Rozdział 2

Wróciła wieczorem. Severus nie wiedział, co powiedzieć. Kiedy kłócili się w przeszłości, kończyło się to zawsze tym, że jedno z nich wypadało jak burza z pokoju. Później, to ona odszukiwała go, wdrapywała się na jego kolana i mówiła jak to bardzo go kocha, mimo iż był niemożliwy i straszliwie wredny. Lub to on ją znajdywał, skradał się i całował w szyję, szepcząc, że ją uwielbia nawet, jeśli zachowała się nierozsądnie i głupio. Ale dziś nie było tej ciepłej i przyjacielskiej atmosfery, nie śmiali się z tych absurdalnych rzeczy, o które się pokłócili, nie było także tych delikatnych pocałunków w ramach przeprosin. Po raz pierwszy w swoim życiu to on będzie musiał powiedzieć to jedno słowo – „przepraszam". Nie wiedziałaby, że to słowo tak naprawdę ma dla niego tak wielkie znaczenie, gdyby go tym razem nie wypowiedział.

- Nie powinienem był mówić niektórych rzeczy, które powiedziałem dziś rano - powiedział po nalaniu obojgu filiżanki herbaty.

- Tylko niektórych z nich? - zapytała drwiąco.

- W porządku, większości z nich - rzekł zirytowany.

Zdawała się być kompletnie zdeterminowana, by uczynić to dla niego jeszcze trudniejszym niż było w rzeczywistości. Nie żeby miał jej to za złe. Wpatrywała się w niego.

- Przepraszam - powiedział po kilku chwilach niezręcznego milczenia.

- Przyjmuję przeprosiny. Rozmawiałam dzisiaj z profesor McGonagall i czuję się trochę lepiej w związku z całą tą sytuacją.

- Co powiedziała tobie Minerva? - zapytał ostrożnie, pragnąc w głębi duszy, by nie rozmawiała z tą starą kobietą. Sam Salazar mógł tylko wiedzieć, co ona mogła nagadać Hermionie.

- Powiedziała, że choć wydajesz się być przykry to tak naprawdę wielbisz ziemię, po której stąpam - powiedziała.

Czy ona naprawdę tak o nim powiedziała? - zastanawiał się, czy jego emocje są rzeczywiście tak przejrzyste, był pewny, że bardzo dobrze je ukrywa, ale najwyraźniej McGonagall była w stanie odczytać każdy jego nastrój.

- Czy ona tak właśnie ci powiedziała?

Hermiona kiwnęła głową, wpatrując się w ogień - Czy to prawda?

- Nie wiem nic na temat oddawania ci czci, ale kocham cię, Hermiono - powiedział, zbliżając się, aż usiadł koło niej. Odwróciła się i napotkała jego spojrzenie.

- Nie mówię tego zbyt często, w każdym razie niewystarczająco często - przyznał.

- Ale ja wiedziałam - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.

- Myślę, że tak. Mam nadzieję, że tak - sięgnął do jej rąk, biorąc je w swoje. Wzdrygnęła się i zaczęła wyrywać, ale jego uścisk był mocny.

- Ty też mnie kochasz - rzekł. Może gdyby zachęcił ją, ona powtórzyłaby za nim te magiczne słowa. To nie byłoby to samo, ale byłby to już jakiś początek. Ale nie powiedziała ich.

- Może byłoby pomocne, gdybyś opowiedział mi jak zako... jak przeszliśmy na "my" - wyjąkała w zamian.

Nie chciała wypowiedzieć słowa "kocham" - zauważył.

- W porządku - zgodził się, puszczając jej ręce i sadowiąc się z powrotem na kanapie. Nie wiedział, od czego zacząć, czy od jego okrutnego traktowania jej, jako uczennicy, czy od owego pamiętnego lata, kiedy to Dumbledore poprosił go, by nauczył ją przyrządzać Eliksir Tojadowy, a może później, kiedy została Aurorem i zaczęła go prześladować. W końcu zdecydował się zacząć od lata, kiedy ważyli eliksiry dla Zakonu, a gdy uświadomił sobie po raz pierwszy, że panna Granger wyrosła już z bycia tą irytującą nastolatką, stając się irytującą, ale i intrygującą kobietą.

Słyszał jak lekko wstrzymała oddech, gdy jego dłoń musnęła jej.

Widząc jej reakcję, wyciągnął rękę i zakrył jej dłoń swoją. Gdy nie zabrała jej, wiedział już, że jego podejrzenia są słuszne.

