~~Nie zapomnij mnie~~

Epilog

Poczuł światło pod powiekami, zanim jeszcze zdążył otworzyć oczy. Nie było mu ani zimno ani ciepło. Nie czuł nic.

Otworzył oczy. Gdzie był? Wokół rozciągała się tylko srebrzysta mgła, w powietrzu unosił się rozświetlony kurz.

Nagle dostrzegł coś nieopodal. Małe, brzydkie ciałko, całe we krwi. Czy chciał mu pomóc? Dziwił się, że zadaje sobie takie pytania. To coś - nie potrafił określić ciała słowem "dziecko" - wydawało z siebie przeciągłe, przeszywające jęki, jakby umierało. Harry nie czuł jednak żadnej potrzeby, by je uratować.

- Harry - Ktoś za jego plecami wezwał go po imieniu.

Czy to możliwe?

Ale czy to oznaczało, że... nie żyje?

Kto by się tym przejmował.

Odwrócił się szybko i stanął twarzą w twarz z Tomem. Ten ostatni nie wyglądał jednak na zachwyconego.

- Co ty tu robisz, Harry? - zapytał tonem wyrażającym głęboką dezaprobatę.

- Podejrzewam, że nie żyję - odpowiedział głupio chłopak, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Z pewnością nie trafił do piekła.

- Ale dlaczego ty nie żyjesz? - Tom zaczynał się irytować. - To nie tak miało wyglądać...

- Nie tak? - zdziwił się Harry. - Nie cieszysz się, że tu jestem?

- Nie to miałem na myśli, Harry... - zaprzeczył Riddle, widząc rozczarowanie na twarzy chłopaka. - Ale to nie ty miałeś umrzeć, tylko horkruks.

- O czym ty mówisz, Tom? Jaki horkruks?

- Harry, to ty byłeś ostatnim horkruksem - odpowiedział Tom, starają się panować nad głosem.

Chłopak spojrzał na niego ze zdziwieniem. Czy śmierć ostatecznie pomieszała jego niezrównoważonemu przyjacielowi w głowie? Przecież ustalili, na ile kawałków Voldemort podzielił swoją duszę... Nagle przypomniał sobie dziwne wykręty Toma, kiedy pytał o horkruksy. Zerknął na zakrwawione... ciało na podłodze i cała teoria nabrała pewnego sensu. Był horkruksem.

Czy to dlatego tak dobrze się rozumieliśmy?, pomyślał z zaniepokojeniem. Przecież w pewnym sensie byliśmy tą samą osobą.

- Czy ja naprawdę nie żyję? - zapytał, wyciągając rękę w kierunku Toma. Poczuł ciepło jego dłoni. Czy umarli nie powinni być zimni?

- Nie jestem pewien, Harry.

- Ale ja chcę nie żyć! - wybuchnął nagle chłopak, co wywołało śmiech Riddle'a. Harry słyszał go po raz pierwszy od kilku tygodni i pomyślał, że warto było umrzeć. - Gdzie my w ogóle jesteśmy?

- Miałem zapytać o to samo - uśmiechnął się Tom. Nadal trzymał w uścisku dłoń Harry'ego.

Chłopak rozejrzał się z uwagą po tajemniczym miejscu.

- Wygląda jak dworzec kolejowy - stwierdził po chwili zastanowienia. - Jak myślisz, co mogę... Co możemy teraz zrobić?

- Może złapać pociąg? - zaproponował Tom.

- Mogę ich tam zostawić? - Harry pomyślał o przyjaciołach, którzy zostali po drugiej stronie. - Wiedzą, że mają zabić węża.

- Nie mogę decydować za ciebie - odpowiedział Riddle, puszczając Harry'ego i odsuwając się o kilka kroków.

Chłopak od razu poczuł się tak, jak przez ostatnie tygodnie. Był sam. Czy jeśli wróci, to coś się zmieni? Szczerze w to wątpił. Mógł pokonać Voldemorta, zakończyć wojnę, ale co to by dało jemu samemu? Nie sądził, by potrafił jeszcze kogoś... Ale co, jeśli Tom go tutaj nie chciał?

- Kocham cię - powiedział nagle Harry, patrząc na Riddle'a wzrokiem pełnym oczekiwania.

Nim minęła sekunda, Tom stał tuż przy nim, patrząc na niego w bardzo niepokojący sposób.

Harry nie miał czasu się nad tym zastanawiać, bo Tom zachłannie go objął, szukając przy tym jego ust, jakby chciał nadrobić cały stracony czas. Pomiędzy kolejnymi pocałunkami Harry zdołał usłyszeć tylko kilka słów, wypowiedzianych tym znajomym, nieco kpiącym tonem:

- Myślałem, że już się nie doczekam.

- Chciałem zabrać ten sekret do grobu - odpowiedział Harry z uśmiechem.

Śmierć była całkiem przyjemnym stanem.

KONIEC


AN: Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali "Nie zapomnij mnie", a w szczególności tym, którzy pozostawili po sobie ślad (często nie jeden) i popędzali mnie do szybszego dodawania kolejnych rozdziałów. Mangha, Unda, Suremia, zubatek, Karen-0, Mahakao, Jukira - bez Was zapewne nigdy nie skończyłabym poprawiania polskiej wersji, nie mówiąc już o jej opublikowaniu, dziękuję! :)