o tobie słyszałem, głównie od Thora, panie Stark, – niewypowiedziane pytanie o to, dlaczego był gościem Lokiego, nie jego brata, zawisło złowrogo w powietrzu. – Nie byłem świadom faktu, iż Avengersi mieli w swoich szeregach innych nieśmiertelnych, poza moim synem oraz mężczyzną zwanym Steve Rogers.
Tony nie mógł zrobić nic poza ułożeniem ust w szeroki uśmiech i wzruszeniem ramion.
– Muszę przyznać, że to całkiem świeże odkrycie. Jesteśmy teraz, w Midgardzie, całkiem kreatywni.
– Zwłaszcza ty, z tego, co słyszałem. – Odyn podszedł bliżej, z ciekawością przyglądając się raz obojętnemu wyrazowi twarzy Lokiego, raz psotnemu uśmiechowi, którego wynalazca nie umiał powstrzymać. – Nie tylko urządzenie w twojej piersi, ale także wyczyn, jakim było zaopatrzenie Asgardu w pierwiastek znajdujący się w jego rdzeniu, jest cudem.
Stał teraz przed Lokim, ale zwracał się do Tony'ego.
Biorąc wszystko pod uwagę, pomyślał człowiek, to to jednak niegrzeczne.
– Za to musisz podziękować Lokiemu. Wszystko dzięki zarówno moim, jak i jego wysiłkom, – powiedział zwyczajnie. – Wiedza o tym jak go stworzyć, to jedno, znalezienie środków, miejsca i zasilania, to zupełnie co innego.
Usłyszawszy to, Odyn odwrócił się do syna, nieco bardziej zrelaksowany.
– W Asgardzie „świeżym odkryciem" była względnie drobna seria kradzieży, wiesz? – powiedział, wpatrując mu się w oczy.
Loki uniósł brwi w niewinnym zaskoczeniu.
– Oh, naprawdę?
– Idunn nie jest zadowolona z całej afery. Najwyraźniej wszystko przez to, że jej najbardziej zaufany strażnik upił się do nieprzytomności i przegrał zakład.
Bóg chaosu zamrugał dwa razy, po czym potrząsnął głową ze śladową powagą.
– Byłem przekonany, że Asgard ma przed tym specjalne zabezpieczenia. Jak w ogóle udało im się upić? Są odporni.
– Bardzo dobre pytanie, – potwierdził Odyn. – Chciałbym znać na nie odpowiedź.
Nagle na twarz Thora wpłynęło zrozumienie, a on sam z niedowierzaniem przesuwał wzrok od swojego brata, do Tony'ego Starka i z powrotem. Wynalazca zauważył to kątem oka i musiał ugryźć się w język, żeby powstrzymać chichot.
Loki był jego dokładnym przeciwieństwem, przykładem spokoju i umiarkowanego zniechęcenia.
– Dziwaczne.
Odyn prychnął i znowu spojrzał na Tony'ego.
- Nie jedz jabłek w miejscach, w których ktoś może cię zauważyć, – rzucił najzwyczajniej w świecie. – Moi drodzy?
Wskazał na niesamowicie wysokie, ciężkie drzwi do sali balowej, które powoli zaczęły się otwierać.
Frigga z zaskoczenia złapała Tony'ego za rękę i przedstawiła się, a jedyną rzeczą, jaką był w stanie zrobić wynalazca, to wyrzucenie z siebie umiarkowanie inteligentnej odpowiedzi. Uśmiechnęła się błogo i wyszeptała mu do ucha
– Asgardzka nieśmiertelność ma swoje granice i jeżeli z twojej winy moim chłopcom grozić będzie śmiertelne niebezpieczeństwo, osobiście pokażę ci limity twojej. Przy pomocy ostrzy i trucizn.
Odsunęła się, z uśmiechem wciąż obecnym na ustach i ścisnęła rękawicę tak mocno, że metal aż zaskrzypiał, po czym objęła ramię męża akurat, żeby wraz z nim wejść do oświetlonej sali.