- Mam nadzieję, że nie rozwinęła pani u siebie tak typowego dla uczennic zainteresowania moją osobą, panno Granger - warknął. Była zaledwie o cale od niego, mógł poczuć zapach lawendowego szamponu i zauważyć rumieniec, który pojawił się na jej policzkach. Drżała lekko, zaskoczył ją tym, ale kiedy odwróciła twarz ku niemu, jej oczy połyskiwały gniewnie.

- Trudno byłoby mieć nadal szkolne fascynacje nie będą już uczennicą, sir - odparła, wyrwała dłoń z jego ręki i wróciła do swojej pracy - Aczkolwiek teraz widzę, że mogą być one niedorzeczne - powiedziała bardziej do swojego eliksiru niż do niego.

Nie powinien był jej dotykać. Nigdy nikogo nie dotykał, jeśli tylko mógł tego uniknąć, nawyk rozwinięty przez lata. Powinien być bardziej ostrożny w przyszłości.

- Takie pragnienia są niebezpieczne, panno Granger - powiedział kilka chwil później - Odciągają nas od naszego celu.

- Czy aby na pewno? - zapytała - Zawsze myślałam, że takie „pragnienia", jak je pan nazywa, pomagają osiągnąć to, co powinno być zrobione, zwłaszcza w takich czasach jak teraz.

- Mylisz się - uciął.

- Mówi pan to z własnego doświadczenia, obserwacji, informacji usłyszanych od innych, czy też przeczytałeś coś, co doprowadziło cię do właśnie takiego wniosku?

Spojrzał na nią. Ciągle irytującą, Wiem-To-Wszystko, prowokowała go przez całe siedem lat jej pobytu w szkole i wydawała się być zdecydowana kontynuować to nawet teraz. Zawsze potrafiła zadać pytanie, na które nie miał odpowiedzi, a Severus Snape nie był mężczyzną, który lubił przyznawać się, że czegoś nie wie. Poczuł się urażony jej odwagą, tym, że nakłoniła ją ona do zadawania właśnie takich pytań, na które on nie miał odwagi. Nigdy tego nie żałował, dopóki jej nie poznał. Dopiero za namową pewnej upartej dwudziestolatki pomyślał o zadaniu samemu sobie takich pytań, ale wciąż nie był pewien czy jest gotów do zmierzenia się z odpowiedziami.

Nie widział jej przez następne miesiące wojny, co było pożądane przez niego, ale ostatecznie była to zbyt krótka przerwa od jej osoby. Pojawiła się znowu z jeszcze bardziej irytującymi pytaniami, odnośnie jego osoby właśnie w momencie, gdy Ministerstwo miało zacząć proces przeciwko niemu.

- Przykro mi, sir – zaczęła - musiałam zadać te pytania.

- Nie bądź śmieszna, panno Granger. Oboje wiemy, że ty i wszyscy inni w Ministerstwie mają chrapkę, by poznać wszystkie obrzydliwe szczegóły z mojego życia, jako szpieg.

- Możemy to załatwić łatwo i bezboleśnie albo skorzystać z bardziej drastycznych środków.

- Nie będę siedział spokojnie i patrzył jak ty i twoi koledzy ingerują w moje życie, nastają na moją prywatność tylko, dlatego, że nie przypadł wam do gustu sposób, w jaki traktowałem was w klasie.

- Będzie prościej, jeśli tylko powiesz mi to, co chcę wiedzieć.

- Moim zadaniem nigdy nie było ułatwianie ci życia, panno Granger.

- Staram się tylko ułatwić ci wszystko, ty uparty ośle - praktycznie wykrzyczała to - Czy chcesz publicznego śledztwa? Chcesz, by Rita Skeeter pisała każdego dnia sprawozdania z twojego procesu, jako śmierciożercy? Masz kilkoro przyjaciół Snape, ale o wiele więcej wrogów. Ktoś anonimowo przedstawił dowód, który dowodzi, że przekazywałeś informacje o Zakonie i Ministerstwie Voldemortowi. Nie mogę w to uwierzyć, więc jestem tutaj, żeby pomóc ci udowodnić twoją niewinność, ale jeśli nie chcesz przyjąć mojej pomocy to wtedy jak najbardziej ciesz się pobytem w Azkabanie.

Spojrzał na nią, pragnąc by wyszła. Nienawidził przyznawać jej racji w tym, że jej potrzebuje. Nikt by i tak nie uwierzył słowom byłego śmierciożercy. Ale gdyby miał po swojej stronie piękną i sławną Hermionę Granger, wstawiającą się za nim, widmo pobytu w Azkabanie, by zmalało.

