AN: Dziękuję za słowa - te przemiłe i te ponaglające też :) Przypomniało mi się, że nie napisałam jeszcze, jakie były moje słowa-wskazówki do tego opowiadania - cień, serce, północ, sekrety.
~~Nie zapomnij mnie~~
Rozdział VII
~~Tajemniczy ogród~~
- Harry, gdzie się tego nauczyłeś? - zapytała z zazdrością Hermiona, kiedy chłopakowi udało się za pierwszym razem zamienić ciemnozieloną żabę w nieco rudego małego lwa.
- Czytałem latem podręczniki - uśmiechnął się w odpowiedzi.
Oczywiście nie była to cała prawda. Jasne, przeczytał wszystkie podręczniki (oprócz tego do eliksirów, bo przecież nie wiedział, że będzie się ich uczyć) oraz wiele innych książek, które kazał mu wypożyczyć Tom. Szczerze powiedziawszy, Harry momentami zaczynał żałować, że zgodził się na to wakacyjne douczanie – Riddle był jeszcze bardziej wymagający niż McGonagall i o wiele bardziej zgryźliwy niż Snape. Nigdy nie odpuszczał, wymagał perfekcji i przygotowania. Oczywiście teraz Harry był mu za to wdzięczny – nie miał najmniejszych problemów z zajęciami i wszystko wychodziło mu za pierwszym razem. Nauczyciele nie przestawali go chwalić, co doprowadzało Hermionę do szału, a Rona do śmiechu.
- Stary, zamieniasz się w Krukona czy coś? - żartował teraz, kiedy lew ponownie stał się żabą, a McGonagall przyznała Harry'emu dziesięć punktów za poprawne wykonanie ćwiczenia.
- Byle nie w Ślizgona - odparował, patrząc na Malfoya, który siedział przy oknie i przyglądał mu się morderczym wzrokiem. Gdyby się nad tym zastanowić, Malfoy zachowywał się w tym roku co najmniej dziwnie. Przez cały czas wyglądał na niewyspanego i chorego, a na lekcjach był roztargniony i nieobecny duchem.
Oczywiście Harry nie miał zamiaru się tym przejmować – miał o wiele więcej problemów na głowie. Nie dość, że Tom wciąż wymyślał mu nowe zadania, które miały przygotować go do poszukiwania horkruksów, to jeszcze Dumbledore postanowił, że Harry powinien mieć u niego prywatne lekcje. Potter nie był z tego do końca zadowolony, ale Tom uważał, że takie zajęcia mogą być całkiem przydatne. Mimo że nie znosił starego dyrektora, potrafił docenić jego wiedzę i umiejętności. Chcąc nie chcąc, Harry musiał teraz radzić sobie z tymi wszystkimi zajęciami. Czy wspomniał już, że został też kapitanem drużyny?
Jakie był jego zdziwienie, kiedy po całym dniu zajęć wszedł sam do dormitorium i zobaczył na swoim łóżku dziwną postać.
Czy to możliwe?, pomyślał i wstrzymał oddech.
Nie ulegało wątpliwości, że widział przed sobą Toma Riddle'a, jednak chłopak wyglądał jakoś... dziwnie. Nierzeczywiście?
Dopiero po chwili Harry uświadomił sobie, na czym polega ta różnica – Tom był przecież tylko wspomnieniem, a nie człowiekiem. Nie miał ciała. Nie wyglądał też jednak jak duch. Harry pomyślał, że najodpowiedniejszym słowem byłby „cień". To jednak rodziło kolejne pytanie:
- Skąd się tu wziąłeś?
- Nie cieszysz się? - odparł Tom, uśmiechając się lekko. - Myślałem, że sprawi ci przyjemność, jeśli będziemy mogli porozmawiać w takiej postaci.
- Och, oczywiście, że się cieszę... - zmieszał się Harry. - Ale trochę mnie... zaskoczyłeś. Jak to zrobiłeś? Przecież jesteś tylko wspomnieniem.
