~~Nie zapomnij mnie~~
Rozdział IV
~~Jędza~~
Nie zgadniesz, co się stało!
Nawet nie próbuję...
Nie muszę Ci nic mówić!
Nie unoś się tak od razu. Tylko żartowałem. Po prostu nie wiem, czego powinienem się spodziewać. Jeśli znowu zaatakowali cię dementorzy, albo znowu podsłuchiwałeś spotkanie Zakonu Feniksa, to wiedz, że mnie to nie zainteresuje.
Po prostu mi zazdrościsz, bo Tobie nie przytrafia się nic ciekawego.
Co Ty nie powiesz. Z tego, co pamiętam, jestem wspomnieniem. W dodatku na Twoich usługach.
Nie bądź taki cyniczny. Gdyby nie moja dobra wola, już dawno ktoś z Zakonu by Cię zniszczył.
Gdyby nie moja pomoc, już dawno straciłbyś resztki rozumu... No dobrze, ale co takiego się stało?
Pamiętasz, jak opowiadałem Ci o tej nowej nauczycielce?
Dolores Umbridge, prawda?
Tak. W czasie naszej pierwszej lekcji obrony przed czarną magią kazała nam schować różdżki. Wszyscy byli trochę zdziwieni, bo przecież mamy w tym roku sumy i musimy ćwiczyć. Gdybyś zobaczył nasz podręcznik - wydali go chyba w średniowieczu!
Do czego zmierzasz? Chyba nie masz zamiaru opowiadać mi o swoich planach reformy systemu edukacji?
Już do tego zmierzałem. W czasie tej lekcji rozpoczęła się dyskusja o tym, że przecież potrzebujemy praktycznych ćwiczeń. Nie tylko do egzaminów, ale przecież Voldemort powrócił. Powiedziałem to na głos... i dostałem szlaban na cały tydzień.
To jeszcze nie jest coś niezwykłego. Skoro Umbridge pracuje dla ministerstwa, to chyba oczywiste, że udaje, że Voldemort nie powrócił.
Jaki Ty jesteś ostatnio drażliwy, Tom. Przez cały czas zmierzam do tego, żeby ci powiedzieć, jaką karę dostałem.
Chyba nie przepisywanie?
Prawie trafiłeś.
Co masz na myśli?
Musiałem przepisywać zdanie "Nie będę opowiadać kłamstw".
Ile razy?
Dopóki nie wyryło się w mojej skórze.
Co?!
Użyła magicznego pióra. Pisałem własną krwią.
Powiedziałeś o tym komuś?
Zachowujesz się jak Hermiona.
Czyli nie powiedziałeś...
Nie powiedziałem, bo nie chcę, żeby ktoś się wtrącał. To jest moja osobista wojna.
To nie zmienia faktu, że ta kobieta jest potworem.
I kto to mówi.
Znowu zaczynasz?
Nie, przepraszam. Poza tym mam dla Ciebie kilka innych nowości. Wczoraj Ron dostał list od swojego starszego brata Percy'ego; tego, który jest po stronie ministerstwa. Percy sugeruje w liście, że Ron nie powinien się ze mną zadawać, bo jestem teraz niepożądany. Pisze wręcz, że jestem lekko niezrównoważony.
Wiedziałem to już dawno temu.
Bardzo śmieszne. Za to dzisiaj Umbridge została mianowana Wielkim Inkwizytorem Hogwartu. Może wizytować nauczycieli i wprowadzać rozporządzenia wpływające na życie szkoły.
Ministerstwo miesza się w sprawy Hogwartu.
Hermiona powiedziała to samo.
Nigdy nie myślałem, że dojdzie do czegoś takiego.
Jest coś jeszcze...
Tak?
Ron i Hermiona próbują mnie namówić do tego, żebym udzielał uczniom potajemnych lekcji obrony przed czarną magią.
Ciekawy pomysł.
Nie jestem tego taki pewien...
Dlaczego? Przecież będziesz się mógł w ten sposób przygotować do sumów, a poza tym zagrasz na nosie Umbridge, co może być nawet zabawne.
I nielegalne.
Od kiedy przejmujesz się prawem? Z tego, co pamiętam, łamanie szkolnych zasad nigdy nie sprawiało ci trudności.
Z tego, co pamiętam, powinieneś mi pomagać, a nie wplątywać w jeszcze większe kłopoty.
Gdzie twoja fantazja?
Wygląda na to, że Ty masz jej aż nazbyt wiele.
Gdybyś nudził się tak jak ja, też byś się tak zachowywał.
Gdybyś Ty był mną, miałbyś wystarczająco dużo atrakcji bez nielegalnych organizacji pomocy uczniowskiej.
...
- Słyszałeś to? - zapytał Ron, próbując powstrzymać śmiech, co niezbyt mu się udawało.
