Rozdział 3 Pierwszy dzień Mathiasa

Severus mył się pod prysznicem, przygotowując się do pierwszego dnia zajęć. Właśnie namydlił plecy i odwrócił się, by je spłukać, kiedy znalazł się twarzą w twarz z Krwawym Baronem.

- Arrrrrgh! - wykrzyknął zaskoczony Mistrz Eliksirów, upuszczając zarówno gąbkę jak i mydło na widok strasznego ducha unoszącego się tuż koło niego. Chwycił się za serce, łapiąc oddech. Severus nie był bojaźliwy, ale zaskoczyło go to nagłe pojawienie się intruza w jego łazience.

- Baronie, co ty, do diabła, robisz w mojej łazience? – wydyszał w stronę ducha. - O mało nie dostałem zawału!

Posępny zakrwawiony duch unosił się jeszcze przez chwilę, patrząc na czarodzieja swoim martwym wzrokiem, a potem przemówił niskim głosem.

- Przyszedłem ze skargą, profesorze - powiedział. Jego twarz wykrzywiła się, co sprawiło, że wyglądał jeszcze straszniej.

- Skargą? - Severus powtórzył niepewnie. Przez wszystkie lata nauczania w Hogwarcie, duch nigdy nie przyszedł do niego ze skargą. O co mu chodziło?

- Tak. Wczoraj w nocy byłem u pierwszorocznych Ślizgonów, tak jak robię to na początku każdego roku. Tak jak zawsze były krzyki i moczenie łóżek. Wszystko przebiegało zgodnie z planem, dopóki nie wszedłem do ostatniego pokoju. Przeleciałem nad trzema pierwszymi łóżkami, wyjąc i krzywiąc się tak jak zazwyczaj, a oni krzyczeli i chowali się pod kołdrami. Ale kiedy podleciałem do ostatniego ucznia, ten spojrzał na mnie, wyciągnął swoją różdżkę i rzucił we mnie zaklęciem! - powiedział ze złością.

- Jakim zaklęciem? - zapytał Severus, zastanawiając się, który uczeń z pierwszego roku ma taki tupet, że zastosował kontratak, zamiast się schować.

- Nie wiem - odpowiedział duch. - Ale czułem jakby mnie zamroziło. Potem upadłem na łóżko niezdolny do jakiegokolwiek ruchu. Najgorsze jest to, że ten mały drań zrzucił mnie na podłogę i zostawił na niej, podczas gdy sam przykrył się kołdrą i poszedł spać. Leżałem tam kilka godzin, czekając aż zaklęcie przestanie działać - narzekał Baron. - Wymagam, żeby ten uczeń został ukarany, profesorze.

Severus patrzył na ducha. Miał ucznia z pierwszego roku, który nie tylko rzucił zaklęcie na Barona, ale jeszcze zrzucił go z łóżka i zasnął. Ktokolwiek to zrobił miał jaja, to było pewne.

- W porządku. Zobaczę co da się zrobić. Który pokój i łóżko? - profesor zapytał ducha. Baron odpowiedział.

- Dobrze. Jeszcze dziś sprawdzę kto je zajmuje - czarodziej powiedział. - Ale muszę ci przypomnieć, Baronie, że sam zostałeś kiedyś przydzielony do Slytherinu i bardzo dobrze znasz filozofię Ślizgonów dotyczącą akcji-reakcji. Terroryzujesz uczniów na początku każdego roku. Po raz pierwszy jeden z nich się obronił. Ty byłeś tego przyczyną, a jego atak - efektem. Każdy z nas musi zapłacić za swoje czyny, jeżeli wywołają one negatywne skutki. Po prostu dostałeś nauczkę, Baronie. Czy naprawdę uważasz, że ten mały czarodziej powinien zostać ukarany za to, że się przed tobą bronił?

Duch patrzył na niego w ciszy, a potem bez słowa wleciał w ścianę i zniknął.

