Rozdział 2 Najgorszy z możliwych scenariuszy

Mistrzyni Zaklęć, Hermiona Granger, siedziała przy stole, popijając kawę, kiedy usłyszała stukanie w okno. Czarownica odwróciła się i dostrzegła wpatrującą się w nią siedzącą na parapecie sowę. Ptak miał przymocowany do nogi pergamin.

Odsunęła krzesło i podeszła do okna, otwierając je na oścież. Sowa wleciała, przysiadła na stole i wystawiając nóżkę mrugnęła na czarownicę. Kobieta odwiązała perg

amin, podeszła do lodówki i wyszukała kawałek szynki dla ptaka. Sowa połknęła go z wdzięcznością, po czym, pohukując na czarownicę, wyleciała przez okno, kierując się z powrotem do Hogwartu.

Hermiona przez moment obracała pergamin w ręku. Jej złocistobrązowe oczy wyrażały troskę. Wiedziała, że ten list powie jej, do jakiego domu został przydzielony jej syn.

— Bogowie, niech to będzie Gryffindor... Albo chociaż Ravenclaw — westchnęła, otwierając pergamin i przelatując wzrokiem pismo.

Oczy czarownicy rozszerzyły się, a ona sama jęknęła. Bogowie. Mathiasa przydzielono do Slytherin'u. Był w jednym domu ze swoim ojcem.

Hermiona pozwoliła pergaminowi opaść na stół. To okropne. To był najgorszy z możliwych scenariuszy, który mogła sobie wyobrazić. Czarownica zawsze starała się wydobyć dobro ze swojego syna, próbowała przekonać go do Griffindoru, opowiadając mu przeróżne historie, tak by zachęcić go do stania się Gryfonem. Najwyraźniej jednak to nie wystarczyło. Teraz wszystkie kłamstwa, które opowiadała mu na temat ojca, wyjdą na jaw.

Wzięła głęboki wdech. Ciężko było jej wychowywać Mathiasa samotnie, chociaż rodzice, Harry i Ron bardzo jej w tym pomagali. Udało jej się uzyskać tytuł Mistrzyni Zaklęć i po jedenastu latach pracy w Ministerstwie była asystentką kierownika Departamentu Zaklęć. Niedługo kierownik miał odejść na emeryturę i Hermiona spodziewała się zająć jego miejsce. Praca była stabilna, dobrze płatna i całkiem nieźle sobie w niej radziła. Dodatkowo opatentowała parę zaklęć, które przyniosły jej dodatkowy dochód. W żadnym wypadku nie mogła narzekać na brak pieniędzy.

Hermiona z rozpaczy schowała twarz w dłoniach, wiedząc, że dzień, w którym Mathias pozna prawdę o swoim pochodzeniu, zbliża się nieubłaganie. Dowie się, że profesor Severus Snape jest jego ojcem.

Powinna była powiedzieć mu o tym dawno temu, ale nie mogła zebrać się na odwagę, by oznajmić swojemu dziecku, że jest wynikiem pijackiej schadzki matki z czarodziejem, który teraz nie chce mieć z nim nic wspólnego. Nie chciała, żeby dowiedział się, że była tak słaba i głupia, oraz że jego ojciec się nim nie interesował ani teraz, ani wcześniej. To było zbyt okrutne, żeby mu o tym powiedzieć. Stanęło na tym, że jego ojciec nie żyje i tak to pozostawiła... Wiedząc przez cały czas, że któregoś dnia prawda wyjdzie na jaw.

Zarówno Ron jak i Harry starali się wybić jej z głowy ten pomysł, kiedy tylko im powiedziała, co planuje zrobić. Mathias był wtedy jeszcze niemowlęciem.

— To straszne, że ten tłustowłosy drań jest jego ojcem, Hermiono, ale chłopak ma prawo o tym wiedzieć — oznajmił zdenerwowany Ron.

Harry przytaknął.

— Ron ma rację, Hermiono. Mówienie Mathiasowi, że jego ojciec nie żyje, nie jest dobrym rozwiązaniem. Prawda wyjdzie na jaw prędzej czy później i możliwe, że skończy się to tak, że chłopak znienawidzi cię jak tylko się o tym dowie — mówił do czarownicy potrząsającej uparcie głową.

