AN: Muszę przyznać, że trafili mi się najcudowniejsi czytelnicy na świecie, dziękuję :)
~~Forget me not~~
Rozdział IX
~~Tajemnice~~
Kiedy Harry obudził się w swoim łóżku, odniósł dziwne wrażenie, że przecież nie zasypiał w tym miejscu. Niejasno pamiętał pokój Toma i ogień płonący w kominku. Wydawało mu się, że usiadł w fotelu. A może położył się do łóżka? Nie, to przecież niedorzeczne. Po co kładłby się do łóżka Riddle'a? Musiał po prostu zasnąć i to wszystko mu się przyśniło.
Wytłumaczenie było wystarczająco racjonalne, chociaż Harry niejasno pamiętał, że przeżył bliskie spotkanie z czyjąś szyją.
Skąd mi się biorą takie pomysły?, zapytał sam siebie, po czym wyciągnął rękę w kierunku stolika, szukając okularów. Jego ręka natrafiła jednak na jakiś dziwny przedmiot.
Harry podniósł głowę i ze zdumieniem odkrył, że na jego nocnym stoliku leży mała kryształowa fiolka. Jeszcze dziwniejsza była jej zawartość – nie ulegało wątpliwości, że w środku znajduje się wspomnienie.
Czy to możliwe, żeby Slughorn mi je podrzucił?, zastanawiał się gorączkowo chłopak.
Nie było innego sposobu, by się o tym przekonać, jak tylko iść do dyrektora.
Harry dziwił się przez chwilę, że nigdzie nie ma Toma, ale doszedł do wniosku, że porozmawia z nim później.
- Mam wspomnienie! - zawołał triumfalnie, wbiegając ze zmierzwionymi włosami do gabinetu Dumbledore'a.
- Harry, to wspaniale! - ucieszył się dyrektor, który siedział już przy biurku z jakimiś papierami mimo wcześniej pory. - Ja też mam dla ciebie jeszcze dwa wspomnienia.
Chłopak poczuł nagle, że być może źle oceniał dyrektora – przecież pragnęli tego samego. Chcieli zabić Voldemorta.
- Cieszę się, że poświęca mi pan swój czas - powiedział nagle Harry.
- Dziękuję, że to doceniasz - uśmiechnął się do niego Dumbledore, nim zanurzyli się w myślodsiewni.
…
Tom, gdzie ty jesteś, do cholery?!
Tom!
Dlaczego się nie odzywasz?
…
Harry wpadł w panikę. Tom nie odpowiadał na żadne wezwanie, nie było go też w dzienniku. Sprawdził nawet ogród, ale tam też go nie znalazł. Zastanawiał się, co takiego zrobił, że Riddle nagle zniknął.
Jego nerwowość zwróciła uwagę innych uczniów, a także nauczycieli. Wszystko wypadało mu z rąk i nawet najprostsze zaklęcia sprawiały problem. Kiedy przypadkiem wysadził w powietrze swój kociołek, Slughorn zapytał z niepokojem:
- Czy nie powinieneś iść do skrzydła szpitalnego, chłopcze?
Harry próbował odmówić, ale gdy po chwili prawie wbił nóż w rękę Hermiony zamiast w korzeń opuncji, Slughorn kategorycznie kazał mu iść do szpitala.
Gryfon szedł po schodach powoli i bez życia. Czuł się tak beznadziejnie, że wątpił, by pani Pomfrey była mu w stanie pomóc. Nigdy by nie podejrzewał, że stanie się tak zależny od kogoś. Od wspomnienia. Sam nie wiedział, dlaczego tak bardzo zależy mu na Tomie. Szczerze powiedziawszy, zaczynało go to trochę przerażać.
Kiedy mijał schody do wieży Gryffindoru, postanowił jeszcze raz sprawdzić, czy czegoś nie przeoczył. Wiedział, że Slughorn byłby wściekły, widząc, że Harry włóczy się po korytarzach, zamiast iść do pielęgniarki, ale w tej chwili mało się tym przejmował.
