- Dzisiaj wielki dzień – powiedziałem radośnie.
Blaine uśmiechnął się słabo. Przed chwilą rozległ się dzwonek obwieszczający koniec ostatniej lekcji, szliśmy więc powoli korytarzem nigdzie się nie spiesząc.
Widząc jego minę położyłem ręce na biodrach i uniosłem jedną brew do góry.
- Czyżbyś wątpił w swoją wygraną? Nie wydurniaj się.
Uśmiech się poszerzył.
- Jeżeli tak mówisz, to nie.
Roześmiałem się.
- Daj spokój. Obydwaj wiemy, że ten konkurs to czysta formalność. Wszyscy to wiedzą. Jesteś mistrzem solówek. Wgnieciesz ich w ziemię, a potem…
Chciałem powiedzieć coś jeszcze, kiedy poczułem jak coś z impetem uderza w moje plecy. Poleciałem na podłogę boleśnie tłukąc sobie łokcie i rozglądając się za napastnikiem, bądź innym powodem mojego upadku. Szybko zorientowałem się, że nie było to coś, lecz ktoś.
- Kurt, przepraszam, ale ukryj mnie, Jezu! On mnie zabije! – usłyszałem znajomy głos Roberta, który pomógł mi wstać, a następnie schował się za moimi plecami, jakby naprawdę była to wystarczająca kryjówka. Blaine przypatrywał się mu z rozbawieniem.
- Hej, wolniej. Kto cię zabije, Robert? – zapytałem obracając się w jego stronę pozbawiając go przy tym „schronienia". Zignorowałem dźwięk, jaki przy tym wydał.
- Ian. Zabije mnie. Zabije, zabije, zabije. A jak skończy, przywróci mnie do życia, żeby zabić znowu. Potem zadzwoni do naszej mamy, a ona zrobi to samo, zawsze brała jego stronę.
- Boże, coś ty mu znowu zrobił? – zapytał coraz bardziej rozbawiony Blaine.
- Och, no wiecie… Jutro są Walentynki. Ian zawsze jest bardzo samotny to w święto, nigdy go z nikim nie spędza, więc…
- O nie – mruknąłem. Domyślałem się, w którą stronę podąży teraz jego opowieść.
- …umówiłem go na randkę w ciemno.
- Robert… - jęknął Blaine.
- No co! Nie robertuj mi tu! Po prostu naprawdę się o niego martwię, okej? Zawsze jest taki samotny! Nie umiem go rozgryźć. Każda dziewczyna szuka faceta takiego, jak on, a on tymczasem robi wszystko, żeby nie dopuścić do jakiejkolwiek randki. Czasem żałuję, że nie jest gejem, nie wybrzydzałby tak – spojrzał na nas. – Bez urazy.
- Co to w ogóle za dziewczyna? – zapytałem.
- Och, nie jestem pewien. Wiem tylko, że mieszka w Limie. Może ją znasz.
Zamyśliłem się. Wyobraźnia natychmiast podsunęła mi obraz Iana na randce w ciemno z Lauren Zizes. Stłumiłem śmiech.
- Dobrze, że nigdy nie próbowałeś mnie z nikim swatać – podsumował Blaine. Przez twarz Roberta przemknął uśmiech tak szatański, że prawdopodobnie wystraszyłby samego Boga.
- Wszystko jeszcze przed tobą, Blaine!
Parsknął śmiechem słysząc jego jęk.
- Dobra. Pozwolisz, że uprowadzę ci na moment Kurta. Mam z nim kilka spraw do obgadania.
- ROBERT, POWYRYWAM CI WSZYSTKIE CHOLERNE KOŃCZYNY I POROZRZUCAM JE PO CAŁYM DALTON!
-…i całkiem przez przypadek przypomniało ci się o tym, kiedy zobaczyłeś Iana biegnącego w naszą stronę? – zachichotał Blaine.
- Zamknij się.
