Rozdział 4

Severus obudził się wcześnie rano i wyszedł, zanim Hermiona zdążyła opuścić łazienkę. Położył prezent dla niej tak, by mogła łatwo na niego trafić. Nie był na tyle odważny, żeby stawić jej czoła, kiedy go już znajdzie. Co, jeśli go nie przyjmie? — Tej myśli nie mógł znieść, tak więc starał się ją odepchnąć, skupiając się na zbliżających się egzaminach z eliksirów.

Ale przez większość dnia wydawał się być rozkojarzony. Czy znalazła już jego prezent? Co sobie pomyślała? Czy się jej spodobał? W jego wątpliwościach nie było nic dziwnego, gdyż nigdy tak naprawdę nie umawiał się z nikim oprócz niej. Sprawiło to, że stał się bezbronny i zbyt podatny na odrzucenie. Zastanawiał się, czy tak właśnie czuła się Hermiona, kiedy go zdobywała. Ale zawsze wydawała się być taka pewna siebie...

— Zawsze wiedziałam, wiesz? — powiedziała mu pewnej nocy w łóżku, skulona obok niego.

— Co wiedziałaś?

— Że będziemy razem.

— Zawsze? — zapytał sceptycznie.

— Zawsze — powtórzyła z szelmowskim uśmiechem na twarzy.

— Czyli w momencie, kiedy zobaczyłaś mnie jako jedenastoletnia dziewczynka, powiedziałaś do siebie: "To jest mężczyzna, którego poślubię"?

— Nie! — wykrzyknęła, chwytając najbliższą poduszkę i uderzając nią go. Warknął i przyciągnął ją bliżej siebie. Łaskotał ją po brzuchu, ignorując jej piski o litość.

— Więc nie zawsze — dowiódł, kiedy wreszcie ucichła. Oddech Hermiony wciąż był nierówny.

— Ale wiedziałam.

— A ja myślałem, że gardziłaś wróżbiarstwem. — Droczył się, ale skrycie podziwiał jej dbałość o szczegóły. Wiedziała. Wszystko zaplanowała. I osiągnęła sukces, mimo jego starań, by ją zniechęcić.

Po obiedzie nerwowo wszedł do ich komnat. Nie było jej w Wielkiej Sali i miał nadzieję, że opuściła posiłek, ponieważ ciężko pracowała, przeglądając akta, a nie włóczyła się po zamku, zapominając, jak ma na imię. Ku jego wielkiej uldze, znalazł ją siedzącą przed kominkiem z otwartą teczką i leżącą na stoliku obok do połowy zjedzoną kanapką.

— Interesujące? — zapytał.

— Dosyć — powiedziała, nie podnosząc głowy. Zmarszczył brwi. Najwyraźniej nie chciała, by jej przeszkadzano. Chwycił kolejny plik ze stosu, zajmując krzesło naprzeciwko niej, ale nie mógł się skoncentrować. Albo nie znalazła prezentu, albo znalazła, ale jej się nie spodobał. Nie było innego wyjaśnienia na ignorowanie go w taki sposób. Odrzucając akta na bok, zdecydował, że musi się napić gdzieś daleko od niej. W momencie, kiedy wstawał, odłożyła na bok to, co czytała.

— Przepraszam — powiedziała — byłam już przy końcu i chciałam to dokończyć.

Usiadł z powrotem w fotelu i skinął głową.

— Znalazłaś coś użytecznego? — zapytał.

— Jeszcze nie, ale to idzie strasznie wolno. Zamiast tylko przelatywać strony wzrokiem, kończę, czytając całą sprawę. Są zbyt fascynujące. — Posłał jej złośliwy uśmieszek. — Ta dotyczyła bardzo skomplikowanego otrucia. Mężczyzna zabijał powoli wszystkich dookoła siebie. Prawdopodobnie nigdy nie zostałby przyłapany, gdyby nie to, że jego szef, żona i brat zachorowali w tym samym czasie — wytłumaczyła, wskazując na akta, które przed momentem odłożyła.

— Pamiętam tę sprawę. — Popatrzyła na niego zaskoczona. — Pomogłem ci dowiedzieć się, jakiej trucizny używał.