W swoim pokoju dokładnie obejrzał stolik nocny i jego okolice, zajrzał nawet pod łóżko. Nic nie znalazł. Zaczynała go ogarniać rozpacz.
Rzucił się na łóżko i poczuł, że łzy napływają mu do oczu. Nie panował nad tym. Czuł się trochę jak dziecko, któremu ktoś odebrał cukierki. Być może jego zachowanie było dziecinne, ale nic nie mógł na to poradzić.
- Harry, co się stało? - usłyszał nagle tuż obok ucha.
Chłopak odwrócił wzrok i spojrzał prosto w szare i zmartwione oczy Toma.
- Tom - zdołał tylko załkać i rzucił mu się na szyję. Poczuł, że wstrząsa nim spazmatyczny szloch, którego nawet nie starał się powstrzymać. Tom przytulił go niepewnie i pogłaskał delikatnie po głowie, a Harry nadal płakał.
- Co się stało? - zapytał wreszcie Riddle, gdy uznał, że chłopak już wystarczająco się uspokoił.
- Myślałem, że odszedłeś - pociągnął nosem Harry, nadal nie odrywając się od koszuli Riddle'a. - Byłem u Dumbledore'a, a kiedy wróciłem, nigdzie nie mogłem cię znaleźć.
- Nie było mnie tylko kilka godzin - próbował się wytłumaczyć Tom. - Myślałem, że nie zauważysz, bo będziesz zajęty moim wspomnieniem.
- Twoim wspomnieniem? - Harry w końcu podniósł głowę i spojrzał na Riddle'a ze zdziwieniem. - Przecież to było wspomnienie Slughorna.
- Chyba nigdy mnie nie docenisz - prychnął Tom. - To ja zostawiłem to wspomnienie. Przecież ja też byłem przy tej rozmowie. Miałem nadzieję, że sam na to wpadniesz, ale widząc, jak się męczysz, postanowiłem dobrowolnie pomóc.
Harry nadal wyglądał na nieprzekonanego, ale najwyraźniej coś innego przyszło mu do głowy, bo powiedział:
- Byłem u Dumbledore'a z tym wspomnieniem, ale on... pokazał mi coś jeszcze - Chłopak znowu zaczął się trząść i Riddle przestraszył się, że może Harry jest chory. - Tom, byłeś taki straszny!
Po tych słowach Gryfon znowu zaczął płakać, a Tom rozumiał tylko niektóre słowa wypływające z jego ust:
- Przyszedłeś prosić o pracę... taki nieludzki... nie chcę, żebyś... obiecaj mi...
- Spokojnie, Harry. Jestem przy tobie. - Podniósł twarz chłopaka i otarł dłonią ślady łez na policzkach. - Od kiedy to tak bardzo się mną przejmujesz, co?
- Tom, ty jesteś... prawdziwy - zauważył nagle Harry. - Co się stało?
Wcześniej chłopak nie zauważył tego oczywistego faktu. Tom siedział na jego łóżku, tak jak zwykle, ale tym razem był jakiś inny. Harry mógł się założyć, że przed chwilą go dotknął.
- Też byłem nieco zdziwiony - uśmiechnął się Riddle, a Harry musiał przyznać, że w tej postaci wyglądał o wiele lepiej. - Podejrzewam, że to dzięki tobie. Stałem się bardziej rzeczywisty, bo tak się zmartwiłeś, kiedy zniknąłem.
- Myślisz, że to możliwe?
- Wspomnienia mogą czerpać siłę z żywych ludzi, jestem tego pewien. Ale nie rób tak więcej – przestraszyłem się, że coś mogło ci się stać... Od razu wróciłem do zamku.
- A gdzie ty właściwie byłeś? - zapytał Harry nieco oskarżycielskim tonem – najwyraźniej odzyskał już równowagę.
- Szukałem horkruksów - odpowiedział prosto Tom, choć spodziewał się, jaka będzie reakcja Gryfona.