Robert chwycił mnie za ramię i przyspieszył kroku.
- Zatrzymaj go! Zobaczymy się na próbie Warblersów! – krzyknął jeszcze do Blaine'a, który w odpowiedzi parsknął śmiechem.
Ledwo za nim nadążałem, on jednak nie zamierzał się zatrzymać. Po chwili poczułem kłucie w boku. Widząc, że powoli mam dość, Robert zwolnił.
- Dobra. Chyba Blaine da sobie z nim radę.
- Gdzie w ogóle idziemy? – zapytałem.
- Na kawę – uśmiechnął się szeroko. – Naprawdę musimy porozmawiać.
***
Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Jak się okazało, Robert zazwyczaj nie pijał kawy, zamówił więc sobie tylko gorącą czekoladę. Kiedy zapytałem go o powód, odpowiedział tylko, że kiedyś próbował, ale nigdy nie kończyło się to dobrze. Był nadpobudliwy i bez kawy, a dodatkowa kofeina we krwi zamieniała go w (Jak sam powiedział) „zupełnie nieobliczalną maszynę do wnerwiania."
- O czym chciałeś porozmawiać? – zapytałem pełen najgorszych przeczuć.
Wyszczerzył zęby.
- Poza tematem „Klaine" – dodałem szybko.
Uśmiech zniknął jak zdmuchnięty płomień świecy
- Świnia – mruknął wyraźnie rozczarowany.
Westchnąłem.
- Jeżeli cię to jakoś pocieszy, nic się nie zmieniło. Wciąż jesteśmy…
- …beznadziejni – jęknął.
-…przyjaciółmi, ale to chyba dobrze – dokończyłem ignorując jego komentarz. – Kwaśny jesteś dzisiaj. Wszystko gra?
- Och, jak już mówiłem, nieco martwię o Iana, to wszystko. Walentynki to ciężki czas dla singli, niestety – jego wzrok powędrował ku tandetnym dekoracjom porozwieszanym na każdej wolnej przestrzeni. Coś mi przyszło do głowy.
- Mówiąc o samotności i Walentynkach… Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać.
Robert zamrugał kilkakrotnie i wziął głęboki oddech.
- Jakkolwiek doceniam zainteresowanie, mówiłem ci już…
Parsknąłem śmiechem.
- Nie, nie o to mi chodzi.
Westchnął z ulgą.
- To dobrze. Czułbym się niezręcznie odmawiając ci. Choć… W zasadzie jesteś całkiem seksowny, więc gdyby nie to, że nie jestem gejem, byłbym jak najbardziej zainteresowany. W sumie czułbym się źle z myślą, że jestem tylko zastępstwem za Blaine'a, ale…
Wywróciłem oczami.
- Bardzo śmieszne.
Robert puścił do mnie oko.
- Nie dąsaj się, piękny. O co chodzi?
Odchrząknąłem.
- Pamiętasz moją przyjaciółkę, Mercedes?
Skinął głową.
- Jasne.
Nie bardzo wiedziałem jak o to zapytać.
- Cóż… Widziałem to spojrzenie – zacząłem nieco niezręcznie.
- Jakie spojrzenie?
- Kiedy podawałeś rękę Mercedes.
Cisza.
- Wiesz… Obydwoje jesteście singlami…
Robert wytrzeszczył oczy.
- Ty myślisz, że ja…? – roześmiał się. – Och, Kurt. Cudownie, że zacząłeś obserwować ludzi, ale naprawdę powinniśmy popracować nad twoim wyciąganiem wniosków.
- Więc co to było? – zapytałem nieco skonsternowany.
- Po prostu… Nie pierwszy raz spotkałem Mercedes. Wtedy nie byłem jeszcze pewien, ale wydawało mi się, że skądś ją kojarzę. Teraz już się upewniłem, ale… Ona na pewno mnie nie pamięta.
- Kłamiesz.
Roześmiał się.
