– Wciąż jesteś zbyt zuchwały, Loki.
Tak zaczął. Niski pomruk obok jego ucha i bardzo silny uścisk na jego ramieniu, a następnie bóg chaosu poczuł, że jest ostrożnie odciągany na bok. Obejrzał się przez ramię, żeby zobaczyć, że Thor położył łapy na Tonym, co irytowało go bardziej niż był chętny przyznać.
– Ojcze…
– Nie udawaj, – powiedział Odyn, rzucając mu nieprzyjmujące sprzeciwu spojrzenie.
Loki pozwolił sobie na moment wahania, w którym spokój ani na moment nie opuścił jego oblicza. Jednak, kiedy tylko ta chwila minęła, zastąpiony został wyzywającym, odrobinę udręczonym wyrazem twarzy.
– Dla przypomnienia - nie popełnianie kradzieży nigdy nie było częścią umowy. Jedynie morderstwo i wywołanie wojny, których sumiennie unikałem, – odparł śmiertelnie poważnie.
– Nie bez powodu istnieją prawa mówiące o obecności śmiertelników w Asgardzie i dobrze o tym wiesz, Loki.
- Jestem tego świadom, – odwarknął młodszy bóg. – Zapoznałem się z całą historią i studiowałem Asgardzkie prawa. Pamiętam treść zasad bardzo dobrze. Dobrze było być świadomym jak bardzo, dlaczego i w jakim kontekście nagiąłeś, przekroczyłeś lub złamałeś zasady. To klucz do wiedzy, jak odnaleźć się w wydarzeniach, w które zostałeś wmieszany.
– A jednak przyprowadziłeś tu śmiertelnika.
– Nie jest już śmiertelnikiem, – powiedział Loki cicho, niebezpiecznie. – Jest mój i zrobiłbym potężne i okropne rzeczy, żeby go zatrzymać, Wszechojcze. Byłem wcześniej wrogiem Asgardu, a dla niego chętnie znowu się nim stanę, nawet, jeżeli to wszystko miałoby utrudnić utrzymanie kochanka Pani Śmierci z dala od was. Nie jest to najistotniejszy czynnik w moich planach.
– A ten Anthony Stark jest istotnym czynnikiem?
Loki odszczekał bez wahania:
– Tak. – W jego obliczu był zdumiewający mrok: spokojny, wyrachowany, zimny i bezwzględny. – Nie chciałeś udawania, – przypomniał nieomal karcącym tonem głosu, kiedy zauważył lekką zmianę w wyrazie twarzy ojca.
Wtedy Odyn wyciągnął rękę i położył dłoń na karku Lokiego. Jego uścisk był silny, a ruchy powolne, jakby starał się nie wystraszyć dzikiego zwierzęcia.
– Odwzajemnia twoje uczucia?
Loki wydał z siebie odgłos, który śmiechem był tylko w połowie – suchy dźwięk, w którym mogła pobrzmiewać dobrze ukryta histeria.
– Tak.
Na końcu języka tańczyło mu "szaleniec nawet poprosił mnie tej nocy, żebym go poślubił", ale słowa utknęły mu w gardle, wciąż zbyt dziwne, absurdalne, przerażające i zdumiewające, żeby je wypowiedzieć. Zamiast tego przełknął ciężko ślinę i dodał:
– Dla przypomnienia, raczej nie chciałbym w najbliższej przyszłości ponownie stać się twoim wrogiem. Byłbym w stanie, ale nawet potwory doceniają czasem dom, do którego mogą wrócić, nieważne jak bardzo zniszczony byłby prowadzący do niego most, – musiał ugryźć się w język, żeby nie ośmieszyć się jeszcze bardziej.
Jego ojciec powoli skinął głową.
– Mam powody, żeby wątpić w to, że popełnisz tę konkretną zbrodnię więcej niż jeden raz. – Rzucił spojrzenie w kierunku „gościa" swojego młodszego syna i zaraz przeniósł je z powrotem na Lokiego. – Wydaje się być wyjątkowym człowiekiem.
Słowa go zawiodły, więc kłamca zaledwie skinął głową.
