Dni mijały coraz szybciej. Zbliżały się egzaminy, siedziałem więc w książkach częściej niż zwykle. Czasami towarzyszył mi Blaine, z czego jednak szybko zrezygnował – kiedy był w pobliżu, nie było mowy o nauce. Dyskutowaliśmy o wywiadzie z tą, a to tamtą w najnowszym Vogue'u, naszych ulubionych serialowych parach, albo po prostu o tym jak nam minął dzień. Wszystko wskazywało na to, że plan „Przyjaźń" zaczyna się sprawdzać, co było nie do pomyślenia dla dziewczyn z New Directions. Spotkałem się z nimi pewnego wieczoru czując, że coraz bardziej je zaniedbuję. Zazwyczaj widywałem się tylko z Mercedes, w końcu to za nią tęskniłem najbardziej. Nie mogłem jednak zapomnieć o reszcie.
Opowiedziałem im o rozmowie z Blainem pomijając część o Karofskym. Wspomniałem jedynie, że byłem smutny, a Blaine był na tyle miły, że został ze mną całą noc. Nie przewidziałem jednak, że to ostatnie zdanie wywoła tak ognistą dyskusję.
- Usiłujesz nam wmówić, że siedząc przez całą noc z chłopakiem, którego majtki śnią ci się po nocach, prowadziliście tylko słodką rozmową? – spytała Santana unosząc brwi. – Zdążyłabym zaliczyć jego i jeszcze pół internatu.
- Ja też, gdyby nie to, że rodzice odłączyli mi cały komputer przez złe sprawowanie. – powiedziała Brittany z właściwym sobie urokiem. – Nakryli Kena i Barbie w łóżku i nie chcieli mi uwierzyć, że nie miałam z tym nic wspólnego.
Zapadła niezręczna cisza.
- Internat, nie Internet, Brit. Nie mam siły komentować reszty. – powiedziała w końcu Santana wywracając oczami. Znów spojrzała na mnie. – Lubisz go, on lubi ciebie. Tak ciężko było rzucić go na łóżko? Nie wmówisz mi, że nie miałeś na to ochoty. Zresztą, Mercedes opowiadała nam jak on na ciebie patrzy. Gapi się na twoje usta, kiedy mówisz. Czego jeszcze potrzebujesz, pierścionka zaręczynowego?
- Nie chodzi o to, żebyś szedł z nim do łóżka, to nie jest najważniejsze. – powiedziała Mercedes ignorując niedowierzające spojrzenie Santany. – Boję się jednak, że obydwaj możecie przegapić ostatni zjazd z autostrady przyjaźni i krążyć po niej przez wieczność.
- Dokładnie. Tak było ze mną i Charliem. – westchnęła Rachel, która jak mi się dotychczas wydawało, zdecydowała się na milczenie zbyt zajęta posyłaniem Santanie wrogich spojrzeń. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. – No co? Aż tak trudno uwierzyć, że miałam przyjaciela, który…
- TAK. – odpowiedzieliśmy chórem.
- Nie zgodzę się z dziewczynami. – powiedziała szybko Quinn w obawie, że Rachel zdecyduje się na kontynuowanie historii. Zignorowała jej urażone spojrzenie. – Nie powinno się przyspieszać pewnych rzeczy, a ja jestem chodzącym na to dowodem.
Uniosłem brwi.
- Chyba nie chcesz mi wmówić, że jeżeli zacznę chodzić z Blainem, zajdę w ciążę? Bo jestem całkiem pewien, że jedynie Brittany potrzebuje wyjaśnienia jak to wszystko działa.
Quinn wywróciła oczami.
- Wiesz o co mi chodzi. Choć… Zabezpieczanie się jest ważne. – powiedziała patrząc na resztę dziewczyn. – I nie wmówicie mi, że to banał.
