~~ Nie zapomnij mnie~~
Rozdział II
~~Niedoceniony~~
Tom, jesteś tam?
Widzę, że raczyłeś sobie przypomnieć o moim istnieniu. Myślałem, że umrę tu z nudów – rozpamiętywanie ciągle tych samych lekcji nie jest wcale zabawne...
Przepraszam, nie wiedziałem, że możesz się nudzić...
To nic takiego – przez czterdzieści lat nikt się tym nie przejmował. Lepiej powiedz mi, ile czasu upłynęło od naszego poprzedniego spotkania. Wydajesz się nieco starszy.
Skąd wiesz? Myślałem, że wspomnienia są... zależne; że wracają tylko wtedy, kiedy ktoś je przywoła.
To nie takie proste, Harry. Powiedziałbym, że czuję się jeszcze dość żywy.
Skoro tak twierdzisz... Mamy dziś 25. czerwca 1995.
Czyli zapomniałeś o mnie na ponad dwa lata? Chyba powinienem czuć się urażony.
Proszę, nie... Potrzebuję cię.
Brzmi interesująco. Dlaczego mnie potrzebujesz?
Mam masę problemów.
Jakich? Może będę mógł ci pomóc?
Ciekawe, jak wspomnienie może mi pomóc...
Widzę, że mnie nie doceniasz, mój drogi. Może jestem wspomnieniem jakiegoś potężnego czarnoksiężnika?
Zawsze potrafisz mnie rozbawić, Tom!
Cieszę się. Ale wracając do twoich problemów – co cię dręczy? Czuję, że jesteś czymś załamany i widzę śmierć. Co ci się stało?
Wczoraj... Nie, nie potrafię, Tom. Zabił go, a potem... To było straszne. Nic nie mogłem zrobić... Przywiązał mnie do grobu. Widziałem, że włożył coś do kotła, a później usłyszałem ten głos... Jego głos.
Harry, to co mówisz, jest zupełnie nieskładne. Mógłbyś zacząć od początku? Nie mogę ci pomóc, skoro nie wiem, co się wydarzyło.
Nie umiem o tym mówić...
Pokaż mi swoje wspomnienie.
To przecież niemożliwe... Jak mogę pokazać wspomnienie innemu wspomnieniu?
To dość proste. Co nie zmienia faktu, że twoja ignorancja w kwestiach nauki zaczyna mnie nieco martwić. Coś ty robił przez ostatnie dwa lata? Bo z pewnością nie zajmowałeś się w tym czasie lekcjami.
Pomyślmy... Kiedy dziedzic Slytherina zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, mogłem ze spokojem podejść do egzaminów. W międzyczasie uwolniłem Zgredka, skrzata domowego i zrobiłem sobie z Lucjusza Malfoya jeszcze większego wroga – oczywiście już wcześniej mnie nienawidził, ale po tym incydencie zaczął pałać żądzą krwi. Nie minął nawet miesiąc wakacji, a przypadkiem dowiedziałem się, że moje życie jest zagrożone z powodu seryjnego mordercy Syriusza Blacka, który jako pierwszy więzień w historii zdołał uciec z Azkabanu. Od czasu podróży Hogwart Expressem byłem też nieustannie dręczony przez dementorów, bo mieli na mnie większy wpływ niż na innych uczniów. Po raz kolejny stałem się sensacją dla szkoły i przyczyną żartów dla Ślizgonów. Czy wspomniałem już o tym, że przypadkiem nadmuchałem siostrę mojego wuja i nie mogłem wychodzić do Hogsmeade? Jasne, nie mogłem tam iść legalnie. Dzięki Mapie Huncwotów od Freda i George'a byłem w stanie użyć tajnego przejścia. Niestety, w czasie jednej z wizyt podsłuchałem, że Syriusz Black zdradził moich rodziców, a w dodatku jest moim ojcem chrzestnym. Chciałem go zabić. Moim przyjaciele też mi nie pomagali, bo przez cały czas kłócili się z powodu kota i szczura. Potem straciłem moją ukochaną pierwszą miotłę, a nowa została zniszczona, bo podejrzewano, że została zaczarowana, żeby mnie zabić. Hagrid był zamieszany w aferę ze swoim hipogryfem, więc o to też musiałem się martwić. W dniu egzekucji