– Kradzieże z sadu Idunn, powtarzane przez wieki, będą stawały się coraz bardziej podejrzane.
– Albo mógłbym po prostu przyprowadzać go tutaj od czasu do czasu, – powiedział Loki, wzruszając ramionami. – Już wspomniałeś mu o ciągłym jedzeniu jabłek tak, żeby nikt nie zauważył, a po tej nocy jego wizyty przestaną być dla ludzi czymś szokującym. Bez wątpienia został już przedstawiony jako wspaniały przyjaciel Thora, więc może uznają nawet, że nie jest zagrożeniem.
– Owszem, niestety dopiero po tym, jak wszyscy zobaczyli go kręcącego się dookoła ciebie, – wymruczał Odyn. – Nie jesteś subtelny, kiedy chodzi o niego.
– Mogę być.
– Dary, które mu ofiarowałeś, mówią inaczej.
Loki wydał z siebie odgłos irytacji zmieszanej z dyskomfortem.
– Prawa tu obowiązujące zostały ukształtowane przez moje ręce, a przedtem przez ręce mojego ojca. Sprawdziłem je i zmieniłem wraz z upływem czasu i są dobrymi i właściwymi prawami dla całego Asgardu, – powiedział łagodnie Wszechojciec, zaciskając nieco swój uścisk. – Zarówno ja, jak i moi krewni, powinniśmy się do nich stosować.
Kłamca ponownie posłał mu szczere i mroczne spojrzenie.
– Łamałeś je całkiem często, ojcze. Sam byłeś magiem, złodziejem i psotnikiem. Czytałem historie bardziej nimi zainteresowany, niż Thor kiedykolwiek mógłby być.
– I właśnie dlatego jeszcze nie nakazałem cię pojmać, ani osobiście nie zabiłem, – odparł Odyn, tonem po raz pierwszy czułym i rzeczowym. – Podejmujesz działanie tam, gdzie ja nie mogę, a twój brat nawet nie uznałby za potrzebne. Często nie popieram twoich metod i jeżeli jeszcze raz posuniesz się zbyt daleko…
– Tak po prawdzie, jest mi przykro z powodu, że próbowałem zniszczyć inną planetę. Z perspektywy czasu oczywistym jest, że gdyby tym, czego naprawdę chciałeś z wojny było właśnie to, zrobiłbyś to…
– Loki.
– Nawiasem mówiąc, to Tony Stark mi to wytknął, gdybyś był ciekaw.
Odyn zawahał się na moment.
– Nie przerywaj mi.
Mimo wszystko bóg chaosu zupełnie go zignorował i kontynuował:
– Jeżeli posunę się za daleko, oczekuję, że zrobisz to, co trzeba będzie zrobić, ojcze, – powiedział łagodnie, ale jego spojrzenie wciąż było chłodne i odległe, pomimo tego, że spoglądał Odynowi w oczy. – Nie jestem przy zdrowych zmysłach i nigdy nie będę bohaterskim synem. Spadłem z mojej własnej winy i spotkałem się z widokami i ludźmi, którzy mnie zmienili i pewnie strzaskali części mnie, jak szkło. Jestem potworem, ale nie przeszkadza mi to… Nie, kiedy wciąż dzierżysz władzę wystarczającą do rozbicia mnie spojrzeniem i słowem.
– A jeżeli przestanę?
– Wtedy lepiej miej na tyle siły i miłosierdzia, żeby mnie zabić, – odparł Loki, a jego słowa brzmiały dziwnie miękko i młodzieńczo.
– A co z twoim śmiertelnym wynalazcą? – zapytał Odyn.
– Jeżeli kiedykolwiek zginie i nie będzie mógł zostać wrócony, będzie to chwila, w której będziesz musiał bardzo uważnie dopatrywać się znaków potworności będącej poza kontrolą kogokolwiek.
– A więc go kochasz.
Loki skinął głową.
– Bardzo.
– W takim razie dobrze, że tej nocy nie ma tu Sygin.
Bóg chaosu skrzywił się, ale jednocześnie przyjął te wieści z ulgą.