- Quinn ma rację. Przypomniał mi się pewien chłopak, z którym całowałam się jakiś czas temu. Jego ojciec też mówił coś o zabezpieczaniu się i alarmie antywłamaniowym. Swoją drogą, tamten gość całkiem nieźle całował. Ciekawe, co się z nim stało…
Po raz kolejny zapadła cisza, którą zdecydowałem się przerwać.
- To byłem ja, Brittany.
- Nie, jestem pewna, że on był chłopakiem.
Nie wiedziałem czy się obrazić, czy parsknąć śmiechem.
- Może jednak czekanie nie jest takim złym pomysłem? – spytała dotychczas milcząca Tina. – Wspominałeś, że praktycznie nic nie wiesz o jego przeszłości. Może warto pogrzebać głębiej, bo wiesz… czasami okazuje się, że pod pozorami leży sobie prawda, której nie można znieść. Zapełnij białe plamy na mapie, potem decyduj.
Zamyśliłem się. Warto było spróbować.
***
Złapałem Blaine'a zaraz po próbie Warblersów. Pod pretekstem pomocy w pracy domowej poprosiłem go, żeby poszedł ze mną do internatu. Czułem się idiotycznie nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że zachowuję się jak dziewczyna, która usiłuje zaciągnąć swojego chłopaka do łóżka.
Kiedy znaleźliśmy się w moim pokoju, wyciągnąłem podręcznik i wyjaśniłem, o co chodzi. Blaine zamyślił się i tłumaczył mi coś przez chwilę. Praktycznie go nie słuchałem, zbyt zajęty układaniem sobie w myślach tego, o co miałem go zamiar zapytać. Po pewnym czasie, zdałem sobie sprawę, że Blaine patrzy na mnie z rozbawieniem. Musiał milczeć już od dłuższego czasu. Wiedział, że myślami jestem daleko. Przeprosiłem go za roztrzepanie.
- Rozumiem, że teraz przejdziemy do rzeczy? – uniósł brwi. Biorąc pod uwagę niedawną rozmowę z dziewczynami, momentalnie pomyślałem o czymś zupełnie innym. Przeklinając w myślach Santanę, wykrztusiłem:
- Nie wiem, co masz na myśli.
Blaine roześmiał się.
- Kurt, masz wiele talentów, ale szpiegowanie i kłamstwo najwyraźniej się do nich nie zaliczają. Powód, dla którego mnie tu zaciągnąłeś nie ma nic wspólnego z pracą domową, prawda?
Dał mi chwilę na zebranie myśli. W końcu się odezwałem:
- Chciałbym… Niezręcznie jest mi o to prosić, ale… Muszę wiedzieć i… - Blaine cierpliwie słuchał mojej paplaniny. Nie drgnął mu ani jeden mięsień twarzy. - Znasz moją historię, wiesz o mnie praktycznie wszystko. Martwi mnie, że… ja nie wiem nic o tobie. Chciałbym spytać o parę spraw, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Och.
Tego się nie spodziewałem. Spojrzałem na niego pytająco. Potrząsnął głową.
- Nie, po prostu… Nie tego się spodziewałem.
„A czego?" – przeszło m przez głowę. Zdusiłem w sobie jednak chęć zgłębienia tematu, bojąc się do czego mogłoby to doprowadzić.
- Więc… Co chcesz wiedzieć?
Zamyśliłem się.
- Chciałbym wiedzieć jak tu trafiłeś. Wspominałeś, że… w dawnej szkole cię prześladowali, że uciekłeś.
Blaine pokręcił głową.
- To nie był prawdziwy powód.
- Więc…?
- Rodzinny dramat – uśmiechnął się słabo. – Można to tak nazwać.
Zaczynałem rozumieć. Teraz wszystko nabierało sensu. Przypomniały mi się jego słowa wypowiedziane tamtego wieczoru, kiedy odwiedził mnie w domu. Nawet nie wiesz jak cieszę się, że masz kogoś takiego. Kogoś, kto zawsze będzie stał za tobą murem, nieważne, co zrobisz.
- Czy twój ojciec… - zacząłem.
