AN: Rozdział dedykuję Karen-0, dziękując za rozmowę i prosząc o dalszą tak skuteczną mobilizację.
~~Nie zapomnij mnie~~
Rozdział V
~~Pijąc szampana z wrogiem~~
Tom!
Tom, gdzie jesteś?!
Nie krzycz, jest środek nocy. Co się stało?
Pan Weasley... Zabrali go już do szpitala, ale wyglądał strasznie. Nie wiem, jak to się stało...
Czy nie mógłbyś wyrażać się jaśniej?
Tom, ja go zaatakowałem!
Byłeś w łóżku, prawda?
Tak, ale...
A podejrzewam, że tego Weasleya tam nie było?
Oczywiście, że nie, ale...
W takim razie to raczej niemożliwe, żebyś Ty go zaatakował, prawda?
Tak, ale...
Ale co?
Ja... byłem tym wężem!
Jakim wężem? Harry, czy to Ci się na pewno nie przyśniło?
W pewnym sensie to był sen, ale jeden z takich, jakie miałem już wcześniej. Snów o nim.
O mnie?
Chciałbyś.
Nie bądź taki drażliwy. Wytłumacz mi, jak wyglądał ten sen.
Widziałem wszystko z perspektywy węża. Pan Weasley siedział w jakimś korytarzu, był chyba na warcie i pilnował tej "broni". A potem wąż... ja... zaatakowałem go. Wszędzie było pełno krwi. Obudziłem się z krzykiem i nikt nie chciał mi uwierzyć. Na szczęście Dumbledore nie zadawał pytań. W sumie w tym roku ani razu się do mnie nie odezwał... Od razu zorganizował pomoc dla pana Weasleya, a mnie, Rona, Ginny i bliźniaków przeniósł na Grimauld Place do Syriusza. Zostaniemy tu na gwiazdkę.
To dość ciekawe, ten Twój sen. Już od jakiego czasu podejrzewałem, że między Tobą i Voldemortem jest jakieś połączenie.
Tak jak między Tobą i mną, prawda?
Tak, tak myślę.
I wiesz, co to takiego?
Podejrzewam.
Co?
Nic takiego. Czy to wszystko co masz mi do powiedzenia? Chyba powinieneś się przespać.
Nie chcę spać.
Dlaczego? Musisz być zmęczony.
Boję się.
Czego?
Że to się powtórzy. Co, jeśli zaatakuję przez sen Rona? Może nie mam już kontroli nad własnym ciałem? Może jestem opętany?
Istnieją pewne sposoby obrony. Zapewne Dumbledore też rozważy taką możliwość.
Co masz na myśli?
Naukę oklumencji.
Oklu - czego?
Oklumencja to sposób obrony przed legilimencją, czyli umysłowym atakiem innego czarodzieja.
To pewnie straszne trudne...
Nie jest łatwe, ale z pewnością przydatne. Poza tym przyda Ci się nie tylko z powodu tych snów.
O czym Ty mówisz?
Nie pomyślałeś, że Dumbledore'a lub innych członków Zakonu mógłby zainteresować fakt, że zadajesz się ze wspomnieniem Voldemorta?
Mogą to wyczytać z mojej głowy?
Oczywiście. I to zapewne z łatwością, biorąc pod uwagę fakt, że zwykle myślisz strasznie głośno... Poza tym, dlaczego tak dawno się do mnie nie odzywałeś? Martwiłem się.
No wiesz, miałem spotkania Gwardii Dumbledore'a.
I?
Co i?
Zwykle obszernie mi opowiadasz o tych spotkaniach, a dzisiaj milczysz, więc podejrzewam, że coś się wydarzyło.
Hmm, chyba można tak powiedzieć...
Tak?
Całowałem się z Cho.
Co?! I nie miałeś mi zamiaru o tym powiedzieć?
Nie dziw się. Wiedziałem, że zrobisz z tego aferę.
Ja? Aferę? Nic podobnego. Powiedz mi chociaż, jak było?
Mokro.
Nie rozumiem...
Cho... płakała.
Aż tak źle całujesz?
Zamknij się. To nie ma z tym nic wspólnego.
Nie mogę wyrazić mojego zdania w tej kwestii.
Co masz na myśli?
Nigdy cCę nie całowałem, więc nie mogę obiektywnie stwierdzić, czy ta dziewczyna płakała, bo byłeś beznadziejny.
Żartujesz, prawda?
Być może.
…
Harry otworzył oczy, chociaż nie miał najmniejszej ochoty wstawać z łóżka.
