~~Nie zapomnij mnie~~

Rozdział XI

~~Czas pożegnań~~

- Jesteś pewien, że o niczym nie zapomniałeś? - zapytał Tom.

- Chyba mam wszystko, co może się przydać – stwierdził Harry, patrząc na swój plecak. - Zabrałem wszystkie książki, które uznałem za przydatne; mam też namiot i śpiwór, trochę prowiantu, pelerynę-niewidkę, mapę... Tak, to chyba wszystko.

Od śmierci Dumbledore'a minęło już kilka tygodni, a Harry był już prawie gotowy do wyprawy. Czekał tylko, aż skończy siedemnaście lat, by ministerstwo nie mogło go namierzyć. Potem powinno być z górki. Oczywiście po drodze będzie się musiał jakoś pozbyć Rona, Hermiony, całej rodziny Weasleyów i reszty Zakonu Feniksa, ale to nie powinno być aż takie trudne.

- Piżama! - przypomniał sobie Tom i tym okrzykiem wyrwał Harry'ego z zamyślenia. Chłopak czasami miał wrażenie, że Riddle trochę za bardzo się nim przejmuje, ale w żaden sposób nie mógł zmienić jego nastawienia.

- Tom, przeżyłbym bez piżamy - westchnął.

- Tak ci się tylko wydaje - odpowiedział mu krótko Tom, jakby piżama mogła zaważyć na jego życiu lub śmierci.

- Spotykamy się w sobotę na Grimmauld Place. - Harry powtórzył ich mantrę.

- A potem zaczniemy poszukiwania - potwierdził Tom.

- Nie zniszcz wszystkich beze mnie - wtrącił Harry z uśmiechem. Czasami sam się sobie dziwił, że jeszcze potrafi żartować.

- Chciałbym ci zrobić taką niespodziankę, ale to raczej niemożliwe. - W głosie Toma było słychać gorycz. - Będzie mi ciebie brakowało, Harry.

- Wiesz, że mi ciebie też. - Chłopak spojrzał na swojego towarzysza niepewnie. Nie rozstawali się przez ostatnie miesiące na dłużej niż kilka godzin, a teraz Harry miał prawie tydzień spędzić w odosobnieniu.

- Zawsze możesz zmienić zdanie - powiedział Tom, wskazując na dziennik.

- Nie, nie mogę myśleć tylko o sobie - uciął rozmowę chłopak.

Zegar w pustym salonie Dursleyów wybił północ.

- Na mnie już czas. - Tom ruszył w kierunku drzwi. Zatrzymał się jeszcze na chwilę, jakby chciał coś powiedzieć, ale najwyraźniej zrezygnował z tego zamiaru i wyszedł bez słowa z pokoju.

Harry poczuł dziwny ucisk w żołądku. Czy powinien pozwolić Riddle'owi odejść bez pożegnania? Ich relacje były takie dziwne – nie wiedział, czy Tom jest jego nauczycielem, bratem, przyjacielem, a może... Kimkolwiek był, nie mógł pozwolić mu tak odejść.

Chłopak wybiegł szybko z pokoju i bardzo się zdziwił, kiedy z rozpędem wpadł na Toma stojącego na korytarzu. Co on tu jeszcze robił?

- Wiedziałem, że przyjdziesz - uśmiechnął się smutno Riddle.

- To jest jakiś kolejny test, tak? - Harry miał czasami dość tych podchodów.

- Nie, ja tylko... - Tom przerwał. Żaden z nich nie miał dość odwagi, by powiedzieć to, o czym oboje myśleli. - Do zobaczenia w sobotę, Harry.

Tom odwrócił się na pięcie i zaczął schodzić po schodach.

Harry nie wytrzymał i pobiegł za nim.

- Tom. - Chłopak uczepił się pleców Riddle'a tak, jakby już nigdy mieli się nie zobaczyć, prawie zrzucając go przy tym ze schodów.

Riddle odwrócił się i wyjątkowo posępnie spojrzał na Harry'ego.

- Nie martw się. Wrócę. - Po tych słowach pocałował go w czoło i wyszedł.

Szczerze powiedziawszy, Harry nie tego się spodziewał.

Pierwszy raz życiu nie był zadowolony, że musi spędzić wakacje w Norze. Oczywiście wiedział, że nie będzie tam siedział do końca sierpnia. Chciał tylko poczekać do swoich urodzin, a potem uciec. Doszedł do wniosku, że nie będzie to takie trudne, bo przecież wszyscy byli zajęci weselem i nikt nie zwracał większej uwagi na jego zachowanie.