Tom prychnął, jakby Gryfon go obraził.
- Potrafię wiele rzeczy, a ty jeszcze najwyraźniej tego nie zauważyłeś. Poza tym to, że tu jestem, to w pewnym sensie twoja zasługa.
- Moja? - zdziwił się Harry.
- Tak, twoja - odparł Tom, rozkładając się na łóżku Harry'ego, jakby był u siebie. Nie zrobiło to na chłopaku większego wrażenia – w czasie wakacji przebywał z Riddlem wystarczająco długo, by nie dziwić się jego lekkim obyczajom. - Przybrałem taką postać, korzystając z twojej magii.
Chłopak nadal patrzył na niego bez zrozumienia, a może nawet ze strachem, więc Tom dodał:
- Nie ma się czego bać. Masz wystarczająco dużo magii, żeby mnie tu zatrzymać. A jeśli nie będziesz chciał mnie oglądać – w co zresztą nie wierzę – to zawsze mogę wrócić do dziennika.
Harry spojrzał na Riddle'a z powątpiewaniem.
- Czy inni ludzie też będą cię widzieć?
- Jeśli zechcesz.
Gryfon czuł lekki niepokój. Jeśli inni mogliby zobaczyć Riddle'a, to jego sytuacja byłaby dość ciężka. Zapewne uznaliby go za niepoczytalnego i wysłali do świętego Munga. Albo do Azkabanu.
Harry usiadł na łóżku obok Toma i westchnął. Rzeczywiście miłą odmianą było rozmawianie z jego sprzymierzeńcem w takim otoczeniu. Spojrzał na Riddle'a leżącego obok i wyciągnął rękę w kierunku jego włosów. Zawsze chciał zobaczyć, czy są tak gładkie, na jakie wyglądają, ale nigdy nie odważyłby się tego zrobić tam, w dzienniku. Tu, w Gryffindorze, był u siebie i mógł dyktować zasady.
A przynajmniej tak mu się wydawało, zanim jego ręka nie przepłynęła wprost przez Riddle'a.
Harry musiał mieć strasznie głupią minę, bo Tom roześmiał się głośno. Jego śmiech odbijał się od ścian, co sprawiało, że cała ta sytuacja wydała się chłopakowi jeszcze bardziej absurdalna.
- Co się tak śmieszy? - Harry próbował zachować powagę, ale czuł, że policzki mu płoną. - Chciałem tylko zobaczyć, czy jesteś tu naprawdę.
- Nieprawda - Riddle nadał się śmiał. - Chciałeś dotknąć moich włosów.
- Co w tym takiego dziwnego? - Harry wiedział, że się rumieni i w duchu był na siebie wściekły. Co go podkusiło?
- Nic takiego - odparł Tom, chociaż jego spojrzenie mówiło coś zupełnie innego.
Jednak po chwili przez jego twarz przebiegł krótki grymas, po czy powiedział tak cicho, że Harry ledwie go usłyszał:
- Jesteś tak blisko i tak daleko.
…
Kiedy wieczorem szli razem na lekcję do Dumbledore'a, Riddle sprawiał wrażenie nieco weselszego. Zapewne wynikało to z faktu, że robił Harry'emu na złość. Chłopak nie chciał się zgodzić na to, by Tom mu towarzyszył, bo twierdził, że to zbyt niebezpieczne, ale Riddle wcale go nie słuchał.
Kiedy więc Dumbledore zapytał na wstępie: „Harry, czy nie przyprowadziłeś ze sobą nikogo?", Potter prawie umarł ze strachu. Jak Dumbledore mógł wyczuć obecność wspomnienia? Nie mógł tego pojąć.
Jeszcze bardziej się zdziwił, kiedy usłyszał w głowie znajomy głos:
Wyczuł mnie.
Tom?
Nie, Voldemort.
Przestań się wygłupiać. I wynocha z mojej głowy!
W odpowiedzi usłyszał tylko chichot.
