Następnych kilka dni upłynęło im w dziwny sposób. On starał się jak mógł, sam Albus to przyznał. Próbował ją oczarować, zalecał się. Nikt jednak nie określiłby go mianem romantyka, nie zarzuciłby też, że nie wie nic o kobietach. Kupił jej kilka książek i zostawił je dla niej, zapytał profesor Sprout czy może ściąć trochę kwiatów, by potem umieścić je na jej nocnym stoliku. Ale ona albo tego nie zauważała albo jej to nie obchodziło, bo nie powiedziała nic, oprócz udzielenia odpowiedzi, gdy mówił bezpośrednio do niej.

- Co ja robię źle? - skarżył się Minerwie w pokoju nauczycielskim przed zajęciami. Myślał, że po tygodniu, w którym wielokrotnie podarował jej kwiaty i książki, na pewno zyska w jej oczach, ale ona tak jakby nie dostrzegała ich obecności.

- Pozostawiasz je dla niej na stoliku, by je tam znalazła? - zapytała Minerwa.

- Tak - mruknął.

- Musisz jej to dać do ręki, powiedzieć, dlaczego jej to dajesz. Ona straciła pamięć, Severusie. Nie wie, że nowa książka, czy też kwiaty na stoliku, są czymś niezwykłym. Wszystko, co wie, to tylko to, że zleciłeś skrzatom domowym, by dostarczały świeże kwiaty do sypialni.

- Ona wie, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobił. Nienawidzi, gdy proszę skrzata, by zrobił cokolwiek.

- Ale z mojego punktu widzenia, ona o tym nie wie.

Zacisnął pięści. Dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej? To wszystko miało teraz sens.

- Tak, ja spróbuję. Dziękuję, Minerwo - powiedział zanim wymaszerował na swoje zajęcia. Pomiędzy uczeniem i planowaniem, jak wślizgnąć się w łaski Hermiony, zdołał tylko rzucić okiem na dokumenty, które przyniósł ze sobą do domu z Ministerstwa Magii. Jeszcze nie napotkał żadnych akt, które wydawałyby się bardziej przydatne od innych, czy też informacji, że była w to wmieszana osoba zaczynająca się na literę "M". Czuł się rozdarty, pomiędzy dopadnięciem osoby odpowiedzialnej za skrzywdzenie jego żony, a odzyskaniem jej z powrotem. Im więcej czasu spędzał nad jednym z tych problemów tym bardziej oddalał się od drugiego, a na coś takiego zdecydowanie nie miał czasu.

Hermiona większą część dnia spędzała w towarzystwie Weasley'ów i Pottera. Zastanawiał się, co też mówili o ich małżeństwie. Czy starali się ją przekonać, by go zostawiła, tak jak to robili wcześniej? Teraz mieli nad nim przewagę, nie pamiętała, że kiedykolwiek go kochała. Odzyskanie jej uczucia jest priorytetem. Musi znaleźć sposób, by trzymać ją z dala od jej przyjaciół, zająć czas czymś innym niż słuchanie, jakim to jest przerośniętym nietoperzem. Być może istnieje jakiś sposób na rozwiązanie jego problemów na raz… gdyby tak pomagała mu w przeglądaniu teczek, to może mógłby dokonać jakiegoś postępu w odkryciu, kto jej to zrobił, jednocześnie spędzając z nią więcej czasu. To właśnie praca nad takim wspólnym projektem zbliżyła ich do siebie za pierwszym razem.

- Zacznijmy od tego, co wiemy - zasugerowała, siedząc w jego ulubionym i bardzo wygodnym fotelu, czując się jak u siebie. Skrzywił się i usiadł naprzeciwko niej. To krzesło było o wiele bardziej niewygodne, jego celem było zniechęcenie gości do długiej wizyty. Siedząc w tym wygodnym fotelu, może nie zechcieć wyjść stąd już nigdy.

- Ktoś anonimowy przedstawił dowody, które pokazują, że przekazywałeś tajne informacje Sam-Wiesz-Komu - ciągnęła dalej.

- Wiem to wszystko, panno Granger. Otrzymałem list trzy dni temu, w którym domagają się, bym poddał moją różdżkę testom. Twierdzą, że znaleźli dowody na korzystanie z zaklęcia Envoyas w nocy 29 marca.