Jedyną rzeczą, która nieco go ożywiła, była wizyta ministra z testamentem Dumbledore'a. Harry nie widział co prawda większego sensu w podarowaniu mu starego znicza, ale mimo to wspomnienie dyrektora nieco go krzepiło. Najbardziej zdziwiła go jednak kartka, którą wręczył mu Scrimgour. Pieczęć na kopercie była złamana, co oznaczało, że zapewne specjaliści z ministerstwa już czytali tą wiadomość, jednak Harry'go nie to zaskoczyło. W środku znajdowała się pojedyncza kartka, na której Dumbledore napisał swoim pochyłym pismem tylko kilka słów „Każdy może się mylić, każdy może się zmienić". Czyżby dyrektor jednak wiedział o Tomie? A może miał na myśli kogoś zupełnie innego? Harry nie potrafił tego odgadnąć.

W dzień ślubu wypił eliksir wielosokowy i udawał kuzyna Rona. Przez cały czas starał się mieć pod kontrolą swój plecak, leżący pod stołem. Nie miał nastroju do zabawy, ale starał się tego nie okazywać. Przynajmniej Ron i Hermiona wydawali się dobrze bawić.

Nie przewidział, że jak zwykle coś pójdzie nie tak. Gdy na środku sali pojawił się patronus Kingsleya, Harry wstrzymał oddech. Zdążył tylko chwycić swój plecak, zanim ktoś go pociągnął i wszystko poczerniało.

Po chwili stał na jakiejś nieznanej ulicy, a obok niego stali Ron i Hermiona.

Niech to szlag!, pomyślał Harry gorączkowo. Teraz się ich nie pozbędę!

Nie zwracał większej uwagi na to, dokąd idą. Nie słyszał, co jego przyjaciele mówią. Dopiero atak śmierciożerców przywrócił mu jasność umysłu. Nie mogli tu zostać. Musieli się ukryć. Gdzie? Oczywiście wiedział gdzie. Grimmauld Place było przygotowane na ich przybycie. Na jego przybycie. Miał cichą nadzieję, że będzie mógł w końcu sam zacząć szukać horkruksów. No dobrze, z Tomem. Ale Ron i Hermiona nie byli potrzebni. Z drugiej strony nie mógł ich tak zostawić. Byli jego przyjaciółmi. Może czasami trochę go irytowali, ale nie mógł ich zostawić w tej krytycznej sytuacji.

Zaproponował na głos, że powinni udać się do domu Syriusza. Do jego domu. Pozostała dwójka chętnie się zgodziła, a Harry tylko się modlił, by Tom nie chodził po korytarzu. Oczywiście mógłby udać, że to tylko jego znajomy, mógłby nawet powiedzieć, że to jego chłopak, dla świętego spokoju, ale wątpił, by Hermiona i Ron w to uwierzyli.

Na szczęście, gdy weszli do ponurej kamienicy przy Grimmauld Place, Harry nie usłyszał żadnych dźwięków świadczących o czyjejś obecności. Początkowo poczuł ulgę, ale po chwili zaatakował go strach – gdzie w takim razie był Tom? Mieli się przecież spotkać w sobotę. Co mogło go zatrzymać? Harry przypomniał sobie Dumbledore'a i jaskinię – co, jeśli Tom został zaatakowany albo pozbawiony zmysłów? Chłopak wymówił się zmęczeniem i szybko poszedł do pokoju Syriusza, który wcześniej polecił przygotować Stworkowi.

Późno w nocy zapadł w niespokojny sen, w którym widział niepokojące obrazy śmierciożerców, Voldemorta, krwawych walk, pojedynków. Nie chciał krzyczeć, bo bał się, że ktoś może go zauważyć, ale bez Toma przy boku czuł się bezbronny.

- Harry, obudź się. - Usłyszał jakiś głos przy uchu. - Harry, wróciłem.

Wróciłem? W takim razie to musi być...

Chłopak otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. Tom stał pochylony nad jego łóżkiem i wyglądał na zupełnie zdrowego. Poczuł ulgę, widząc go w dobrym stanie.

- Mam coś dla ciebie - uśmiechnął się Riddle, wręczając Harry'emu pudełko owinięte czerwonym papierem.

Harry pomyślał, że to prezent urodzinowy i powiedział:

- Nie musiałeś, urodziny to nic takiego.