Wiedział, że powinien iść na śniadanie. Czekał go cały dzień w Hogsmeade. Cały dzień z Cho. No dobrze, miał się też spotkać z Hermioną, ale to się nie liczyło. Mimo wszystko zaczynała go ogarniać lekka panika. Może Tom miał rację? Może rzeczywiście był tak kiepski w całowaniu, że Cho się rozpłakała?
Zacisnął pięści ze złości. Głupi dziennik. Co on może wiedzieć o całowaniu?
Jednym susem wyskoczył z łóżka i po dwudziestu minutach stał na dziedzińcu, czekając na Cho. Zdążył po drodze zjeść kawałek tosta z ananasem i humor nieco mu się polepszył.
Zobaczył dziewczynę schodzącą po schodach i uśmiechnął się promiennie. Cho była naprawdę śliczna.
Jednak kiedy Krukonka stanęła tuż przy nim, poczuł, że popełnił straszny błąd. Panika powróciła ze zdwojoną siłą. Co on sobie myślał, zapraszając ją na randkę?
Rozmowa się nie kleiła i Harry nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Najwyraźniej nie tylko w całowaniu był kiepski.
- Może pójdziemy do madam Puddifoot? To taka mała przyjemna herbaciarnia - zaproponowała Cho. - Byłam tam kiedyś z... - jej głos zadrżał, a Harry domyślił się dlaczego.
Czy już zawsze będę musiał rywalizować z duchem zmarłego ukochanego?
Herbaciarnia madame Puddifoot okazała się być bardzo specyficznym miejscem. Z okazji Walentynek pokój był udekorowany latającymi cherubinami, rozrzucającymi od czasu do czasu różowe konfetti nad głowami siedzących przy stolikach par.
Harry poczuł skurcz żołądka. Naprawdę wolałby wypić kremowe piwo w Trzech Miotłach.
Zajął z Cho miejsce przy małym okrągłym stoliku i zamówił kawę.
To jest kompletna porażka, pomyślał.
Czas zdawał się stać w miejscu, a on nie wiedział, co powinien zrobić. Próbował być zabawny, ale nic mu z tego nie wychodziło. W związku z tym postanowił milczeć i potrzymać Cho za rękę, jednak to również spełzło na niczym. Cho przez cały czas porównywała go z Cedrikiem, a przynajmniej on tak odczuwał jej uwagi. W końcu powiedział:
- Możemy już iść? Umówiłem się z Hermioną.
Nie spodziewał się tego, co nastąpiło po tych słowach. Cho zerwała się z krzesła i nakrzyczała na niego przy tych wszystkich ludziach. Harry wyłowił z potoku słów różne mniej i bardziej wyszukane oskarżenia, takie jak to, że jest "dupkiem bez serca". Zobaczył też, że niektórzy goście lokalu przyglądają mu się z ciekawością pomieszaną z rozbawieniem. Płonął ze wstydu.
Stanowczo randki nie były jego najmocniejszą stroną.
…
Moje życie uczuciowe to kompletna porażka.
Randka się nie udała?
To była tragedia.
Nie powiem, że się tego nie spodziewałem.
Nie znoszę Cię.
Nie ma za co.
Dlaczego nie potrafię się normalnie dogadywać z ludźmi?
Ze mną się dogadujesz. Czy sugerujesz, że nie jestem człowiekiem?
Ty się nie liczysz.
Dziękuję za te miłe słowa.
Tom, co ja mam z tym zrobić?
Z czym? Z randkami? Może jeszcze zdołasz przeprosić Cho?
Za co? Przecież nic nie zrobiłem...
Oczywiście, że nic nie zrobiłeś, ale przeprosiny działają na kobiety.
Ciekawe, skąd to wiesz. Chyba nie z doświadczenia.
Jeśli chcesz wiedzieć, to żadna dziewczyna nie płakała, kiedy się z nią całowałem.
Chciałbym to zobaczyć.
Jesteś pewien, że wiesz, o co prosisz?
…
- Jak się tu znalazłem? zapytał zdezorientowany Harry.
Stał na środku znanego mu już pokoju. Nic się tu nie zmieniło poza tym, że pod oknem pojawił się mały stolik i dwa fotele. W jednym z nich siedział nie kto inny jak Tom Riddle. Wyglądał tak jak zwykle, czyli bosko.
- Miło cię znowu widzieć - przywitał się i wyciągnął do Harry'ego rękę, wskazując drugi fotel. - Mam nadzieję, że tym razem nie uciekniesz.
Harry zajął wskazane mu miejsce, choć czuł się nieco dziwnie. Siedział przecież naprzeciwko kawałka duszy Voldemorta. Nie chciał sam przed sobą przyznać, że było to dość miłe towarzystwo.
Na stole pojawiły się dwa kieliszki i zakurzona butelka.