— Pewnie dużo gadałam o moich sprawach.

— Aż do znużenia — pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. W przeszłości kazał jej zmieniać temat, teraz jednak myślał, że będzie tęsknił za nocami przy kominku, które spędzał na słuchaniu, jak omawiała szczególnie skomplikowane przypadki. Zawsze była bardzo wdzięczna, kiedy mógł jej pomóc, i to było jedyne, co mógł zrobić po tym, jak ona wysłuchiwała jego jęków o uczniach i ich wybuchających kociołkach.

— Kochasz swoją pracę — powiedział. Skinęła głową, patrząc wymownie w ogień.

— Chociaż znalazłam coś niezwiązanego z pracą — powiedziała nieśmiało, zwracając się do niego.

— Tak?

— Tak — odparła, wyciągając medalion spod szat. W świetle ognia mógł przeczytać inskrypcję, którą wyczarował dziś rano — 'Hermiona Snape, osoba przez całe życie na siłę uszczęśliwiająca innych'. Zauważył liścik leżący na stoliczku obok jej kanapki. Napisał to czerwonym tuszem, nie mogąc znaleźć nic prócz pióra, którego używał do sprawdzania prac dziś rano. Czy, gdy zobaczyła jego czerwone bazgroły, potraktowała to jako atak, pamiętając jego pozornie niewinne zniewagi wypisywane na jej esejach z eliksirów? Napisał krótki liścik, przechodząc od razu do rzeczy: Dokonujesz we mnie zmian. Kocham, Severus.

— Czy to prawda? Naprawdę dokonałam zmian w twoim życiu? — zapytała.

— Tak, Hermiono — wyszeptał. Jak jej powiedzieć, że bez niej tutaj nie miałby powodu, by żyć. Że w rzeczywistości nie miałby w ogóle życia? Słowa już wychodziły mu z ust, kiedy znów się odezwała.

— To dziwne, że mnie tak postrzegasz — powiedziała, dotykając naszyjnika, obracając go w palcach.

— Zawsze myślałam, że zostanę przy swoim nazwisku, kiedy wyjdę za mąż.

— Zatrzymałaś swoje nazwisko — powiedział jej ze złośliwym uśmieszkiem — To taki żart. — Spojrzała na niego zdezorientowana, więc jej to wyjaśnił. — Mieliśmy raczej dużą kłótnię na temat twojego pomysłu pozostania przy nazwisku panieńskim i na końcu nie miałem innego wyboru, jak się poddać. Jakkolwiek, nawet jeśli nalegasz na pozostanie przy Hermionie Granger bądź Hermionie Granger-Snape, to, gdy jesteś nieznośna, zmieniam twoje nazwisko lub inicjały na Hermiona Snape. Zazwyczaj rzucasz na wszystko zaklęcia tak, by czytano nazwisko, które wolisz, ale dla mnie wyzwaniem jest znaleźć coś, co trudno zmienić, a najlepiej coś, co będzie widoczne lub noszone w miejscach publicznych.

— Chcesz mnie naznaczyć? Chcesz, żeby inni wiedzieli, że do ciebie należę?! — zapytała z oburzeniem.

— Należysz do mnie — powiedział. Widząc, jak jej twarz zmienia kolor na wściekle czerwony, szybko kontynuował: — A ja należę do ciebie. Na tym właśnie polega małżeństwo. Poza tym mówiłem, że to żart.

— To brzmi tak, jakbyś chciał mnie zirytować — powiedziała.

— To tylko bonus. — Odchrząknął głośno, odwracając się w stronę stosu akt. — Ty również robisz rzeczy, które mnie denerwują. — Popatrzyła na niego ostro, usta miała ściśnięte w cienką linię. Od razu mógł wyczytać z jej twarzy, że była zła.

— W takim razie dlaczego się ze mną ożeniłeś?

Kopnął się mentalnie za kierunek, w którym pociągnął konwersację. Oczywiście wiedziała, że uważa ją za irytującą. Czyż nie mówił jej tego tysiące razy, kiedy chodziła do szkoły? I to było jedyne, co pamiętała. Będzie musiał lepiej dobierać słowa.

