~~Nie zapomnij mnie~~
Rozdział VI
~~Rozstania i powroty~~
Jak on mógł mi to zrobić?!
Pieprzony dziennik! Mogłem go nie brać z tej przeklętej łazienki!
- Harry, uważaj! - pisnęła Hermiona, ale było za późno.
Harry z taką pasją kroił zielone egipskie żuki, że jeden z nich gwałtownie odskoczył i wyleciał w powietrze. Być może nie miałoby to żadnych konsekwencji, gdyby nie to, że obok stołu Gryfona przechodził właśnie profesor Snape. Na nieszczęście Harry'ego (i ku radości Rona) żuk trafił go prosto w oko. Snape syknął z bólu i zatoczył się jak pijany. Kilku uczniów parsknęło śmiechem, jednak po chwili w klasie zapadła zupełna cisza.
Nauczyciel spojrzał na uczniów morderczo, co od razu ich uciszyło, mimo że pod jego okiem pojawiła się wielka ciemna plama i wyglądał jak panda.
- Potter - powiedział tak lodowatym tonem, że krew Harry'ego prawie zamarzła. - Co to miało znaczyć?
- Przepraszam, to był wypadek - odpowiedział chłopak, a jego głos drżał, co brzmiało dość żałośnie.
- Wypadek? To już chyba setny wypadek w ciągu ostatnich trzech miesięcy, Potter - Snape nie podniósł głosu, ale i tak był przerażający. Harry pomyślał, że wolałby, gdyby nauczyciel po prostu na niego nakrzyczał. - Dziwnym trafem zwykle to ja jestem twoją ofiarą.
- Naprawdę nie chciałem... - zaczął się tłumaczyć Gryfon, ale Snape przerwał mu gestem.
- Cisza. Szlaban dzisiaj o 20.
Harry westchnął, ale nie protestował. Wiedział, że sobie zasłużył. Powinien być bardziej ostrożny. Nie może tyle myśleć o dzienniku. Już ponad trzy miesiące nie odzywał się do Riddle'a i czuł się z tym strasznie dziwnie. Z jednej strony bardzo brakowało mu jego towarzystwa, ale z drugiej nie miał zamiaru się poddać. Nie chciał po raz kolejny okazać słabości. A co do Snape'a – nie dziwił się, że dostał szlaban. Po tym, jak ta jego przeklęta ciekawość kazała mu obejrzeć wspomnienia nauczyciela, nietoperz traktował go wyjątkowo surowo. Na to też sobie zasłużył.
Być może rozmowa z Riddlem poprawiłaby ci humor, szepnął natrętny głos w jego głowie, a Harry zaczął się zastanawiać, czy to nie sam Voldemort podsuwa mu takie pomysły. Zapewne miał łatwy dostęp do jego umysłu, bo okazało się, że oklumencja nie jest najmocniejszą stroną wybawiciela czarodziejskiego świata. Szczerze powiedziawszy był w tym prawie tak beznadziejny jak w randkowaniu...
- Nie martw się, stary - szepnął do niego Ron, co wyrwało chłopaka z zamyślenia. - Przecież nie będzie gorzej niż u Umbridge, no nie?
- Dzięki, Ron. Naprawdę mnie pocieszyłeś - mruknął w odpowiedzi Harry i zamieszał swój bulgoczący eliksir.
Nie podejrzewał, że tego dnia jednak nie pójdzie na szlaban.
…
Nadal uważam, że jesteś piekielną kreaturą bez serca, ale czy możemy przez chwilę porozmawiać?
Oczywiście. Co stało się tym razem?
Mój ojciec chrzestny nie żyje.
Nic nie powiesz?
Harry, czy to ja go zabiłem?
Nie. Zabiła go jego własna kuzynka, Bellatriks Lestrange.
Cieszę się, że to nie byłem ja.
Też tam byłeś.
Gdzie?
W ministerstwie magii.
Ale przecież to nielogiczne. Przez cały rok udawałem, że nie istnieję.
Najwyraźniej doszedłeś do wniosku, że czas wyjść z cienia i zniszczyłeś pół ministerstwa.
Harry, brzmisz tak... ponuro.
Naprawdę?
Nie rób tak.
Jak?
Nie zamykaj się przede mną. Chcę Ci pomóc.
Wiem, jak wygląda Twoja pomoc. Nie skorzystam.
Nadal jesteś zły? Nie myślałem, że to Cię tak zdenerwuje. Szczerze powiedziawszy liczyłem na to, że po kilku dniach Ci przejdzie. A ty nie odzywałeś się do mnie prawie przez cztery miesiące.
Nadal się do Ciebie nie odzywam.
A wydawało mi się, że właśnie rozmawiamy.
Robię to, bo muszę. Inaczej zwariuję. Ron i Hermiona strasznie mnie irytują – snują się za mną jak duchy i chyba podejrzewają, że będę chciał zrobić coś głupiego. Dumbledore jest jeszcze gorszy – najpierw przez cały rok udawał, że nie istnieję, a teraz nagle udaje dobrego dziadka i przeprasza. Trochę na to za późno. Gdyby mnie nauczył tej cholernej oklumencji, to Syriusz nadal by żył! Tom, zostałem zupełnie sam, moje życie nie ma już sensu... Wszyscy widzą we mnie wybrańca, a ja nim nie jestem. Jestem tylko zwykłym chłopcem. Nie mam żadnych niezwykłych umiejętności ani uzdolnień. A oni robią ze mnie bohatera... I nie powiedziałem Ci jeszcze najgorszego.
