Rozdział I Wprowadzenie do domu Slytherinu

Prefekt Slytherinu prowadził pierwszorocznych długim, ponurym korytarzem, który z powodu braku okien oświetlały jedynie lampy. Szedł bardzo szybko.

— Teraz jesteśmy w lochach — poinformował uczniów Wanford Cuttleson, kiedy ci próbowali za nim nadążyć. – Pomieszczenia Slytherinu znajdują się pod powierzchnią jeziora.

Brązowooki i brązowowłosy siódmoroczny czarodziej poprowadził pierwszorocznych do końca korytarza, gdzie zatrzymała ich kamienna ściana.

— Serpentsasia — powiedział i ściana przesunęła się do tyłu, odsłaniając korytarz. Odwrócił się i spojrzał na oszołomione twarze. — Zapamiętajcie to słowo. To nasze aktualne hasło, które umożliwi wam wejście do komnat Slytherinu. O jakichkolwiek zmianach zostaniecie natychmiast powiadomieni.

Przeszedł przez ścianę, tuż za nim podążyli pierwszoroczni. Korytarz był słabo oświetlony i czuć było w nim wilgoć. W krótkim czasie dotarli do wielkich, żelaznych drzwi ozdobionych wizerunkami węży. Klamki także były w kształcie splątanych gadów. Wanford otworzył drzwi i wszedł do pokoju wspólnego Ślizgonów. Pokój miał nisko osadzony sufit, z którego zwisały zielonkawe lampy. Na środku stały wygodne, zielone fotele oraz rozlokowane w różnych miejscach stoliki, tak by uczniowie mogli się przy nich uczyć lub grać w gry. Wielki kominek zajmował praktycznie całą jedną ścianę pokoju.

— To wygląda jak lochy — wyszeptała jedna z czarownic, rozglądając się po pokoju szeroko otwartymi oczami. Miała jasnoblond włosy, stalowoniebieskie oczy oraz lekko spiczastą brodę.

— To pokój wspólny. Tutaj będziecie odrabiać zadania domowe i spędzać swój wolny czas, kiedy nie będzie innych zajęć. — Wanford poinformował rozglądających się uczniów.

Mathias skupił się na planszy do gry w czarodziejskie szachy, zastanawiając się czy znajdzie się tu ktoś z kim warto byłoby zagrać. Wujek Ron twierdził, że jest najlepszym młodym graczem, jakiego kiedykolwiek widział. Gdy rudy czarodziej zapytał Mathiasa, gdzie nauczył się tak dobrze grać, chłopiec dał mu prostą odpowiedź.

— Tu chodzi o logikę, wujku. Logikę i odwagę. Każdy pionek na planszy ma swoje zadane do zrobienia. Trzeba tylko pozwolić mu je wykonać.

Mathias wiedział, że Ronald Weasley nie jest jego prawdziwym wujkiem, ale znał go od dziecka. To właśnie Ron nauczył go grać w szachy i zapoznał z wszystkimi zasadami quidditcha, chociaż to wujek Harry, kiedy Mathias miał siedem lat, nauczył go latać na miotle.

Jego matka była przerażona. Sama nie za bardzo lubiła latać i Mathias przypuszczał, że miała nadzieję, iż jej syn także tego nie polubi. Twierdziła, że jest za młody na latanie. Kiedy jednak wzbił się w niebo prawie jak hipogryf, pokazując taką wprawę i opanowanie, musiała przyznać, że sam potrafi utrzymać się w powietrzu i nic więcej nie powiedziała już na ten temat zachwyconemu Mathiasowi i Ronowi.

Hermiona nie była jednak już tak wyrozumiała, jeśli chodziło o jego edukację. Był uczony w domu przez czarownicę, która stale zawyżała poziom jego nauki. Wiedza Mathiasa o eliksirach i zaklęciach była fenomenalna jak na jedenastoletniego chłopca. W przeciwieństwie do swojej matki, kiedy ta była w jego wieku, młody czarodziej nie czuł potrzeby, mówienia wszystkiego, co wiedział tylko, dlatego że ktoś go zapytał. Mathias nie lubił czegoś takiego. To było jak popisywanie się. Nie lubił popisywania się.

