~~ Nie zapomnij mnie~~
Rozdział I
~~Zdrowy rozsądek~~
Nazywam się Harry Potter.
Dzień dobry, Harry.
Kim jesteś?
Tom Riddle.
Czy wiesz coś o Komnacie Tajemnic?
Tak, wiem.
Czy możesz mi powiedzieć?
Nie.
Ale mogę ci pokazać.
…
To nieprawda! Hagrid nie mógłby zrobić czegoś takiego! Nie wierzę ci!
Ale to jest prawda.
Kłamiesz!
Nawet gdybym kłamał, kto w ogóle troszczyłby się o tego wielkiego półgłówka?
Jak śmiesz? On jest moim przyjacielem!
On jest twoim przyjacielem? Zaskakujące. Dlaczego ktoś taki ja ty, Harry Potterze, zadaje się z kimś takim jak on?
Nie rozumiem...
Jesteś dość nietypowym czarodziejem. Przyjaciel pół-olbrzymów. Obrońca szlam. Sprzymierzeniec zdrajców krwi. I zabójca Lorda Voldemorta.
Gdzie się tego wszystkiego dowiedziałeś? Kim ty właściwie jesteś? A Hermiona nie jest żadną szlamą!
Wiem już o tobie dość dużo, ale nadal nie rozumiem... Jak pokonałeś Voldemorta?
Dlaczego tak cię to interesuje?
Powiedzmy, że to kwestia osobista.
Hmmm, to i tak niczego nie zmienia. Sam nie wiem, jak to się stało. Byłem tylko dzieckiem. Wolałbym, żeby to się nigdy nie wydarzyło...
Ale... dlaczego? Wydajesz się być dość potężny. Czy nie chciałbyś zdobyć większej mocy? Mogę pomóc. Byłbyś panem świata.
Bardzo śmieszne, Tom. Co to za nonsensy? Przecież mam 12 lat. Chcę tylko zdać egzaminy końcowe. I znaleźć tego złoczyńcę, dziedzica Slytherina.
Dlaczego? Chyba nie potrzebujesz większej sławy?
Co? Jesteś zupełnie szalony, Tom. Chcę go znaleźć, bo jeśli ktoś jeszcze zostanie zaatakowany, to zamkną szkołę.
Brak szkoły = brak problemów. Myślałem, że większość uczniów nie przepada za uczeniem się.
Nie o to chodzi. To znaczy – jasne, czasami szkoła jest trochę uciążliwa, szczególnie, jeśli masz dwie godziny eliksirów ze Snapem, ale to mój dom.
Rozumiem, że twoi rodzice nie żyją, ale z pewnością masz innych krewnych. Życie z magiczną rodziną musi być cudowne...
Może ty miałeś taką rodzinę, ale moi krewni... To najgorsi mugole, jakich można sobie wyobrazić. Nienawidzą magii. Mnie zresztą też. A muszę spędzać z nimi każde lato... Jedyne, co daje mi nadzieję w lipcu i sierpniu, to myśl, że wkrótce znów będę w Hogwarcie. Jeśli nie dowiem się, kto stoi za tymi atakami, to już nigdy tu nie wrócę. Odeślą mnie do wuja i ciotki i resztę życia spędzę jak mugol. Nie chcę!
Dlaczego ktoś umieścił cię w takim domu? Z pewnością wiele magicznych rodzin chciałoby się tobą zaopiekować. A może dyrektor pozwoliłby ci zostać na wakacje w szkole? Wiem, że sam o to prosiłem, gdy byłem jeszcze uczniem.
Nie wiem. Profesor Dumbledore ciągle powtarza, że muszę spędzać wakacje u rodziny...
Dumbledore? Spodziewałbym się po nim czegoś takiego.
Nie lubisz go?
To chyba nie jest najodpowiedniejsze określenie, ale tak, myślę, że można tak powiedzieć.
Możesz mi pomóc? Wiesz, kto jest dziedzicem Slytherina? Wiem, że Hagrid nie mógł nim być – przecież nawet nie był w Slytherinie.
Kogo obstawiasz teraz?
Myślałem, że może Malfoy, ale to nie on. Sam mi powiedział, że nie wie, kto jest dziedzicem.
Malfoy? Czy to jakiś krewny Abraxasa Malfoya?
Nie jestem pewien...
Ciągle szydzący blady blondyn?
To on! Skąd wiedziałeś?
Malfoyowie – wszyscy są tacy sami. Choć nie można powiedzieć, by czasami nie byli przydatni.
Ale co z dziedzicem?
Nie martw się nim.
Jak możesz tak mówić? Nie chcę, żeby zamknęli szkołę.
Nie zamkną jej.
Skąd możesz wiedzieć?
Uwierz mi. Dlaczego miałbym kłamać?
…
- To dziwne, no nie? - zapytał Ron, patrząc przez okno w bibliotece. Słońce powoli zachodziło. Złotawe światło otuliło błonia i jezioro. Nad drzewa w Zakazanym Lesie wzleciało kilka czarnych ptaków, a Hagrid, który tego samego dnia wrócił do zamku, przycinał wesoło żywopłot na dziedzińcu.
Harry, Ron i Hermiona siedzieli w bibliotece, szukając informacji na temat błękitnych lewitujących drzew na następne zajęcia z zielarstwa. Szczerze powiedziawszy, to Hermiona szukała tych informacji. Harry był w tym czasie zajęty chwytaniem złotego znicza, którego złapał w poprzednim meczu quidditcha, a Ron po prostu siedział znudzony przy oknie.
- Co masz na myśli? - zapytała Hermiona, chociaż wolałaby najpierw skończyć pracę. Zastanawiała się, po co w ogóle przyprowadziła ze sobą chłopców – byli dla niej tylko utrapieniem.
- Ataki, oczywiście – odpowiedział rudowłosy Weasley.
Hermiona westchnęła. Od dwóch tygodni był to ulubiony temat Rona. Jak długo jeszcze miał zamiar o tym mówić? To robiło się już nudne.
- Czy ktoś go złapał? - ciągnął Ron. - Myślałem, że nam powiedzą. Wiecie, wolałbym wiedzieć. Nie powiedzieli nam nawet, jak wyglądał!
- To chyba nie jest aż tak ważne, no nie? - roześmiał się Harry. Problemy Rona były czasami takie zabawne. - Cieszę się, że ataki ustały. Nie zamkną Hogwartu, a to jest dla mnie najważniejsze.
- Ale dlaczego dziedzic tak nagle zniknął? - chciał wiedzieć Ron.
Kiedy nikt nie odpowiedział, Ron wymamrotał tylko coś w stylu „Dlaczego was to nie ciekawi?" i odwrócił się na pięcie, wychodząc szybko z biblioteki. Hermiona nawet nie zauważyła jego złego humoru, bo znów była zajęta swoim esejem – w sumie nieobecność Rona gwarantowała jej spokój. Harry podążył spojrzeniem za przyjacielem i już chciał za nim pójść, ale po chwili zmienił zdanie – do obiadu Ron i tak z pewnością się rozpogodzi.
„Może dziedzic w końcu odzyskał zdrowy rozsądek", pomyślał Harry, patrząc na zamek, swój dom.