– Tak. Absolutnie.
– Powinieneś z nią porozmawiać. – Jestem pewien, że byłaby tym zachwycona, – odparł Loki głosem ociekającym sarkazmem. – Wystarczająco wiele razy byłem oskarżany o zrujnowanie jej reputacji już zanim stałem się zdrajcą, szaleńcem i złoczyńcą… A jednocześnie tyle czasu po zakończeniu naszego małżeństwa.
Odyn potrząsnął głową, wyglądając na rozbawionego.
– Idź, uwolnij go od swojego brata. Wątpię, żeby czuł się komfortowo z nim i Wojownikami Trzema.
– Ty… – Loki przerwał, odchrząknął i sięgnął po swoją maskę, bo nie był w stanie wypowiedzieć tych słów bez niej. – Akceptujesz go?
Wszechojciec na moment pogrążył się w udawanym zamyśleniu, ponownie patrząc na Tony'ego Starka, który najwyraźniej stał w niewygodnej ciszy pomiędzy Sif i Hogunem, podczas gdy Fandral i Volstagg dyskutowali o czymś w głośny i ożywiony sposób.
– Miałem Avengersów na oku przez ostatnie trzy miesiące ze względu na twojego brata i widziałem Anthony'ego Starka w bitwie i innych sytuacjach. Przypominał mi ciebie wystarczająco często, jest zdecydowanie błyskotliwy i szczwany.
Napotkał wzrok Lokiego i z lekkim uśmieszkiem przeniósł dłoń z szyi, na jego przedramię, które nagle zaczęło palić żywym ogniem.
Było to zarówno na tyle potężne, jak i zaskakujące, że bóg chaosu w oka mgnieniu znalazł się na kolanach. Loki wydał z siebie zaskoczony syk, kiedy poczuł jak magia ojca opuszcza jego skórę, zostawiając na swoim miejscu szpilki i igły występujących na przemian zimna i ciepła. Patrzył się na Odyna szeroko otwartymi oczami, ten jeden raz szczerze, nie udając.
– Dobrze wybrałeś, – powiedział Wszechojciec. – Teraz idź.
Loki zawahał się na moment, potem szybko wstał i objął ojca, zaskakując ich obojga. Równie szybko wypuścił go i wyprostował się, naciągając do końca rozproszoną maskę, ponownie przyjmując oblicze pełne spokoju.
– Dziękuję, – wymamrotał i odszedł z powrotem w tłum, kierując się prosto w stronę Tony'ego Starka.
Sif rzucała niekomfortowe spojrzenia w stronę Tony'ego, od kiedy zostali sobie oficjalnie przedstawieni, a kiedy tylko udało mu się wyplątać z wielkiej dyskusji w jaką wdali się Thor i dwóch wojowników z zakłopotaniem zauważył, że z całej tej trójki właśnie ona dotrzymała mu towarzystwa. Niepokoiło go też nieco upiorne milczenie Hoguna, a wytłumaczenie mu, że było to normalne zachowanie boga wcale nie pomogło. Ogólnie rzecz biorąc, Tony Stark nie słynął z czucia się swobodnie w długotrwałej ciszy, a jednak, mając do wyboru to i niezręczną konwersację z pewną Lady Sif, wynalazca zdecydował się naśladować najspokojniejszego z przyjaciół Thora i udawać, że sączy swój miód.
Lata konferencji i spotkań biznesowych nauczyły go, żeby nie odkładać szklanki tak długo, jak tylko się da, żeby powstrzymać ludzi od oferowania czegoś mocniejszego, w celu otumanienia go na tyle, żeby podpisał jakieś durne papiery.
Oczywiście, że nie mogło pójść tak łatwo. Właśnie udało mu się opanować ukradkowe rzucanie nerwowych spojrzeń na dość napiętą i prawdopodobnie niebezpieczną kłótnię pomiędzy Lokim i Odynem i zabiłby, żeby być muchą siedzącą na ścianie w tamtej okolicy, jednocześnie udając zainteresowanie historią o jakiejś wspaniałej bitwie, w której Thor i jego kumple brali udział, kiedy Sif nagle zapytała:
– Więc jesteś przyjacielem zarówno Thora, jak i Lokiego?