- Najpierw otwórz, później będziesz dziękował - stwierdził tajemniczo Tom, siadając na krawędzi łóżka i patrząc na Harry'ego z rozbawieniem.

Chwycił pudełko i delikatnie nim potrząsnął. Usłyszał ciche gruchotanie. W środku z pewnością nie było książek, co go ucieszyło. Może kolejny zegarek? Nie wiedział, co jest w modzie jako prezent urodzinowy. Ostrożnie odwinął kokardę i rozdarł błyszczący papier. Otworzył wieczko i spojrzał na zawartość pudełka z konsternacją.

Na dnie leżały jakieś graty. W dodatku wszystkie uszkodzone. Czy to był jakiś głupi żart? Po co mu zepsuty naszyjnik i równie zdruzgotana czara? I damska tiara?

Moment, czy to może być...

- Powiedziałeś, że nie zniszczysz wszystkich sam! - syknął oburzony.

- Nie zniszczyłem wszystkich - zauważył Riddle. - Jest jeszcze wąż...

- I dwa inne horkruksy, o których mówiłeś, prawda?

- Nie martw się o nie - uciął szybko Tom nieco zdenerwowanym tonem. - Mam już plan.

- Skoro tak twierdzisz... Ale co z wężem?

- Och, to dość proste... Musisz wyzwać Voldemorta na pojedynek - odpowiedział Riddle takim tonem, jakby mówił o pogodzie.

- Pojedynek? Ale przecież...

- Chodzi tylko o to, by zabić węża, Harry.

- No dobrze - zgodził się niechętnie. - Ale jak mam się skontaktować z Voldemortem?

- Coś wymyślimy. Ale tymczasem wrócę do pamiętnika. Nie mogę tak po prostu chodzić sobie po domu teraz, kiedy są tu twoi znajomi.

- Ale Tom... - zaczął Harry. - Wolałbym, żebyś...

- Szszsz... - uciszył go Riddle i rozpłynął się w powietrzu.

Jak tak dalej pójdzie, to nauczę się gotować.

Czyżby panna Granger nie grzeszyła talentem kulinarnym? Wydawałoby się, że powinna potrafić korzystać z książki kucharskiej.

Czasami mam wrażenie, że wolałbym znowu spróbować kamiennych ciasteczek Hagrida.

Wolałbym, żebyś miał wszystkie zęby, kiedy znów się zobaczymy.

A kiedy to nastąpi? Siedzimy tu już bezczynnie dwa tygodnie.

Bezczynnie? Co właściwie robią teraz panna Granger i pan Weasley? Jeśli będziesz zbyt często do mnie pisywał, w końcu to zauważą.

Chyba już zauważyli.

Harry, rozumiem, że nie potrafisz mi się oprzeć, ale wolałbym, żebyś nie wystawiał siebie i mnie na niepotrzebne niebezpieczeństwo.

Tom, zauważ, że od czasu, kiedy tu mieszkamy, ani razu do mnie nie przyszedłeś. Obraziłeś się o coś?

Chcę Cię tylko chronić.

Przed kim?

Tom?

...

- Co robisz, Harry?

Chłopak podskoczył, kiedy przyjaciółka zaszła go od tyłu. Błyskawicznie zamknął dziennik i miał nadzieję, że dziewczyna go nie zauważyła.

- Och, co to? - Hermiona wyciągnęła dłoń i Harry wstrzymał oddech. Zobaczyła dziennik. Za nic nie mogła go dostać w swoje ręce.

Dziewczyna była jednak zaskakująco szybka i po chwili uważnie oglądała zeszyt, a Harry nie miał pojęcia, jak do tego doszło. Hermiona z zainteresowaniem przekartkowała pożółkłe strony i przeczytała napis na tylnej okładce:

- Tom Marvolo Riddle. To twój pseudonim? - roześmiała się.

Harry ledwie się powstrzymał, by nie odetchnąć z ulgą.

- Tak, coś w tym rodzaju.

- Piszesz książkę? - Dziewczyna oddała mu dziennik, a on natychmiast mocno go chwycił, nie zauważając nieco zdziwionego spojrzenia Hermiony.

- Książkę? Nie... To bardziej coś jak dziennik.

- Dziennik? - zdziwiła się. - Przecież jest zupełnie pusty... Och, rozumiem, pewnie go zaczarowałeś?

- Tak - podchwycił tę wymówkę. - Wolałbym, żeby nikt nie czytał moich przemyśleń.

Jeszcze tego by brakowało, westchnął.