Blaine pokręcił głową i stanął przy oknie.
- Nie. Oczywiście, nie był szczęśliwy, ale… Nie miał z tym takiego problemu. Zawsze mnie wspierał.
Wziął głęboki oddech. Widząc jak ciężki jest dla niego ten temat, przeprosiłem mówiąc, że nie musimy o tym rozmawiać.
- Nie, Kurt. – powiedział Blaine. – W porządku. Wiem o tobie wszystko, a ty o mnie nic. Tak być nie powinno. Poza tym… Nikt nie zna całej historii. Powiedzmy, że to raczej ja służę ramieniem, sam rzadko się wypłakuję. Czas na zmianę.
Zamilkł na dłuższą chwilę. Czekałem cierpliwie obserwując jak powoli ból w jego oczach ustępuje tradycyjnej równowadze.
- Widzisz, w przeciwieństwie do ciebie, nie byłem jedynym dzieciakiem o odmiennej orientacji. Była też pewna dziewczyna, Ellen. Naprawdę śliczna. O ile ja nie miałem problemu z tym kim jestem, ona… - przerwał na chwilę patrząc w okno. – Powiedzmy, że sporo zajęło jej dojście do tego, że wcale nie pociągają jej chłopcy. Zanim zdała sobie z tego sprawę… chodziła z moim starszym bratem, Nickiem.
Słuchałem go uważnie. Nawet nie wiedziałem, że ma rodzeństwo. Zwróciłem też uwagę na czas przeszły i ton z jakim mówił o Ellen. Patrzyłem więc na niego z niepokojem. Ta historia miała mieć tragiczny koniec, czułem to. Blaine tymczasem kontynuował:
- Widzisz, o ile moi rodzice całkiem dobrze przyjęli wiadomość, że ich syn jest gejem, mój brat… Cóż, nie było mu łatwo przejść z tym do porządku dziennego. To znaczy… Oczywiście, zawsze coś podejrzewał, w końcu byliśmy braćmi. Nie mniej jednak, od tamtego dnia zaczął mnie unikać. Nasze rozmowy ograniczały się do zwykłych uprzejmości jak „Podałbyś mi sól?". Kiedy wszystko powoli zaczęło wracać do normalności, kiedy miałem już nadzieję, że znów staniemy się braćmi… - westchnął ciężko. – Ellen zerwała z Nickiem. Płacząc wyznała mu prawdę o sobie, błagała o wybaczenie zapewniając, że jest cudownym chłopakiem… ale po prostu nie może odwzajemnić jego uczuć. Nick nigdy się po tym nie pozbierał. Nawet nie wiesz jak ciężko było na nich patrzeć… Nie wiedziałem komu mam współczuć bardziej. Wieść o orientacji Ellen szybko rozniosła się po szkole, wkrótce więc stałem się jedyną osobą, na którą mogła liczyć. Była cheerleaderką i mimo, że nikt jej o to nie prosił, z własnej woli odeszła z drużyny. Opowiadała mi o wszystkich złośliwościach, jakie ją spotkały ze strony innych dziewczyn, a ja… Pomagałem jej przyzwyczaić się do życia na dnie towarzyskiej piramidy. Nick grał wtedy w drużynie footballowej, był rozgrywającym. Po zerwaniu czuł tak niesamowite upokorzenie, że jeszcze bardziej poświęcił się swojej dyscyplinie sprawiając, że nasza drużyna była praktycznie nie do pokonania. Byłem przekonany, że gdyby był jedynym zawodnikiem na boisku i tak rozniósłby rywali.
Blaine przerwał na chwilę. Zacisnął wargi, odwrócił się i patrząc mi w oczy powiedział:
- I wtedy się zaczęło.
Usiadł koło mnie ukrywając twarz w dłoniach. Po chwili jakby się otrząsnął i ciągnął dalej.
