Rozdział 2

Następnego ranka nasza drużyna ruszyła w dalszą drogę. Po całym dniu podróży z kilkoma postojami , usłyszeli krzyk. Szybko podbiegli w tamtą stronę i zauważyli wóz jakiś kupców otoczony przez bandytów, a w rękach dwójki z nich starszego postawnego, siwowłosego mężczyznę i młodą piękną kobietę o miodowych włosach.
-Musimy jej pomóc.
Szepnęła Sakura.
-Sasuke ty...
-Zaczął Kakashi, gdy nagle przerwał, ponieważ z drugiego końca lasu wystrzeliło kilka kunai szybko zabijając bandytów koło kupca i dziewczyny. Następnie z zawrotną prędkością z cieni wyskoczyła jakaś postać. Podbiegła do reszty zbójców zabijając ich bez problemu.

-Nic wam nie jest?
Odezwał się do dwójki skulonej na ziemi. Spojrzeli na niego trochę ze strachem, a zarazem z wdzięcznością.
-Nic. Arigato za ratunek.
Starszy powiedział otrzepując się z ziemi i pomagając wstać dziewczynie.
-Arigato.
Odparła niepewnie.
-Nie mam za co to był mój obowiązek wam pomóc.

Po otrząśnięciu się Konoha zauważyła, że ten kto pomógł dwójce ludzi był ubrany w długi biały płaszcz z czerwonymi i pomarańczowymi płomieniami. Rękawy sięgały zaledwie do łokci dając większą wspowode ruchów, a kaptur zasłaniał całą jego twarz oprócz ust, które uśmiechały się uspokajająco.

-Sensei, czy to nie jest przypadkiem słynny krwawy lis, który zniszczył całe Akatsuki?

Usłyszał szaro włosy słowa swojej uczennicy, które wyrwały go z letargu.

-Na to wygląda.

-Jak masz na imię?

Pytanie odwróciło na chwile uwagę od krzewów człowieka w płaszczu. Spojrzał na ciepłe i roześmiane pomimo ostatnich zajść oczy kupca. Po czym odwrócił wzrok na dziewczyne, która zarumieniła się i wtuliła w ojca.

-Moje imię jest w tej chwili nieistotne, ale zwą mnie Krwawym Lisem.

Staruszek kiwnął głowa a dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła jeśli to było w ogóle możliwe.

-A jak wy się nazywacie?

-Mów do mnie staruszku każdy oprócz mojej córki…- tu wskazał na brunetkę. -…Niny tak się do mnie zwraca.

Kiwnął lekko głowa.

-Młody nie będziesz zadowolony wyczuwam czakre czterech osób z Konohy za tobą w pobliskich krzakach.

Usłyszał głos Kuramy.

-Dzięki futrzaku.

Powstrzymując chichot na warczenie lisa, krzyknełem.

-Możecie już wyjść z tych krzaków.

Krzyknął zadziwiając dwie osoby koło siebie, a sam upewnił się, że kaptur dokładnie zasłania jego twarz. Po chwili z krzaków wyszły trzy osoby. Zakapturzony osobnik rozpoznał w nich swoją starą drużynę z Konohy. Kakashi z wyglądu nic się nie zmienił, Sakura miała teraz dłuższe włosy spięte z tyłu głowy w kucyk, który sięgał jej do połowy pleców. Uchiha pozbył się z twarzy tego wyniosłego spojrzenia mówiącego ,,jestem panem świata, a ty robakiem''. Z boku stał mężczyzna bardzo podobny z wyglądu do Sasuke, tylko że był o wiele bledszy.

-Pewnie zastąpili mnie nim w drużynie.

-Nie dziw się młody pare lat już minęło.

Wszyscy byli ubrani w typowy strój shinobi, różniący się od siebie niewielkimi detalami. Przeklinając swoje szczęście zapytał.

-Kim jesteście?

-Nie mamy obowiązku informowania cię.

Odezwał się bladoskóry ze sztucznym uśmiechem.

-Sai nie bądź niemiły.

Upomniała go Sakura. Zdziwił się czemu go nie uderzyła jak zawsze miała w zwyczaju, ale widocznie nie zmieniła się tylko na zewnątrz.

-Przepraszam za kolegę.

Zwróciła się do mnie z przyjaznym uśmiechem.

-Jestem Sakura, to jest Sasuke…- wskazała na czarnookiego z fryzurą jakby go piorun szczelił. -…to jest Sai…- wskazała na typka z twarzą wypraną z emocji. -…,a to nasz sensei Kakashi.

Odwróciła się do szarowłosego, który cały czas przypatrywał mi się z ciekawością.

-Teraz gdy już nas znasz może byś sam się przedstawił. Krwawy Lisie.

Odezwał się junin.

-Przykro mi , ale tylko moi najbliżsi przyjaciele znają moje imię i nazwisko więc nie obrażajcie się, ale wam ich nie wyjawię.

-Rozumiemy.

Mruknął Sasuke. Skinąwszy im głową odwróciłem się do Staruszka i Niny.

-Wybieracie się do wioski mgły?

Spytał się ich, a oni przytaknęli.

-Ja też i jeśli pozwolicie odprowadzę was, bo nie chcę by wam coś się stało.

-Nie chcemy spramiać ci kłopotu.

Powiedział staruszek.

-To żaden kłopot do wioski z wozami jest jeszcze pół dnia drogi.

-Dobrze.

Naruto odwrócił się do Konoszan.

-Wy też udajecie się do mgły.

-Tak.

Przytaknął Hakate.

-Wiedz chodźmy wszyscy razem, tylko poczekajcie na mnie chwile musze po coś wrócić.

-Dobrze.

Uśmiechnął się i zniknął na chwile między drzewami.

-Dobra Kurama wychodź.

Złożył kilka pieczęci i z czerwonej czakry uformował się lis o dziewięciu ogonach wielkości dużego psa.

-Zmniejsz się do wielkości małego lisa i zostaw jeden ogon.

-Dobrze.

Rozciągając się wykonał polecenie, by po chwili wskoczyć na ramiona blondyna. Już z lisem wrócił do grupy i po chwili udali się w drogę.