- Harry, czy coś się stało? - zapytał swoim zwykłym dobrotliwym tonem dyrektor, a chłopak przypomniał sobie, gdzie się znajduje. Musiał bardziej panować nad swoim zachowaniem.
- Nic takiego, panie profesorze. Po prostu jestem dzisiaj trochę zmęczony. Co się stało z pańską ręką? - zmienił szybko temat.
- To dość długa opowieść, Harry. Może kiedyś...
Chłopak nie usłyszał reszty zdania, bo przez jego umysł przebiegła fala tak gwałtownych emocji, że prawie stracił oddech. Poczuł gniew i nienawiść, ale też przerażenie.
On wie, Harry. Riddle był zdruzgotany. Znalazł je.
Potter nic nie zrozumiał z tego bełkotu, ale coś kazało mu spojrzeć na pierścień na poczerniałej ręce Dumbledore'a.
- Co to takiego? - zapytał, próbując zapanować nad swoimi rozbieganymi myślami.
Dyrektor zmierzył go osobliwym spojrzeniem, po czym odparł:
- Ciekawe, że spytałeś o ten pierścień, mój drogi chłopcze.
Skąd on go wziął?, chciał wiedzieć Riddle. Jak śmie nosić mój pierścień? Nie jest godzien!
Zamknij się, próbował go uciszyć Harry, ale nie odniósł żadnego efektu.
Ignorując przekleństwa Riddle'a, spojrzał na dyrektora. Miał on twarzy dobrotliwy uśmiech, ale jego oczy błyszczały nieco niebezpiecznie. Czyżby się czegoś domyślał?
- Postanowiłem, że powinieneś dowiedzieć się czegoś o Tomie Riddle'u, Harry. Musisz poznać swojego wroga, zanim będziesz mógł go pokonać.
- Ma pan na myśli Voldemorta, prawda? - wtrącił Harry, czując, że Tom nareszcie się uciszył.
- Naprawdę nazywa się Tom Marvolo Riddle. - Dyrektor patrzył na Pottera badawczym wzrokiem.
- Może Tom Riddle i Lord Voldemort to dwie różne osoby? - starał się wytłumaczyć mu Harry, ale dyrektor mu przerwał:
- Nigdy nie możesz tak myśleć. Tom Riddle już jako dziecko miał skłonności do przemocy i brutalności. To, że przyjął później imię Lord Voldemort, nie zmieniło przecież jego natury. - Głos Dumbledore'a był niezwykle ostry. Harry jeszcze nigdy nie słyszał, by był on tak stanowczy. I jakby zaślepiony?
- Pokażę ci dzisiaj moje własne wspomnienie dotyczące Toma Riddle'a. Może zrozumiesz, co mam na myśli, mówiąc, że już od najmłodszych lat był zły.
…
Harry leżał w swoim łóżku. Zapewne było już sporo po północy, ale nie mógł zasnąć. Ciągle myślał o tym, co pokazał mu Dumbledore. Nie miał pojęcia, że dzieciństwo Riddle'a było takie trudne. Chyba jeszcze trudniejsze niż jego własne.
Kiedy próbował wytłumaczyć Dumbledore'owi, że jest mu szkoda Riddle'a, dyrektor zmierzył go bacznym spojrzeniem i powiedział:
- Żałujesz mordercy swoich rodziców, Harry?
To był cios poniżej pasa.
Teraz leżał w łóżku i przewracał się z boku na bok. Widział, że Riddle już od dziecka miał skłonność do przemocy, ale nadal nie uważał, żeby to dziecko, które zobaczył, już wtedy było Voldemortem. Młody Riddle był po prostu niechcianą, niekochaną sierotą, a nie mordercą.
Niestety nie mógł się z nikim podzielić tymi spostrzeżeniami, bo sam zainteresowany zdematerializował się, zanim zdążyli dotrzeć do wieży Gryffindoru. Riddle po prostu zniknął. Harry podejrzewał, że Tom nie wrócił do dziennika, bo próbował się z nim jakoś porozumieć. Zaczynał się niepokoić. Chyba nie można zabić wspomnienia?