Tony uniósł kąciki ust w uśmieszku.
– Można tak powiedzieć, – zaraz po tym rzucił jej niewinne spojrzenie. – Też byłaś swego czasu, tak słyszałem.
– Do niedawna, owszem, – Sif zarumieniła się lekko.
– Odniosłem wrażenie, że nigdy taka naprawdę nie ufałaś Lokiemu.
– A Ty?– prychnęła.
– Tak, – odparł Tony zwyczajnie, uśmiechając się dziko. – Ufam.
To zbiło wojowniczkę z tropu i wprawiło ją w zakłopotanie.
– I to ty jesteś geniuszem pośród tych całych Avengersów?
– W istocie, gdyby było inaczej, Loki raczej nie zaplątałby się w moim łóżku, – odparował Stark, a Sif rozszerzyła oczy w nieomal kreskówkowy sposób. Tony wciąż zachwycał się wyrazem szoku na jej twarzy, kiedy przerwał im niski głos:
– Masz całkowitą rację. Jesteś, co prawda przystojny, ale to twoja umiejętność zainteresowania publiczności i intelekt naprawdę zwróciły moją uwagę.
Wynalazca szybko odwrócił głowę od drgającej ostentacyjnie Sif i napotkał wzrok Lokiego swoim, pytającym spojrzeniem.
Bóg chaosu zajęty był uśmiechaniem się do byłej przyjaciółki w błogi–ale–wielce–zastraszający sposób, a Tony zdał sobie z rozbawieniem sprawę z faktu, że musiał nauczyć się tego od swojej matki.
Sif rozsądnie zdecydowała się wycofać i wcisnąć między Thora i resztę, rzucając przy okazji sarkastyczne komentarze dotyczące jednego z chłopców.
Loki spojrzał na Hoguna, który wciąż miał ten sam, kamienny wyraz twarzy i obydwoje skinęli sobie nawzajem. Kłamca położył dłoń na dolnej części pleców Tony'ego, subtelnie popychając go jak najdalej od grupki, a kiedy oddalili się na kilka kroków, spojrzał na niego z nieco wynędzniałą, a jednocześnie dziwnie zadowoloną miną.
– Cudownie idzie ci obrażanie ludzi, moje oklaski.
– Łatwy cel, – wymamrotał Stark, nie odwracając wzroku od twarzy Lokiego. – Wyglądało mi na to, że wdałeś się w nieco poważniejszą konwersację.
– Była… Wyczerpująca, – Asgardczyk niechętnie skinął głową, a Tony podszedł bliżej, odstawiając opróżnioną do połowy czarę na pobliskiej tacy.
– Musimy się szybko ewakuować, czy coś?
– Nie. Nie, nie ma takiej potrzeby, – bóg chaosu uśmiechnął się z zaskakującą łagodnością, zmęczony szczerością ojca, do której nie był przyzwyczajony. – Obiecuję, że później opowiem ci więcej.
Rozejrzał się po tłumie, zauważając, że spojrzenia, które rzucają mu ludzi stały się zarówno częstsze, jak i bardziej ostentacyjne. I nie podejrzliwe, ale zdezorientowane. Wszyscy pamiętali, że Loki próbował przejąć władzę nad Midgardem, a Tony był jednym z tych, którzy go powstrzymali. Pamiętali, że bóg kłamstwa i chaosu był niebezpieczny, niegodny zaufania i nie pragnął towarzystwa w trakcie ostatnich bankietów. Loki mógł nieomal usłyszeć trybiki kręcące się w ich małych główkach i wykrzywił usta w uśmieszku, czując się nieco bardziej sobą.
– Rozumiem, że Thor wziął na siebie głośne przedstawienie cię paru osobom, kiedy byłem rozkojarzony?
– Tsa. Ich szok był całkiem zabawny. Oficjalna bajka jest taka, że zdarzył się wypadek podobny do Kapitana Ameryki i w pewnym sensie jestem teraz nieśmiertelny.