byłem u Hagrida z Ronem i Hermioną, próbując go pocieszyć, ale nie spodziewałem się, co wydarzy się później... Najpierw znaleźliśmy Parszywka, szczura Rona. Potem pojawił się ten wielki czarny pies, złapał Rona i zaciągnął go do Wrzeszczącej Chaty. Wierzba Bijąca prawie mnie zabiła. Okazało się, że ten pies to animag – Syriusz Black. Co więcej, wyszło na jaw, że to wcale nie on zdradził moich rodziców, ale Peter Pettigrew, który przez te wszystkie lata ukrywał się pod postacią szczura. Oczywiście Snape próbował wszystko zepsuć, ale mu się nie udało. A przynajmniej tak wtedy myślałem... Syriusz zaoferował mi, że mogę z nim zamieszkać i przez te kilka minut byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ale potem wszystko się odwróciło: była pełnia, a Lupin nie wypił swojego eliksiru i próbował nas zaatakować w swojej wilczej formie – Snape nas uratował, ale Glizdogon uciekł... Skazali Syriusza na pocałunek dementora, ale cofnąłem się z Hermioną w czasie i go uratowałem. Zresztą uratowaliśmy też Hardodzioba. Teraz Syriusz musi się ukrywać, ale przynajmniej wiem, że nic mu nie jest... Ale wracając do mojego życia – po tym jak Syriusz uciekł, a wakacje minęły, zaczął się mój czwarty rok w Hogwarcie. Nigdy nie myślałem, że przytrafi mi się coś takiego, chociaż teraz wszystko wydaje się tak odległe. Zostałem drugim reprezentantem Hogwartu w Turnieju Trójmagicznym, choć byłem za młody i wcale się nie zgłosiłem. Nie dało się tego w żaden sposób odkręcić i musiałem zmierzyć się z wielkim smokiem, przeżyć godzinę pod wodą, przez co prawie się utopiłem, Cho nie poszła ze mną na bal, a potem stało się to.
Rozumiem, że doszliśmy do wydarzeń, o których nie chcesz mówić?
Tak.
Cóż, już się nie dziwię, że stan Twojej wiedzy jest niesatysfakcjonujący – Twoje życie jest pełne wydarzeń dużo bardziej interesujących niż nauka. Być może będę Ci nawet w stanie wybaczyć, że zapomniałeś o mnie na tak długo. Nie mogę tylko zrozumieć jednego – dlaczego mówisz mi o tym teraz? Wcześniej mnie nie potrzebowałeś, chociaż wydarzyło się tak wiele.
Za wiele. Nie potrafię sobie z tym sam poradzić. Nie tym razem. Ron i Hermiona ciągle mi powtarzają, że to nie była moja wina, ale wiem, że to nieprawda. Gdybym się tak nie upierał przy wspólnym chwyceniu pucharu, to nigdy by się nie wydarzyło.
Puchar? Wygrałeś Turniej?
Tom, czy Ty mnie w ogóle słuchasz?
Oczywiście, że Cię słucham, Harry.
Czy nie uważasz, że w tym momencie jest wiele ważniejszych spraw niż to, że wygrałem Turniej?
Szczerze powiedziawszy nie wiem, czym miałbym się przejmować – nadal nie powiedziałeś mi, co się stało. Jestem ponadprzeciętnie inteligentny, ale mimo wszystko nie jestem jasnowidzem. Skąd mam wiedzieć, co się stało?
Naprawdę myślisz, że mogę Ci to pokazać?
Oczywiście, to proste.
…
Harry poczuł dziwny skurcz żołądka, zupełnie jak wtedy, gdy teleportował się przy pomocy świstoklika. Nie znosił tego uczucia. Mimo to poczuł się jeszcze gorzej, kiedy zobaczył przed sobą ponury cmentarz tak jak go widział przed kilkoma godzinami. Ciemne kształty wyłoniły się powoli z mgły – Harry ujrzał kocioł i groby, a w oddali dwór na wzgórzu. Prawie krzyknął, kiedy z mroku wynurzył się Glizdogon, ale nie zdołał wydusić z siebie głosu, bo stało się coś dziwnego: poczuł, że ktoś chwyta go za ramię i podtrzymuje, by nie upadł.