- Fakt. Droczę się z tobą. Ale wciąż, to nie to, co myślisz.
- Więc skąd…? – zacząłem, ale uciszył mnie gwałtownie.
- Dowiesz się jutro, nie marudź. Słyszysz? – zapytał i uśmiechnął się szeroko.
Chwilę zajęło mi zrozumienie, że ma na myśli radio.
- Słyszę. I?
- I? To The Cure! Uwielbiam ich!
Roześmiałem się.
- Nie wyglądasz jak typowy fan.
Wywrócił oczami.
- Nie trzeba mieć dziwnej fryzury i malować się czarną kredką do oczu, żeby lubić Curów, Kurt – oświadczył, a następnie, ku mojemu zaskoczeniu, wstał z krzesła i zaczął śpiewać.
I don't care if Monday's blue
Tuesday's gray and Wednesday too
Thursday I don't care about you
It's Friday, I'm in love!
Poczułem na plecach ciekawskie spojrzenia.
- Robert! – syknąłem. –Na litość boską, zaraz nas stąd wyrzucą!
Zignorował mnie. Zamiast tego chwycił moją rękę zmuszając mnie tym samym do wstania i śpiewał dalej.
Monday you can fall apart
Tuesday, Wednesday break my heart
Oh, Thursday doesn't even start
It's Friday, I'm in love!
Saturday, wait
And Sunday always comes too late
But Friday, never hesitate...
Zaczął tańczyć na około mnie. Ukryłem twarz w dłoniach. Kilka osób roześmiało się, jednakże wyglądało na to, że nikt nie zamierza nas stąd wyrzucić.
- Śpiewaj, Kurt! Wiem, że to znasz! – Robert roześmiał się głośno.
Poddałem się. Najwyraźniej na jego szaleństwo nie było lekarstwa. Nie mając innego wyjścia, dołączyłem do niego śpiewając:
I don't care if Mondays black
Tuesday, Wednesday - heart attack
Thursday, never looking back
It's Friday, I'm in love!
Zaczynałem się coraz lepiej bawić. Robert zauważywszy to uśmiechnął się tryumfalnie.
Monday, you can hold your head
Tuesday, Wednesday stay in bed
Or Thursday - watch the walls instead
It's Friday, I'm in love!
Saturday, wait
And Sunday always comes too late
But Friday, never hesitate!
Ku naszemu rozczarowaniu piosenka się skończyła. Ludzie naokoło nas zaczęli klaskać. Roześmialiśmy się.
***
Wchodząc do sali wyraźnie można było zobaczyć pewien podział. Po lewej stronie siedzieli Warblersi, którzy jak się domyślałem byli głównymi zwolennikami „buntu". Zrobiło mi się zimno, kiedy zobaczyłem jak wielu ich tak naprawdę jest. Zauważyłem wśród nich Charlesa, który uśmiechał się wyraźnie pewny siebie. Po prawej stronie zaś siedzieli ci, którzy byli po stronie Blaine'a lub po prostu nie wiedzieli jeszcze, na kogo zagłosować. Z rozbawieniem pomyślałem, że wszystko to przypomina jakiś naprawdę kiepski film wojenny. Razem z Robertem skierowaliśmy swoje kroki w prawą stronę. Kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim z Warblersów, Wes wstał.
- Przypominam zasady – powiedział. – Każdy z was może przystąpić do konkursu, ale musi wykonać piosenkę sam. Żadnych duetów, chórków - tylko wy i muzyka. Będziecie występować w kolejności alfabetycznej. Co do reszty osób… Macie do przyznania po jednym głosie. Osoba, która zdobędzie ich najwięcej, zaśpiewa na zawodach. Jakieś pytania?
Cisza.
- Powitajmy więc naszego pierwszego uczestnika, Blaine'a Andersona.
Uścisnął rękę Wesowi, który wnioskując z ruchu warg powiedział „Powodzenia stary", a następnie Blaine usiadł przy pianinie rozprostowując palce.