- Już wcześniej byliśmy dręczeni, coraz częściej dochodziło jednak do przemocy fizycznej. Większość tortur spadała na mnie. Nawet najwięksi szkolni prześladowcy mieli na tyle przyzwoitości, by za bardzo nie zaczepiać Ellen, bo była dziewczyną. Nie mogła się za to opędzić od wyzwisk, wyśmiewania się… Ja sam niejednokrotnie byłem popychany, wrzucany do śmietnika, kilka razy zepchnięto mnie ze schodów. Nie przeszkadzało mi to za bardzo, byłem przyzwyczajony. Ale Ellen nie. Nie podobało jej się, że robię z siebie ludzką tarczę. Robiła, co mogła, opatrując mnie, kiedy nie miałem odwagi iść do szkolnej pielęgniarki, pomagała tuszować siniaki. Pewnego dnia jednak dopadli także i ją. To właśnie wtedy na czele prześladowców stanął Nick.
Blaine spojrzał na mnie. Nie wiedziałem, co powiedzieć, więc kontynuował swoją opowieść.
- Początkowo świetnie sobie z tym radziła. Podziwiałem jej odwagę, siłę. Widzisz, kiedy radziłem ci, żebyś postawił się Karofsky'emu… Robiłem to dlatego, że sam tego nigdy nie zrobiłem. Pozwalałem, żeby robili ze mnie worek treningowy, ale Ellen… Nie poddawała się. Zawsze potrafiła wyjść z tego z podniesioną głową, nawet gdy wrzucali ją do śmietnika. Do tej pory nie wiem jak to robiła.
Położyłem mu rękę na ramieniu, co przyjął z niewyraźnym uśmiechem.
- Nie powiedziałem rodzicom o tym, co wyprawiał Nick. Tymczasem sprawy przybierały coraz gorszy obrót. Bywało tak, że wracając ze szkoły tłukł mnie ze swoimi kumplami niedaleko naszego domu.
- I nikt nie zauważył? Przecież twoi rodzice musieli widzieć siniaki i… rany.
Blaine roześmiał się smutno.
- Nick miał opanowane do perfekcji bicie mnie tak, by rany nie były widoczne. To znaczy… Miałem pełno siniaków na żebrach, ramionach. Ale zakrywałem je jak mogłem. Widzisz… Mimo wszystko, Nick był i wciąż zresztą jest moim bratem. Nie chciałem nikomu o tym mówić.
Uniosłem brwi. Zaskoczyła mnie jego postawa. Blaine znów się roześmiał.
– Ellen robiła dokładnie taką samą minę. Wielokrotnie chciała powiedzieć moim rodzicom, co jest grane, ale… Nigdy jej nie pozwoliłem. Kto wie? Może gdyby im o wszystkim powiedziała… - zamknął oczy. – Nie stałoby się to, co się stało.
Kiedy znów podjął opowieść, miałem wrażenie, że każde słowo boleśnie rani jego gardło. Nie patrzył na mnie, zupełnie jakby zapomniał, że tu jestem. Zrozumiałem, że ciągnie tę opowieść bardziej dla siebie samego niż dla mnie.
- Moje wspomnienia z tamtego dnia… Są tak świeże, jakby zdarzyło się to wczoraj. To był wyjątkowo ciężki piątek, Nick pokazał na co go stać. Ellen jak zwykle tylko się z niego śmiała mówiąc, że dręczenie jej, nie zwróci mu straconej dumy. Wtedy po raz pierwszy ją pobił. Pobiegłem po nauczycieli, ale… Jak zwykle stanęło na niczym. Kiedy rozstawałem się z Ellen po lekcjach, spojrzała na mnie ze łzami w oczach. Zapytałem ją, o co chodzi, ale ona roześmiała się tylko cicho mówiąc „Nigdy ci tego nie mówiłam, ale… Jeżeli czegoś żałuję, to tylko tego, że tak późno zdałam sobie sprawę z tego kim jestem. Dziękuję ci… Po prostu za wszystko." Potem odeszła. Patrzyłem jak idzie między samochodami, jej kucyk podskakiwał radośnie w rytm kroków. Wciąż robiła wrażenie, kilku chłopaków odprowadziło ją wzrokiem. Wtedy zobaczyłem ją po raz ostatni. – jego głos zadrżał lekko. Po raz pierwszy zobaczyłem Blaine'a tak roztrzęsionego. Tak jak powiedział… To raczej on pełnił rolę pocieszyciela.