— Nie chcę, żeby myślał, że ma wyrodnego ojca i matkę ladacznicę. Jakby to się na nim odbiło? To go złamie zanim jeszcze dobrze nie stanie w życiu na nogach. Nie zrobię tego. Nie powiem mu tego, Ron, Harry… Nie mogę. Obiecajcie mi obaj, że też mu tego nie powiecie. Czarodziejska przysięga! — wykrzyknęła zrozpaczona i zapłakana.

— Nie chcę tego robić, Hermiono — powiedział Harry, patrząc na nią zaniepokojony.

— Ja też — dodał Ron.

Hermiona popatrzyła na obu czarodziei zwężonymi oczami.

— Jeżeli tego nie zrobicie, wierzę, że możemy się pożegnać tu i teraz. — Czarownica nie żartowała. — Ponieważ żaden z was więcej nie znajdzie się w pobliżu mnie i mojego syna. Nie pozwolę, żebyście zdradzili mu to, czego ja sama mu nie chcę powiedzieć.

Ron i Harry spojrzeli na siebie z niedowierzaniem, zanim popatrzyli z powrotem na Hermionę. Miała tą samą zaciętą minę, którą przybierała za każdym razem, kiedy naprawdę myślała to, co o czym mówiła.

— Odcięłabyś się od nas, Hermiono? — Harry zapytał cicho.

— To wy odcielibyście mnie — odpowiedziała — nie szanując moich decyzji w stosunku do mojego syna. To byłby wasz wybór.

Zrezygnowani czarodzieje złożyli przysięgę, nie widząc innego wyjścia. Hermiona ich potrzebowała, a oni chcieli trwać przy niej. Harry sam miał syna, James'a, i nawet z Ginny było mu czasami ciężko. Dla samotnej, uczącej się matki samotne macierzyństwo musiało być sto razy większym wyzwaniem.

Harry wciąż jednak czuł, że Hermiona, wcześniej czy później, będzie żałowała swojej decyzji. Pamiętał, jak on sam czuł się, kiedy był na piątym roku Dumbledore wyjawił mu wszystkie te rzeczy, które wcześniej przed nim ukrywał. Praktycznie zniszczył wtedy dyrektorowi gabinet i aż do dziś, chociaż szanował starego czarodzieja, wciąż czuł do niego żal.

Był pewien, że Mathias nie przyjmie tego dobrze. Chłopiec miał raczej mroczną naturę. Był taki sam jak jego ojciec, a Snape mógł chować urazę nawet wobec śmierci. Wciąż nienawidził ojca Harry'ego i Syriusza Black'a, choć ci odeszli ze świata żywych lata temu. Mathias czułby się zdradzony przez nich wszystkich. Nie wiedziałby, komu mógłby zaufać. Skończyłoby się tak, że znienawidziłby Hermionę tak samo, jak jego ojciec nienawidził swoich dawnych wrogów.

Ale Hermiona dokonała już wyboru. Nie było niczego, co mogłoby ją przekonać do zmiany zdania. Wszystko co Harry i Ron mogli teraz zrobić, to okazać Mathias'owi miłość i mieć nadzieję, że ta więź przetrwa nadciągający w przyszłości huragan.

Hermiona siedziała przy stole, patrząc w zamyśleniu przed siebie, zanim wezwała swoją sowę, Fedwigę. Sowa była ona potomkiem Hedwigi, która odeszła lata temu. Śnieżnobiały ptak wleciał do kuchni, lądując na ramieniu czarownicy i czyszcząc sobie pióra, zanim zeskoczył na stół. Obserwował Hermionę wyczekująco, kiedy czarownica wstała, podeszła do szafki, po czym otworzyła ją i wyciągnęła kawałek pergaminu i pióro. Kobieta usiadła z powrotem przy stole, skrobiąc szybką notkę, którą następnie przyczepiła go do nóżki Fedwigi.

— Zanieś to do Ministerswa, do szefa Departamentu Zaklęć, Agnesa Tuttleberry'ego. — Hermiona powiedziała do ptaka, który skinął głowką w odpowiedzi i wyleciał przez kuchenne okno.