- Zdaję sobie sprawę, że to piosenka… Nie w stylu Warblersów, ale pomyślałem sobie, że wam się spodoba…- jego głos ucichł nieco. - A przynajmniej mam taką nadzieję.
Kilka osób wymieniło spojrzenia. Blaine zawsze wydawał się być taki pewny siebie, ale teraz jakby wszystko z niego uciekło. Wyraźnie wątpił w swoją wygraną. Niektórzy szeptali coś między sobą. Wszystko umilkło, kiedy w sali rozległy się radosne dźwięki, do których po chwili dołączył znany mi ciepły głos.
You're a falling star, You're the get away car.
You're the line in the sand when I go too far.
You're the swimming pool, on an August day.
And you're the perfect thing to see.
And you play it coy, but it's kinda cute.
Ah, When you smile at me you know exactly what you do.
Baby don't pretend, that you don't know it's true.
Cause you can see it when I look at you.
Zacząłem klaskać w rytm piosenki, a siedzący obok mnie Robert i Ian przyłączyli się do mnie szybko. Kilku Warblersów uśmiechnęło się również klaszcząc. Lewa strona sali nie skomentowała tego w żaden sposób.
And in this crazy life, and through these crazy times
It's you, it's you, You make me sing.
You're every line, you're every word, you're everything.
You're a carousel, you're a wishing well,
And you light me up, when you ring my bell.
You're a mystery, you're from outer space,
You're every minute of my everyday.
And in this crazy life, and through these crazy times
It's you, it's you, You make me sing
You're every line, you're every word, you're everything.
So, La, La, La, La, La, La, La
So, La, La, La, La, La, La, La
Razem z Robertem zerwaliśmy się z podłogi bijąc brawo. Występ był fenomenalny. Blaine uśmiechnął się lekko widząc naszą reakcję i po chwili usiadł koło mnie.
- Ulżyło mi. Przez chwilę naprawdę myślałem, że nie dam rady zaśpiewać.
Roześmiałem się.
- Ty? Co się stało z twoją przywódczą pewnością siebie, Blainie Andersonie?
Uśmiechnął się, ale nic nie powiedział. Wes wstał po raz kolejny, więc zwróciliśmy głowy w jego stronę.
- A więc następna osoba. Ian? Jesteś gotowy?
Zatkało mnie. Ian? Robert zmarszczył brwi. Spojrzałem na Blaine'a, ale ten nie wydawał się być zaskoczony.
- Wiedziałeś?
Skinął głową.
- Sam go namówiłem.
Nic nie rozumiałem. Robert najwyraźniej nie miał tego samego problemu, bo uśmiechnął się do siebie lekko i spojrzał ciężko na Blaine'a.
- Ty chcesz przegrać, prawda?
Blaine przyłożył tylko palec do ust wskazując głową na Iana, który przewieszał sobie właśnie gitarę. Musieliśmy odłożyć tę rozmowę na później.
Two jumps in a week
I bet you think that's pretty clever
Don't you boy?
Flyin' on your motorcycle
Watching all the ground beneath you drop
You'd kill yourself for recognition
Kill yourself to never ever stop
You broke another mirror,
You're turning into something you are not
Wszyscy zamarli. Głos Iana był tak przejmujący, że miałem wrażenie, iż przesącza się przez każde włókienko mojej duszy. Wyglądał tak zwyczajnie z gitarą i lekkim uśmiechem malującym się na twarzy, że wydawało się niemal niemożliwym, że tak cudowny dźwięk wypływa z tego ciała. Nie mogłem oderwać od niego wzroku. Kiedy w końcu mi się to udało, spojrzałem na Roberta, który uśmiechał się do siebie kręcąc głową.