- Była niedziela. – podjął znowu. - Obudziłem się wcześnie rano. Do tej pory nie wiem, co mnie zerwało z łóżka. Czasami tak już jest… Kiedy wydarzy się coś złego, czujesz to całym sobą. Zbiegłem na dół i… usłyszałem mamę rozmawiającą przez telefon. Płakała. Wszedłem do kuchni i spojrzałem na nią wyczekująco. „Tak, tak." – powtarzała. – „Boże… To niemożliwe." Znów zaczęła szlochać. Kiedy w końcu się rozłączyła… nic nie mówiła. Nie musiała. Wiedziałem, co się stało. Ja nie mogłem płakać, zrobiłem to dopiero wiele miesięcy później. Nie byłem na pogrzebie Ellen. Nie mogłem. Nie chciałem patrzeć jak cała szkoła korzysta z tego, że są zwolnieni z lekcji, nie dbając o to, że… ona naprawdę odeszła. Pamiętam, że moja mama długo nie mogła się otrząsnąć. Nie chodziło nawet o to, że uwielbiała Ellen, choć tak było. Bała się, że to mogło spotkać mnie.
Zamilkł. Zrozumiałem, że to jeszcze nie koniec historii, Blaine nie mógł jednak kontynuować. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem:
- Czy ona…?
Pokręcił głową.
- Nie. Nie popełniła samobójstwa, choć… Tak mówiono. Znaleźli jej ciało w niewielkim lasku, który znajdował się po drodze do jej domu. Wszyscy mówili, że się powiesiła, ale… - zacisnął wargi. – Ja w to nie wierzę. To znaczy… Wszystko by pasowało. Jej zachowanie, łzy, tamte słowa… Jakby się żegnała. Była jednak zbyt silna, żeby… nagle, ni z tego ni z owego, schować głowę w piasek. Początkowo podejrzewałem Nicka, ale… On sam wydawał się być zdruzgotany. W końcu zdałem sobie sprawę, że szukam winnego, żeby poczuć się lepiej. Przestałem więc zastanawiać się nad tym, co naprawdę się wydarzyło, bo wiedziałem, że nigdy nie przyniesie mi to ukojenia. Ellen odeszła. Musiałem się z tym pogodzić.
Westchnął tak ciężko, jakby na jego piersiach spoczął ciężar całego świata. Nie spuszczałem z niego wzroku.
- Po jej śmierci, tortury w szkole stały się dużo gorsze. Ale ja tego nie zauważałem. Nigdy nie dbałem o siebie, a… nie miałem już o kogo się troszczyć. Pewnego dnia, ojciec zobaczył jak Nick wrzuca mnie do śmietnika. To złamało mu serce. – głos Blaine'a się załamał. – Razem z mamą skonsultowali się z psychologiem, który dał im ulotkę Dalton. Nie wahali się. O to moja historia.
Siedzieliśmy w milczeniu. Byłem zbyt zszokowany by cokolwiek powiedzieć. Kiedy tylko poznałem Blaine'a, wiedziałem, że za jego przybyciem do Dalton kryje się jakaś mroczna historia. Ale na coś takiego nie byłem przygotowany. Byłem bliski łez, a Blaine… Był taki silny. Jakby ta opowieść dotyczyła kogoś innego. Chwilę zajęło mi zebranie myśli. W końcu powiedziałem:
- Kiedy opowiedziałem ci o Karofskym… Wiedziałem, że rozumiesz przez, co przechodzę. Powiedziałeś, że uciekłeś, nie postawiłeś się. Ale… Jak w ogóle coś takiego mogło ci przyjść do głowy? Moja historia przy twojej…
Zabrakło mi słów. Blaine gwałtownie zerwał się z łóżka. Nie był zdenerwowany, po prostu… Musiał pomyśleć. Znów stanął przy oknie i zaczął bębnić palcami po szybie. Nie był już smutny, ani zły. Wydawał się być zamyślony.