— Ponieważ myślę, że większość twoich irytujących nawyków jest ujmująca.

Popatrzyła na niego zaskoczona.

— Na przykład?

— Upierasz się przy przyklejaniu się do mnie, kiedy śpisz, nie przyjmując do wiadomości tego, że uważam to za uciążliwe.

— W takim razie nie będzie to już twoim problemem. Możemy spać w osobnych łóżkach, jeżeli chcesz. — Wydawała się do tego aż nazbyt chętna. Musiał jednak postawić na swoim.

— Nie, będziesz spała ze mną jak przez ostatnie siedem lat — powiedział.

— Ale właśnie powiedziałeś... — kłóciła się.

— Że uważam to za ujmujące. Nie mogłem spać, gdy cię nie było, i teraz, kiedy wróciłaś... zauważyłem, że... tęskniłem... za twoją bliskością.

Kiwnęła delikatnie głową, odczekała chwilę i zadała następne pytanie.

— Co jeszcze robię?

— Twoje nieustanne gadanie doprowadza mnie czasami do szału — otworzyła usta, by zaprotestować, a jej oczy znowu zaczęły błyszczeć ze złości — ale wolę to niż przerażającą ciszę ostatnich nocy.

— Och.

— Hermiono...

Drgnęła na dźwięk swojego imienia, ponieważ jedyne, co pamiętała, to to, jak syczał w jej stronę: „panno Granger".

Pomyślał, że musi częściej zwracać się do niej po imieniu.

— Rozumiem, że to jest dla ciebie trudne. Pamiętasz tylko tamtego zimnego, zgorzkniałego, sarkastycznego mężczyznę, który obrażał cię, kiedy tylko miał do tego okazję. Wciąż nie jestem miły. Nigdy nie będę wesoły, pogodny czy nawet uprzejmy. Ale jeżeli znajdę w życiu coś, co daje mi przyjemność, to będę podążał za tym do końca.

Miał swoje eliksiry, szydził z Pottera, kiedy ten był jeszcze uczniem, drwił z Blacka, zanim tamten dał się zabić, a później... Później miał Hermionę. Nie było tego dużo i zanim ona nie przyszła, nic nie mogło zapełnić dziury w jego sercu.

— Staram się — wyszeptała głosem pełnym desperacji.

Chciał się z nią kłócić.

Nie, nie starała się, nie wystarczająco mocno. Już nic nie mówiła. Wygadała się Molly Weasley i profesor McGonagall. Nie śmiała się i nie droczyła z nim, nie zalewała go pytaniami na temat jego dnia czy też jego badań nad eliksirami. I już go nie dotykała. Nigdy tego nie lubił, chował się pod warstwami szat, ale zawsze siadała obok niego na kanapie i jedną strona ciała przylegała do niego. Często muskała go w policzek, kiedy obok niego przechodziła, i bardzo podobały mu się czasy, kiedy leżała w łóżku, wyczekując, i rzucając się na niego, kiedy wychodził spod prysznica bądź wracał z lekcji. Ale nie kłócił się. Tylko kiwał głową.

— Wiem. Ja też — powiedział. — Mogę odpowiedzieć na inne pytania, jeśli jakieś masz.

— Chcesz, żebym zadawała pytania? — zapytała z niedowierzaniem. Zaśmiał się cicho, co zdawało się zaskoczyć ją jeszcze bardziej.

— Kolejny dowód na to, że jestem w tobie kompletnie zadurzony — powiedział cierpko. — Co chcesz wiedzieć?

— Nie wiem. Ja... Ja nie mogę niczego w tej chwili wymyślić.

— Gdybym wiedział, że to się tak skończy, zaoferowałbym to o wiele wcześniej — droczył się z nią.

Zaczerwieniła się, odwracając głowę, ale zauważył, że nadal trzymała naszyjnik.

— Mógłbyś skończyć historię, którą zacząłeś wczoraj.

Kiwnął głową i zaczął od momentu, w którym skończył.

Rozmawiałam z profesorem Moodymoznajmiła Hermiona natychmiast po wyjściu z jego kominka.