Severus podniósł gąbkę i pozostałości mydła, które rozpuściło się w wodzie podczas rozmowy. Opłukał gąbkę, wsadził mydło do miski, zakręcił wodę i wyszedł spod prysznica. Kiedy się wycierał, miał na ustach złośliwy uśmiech.

Wyglądało na to, że miał lwa wśród najnowszych owiec Slytherinu. Musiał się dowiedzieć kto to.

Kiedy Mathias się obudził, jego współlokatorzy otoczyli go.

- Co zrobiłeś Krwawemu Baronowi? - jeden, raczej małpowaty Ślizgon, Boyle Goyle, zapytał go zaintrygowany. - Widziałem jak rzuciłeś w niego zaklęciem i zrzuciłeś na podłogę! Jestem Boyle.

Pierwszoroczniak zaoferował Mathiasowi dłoń, ale ten spojrzał na nią chłodno, po czym usiadł na łóżku, obserwując pozostałych uczniów. Nie przyjął dłoni czarodzieja.

- Jestem Mathias. - powiedział krótko.

- Wow. Jestem Charles Bulstrode. Gdzie nauczyłeś się takiego zaklęcia? - zapytał go czarodziej o mocno zarysowanej szczęce, czarnych włosach i wysokim czole, również oferując mu dłoń.

Mathias jej także nie przyjął.

- Moja mama mnie nauczyła. Jest mistrzynią zaklęć – odpowiedział zirytowany całą tą uwagą i pytaniami.

- Super - powiedział ostatni chłopiec, Gerald Parkinson, o ciężkiej, mopsowatej twarzy. - Znasz jeszcze jakieś inne zaklęcia?

- Kilka - powiedział Mathias, wyślizgując się z łóżka. Miał na sobie same bokserki, podczas gdy inni chłopcy mieli na sobie pidżamy.

- Zawsze tak śpisz? - zapytał Boyle, patrząc na bokserki Mathiasa. On i inni chłopcy nadal nosili majtki z bawełny.

Mathias spojrzał na niego.

- Właściwie to lubię spać nago - odpowiedział, wymijając chłopców, by dostać się do łazienki.

- Nago? - powiedział Boyle, patrząc na pozostałych. - Myślę, że on jest gejem.

Gerald obejrzał się za chudym bladym czarodziejem.

- Nie. Nie sądzę, ale jest dziwny. Nie wydaje się przyjazny - odpowiedział.

- Ja się cieszę, że tu jest - stwierdził Charles - przynajmniej mamy chodzący „odstraszacz duchów".

Boyle spojrzał w stronę łazienki.

- Nie lubię gejów - powiedział. - Już za chwilę go naprawię.

Charles i Gerald spojrzeli na tęgiego pierwszoroczniaka. Był dużo cięższy od Mathiasa.

- Widziałeś co zrobił z tym duchem, Boyle. Ja bym go zostawił w spokoju - powiedział Gerald nerwowo.

Boyle spojrzał na łóżko Mathiasa. Jego różdżka wystawała spod poduszki.

- Nie zabrał ze sobą różdżki - zauważył, uderzając pięścią w otwartą dłoń.

Mathias wyszedł z łazienki i skierował się w stronę swojego łóżka, by po chwili zostać zablokowanym przez Boyle'a. Młody czarodziej popatrzył na niego, mrużąc oczy. Nie przejmując się tym, spróbował go wyminąć, ale chłopak stanął mu ponownie na drodze.

- Nie chcemy żadnego spania nago w naszym dormitorium, geju - burknął Boyle w jego stronę.

Mathias zamrugał i cofnął się o krok.

- Zejdź mi z drogi - powiedział groźnie.

- A może podejdziesz tu i mnie zmusisz, panienko? - powiedział Boyle, uśmiechając się w stronę mniejszego czarodzieja. Był zbirem, dokładnie tak jak jego ojciec.