- Zaklęcie Envoyas, dzięki któremu można wysyłać krótkie sygnały z informacjami do innej różdżki. Działa na długich dystansach i „nadawanie" informacji wygląda jak srebrny strumień, prawie jak duch – powiedziała, wpatrując się w dal.

- Tak, panno Granger. Wiem jak działa to zaklęcie - uciął.

- Przepraszam, przypominałam to sobie tylko. Ale twierdzisz, że nie rzuciłeś tego zaklęcia?- powiedziała, odwracając się do niego z powrotem, nie patrząc, tak jakby czuła się winna.

- Nie powiedziałem, że w ogóle, ale nie, nie rzuciłem tego zaklęcia. W rzeczywistości, jeśli mnie pamięć nie myli, moja różdżka została uszkodzona parę dni wcześniej w potyczce pomiędzy kilkoma śmierciożercami i aurorami. Moody postanowił mi „pomóc" w mojej przykrywce, rzucając we mnie kilka naprawdę nieprzyjemnych klątw, czego skutkiem było złamane ramię. Musiałem też zanieść różdżkę do naprawy do Ollivandera.

- Czy ktoś wiedział, że twoja różdżka została uszkodzona? - zapytała, siedząc przodem do niego, nagle podekscytowana.

- Jestem pewien, że gdybyś zapytała Ollivandera, czy też niektórych członków Zakonu, to tak. Moody wiedział oczywiście. Myślę też, że zrobiłem wystarczająco dużo zamieszania na następnym posiedzeniu o to, jak spodziewam się być traktowany, skoro członkowie Zakonu wiedzą o mojej roli szpiega, tak, więc prawie wszyscy wiedzieli.

- Zacznijmy, więc od tego - powiedziała.

Dotarcie na jego pierwsze zajęcia z trzecim rokiem, Hufflepuff i Ravenclaw przerwało jego zadumę, a jego twarz wykrzywiła się ze złości na brak możliwości dalszego wspominania.

- Wejdźcie i zamknijcie usta - rozkazał. Jeśli on nie mógł być szczęśliwy, żaden z jego uczniów także nie będzie. I tak oto rozpoczął kolejny dzień uczenia tych tępych cymbałów, próbując trzymać na dystans sentymentalne myśli o swojej żonie i jej utraconych wspomnieniach.

-

Po obiedzie, stał właśnie w klasie podczas swoich popołudniowych zajęć, omawiając właściwości wilczych jagód z szóstym rokiem, kiedy drugoroczna uczennica z kręconymi włosami wsunęła głowę przez drzwi.

- Profesorze Snape? - zapytała nieśmiało.

- Tak, o co chodzi? - warknął.

- Madam Pomfrey poprosiła mnie, żebym przekazała panu, by się pan natychmiast udał do skrzydła szpitalnego.

- W porządku - uciął. Spojrzał na nią, a następnie odwrócił się do swojej klasy - Dwie rolki pergaminu na temat zastosowań i właściwości wilczych jagód mają znaleźć się na moim biurku w środę.

Możliwe były tylko dwa powody, dla których Poppy wezwałaby go. Albo potrzebuje, żeby uwarzył jej eliksiry, by mogła uzupełnić swoje zapasy, czyli coś, co nie wymagałoby przerwania zajęć, by go o tym powiadomić. Albo też było coś nie tak z Hermioną. Szybko wspiął się po schodach, by już po chwili znaleźć się poza lochami. Może szkolna pielęgniarka znalazła jakieś lekarstwo dla Hermiony.

- Och, Severusie, już jesteś - powiedziała Poppy, kiedy tylko wszedł do skrzydła szpitalnego. Hermiona siedziała na pobliskim łóżku, miętosząc szaty i wpatrując się w podłogę. Nie podniosła wzroku, gdy wszedł.

- Co jest tak bardzo ważne, że poczułaś potrzebę, wywołania mnie z zajęć?

- Profesor Flitwick znalazł Hermionę błąkającą się po korytarzach. Zdawała się być bardzo pogrążona w rozmowie z pomnikiem jednookiej czarownicy z drugiego piętra.

- Dlaczego miałaby to robić? - zapytał.