Odwrócił się szybko i ze zdziwieniem zauważył, że stoi twarzą w twarz z młodym mężczyzną o szarych, błyszczących oczach i bladej twarz okolonej ciemnymi lokami. Nieznajomy z niewyjaśnionych powodów wyglądał na zmartwionego.
- Ty jesteś Tom, prawda? - zapytał Harry, choć nie wiedział, kim innym mógłby być ten dziwny chłopak.
Tom przytaknął bez słowa i wpatrywał się intensywnie w twarz Gryfona. Wydawało się, że widok cmentarza go zaniepokoił. Harry po chwili zauważył, że chłopak ma na sobie zielone szaty Ślizgona i nie mógł uwierzyć, że ktoś z Domu Węża może być tak miły i pomocny. Chciał nawet powiedzieć to na głos, ale nim otworzył usta, Tom wskazał dłonią kocioł.
- Coś się dzieje.
Rzeczywiście, po kilku chwilach z ciemności wyłonił się Glizdogon, niosąc ze sobą małe zawiniątko. Harry poczuł zimny dreszcz biegnący w dół jego kręgosłupa. Gdyby tylko mógł go teraz zabić.
Zabić? W tej chwili nie mógł się nawet ruszyć, nie mówiąc już o zabijaniu kogokolwiek...
Gdzieś za sobą usłyszał głuchy huk i zobaczył samego siebie z pucharem w ręce. Obok stał Cedric, nadal żywy.
Harry'emu zakręciło się w głowie. Poczuł taką bezsilność, że musiał podeprzeć się na jednym z nagrobków, by nie stracić równowagi. Tom chyba tego nie zauważył, bo ze skupieniem przyglądał się teraz Peterowi, który po komendzie „Zabij niepotrzebnego", wypowiedzianej przez wysoki, zimny głos, wyciągnął różdżkę i wypowiedział śmiercionośną klątwę.
Harry nie mógł powstrzymać łez. Patrzył na bezwładnie opadające ciało Cedrica i zastanawiał się, dlaczego do tego dopuścił. Gdyby nie jego ślepy upór, żeby razem chwycili puchar, Diggory nadal by żył. Nie odważył się zbliżyć do ciała Puchona. Stał nieruchomo obok Toma, który widząc łzy Harry'ego, złapał delikatnie jego rękę i przysunął się bliżej. Nic nie powiedział, ale Harry czuł jego wsparcie i poczuł się odrobinę lepiej.
Spojrzał na siebie sprzed kilku godzin i nie mógł uwierzyć, że minęło tak mało czasu. Magiczne liny Glizdogona przywiązały go do grobu.
Ten grób... Jakaś dziwna i niepokojąca myśl pojawiła się w jego umyśle, ale na razie nie potrafił jej sprecyzować. Coś było nie tak. Nie wiedział, co go tak zdenerwowało. Nie miał nawet czasu o tym myśleć, co Pettigrew wyciągnął z zawiniątka pokraczne zdeformowane ciałko i wrzucił je do kotła. Harry nadal pamiętał niedawny ból w ramieniu, widząc, jak Glizdogon je rozcina. Nie zauważył, że Tom pobladł jeszcze bardziej, kiedy sługa Czarnego Pana przyzywa kości spod ziemi. Mimo wszystko było to nieco dziwne zachowanie jak na wspomnienie.
Harry zobaczył ciemną przerażającą sylwetkę Voldemorta z oczyma czerwonymi jak krew. Usłyszał jego zimny głos, ale nie zrozumiał żadnego słowa. Nadal nie był w stanie pojąć, jak to się mogło stać. Jak ktoś, kto nie żył, mógł na nowo się narodzić?
Dopiero jedno krótkie słowo, wypowiedziane przez jego śmiertelnego wroga, sprowadziło go z powrotem na ziemię.
Riddle.
Harry spojrzał na Voldemorta, a potem na siebie.
I wtedy to zobaczył. Grób. Ten, do którego był przywiązany. Nazwisko. Riddle. Tom Riddle.
Ale czy Voldemort właśnie nie powiedział, że Riddle był jego ojcem? Nie, to niemożliwe. Wtedy Tom byłby...
Kątem oka zauważył grymas przerażenia na twarzy swojego towarzysza. Nie zdążył się odwrócić. Otoczyła go ciemność.