Obserwowała przez chwilę odlatującą sowę, po czym skierowała się do swojego pokoju, aby przebrać się w elegancką szatę. Nie widziała profesora Snape'a od lat i chciała pokazać mu, że jej życie było szczęśliwe. Pomimo tego, że była sama, udało jej się wychować syna bez jego pomocy. Mathias był dobrym i bystrym chłopcem, był też ponad wiek wyszkolony w dziedzinie zaklęć i eliksirów. Hermiona robiła wszystko, co uważała za najlepsze dla Mathiasa, i wierzyła, że chłopiec zajdzie daleko, jeśli tylko będzie miał właściwe kierownictwo.

Westchnęła. Jej syn był teraz Ślizgonem i przez następne siedem lat będzie uczony filozofii Slytherinu. Mathias już teraz przejawiał cechy typowego Ślizgona, inaczej nie zostałby przydzielony do tego domu. Znajdzie się także pod wpływem Severusa, który bynajmniej nie stanowił odpowiedniego wzoru do naśladowania. Zgoda, zrobił bardzo dużo dla Zakonu, ale brakowało mu właściwego charakteru, zwłaszcza w kwestiach, o które chodziło Hermionie. Nie chciała, by miał on jakikolwiek wpływ na Mathiasa.

Może najpierw porozmawia z Albusem... Sprawdzi, czy nie będzie mogła przenieść Mathiasa ze Slytherinu... Może do Ravenclawu, jeżeli nie do Gryffindoru. Tak, najpierw uda się do dyrektora. Może wcale nie będzie musiała spotykać się z Severusem.

Stojąc przed lustrem, Hermiona czesała włosy, dopóki nie ułożyły się w delikatne, lśniące loki. Nigdy się nie malowała, chyba, że czekało ją ważne spotkanie. Nie potrzebowała tego. Może nie była piękną czarownicą, ale była na tyle ładna, że gdy przechodziła, to głowy mężczyzn obracały się za nią. Jej miłosne życie było całkiem udane. Spotykała się przez ostatnie pięć lat z jednym czarodziejem — aurorem, który nazywał się Justice Forall. Jego imię, które znaczyło „sprawiedliwość" sprawiło, że Hermiona zwróciła na niego uwagę. Nie mogąc się powstrzymać, parsknęła śmiechem, kiedy Harry przedstawił ją wysokiemu, brązowookiemu blondynowi.

— Justice Forall? — Hermiona uśmiechnęła się do mężczyzny. Oczy Aurora błysnęły na widok czarownicy.

— Tak — odpowiedział. — Mój ojciec to John Forall. Jest Amerykaninem i ma dość specyficzne poczucie humoru. Dał mi takie imię, dzięki któremu jestem zmuszony być raczej sprawiedliwy.

Hermiona szybko odkryła, że to prawda. Nie mrugnął nawet okiem, kiedy podczas obiadu na ich pierwszej randce poinformowała go, że ma sześcioletniego, nieślubnego syna, i że jego ojciec nie istnieje w ich życiu.

— To oznacza — Justice powiedział do czarownicy — że ojciec dziecka jest głupcem. Ty i syn? Jaki czarodziej o zdrowych zmysłach odciąłby się od takiego połączenia? Kimkolwiek jest, jest wariatem i nie zasługuje na was.

Justice wkrótce został kochankiem Hermiony. Był zaskoczony i zachwycony niedoświadczeniem czarownicy. Kiedy wyjaśniła mu okoliczności w jakich straciła dziewictwo, Justice warknął.

— Co za drań! — wściekał się. — Jesteś pewna, że nie chcesz podać mi jego nazwiska? Powinien dostać za swoje.

Hermiona zaprzeczyła głową.

— Nie, mam ciebie, Justice. Nie chcę, żebyś wplątał się przeze mnie w jakiekolwiek kłopoty. To skończona sprawa — powiedziała delikatnie.

Justice popatrzył na czarownicę i pocałował ją czule.

— Tak czy siak, uważam się za twojego pierwszego partnera. Może będę też ostatnim — powiedział zniżonym głosem, zaglądając w jej bursztynowe oczy swoimi brązowymi. Całkowicie stracił dla niej głowę.