Z tego powodu też nie dogadywał się z synem Harry'ego, Jamesem, którego uważał za idiotę, bo ten rozpowiadał w kółko jak to jego ojciec został wybawcą świata czarodziejów, osłabiając Czarnego Pana. Irytujący, kasztanowowłosy, zielonooki czarodziej został przydzielony do Gryffindoru i Mathias bardzo się ucieszył z tego powodu. Nie sądził, że wytrzymałby w jednym domu z tym aroganckim dupkiem. Na dodatek James zawsze mu dokuczał, ponieważ Mathias nie miał ojca. Harry rozmawiał już na ten temat ze swoim synem, ale James wciąż to robił, kiedy tylko się na niego wkurzył.

Ojciec Mathiasa nie żył. Jego matka nie miała szansy poślubić go, zanim ten umarł. Nigdy nie powiedziała chłopcu jak zmarł. Tak naprawdę, zawsze zmieniała temat, kiedy o nim wspominał. Nawet nie zdradziła mu jego imienia. Wujkowie Ron i Harry również nie chcieli mu nic powiedzieć. Mathias wywnioskował więc, że to musi być jakaś tajemnica, o której nie powinien wiedzieć. Denerwowało go jednak, że matka ukrywała coś przed nim. Pewnego dnia odkryje prawdę o swoim ojcu, był tego pewien.

Wanford zaprowadził pierwszorocznych do pokoju wspólnego, kazał im usiąść i siedzieć cicho, podczas gdy on sam udał się powiadomić opiekuna domu, że są już gotowi na jego powitanie.

Większość uczniów pierwszego roku ścisnęła się w małych grupkach dla wygody i bezpieczeństwa. Czuli się nieswojo, ponieważ znaleźli się w nowym miejscu i nie wiedzieli, co ich czeka. Portrety, raczej srogo wyglądających czarodziejów i czarownic, patrzyły na nich ze zmarszczonymi brwiami, od czasu do czasu każąc im siedzieć spokojnie, gdy jakiś uczeń odważył się wstać z krzesła, aby przespacerować się po pokoju.

Mathias usiadł w fotelu z dala od innych. Nowe miejsca nie przeszkadzały mu ani trochę. Jego matka opowiadała mu o cudzie, jakim był Hogwart, od kiedy tylko zaczął rozumieć słowa, jakie się do niego wypowiadało. Jednak gdy przybył na miejsce, uznał, że trochę przesadzała. Hermiona najczęściej opowiadała, jaki to wspaniały jest Gryffindor, i że jest najlepszym domem w Hogwarcie. Zastanawiał się jakby zareagowała na fakt, że został przydzielony do Slytherinu. Nieraz już słyszał jak jego wujkowie rozmawiali o tym, jak fałszywymi ludźmi byli Ślizgoni i o tym, że tylko myśleli o sobie, i że byli odwiecznymi wrogami Gryfonów. Pomyślał, że żaden z nich nie będzie szczęśliwy dowiadując się o jego przydziale. Z jakiegoś powodu ta myśl wywołała uśmiech na twarzy chłopca.

Mathias nie sądził, że jest coś złego w uznawaniu siebie za najważniejszą osobę. Gdyby człowiek sam nie dbał o swoje dobro, kto by to robił za niego? Logicznie rzecz biorąc, stawianie siebie na pierwszym miejscu miało sens. Ale chłopiec nigdy nie przyznał się do tego matce, ponieważ ona ciągle mówiła mu o wspaniałych cechach Griffindoru, takich jak: bezinteresowność, lojalność i wielka odwaga. Mathias sądził, że człowiek może być samolubny a mimo to lojalny i odważny. To prawdopodobnie był powód, dla którego Tiara Przydziału wysłała go do Slytherinu.