- Dobrze. Co chcesz wiedzieć?

Zlustrował ją wzrokiem, zobaczył jak mruga powoli oczami, starając się nie zasnąć. Wstał i przesunął się na kanapie.

- Jesteś zmęczona. Powinnaś być już w łóżku - powiedział jej, pochylając się nad nią i odgarniając włosy z twarzy. Potrząsnęła sennie głową.

- Nie, nic mi nie jest. Opowiedz mi więcej.

- Idź do łóżka, Hermiono - powiedział rozkazującym tonem, prostując się, by nad nią górować. Popatrzyła na niego spode łba, po czym spuściła wzrok na swoje ręce. Nagle uświadomił sobie, że albo była zbyt zakłopotana, by przyznać, że nie wie, gdzie jest sypialnia lub też zbyt wystraszony, by wejść tam z nim, prawdopodobnie i jedno i drugie.

- Mam eseje do sprawdzenia - powiedział wskazując drzwi do sypialni. Niechętnie ruszyła w kierunku, który wskazał, pocieszona tym, że teraz wie nareszcie, gdzie znajduje się łóżko i nie będzie jej niepokoił w drodze tam.

Wślizgnął się do zaciemnionego pokoju kilka godzin później, gdy uznał, że już zapewne śpi. Widząc znajome wybrzuszenie po jej stronie łóżka uspokoił się, podobnie jak ciężar drugiej osoby. Ale coś było nie tak. To prawda, co mówią inni, że nigdy nie dostrzeżesz braku czegoś do momentu, aż tego zabraknie. Przez lata narzekał na Hermionę i jej zwyczaj zabierania mu nakrycia, jak i jej uporczywego przyczepiania się do niego niczym pijawka.

Mieli olbrzymie łóżko, z dużą ilością miejsca dla obojga, ale zawsze twierdziła, że nie może usnąć nie mając ręki lub nogi owiniętej naokoło niego. Zajęło mu wieki przyzwyczajenie się do spania w taki sposób i nawet w późniejszych latach budził się w środku nocy tylko po to, by wyplątać się z jej uścisku i na powrót zasnąć.

- Ale tak ładnie wyglądasz obok mnie - droczyła się z nim jednej nocy, po tym jak obudził ją, gdy usiłował odsunąć się od niej - Nie ma nikogo innego, kto pasowałby do mnie tak jak ty, jesteśmy jak dwa puzzle.

- Próbowałaś wielu innych części? - zapytał ostro.

- Nie, i to nie o to chodzi.

- A o co dokładnie?

- Po prostu sądzę, że wielu ludzi poszukuje swoich bratnich dusz opierając się na wątpliwych uczuciach, kiedy po prostu powinni chodzić z taśmą mierniczą i zobaczyć, kto najlepiej pasuje obok nich w łóżku, ktoś, kto będzie powodował, że będą się tam czuli bezpiecznie i komfortowo.

- To w ogóle nie ma żadnego sensu. Wracaj do spania - nakazał jej.

- Czy mógłbyś chociaż zarzucić swoje ramię w ten sposób, bym mogła czuć ciebie koło mnie? - zapytała ziewając. Skrzywił się, ale przysunął bliżej, pocierając swoją dłonią jej ramię w górę i w dół, aż jej oddech wyrównał się, a on miał pewność, że znowu zapadła w sen.

Dopiero teraz, przyznał się przed samym sobą do tego jak bardzo liczył, że spędzi tę noc tutaj, po swojej stronie łóżka. Zdał sobie sprawę jak bardzo stał się od niej zależny, jak jej obecność pomaga mu się zrelaksować. Przewrócił się na drugi bok i spojrzał na śpiącą obok sylwetkę. Zdawała się niespokojna, wierciła się i kręciła. Zastanawiał się czy nie przysunąć się bliżej, ale zdenerwowała go sama myśl, że mógłby ją obudzić. Nie chciał jej przestraszyć. Gdy kilka godzin później w końcu spał głębokim snem, dręczyły go koszmary, w których mężczyźni przychodzili i porywali mu ją pod osłoną nocy.

Obudził się następnego ranka, zmęczony i zaniepokojony, lecz zdeterminowany, by przygotować kilka Eliksirów Bezsennego Snu dla obojga. Nie mógł spodziewać się, że będzie obchodzić się z nią z szacunkiem, nie mówiąc już o czymś głębszym, jeśli nie mógł przespać w nocy więcej niż trzy godziny.