– Więc nie przedstawiałeś się jako mój narzeczony, – zamruczał Loki i przysunął się bliżej.
– Nie, nie do końca, – wynalazca zaczął się uśmiechać zawadiacko, kiedy zrozumiał, do czego to zmierza. Położył dłoń na talii Kłamcy. – Wolałem, przy czymś naprawdę szalonym mieć ciebie, jako widownię.
– Może później. Teraz jestem skłonny do współudziału, – odparł bóg pocierając wargi o usta Tony'ego.
– Nareszcie, – sapnął człowiek i pochwycił usta psotnika, całując go bez pośpiechu, z uczuciem i tylko trochę nieprzyzwoicie, specjalnie dla wszystkich tych, którzy się na nich gapili. Loki kusił go do czegoś więcej krawędzią zębów i niskim dźwiękiem, który przegonił krew Tony'ego w kierunku południowym. Nie przestawali, dopóki nie dotarły do ich uszu pierwsze, przełamujące ogólny szok, szeptane komentarze.
Odsunęli się od siebie powoli, wymieniając uśmieszki i nie patrzyli na nic innego, dopóki donośny brzęk dobiegający od strony Wojowników Trzech nie zwrócił ich uwagi.
Volstagg, nieco zażenowany, upuścił opróżnioną do połowy tacę z owocami. Fandral był ewidentnie zaskoczony, ale z całej siły starał się nie roześmiać. Thor miał zrezygnowaną, ale umiarkowanie rozbawioną minę, a z kolei Sif wyglądała, jakby połknęła małego kaktusa. Tylko na Hogunie nie zrobiło to żadnego wrażenia.
Tony uśmiechnął się do nich, z ręką oplecioną wokół pasa Lokiego i jednym z jego ramion na swoich plecach. Miał na sobie więcej metalu i skóry niż kiedykolwiek wcześniej, był otoczony prawie nieśmiertelnymi podobnymi bogom postaciami w Sali balowej Asgardu i wraz z bogiem chaosu wprawił właśnie w zdumienie i dezorientację tłum raczej pozbawionych polotu ludzi, z których miny większości były najzwyczajniej komiczne.
– Oh, to będzie zabawa, – mruknął Lokiemu do ucha.
– Tony, kocham cię, – odpowiedział nieco pozbawiony tchu bóg i zachichotał.
Wynalazca rozpromienił się na te słowa, tylko trochę zaskoczony faktem, że tym razem wyszły one od Asgardczyka. Bezmyślnie zastanawiał się, czy powinien pokazać Wszechojcu uniesione kciuki, ale zdecydował, że raczej zepsułoby to chwilę. Zacieśnił uścisk wokół boga chaosu i wyszczerzył się szerzej.
– Też cię kocham. Co jest następne w naszym wstrząsającym planie?
– Cóż, widzisz Volstagga? Stoi koło tej niepewnej dekoracji.
– Małej fontanny, która bez problemu mogłaby posłać chłodzony miód za kołnierz twojego brata? Owszem, – Tony zachichotał. – Jeżeli dobrze zgrasz to z czasem, mógłby się potknąć i wpaść na resztę na tych schodach, tam.
– Chciałbyś zacząć, czy powinienem to zrobić ja?
– Jestem zaraz za tobą, skarbie.
Ostatecznie nikt nie mógł im nic udowodnić, biorąc pod uwagę to, ilu światków było zajętych gapieniem się na Lokiego i odwiedzającego go Avengera, którzy w chwili, w której od głównego stołu rozległ się łomot, prowadzili w kącie stosunkowo luźną i nieco zalotną dyskusję z Friggą.
Sif, której suknia była poplamiona w miejscu, w którym wylądował na niej i na Fandralu przemoczony Thor, patrzyła na nich ponuro spode łba przez resztę nocy, wraz z paroma innymi, pełnymi podejrzeń osobami, które wciągnięte zostały w chaos, jaki wywiązał się chwilę potem. Tony nie miał z tym absolutnie żadnego problemu.