- Wcale ci się nie dziwię, Harry, ale pamiętaj, że jeśli chciałbyś o czymś porozmawiać, to zawsze możesz na mnie liczyć. - Dziewczyna skierowała się w stronę biblioteczki. - Mógłbyś mi pomóc? Chciałabym zabrać kilka książek do kuchni, tam jest cieplej, no i nie trzeba patrzeć na to drzewo rodowe. - Wskazała ścianę z genealogią szlachetnego rodu Blacków.

Harry skinął głową i pospieszył jej z pomocą. Już mieli wychodzić z pokoju, kiedy Hermiona zatrzymała się w pół kroku i zapatrzyła się na coś na ścianie.

- O, już rozumiem - roześmiała się. - To stąd zabrałeś to imię, prawda? - Pokazała coś palcem.

Chłopak podążył spojrzeniem we wskazanym kierunku i zamarł.

Na jednej z gałęzi rodowego drzewa widniał zupełnie wyraźny napis Tom Marvolo Riddle.

Mruknął pod nosem coś niezrozumiałego, co mogło oznaczać zarówno potwierdzenie, jak i zaprzeczenie, po czym szybko wyszedł z pokoju.

Być może gdyby pozostał w nim chwilę dłużej, zastanowiłoby go badawcze spojrzenie Hermiony, którym śledziła całą ścianę i nagły przebłysk olśnienia w jej oczach.

...

Wiem, kim jesteś.

Panna Granger, jak sądzę?

Och, tak. To ja.

Jak się domyśliłaś?

Harry od dwóch lat nie chodzi nigdzie bez dziennika, a ostatnio stał się wręcz jego obsesją. Dlaczego ja Ci to w ogóle mówię?

Bo domyśliłaś się nie tylko tego, kim jestem, prawda?

To Ty powstrzymałeś dziedzica Slytherina, kiedy byliśmy w drugiej klasie.

Jak myślisz, dlaczego?

Dla Harry'ego.

A jak to zrobiłem?

Przecież to Ty jesteś dziedzicem Slytherina.

Czasami żałuję, że Harry nie jest taki domyślny.

Uznałabym to za komplement, gdyby nie to, że wiem, kim jesteś.

Co jeszcze o mnie wiesz?

Podejrzewam, że to Ty zaczarowałeś koty w gabinecie Umbridge. I to Ty trenowałeś Harry'ego. Dlatego tak dobrze sobie radził w szkole.

Racja. Ale dlaczego ja to robię?

Sama nie wierzę w to, co mówię, ale... Ty go kochasz.

Dziesięć punktów dla Gryffindoru.

Zabijesz mnie, prawda?

Harry będzie wściekły...

ale i tak to zrobisz.

Muszę. Nie mam wyboru. Inaczej nigdy się od ciebie nie uwolnimy.

Nie porozmawiasz najpierw z Harrym? Gdzie on właściwie teraz jest?

Wysłałam go do sklepu razem z Ronem. Tuż przed wyjściem celowo wylałam mu kawę na spodnie i tak udało mi się zdobyć ten dziennik.

Chytrze.

Dlaczego jeszcze tu jesteś? Myślałem, że masz zamiar mnie zabić. Czyżbyś nie potrafiła, Hermiono Granger?

To nie tak. Po prostu wiem, że Harry będzie wściekły.

Nie wiem, czy to odpowiednie słowo. Ja powiedziałbym raczej, że będzie załamany.

Co ty sugerujesz? Przecież Harry...

Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że Ty i Harry...

Tak?

Czy was coś łączy?

Widzisz, jak łatwo Cię zwiodłem? Nie nadajesz się na mordercę.

Jesteś oszustem i gnidą.

Być może. Mam nadzieję, że przez to nie będziesz mnie torturować przed śmiercią. Czy Ty w ogóle wiesz, jak mnie zniszczyć?

Kłem bazyliszka, który znalazłam w szafce nocnej Harry'ego. Zapewne to Ty go tam przyniosłeś.

Jesteś naprawdę bystra.

Czy mam mu coś powiedzieć?

Harry'emu? Nic nie wyrazi tego, co chciałbym mu powiedzieć.

Jesteś pewien?


AN: Mam nadzieję, że wszyscy płaczecie. A Wielki Finał dopiero nadchodzi.

Co do Toma i rodu Blacków - jak wiadomo, wielkie czystokrwiste rodziny często były ze sobą spokrewnione, więc niewykluczone, że było tak również w przypadku Blacków i Gauntów.