Nagle wszystkie szepty w pokoju wspólnym ucichły. Do pokoju wszedł wysoki czarodziej, a wokół niego majestatycznie falowały długie, czarne szaty. Nie był zbyt przystojnym mężczyzną. Miał czarne, lekko tłuste, opadające na ramiona włosy i dość długi, haczykowaty nos. Jego skóra była blada i ziemista a przenikliwe czarne oczy sprawiały wrażenie, że mogły przejrzeć ucznia na wylot. Nie wyglądał na kogoś, z kim można było pożartować.

Profesor Severus Snape zmarszczył brwi, patrząc na uczniów uciekających przed nim wzrokiem, za wyjątkiem Mathias'a, który przyglądał się czarodziejowi z ciekawością. Przemówił głebokim, cichym, prawie hipnotyzującym głosem, natychmiast przyciągającym uwagę słuchaczy.

— Nazywam się profesor Severus Snape i jestem waszym opiekunem domu. Będę za was odpowiedzialny przez cały okres waszego pobytu w tej szkole. Jeśli będziecie mieć jakiś problem, przychodzicie z nim najpierw do mnie... Zanim powiadomicie innego nauczyciela lub dyrektora szkoły. Zwłaszcza, jeśli sytuacja postawi was w złym świetle. Moim zadaniem jest chronić was. Jestem również Mistrzem Eliksirów i będę was uczył w tym roku podstaw eliksirów — powiedział, a jego czarne oczy omiotły uczniów spojrzeniem, jakby próbowały odgadnąć, kto zasłużenie zda jego przedmiot. Chociaż zawsze dawał Slytherin'owi pozytywne oceny. Kontynuował.

— Zostaliście przydzieleni do domu Slytherinu, który został założony wieki temu przez Salazara Slytherina. Naszym herbem jest srebrny wąż na zielonym polu, a kolorami – zielony i srebrny. Również zwierzęciem reprezentującym nasz dom jest wąż. Mamy także rezydentującego tu ducha, Krwawego Barona. Nie mam wątpliwości, że zobaczycie go jeszcze dziś wieczorem. Bardzo lubi witać nowych uczniów.

Tu Mistrz Eliksirów uśmiechnął się z wyższością. Dziś wieczorem w pokojach będzie sporo wrzasków i zmoczonych łóżek. Jednym z rytuałów przejścia w Slytherinie było sikanie do łóżka z przerażenia na widok Krwawego Barona. Duch każdego nowego roku naprawdę nie mógł się doczekać straszenia pierwszorocznych. I był w tym całkiem dobry.

— Jako Ślizgoni posiadacie pewne cechy, które albo przejawiacie, albo będziecie rozwijać, równoznaczne z sukcesem, takie jak: zaradność, determinacja i... lekceważenie zasad. Jednakże, jeśli ktoś z was zostanie przyłapany na łamaniu zasad, zostanie za to odpowiednio ukarany. Ale tylko, jeśli zostanie złapany. Jako Ślizgoni praktykujemy filozofię ekskluzywności. Nie mieszamy się i nie nawiązujemy znajomości z uczniami innych domów, chyba, że leży to w naszym interesie. Trzymamy się wyłącznie razem, za wyjątkiem sytuacji, gdy zaistnieje jakiś powód, aby było inaczej.

Severus uśmiechnął się z złośliwie na myśl o różnego rodzaju inicjatywach uzasadniających niechciane bratania, takich jak seks z czarownicą albo manipulacja czarodziejami z innych domów. Ale ci uczniowie byli na to jeszcze za młodzi... Takie podboje przeznaczone były na późniejsze lata. Niejedna Ślizgonka uwodziła zawodnika quidditcha przeciwnej drużyny po to, by ten oddał mecz dla szansy przelecenia jej. Szansy, która nigdy potem się nie realizowała.

Mistrz Eliksirów kontynuował.