Don't leave me high, don't leave me dry
Don't leave me high, don't leave me dry
Drying up in conversation,
You will be the one who cannot talk
All your insides fall to pieces,
You just sit there wishing you could still make love
They're the ones who'll hate you
When you think you've got the world all sussed out
They're the ones who'll spit at you
You will be the one screaming out
Don't leave me high, don't leave me dry
Don't leave me high, don't leave me dry
Cisza jaka zapadła po jego występie zdawała się ogłuszać. Po chwili jednak została przerwana przez okrzyki i brawa. Ian mrugał zszokowany, zupełnie nieświadom wrażenia, jakie wywarł swoim występem. Blaine wstał i poklepał go po plecach uśmiechając się od ucha do ucha. Kiedy Ian usiadł obok nas, Robert dał mu mocnego kuksańca w bok.
- Kretyn. Dlaczego nic nie powiedziałeś?
Uśmiechnął się lekko, podobnie jak Blaine nic nie mówiąc. Spojrzał na mnie. Zrozumiałem, że choć nawet Robert nie miał pojęcia, co w tamtej chwili działo się w mojej głowie, on jakimś cudem wiedział. Nachylił się w moją stronę.
- Doskonale wiesz– szepnął mi do ucha. – Blaine. I nawet się nie wahaj.
- Zagłosuję na najlepszego – odparłem.
Ian pokręcił tylko głową i uśmiechnął się po raz kolejny.
- Czas na ostatniego z naszych solistów… Mark Forrester.
- Ostatniego? To Charles nie występuje? – spytałem Blaine'a, który pokręcił głową w odpowiedzi.
- Nie jest tak utalentowany i doskonale o tym wie – powiedział po chwili. – Mark to jego najlepszy przyjaciel, więc powiedzmy, że reprezentuje jego interesy.
Widząc mój wyraz twarzy uśmiechnął się blado.
- Warblersi nie są tak zjednoczeni, jakby się wydawało, prawda?
Pokiwałem głową w zamyśleniu. Rozległa się muzyka.
Let's dance in style, let's dance for a while
Heaven can wait we're only watching the skies
Hoping for the best but expecting the worst
Are you going to drop the bomb or not?
Let us die young or let us live forever
We don't have the power but we never say never
Sitting in a sandpit, life is a short trip
The music's for the sad men
Can you imagine when this race is won
Turn our golden faces into the sun
Praising our leaders we're getting in tune
The music's played by the madman
Forever young, I want to be forever young
Do you really want to live forever, forever, forever
Forever young, I want to be forever young
Do you really want to live forever
Forever young
Some are like water, some are like the heat
Some are a melody and some are the beat
Sooner or later they all will be gone
Why don't they stay young
It's so hard to get old without a cause
I don't want to perish like a fading horse
Youth is like diamonds in the sun
And diamonds are forever
Forever young, I want to be forever young
Do you really want to live forever, forever, forever
Forever young, I want to be forever young
Do you really want to live forever, forever, forever.
Byłem nieco zaskoczony, bo występ był naprawdę dobry. Z pewnością dorównywał pozostałym. Spodziewałem się czegoś dużo gorszego. Wszyscy Warblersi bili brawo, ale widać było rozterki malujące się na ich twarzach. Na kogo zagłosować?
Spojrzałem na Blaine'a. Nasze oczy spotkały się na moment. Uśmiechnąłem się i ścisnąłem jego rękę.
- Będzie dobrze.
***
- Co oni tam tak długo robią? – mruknął poirytowany Robert.
Czekaliśmy na werdykt już kawał czasu. Pomyślałem, że jak na ironię losu, najmniej zdenerwowani byli uczestnicy. Blaine pogrążony był w rozmyślaniach. Wiedziałem jak wiele oznaczałaby dla niego utrata przywództwa, ale nie miałem pojęcia jak mógłbym go pocieszyć. Ian był zupełnie odprężony. Kiedy zapytałem go skąd bierze tyle spokoju, powiedział tylko, że po prostu wszystkie występy były świetne, więc każdy wynik go zadowoli. Mark zaś, podobnie jak Blaine, myślami był gdzieś bardzo daleko.