Nie mylił się.
- Co?! - wybuchnął Potter. - Poszedłeś po nie beze mnie? - Pieklił się i wymachiwał rękami.
- Mamy teraz większe problemy -wtrącił Tom.
- Jakie? Oszukałeś mnie! Uważasz, że to nie jest problem?
- Ucisz się wreszcie - próbował go uspokoić Tom. - Jeśli ktoś usłyszy, że się tak wydzierasz, to zaraz tu przyjdzie i mnie zobaczy!
Harry spojrzał na niego głupawo.
- Jak to? Myślałem, że... Cholera!
Dopiero teraz uświadomił sobie, że skoro Tom ma ciało, to inni też będą go mogli zobaczyć. To był z pewnością duży problem.
- Co my teraz zrobimy? - zaczął się gorączkowo zastanawiać Harry.
- Och, zawszę mogę wrócić do dziennika, a przynajmniej tak mi się wydaje - odpowiedział spokojnie Tom.
Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem:
- Nie chcę, żebyś wracał. Chcę, żebyś został ze mną.
- Harry, zastanów się, o co prosisz - Tom wyglądał na zmartwionego. - Zastanów się, czego ode mnie chcesz.
- Ja chcę... - zaczął Harry, ale Riddle nagle przyłożył mu rękę do ust i wskazał na schody. Ktoś był w drodze do pokoju.
- Peleryna-niewidka - szepnął Harry, ale nie mógł jej nigdzie znaleźć. - Gdzie ona jest?
Kroki były coraz lepiej słyszalne, więc Harry chwycił Toma za rękę i przewrócił go na ziemię.
- To nie było miłe - zauważył Riddle.
- Nie wygłupiaj się. Wejdź szybko pod łóżko, to może cię nie zauważą.
- Chyba żartujesz. - Tom spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Nie żartuję. Pośpiesz się.
- Jeszcze tego pożałujesz - syknął ze złością Riddle, wsuwając się pod łóżko.
…
Przez kilka następnych tygodni Harry próbował wymyślić jakiś sposób na ukrycie Toma, by jednocześnie mieć go przez cały czas przy sobie. Rozważał już nawet pomysł podania mu eliksiru wielosokowego, by udawał jakiegoś innego ucznia, ale Tom stanowczo odmówił, twierdząc, że nikt nie dorównuje mu urodą. Harry musiał mu przyznać rację – poza tym jako uczeń Riddle byłby pod ciągła obserwacją nauczycieli, którzy z pewnością czegoś by się domyślili, pamiętając o nie tak dawanym przypadku Barty'ego Croucha Juniora. Bardziej trafny okazał się pomysł z peleryną-niewidką, chociaż miał on też pewne wady. Tom nosił pelerynę przez cały czas, ale nie mógł czasami uniknąć zderzeń z innymi uczniami na korytarzu czy na schodach. Poza tym Harry i tak nie mógł z nim rozmawiać na głos, bo wyglądało to dość dziwnie.
Z drugiej strony Gryfon za nic nie oddałby możliwości przebywania z Riddlem w takiej postaci - zdążył się już przyzwyczaić do jego ironicznych uwag (choć sam wolał nazywać je głupawymi) i długich (czasami bezcelowych) rozmów. Mimo iż nadal miał wrażenie, że niewiele wie o Tomie - a z pewnością o wiele mniej niż Tom wiedział o nim - coraz częściej potrafił odgadnąć, jaki Riddle ma akurat humor i o czym właściwie myśli. W ciągu ostatnich miesięcy nauczyli się ze sobą żyć, choć dla Harry'ego nadal brzmiało to dość dziwnie. Mimo że myśl o Tomie jako Voldemorcie pojawiała się w jego głowie coraz rzadziej, nie mógł się jej całkowicie pozbyć, a w ostatnich dniach przypomniał mu o tym pewien niefortunny wypadek...