— W Hogwarcie istnieje system punktowy. Punkty przyznawane są w nagrodę bądź odbierane, jako kara za nieodpowiednie zachowanie. Można je zyskać także za wygrany mecz quidditcha. Punkty są liczone przez cały rok. Pod koniec roku dom, który zebrał najwięcej punktów otrzymuje Puchar Domów. To stanowi wielki zaszczyt i oczekuję od was, że wszyscy będziecie uczestniczyć w zdobywaniu punktów dla naszego domu, jak również mam nadzieję, że przyczynicie się do utraty punktów przez naszych konkurentów — powiedział, uważnie przyglądając się uczniom.

Mathias uśmiechnął się szeroko po wysłuchaniu tej instrukcji. Z rozkoszą sprawi, że James Potter straci trochę punktów. Severus kątem oka zauważył uśmiech, ale kontynuował.

— W głównym holu znajdziecie olbrzymie klepsydry, które zapisują stan punktów każdego z domów. Nasza klepsydra wypełniona jest szmaragdami. Gdy nauczyciel lub inna upoważniona osoba wymawia słowa przyznające lub odejmujące punkty, klepsydra jest automatycznie aktualizowana, by wskazać wzrost lub stratę. Zwykle tylko personel jest upoważniony by to czynić, ale prefekci także mogą wam odebrać punkty, są stronniczy dla ich własnych domów. Miejcie się na baczności. Slytherin zawsze jest ich celem.

Profesor przerwał, pozwalając uczniom przyswoić informacje, po czym kontynuował, chodząc tam i z powrotem, uważnie spoglądając na pierwszorocznych.

— Oczekuję od was, że będziecie się uczyć. Niepowodzenie w jakimkolwiek przedmiocie jest niedopuszczalne i zostaniecie za nie ukarani. Zdajecie w obojętnie jaki chcecie sposób, ale spróbujcie się czegoś nauczyć.

Uczniowie spojrzeli po sobie. Czyżby profesor właśnie powiedział im, że w razie potrzeby mają oszukiwać?

Severus zmarszczył brwi i uczniowie z powrotem popatrzyli uważnie na bladego czarodzieja. Ten nagle przestał chodzić tam i z powrotem i posłał im mroczne, ostrzegawcze spojrzenie.

— I nigdy nie wyjawiajcie tego, co się dzieje w tym domu nikomu spoza niego. To, co dzieje się tutaj, zostaje tutaj. Jeżeli ktoś zostanie złapany na złamaniu tej zasady, lepiej dla niego byłoby, gdyby nigdy nie przekroczył hogwarckich murów. Wasza lojalność wobec tego domu jest najważniejsza. Zapamiętajcie to! — Severus powiedział poważnie z niebezpiecznym błyskiem w oku.

Wszyscy uczniowie skinęli głowami, w tym również Mathias uważnie obserwujący czarodzieja. Było w profesorze coś, co przyciągnęło uwagę jego mrocznej naturze.

— Współlokatorzy stanowią teraz waszą rodzinę w Hogwarcie — kontynuował Mistrz Eliksirów. — Będziecie mieć wspólne lekcje, będziecie spać razem w dormitoriach i spędzać wolny czas w pokoju wspólnym. Możecie się w nim uczyć i wypełniać wolny czas. Pierwszy rok dzieli wspólną część sypialną. Jeśli będziecie osiągać wysokie wyniki w nauce, możecie zostać nagrodzeni prywatnym pokojem. Jeśli wasi rodzice są wystarczająco bogaci istnieje też możliwość wynajęcia własnej sypialni. Slytherin jest jedynym domem oferującym taki luksus. Jeśli ktoś z was chciałby mieć prywatny pokój, niech zostawi podanie w moim gabinecie, który znajduje się w głównym korytarzu po lewej. Teraz zostawię was żebyście mogli odpocząć.