Żadnego powitania?warknął, zły, że znów popsuła mu jego cichy wieczór. Miał nadzieję, że spędzi noc w swoim fotelu przy kominku, czytając nową książkę.

Witam, profesorze. Jak się pan czuje? Spędził pan miło dzień?

Mój wieczór byłby o wiele lepszy bez twojej denerwującej obecności, a mój dzień był żałosny, ponieważ znowu próbowałembezskutecznieprzekazać wiedzę w coraz większą próżnię, jaką są bezmyślne mózgi moich uczniów.

Czyli mniej więcej normalny dzień w życiu Severusa Snape'a.

Dokładnie. Czego pani chce, panno Granger?

Rozmawiałam z profesorem Moodym.

On nigdy tu nie uczył, nie zasługuje na ten tytuł.

Oczywiściepowiedziała z irytacją w głosie, siadając w fotelu naprzeciwko niego.Czy zamierzasz pozwolić mi powiedzieć to, co mam do powiedzenia, czy nadal będziesz mi wytykał każdy najmniejszy drobiazg?

Nie odpowiedział, tylko wrócił do czytania książki.

Niektórzy pewnie myślą, że wolisz iść do Azkabanu, niż pozwolić mi sobie pomócpowiedziała ze złością.

Na pewno nie byliby dalecy od prawdyodpowiedział uszczypliwie. Ale kiedy podniosła się, by wyjść, wiedział, że posunął się za daleko. Nie podobało mu się to, że mu pomagała. Nie dlatego, że jej nie lubił, tylko po prostu dlatego, że nie przepadał za tym, aby mu ktoś pomagał. Ale fakt, że powoli zaczynał uważać ją za... intrygującą? Tak, to najlepsze słowo, by ją określić... Ten fakt nie pomagał w całej tej cholernej sytuacji.

Usiądźrozkazał.Co miał do powiedzenia?

Powiedział, że nie byłeś jedynym, który został poważnie ranny tamtego wieczoru.

Miał na myśli zaklęcie wypruwające wnętrzności, które udało mi się na niego rzucić.

Że co zrobiłeś?!wykrzyknęła z przerażeniem.

Twoje rozdziawione usta nigdy nie dodawały ci uroku, panno Granger. To nie ma znaczenia, gdyż moja różdżka została złamana. Jego wnętrzności troszkę wylały się z jego brzucha, ale to nie było aż takie straszne, żeby nie mogli sobie z tym poradzić w Świętym Mungu.

Rozumiempowiedziała, kiwając głową, ale wyglądała zdecydowanie nieswojo.Rozmawiałam również z Remusem i z państwem Weasley. Wszyscy pamiętają, że byłeś bez różdżki przez tydzień.

Dobrze. Więc gdzie to nas prowadzi?

Myślę, że damy radę udowodnić Wizengamotowi, że jesteś niewinny. Ale najpierw chciałabym się dowiedzieć, kto ci to zrobił. Kto chciałby, żebyś został wysłany do Azkabanu?

Odpowiedz sobie sama. Mam tylko paru przyjaciół i wielu wrogów. Lista jest dość długa, szczególnie jeśli dodamy gderliwych uczniówpowiedział, marszcząc brwi.

Nie poddam sięoświadczyła. Coś w jego klatce piersiowej się ścisnęło, kiedy zobaczył, że mówiła poważnie. Nie wiedział, czy bał się, że nadal będzie prowadzić sprawę, zakłócając jego spokój, czy może wręcz przeciwnie.

Zakończył w tym momencie. Wstał i podszedł do niej.

— Mam prace do sprawdzenia. Powinnaś dalej szukać, chyba że chcesz sobie zrobić przerwę. Oto najnowsza wersja Historii Hogwartu. Wziąłem ją ze sobą, myśląc, że może pomoże ci nadrobić stracony czas. Wiem, że to twoja ulubiona książka.

Popatrzyła na niego i się uśmiechnęła się.

— Dziękuję... za medalion i za książkę.