Po tym, jak Riddle w cudowny sposób się zmaterializował, zdążyli już opracować w miarę bezpieczny plan dnia, który pozwalał uniknąć niebezpieczeństwa nakrycia samego Toma Marvolo Riddle'a w Szkole Magii i Czarodziejstwa, pozwalając przy tym na to, by sam zainteresowany mógł czuć się całkiem swobodnie. Oczywiście nie obyło się bez przeszkód, z których największą była chyba niechęć Harry'ego do wczesnego porannego wstawania, by bez przeszkód skorzystać z łazienki. Z niewiadomych powodów Riddle upierał się, by Gryfon wstawał bladym świtem, kiedy łazienki świeciły jeszcze pustkami. Harry nie mógł pojąć, dlaczego właściwie Tom nie może sam wstawać wcześnie, pozwalając przyjacielowi spać, więc pewnego razu zadał to pytanie - Riddle odparł z właściwą sobie prostotą, że jest to jeden z nielicznych momentów, kiedy mogą normalnie porozmawiać.
Harry nie był jednak pewien, czy te łazienkowe porankami można by nazwać normalnymi - ze wszystkich słów, jakie znał, to pasowało do nich najmniej. Zaledwie trzy dni po ucieleśnieniu, kiedy to weszli do łazienki i zauważyli, że wszystkie prysznice poza jednym jakimś dziwnym sposobem się zepsuły (wspominając później tę sytuację, Harry nie był pewien, czy powinien wtedy wierzyć w przypadek), Tom odezwał się z promiennym uśmiechem:
- Przecież możemy umyć się razem.
Gryfon nie skomentował tego niczym poza jakimś burknięciem, które miało oznaczać, że poczeka i Riddle może iść pierwszy. Rumieniec, którym spłonął, był zresztą wystarczającym komentarzem. W duchu dziękował Merlinowi, że nie zaproponował korzystania z łazienki prefektów - wolał nie myśleć, jakie dziwaczne pomysły mógłby próbować realizować tam Tom.
Po porannej toalecie szli na śniadanie. A raczej Harry szedł do Wielkiej Sali i zabierał ze stołu Gryfonów co smaczniejsze kąski. O tej godzinie niewielu uczniów mogło zwrócić na niego uwagę. Jeśli pogoda sprzyjała, wychodził razem z Tomem na zewnątrz i w czasie spaceru jedli tosty czy inne zagarnięte przez Harry'ego przekąski. Gdy padał deszcz, szukali wygodnego miejsca w zamku - nie było to aż takie trudne. Musieli tylko uważać na Filcha i błąkających się czasami po korytarzach nauczycieli.
Następnie udawali się na lekcje - nie zawsze szli jednak razem, ponieważ Tom miał, jak sam to ujmował, "własne sprawy do załatwienia". Harry podejrzewał, że ma to coś do czynienia z horkruksami, a być może także z Malfoyem.
Ten ostatni stał się ostatnią istną zmorą dla Harry'ego. Choć nie potrafił wytłumaczyć, co tak naprawdę niepokoi go w zachowaniu Draco, był pewien, że jest to coś nieprzyjemnego, a być może także niebezpiecznego. Riddle ignorował te uwagi, zapewniając, że Harry'emu z pewnością nic nie grozi, po czym oddawał się własnym myślom. Trwało to do pewnego popołudnia...
Harry wracał właśnie z lekcji transmutacji. Tego dnia Tom mu nie towarzyszył, ale czuł jego obecność niedaleko - zapewne siedział w bibliotece. Chcąc go odwiedzić, Harry skręcił w korytarz na drugim piętrze, by skrócić sobie drogę. Nagle usłyszał dochodzący z niewielkiej odległości cichy, jakby tłumiony szloch.
Rozejrzał się i ze zdziwieniem stwierdził, że płacz dochodzi zza drzwi łazienki Jęczącej Marty. Nie byłoby nic dziwnego w tym, że płacz dochodzi akurat stamtąd, gdyby nie to, że szlochał jakiś chłopak.