Hermiona nie odpowiedziała mu. Nie chciała brać ślubu, nie teraz... Jeżeli w ogóle. Przyzwyczaiła się do życia tylko ze swoim synem. Mężczyzna w tym obrazku wszystko by zmienił. Więc, chociaż Justice chciał poślubić czarownicę, ona wciąż trzymała go na dystans.

Mathias nigdy nie polubił Justice'a. Chłopiec nie znosił aurora, ponieważ ten odbierał mu część uwagi matki. Wystarczająco złe było to, że Hermiona musiała pracować, potem wieczorami spędzała większość czasu na uczeniu chłopca. Mieli za mało czasu na prawdziwe relacje matki i syna. Za każdym razem, kiedy Justice całował Hermionę, Mathias kipiał aż ze złości. Raz nawet rzucił zaklęciem w czarodzieja, kiedy ten wychodził z domu, powodując, że Justice upadł uderzając twarzą o twardą drewnianą ławkę. Zaraz po tym jak to zrobił, Mathias uciekł do swojego pokoju, bojąc się przyłapania na gorącym uczynku.

Lecz ten postępek szybko obrócił się przeciwko młodemu czarodziejowi, ponieważ Hermiona wróciła do domu z Justice'em, próbując wyleczyć mu nos. Jedna rzecz doprowadziła do następnej i auror nie wyszedł aż do następnego ranka, spędzając noc w łóżku jego matki, czego Mathias szczerze nienawidził. On nie mógł spać z mamą. Powiedziała mu, że już jest na to za duży.

A Justice był o wiele większy od niego i mógł czasami spać z Hermioną. W rzeczywistości działo się to dość często… Tak bardzo przeszkadzało to Mathiasowi, że postanowił zapytać Hermionę.

Pewnego dnia siedząc przy śniadaniu, zaraz po tym, jak Justice pocałował jego mamę, zburzył Mathias'owi włosy (czego chłopiec szczerze nie znosił) i wyszedł, młody czarodziej zapytał swoją matkę: — Dlaczego pan Forall może spać w twoim łóżku, mamo? Powiedziałaś, że ja jestem zbyt duży, żeby z tobą spać, a pan Forall jest o wiele większy ode mnie, a jemu na to pozwalasz. Czemu tak jest?

Hermiona, stojąc przy zlewie, odwróciła się gwałtownie i popatrzyła na syna. Zaczerwieniła się. Czarne oczy Mathias'a obserwowały ją uważnie. Jego mama czerwieniła się tak tylko wtedy, gdy coś naprawdę ją zawstydziło.

— Czemu mamo? — ponaglał ją, domagając się odpowiedzi. Czy lubiła pana Forall'a bardziej niż jego?

Hermiona usiadła naprzeciwko syna, nerwowo pocierając jedną dłonią o drugą. Miał tylko siedem lat. Stanowczo był jeszcze za młody, żeby rozmawiać z nim o seksie.

— Mathias, jesteś moim synem i dużym chłopcem. Duzi chłopcy mają swoje własne pokoje i łóżka — zaczęła.

— Pan Forall też ma własny pokój i łóżko tam gdzie mieszka, ale pozwalasz mu spać u siebie. — Młody czarodziej nie dawał za wygraną.

— Pan Forall nie śpi ze mną tak jak ty, Mathias. My jesteśmy dorośli. Dorośli śpią inaczej niż dzieci — powiedziała Hermiona, na nowo się czerwieniąc. — On... On dotrzymuje mi towarzystwa.

— Też mogę dotrzymywać ci towarzystwa, tak samo jak on. — Mathias powiedział groźnie. W tym momencie wyglądał dokładnie jak Severus.

Hermiona potrząsnęła głową.

— Nie. Obawiam się, że nie możesz, Mathias — odparła speszona. — Synowie nie dotrzymują swoim mamom towarzystwa w ten sposób. To jest bardziej skomplikowane. Opowiem ci o tym, jak będziesz starszy. To ma coś w wspólnego z seksem.

Radar Mathiasa się włączył. Seks?! Jeszcze nigdy nie wspominała o seksie wcześniej. Nawet, kiedy go uczyła. Myślał, że już wszystko z nim przerobiła.

— Dlaczego kiedy będę starszy? Uczyłaś mnie zaklęć i eliksirów wcześniej. Dlaczego nie o seksie? — zapytał, patrząc podejrzliwie na matkę.