- Heidsiec, rok 1907. Musimy jakoś uczcić to spotkanie - stwierdził z uśmiechem Tom.
- Jestem niepełnoletni - zauważył nieśmiało Harry, ale gospodarz nie zwrócił na niego uwagi.
- Płynne złoto. Sprowadzenie go tutaj kosztowało mnie wiele trudu, więc mi nie odmawiaj - jego oczy błyszczały i Harry nie mógł zrozumieć, jak ktoś taki mógł się stać Czarnym Panem.
- Przecież to tylko wspomnienie. Jak mogę coś pić?
- No cóż, to nie jest takie do końca zwykłe wspomnienie, mój drogi - stwierdził Tom, podając mu kieliszek.
- Co masz na myśli? - zapytał Harry i poczuł lekki niepokój.
- To długa historia. Może kiedyś ci ją opowiem.
- Dlaczego ja mówię ci wszystko, a ty mi mówisz tylko to, co chcesz powiedzieć?
Tom zignorował to pytanie, jak miał w zwyczaju, o czym Harry już niejednokrotnie się przekonał. Pili szampana w chwilowym milczeniu, a Harry doszedł do wniosku, że napój jest całkiem dobry. Jak słońce zamknięte w butelce. Tom siedział naprzeciwko i uważnie mu się przyglądał, co nieco niepokoiło Gryfona. Dlaczego on zawsze tak się na niego gapił?
Wypił resztę swojego szampana i poprosił o więcej. Tom był wyraźnie rozbawiony jego zachowaniem, ale dolał mu złotego trunku. Po kilkunastu minutach Harry zaczął odczuwać jego działanie i nieco się odprężył.
- Dlaczego mnie tu sprowadziłeś? - zapytał nonszalancko, rozsiadając się wygodniej w fotelu. Granatowy plusz łaskotał go w szyję.
- Bo o to prosiłeś - odparł Tom lekkim tonem, sącząc z gracją szampana.
- O nic nie prosiłem - odpowiedział z uporem małego dziecka Harry.
- Owszem, prosiłeś - Riddle odstawił na stolik swój kieliszek i pochylił się w kierunku chłopaka. Harry pomyślał, że być może Tom chce mu zdradzić jakiś sekret, więc też się zbliżył. Bąbelki szampana już wirowały mu w głowie, więc nie przeszkadzało mu to, że między nim a wspomnieniem jego wroga jest nie więcej nic pięć centymetrów.
- O co takiego prosiłem? - zapytał Harry, patrząc w szare oczy Toma Riddle'a, teraz błyszczące nieco gorączkowo.
Nie powinienem być tak blisko, zaskrzeczał gdzieś głos rozsądku w głowie Harry'ego, ale było już za późno.
Coś miękkiego i ciepłego musnęło jego usta – to Tom złożył na nich delikatny pocałunek.
Czyś ty zwariował? część Harry'ego miała ochotę uderzyć Riddle'a w twarz, ale druga część, w tej chwili lekko otumaniona szampanem, nie miała nic przeciwko takiemu obrotowi spraw. Jakby na to nie patrzeć, Tom przynajmniej nie płakał, całując się z Harrym.
Z jakiegoś absurdalnego powodu ciało Harry'ego zdawało się akceptować tę dziwną sytuację; jego ramiona owinęły się chętnie wokół Toma. Pocałunek był przerażający, ale jednocześnie Harry nie mógł sobie przypomnieć, by kiedykolwiek poczuł coś słodszego i przyjemniejszego.
Nagle, gdy Harry'emu zaczęło się naprawdę podobać, Tom odsunął się i odgarniając włosy z czoła stwierdził:
- Musisz się jeszcze wiele nauczyć.
Harry spojrzał na niego głupio.
- Co?
- Wątpiłeś w moje umiejętności - odparł Tom. - Nie mogłem sobie przecież pozwolić na utratę honoru.
- Co? - zapytał Harry raz jeszcze, a jego głos drżał z wściekłości. - O co tu chodziło?
Riddle patrzył na niego z mieszaniną rozbawienia i triumfu w oczach.
- Chciałeś wiedzieć, jak całuję. Teraz już wiesz.
Harry gapił się na niego bez słowa. Był jednocześnie wściekły i załamany. Wściekły, bo Riddle się nim zabawił. Załamany, bo myślał, że pocałunek coś znaczył. Najwyraźniej Riddle miał więcej wspólnego z Voldemortem niż mu się wydawało.
- Nienawidzę cię - wysyczał zimno i wstał. Nie mógł sobie pozwolić na kolejne upokorzenie.
- Tak ci się tylko wydaje - usłyszał jeszcze głos Riddle'a, zanim wszystko się rozpłynęło.