- Skutki zaklęcia są poważniejsze niż początkowo sądziłam. Kiedy Filius podszedł do niej, nie mogła sobie przypomnieć swojego imienia, ani też jak wrócić do swoich kwater.

Zacisnął pięści w odpowiedzi na tą nową komplikację. Miał nadzieję, że być może przekona ją, że ją kocha i że ona go kocha także, ale jeśli będzie musiał zaczynać od zera, co kilka dni...

- Czy można coś na to poradzić.

- Podałam jej łagodny eliksir pamięci. Pamięta wszystko, co robiła, od kiedy ją znaleźliśmy, ale nic ponad to - wyjaśniła Pomfrey - Dam ci trochę, żebyś miał go przy sobie w razie, gdyby potrzebowała go więcej w przyszłości.

- Więc można się spodziewać, że nie będzie to jedyny raz, kiedy znajdziemy ją mówiącą do nieożywionych przedmiotów i zapominającą własne imię?

- Nie mogę powiedzieć tego na sto procent. Wiem, jakie to jest dla ciebie trudne, Severusie – powiedziała, kładąc dłoń na jego ramieniu - Są ludzie, którzy są specjalnie przeszkoleni do radzenia sobie z takimi przypadkami jak Hermiony. Być może lepiej byłoby dla was obydwojga, gdybyś rozważył możliwość przeniesienia jej do szpitala Świętego Munga.

- Nie - zaprotestował, odrzucając jej rękę. Widział ludzi, którzy tam żyli, takich jak Gilderoy Lockhart czy Longbottomowie, przypadki tak beznadziejne, że nie dało się nic już dla nich zrobić, zamknięci z dala od innych, by nie zrobili sobie krzywdy. Pielęgniarki w białych fartuchach biadoliły nad nimi, a ich rodziny i bliscy odwiedzali ich tylko w czasie obowiązkowych wizyt na Boże Narodzenie i urodziny. Nie chciał skazywać Hermiony na taką egzystencję. Potrzebował jej tutaj, przy sobie.

- Rozumiem twoją powściągliwość, ale pamiętaj, że to tylko jedna z opcji – stwierdziła Pomfrey. Odwróciła się i skinęła na Hermionę - Chodź, kochanie. Severus jest tutaj, by odprowadzić cię do twojego pokoju.

Hermiona wstała powoli i podeszła do nich - Profesorze- powiedziała, patrząc na niego nieśmiało.

Skinął głową, wyprowadzając ją z sali.

- Przykro mi, że przerwałam twoje zajęcia - powiedziała cicho w drodze powrotnej.

- To nie ma znaczenia. Wolę spędzać czas z tobą niż z bandą zidiociałych bałwanów - powiedział do niej. Uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała na niego, ale szybko odwróciła wzrok.

- Chcesz herbaty? - zapytał, kiedy w końcu dotarli do lochów.

Skinęła głową - I może mógłbyś powiedzieć coś więcej o nas.

- Pozwól mi mówić - powiedziała Hermiona, kładąc dłoń na jego ramieniu. Severus spojrzał na nią i skrzywił się. Trudno było mu sobie wyobrazić, że mogłaby przeprowadzić przesłuchanie lepiej od niego. Ale nie miał nic przeciwko temu, żeby obejrzeć jej porażkę i pokazać jej, jak to się powinno robić.

- W porządku - mruknął, uwalniając swoje ramię z jej uścisku dość gwałtownie.

- Dzień dobry, Panie Ollivander - powiedziała radośnie, kiedy weszli. Już pierwszy błąd. Jak ona spodziewa się zdobyć jakieś informacje, jeśli od samego początku nie domaga się szacunku? On z kolei, wszedł powiewając swoimi szatami i groźbą wymalowaną na twarzy.

- Ach, panna Granger, jak miło cię znowu widzieć. Winorośl, serce smoka, 13 cali. Nie masz z nią żadnych kłopotów, czyż nie?

- Nie, działa tak samo perfekcyjnie jak zaklęcia - powiedziała, uśmiechając się przy tym jak idiotka, która powiedziała coś mądrego.

Severus skrzywił się, podczas gdy Ollivander wyglądał na zmieszanego - Tak, winorośl wydaje się być dobra do uroków - odpowiedział Ollivander - Co mogę dzisiaj dla ciebie zrobić?