Harry siedział właśnie w bibliotece nad zadaniem z zielarstwa, które musiał zrobić na popołudniowe zajęcia. Z powodu tygodniowego szlabanu u Umbridge miał straszne zaległości w nauce. Miał nadzieję, że Ron ma mu do powiedzenia coś naprawdę ważnego.
- Co się stało?
- Ktoś włamał się do gabinetu Umbridge i zaczarował te jej kocięta - Ron opadł na najbliższe krzesło, trzęsąc się ze śmiechu.
- Co?! - Harry nie mógł powstrzymać okrzyku. Kto mógł być tak szalony, żeby zrobić coś takiego?
- Nie słyszałeś jeszcze najlepszego - kontynuował Ron. - Ten ktoś sprawił, że wszystkie różowe koty zaczynają przeraźliwie miauczeć, gdy tylko Umbridge wejdzie do gabinetu. Wyobrażasz to sobie?
Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu - ktoś najwyraźniej nie lubił Umbridge co najmniej tak bardzo jak on sam, przy czym ten ktoś był też chyba szalony. Zapewne wkrótce Umbridge go znajdzie i ukarze...
- Kto to zrobił? Fred i George? - zapytał Harry, w duchu żałując bliźniaków. Z pewnością czekały ich całe miesiące przepisywania zdań magicznym piórem.
- Nie, to na pewno nie ich dzieło - odparł Ron. - Szczerze powiedziawszy nawet oni byli zdziwieni, że ktoś odważył się zrobić coś takiego. Przecież ta Umbridge jest nieobliczalna... Poza tym nie wiem, czy to mógł być uczeń...
- Dlaczego? - zdziwił się Harry.
- Widzisz, nikt nie potrafi odczarować tych kotów.
- Może po prostu nauczyciele nie chcą jej pomóc? - podsunął Harry.
- Też tak myślałem - odpowiedział Ron, drapiąc się po głowie z zastanowieniem - dopóki nie usłyszałem jak Flitwick mówi Dumbledore'owi na czwartym piętrze, że sam nie wie, jakie zaklęcie zostało użyte i że odczarowanie gabinetu zajmie mu trochę czasu...
- To rzeczywiście ciekawe - Harry zastanawiał się, kto mógł być tajemniczym wrogiem Umbridge. Zapewne sam wymyślił to zaklęcie, dlatego Flitwick nie mógł go zdjąć... Mimo tego, że nie wiedział, kim jest ten tajemniczy sprzymierzeniec (bo przecież wrogowie moich wrogów to moi przyjaciele), poczuł do niego sympatię.
…
Tom, co wiesz o Eliksirze Słodkiego Snu?
Od kiedy to jestem encyklopedią? Sprawdź w bibliotece.
Jest pierwsza w nocy, Tom.
Mogłeś zacząć uczyć się wcześniej.
Dobrze wiesz, że miałem spotkanie Gwardii Dumbledore'a i trening quidittcha. Poza tym cały czas mam na karku Umbridge - nie wiem dlaczego, ona chyba podejrzewa, że to ja zaczarowałem te koty... I chyba wie, że w szkole działa tajna organizacja...
Mogłeś się tego spodziewać.
Dlaczego nie chcesz mi pomóc?
Nie podoba mi się, że lekceważysz swoją edukację.
Tom, proszę...
No już dobrze... Eliksir, który powoduje natychmiastowe zaśnięcie. Jest podawany osobom chorym, cierpiącym na bezsenność i małym dzieciom mającym problem z usypianiem. Można podać go doustnie, nasączyć nim jakiś pokarm lub dodać do napoju. Eliksir ma kolor zielony, jest gęsty i ma zapach cynamonu. Wykorzystywany jest też w szpitalach. Po zażyciu tego eliksiru, osobie, której go podano, nic się nie śni. Tyle wystarczy?
Wystarczy. Dziękuję, uratowałeś mi życie. Przynajmniej na razie, bo Snape zapewne zada nam w tym tygodniu kolejne równie fascynujące zadanie. Tom?
Tak?
Mówiłem Ci już, że jesteś wspaniały?
Kilka razy, ale nie mam nic przeciwko temu, żebyś powtórzył to po raz kolejny.
Jesteś okropny.
Już nie wspaniały?
Cieszę się, że Cię nie utopiłem.
Miałeś taki zamiar?
Kiedy okazało się kim jesteś, chciałem wrzucić dziennik do jeziora. Dobrze, że tego nie zrobiłem.
To by mnie i tak nie zabiło, ale dlaczego tego nie zrobiłeś?
Nie mógłbym. Czułem, że mimo wszystko Cię potrzebuję.
Znów ten melodramatyzm.
Znów ten cynizm.
Potrzebujesz mnie?
Oczywiście. Poza tym jest coś jeszcze, jakbym między nami coś było, nie potrafię tego wytłumaczyć. Bratnie dusze?
To chyba nie jest najlepsze określenie, mój drogi.
Ty coś wiesz, prawda?
Tom?
Nie znoszę, kiedy tak robisz!