Nagle poczułem jak w kieszeni mundurka wibruje mi telefon. Wyciągnąłem go szybko.
„Mama i Burt robią dzisiaj kolację. Będziesz? Finn."
„Postaram się", odpisałem szybko.
Drzwi się otworzyły. Wszystkie głowy zwróciły się w stronę Thada, Wesa i Davida, których miny były zupełnie nieprzeniknione. Robert westchnął z frustracją. Wydawało mi się, że usłyszałem jego cichy pomruk:
- Cholerne sztywniackie maski.
Wes wymienił spojrzenia z Davidem i wziął głęboki oddech.
- Zacznę od tego, że ciężko było nam podjąć decyzję…
- Jaką decyzję? Wszystko, co mieliście zrobić to przeliczyć cholerne głosy… - mruknął Robert. Ian uciszył go jednym spojrzeniem. Wes tymczasem kontynuował.
- W każdym razie, już wiemy. Głównym głosem na zawodach będzie… - zrobił dłuższą pauzę.
- Och, daj spokój, Wes! Darowałbyś sobie! – nie wytrzymał Robert.
Wes zgromił go spojrzeniem i westchnął.
- Ian Dashwood!
Rozległy się oklaski. Wszyscy rzucili się na kompletnie oniemiałego Iana, do którego najwyraźniej niewiele docierało.
- To nie wszystko! – krzyknął David.
Wszystkie głowy obróciły się natychmiast w jego stronę.
- Ian zaśpiewa solo, ale jako, że wszystkie występy były tak dobre, zrobimy też piosenkę, w której zaśpiewa cała trójka.
Blaine zmarszczył brwi.
- Nie za późno na takie rzeczy? To dużo pracy.
Wes uśmiechnął się.
- Damy sobie radę. Czas na zmiany.
***
Bum, bum, łup, bum, bum, bęc, bęc, łup.
Perkusja. Najbardziej denerwujący instrument świata.
- Finn, naprawdę się cieszę, że rozwijasz się muzycznie, ale mógłbyś to robić trochę ciszej? – krzyknęła Carol.
Zasłuchałem się. Finn nie tylko grał. Wyraźnie słychać było jego głos wybijający się nieco ponad dźwięk instrumentu. Zaintrygowany poszedłem na górę. Stanąłem w drzwiach. Finn natychmiast przerwał.
- Jezu, stary! Ile razy mam ci mówić, żebyś pukał?
- Tyle razy, ile ja tobie – odgryzłem się. Ruchem głowy wskazałem na perkusję. – Nowe zadanie klubu?
- Niezupełnie. Potrzebowałem czegoś, żeby się… wyekspresować.
- Masz na myśli „wyrazić"?
- To nie ma czasownika od słowa „ekspresja"?
Nie skomentowałem tego. Westchnąłem tylko i opadłem na jego łóżko.
- Ciężki dzień w szkole?
- Coś w tym stylu.
Zauważyłem, że przygląda mi się uważnie. Znałem ten wyraz twarzy.
- Tak, wiem. Ja leżący w twoim łóżku to dla ciebie niezręczny moment.
- Nie, nie o to chodzi… Tym razem.
- Więc?
- Coś się stało?
Cisza.
- Chodzi o tego Blaine'a, tak?
Zamyśliłem się.
- Nie. W zasadzie nie – odpowiedziałem szczerze. - To był po prostu bardzo długi dzień.
Kiwnął głową ze zrozumieniem.
- Pamiętasz jak rok temu, kiedy byłem strasznie zdołowany całą tą aferą z dzieckiem, kazałeś mi wyobrazić sobie małą dziewczynkę na widowni?
„Czego się nie robiło dla miłości", przeszło mi przez głowę.
- Tak, pamiętam.