— Nie ma za co — odparł, zanim wyszedł do swojego gabinetu. To podziałało. Było dokładnie tak, jak mówiła Minerwa. Uszczęśliwiony sukcesem, poprawiał testy trzeciorocznych z entuzjazmem i wielkodusznością, które nigdy nie były u niego widoczne — łagodnie obrażał ich słabe możliwości, powstrzymując się od szydzenia z ich pochodzenia czy też porównywania ich do domowych skrzatów.

Hermiona już spała, kiedy skończył pracę, ale, tak samo jak noc wcześniej, pocałował ją delikatnie w czoło, zanim się położył. Kiedy zasypiał, na twarzy błąkał mu się lekki uśmiech.

Obudził się wcześnie rano z poczuciem zadowolenia. Hermiona leżała na plecach, a on obok niej. Jej włosy przykleiły się mu do twarzy, męcząc nozdrza lawendowym zapachem. W nocy musiał przyciągnąć ją bliżej siebie, ponieważ jego ręka wciąż spoczywała na jej ciele. W rzeczywistości wylądowała ona pod halką, kierując się do góry.

— Och! — pisnęła zaskoczona. Kiedy był na krawędzi snu i jawy, głaszcząc jej delikatną skórę, obudziła się nagle, by poczuć jego pieszczoty. Jej krzyk go obudził.

— Przepraszam — powiedział, odsuwając się. — Zapomniałem.

— To jest nas dwoje — odparła zawstydzona. Wyglądała uroczo, z zaróżowioną twarzą i potarganymi włosami, kiedy próbowała obciągnąć swoją koszulkę nocną tak, by wróciła na swoje miejsce.

Uciekła do względnie bezpiecznego miejsca, za które uważała łazienkę. Wstał z łóżka, otrząsając się z resztek snu, zanim się zaczął ubierać. Czuł w środku tępy ból, który tylko się spotęgował, kiedy przypominał sobie jej przerażoną twarz, kiedy uświadomiła sobie, że jej dotyka. Czy było to aż tak niewiarygodne, że pragnął tego, kochać się z nią — Prawdopodobnie nie. Ale w jej umyśle pojawiła się pewnie myśl, że ona też kiedyś go pragnęła, co pewnie teraz ją zdumiewało. Ubrał się powoli i poszedł do salonu, by zjeść śniadanie. Hermiona do niego nie dołączyła.

Tak długo siedziała w łazience, że Severus musiał zjeść bez niej. Wyszedł na lekcje wściekły, tracąc nad sobą kontrolę. Chciał ją uwieść, przekonać ją, że jest czegoś wart, ale wszystko zepsuł. Czy jeszcze kiedykolwiek mu zaufa? Najwyraźniej nie mogła znieść myśli, że będzie musiała go widzieć dziś rano. Poprzedniej nocy myślał, że wykonał krok naprzód. Rozmawiali na temat ich relacji, obecnych i tych w przeszłości. Udało mu się powiedzieć jej, co czuje — w pewnym sensie. A potem zepsuł wszystko, pieszcząc ją dzisiaj rano. Nieważne, że był nieświadomy, bo znajdował się jeszcze w półśnie, to nie zmieniało faktu, że naruszył jej nowo wzniesione bariery. Zastanawiając się, co ma zrobić, wszedł do pokoju nauczycielskiego.

— Potrzebuję twojej pomocy — warknął cichym głosem do McGonagall. Pokazała mu, żeby usiadł, i Severus ucieszył się, widząc, jak Sinistra i Flitwick wstali, dając im trochę prywatności.

— Co się dzieje? — zapytała Minerwa.

— Zrobiłem to, co mi powiedziałaś. Dałem jej prezent i powiedziałem, jak się czuję, ale...

— Ale?

— Ale wydaje mi się, że posunąłem się za daleko, za szybko. Nie rozmawiała ze mną dziś rano. — Starał się mówić tak niejasno, jak to tylko było możliwe — nie chciał dostarczyć personelowi tematu do plotek.

— To jej to powiedz. Przeproś ją za to, że posunąłeś się za daleko, i zapytaj ją, co chce zrobić.

— A co, jeśli będzie chciała odejść? — zaprotestował. Po jej reakcji dziś rano czuł, że to możliwe.