Gryfon zajrzał do łazienki i przy umywalce zobaczył Draco Malfoya.
Instynkt podpowiadał mu, by jak najszybciej odejść, może nawet uciec, cicho i niepostrzeżenie ulotnić się z tego miejsca, ale jakaś dziwna siła kazała mu nie ruszać się i oglądać tę niecodzienną scenę. W tym, co widział, była jakaś tragedia, ale nie potrafił jej pojąć.
Być może nawet zapytałby Malfoya, czy coś stało, gdyby nie to, że sam zainteresowany podniósł głowę i zobaczył w lustrzanym odbiciu nie tylko swoją twarz.
Odwrócił się błyskawicznie w kierunku intruza i bez ostrzeżenia zaatakował. Cicho i z uporem. Harry wystraszył się. Od kiedy Malfoy się tak zachowywał? Podejrzewałby go raczej o szyderstwa czy groźby, ale nie o atak.
- Czyś ty zwariował?! - zawołał, ale nie doczekał się odpowiedzi.
Ktoś pociągnął go za rękę, nim zdążył wyciągnąć różdżkę.
- Odsuń się, Harry, to nie twoja sprawa.
Malfoy spojrzał w kierunku, z którego dochodził głos, ale niczego oczywiście nie zobaczył. Jego spojrzenie zatrzymało się na chwilę na Harrym, po czym minął go i odszedł, jak człowiek, który nie do końca wie, co się wokół niego dzieje - jakby świat, który go otaczał, stał się nagle mniej realny.
- Co ty sobie wyobrażasz?! - Harry wepchnął Riddle'a do łazienki i zamknął drzwi, zrywając z przybyłego pelerynę niewidkę. - On mnie zaatakował! Zostawisz to tak?
- Przestań, proszę - Tom próbował jakoś go uspokoić. - Przecież nic się nie stało.
- Nie się nie stało?! Nic?! Czyli zrobiłoby to na tobie jakieś wrażenie dopiero wtedy, gdyby coś się stało?
- Dobrze wiesz, że nie. - Chłopak spojrzał na niego dziwnie nieustępliwie. - Gdybyście zaczęli walczyć, tylko niepotrzebnie ściągnęlibyście uwagę nauczycieli. Jaki w tym sens?
- Ale...
- Przestań już, Harry. - Tom wydawał się zmęczony tą rozmową. - Malfoy nie chciał ci zrobić nic złego. Ja to wiem - dodał, widząc, że Gryfon chce mu przerwać. - Chodźmy już stąd, dobrze?
- Ale... - zaczął Harry. - Och, no dobrze - westchnął, widząc minę Riddle'a. - Coś cię martwi, prawda?
Nie otrzymał odpowiedzi - nawet na nią nie liczył. Zamiast tego Tom chwycił jego dłoń i patrzył na niego tak, jakby chciał mu powiedzieć wiele rzeczy. Ale nie mógł, a Harry to rozumiał.
Było w tej chwili coś magicznego i ulotnego i Harry milczał, nie chcąc tego niszczyć.
- To ty! - Podniesiony głos wyrwał Gryfona z zamyślenia i przypomniał mu, gdzie jest.
Jęcząca Marta unosiła się nad zalaną wodą posadzką, wskazując drżącym palcem Toma. Jej twarz wyrażała trwogę i coś jeszcze, jakby złapała na gorącym uczynku przestępcę.
Harry przestraszył się - musieli stąd natychmiast uciekać, zanim Marta narobi hałasu. Tom powinien się ukryć w dzienniku. A jeśli zapytają go, kim był mężczyzna, z którym chodził po zamku? I co robił z nim w łazience? Może będzie musiał uciec ze szkoły? Chronić Toma za wszelką cenę - tylko to się teraz liczyło.
- Chodźmy, szybko. - Pociągnął Riddle'a za rękaw, ale ten ani drgnął. - Tom, musimy iść.