- Mogę to zrobić - powiedział Mathias poważnie - Ale nie chcę. Jestem tu, żeby się uczyć, a nie bić.

- „Jestem tu, żeby się uczyć, a nie bić" - przedrzeźniał go Boyle. Dwóch chłopców stojących obok zaczęło się śmiać. Wyczuwali krew i myśleli, że będzie najlepiej jak od razu staną po wygranej stronie. Mathias popatrzył na wszystkich po kolei - co do jednego byli dupkami.

- Tak czy siak, będziesz się bił - powiedział Boyle, zamachując się, by uderzyć Mathiasa w twarz.

Młody czarodziej umknął ciosowi Boyle'a i odpłacił mu, uderzając go boleśnie w nos, z którego poleciała krew. Potem Mathias podciął większego chłopca, a kiedy ten wylądował z hukiem na podłodze, usiadł na jego plecach, wykręcając mu rękę boleśnie do tyłu.

- Dalej chcesz się bić? - Mathias zapytał chłopaka przez zaciśnięte zęby. Jeżeli będzie musiał, złamie mu bark.

Ron i Harry pracowali jako aurorzy dla ministerstwa, więc nauczyli Mathiasa różnych chwytów i ciosów, kiedy był mały. Było to u niego naturalne i czasem udawało mu się przewracać wujków na ziemię. Jeśli oczywiście poruszał się wystarczająco szybko. Ale jak dotąd ich nie pokonał. Jeszcze.

- Nie. Poddaje się. Przepraszam - krzyknął Boyle. Mathias go puścił.

Dwóch czarodziei stojących obok patrzyło na niego z niedowierzaniem.

Boyle wstał, trzymając się za krwawiący nos. Mathias spojrzał na niego, wziął do ręki swoją różdżkę i skinął nią tuż przed twarzą czarodzieja. Zatrzymał krwotok i oczyścił mu twarz w tym samym czasie. Boyle dotknął swojego nosa.

- Już mnie nie boli - powiedział, wytrzeszczając oczy.

- Nie powinno. Wyleczyłem go - odpowiedział czarodziej, po czym spojrzał na Boyle'a - Nie powinieneś dokuczać mniejszym od ciebie.

Boyle zamrugał oczami. Mathias podszedł do szafy. Otworzył ją bez żadnych obaw, odwrócony plecami do większego czarodzieja. Normalnie chłopak zaatakowałby go z zaskoczenia, ale teraz wiedział, że to nie byłoby zbyt mądre.

Mathias wyciągnął swoją szatę, skarpetki i szczotkę do włosów. Założył szatę na bokserki i zapiął.

- Nie zakładasz swojego mundurku? - zapytał go Gerald.

Mathias spojrzał na niego.

- Najwyraźniej nie, skoro zakładam szatę - odpowiedział.

- Kretyn -pomyślał, patrząc na Geralda.

Kiedy skończył zapinać szatę, usiadł na łóżku, by założyć skarpety. Wszyscy trzej czarodzieje gapili się na niego. Zmierzył ich swoimi czarnymi oczami pełnymi irytacji.

- Czy wasza trójka ma zamiar iść na śniadanie? - zapytał ich. Chłopcy skinęli głowami.

- W takim razie sugeruję, żebyście przestali się na mnie gapić i poszli się ubrać - powiedział zimno.

Wszyscy trzej odeszli i zrobili tak jak im powiedział. Mathias się skrzywił.

„Bogowie, czy tak ma być przez cały najbliższy rok? Może wyślę sowę do matki i będę ją błagał, żeby mi wynajęła prywatny pokój. Mógłbym jej powiedzieć o bójce... nie... nie mógłbym. Co się dzieje w Slytherinie, pozostaje w nim." Westchnął.