— Wtedy przekonasz ją, by została. Zawsze udawało ci się jej to wyperswadować — powiedziała wstając. — Mam wcześnie rano lekcje. Powodzenia. — I już jej nie było. Severus spojrzał na zegarek. On też miał lekcję, na którą musiał dotrzeć.

Uczył swoją klasę w sposób, jaki zawsze to robił, ale przez wszystkie te myśli, które miał teraz w głowie, miał szczęście, że znał tematy zajęć na pamięć po tylu latach nauczania. Zamiast skupić się na prowadzeniu lekcji, martwił się o Hermionę, o to, co powie jej dzisiaj wieczorem. Czy kiedy wróci, ona wciąż tam będzie? Czy w przeszłości, kiedy ją odrzucał, czuła to samo, co on teraz? Chociaż, kiedy to rozważał, uznał, że to, co czuje, jest na pewno gorsze od jej niewiedzy na temat jego uczuć. Kiedy ją odrzucił, to była naturalna i przewidywalna reakcja. To były szyderstwa i obelgi jak za szkolnych lat, przytyki kwestionujące jej inteligencję, kiedy warzyli mikstury dla Zakonu oraz nie-tak-subtelne wskazówki, by zostawiła go w spokoju, gdy pracowała na udowodnieniem jego niewinności.

Przeglądali książki o prawie mugoli i czarodziejów, kiedy to zrobiła. Jej głowa była pochylona nad stronami, nawet jej nie podniosła, kiedy wyciągnęła dłoń i złapała jego przedramię. Wciągnął ostro powietrze, kiedy jej ręka spoczęła na jego znaku.

Co pani robi, panno Granger? — domagał się odpowiedzi, patrząc na dłoń, która dopuściła się przestępstwa.

Myślę, że coś znalazłam! — wykrzyknęła, ściskając jego ramię, zanim w końcu je puściła. Popatrzyła na niego, by zobaczyć błysk w jego oczach. — Niech pan tak na mnie nie patrzy. Myślę, że tym razem to naprawdę jest coś!

Zignorował fakt, że źle zinterpretowała jego spojrzenie.

Poprzednie trzy razy nie nadawały się na nic innego, jak tylko do śmieci, więc wybacz mi, że nie potrafię wstrzymać się od pochopnych osądów.

Więc postaraj się — parsknęła. — Czy kiedykolwiek zrobił pan coś w tym rodzaju?

Z wyjątkiem oczywiście tego, że jego nie-tak-subtelne wskazówki zdawały się na nic. Albo nie mogła odczytać aluzji, albo specjalnie je ignorowała.

Przypomniał sobie, jak bardzo wygodnie bądź niewygodnie czuł się w jej obecności.

Nie mógł się budzić czy zasypiać, nie myśląc o Hermionie Granger.

I za każdym razem, kiedy wyrzucał ją ze swoich kwater, wracała na drugi dzień tak samo chętnie.

Panno Granger, proszę iść do domu! — zażądał. Zostawił ją, myśląc, że już skończyli na ten wieczór, ale, kiedy wrócił ze swojego gabinetu, gdzie poprawiał testy, znalazł ją drzemiącą, opartą o prawnicze książki.

J-jeszcze tylko pięć minut...

Nie! Może i akceptuję pani pomoc w tej sprawie, ale nie zgadzam się, by została pani moją cholerną współlokatorką. Proszę iść do domu!

Dobrze — parsknęła, kiedy się w końcu w pełni obudziła. — Zobaczymy się jutro. — Mówiła to każdej nocy i coraz bardziej go to niepokoiło.

I niech pani coś zje, zanim pani tu wróci. Mam dość słuchania McGonagall porównującej mnie do jakiegoś poganiacza niewolników.

Kiwnęła głową i wyszła, ale wydawało mu się, że usłyszał, jak mamrotała pod nosem coś, co brzmiało jak "Jest pan poganiaczem niewolników". Uszczypnął grzbiet swojego nosa i westchnął, zanim doczołgał się do swojego łóżka.

Przetrwała to wszystko i w końcu wygrała go dla siebie. Może nie było to łatwe, ale mimo tego był zaangażowany w ten związek. Nie chciał... Nie, nie mógł jej stracić.