Podniósł wzrok i ze zdziwieniem okrył, że Riddle wpatruję się w Jęczącą Martę prawie tak intensywnie, jak ona w niego. Tom również wydawał się w jakiś sposób przerażony tym, co zobaczył i Harry coraz mniej z tego rozumiał.
Nagle Riddle otrząsnął się i bez słowa wyszedł z łazienki, ciągnąc Gryfona za sobą. Przeszli prawie cały korytarz, nim Harry uświadomił sobie, że nadal trzyma w ręce pelerynę. Szarpnął się i wymusił na Tomie, by zatrzymał się na chwilę. Jak zawsze mieli dużo szczęścia - nikt nie włóczył się po drugim piętrze, za co Harry dziękował Merlinowi - co zrobiłby, gdyby nagle wpadli na Snape'a czy Dumbledore'a?
Nim zarzucił pelerynę na Toma, zmierzył go powoli spojrzeniem. Chłopak wyglądał na dziwnie poruszonego i tym razem Harry musiał wiedzieć, dlaczego.
- Co... - zaczął.
- Nie pytaj - uciąć surowo Riddle.
- Ale... Co?! - Harry miał dość tych dziwnych humorów. - Co ty sobie myślisz? Wydaje ci się, że możesz tak po prostu mnie zbyć? Wyobraź sobie, że naprawdę się martwię. Jeśli mi nie powiesz, co...
- Martwisz się? - Riddle wydawał się rozbawiony, ale był to ten niepokojący, szaleńczy rodzaj rozbawienia.
- O co tu chodzi?
- Przecież nie ma się czym martwić! - Tom nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. - Czym się tu martwić? Przecież to tylko... To tylko... - roześmiał się histerycznie. - To tylko pierwsza osoba, którą zabiłem.
Śmiał się nadal, zakrywając usta dłonią, jakby chciał ukryć opętańczy chichot.
Harry spojrzał na niego, nie rozumiejąc. Jaka znowu ofiara? I dlaczego Tom zachowywał się tak dziwnie? Był inny niż zwykle - był straszny. Harry poczuł, jak wzdłuż karku przebiega mu dreszcz przerażenia; opanował ogarniającą go chęć ucieczki.
Moment... Przecież nie mógł mieć na myśli Jęczącej Marty? Kiedy ona właściwie umarła? Duchy kojarzyły mu się z osobami zmarłymi bardzo dawno, zanim urodził się on czy Tom. Zresztą Riddle nie mógłby jej zabić - chodził jeszcze do szkoły, kiedy stworzył dziennik, nie miał nawet siedemnastu lat, nie mógł być mordercą. Chociaż... Czuł, że jakaś bardzo ważna myśl mu umknęła - jakiś fakt, który znał, ale zapomniał.
I wtedy to do niego dotarło.
Spojrzał jeszcze raz na Toma, który prawie przestał się już śmiać i spoglądał teraz na Harry'ego z obłędem w oczach. Już gdzieś widział ten wzrok...
- Komnata Tajemnic została otwarta. Strzeżcie się, wrogowie Dziedzica. - Harry sam nie wiedział, kiedy słowa popłynęły z jego ust.
AN: Mała zagadka na koniec - ciekawe, czy jesteście w stanie powiedzieć, który kawałek rozdziału (dość spory) został dopisany przeze mnie dzisiaj, w który pochodzi z pierwotnej wersji? Oczywiście dla czytających pierwowzór nie będzie to problem, ale interesuje mnie, czy widać jakąś różnicę stylu czy coś ;)
I jeszcze jedno - w związku z tym, że w opowiadaniu na drugim roku Harry'ego nie doszło do porwania Ginny, nasz drogi Złoty Chłopiec nigdy nie poszedł do Komnaty Tajemnic i nie spotkał tam Riddle'a jako Złego Dziedzica Slytherina.
A, nie wiem, czy ktoś z Was oglądał Death Note, ale moment, w którym Riddle się śmieje, można sobie przeczytać ze śmiechem Kiry w tle.