- Widzisz, dlatego właśnie nikomu o tym nie mówiłem. – powiedział w końcu. – Nie chciałem współczucia. Ja… Nie jestem osobą, której łatwo jest mówić o takich rzeczach. Wiele osób podziwia takich jak ja, mówią, że zajmujemy się problemami innych, mimo, że mamy własne. A to… Wcale nie jest nic bohaterskiego. Ja po prostu uciekam. Chciałbym być taki otwarty jak ty, Kurt. Móc rozmawiać o wszystkich kłopotach. I… Czuję, że to, że się z tobą spotykam naprawdę wychodzi mi na dobre. Widzisz, część Warblersów zna moją historię, ale… głównie z plotek, sam niewiele im powiedziałem. – znów się zamyślił. – Dlatego… dziękuję. Nie sądziłem, że kiedykolwiek się tak przed kimś otworzę.
Zapadła cisza. Echo słów Blaine wciąż wydawało się krążyć po pokoju. W końcu przesunął ręką po włosach i uśmiechnął się do mnie niewyraźnie.
- Musi ci być niezręcznie. Pierwszy raz widzisz mnie takiego. Ale… Właśnie o to chodzi. Nie zawsze byłem taki jak teraz – spokojny, opanowany, zawsze służący radą. Po śmierci Ellen… Miałem w sobie tyle gniewu… - pokręcił głową. – Pakowałem się w kłopoty, zacząłem odpychać ludzi. Był to jeden z powodów, dla którego rodzice zdecydowali się na Dalton. Później… wszystko poszło z górki. Nawet mnie samego zaskoczyło jak szybko się wpasowałem. Poznałem nowych ludzi, przestałem rozpamiętywać przeszłość. Chłopaki często pytali mnie o powód, dla którego się przeniosłem, ale jak już mówiłem wcześniej, udzielałem im wyłącznie krótkich odpowiedzi. Szybko zrozumieli, że nie ma sensu mnie o to pytać. Kiedy przestałem myśleć o całej tej historii, stałem się takim, jakim jestem teraz. Cała złość uleciała. Naprawdę ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi. Zacząłem myśleć, że może już nie umiem się denerwować czy martwić, że może się uodporniłem. Aż w końcu spotkałem pewnego chłopca, którego historia przypominała moją. Tak jak ja był dręczony w szkole, z tym, że on był w tym wszystkim sam. Bałem się, że może się to skończyć tragicznie, zwłaszcza kiedy dowiedziałem się o groźbach, liście z pogróżkami. Ale musiałem udawać dzielnego i dodawać mu odwagi, a on wierzył, że wiem, co robię, nazwał mnie raz nawet swoim mentorem. – spojrzał na mnie z uśmiechem. – I szczerze? Okazało się, że muszę się od tego chłopca sporo nauczyć.
Uniosłem brwi. Blaine roześmiał się widząc to. Wyraźnie miał lepszy nastrój.
- Zdajesz sobie sprawę, jak często to robisz?
Westchnąłem.
- Po prostu uważam, że bredzisz. Nie widzę powodu, dla którego miałbyś się czegoś od niego uczyć. Choć… w istocie, chłopiec ten jest cudem natury.
- Co nie zmienia faktu, że choć rzeczony chłopiec jest tutaj kawał czasu, wciąż jestem jedyną osobą, z którą przebywa. – posłał mi rozbrajający uśmiech. – Może warto zapoznać innych z tym cudem?
Spojrzałem na niego uważnie.
- Nie poznałeś jeszcze moich przyjaciół.