Paru uczniów wydawało się być zainteresowanych tą informacją. Mathias nawet o tym nie pomyślał. Jego matkę byłoby na to stać, ale nigdy by tego nie zrobiła, ponieważ uważała, że jest już wystarczająco zbyt zamknięty w sobie. Młody czarodziej nie mógł jej przekonać, że lepiej czuje się sam. Uważał większość dzieci, które do tej pory spotkał, za idiotów i cymbałów. Wolał czytać i pracować nad własnymi zaklęciami i miksturami w samotności. Był w tym całkiem podobny do matki, ale przenigdy nie użyłby książek jako wymówki, żeby przed czymś uciec, tak jak ona to robiła. Uczył się, bo tak chciał, a nie po to, żeby wypełnić pustkę w życiu.

Zamiłowanie Mathiasa do samotności i nauki było genetyczne. Niechęć do głupców odziedziczył po ojcu, a miłość do nauki zawdzięczał obojgu rodzicom. Chłopiec myślał o wiele bardziej logicznie niż większość dzieci w jego wieku. Rozwinął w sobie zainteresowania, których oni jeszcze nie odkryli i był bardziej dojrzalszy niż większość z nich. Zupełnie tak jak kiedyś Hermiona.

Severus spojrzał na uczniów.

— Wszyscy mieliście dzisiaj długi dzień. Wasze skrzynie zostały dostarczone do pokoi, a wasze rzeczy rozpakowane. Na łóżkach znajdziecie kwestionariusze, które dostarczą mi informacji na wasz temat, między innymi o pochodzeniu, osobach, z którymi powinienem się skontaktować w razie nagłego wypadku i tak dalej. Musicie również napisać krótki esej informujący, dlaczego sądzicie, że przynależność do domu Slytherinu przyniesie wam lub nie przyniesie korzyści. Oczekuję tych kwestionariuszy jutro wieczorem na moim biurku. Panie Cuttleson! Pani Faraquay! — zawołał.

Oboje prefekci natychmiast pojawili się przy wejściu do dormitoriów.

— Eskortujcie pierwszorocznych do ich pokoi — powiedział, a jego oczy spoczęły na chwilę na Mathiasie, który, wcale niezastraszony także bacznie się mu przyglądał.

Oboje prefekci zeszli w dół po schodach.

— Czarownice, za mną! — Abigail Faraquay poleciła władczo.

— Czarodzieje, ze mną! – zakomenderował Wanford

Pierwszoroczni zebrali się wokół prefektów i podążyli za nimi schodami. Mathias był ostatnim chłopcem, który wyszedł. Mijając bladego czarodzieja, przyjrzał mu się z ciekawością swoimi czarnymi oczami, nie mówiąc przy tym ani słowa. Severus spiorunował go wzrokiem. Bez skutku. Młody czarodziej niewzruszony podążył za resztą uczniów schodami i zniknął za rogiem z niewielkim falowaniem szat.

Severus stał tam przez chwilę, patrząc na syna. Nie miał wątpliwości, że Mathias był jego potomkiem. Z wyglądu i z zachowania bardzo go przypominał, na szczęście miał też wiele cech swojej matki. Dziękował za to bogom.

Cholera. Mistrz Eliksirów niemal wyobrażał sobie realizację planu, w którym Hermiona pozbywa się dziecka. Ale to było zbyt okrutne, nawet dla niego. Skoro chciała chować małego bękarta, czemu nie, niech to robi. A teraz stał oko w oko ze swoim błędem.

Odwrócił się i skierował się do swoich pokoi, zastanawiając się jak dużo chłopiec wiedział. Dobrze, że kwestionariusz szybko mu na to odpowie. Zawierał pytania zarówno o matkę jak i o ojca. Kiedy tylko posiądzie wiedzę o tym, co Mathias wie na temat swojego pochodzenia, wtedy będzie mógł nad tym popracować.

Severus pocierał nerwowo czoło, opuszczając pomieszczenia Ślizgonów i idąc wolno korytarzem w lochach. Syn, którego nigdy nie chciał, z którym nigdy się nie kontaktował, i którego nigdy nie kochał, właśnie został przydzielony do Slytherin'u. Najprawdopodobniej będzie musiał się nim zajmować przez następne siedem lat.

Bogowie, co za pieprzony bałagan.