Tony zamrugał oszołomiony, mile połechtany i zdecydowanie czujący sympatię do przybranej matki Lokiego. Zauważył, że Loki do niego podszedł i powiedział:
– Lubię ją. Jest przerażająca, ale ją lubię.
Kłamca prychnął rozbawiony, ale było w tym jakieś puste echo, zaparty dech, przez który wynalazca podniósł wzrok.
– Trzęsiesz się.
– W porządku.
Tony owinął nagie palce wokół dłoni swojego kochanka.
– Loki.
– Wchodzimy zaraz za Thorem.
– Powinienem być za…
– Nie. Wchodzisz ze mną, – powiedział stanowczo bóg chaosu, a w jego głosie pobrzmiewało coś, co zniechęcało do jakichkolwiek żartów. Słabe dreszcze zanikły i Loki znowu stał absolutnie spokojny.
Wynalazca ponownie ścisnął dłoń Lokiego, dopóki ten nie odwzajemnił gestu. Wtedy obydwoje niechętnie pozwolili im opaść, w chwili, w której Thor zrobił pierwszy krok w stronę jaśniejszych świateł sali balowej. Podążyli za nim.
Wspomnienia pierwszych dwudziestu, czy trzydziestu minut od budzącego podziw powitania przez umiarkowanie wstawiony tłum i napływu ludzi zbliżających się, żeby uścisnąć mu dłoń, czy złapać za ramię, lub witających się na jeszcze inny sposób były nieco zamazane w umyśle Tony'ego. Pamiętał ludzi podchodzących do Thora, żeby głośno i burzliwie z nim pogadać, kilka mniej szpanerskich osób rozmawiających z Lokim w cichszym tonie, często ze zmartwionymi minami. Kłamca odpowiadał w uprzejmy sposób, od czasu do czasu uśmiechając się przebiegle do jednego, czy dwóch, ale zwracał na wszystko tylko połowę uwagi. Dla Tony'ego oczywistym było, że słuchał tylko z obowiązku, ponieważ był bystrzejszym i chętniejszym do wymiany formalności z synów Odyna. Loki nie cieszył się z zadania, ale zaakceptował je i ludzie nie wahali się przed podejściem do niego, kiedy mieli do powiedzenia słowa, które musiały zostać wysłuchane, co było naprawdę interesujące. Tony przysłuchiwał się im żarliwie, kiedy dłoń Thora wylądowała niespodziewanie na jego ramieniu z siłą, która zwaliłaby go na ziemię, gdyby nie był tak spięty i paranoiczny. Nagle, w odpowiedzi na przypływ adrenaliny, umysł Starka stał się krystalicznie czysty.
– Tony Starku, jesteś najdziwniejszym mężczyzną, jakiego poznałem, – mruknął bóg.
– Oh?
– I jednym z najbardziej doprowadzających do szału.
– Większość ludzi by się tu z tobą zgodziła.
Thor otworzył usta, żeby dodać coś jeszcze, ale zawahał się, napotykając spojrzenie Tony'ego.
– Mój brat… Też jest raczej dziwaczny i doprowadza innych do szalu.
– Zgoda.
– Myślę, że zasługujecie na siebie, – zmrużył oczy. – Mógłbyś zostać zabity za złożenie tu wizyty, gdybyś był śmiertelny, a ja nie byłbym w stanie tego powstrzymać.
Tony skinął głową.
– Nie sądzę, żebym został wtedy w ogóle zaproszony, – znowu spojrzał na Lokiego i uniósł kąciki ust w jednym ze swoich najbardziej aroganckich i zwycięskich uśmiechów. – Trochę za bardzo mnie na to lubi.
– Tak, – Thor zmarszczył brwi. – A Ty…
– Jest mój, – przerwał Tony, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. – A mi nie przeszkadza to, że należę do niego. Wprost przeciwnie. Jest świetnie.
Właśnie wtedy podniósł wzrok i zauważył, że Loki i Odyn pogrążeni są w rozmowie z dala od tłumu. Wzdłuż kręgosłupa przebiegł mu gwałtowny dreszcz, którego nie potrafił wyjaśnić.