Dziwił się trochę, że tak bardzo go obchodzi, co dzieje się z Tomem, ale nie mógł na to nic poradzić – zżył się z nim przez ostatnie miesiące.
Nagle wstał z łóżka i podjął decyzję. Musiał znaleźć Riddle'a. Nawet jeśli nie można go było fizycznie zranić, to czuł, że Tom potrzebuje pomocy.
Wyciągnął z kufra pelerynę niewidkę i mapę Huncwotów. Starał się wyjść z pokoju jak najciszej, by nikogo nie obudzić. Nocne przechadzki nawet w jego przypadku były czymś dość niezwykłym.
Prze kilkanaście następnych minut chodził bez celu po korytarzach, zastanawiając się, gdzie mógłby znaleźć Riddle'a. Oczywiście nie zobaczył go na mapie Huncwotów. Zdziwiło go za to to, że dostrzegł na niej Draco Malfoya. Być może, gdyby miał więcej czasu i mniej problemów, sprawdziłby, dlaczego Ślizgon włóczy się w środku nocy po zamku, ale w tej chwili mało go to obchodziło.
Przechodząc obok jednego z okien doznał olśnienia. Spojrzał na pogrążone w mroku jezioro i błonia i nagle zdał sobie sprawę z tego, gdzie powinien szukać Toma.
Zbiegł po schodach tak szybko, że portrety, które nie spały, mogły zobaczyć jego gołe stopy wystające spod falującej peleryny.
Na dworze panował chłód, chociaż był dopiero wrzesień. Harry ruszył w kierunku jednego z ogrodów i szybko znalazł to, czego szukał. Zarośnięte bluszczem drzwi otaczały piękne jesienne róże, co tylko potwierdziło jego przypuszczenia.
Kiedy tylko przekroczył przejście, poczuł otaczającą to miejsce magię. Mógł ją też łatwo dostrzec – w ogrodzie rosły kwiaty, które normalnie z pewnością już dawno by zwiędły.
Harry rozejrzał się i w blasku księżyca dostrzegł Toma. Chłopak chyba jeszcze nie zauważył jego przybycia, bo siedział z pochyloną głową pod jednym ze starych drzew.
- Tom - szepnął Harry, podchodząc do pogrążonego w myślach chłopca.
Ten podniósł wzrok i spojrzał na Gryfona pustymi oczyma.
- Po co tu przyszedłeś?
Harry nie spodziewał się takiego pytania.
- Myślałem, że coś się stało – odpowiedział. - Myślałem, że potrzebujesz pomocy.
- A jak ty możesz mi pomóc? - żachnął się Riddle. - Nic nie rozumiesz!
- Ja nic nie rozumiem? - Harry poczuł wzbierającą w nim złość. - Ja nie rozumiem? - powtórzył. - Jeśli nie pamiętasz, to ci przypomnę, że nie tylko ty miałeś trudne dzieciństwo! Myślisz, że nie pamiętam, jak byłem głodny? Jak się bałem, kiedy musiałem spać w ciemności? Jak...
- Harry, ale ty nie jesteś mordercą! - krzyknął Riddle.
Chłopak spojrzał na niego ze współczuciem.
- Ty nie jesteś mordercą, Tom.
- Zabiłem twoich rodziców.
- Voldemort to zrobił, a nie ty.
- Ja jestem Voldemortem.
- Nieprawda - uciął Harry i spróbował położyć dłoń na ramieniu Toma. Oczywiście poskutkowało to tym, że dotknął kory drzewa, przy którym siedzieli.
Riddle uśmiechnął się lekko, chociaż Gryfon mógłby przysiąc, że ten grymas wyrażał więcej żalu niż radości.
- Oto, co znaczy "być jednocześnie razem i osobno" - powiedział cicho Riddle, odzyskując nieco zwykłej ironii w głosie, a jego spojrzenie powędrowało ku gwiazdom.