Uśmiechnęła się i kontynuowała - Aktualnie mam pytanie. Jeśli coś się stanie z moją różdżką, czy można ją naprawić?

- Co za głupie pytanie – pomyślał - Dlaczego pyta skoro doskonale zna odpowiedź?

- Oczywiście, ale to zależy od stopnia uszkodzenia.

- Jestem pewna, że może pan naprawić wszystkie - uśmiechnęła się kokieteryjnie.

Severus patrzył oniemiały przez następne piętnaście minut, jak wyciąga informacje z wiekowego sklepikarza za pomocą swoich kobiecych trików. Grała głupszą niż była w rzeczywistości, zbyt dobrze znał poziom jej inteligencji, by tego nie wiedzieć. Ale po tym jej całym występie mógł powiedzieć jedno, był nią oczarowany. Była niebezpieczna, bardziej nawet, niż Czarny Pan z swoimi umiejętnościami w zakresie Legilimencji. Będzie musiał zachować większą ostrożność w kontaktach z nią.

- Cóż, ta rozmowa okazała się całkiem przydatna, nie sądzisz? - spytała, kiedy szli z powrotem do Dziurawego Kotła.

- Aby na pewno?

- Oczywiście! Twierdziłeś, że twoja różdżka została uszkodzona w czasie walki w nocy 24 marca. Wziąłeś różdżkę do naprawy do Ollivandera. On właśnie powiedział nam, że trzyma wszystkie różdżki do naprawy w pudełku za ladą i wszyscy wiedzą, że prowadzi sklep sam. Wystarczyłoby, żeby ktoś zwędził różdżkę zza biurka, podczas gdy Ollivander krzątałby się w liczeniu zapasów na zapleczu, rzucił obciążające zaklęcia, a następnie zwrócił ją, zanim ktokolwiek coś by zauważył.

- To jest dość zawiłe i co najwyżej poszlaka - kłócił się.

- Tak, ale rzuca to podejrzenia na ich roszczenia.

- Więc? - spytała, gdy przerwał, by wypić łyk herbaty.

- Więc co?

- Co się stało? Kto ukradł różdżkę? Jak przekonałeś Wizengamot, że jesteś niewinny?

Skrzywił się na ilość pytań zadanych przez nią.

- Byłeś niewinny, prawda? - zapytała, widząc jego wyraz twarzy.

- Tak – syknął - A ty byłaś moim największym obrońcą.

Popatrzyła na niego z powagą - Zawsze byłam - powiedziała.

- Co?

- Zawsze byłam twoim największym obrońcą - powtórzyła.

- Nawet w szkole? - zapytał.

- Tak, na pewno w czasach, które pamiętam - przypomniała mu.

Pokiwał głową. Przypadkowo natknął się, jak beształa swoich przyjaciół po tym, jak wstąpili do zakonu, upominając ich, aby okazywali mu należyty szacunek, zwłaszcza, że wykonuje tak niebezpieczną pracę. Ale nie miał jednak pojęcia, że na szóstym roku i ewentualnie wcześniej robiła dokładnie to samo. Zaskoczyło go to.

- Więc? - zapytała Hermiona.

- Więc co? - powiedział, udając niewiedzę.

- Co się stało?

- Nie powiem.

- Co? Dlaczego nie? - syknęła.

Nie chciał jej powiedzieć wszystkiego na raz. Co jeśli usłyszy historię o tym jak zbliżyli się do siebie, uzna to za niedorzeczne i zostawi go? Gdyby tylko mógł ją ośmielić, zalecać się, kusić, być może w końcu zorientowałaby się, że to jednak nie musi być takie nieprawdopodobne.

- Ponieważ mamy własną zagadkę do rozwiązania - powiedział wstając. Podszedł do biurka, chwycił stos dokumentów i podał jej cześć - Jedyny trop, jaki ja, a raczej my mamy na tą chwilę to notatka, którą napisałaś w swoim kalendarzu - M dostrzeżony w Londynie.

- Kim jest M? - zapytała.

- To jest to, co musimy ustalić.

- Myślę, że Malfoy jest odpowiednim kandydatem. Nienawidził mnie przez całą szkołę - powiedziała z goryczą.