Założył buty, wstał i wyszedł ze swojego dormitorium, kierując się do pokoju wspólnego. Uczniowie w różnym wieku krzątali się po całym pomieszczeniu. Pierwszoroczniacy tłoczyli się razem, ponieważ starsi uczniowie dokuczali im po wizycie Krwawego Barona.

- Pierwsze piętro śmierdzi jak garnek ze szczynami - jakaś piątoroczna czarownica dogryzała nowym uczennicom, spoglądając na nie.

- Powinnaś słyszeć wszystkie te piski dochodzące z chłopięcych dormitoriów. Brzmieli jak banda małych, przerażonych dziewczynek - powiedział czarodziej z szóstego roku, uśmiechając się złowrogo do skulonych chłopców.

Mathias właśnie przechodził obok tego ucznia, kiedy ten zatrzymał go łapiąc za ramię.

- Może powiesz nam, co zrobiłeś, jak zobaczyłeś Krwawego Barona? Krzyczałeś czy się posikałeś, czy może jedno i drugie, pierwszaczku? - zapytał Mathiasa, który strzepnął rękę czarodziej ze swojego ramienia. Pozostali uczniowie w pokoju wspólnym westchnęli ze zdziwienia na tak nieoczekiwaną reakcję u pierwszoroczniaka.

- Ani jedno, ani drugie. Przekląłem go i poszedłem spać - odpowiedział chłopiec.

Oczy starszego ucznia rozszerzyły się, podczas gdy cały pokój zamilkł w niedowierzaniu.

- Nieprawda! - chłopak zaprzeczył. - Posikałeś się! Tak jak reszta.

Mathias spojrzał na niego ze spokojem.

- Nie mam powodu, żeby kłamać, ale w sumie to nie obchodzi mnie czy mi wierzysz - powiedział, idąc powoli w stronę wyjścia.

- Dokąd się wybierasz, cwaniaczku? - powiedział starszy chłopak, idąc za Mathiasem. - Powiesz prawdę.

Mistrz Eliksirów szedł korytarzem, przyśpieszając, kiedy usłyszał, że coś się dzieje w pokoju wspólnym. Zatrzymał się przed wejściem, przysłuchując się.

- Nie muszę ci niczego udowadniać - powiedział Mathias, wkładając rękę do kieszeni szaty, by chwycić różdżkę.

- On przeklął tego ducha! - wykrzyknął Gerald, zbiegając po schodach - Widziałem to. Przeklął go, zrzucił z łóżka i poszedł spać!

Uczeń z szóstego roku i cała reszta spojrzała na czarodzieja, a potem znów na Mathiasa,

- Tak - Boyle powiedział, wchodząc do pomieszczenia za Geraldem razem z Charlesem, który kiwał entuzjastycznie głową - Wszyscy to widzieliśmy.

- Nie wierzę! - szóstoroczniak wysyczał. - Jakiego zaklęcia użyłeś?

Mathias był już tym zmęczony. Wyciągnął swoją różdżkę.

- Tego - powiedział, mamrocząc coś pod nosem, wskazując różdżką na czarodzieja. Chłopak zesztywniał, zsiniał i przewrócił się.

Mathias wymknął się z pokoju wspólnego, kiedy uczniowie zaczęli krzyczeć. Zobaczył Severusa stojącego na korytarzu, więc powiedział – Dzień dobry, profesorze - i poszedł przed siebie. Pierwszoroczniak nie wyglądał nawet na winnego. Zupełnie jakby myślał, że nic się nie stało. Sam się prosił o kłopoty.

Severus pozwolił chłopcu odejść, choć wiedział, że powinien go zatrzymać. Później się tym zajmie. Teraz musi uspokoić wszystkich uczniów w pokoju wspólnym i ściągnąć zaklęcie z ucznia.

Czyli to pan Granger przeklął Krwawego Barona, a teraz jednego ze Ślizgonów. Chłopak nie był tu nawet jednego dnia.

Severus nie mógł powstrzymać złośliwego uśmieszku.

Mathias był małym cwanym draniem.