- Więc… Chciałbym ci jakoś pomóc. Wybacz, stary, ale nie będę z tobą rozmawiał o… - zaczął machać rękami najwyraźniej próbując wyrazić nimi to, na co nie mógł znaleźć słów. Moje brwi powędrowały w górę. -…twoich miłosnych problemach z Blainem czy kimkolwiek innym, ale mogę zrobić dla ciebie to samo, co ty dla mnie wtedy. Zaśpiewaj wszystko to, co chcesz mu powiedzieć, zupełnie jakby cię słuchał.
- Chyba nie ma na to odpowiedniej piosenki – powiedziałem z powątpiewaniem.
Finn uśmiechnął się szeroko. Wyraźnie czekał, kiedy to powiem.
- Jest jedna rzecz, której nigdy nie doceniałeś. I jako twój brat zamierzam wywrócić twoje poglądy do góry nogami.
Posłałem mu pytające spojrzenie. Uśmiechnął się.
- Przyglądałeś się kiedyś plakatom w moim pokoju?
***
- Gotowy?
Jęknąłem.
- Finn, to chyba nie jest najlepszy…
- Klasyczny rock pomógł już raz, pomoże i teraz – przerwał mi bezceremonialnie.
- Ta muzyka… To nie jestem JA. Klasyczny rock mógł pomóc tobie, ale mój świat to musical i…
- Boisz się, że nie dasz sobie rady?
Wywróciłem oczami.
- Nie ma piosenki, której nie dałbym rady. To po prostu jest…
Puścił podkład kompletnie ignorując moje dalsze protesty. Ścisnąłem mocniej kartki z nutami, które przed chwilą wydrukowaliśmy. Zdążyłem się już osłuchać z piosenką.
Shed a tear 'cause I'm missin' you
I'm still alright to smile
Boy, I think about you every day now
Finn skrzywił się nieco słysząc zmieniony tekst, ale był to jedyny komentarz z jego strony. Muzyka grała dalej.
Was a time when I wasn't sure
But you set my mind at ease
There is no doubt
You're in my heart now
Said, boy, take it slow
It'll work itself out fine
All we need is just a little patience
Said, sugar, make it slow
And we'll come together fine
All we need is just a little patience
Czułem obecność Blaine'a, choć wcale go tu nie było. Zamknąłem oczy. Tak. Blaine tam był. Na jego twarzy gościł ten sam uśmiech, który tak kochałem, a który jednocześnie doprowadzał mnie do szaleństwa. Mój głos stał się nieco mocniejszy.
I sit here on the stairs
'Cause I'd rather be alone
If I can't have you right now
I'll wait, dear
Sometimes I get so tense
But I can't speed up the time
But you know, love
There's one more thing to consider
I've been walking these streets at night
Just trying to get it right
It's hard to see with so many around
You know I don't like being stuck in a crowd
And the streets don't change but maybe the name
I ain't got time for the game
'Cause I need you
Yeah, yeah well I need you
Oh, I need you
Whoa, I need you
Uśmiechnąłem się lekko.
- Nie było tak źle.
- Szczerze mówiąc myślałem, że zepsujesz tę piosenkę – widząc moją minę momentalnie się poprawił. – To znaczy… Nie sądziłem, że to styl dla ciebie. Ale w zasadzie brzmiałeś całkiem nieźle.
- Dzięki. Chyba.
Zapadło niezręczne milczenie.
- Powinieneś mu to zaśpiewać – powiedział w końcu Finn.
Roześmiałem się.
- Nie w tym wcieleniu.
- Poważnie.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Obawiam się, że minie jeszcze sporo czasu, zanim zdecyduję się zaśpiewać mu o tym, co czuję. Jeszcze nie teraz.
Finn odchrząknął. Wyraźnie miał ochotę coś powiedzieć, ale nie wiedział jak się za to zabrać. Czekałem cierpliwie.
- Jutro są Walentynki. Szkoda by było zmarnować taką okazję.
Kolejny uśmiech.
- Wiesz, Finn… Myślę, że zrobię to po swojemu.