Tak?
Voldemort sprowadził mnie do Departamentu Tajemnic, żebym zabrał stamtąd przepowiednię.
Jaką przepowiednię?
O nim i o mnie. A może o mnie i o Tobie?
Słyszałeś ją?
Tak.
I?
Żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje.
A więc musisz go zabić?
Na to wygląda. Chociaż bardziej prawdopodobne, że to on zabije mnie.
Nie mów tak.
Czy Ty zupełnie zwariowałeś? Jak mam walczyć z Voldemortem? Przecież ja nawet nie znam jednego procenta zaklęć, które on zna. Jestem beznadziejny...
Masz mnie. Pomogę Ci.
Nie pamiętasz, że się do Ciebie nie odzywam?
No tak. Do końca życia mi tego nie zapomnisz? To był tylko żart.
Bardzo łatwo Ci ze mnie żartować. Najpierw mnie upiłeś, a potem wykorzystałeś.
Upiłem Cię? Przecież to były tylko dwa kieliszki szampana! I jeśli nie pamiętasz, to Ci przypomnę, że Ty odwzajemniłeś ten pocałunek!
Nieprawda!
Prawda, ale Ty po prostu boisz się do niej przyznać.
Chyba pora zakończyć tę rozmowę.
Dobrze, niech Ci będzie. Ale jeśli teraz mnie zostawisz, to nie poznasz pewnego sekretu. Sekretu o nim.
Nawet nie próbuj mnie zwodzić.
To pomoże Ci go pokonać.
Czego chcesz w zamian?
Tylko Twojej przyjaźni.
To wysoka cena.
Sam dobrze wiesz, że mnie potrzebujesz.
Skąd ten wniosek, narcyzie?
Tylko ja Cię rozumiem.
Jaka jest Twoja decyzja?
Dobrze. Powiedz mi, co wiesz.
Może spotkamy się u mnie?
Nie.
No dobrze, jeśli nie chcesz... Sekret brzmi tak: Voldemort podzielił swoją duszę na kawałki i ukrył w różnych przedmiotach. Właśnie dlatego nie umarł, kiedy zaklęcie się od niego odbiło. Żeby go pokonać, musisz zniszczyć wszystkie horkruksy.
Skąd to wiesz?
Pamiętam, że planowałem coś takiego.
Ale nie wiesz, gdzie są te horkruksy?
No cóż, nie wiem dokładnie... Ale mam pewne podejrzenia.
Możesz mi powiedzieć?
Zapewne ukryłem swoją duszę w jakiś wartościowych przedmiotach. Obstawiałbym rodzinne pamiątki – pierścień mojego dziadka i naszyjnik matki. Nigdy ich nie widziałem, ale podejrzewam, że znalezienie ich nie zajęło mi dużo czasu.
Co jeszcze?
Być może inne pamiątki po założycielach szkoły. Mając naszyjnik Salazara zapewne zapragnąłbym posiadać też inne artefakty.
Miecz Gryffindora jest nadal w szkole.
W takim razie pozostają nam Ravenclaw i Huffelpuff. Czytałem kiedyś o tiarze Roveny Ravenclaw. Być może udało mi się ją odnaleźć.
Ile jeszcze tych horkruksów?
Myślę, że siedem. Nie, ja jestem tego pewien.
Czyli naszyjnik, pierścień, tiara i coś, co należało do Huffelpuff. Co z pozostałą trójką?
Czy zauważyłeś coś, co jest przy mnie przez cały czas?
Masz na myśli Voldemorta?
A o kim mówimy?
No już dobrze, nie denerwuj się... Muszę się chwilę zastanowić. Hmm, zwykle towarzyszy Ci Nagini. To ogromny wąż. Czy ona też może być horkruksem?
Zapewne tak. Co do pozostałych dwóch mam pewne podejrzenia, ale myślę, że na razie wystarczy nam zajęć.
„Nam"? Co masz na myśli?
Chyba nie myślałeś, że możesz sam szukać horkruksów, Harry. To bardzo niebezpieczne zadanie. Zapewne są chronione potężnymi zaklęciami.
Pozwolę sobie zauważyć, że jesteś wspomnieniem. Jak masz zamiar mi pomóc?
Powiedzmy, że będę mózgiem tej operacji. Z całym szacunkiem, Harry, ale czasami jesteś taki nierozważny...
Tak, tak, jestem nierozważny i nie potrafię całować. Pamiętam. Kiedy zaczynamy polowanie?
Skoro na wakacje wracasz do świata mugoli, to wykorzystamy ten czas na przygotowanie. Wypożyczysz w bibliotece trochę książek i nauczysz się kilku zaklęć.
Nie jestem pełnoletni, nie mogę czarować poza szkołą.
To nie problem. Zawsze możesz przyjść do mnie.
Może to jest jakieś rozwiązanie... A co będzie potem?
Potem, kiedy będziesz już gotowy, zaczniemy poszukiwania. Na początku odwiedzimy dom mojego dziadka, a potem pewną jaskinię.
Hmm, nie brzmi tak źle.
Nie chwal dnia przed zachodem słońca, Harry.