- Zazwyczaj jemy śniadanie tutaj, razem – powiedział, widząc, że kieruje się w stronę drzwi.

- Ach - powiedziała, brzmiąc jakby była rozczarowana. Usiadła przy stoliku w rogu pokoju i czekała, podczas gdy on stuknął różdżką. Tosty, dżem, świeże owoce, herbata pojawiły się, trzymał czajniczek nad jej filiżanką, czekając na odpowiedź.

- Tak, poproszę - szepnęła, zanim wzięła pomarańczę i tosta. Jedli w ciszy, nie odzywając się, jedynymi dźwiękami było szuranie noży przy rozsmarowywaniu dżemu oraz cichutkie pobrzękiwanie filiżanki uderzającej o spodek.

- Hmmm, co dokładnie mam dzisiaj do zrobienia? - zapytała wreszcie, przerywając panującą ciszę.

- Nie mam pojęcia - odpowiedział.

- A co normalnie robię?

- Jesteś Aurorem.

- Och - nastąpiła kolejna długa przerwa, w czasie gdy on opróżniał swoją filiżankę.

- Myślę, że powinnaś odwiedzić Weasleyów. Molly może pomóc tobie nadrobić ostatnie dziesięć lat i to będzie też dobry sposób na poprawienia twojego samopoczucia. Zawsze wracałaś z Nory do domu szczęśliwa.

- Czy często ich odwiedzam? - zapytała.

- Zbyt często moim zdaniem, twoim zbyt mało.

- Och - powiedziała cicho. Wpatrywała się z uwagą w swoje pomarańcze, szukając odpowiednich słów - Co robisz dzisiaj?

- Mam rano zajęcia, a po południu wybieram się do twojego biura w Ministerstwie Magii. Może uda mi się znaleźć w twoich aktach bądź kalendarzu coś, co pomoże nam znaleźć tego, kto ci to zrobił.

- Czy naprawdę sądzisz, że możesz ich odnaleźć?

- Nie spocznę, dopóki tego nie zrobię - powiedział przez zaciśnięte zęby. Wziął głęboki oddech, by się uspokoić.

- Zobaczymy się dziś wieczorem na kolacji - powiedział kilka minut później, po skończeniu swojego tosta. Wstał i cmoknął ją w czubek głowy.

- W Wielkiej Sali? - zapytała, patrząc na niego.

- W Wielkiej Sali, chyba że Molly będzie nalegać byś została u niej na kolacji, co prawdopodobnie zrobi. W tym przypadku zobaczymy się tutaj przed pójściem spać - uśmiechnęła się do niego blado i wiedział już, że zebrała całą swoją gryfońską odwagę, by odegrać rolę dobrej żony, nawet w tak prostej czynności, jaką było wspólne spożywanie posiłku. Ma mentalność szóstorocznej, a ich rozmowa przy śniadaniu o planach na dzisiejszy dzień czy też pocałunek na pożegnanie muszą wydawać się jej dziwne. Ale jeśli ona mogła spróbować, to i on może, upomniał siebie. Miał znacznie więcej do stracenia.

Z powodu zajęć nie miał zbyt dużo czasu, więc w pośpiechu zmierzał w kierunku bramy, zaraz po obiedzie. Teleportował się do Londynu, by następnie przeciskać się wśród tłumu chcąc dotrzeć do wejścia dla gości w Ministerstwie Magii. Był zaskoczony widokiem czekającego na niego w holu Artura Weasley'a.

- Dumbledore powiedział mi, że będziesz dzisiaj tutaj. Pomyślałem, że wyjdę ci naprzeciw. Czy jest coś, w czym mógłbym ci pomóc? - zaoferował. Severus skinął głową. Dyrektor wiedział, że on sam nigdy nie prosi nikogo o pomoc, ale jak widać zadbał, by takową otrzymał.

- Chciałem po prostu przeszukać jej biurko i kartoteki, by sprawdzić, czy nie ma tam jakiejś wskazówki, która pomogłaby dorwać tego, kto jej to zrobił.

- Racja, tędy w takim razie - powiedział Artur, przytaknął głową i poprowadził ich do windy.

Gdy wsiedli do zatłoczonej windy, nie odzywał się ani słowem. Przesunął się w tył i starał się nie oddychać, gdy dołączył do nich stary czarodziej, cuchnący czosnkiem.

- To Richardson - szepnął Artur, kiedy owy jegomość wysiadł na trzecim piętrze - Właśnie wrócił z potyczki z wampirami w Estonii.