To była prawda, Severus zgodził się. Nie podobał mu się sposób, w jaki chłopak obrażał pannę Granger, ale nie mógł odliczyć mu punktów bez konieczności tłumaczenia się Lucjuszowi później, dlaczego został nagle obrońcą szlam.

- Lucjusz Malfoy nie żyje. Zmarł podczas ostatniej bitwy. Draco, jeśli dobrze pamiętam, został wpisany na listę, jako MIA. Twój przyjaciel Potter… - uśmiechnął się ironicznie wymawiając nazwisko - Zajął się tą sprawą. Powinniśmy z nim porozmawiać.

- Mogę poprosić go o to w ten weekend. Może pomogę mu w tej sprawie.

- Co do tego nie ma wątpliwości, że Potter nie może zrobić niczego samodzielnie. Przetrwał szkołę tylko, dlatego, że byłaś obok - uśmiechnął się, gdy patrzył na konflikt emocji, jaki rozgrywał się na jej twarzy, rozdarcie, pomiędzy bronieniem swojego przyjaciela i zdumieniem, na ten nieoczekiwany komplement z jego strony. Nie pozwolił jej nic na to odpowiedzieć, tylko kontynuował - Chciałbym być tam również. Być może pomoże nam to znaleźć kogoś, kto pamięta, co się stało.

Skinęła głową na zgodę, ale przygryzła nieco wargę z konsternacji. Wiedział, że przez utratę pamięci nadal czuje się bezradna.

- Do tego czasu możemy przejrzeć te akta.

Przytaknęła głową, po czym zaczęła wpatrywać się w skomplikowany system sortowania. Jeden stos dla tych, którzy nadal przebywali w Azkabanie, co czyniło go bezużytecznym, kolejny dla tych, którzy wyszli i jeszcze jeden dla tych ze zbliżającym się procesem. Zaczęli opatrywać odnośnikami sprawy osób, których imię lub nazwisko zaczynało się na literę M. Uśmiechnął się nieznacznie, kiedy się odwróciła. Wydawała się być tą samą Hermioną, co kiedyś. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią. Kilka godzin później dokumenty leżały porozrzucane po pokoju, podczas gdy Hermiona ziewnęła niczym lwica.

- Powinnaś iść do łóżka - powiedział.

- Zawsze jesteś taki władczy? - zapytała oburzona, wstając.

- Nigdy cię w tym nie pobiję, jeśli o to ci chodzi- żachnęła się.

- Upewnię się, że skrzaty domowe nie uprzątną niczego z papierów - powiedział bardziej poważnym tonem.

Zmarszczyła brwi. - One nadal są zniewolone, prawda? - spytała ze smutkiem.

Pokiwał głową. To również męczyło jego Hermione, po tym jak upadły jej bardzo rewolucyjne żądania. Ostatnie, o co walczyła to możliwość kontrolowania właścicieli, by upewnić się, że żadne nadużycia i znęcanie się nie mają miejsca. Nie zaszła zbyt daleko, kilka marnych wstępniaków w Proroku Codziennym.

- Czy kiedykolwiek starałam się to zmienić?

- Czy to takie ważne dla ciebie? - zapytał.

- Tak! Kiedy jeszcze byłam w szkole, chciałam zmienić świat. Chciałam zmienić poglądy ludzi na temat urodzonych wśród Mugoli, chciałam uwolnić skrzaty domowe, chciałam… nie wiem, chciałam po prostu coś zmienić.

- Pomogłaś pokonać Czarnego Pana, walczysz o prawa skrzatów, jesteś najbardziej życzliwą i wspaniałomyślną osobą, jaką znam. Czego chcesz, medalu dla Hermiony Snape, za bycie przez całe życie dobroczyńcą? - nie wiedział dlaczego uciekał się do sarkazmu, siła przyzwyczajenia, przypuszczał. Ale ta nowa Hermiona była bardziej wrażliwa. Nie śmiała się i nie powiedziała mu, żeby przestał zachowywać się jak dupek.

- Nie, nie rozumiesz - zaprotestowała, potrząsając głową. - Dobranoc.