— Ponieważ seks jest inny. Nie potrzebujesz myśleć o tym w wieku siedmiu lat. Zaufaj mi, Mathias. — Hermiona powiedziała spokojnie.

Mathias popatrzył sceptycznie. Ukrywała coś przed nim. Nie podobało mu się to.

— Kiedyś ci o tym opowiem, wtedy zrozumiesz. Ale to, że pan Forall śpi ze mną w łóżku, nie znaczy, że kocham go bardziej niż ciebie. Kocham cię bardziej niż kogokolwiek innego na świecie — powiedziała czarownica. — Po prostu kocham pana Forall'a trochę inaczej. Dlatego czasami śpi u mnie w łóżku.

— Z powodu seksu? — drążył młody czarodziej, chcąc się upewnić.

— Tak — odpowiedziała Hermiona, ponownie się czerwieniąc.

Mathias spojrzał na nią ze zrozumieniem.

— Dobrze mamo, poczekam aż zdecydujesz się mi opowiedzieć — odparł lekceważąco, powracając do swoich płatków.

Hermiona odetchnęła z ulgą.

Oczywiście Mathias nie poczekał. Jego mama posiadała dużą bibliotekę, więc ją przeszukiwał, dopóki nie znalazł książki do biologii, która wytłumaczyła mu czym jest seks.

— Fuj! — To był jedyny komentarz, na jaki się zdobył, kiedy dowiedział się, na czym to polega.

Myślał, że penis jest czymś przeznaczonym wyłącznie do sikania. Rewelacja, że używano go również do czegoś innego, zbiła go z tropu. Cóż przynajmniej wyjaśniło się, dlaczego czasami jego organ stawał się niewygodnie twardy. Jeżeli jego mama i pan Forall uprawiali seks, to dobrze, że robili to w jej pokoju. Fuj!

Ale to, że pan Forall wkładał swojego penisa w jego mamę, przeszkadzało Mathias'owi, chociaż nie wiedział dlaczego. Sprawiło, że nie lubił go jeszcze bardziej. Ale już nigdy nie wspominał Hermionie o kwestii spania w jej łóżku.

Hermiona po raz ostatni przejrzała się w lustrze, wzięła głęboki wdech i aportowała się przed główną bramę Hogwartu. Próbowała ją otworzyć, ale nie mogła. Założono na niej nowe zaklęcia. Patrzyła przez chwilę przed siebie, a potem wpadła na pomysł by wystrzelić ze swojej różdżki iskry w prosto niebo. Iskry były uniwersalnym wezwaniem o pomoc w świecie czarodziejów.

Wkrótce pojawiła się wykrzywiona, zgarbiona postać, powolnie i mozolnie kierująca się w stronę bramy.

O Bogowie, to Filch. Pomyślała zaskoczona, że stary dozorca jeszcze żyje, a tym bardziej pracuje w Hogwarcie. Wydawał się już taki wiekowy, kiedy sama chodziła do szkoły.

Łysawy, gderliwy mężczyzna spojrzał na nią przez kraty. Jego zaropiałe oczy rozszerzyły się ze zdumienia, ponieważ rozpoznał czarownicę.

— Ja cię znam — powiedział oskarżycielsko. — Jesteś tą dziewczyną od Potter'a. Zawsze były z wami problemy. Odeszłaś stad już dawno temu. Czego chcesz?

Filch był nie był zbyt miłym woźnym.

— Tak, to ja, Hermiona Granger, panie Filch. Przyszłam, by porozmawiać z dyrektorem w sprawie mojego syna.

Argus uderzył się ręką w czoło.

— Syn? Masz tutaj syna. Kolejna generacja, którą trzeba się zająć — jęknął, niechętnie otwierając bramę. — Wchodź. Może go wypiszesz?

Hermiona nie mogła się powstrzymać, wyszczerzyła się do starego mężczyzny mijając bramę. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.

— Dziękuję — powiedziała do Argusa, który mamrotał coś niezrozumiale. Była pewna, że nie było to „Nie ma za co".

Skierowała sie w stronę głównego wejścia.

Miała nadzieje, że Albus jej pomoże.