- To wyjaśnia ten smród - powiedział Severus, marząc o tym, by jego nos nie był taki wielki i tak podatny na wszelkie zapachy. Przynajmniej zastąpili sowy papierowymi samolocikami.

- No i proszę, jesteśmy na miejscu - powiedział Artur, gdy w końcu dojechali na piąte piętro - do biurka Hermiony dotrzemy idąc tędy. Wiem o tym, od kiedy w każdą środę jemy razem obiad w jej biurze.

- Nie miałem o tym pojęcia - powiedział. Nigdy nie wspominała o swoich wspólnych posiłkach z panem Weasley'em. Zastanawiał się, dlaczego nigdy mu o tym nie wspomniała, pewnie pomyślała, że nie zainteresowałoby go to w najmniejszym stopniu. Ta myśl nagle go zasmuciła.

- Jest nieocenionym źródłem informacji, jeśli chodzi o Mugoli. Większość mugolaków wraca do świata Mugoli, bądź zrywa z nim całkowicie więzi. Międzynarodowa Ustawa o Tajności sprawia, że trudno zrobić cokolwiek innego, ale jak wiesz Hermiona nadal utrzymuje kontakt, nie tylko ze swoją rodziną, ale też z kilkoma znajomymi z sąsiedztwa.

- Nasze mieszkanie jest tego przykładem… chciałbym je zmienić z powrotem w normalne kwatery czy pokoje, ale póki, co jest zaśmiecane przez kupowane przez nią mugolskie artefakty – narzekał.

- Obiecała objaśnić mi działanie komptoputerów następnym razem - powiedział Artur, kiedy zatrzymał się przed jej biurkiem. Severus natychmiast rozpoznał go, jako jej, przez zdjęcie, jedyne, jakie pozwolił jej ze sobą zabrać, jedno z tych zrobionych w dniu ich ślubu, obok wisiały mapy i wiadomości dotyczące jej spraw.

- Myślę, że masz na myśli komputer – powiedział - Dziękuję za wskazanie mi jej biurka. Jeśli znajdę coś, to dam ci znać - dał mu do zrozumienia, by wyszedł. Miał nadzieję, że było to wystarczająco uprzejme jak na niego.

- Zostawię cię w takim razie - powiedział Artur - Mam nadzieję, że znajdziesz coś, co doprowadzi nas do tego, kto jej to zrobił.

- Ja też - zgodził się kiwając głową.

- Gdybym kiedykolwiek stracił Molly... nie wiem, co bym zrobił. Nie sądzę, żeby udało mi się to przeżyć - powiedział Artur cicho, niemal do siebie, a potem wyszedł. Severus westchnął z ulgą i zaczął poszukiwania. Brnął przez dokumenty, postanowił wziąć wszystkie te, które są już zaczęte, jak i te dotyczące przestępców, którzy zostali wypuszczeni z Azkabanu. Przetrząsnął papiery na jej biurku. Wyglądało na to, że starała się zachować porządek, używając w tym celu małych samoprzylepnych karteczek i pudełeczek na różne rzeczy, ale dokumenty i tak były porozrzucane w każdym możliwym miejscu. Wreszcie znalazł jej kalendarz, przekartkował go, by dotrzeć do tygodnia, kiedy zniknęła.

- Nie odkładaj do jutra tego, co możesz zrobić dziś! - krzyknął na niego. Kupiła jeden z tych irytujących terminarzy, także i dla niego, w ostatnie Boże Narodzenie. Znosił go przez dwa dni, godny podziwu wyczyn jego zdaniem, zanim rzucił na niego zaklęcie Wyciszające.

Nie było tam zbyt wiele, notatka o obiedzie z Potter'em i Weasley'em w Trzech Miotłach i spotkanie z jej szefem w związku z nową sprawą, ale to było wszystko. Spojrzał na wcześniejszy tydzień.

- M dostrzeżony w Londynie - zostało to napisane niestarannym pismem, jakby w pośpiechu, trzy dni przed jej zniknięciem. Kim był ten M? Będzie musiał przejrzeć akta i sprawdzić, czy któreś z nich nie zaczyna się na literę M. A może to było coś, nad czym pracowała na boku? Miała skłonności do brania dodatkowej pracy, nienawidziła siedzieć bezczynnie. Nie było tego wiele, ale zawsze to jakiś punkt zaczepienia.


Zapraszam was na moje blogi, tam nowe rozdziały ukazują się regularnie. Zwykle nie mam czasu tutaj tego wrzucać. Linki w profilu. Przepraszam za utrudnienia.