Skierowała się do sypialni, podczas gdy on nalał sobie czegoś mocniejszego, w tej chwili to było niezbędne. Dużo zrobiła, może nie w życiu skrzatów domowych, ale z pewnością miała wpływ na niego. Bez niej siedziałby teraz w Azkabanie, niesłusznie posądzony o zdradę Zakonu Feniksa. Bez niej byłby samotny, byłby takim samym zgorzkniałym mężczyzną, jak przed wojną. Siedząc z kieliszkiem w ręku, spojrzał na ogień i zastanawiał się, czy już wtedy była w nim zakochana, czy to też stało się przez przypadek. A może podjęła się jego sprawy z litości? Nie miało to teraz znaczenia, ale przypomniał sobie okres, kiedy starał się nie dręczyć zbytnio faktem, że jest to kolejna charytatywna akcja Hermiony Granger.

- Czy jestem twoim kolejnym projektem podobnym do W.E.S.Z - zapytał, drwina aż skapywała z jego ust. Uśmiechnęła się do niego, mimo jego tonu. Czy istniało coś, co mogłoby skłonić tę dziewczynę do zostawienia go w spokoju?

- Sądzisz, że mam jakiś skrót na to? - zapytała niewinnie, ale z figlarnym uśmiechem. - Może coś takiego jak U.P.P.S - Uratować Podstarzałego Profesora Snape'a?

- Nie jestem stary - syknął na nią.

- A kto mówi, że robię to tylko dla ciebie, Snape? Może mam na myśli także innych. Myślę, że S.A.D.N.E.S.S. (SMUTEK) mogłoby być właściwe…. Save Azkaban Dementors Needlessly Enduring Severus Snape.(Uratować Dementorów z Azkabanu przed Nieustannie Złośliwym Severusem Snapem.)

Był na nią tak zły, że nie chciał z nią rozmawiać przez resztę dnia. Opuściła go w końcu, po wielu godzinach przeglądania dowodów, którymi dysponowali.

- Nie przeproszę cię za pomaganie ci, Snape - powiedziała zanim wyszła. A potem nim zdążył ją powstrzymać i zrozumieć, co się dzieje, pochyliła się w dół, gdzie siedział i musnęła go w policzek. Przyglądał się ze zdumieniem, jak wzięła proszek Fiuu z jego kwater w Hogwarcie, jednocześnie podnosząc rękę do miejsca, którego dotknęły jej usta.

Podniósł rękę ku twarzy na wspomnienie ich pierwszego pocałunku i popatrzył na drzwi, które prowadziły do sypialni, gdzie spała jego żona. Zastanawiał się, jak długo to potrwa nim ona wznowi takie małe gesty. Być może to on powinien je zainicjować już teraz. Czy odwróci się od niego lub też będzie zszokowana i zdziwiona, kiedy będzie chciał dotknąć jej, w taki sam sposób, w jaki ona to zrobiła i pocałowałby ją?

Dopił drinka i wtedy wpadła mu do głowy pewna myśl. Zrobi tak, jak mu zasugerowała Minerwa. Powie jej jak się czuje. Przeszukał salon, wziął świecznik i przemienił go w niewielki naszyjnik. Napisał krótką notatkę i zostawił ją na biurku tak, by Hermiona mogła ją znaleźć po jego wyjściu. Profesor McGonagall poradziła mu, by sam jej to dał, ale nie czuł się na siłach, aby to zrobić. Ale dzięki notatce nie powinno być żadnych nieporozumień.

Po naskrobaniu kolejnej notatki do skrzatów, udał się do sypialni. Bardzo cicho, przemienił swoje szaty i wspiął się na łóżko, starając się nie przeszkadzać Hermionie. Położył się, ale po chwili zmienił zdanie. Podrapał się po łokciu i przyjrzał się jej. Usta miała lekko rozchylone, a włosy okalały twarz. Odsunął zbłąkany lok z jej buzi i bardzo powoli, i delikatnie przycisnął usta do jej czoła.

- Dobranoc - szepnął zanim ułożył się obok niej, bliżej niż zwykle, odkąd do niego wróciła. Szepnęła w odpowiedzi i przekręciła się w jego kierunku. Severus zasnął, po raz pierwszy szczęśliwy od lat, mogąc poczuć ją tuż obok siebie.